Światło w ciemności rozdział 10 - DanielKurowski1
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Światło w ciemności rozdział 10
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Drogi Oliverze,

Zwracam się do Ciebie z uprzejmą prośbą. Dzieli nas wiele. Ja jestem wampirem, a Ty jesteś Łowcą Wampirów. Jednak moja prośba jest niezmiernie ważna dla obu ras.

Pewnie zastanawiasz się, dlaczego wampir szuka pomocy i Łowcy. Odpowiedź jest dosyć prosta. Nie mogę prowadzić własnego śledztwa całą dobę. Ty zaś możesz pracować i w dzień i w nocy.

Jak dobrze wiesz, morderstwa dokonane przez wampiry wymknęły się spod kontroli. Ktoś, kto steruje tymi atakami nie chce dobra ludzi i wampirów. Jest brutalny i mściwy - rzeź w sierocińcu to potwierdza.

 Krew Ludzi z Blizną - jak ich nazywamy - jest dla nas odkupieniem. Poprzez dobrze zmieszane proporcje, możemy stworzyć lek, na naszą ''chorobę''. Morderstwa te były złym koniecznym, lecz nie musisz mnie teraz rozumieć. Śmierć kilku ludzi jest niczym w porównaniu do wyzwolenia wampirów z pod ciężaru uzależnienia od krwi. Dzięki temu, nie będziemy musieli więcej zabijać. Ludzkość znów może czuć się bezpieczna.

Proponuję spotkanie w cztery oczy. Opowiem Ci o moim planie i o tym, co jest mi potrzebne do stworzenia leku. Jeśli to Cię nie przekonało, to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Krew ta może również wskrzeszać zmarłych. Oboje wiemy o kogo mi chodzi, Oliverze.

Sądzę, że opuszczona kamienica w Southwark na przeciwko fabryki maszyn, będzie neutralnym miejscem. Spotkanie odbędzie się w przyszłą sobotę o dwudziestej drugiej. Będę sam i mam nadzieję, że ty też.

Pozdrawiam, 

Viktor Dragomir

***

Oliver odłożył list na łóżko i spojrzał w sufit. Nie widział, jakie zamiary ma ten wampir. Nigdy nie powinien mu ufać, ale w głębi duszy czuł, że Viktorowi zależy na losie ludzi. Jeśli to co napisał jest prawdą, długoletnia wojna ludzi z wampirami dobiegnie końca. Już nikt nie będzie musiał umrzeć. Ponadto możliwość wskrzeszenia zmarłego...

- Późno wróciłeś - powiedziała nagle Mary, która wyrwała Olivera z rozmyślań. Chłopak nie miał pojęcia, że dziewczyna jest w pokoju. - Co czytałeś?

- List od Viktora Dragomira - szepnął chłopak. - Chce się ze mną spotkać.

- Pisał dlaczego?

- Chce stworzyć jakiś lek z krwi tych ludzi. Mam mu w czymś pomóc.

- I? Pójdziesz?

- Nie mam wyjścia. Jeśli to ma ocalić świat, to jestem gotów sprzedać duszę wampirowi.

- A jeśli to zasadzka? Poza tym, dlaczego tak nagle spoufalasz się z wampirami. Jeszcze do niedawna mówiłeś, że wszystkie zabijasz.

- Pisał, że będzie sam. W głębi duszy czuje, że mówi prawdę. O wszystkim. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że muszę się z nim spotkać.

Mary spojrzała na brata. Wyglądał inaczej niż wcześniej. Patrzył w jeden punkt i nie mógł się skupić. Ponadto gwałtownie zmienił swoje poglądy o wampirach. Nie podobało się to jej.

Oliver natomiast myślał, co by było gdyby mógł wskrzesić swoją rodzinę. Mógł znów wieść normalne życie. Musiał spotkać się z Viktorem.

- Muszę iść spać - powiedział chłopak. - Jutro z samego rana jadę do Ministerstwa, a potem od razu za miasto, do rezydencji Marii Hatfield.

- Dobrze. - odparła Mary i odeszła od chłopaka. 

Oliver przebrał się w swój nocny strój i poszedł spać. Z początku nie mógł zasnąć, przewracał się z boku na bok. Dopiero po godzinie zasnął. Śniła mu się Adelina, blady potwór i trzy kobiety.

