Światło w ciemności rozdział 12 - DanielKurowski1
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Światło w ciemności rozdział 12
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Minęły trzy dni od przyjazdu Wielkiego Inkwizytora do Londynu. Wraz z nim przybyło dziesięciu najlepszych Łowców z całej Europy między innymi z Francji, Prus i Rosji. Prowadzili oni regularne patrole i pełnili całodobowe warty. Nowi Łowcy zabili już siedem dorosłych wampirów oraz zniszczyli jedną z ich siedzib w Southwark. W takim tempie i z taką elitą, zlikwidowanie pozostałości wampirów nie byłoby trudnym zadaniem. Jest jeden problem.

Wśród ludzi chodzą słuchy, że niemal cała elita wampirzych szlachciców przeżyła rzeź sprzed dziesięciu lat. Cała ludzkość już wie, że wampiry nie wyginęły i że wciąż są silne. Patrole i Ministerstwa z całego świata są jednak zgodni, że w innych krajach nie ma już wampirów. Wielka Brytania jest jedynym miejscem, gdzie jeszcze występują.

Do niedawna na całym świecie dochodziło do pojedynczych incydentów z wampirami w roli głównej, jednak od ponad dwóch lat jest spokój. Tak jakby z dnia na dzień po prostu zniknęły. Łowcy i Ministerstwa stwierdziły, że to sukces i uznały, że gatunek już wymarł, a Wielka Brytania jest ostatnim bastionem ich niedobitków.

Co się więc stało z wszystkimi wampirami? Głupotą jest stwierdzenie, że samoistnie wyginęły. Łowcy znów popełniają ten sam błąd,

***

W końcu nadeszła sobota. Tego dnia Oliver miał się spotkać z Viktorem, który ma dla niego pewną ofertę.

Był ranek i słońce zaglądało do mieszkania państwa Jones. Richard miał dziś wolne, więc wraz z żoną siedzieli w salonie. Oliver chodził niecierpliwie po swoim pokoju, czekając na dwudziestą. Od czasu do czasu bawił się kataną, którą postanowił sobie zatrzymać. W końcu uznał, że musi znaleźć sobie jakieś zajęcie i pójdzie na miasto. Gdy wychodził, spojrzał jeszcze raz na domowników. Widać było, że są ze sobą długo i bardzo się kochają.

Oliver zamknął za sobą drzwi i wyszedł na korytarz. Znów zobaczył kota pani Gibson, który bawił się upolowaną, martwą myszą. Lepszy łowca, niż połowa oddziału w Ministerstwie - pomyślał Oliver i wyszedł z kamienicy.

Dzień był wyjątkowo pogodny. Wiał delikatny wiatr, który mierzwił chłopakowi już przydługie włosy. Oliver musiał udać się do balwierza, ale zawsze znajdywał wymówkę żeby tego nie robić.

Krążył już tak od ponad dwóch godzin, aż w końcu trafił do Hyde Parku. Często udawał się tutaj wraz z Isabellą, która uwielbiała siadać na ławce przy stawie i patrzeć na pływające tam kaczki. Powolnym krokiem dotarł do wspomnianej ławki i wcale się nie zdziwił.

Wśród krzewów i siedzących na bezlistnych drzewach gołębi była ukryta drewniana ławka, na której siedziała Isabella. Oliver podszedł do niej i się przywitał.

Dziewczyna była dość drobnej postury. Miała brązowe włosy i szare oczy - podobnie jak dawniej Oliver - oraz delikatne piegi na twarzy. Jej uroda była dosyć pospolita i nie wyróżniała się niczym szczególnym - ot typowa Londyńska osiemnastolatka. Była dość skromną i nieśmiałą dziewczyną, co również łączyło ją z chłopakiem.

Gdy ujrzała postać Olivera, zamknęła książkę i spojrzała na niego.

- Myślałam, że nie żyjesz - odparła patrząc mu w oczy. - Nie widziałam cię od miesiąca.

- Wybacz, byłem dość zajęty - rzekł cicho Oliver. - Na pewno słyszałaś o tym co się dzieje w tym mieście. Staram się wyjaśnić kto i dlaczego to robi.

- Nie wątpię, w końcu jesteś Łowcą - Isabella znów otworzyła książkę i skupiła się na niej. - Jednakże mogłeś chociaż wysłać list albo po prostu przyjść. Dawniej widywaliśmy się częściej.

- Dawniej narzekałaś na moją obecność, a teraz mnie besztasz? - Oliver usiadł obok niej. - Chyba nigdy nie zrozumiem kobiet.

- Nigdy nie zrozumiesz nikogo, jak będziesz unikał ludzi. Masz w ogóle jakiś przyjaciół?

- Tylko ciebie, Emmę i Adama - chłopak zastanawiał się przez chwilę - no i Mary, oczywiście.

