Państwo Polne - A_W
Poezja » Wiersze » Państwo Polne
A A A
Od autora: Kiedyś nadesłałem tą bajkę na konkurs. Nie otrzymałem oceny zwrotnej. Obecnie szukam obiektywnych uwag i komentarzy, ponieważ nie potrafię stwierdzić, czy jest to utwór o dobrej jakości. Rodzina i znajomi zawsze przecież pochwalą. Z góry chciałbym serdecznie podziękować chociażby za samą chęć przeczytania tekstu, który do krótkich nie należy. Gorąco zachęcam do lektury.

Lisy żyją w lesie, psy mieszkają w budzie,

Nad wszelkim stworzeniem władzę mają ludzie.

Były jednak czasy, nikt ich nie pamięta,

Gdy na naszym świecie rządziły zwierzęta.

 

Umiały rozmawiać, chodzić na dwóch łapach,

Nie mieszkały w norach, lecz w zwyczajnych chatach.

Tak, jak w naszym świecie, istniały też kraje,

Płynęły w nich rzeki, rosły wielkie gaje,

Nie zaznały wojen, czas płynął spokojnie,

Jedną z takich krain było Państwo Polne.

 

Królem w tymże kraju był zaś Orzeł Biały,

A wszelkie stworzenia zawsze go słuchały.

Póki żył ten władca, trwały złote czasy.

Każdy był szczęśliwy, chociaż różnej rasy.

W zgodzie żyły razem wilki i króliki,

Kury oraz lisy, zające i żbiki.

Smutkiem i radością zawsze się dzieliły,

Wspólnie pracowały, jadły oraz piły.

 

Tak mijały lata, w końcu czas upłynął,

Okres rządów króla, niestety, przeminął.

Pojawił się problem, pierwszy od stuleci,

Bowiem wielki władca nie miał żadnych dzieci.

Od zamierzchłych czasów, gdy państwo powstało

Prawa dziedziczenia zawsze przestrzegano.

Więc gdy wybijała królewska godzina,

Władza przechodziła z rąk ojca na syna.

Ponieważ na tronie zabrakło potomka,

Naród dzielnych zwierząt w strachu się zabłąkał:

„Któż ma nami rządzić? Co się z nami stanie?”

Nieprzemijającym było to pytanie.

 

W końcu, jeden puchacz, w myślach pogrążony,

Wpadł na pewien pomysł, choć nieco szalony.

Cały kraj usłyszeć miał pohukiwanie:

„Naprzeciw pałacu przyjdźcie na zebranie!

Każdy kto się rusza, pełza albo pływa!

Od najmniejszej mrówki aż po wieloryba!

Tam wam wytłumaczę, co poradzić mamy,

Aby nowy władca był na tron wybrany.”

 

Wkrótce po tych słowach, zebrały się wszystkie

Zwierzęta na placu; duże oraz niskie.

W mig się zaroiło od kotów, wiewiórek,

Niedźwiedzi i osłów, a także jaszczurek,

Łabędzi, psów myszy i żółtych kanarków,

Najwięcej zaś przyszło kudłatych baranków.

 

Gdy każdy gatunek został dostrzeżony,

Pan Puchacz rozpoczął mówić jak natchniony:

„Słuchajcie mnie wszyscy; jak było w zwyczaju,

Od zarania dziejów, król rządził w tym kraju.

Lecz dzisiaj, gdy umarł ostatni monarcha,

Nie można pozwolić, by przyszła anarchia.

Polniacy! Zwierzęta! Wszyscy bracia moi!

Słuchajcie mnie teraz, tłumaczę powoli:

Każdy, chociaż różny, z futrem bądź piórami,

Jesteśmy rodziną! Wszyscy tacy sami!

Głos każdego z braci zawsze równy będzie,

Nikt z nas nie jest lepszy, powtarzajcie wszędzie!

Naprowadźmy naród na właściwe tory!

Każdy zdecyduje! Zrobimy wybory!

Niech się do mnie zgłoszą najmądrzejsi zatem,

Każdy, kto chce zostać nowym kandydatem,

Spośród nich, kto pragnie, dostąpi honoru,

Aby wraz z innymi dokonać wyboru.

Niech każdy wyrazi swoje własne zdanie,

Poprzez odpowiedniej kartki podpisanie.

Nawet jeśli swego głosu się nie wstydzi,

Niechaj formularza nikt inny nie widzi.

Niech też nie wpisuje nazwiska swojego,

Starczy kandydata wskazać właściwego.

Następnie, kto większość głosów nagromadzi,

Ten zostanie władcą, wszyscy będą radzi.”

 

Słuchali zebrani puchacza w skupieniu

A każdy rozważał te słowa w sumieniu.

Nigdy nie spotkali się z takim zaszczytem,

Aby pokierować swego państwa bytem

I samemu wybrać kto ma nimi rządzić.

Nie każdy więc wiedział co ma o tym sądzić.

 

Wtem zerwał się Niedźwiedź i rzekł głośnym basem:

„Chciałbym kandydować ! Rządzę swoim lasem,

Wiem co zrobić, aby nikt nie cierpiał z głodu”

Zdaniem tym rozpoczął część swego wywodu.

Ośmieleni głosem odważnego misia,

Kilku ochotników znalazło się dzisiaj.