***

Oliver obudził się ze straszliwym bólem głowy. Leżał na łóżku jeszcze dziesięć minut zanim wstał. Cały czas myślał o liście, który dostał od Viktora Dragomira. Sam już nie wiedział co o tym myśleć. Za trzy dni miało odbyć się spotkanie z wampirem, które będzie miało znaczący wpływ na przyszłe wydarzenia. Jeśli wampir mówi prawdę, wkrótce problem wampirów zostanie rozwiązany. Jeśli jednak kłamał, Oliver wpadnie w pułapkę i będzie miał kłopoty. Starał się jednak o tym nie myśleć. Wstał z łóżka i zszedł na dół.

W salonie siedziała Martha, która przygotowała chłopakowi śniadanie. Oliver usiadł przy stole, ale nie miał zbyt wielkiego apetytu. Martha natomiast siedziała na zielonym fotelu i szydełkowała. 

Martha była czterdziestodwuletnią kobietą, która wyglądała na więcej lat niż w rzeczywistości miała. Od dziecka była przy kości i zawsze nosiła włosy spięte w mały kok. Jej oczy wyglądały na bardzo duże, gdyż nosiła bardzo grube okulary.

Gdy Oliver wreszcie zjadł, podziękował Marcie i udał się na górę. Wyciągnął z szafy i ubrał się w elegancki stój, na który składała się czarna koszula ze srebrnymi guzikami, czarna kamizelka, która również miała srebrne elementy, eleganckie dopasowane spodnie oraz czarną marynarkę.

Oliver był posiadaczem ogromnego majątku po ojcu, jednak do dziś dzień zajmowała się nim jego ciotka, Elizabeth. Chłopak nie był pełnoletni, więc nie mógł odziedziczyć całości. Pieniądze, które były mu udostępniane starczały na opłatę czynszu w kamienicy oraz na różnego rodzaju zakupu, jak na przykład ubrania. Czasem chodził też do restauracji z Emmą lub Isabellą. W zależności od humoru. Młody Łowca przypomniał sobie, że dawno nie widział Isabelli i powinien ją wkrótce odwiedzić.

Chłopak zabrał swój pas z rewolwerami i srebrny sztylet. Rozejrzał się po pokoju. Mary nigdzie nie było, więc Oliver pomyślał, że jest z Richardem w księgarni. Wzruszył ramionami i wyszedł z pokoju. 

Na dole pożegnał się z Marthą i wyszedł z mieszkania. Gdy był na niższym piętrze, zobaczył, że kot pani Gibson trzyma w pysku zdechłego szczura. Chłopak popatrzył na niego z niesmakiem i wyszedł z kamienicy. 

Niebo było zachmurzone i na dodatek wiał zimny wiatr. Oliver postanowił, że czym prędzej pójdzie do Nocnego Ministerstwa, skąd pojedzie za miasto do domu pani Hatfield.

***

Gdy Oliver zbliżył się do gmachu Ministerstwa ujrzał jeden z powozów, które były własnością Ministra. Ku rozczarowaniu chłopaka, obok powozu stali Cooper oraz Susan. Oliver liczył, że wypad za miasto będzie wykonywał w pojedynkę i nikt nie będzie mu w tym przeszkadzać, zwłaszcza Cooper. Chłopak lubił Susan, ale od pewnego czasu kobieta za wszelką cenę chciała udowodnić swoja wartość, co prowadziło do ciągłego wpychania się w różne sprawy, które jej nie tyczyły. Im bardziej starała się udowodnić swoją niezależność, tym gorzej wypadała w oczach chłopaka.

- Jeszcze chwila i pojechalibyśmy bez ciebie - powiedziała pretensjonalnie kobieta. - Ile można czekać?

- Nie przypominam sobie, żebym was tutaj zapraszał - powiedział chłodno Oliver. - Liczyłem, że pojadę sam.

Susan była wyraźnie zdenerwowany tym, co przed chwilą usłyszała, lecz po chwili się opanowała i powiedziała poważnym tonem:

- Nie powinniśmy prowadzić tego śledztwa w pojedynkę. W mieście dzieje się coraz gorzej, a poza tym zabito trzech naszych Łowców. Nas też może spotkać podobny los. Powinniśmy trzymać się razem...

- Po prostu powiedz mu, że Morgan kazał nam z nim jechać - przerwał jej Cooper. - Czy teraz możemy wreszcie tam pojechać? Chcę mieć to już z głowy.