Isabella oderwała wzrok z książki i spojrzała na chłopaka. Przyglądała mu się uważnie, aż w końcu i on na nią spojrzał.

- Co się dzieje? - spytała po chwili. - Wyglądasz dziwnie.

- Doprawdy ? - powiedział zawstydzony chłopak. - Mam dziś ważne spotkanie i stresuje się. Aż tak widać?

Isabella pokiwała twierdząco głową. Znów zamknęła książkę i wstała z ławki. Stanęła naprzeciw Olivera i spytała:

- Może pójdziemy na spacer? Powinno ci się polepszyć.

- Zgoda - Oliver wstał i wolnym krokiem szedł obok Isabelli.

Dziewczyna trzymała książkę pod pachą i patrzyła przed siebie. Wyglądała bardzo dojrzale jak na swój wiek i tak się też zachowywała. Zajmowała się całym domem oraz pomagała ojcu w pracowni. Oliver nie znał drugiej tak pracowitej i pomocnej osoby.

Oboje chodzili po Hyde Parku, aż w końcu obeszli cały dookoła. Rozmawiali o głupotach i o przygodach z dawnych lat. Oliver spojrzał na swój kieszonkowy zegarek i stwierdził, że powinien już wracać do domu i pomału zacząć przygotowania do spotkania. Pożegnał się z Isabellą i obiecał jej, że wkrótce znów się spotkają.

- Trzymam cię za słowo - odparła uśmiechnięta dziewczyna. - Żegnaj, Oliverze.

- Do widzenia - odparł chłopak i opuścił park. Isabella jeszcze przez chwilę stała i obserwowała chłopaka. Uwielbiała patrzeć na jego białe jak śnieg włosy.

***

- Nigdzie nie idę - powiedział stanowczo Robert Spark, który stał w gabinecie ojca i patrzył jak ten pakuje swoje rzeczy. - Mam dość ciągłych przeprowadzek i chowania się jak szczur!

- Do Londynu przybył Capone - powiedział Brandon Spark, który odłożył rzeczy i podszedł do syna. - A wraz z nim jeszcze więcej Łowców, którzy szukają nas wszędzie. Nie możemy być ciągle w jednym miejscu...

- Nie powinniśmy również służyć arystokracji, która ma nas za nic - przerwał mu Robert. - Odwalamy za nich brudną robotę, a oni nawet nie zaoferują nam schronienia.

- Mówiłem ci już, że takie sprawy powinieneś pozostawić dorosłym. Sam jeszcze jesteś bardzo młody. Gdyby twoja matka żyła...

- Ale nie żyje! - krzyknął Robert. - I to wszystko twoja wina! Ona nie żyje przez ciebie. Wystawiłeś ją Łowcom!

- Uważaj na słowa, młodzieńcze - powiedział Brandon spark, a do gabinetu weszło kilka wampirów, które zainteresowały się kłótnią. Ich szef kazał im wyjść, lecz żaden z nich nie posłuchał.

- Jesteś starym głupcem - powiedział Robert i wyjął spod marynarki przedmiot, który był owinięty grubą warstwą szmat. Chłopak powoli je odwinął, odsłaniając srebrne ostrze długiego noża. - Nie powinieneś nami rządzić. Przyniesiesz nam wszystkim zgubę.

- Co robisz... - spytał niepewnie Spark. - Lepiej schowaj ten nóż, bo zrobisz nam obu krzywdę, synu.

- Nie obu - powiedział cicho chłopak. - Zrobię krzywdę tylko tobie, ojcze.

Robert złapał srebrną rękojeść noża i wbił go gwałtownie w serce ojca. Gdy nóż przebił serce wampira, chłopak natychmiast puścił nóż i z sykiem spojrzał na swoją dłoń. Brandon jeszcze przez chwilę stał i patrzył się na syna, który patrzył mu w oczy. Oderwał od niego wzrok i spojrzał na inne wampiry w pokoju. W ich oczach widział głęboką pogardę.

Brandon Spark upadł wreszcie na podłogę, a z jego ust wypłynęła stróżka ciemnej krwi. Robert ostatni raz spojrzał na ojca i odwrócił się do reszty wampirów.

- Teraz ja tu rządzę i to ja decyduje o tym co robimy. Po pierwsze wyśle list do Viktora Dragomira i poproszę o azyl dla nas wszystkich. W liście napiszę, że mój ojciec został zamordowany przez Łowców, którzy odkryli naszą kryjówkę. Do tego czasu zbierzemy kogo tylko zdołamy i będziemy czekać na odpowiedź.

Wampiry pokiwały głową dając znać, że rozumieją. Następnie wraz z Robertem wyszły z gabinetu Brandona Sparka zostawiając jego martwe ciało na środku pomieszczenia.

