Miasteczko C - rozdz 2 - Zwichrowana Asia - Gatsby
Proza » Obyczajowe » Miasteczko C - rozdz 2 - Zwichrowana Asia
A A A
Od autora: Rozdział poświęcony Zwichrowanej Asi - znienawidzonej dewotce z Miasteczka C.

Długi język Asi i ciągła potrzeba kopania pod kimś dołków nie bierze się z niczego. Jest to efekt przeżytej w młodości traumy i związanego z nią prześmiewczego stanowiska ogółu społeczeństwa.
Klasyfikacja wiekowa: +18

3

 

   Siedzi, różaniec trzyma w dłoni. Po kolei mierzy każdego wzrokiem. Wymalowane na ciemno oczy współgrają z czarnymi, luźno opadającymi na ramiona włosami, spozierają to na lewo to na prawo, to w okno to przed siebie. Patrzy, lustruje, ocenia. Tak, ocenia. To jest najlepsze, co lubią robić baby jej pokroju. Ocenić nie znając, powiedzieć nie wiedząc. A potem plotki fałszywe, teorie spiskowe w obieg puścić, im więcej, im bardziej perfidne, im bardziej kompromitujące tym lepiej, bo ciekawiej we wsi się robi. Nie obawia się o siebie, bo nawet gdyby komuś poważnie za skórę zalazła, to co? – Jest nietykalna. Nikt jej języka nie ukróci, spróbowałby! Jeszcze bardzo rękawiczek by nie zdołał założyć, siekiery w dłoń pochwycić a już krzyk i lament na całą wieś niemiłosierny. Jest przedstawicielką gatunku człowieka, co pod figurą klęczy, krzyżem by leżała a w rzeczywistości naturę posiada bardziej skurwysyńską niż wszelkie prawa przewidują.

   Gdyby skurwysyństwo mierzyć skalą to w tym przypadku by jej zabrakło.

   Ludzi co raz więcej. Kolejka się nie zmniejsza. Zwichrowana Asia coraz bardziej niecierpliwa. Palce pracują szybciej, zgrabnie przesuwając kolejne pacierze. W powietrzu, przemieszany z zapachem mentolu, kropli żołądkowych i całego osprzętu medycznego, unosi się zapach drzewa sandałowego. Przecież w końcu jest moda na te czerwone, pachnące różańce a poświęcone przez zasiadającego na stolcu papieskim Polaka, rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Parafianie kupują w przykościelnej salce, mając nadzieję, że modlitwa bardziej pewniejszą będzie, że przez papieskie święcenia ich lamenty i prośby codziennie wylewane przed Maryi majestatem spełnią się priorytetem, a może nawet z naddatkiem. Głupie te ludziska i naiwne! Wiejskie to, niemądre, zacofane i na ekonomii i robieniu pieniądza kompletnie się nie znające. Nie wiedzą, że siłą napędową handlu jest dobra reklama, i że tych różańców to ojciec święty nawet na oczy nie widział, bo na logikę jakby każdy różaniec miał poświęcić to nic by nie robił tylko święcił, i święcił, i święcił…. Klechy za grosze od Chińczyków załatwiają, ciemnocie wpajają że niby poświęcone, błogosławione, wodą przechszczone i wyciągiem z chuja najwyższego naznaczone. Dewoty kupują, modlą się i co najlepsze, widzą różnicę! Efekty wręcz namacalne, gołym okiem widać, że dotychczas używane wersje do zaawansowanych i ważniejszych modlitw się nie nadawały. Kopaczkowa lepiej słyszy, Lachowska lepiej widzi,  Krowińska mniej kuśtyka a Helenka i stara Kopcowa z za rzeki, z samym Jezusem Chrystusem obcują i łzy krwiste z Panienki Gipsowej chusteczkami higienicznymi marki Nivea obcierają. Naznaczonymi są, wybrankami pańskimi, że to już nie do kościoła a do nich ludziska się schodzą jaką ciekawostkę z zaświatów usłyszeć a i o przychylność Gipsową prosić.

   Coraz bardziej męczą ją spojrzenia siedzących obok ludzi. Czyżby ją znali? Nie, niemożliwe żeby była sławna nawet w Wielkim Mieście….

   Fakt faktem, że jest popularna i na miano obeznanej, wszechwiedzącej, wścibskiej i ciekawskiej sobie zapracowała. Może czasem coś więcej powie, jakąś gafę popełni, coś wyolbrzymi, doda, dopowie, ale na miano plotkawej na pewno nie zasługuje i żeby Nowakównie ten jęzor w gębie skamieniał jak jeszcze raz komuś powie że Zwichrowana Asia to plotkara!