Oliver i Susan spiorunowali go wzrokiem. Mężczyzna bawił się swoim sztyletem i nie przejmował się reakcją kolegów. Po dłuższej chwili Susan podeszła do powozu i wsiadła. Tuż za nią wszedł Cooper, a na końcu Oliver, który zamknął za sobą drzwi. Siedział w ciemnym powozie tuż na przeciwko swoich towarzyszy. 

Całą drogę panowała bardzo niezręczna cisza. Nie odezwał się nawet stary woźnica, który często opowiadał zmyślony historie ze swojego życia. 

Po dwóch godzinach jazdy, wreszcie dotarli do dworku wdowy po panu Hatfield

Rezydencja była olbrzymia z wielkim ogrodem, oraz lasem, który mieścił się nie daleko i również, był własnością Marii Hatfield. Oliver byt zachwycony pałacykiem, dawno nie widział niczego równie pięknego. Ściany były zrobione z jasnego kamienia, a dach z ciemnej dachówki. Strzeliste wieżyczki wyglądały jak z baśni. Front domu był monumentalny i emanował przepychem i bogactwem. Powóz czekał na nich pod bramą.

Liście, które zostały na drzewach przybrały kolor złoty i czerwony.  Jesienny klimat wpasował się atmosferę domostwa i nadawał mu elegancki ton.

Po chwili zachwytu, Łowcy zapukali do drzwi rezydencji. Drzwi otworzyła im szczupła gosposia, która spytała się kim są.

- Jesteśmy z Nocnego Ministerstwa - zaczął Oliver. - Musimy zadać kilka pytań pani Marii Hatfield.

Zmieszana gosposia nie wiedziała co zrobić. Pani Hatfield nie lubiła przyjmować gości, ale podobno Łowcom Wampirów i królowej się nie odmawia. Po chwili kobieta wpuściła ich do środka. 

Wnętrze było jeszcze piękniejsze. Drewniana podłoga, jasne ściany, na których wisiały najróżniejsze obrazy oraz perskie dywany, nadawały pomieszczeniu jeszcze bardziej bogatszy wygląd. Gosposia zaprowadziła Łowców do obszernego salonu, gdzie siedziała Maria Hatfield. Kobieta przestała czytać książkę i spojrzała na Łowców pytającym wzrokiem. Gospodyni krótko streściła o co im chodzi i pani Hatfield kazała jej odejść.

Kobieta podeszła od sofy na której usiadła. Gestem ręki nakazała Łowcom, aby oni też usiedli. 

Maria Hatfield była kobietą starsza, lecz bardzo elegancką. Miała falowane siwe włosy sięgające ramion, delikatny makijaż na twarzy, a jej usta były mocno fioletowe, jak cały strój kobiety. Na jej szyi wisiał medalion z herbem rodu jej mężna. Kobieta przyglądała się uważnie gościom i czekała aż zaczną mówić.

- Nazywam się Oliver Bright, syn Arthura Brighta - zaczął Oliver. - Musimy porozmawiać na dość osobisty temat...

- Znałam twojego ojca - powiedziała Maria. - Ale nigdy za nim nie przepadałam. Mam nadzieję, że jego syn nie będzie takim samym ignorantem jak on.

- Chciałbym porozmawiać o ostatnich morderstwach w Londynie - mówił zmieszany Oliver. - Wie pani, kim są ofiary?

- Niestety tak - odparła. - Bękarty mojego brata. Od zawsze przynosił hańbę mojej rodzinie. Nie wiem dlaczego rodzice byli z niego tacy dumni.

- Wszyscy oni mieli bliznę na nodze - kontynuował. - Pani też ją ma?

- To u nas rodzinne. Każdy to miał. Przenosimy to w genach.

- Jakie relacje łączyły panią z bratem - spytała po chwili Susan.

- Od dawna nie utrzymywaliśmy kontaktu. Nigdy za sobą nie przepadaliśmy.

- Wiedziała pani wcześniej o istnieniu dzieci?

- Niestety. Ich matka-kurwa wpisała im nasze rodowe nazwisko. Każdy wiedział, że to jego bękarty.

- Ma pani jakieś pamiątki rodowe albo najlepiej drzewo genealogiczne? - spytał Oliver. - Bardzo by to nam pomogło.

- Niby jak? - odparła kobieta. - Rozmawiam z wami już dłuższy czas i dalej nie wiem o co chodzi.