***

Była dwudziesta i Oliver stał przed kamienicą, w której miał się spotkać z Viktorem. Ręce mu się trzęsły, mimo że było dosyć ciepło. Chłopak był ubrany w elegancki stój, jednak wziął ze sobą rewolwery i sztylet. Nigdy nie wiadomo co może się przydarzyć.

Z daleka było widać, że kamienica była od lat opuszczona. Powybijane okna, zarwany dach i zniszczona fasada nie zachęcały do wejścia. Chłopak otworzył stare drewniane drzwi i wszedł do ciemnego holu. Było tak ciemno, że Oliver musiał wytężyć swój wzrok by coś widzieć. W końcu jego wzrok przyzwyczaił się do ciemności i chłopak miał lepszą widoczność.

Schody prowadzące na wyższe piętro były w całości zarwane, więc Oliver uznał, że Viktor musi być na parterze. Wciąż szedł ciemnych korytarzem i słyszał dźwięk pękającego szkła pod swoimi butami. Cały czas obawiał się, że w każdej chwili coś lub ktoś go zaatakuje.

W końcu Łowca znalazł jedyne otwarte drzwi na parterze. W środku pomieszczenia mała lampa naftowa świeciła bladym światłem. Przy zniszczonym biurku siedział Viktor, który patrzył się pustym wzrokiem na podłogę. Gdy wyczuł obecność chłopaka, natychmiast skierował na niego wzrok, a Olivera przeszły delikatne dreszcze. Nawet w słabym blasku lamy było widać, że Viktor wygląda jak młody bóg. Jego oczy miały w sobie coś hipnotyzującego, że nawet Oliver nie mógł oderwać od niego wzroku. Wampir uśmiechnął się i wskazał Łowcy mały taboret ustawiony przy biurku.

- Chodź - powiedział przyjaznym głosem. - Przyniosłem ci krzesło.

***

Vanja siedziała na sofie w komnacie Ivana i parzyła się na jego portret, który wisiał na ścianie. - Zawsze był skromny - pomyślała ironicznie wampirzyca i napiła się wina. Gdy usłyszała, że jej brat wchodzi do pokoju odłożyła wino i wstała z sofy. Tuż za nim, niczym wierny pies szła Lavinia Drach. Kobieta miała długi śnieżnobiały warkocz oraz zimny wyraz twarzy. Jej usta zawsze były wykrzywione w grymasie ironicznego uśmiechu. Była ubrana w bardzo elegancką suknię, a na szyi miała pięknie zdobioną kolię z rubinów.

- Przyprowadziłeś ze sobą wiedźmę ? - spytała Vanja. - Nigdy za nimi nie przepadałam.

- Jestem czarodziejką, nie wiedźmą - poprawiła ją Lavinia. - To tak jak pomylić wampira ze strzygą.

- Skoro mój braciszek ma swoją czarownicę, dlaczego i ja nie mogę takiej mieć? - rzekł spokojnie Ivan.

Ivan miał niski głos i wyglądał bardzo poważnie. Miał długie czarne włosy, które swobodnie opierał się o jego plecy. Jego oczy miały bardzo jasny kolor, co wyróżniało go nawet wśród wampirów. Miał na sobie ciemną marynarkę, a w prawej dłoni trzymał laskę, na której się podpierał. Od kilku lat kulał na prawą nogę.

W końcu usiał w swoim fotelu i zwrócił się do siostry.

- Więc co proponujesz?

***

- Proponuję ścisłą współpracę - rzekł Viktor. - Wiem, że wbrew twoim zasadom i kodeksowi Ministerstwa, lecz tutaj chodzi o losy obu naszych ras! - W głosie wampira było słychać podniecenie i ekscytację - Wiem, że to nie jest do końca dobre, jednak nikt z nas nie jest dobry. Rezultat naszej pracy jest wart swojej ceny.

- Przejdź do sednum - odparł Oliver, który nerwowo kręcić się na taborecie. -Rozmawiamy już prawię godzinę.

- Jesteś najlepszym Łowcą, zapewne nie tylko wampirów. Chcę, żebyś znalazł dla mnie kilka starożytnych artefaktów. Dzięki nim będziemy mogli stworzyć lek.

- Jakich artefaktów? - spytał zaciekawiony Oliver.

- To co teraz powiem musisz wziąć na poważnie - rzekł cicho Viktor. - Potrzebny jest zaginiony miecz Van Helsinga, glina z ziemi świętej oraz krew drugiego potomka Adriany.

- Adeliny? - spytał zbity z tropu Oliver. - Chodzi o tą z legendy?

- Tak, masz rację - Viktor po raz kolejny się uśmiechnął. - Przejęzyczenie.