   Zapewne imponuje im, całej rodzince Nowakównych swoją pobożnością i gorliwością modlitwy, a te dla niepoznaki… żeby nie było, że gorsze, wbijają jej w plecy noże, szpilki, gwoździe i wszelkie ostre, łatwo dostępne elementy. W tych czasach coraz mniej gorliwych wierzących, stara gwardia umiera a ci trwający w wierze co zostali, z hejtem i pogardą coraz częściej muszą obcować. Jeszcze kilka lat i strach pomyśleć co się będzie działo. Parafianie już doszczętnie od Boga i parafii się odwrócą, i bezmyślnie będą chełpić te coraz nowsze wymysły.

   Obok starzec siwy jak gołąb przygląda się świętej. Zerka spod ukosa, to na różaniec to na kolano, to na kolano to na różaniec. Jędrne i soczyste, przyobleczone w cieniutka pończoszkę.

   Wręcz idealne na nocne wojaże.

   Tylko czy posiadaczka owych nóżek byłaby chętna na starszego o dobre parędziesiąt lat amanta?

   Ona wniebowzięta, niedostępna, zatopiona w Boskiej ekstazie, on rozkojarzony apetyczną nóżką i jędrnym ciałem, spogląda i oblizuje dyskretnie wargi myśląc że nie widać. Wszyscy widzą i coraz bardziej obserwują zachowane starego. Dziadek się napalił, i po chwili schyla się, niby buta (nie rozwiązanego) zawiązać, i zgięty podnosi głowę, zerka na lewo i już czubkiem nosa dotyka, już zapach czuje powabnych apetycznych nóżek. Wydaje pomruk, że niby kręgosłup boli, zarzuca rękę na plecy i z udawanym grymasem próbuje się podnieść. Krzesło trzeszczy, w końcu się łamie (plastikowa chińska tandeta), i dziadek leci przed siebie na podłogę. Bliskie spotkanie z zimnymi kafelkami z pewnością przyjemne nie było, ale za to widoczek skrupulatnie chowany spódniczką przez świętą osobę, ukazał się w najokazalszej formie. Gały wyłupił, że niby z bólu, że niby oszołomiony upadkiem, a w oku mu iskra pożądania świeciła. Tylko te oczy goniły, by zobaczyć wszystko, by zapamiętać najwięcej…. Zwichrowana w zaskoczeniu nogi rozkroczyła i dziadek już niczego więcej nie potrzebował. – Matko Boska – jęknął wyraźnie wzruszony i wstał podtrzymywany przez recepcjonistkę.

*

   Po dwóch godzinach, święta weszła do gabinetu. Jeszcze dwunastka i jedenastka a ta już pod drzwiami czatowała na wypadek, żeby przypadkiem nikt jej nie ubiegł. Żeby się trzynastka nie zapomniała, nie zagalopowała i nie wcisnęła przed nią, przed sędziwą dwunastkę. W końcu nadszedł czas. Jeszcze tylko różaniec ucałować, wsunąć do plastikowego etui z wizerunkiem Matki Teresy, i schować do kieszeni, poprawić włosy i szminkę na ustach, przejrzeć się w lusterku w celu wychwycenia wszelkich naskórnych niedoskonałości. Ostatni psik perfumami, weryfikacja oddechu i wyprost. Tak, musi wyglądać bardzo dobrze. Lekarz co prawda żonaty, ale cóż… nigdy nic nie wiadomo…. Chociaż, zdroworozsądkowo nawet gdyby coś się wydarzyło to przecież w czterech ścianach pozostanie. Nie będzie w rozwalaczkę związków się bawiła i na starość życia na nowo układała, to niepotrzebne i ślubu by wymagało, a wtedy renta po starym Janocie (dobra renta, górnicza) na pewno przez ZUS anulowana zostanie.