- Mordercy poszukują ludzi z bliną, taką jak pani - powiedział Cooper. - Najpierw zabito pani brata, a potem jego dzieci. Skoro ma pani taką samą bliznę, wkrótce przyjdą i po panią.

Maria Hatfield była wyraźnie wstrząśnięta. Była posiadaczką wielkiego majątku i nie śpieszyło się jej z odejściem z tego świata.

- Jeśli chodzi o drzewo genealogiczne to jest ono w pokoju na piętrze. Moja gosposia pokaże panu drogę, panie Bright.

Oliver wstał i wyszedł z salonu. Susan i Cooper siedzieli z kobietą i zasypywali ją masą pytań. Chłopak znalazł gosposię i poprosił ją bym pokazała mu, gdzie znajduje się drzewo genealogiczne rodziny Scozzarini.

Kobieta zaprowadziła Olivera do małej biblioteki, która znajdowała się na pierwszym piętrze. Powiedziała też, że nie wie dokładnie gdzie jest to drzewo i że Oliver musi je sam znaleźć, po czy zostawiła go samego.

Biblioteka była dosyć ciasna, ale było w niej dużo różnych książek. Oliver zaczął przeglądać tytuły różnych dzieł, ale nie natrafił na nic ciekawego.

Po chwili natknął się na książkę zatytułowaną Hellfire club. Oliver przypomniał sobie, że jego ojciec coś wspominał o tym klubie. Chłopak wyciągnął książkę i zaczął przeglądać. Był to w zasadzie dziennik, gdzie były zapisane nazwiska członków. Były w nim między innymi nazwisko męża pani Marii, nazwisko ojca Emmy Wright oraz kilku innych wpływowych ludzi. Na samym końcu widniało nazwisko ojca Olivera. Chłopak przesuwał kartki aż w końcu natknął się na obrazki, które zmroziły mu krew w żyłach. Przedstawiały one sceny morderstw, tortur, składania ofiar. Każda z tych czynności była dokładnie opisana. W dalszej części dziennika, było zapisane kilka przepisów na jakieś mikstury oraz różne zaklęcia, które wywoływały nie ciekawe efekty. W innych akapitach było wspomniane o różnych orgiach i czczeniu szatana. Czuł się jakby czytał podręcznik do jakiegoś chorego kultu satanistów.

Oliver nie mógł uwierzyć, że jego ojciec mógł należeć do takiego klubu. Bez namysłu wyrwał kilkanaście kartek z dziennika i schował je do kieszeni. Następnie odłożył go na miejsce i kontynuował swoje poszukiwania.

Po chwili odnalazł księgę, która była napisana w całości po włosku. Chłopak zaczął przeszukiwać imiona i nazwiska członków rodziny biskupa i kobiety. Dotarł wreszcie do najstarszego nazwiska.

- Baltazar IV Scozzarini - przeczytał na głos Oliver. - Chyba to potomek syna Adeliny. Miałem rację.

Młody Łowca odłożył księgę na miejsce i wrócił na dół do pozostałych. Cooper i Susan właśnie kończyli rozmowę z panią Marią Hatfield. Oliver chciał zadać jej jeszcze jedno pytanie.

- Zna pani początki swojego rodu? Chodzi mi o jego założyciela.

- Słyszałam o nim, ale to nie było potwierdzony źródło. Podobno był nim Baltazar I Niegodziwy. Bynajmniej tak go nazywano. Wyruszył z Anglii na kilkaset lat temu i osiadł na stałe we Włoszech. Więcej o nim nie wiem.

- Bardzo nam pani pomogła - powiedziała Susan. - Jesteśmy pani bardzo wdzięczni.

- Potrzebuję ochrony - powiedziała cicho kobieta. - Nie chcę, by spotkał mnie taki sam los, jaki spotkał mojego brata.

- Zrobimy wszystko co w naszej mocy - odparł Cooper. - Na nas już czas. Musimy wracać.

- Oczywiście. Odprowadzę was. 

Zza oknami ciemne chmury sprawiły, że było bardzo ciemno. Zanosiło się na deszcz.

 W salonie był słyszalny dźwięk wybijanej szyby. Maria Hatfield i jej gosposia były przerażone. Susan nakazała Cooperowi, aby został przy kobietach, a ona wraz z Oliverem sprawdzą co to było.  Łowcy wrócili do salonu. Faktycznie szyba była wybita, a zasłona falowała od wiejącego wiatru. 