- Więc nie będzie łatwo - rzekł Łowca. - Miecza nie widziano od setek lat, z gliną może nie będzie problemu, lecz krew drugiego potomka będzie bardzo problematyczna. Nie wiem od czego zacząć.

- Znajdziesz sposób, w końcu jesteś Łowcą, czyż nie?

- Wiem, ale...

- Pomyśl o tym co to przyniesie - powiedział Viktor. - Wieczysty pokój między ludźmi i wampirami. Do tego możemy wskrzesić kogo tylko chcemy - Viktor zrobił pauzę i spojrzał chłopakowi głęboko w oczy - możemy wskrzesić twoją siostrę. Mary, zgadza się?

- Tak - odparł cicho chłopak. - Miała na imię Mary. Umarła pięć lat temu na zapalenie płuc, lecz ciągle jest przy mnie. Choć sam nie wiem, czy to nie są moje urojenia...

- Ależ skąd, duchy istnieją od zawsze - powiedział uśmiechnięty Viktor. - Ich ''egzystencja'' jest bardzo ciekawa, lecz to nic nowego. Więc jak - wampir wstał i podszedł do chłopaka. Oliver również wstał. - Umowa stoi?

- Tak - odparł Oliver. - Zrobimy to.

***

Vanja ściskała rękę brata i patrzyła mu głęboko w oczy. Lavinia stała obok i przypatrywała się wszystkiemu.

- Zrobimy to - powtórzyła wampirzyca. - Zabijemy Olivera Brighta, tak samo, jak zabiliśmy jego ojca.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
DanielKurowski1 · dnia 13.01.2018 11:27 · Czytań: 48 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Silvus
20/01/2018 14:16
Czyli chodzi ci "wieki"="przez wieki"?… »
Arrora
20/01/2018 13:59
Tam jest napisane "wieki", wszystko w porządku:… »
Lilah
20/01/2018 13:56
Dziękuję, Milu, zmieniam. Serdeczności :) »
Krzysztof Konrad
20/01/2018 13:05
Dzięki, Darcon. Aktualnie pracuję nad logiką w pisaniu. Nie… »
Darcon
20/01/2018 12:44
Widzę małą zniżkę formy, postaram się wrócić i przytoczyć… »
Darcon
20/01/2018 12:43
Jest lepiej, Konradzie. Jednak nadal w dynamicznych akcjach… »
Silvus
20/01/2018 12:35
Jeszcze wielki kurz został do poprawy. "jest… »
skroplami
20/01/2018 12:13
No tak, odpowiedzi autorki "lepsze" od tekstu ;).… »
Miladora
20/01/2018 11:47
"Dobrem" brzmi dobrze, Lil. :) »
Arrora
20/01/2018 11:44
Witaj Silvus, Bardzo dziękuję za uwagi, narobiłam tutaj… »
skroplami
20/01/2018 10:58
Ma w sobie mroźną tajemnicę, którą odczuwa bohater, i która… »
Felicjanna
20/01/2018 10:05
No nie wiem, ja odniosłam wrażenie, że ironizujesz i… »
skroplami
20/01/2018 09:56
Będzie na raz po pierwsza i na dwa po drugie ;). Po… »
Lilah
20/01/2018 09:43
Zapraszam do posłuchania:… »
dodatek111
20/01/2018 09:32
Zrobione, jeszcze raz dziękuję Milu:) »
ShoutBox
  • trawa1965
  • 20/01/2018 12:47
  • Ale przedtem była krew, pot i łzy...
  • Krzysztof Konrad
  • 20/01/2018 08:04
  • Z tego co widzę, osiagasz więcej niż większość osób z takiego dpsu, radzisz sobie, można wręcz powiedzieć, że jesteś tam ewenementem. Dlaczego mieliby nie pomóc?
  • Silvus
  • 19/01/2018 23:08
  • @Trawo, @Mike to chyba mówił trochę do mnie. :)
  • trawa1965
  • 19/01/2018 22:17
  • Dlaczego ma być inaczej? Przecież czytujesz moje utwory. Do wszystkiego doszedłem ciężką i uczciwą pracą. Oczywiście, posiadam kilka opcji na przepustkę.
  • mike17
  • 19/01/2018 19:51
  • Jeśli masz dobry towar, to go opchniesz bez picu.
  • Silvus
  • 19/01/2018 19:45
  • @Mike, spokojnie. Niektórzy decydenci potrzebują więcej czasu, żeby przemyśleć i się zgodzić.
  • mike17
  • 19/01/2018 19:42
  • Jarek, jak postawisz sprawę na ostrzu noża, to wygrasz :)
  • Silvus
  • 19/01/2018 19:17
  • Na pewno się da. Przy odrobinie dobrej ludzkiej woli!
Ostatnio widziani
Gości online:19
Najnowszy:Alukonisse1r
Wspierają nas