   A bez ślubu żyć się nie godzi, niepoprawne i grzeszne. Pięćdziesiątka na karku, najlepszy czas by swe błędy młodości odpokutować i szalę dobrych uczynków napełnić. Dobre chęci i czyny zawsze odnotowane zostaną, i odpowiednio uhonorowane. Tak więc msza codziennie, spowiedź codziennie i gorliwe modlitwy do najświętszych postaci też codziennie! Im człowiek starszy (szczególnie wiejska baba) tym więcej pod deklem pomysłów się rodzi. Nie, żeby się śmiać z tego czy drwić, ale pewnej przekorności nie zauważyć się nie da. Za młodu wyzwolona, świat niestraszny, ino uciechy, ino przyjemności, i liczne za spełnieniem pogonie, a wy wszyscy co was gorszę – Pocałujcie mnie w dupę! –A na starość poczciwą, wspaniałą, bogobojną osobą się robi. Jeszcze szanowaną by chciała być! Goniła po wsi na lewo i prawo, sprostowanie, nie po wsi, lecz po wsiach, Większym Mieście i innych okolicznych mieścinach, bo w tym momencie to bardzo znaczące jest, i uprawiała (po młodzieżowemu tak zwaną) seks turystykę. Do momentu. Długo jej samowola nie trwała.  Dorwała starego, w tedy jeszcze młodego Zwichrowanego i tak… jakby przez przypadek, jakby przez Boże zrządzenie, jakby na złość wpadła jak śliwka w kompot. Dziewięć miesięcy, ba już siedem miesięcy po fatalnym zdarzeniu cała wiocha wiedziała, że Zwichrowana (wtedy jeszcze panieńskie – Kubikówna) jest brzemienną. W tamtym czasie prawdopodobnie na dekiel jej siadło, gdy obiektem plotek prze największych została. – Że dzieciata, że panna, że się puściła! – I od tego czasu to taka cipa plotkawa – Że ja wam pokaże, wyście ze mnie się śmiali i drwili i legendy puszczali, to ja wam teraz z nawiązką odpłacę! – Wyszła za mąż, jeszcze przed narodzinami, lecz w powstrzymaniu plotek to nie pomogło, ba jeszcze bardziej się wzmogły, jeszcze bardziej jadowite…. Szczególnie ta jedna, Nowakówna to ona jej dała popalić! Zazdrosna o przystojnego Zwichrowanego, ploty takie w obieg puszczała, nierealne, nie stosowne i bardzo obraźliwe…. Myślała, że plotami Kubikównę ze wsi wykurzy, że ta niby się załamie, że ucieknie i facetowi da spokój, a w tedy to już droga wolna! Marysia Golowa  potem mówiła:

   – Kobieto, na dyć ty idź się przebadaj (pfy), bo wiesz… z Afrykanami (pfy, pfy) nigdy nie wiadomo….

   – Że co, z murzynami? Co macie na myśli? Że ja chora?

   – Nie, nie, tylko, tak między nami, to ploty o was niemiłosierne chodzą….

   – Ale jakie?

   – Wybacz kochana, lecz powtarzać nie będę, bo przez gardło mi to nie przejdzie (pfy), ale uważaj, bo to do niczego dobrego nie prowadzi….

*

   – Dzień dobry panie doktorze, jak się pan miewa?

   – Dobrze, dziękuję. Widzę, że pani uśmiechnięta, wypoczęta, co do mnie sprowadza? Siadajcie.

   Usiadła wygodnie przy biurku, naprzeciw doktora, na obitym skajem krzesełku. Wygładziła pofałdowaną na kolanach spódnicę, pokręciła głową (że niby kokietka), zatrzepotała oczyma i przejęta zaczęła opowiadać.

    – Nie wyraźnie się czuję, taka okropna pogoda i ten wiatr przenikliwy. Łaziłam ostatnio po wsi i mnie przewiało, z gardła to mi ropa litrami spływa! Katar niemiłosierny, takiego od dawna nie miałam, codziennie rano, od ponad tygodnia na dzień dobry dwadzieścia kichnięć! I jeszcze przez dzień drugie tyle, że w sklepie jak mnie złapało, to ekspedientka (córka od Heńka Kuraka) oczy wybałuszyła, i uwierzyć nie mogła że takiej drobnej osóbce jak ja tak wali w gaźnik! Aż mi było później nieswojo te zakupy robić, spojrzałam na nią, na to jej cielowate spojrzenie, i z tego zamieszania połowę rzeczy pokupować zapomniałam, ale to jeszcze nic, nie zwróciłam uwagi, dopiero w domu, gdy przed lustrem stanęłam dostrzegłam, że na biuście miałam… wie pan co, panie doktorze, prawda? Wie pan co tam się znajdowało, przyklejone i zastygnięte? I to nie jakiś mały a całkiem spory flek, rozmazany na moim fioletowym sweterku. Wyglądał niczym ptasi kleks…

   –No wie pani co, mogła mi pani tego zaoszczędzić…. Pani pokaże gardło, otwieramy i głośno aaaaa....