Susan wyciągnęła jeden ze swoich rewolwerów i powoli przeszukiwała salon. W pewnym momencie, zupełnie znienacka wyskoczyły dwie postacie owinięte w karmazynowe płaszcze. Na twarzach mieli białe maski z czarnymi szkłami w miejscu oczu.

Niska postać najmniejszych przeszkód obezwładniła Susan i przystawiła jej nóż do gardła. Oliver wyciągnął rewolwer, ale wiedział, że nie strzeli, bo może trafić Łowczynię.

- Rzuć broń - powiedziała niskim i bardzo powolnym głosem wysoka. Był to na pewno mężczyzna, a sądząc o drobnej budowie ciała, jego towarzyszem była kobieta. - Rzuć ją na ziemię. 

Oliver wykonał rozkaz i odłożył rewolwer. W tym samym czasie, Cooper wykonał dwa celne strzały w stronę przeciwników. Niska postać odrzuciła Łowczynię i uniknęła kuli. Jej wysoki towarzysz dostał pierś, ale nie zrobiło to na nim największego wrażenia. Oboje byli bez wątpienia wampirami.

- Zabierz panie do powozu i wracaj do Londynu - powiedział Oliver do Susan. - Zajmiemy się nimi.

Susan nie pewnie spojrzała na chłopaka, który posłał jej wymowne spojrzenie. Kobieta wybiegła z salonu i wyszła z kobietami na zewnątrz. Wszystkie trzy wbiegły do powozu, a woźnica odjechał.

Oliver wraz z Davidem Cooperem spoglądali na te dwie tajemnicze postacie. Stali na przeciw siebie i czekali. Młody Łowca spojrzał się za siebie i ujrzał miecz, który wisiał nad kominkiem. Była to Japońska katana. Pan Hatfield od zawsze uwielbiał kolekcjonować najróżniejsze bronie z całego świata. Chłopak wziął miecz, który był jeszcze w pochwie. Następnie podniósł swój rewolwer i podał go Cooperowi, gdyż ten nosił zawsze tylko jeden.

David Cooper mógł poszczycić się bardzo celnym okiem. Był najlepszym strzelcem w Ministerstwie, lecz to koniec jego zasług. Mężczyzna wycelował i strzelił do wysokiego wampira, który zdawał się pochłaniać pociski. Niska postać zwróciła się ku Oliverowi. Po chwili Cooperowi skończyły się naboje i nie mógł strzelać.

Niska Wampirzyca była coraz bliżej Olivera. Chłopak przypomniał sobie szkolenie, które codziennie udzielał mu Richard. Młody Łowca był coraz lepszy w walce wręcz w z bronią białą, lecz dalej miał problem ze strzelaniem.

Oliver zamachnął się kataną, która wciąż była w pochwie. Niska wampirzyca złapała za pochwę, blokując cios Oliver. Chłopak kopnął ją przy tym w brzuch i wampirzyca cofnęła się gwałtownie wraz z pochwą trzymaną w ręku. Chłopak zauważył, że katana jest wykonana ze srebrna. Oba wampiry cofnęły się. Oliver przeszedł do ofensywy.

Trzymał katanę w lewej ręce i wymachiwał nią tworząc przy tym zabójczy wachlarz. Wampiry z wielką desperacją unikały ciosów chłopaka. Cooper stał jak wryty i obserwował walkę Olivera z wampirami. Nie mógł wyjść z podziwu, dla umiejętności chłopaka. 

Fakt. Oliver w tak krótkim czasie posiadł znakomitą umiejętność posługiwania się bronią. Wcześniej chłopak nie skupiał się na walce. Dopiero od niedawna przeszedł bardzo intensywny trening z Richardem.

Oliver wirował wraz z kataną, a wampiry unikały cisów. W pewnym momencie niska wampirzyca wyciągnęła swój nóż i skrzyżowała do z mieczem chłopaka. Nie na długo. Oliver sparował jej cios i ciał mieczem jej ramię. Wampirzyca zasyczała z bólu. Wraz z drugim wampirem cofnęła się o krok. Wymierzyli spojrzenia i ruszyli w stronę wyjścia.

- Nie mogą uciec! - krzyknął Oliver i rzucił Cooperowi swój drugi rewolwer.