   Lekarz spenetrował pacjentce gardło i stetoskopem sięgając pod sweter, przesłuchał płuca. Zwichrowana Asia okryła się ciarkami od stóp do głów. Dotykał ją stetoskopem po plecach i klatce piersiowej. Jak by się zachowała, gdyby podczas bardziej kobiecych dolegliwościach penetrowałby ją wziernikiem? Czy potrafiłaby stłumić rumieńce na twarzy? Czy podniecona dotykiem wymarzonego mężczyzny nie palnęłaby jakiegoś głupstwa?

   – No nie ciekawie to wygląda, bez antybiotyku się nie obejdzie.

   – Antybiotyk, może mleko z czosnkiem wystarczy?

  – Nie –zaprzeczył poirytowany – Gdyby tak było, to nie wspominałbym o antybiotykach tylko o mleku z czosnkiem. Potem leczycie się po swojemu i przychodzicie do mnie z pretensjami, że dalej chorzy, że słabo leczę, że leki nieodpowiednie przepisuję. Wtedy ja pytam – Antybiotyk stosowaliście tak jak napisałem? – No nie, bo apteka daleko, bo nie ma sensu się truć, bo to niezdrowe a i drogie jak cholera. – Ja w tedy no cóż, jak drogie to nie tydzień a trzy będziecie chorować… albo i dłużej, tak jak ten od Danuty Spod Lasu synek….

   – Leszek, co z nim?

   – No co… całkowita wasza przeciwność! Wy antybiotyków nie, on zaś by je całymi garściami łykał. Nic wypośrodkowane, z jednej skrajności w drugą.

   – Ale, że uzależniony? Lekoman… tak też sądziłam.

   – Ach jaki lekoman? – zaprzeczył  – Problemy z męskością ma i dyskomfort z tego tytułu olbrzymi odczuwa. Odczuwał. Mówię mu, by suplementy łykał, by owoców morza na początek spróbował, by naturalnie a nie od razu chemie stosować, a on na to, że to nie działa, że nie lubi i że dziadostwa chińskiego jeść nie będzie. Żebym coś mocniejszego przepisał.

   – I przepisał pan?

  – No a co miałem zrobić? Łaził i łaził, i namawiał i błagał, że on nieszczęsny, że on marny…. Znam go, może nie jest zbytnio urodziwy, ale poczciwa chłopina z niego, robotny, rezolutny, niechaj też z tego życia uciech zaczerpie, przepisałem mu od razu dwa pudełka viagry….

   – Na bój ty się Boga, tego lekarstwa na drąga?

   – A no.

   – Na dyć to silne, jak zażyje to całą noc będzie mógł.

   – No tak, skąd wiecie?

   – W telewizorze u kuzynki widziałam ostatnio, jak w odwiedziny byłam – Zwichrowana nie ukrywała podniecenia – Taka pani, dosyć zgrabna, z pokaźnymi walorami, w obcisłej lateksowej spódniczce na takim byku jeździła i właśnie to bezeceństwo reklamowała….

   – Obeznana pani, no, no, gratuluje…. Odnośnie gardła….

   – A to co on mówił, że nie może a by chciał?

  – Można tak powiedzieć, załamany bardzo. Biedaczysko. Przepiszę pani polopirynę i syrop, polopiryna trzy razy dziennie po jednej tabletce a syrop jak sobie pani wspomni, też trzy razy minimum.

   – Ohyda

   – Że co?

   – Ohydne te syropki tylko język cierpnie. A odnośnie Leszka, biedny to on, ma już swoje lata. Będzie miał trzydziestkę na karku, tak, trzydzieści pięć nawet, bo jak mój stary przeszło dwadzieścia roków temu, kopnął w kalendarz, to Lesio był jeszcze gówniarzem, ministrantem. Więc wszystko się w jedną całość układa, i odpowiedź sama się na myśl nasuwa… ta biedna chłopina nie że nie chciał baby, tylko nie mógł….To on teraz usprawiedliwiony…

   Lekarz wypisał receptę, i spod byka zerkając na pacjentkę stanowczo dodał:

   – Żeby nie było, Pani Zwichrowana, wszystko zostaje między nami, nic poza drzwi gabinetu wyjść nie może. Rozumiemy się? 

   – Ano tak, tak, jak najbardziej, czy ja kiedykolwiek, cokolwiek, komukolwiek powiedziałam? Język na kłódkę a milczenie złotem!

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Gatsby · dnia 12.01.2018 15:10 · Czytań: 75 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
Darcon dnia 12.01.2018 15:18
Szkoda, że infodumpa z pierwszej części nie rozbiłeś na kilka pozostałych części. Tutaj fabuła jest znacznie lepsza. :) Nadal opisy są duże, ale wprowadzają bohaterkę i są płynne w czytaniu. Nie jestem targetem dla takich opowiadań, ale przyznaję, że postać zwichrowanej Asi jest przekonująca. :) Zabawnie i treściwie opisana, nadałeś jej konkretny charakter (trochę przerysowany, ale właśnie tacy powinni być bohaterowie powieści, kto chce czytać o zwyklakach?) i cechy. Wizyta u lekarza płynna, błyskotliwa i z humorem. Dobra część, oby tak dalej.
Pozdrawiam.
Gatsby dnia 12.01.2018 19:57
Hmm, dziękuję Darcon!

Muszę przyznać, że mam problem z tym infodumpem i kompletnie nie wiem jak go wkleić w pozostałe części. Być może, gdy spojrzę na to wszystko po dłuższej przerwie to wpadnie mi do głowy jakiś pomysł.
Na chwilę obecną wrzucę jeszcze kilka części Miasteczka C.

Obecnie całej powieści mam 38 tysięcy słów i składa się ona z trzech części ściśle ze sobą powiązanych, gdzie trzecia część jest właśnie punktem kulminacyjnym.

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Silvus
20/01/2018 14:16
Czyli chodzi ci "wieki"="przez wieki"?… »
Arrora
20/01/2018 13:59
Tam jest napisane "wieki", wszystko w porządku:… »
Lilah
20/01/2018 13:56
Dziękuję, Milu, zmieniam. Serdeczności :) »
Krzysztof Konrad
20/01/2018 13:05
Dzięki, Darcon. Aktualnie pracuję nad logiką w pisaniu. Nie… »
Darcon
20/01/2018 12:44
Widzę małą zniżkę formy, postaram się wrócić i przytoczyć… »
Darcon
20/01/2018 12:43
Jest lepiej, Konradzie. Jednak nadal w dynamicznych akcjach… »
Silvus
20/01/2018 12:35
Jeszcze wielki kurz został do poprawy. "jest… »
skroplami
20/01/2018 12:13
No tak, odpowiedzi autorki "lepsze" od tekstu ;).… »
Miladora
20/01/2018 11:47
"Dobrem" brzmi dobrze, Lil. :) »
Arrora
20/01/2018 11:44
Witaj Silvus, Bardzo dziękuję za uwagi, narobiłam tutaj… »
skroplami
20/01/2018 10:58
Ma w sobie mroźną tajemnicę, którą odczuwa bohater, i która… »
Felicjanna
20/01/2018 10:05
No nie wiem, ja odniosłam wrażenie, że ironizujesz i… »
skroplami
20/01/2018 09:56
Będzie na raz po pierwsza i na dwa po drugie ;). Po… »
Lilah
20/01/2018 09:43
Zapraszam do posłuchania:… »
dodatek111
20/01/2018 09:32
Zrobione, jeszcze raz dziękuję Milu:) »
ShoutBox
  • trawa1965
  • 20/01/2018 12:47
  • Ale przedtem była krew, pot i łzy...
  • Krzysztof Konrad
  • 20/01/2018 08:04
  • Z tego co widzę, osiagasz więcej niż większość osób z takiego dpsu, radzisz sobie, można wręcz powiedzieć, że jesteś tam ewenementem. Dlaczego mieliby nie pomóc?
  • Silvus
  • 19/01/2018 23:08
  • @Trawo, @Mike to chyba mówił trochę do mnie. :)
  • trawa1965
  • 19/01/2018 22:17
  • Dlaczego ma być inaczej? Przecież czytujesz moje utwory. Do wszystkiego doszedłem ciężką i uczciwą pracą. Oczywiście, posiadam kilka opcji na przepustkę.
  • mike17
  • 19/01/2018 19:51
  • Jeśli masz dobry towar, to go opchniesz bez picu.
  • Silvus
  • 19/01/2018 19:45
  • @Mike, spokojnie. Niektórzy decydenci potrzebują więcej czasu, żeby przemyśleć i się zgodzić.
  • mike17
  • 19/01/2018 19:42
  • Jarek, jak postawisz sprawę na ostrzu noża, to wygrasz :)
  • Silvus
  • 19/01/2018 19:17
  • Na pewno się da. Przy odrobinie dobrej ludzkiej woli!
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:Alukonisse1r
Wspierają nas