Oboje wybiegli za wampirami z domu. Chmury zakrywały słońce, a dodatkowo ciężka szata chroniła wampiry przed nim. Niska wampirzyca i wysoki wampir pobiegli w stronę lasu pani Hatfield. Oliver i Cooper deptali im po piętach.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
DanielKurowski1 · dnia 10.01.2018 00:10 · Czytań: 58 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
Gaston Bachelard dnia 10.01.2018 18:34
Żeby nie było... Czytam owe literki od początku samego.
Nie moje bajki i światy, ale czyta mi się bez bólu głowy.
Dlatego postanowiłem wpisać swoje coś w miejsce puste, że aż wstyd i żal.
I gdzie ci czytaciele są???? Ech i ej.


Pisuj dalej.
Doczytam Cię do końców samych. Obiecane.

Rośnij zdrowo. Papciochy.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Ania_Basnik
23/01/2018 12:57
Ten wiersz ma cudowny klimat. Czułość, ciepło pomimo zła,… »
Silvus
23/01/2018 12:43
Nie no, nie no, widać po twórczości, po jej dojrzałości, że… »
Carvedilol
23/01/2018 12:41
Jacku przeklej tekst np. do worda - wyczyśc całe pole… »
Silvus
23/01/2018 12:36
A może by to tak podzielić na zwrotki? Delikatna… »
Silvus
23/01/2018 12:31
To mnie jakoś odstaje. Ale całkiem złe nie jest. Tego… »
hultaj
23/01/2018 12:23
Bardzo fajny wiersz, miniatura. Czytałem z przyjemnością.… »
Ania_Basnik
23/01/2018 12:15
ajw lubie takie klimaty. Też tak mam Pięknie to oddałaś.… »
introwerka
23/01/2018 12:08
A dla mnie pointa jest (szczególnie w kontekście tytułu)… »
Ania_Basnik
23/01/2018 12:07
Wiersz bardzo dobry, bez dwóch zdań. O podwójnym dnie.… »
Ania_Basnik
23/01/2018 12:02
Ciekawy wiersz! Przywołanie Bukowskiego dodaje klimatu,… »
Ania_Basnik
23/01/2018 11:53
Margaretko bardzo zgrabny wiersz Zaczynasz mocnym akcentem… »
Lilah
23/01/2018 11:40
Życzę peelce, żeby jeszcze długo, długo rosło. Zgrabnie… »
Jacek Londyn
23/01/2018 11:35
Miladoro, nic nie zrobię, bo tekst idzie w rozsypkę. Nie… »
braparb
23/01/2018 11:19
Świetny wiersz, lecz konieczna jest drobna uwaga natury… »
Alen Dagam
23/01/2018 11:11
Dzień dobry, Jolu. To jest kopia z Wikipedii. Mniej… »
ShoutBox
  • SanaiStark
  • 23/01/2018 12:57
  • Silv, ale ja nie wiem, jakie rzeczy uważasz za przyjemne :)
  • mike17
  • 23/01/2018 12:55
  • A więc czekam z niecierpliwością na solidną porcję dziania się :)
  • Silvus
  • 23/01/2018 12:51
  • @Sa, gdybyś tylko pisała o rzeczach dla mnie przyjemnych, to Twój zapał chyba wystarczyłby, bym stał się Twoim fanem. :) A na zaliczenia tak, uważaj.
  • SanaiStark
  • 23/01/2018 12:50
  • Bo i dawno nie pisałam xD Ale teraz muszę się zająć zaległymi pracami zaliczeniowymi do szkoły. Weterynaria to nie przelewki.
  • mike17
  • 23/01/2018 12:48
  • Cześć, Sanai :) Czyli będzie się działo. Z przyjemnością zajrzę - dawno Cię nie czytałem.
  • SanaiStark
  • 23/01/2018 12:45
  • Tajest. Są trupy, jest nekrofilia, szalony czarownik-zbok jeżdżący na na wpół martwym jednorożcu, demony i Książę z Bajki (ale nie do końca taki jak w Shreku ;]). Full wypas.
  • Silvus
  • 23/01/2018 12:25
  • Mroczna baśń. Rozumiem. :)
  • SanaiStark
  • 23/01/2018 12:24
  • Mroczna baśń pisana tradycyjnie do muzy mojego ukochanego Carach Angren ;> Osiem dni do koncertu, łiiii
  • Silvus
  • 23/01/2018 12:16
  • PS. @Sa, fantastyczne?
  • Silvus
  • 23/01/2018 12:14
  • O, @Sa.
Ostatnio widziani
Gości online:25
Najnowszy:Buddemeyer
Wspierają nas