Oprócz niego, władcą zwierząt zostać chciały:

Sowa, Żółw, Dzik i Koń, oraz dwa Bociany.

 

Pośród zgromadzenia doszło do wiwatów:

Jakże wyśmienitych mamy kandydatów!

Każdy z nich był znany ze swej zaradności,

Ze spokojem myśleć można o przyszłości.

Wszyscy uśmiechnięci wrócili do domów.

Zostały dwa lisy, które po kryjomu,

Nagrywały wszystkie dzisiejsze decyzje.

Prowadziły bowiem Polną Telewizję.

 

Ruszyły do studia, w ręku taśmę miały,

Po drodze natomiast głośno rozmawiały.

Pierwszy do drugiego mówił: „A zobaczysz!

Te wybory zrobią z nas wielkich bogaczy!

Zaczniemy nagrywać ciekawe programy,

W studiu kandydatów grzecznie przywitamy,

Wyborcy natomiast będą, do kolacji,

Słuchać po kolei wytrawnych relacji.

Wszyscy przecież będą chcieli się dowiedzieć,

Co ich przyszli władcy mogą im powiedzieć.

 

Drugi lis natomiast, chytry z charakteru,

Doszukał się w nowej sytuacji celu.

Wiedział: telewizja ma przecież to w sobie,

Lis powie co zechce, widz powie, tak zrobię.

 

Jak dzieci oglądać uwielbiają bajki,

Tak wszelkie programy śledziły baranki.

Choć są to stworzenia łagodne niezmiernie,

Prócz usposobienia, są też łatwowierne.

Gdy coś zobaczyły na swoim ekranie,

Choćby niemożliwe, według nich się stanie.

Wśród wszystkich mieszkańców w całym wielkim kraju,

Zwierząt różnorodnych gatunków, rodzajów,

Większość było właśnie, wszyscy o tym wiedzą,

Kudłatych baranków, które trawę jedzą.

 

Chytrus wiedział o tym, więc obmyślił plany,

By wszystkie zwierzęta jego się słuchały.

Nie chciał kandydować, bo był w telewizji;

Gdyby ktoś zobaczył jego twarz na wizji,

Wiedziałby, głosować na niego nie może.

Innych kandydatów pokazałby gorzej.

 

Gdy szedł obok lasu, gdzie żyły zające,

Spotkał pana Osiołka, który stał na łące.

Był on dobrym stworzeniem, rozumem nie grzeszył,

lecz dla każdego grzecznym i wiecznie się cieszył.

 

Rudzielec, gdy spojrzał na tego drugiego,

Znając jego roztropność, zażartował z niego:

„Dzień dobry osiołku! – tak Chytrus powiada –

Na drzewie wyrosła mi dziś marmolada!”

„Naprawdę ? – rozszerzył swe oczy Osiołek-

Na swoich zrywałem jedynie jemiołę.”

 

Lis widząc, że mówi z nim jak z naiwniakiem,

Wiedział:  `nie obejdę się w tym miejscu smakiem`,

Gdyż szczególna faza planu była taka,

By pośród wyborców znaleźć naiwniaka.

 

Następnie rozpoczął zmyślnie osła zwodzić,

Że w złotych podkowach będzie wkrótce chodzić,

Że będzie miał owsa aż do końca świata,

Lecz prędko niech zgłosi się na kandydata

A potem niech głowa osiołka nie boli.

Rozpocznie kampanię; z początku powoli,

Następnie rozkręci i pokaże światu,

Że nie ma wśród fauny lepszych kandydatów.

 

Wnet, choć przeminęły już lata młodości.

Długouchy zaczął nam skakać z radości.

Zaufał Lisowi, nie znał jego planów,

Które objąć miały gatunek baranów.

Nie wiedział, że królem być nie jest tak łatwo,

Chciał dostać podkowy. Te złote ponadto.

Nie martwić się nigdy, że zabraknie owsa,

Na władzy zaś znał się nie lepiej niż owca.

 

Zawarli więc układ: co chce to dostanie,

Lecz kiedy nadejdzie jego panowanie,

Miał robić co powie mądrzejszy od niego.

Lis rzekł, że stworzony jest właśnie do tego.

Pomagać i radzić. Wszak; jak mówią księgi,

Niejeden skorzystał już z lisiej potęgi.

Tak więc; chociaż władcą miał być długouchy,

 

To rządzić miał Chytrus i jego podpuchy.

Pobiegł do Puchacza ile sił w kopytach.

O kilka drobiazgów go grzecznie zapytał,

Wpisał się na listę, skończył procedurę,

Zostało mu czekać na wyborów turę.

 

W tym czasie Lis pisał artykuł w gazecie:

„Najlepszy kandydat! Czy go poznajecie?”

(Tak nawiasem mówiąc, tylko między nami,

Lisy zarządzały wszelkimi mediami.

W ręku miały radio, Internet i prasę

i w innych dziedzinach trudniły się czasem.

Rzadko były z nimi odmienne zwierzęta,

Innych redaktorów sam już nie pamiętam).

 

Natomiast, w gotowym lisa artykule,

Jak można zobaczyć już było w tytule,

Zaczęto wychwalać osiołka zalety.

Choć często nie były prawdziwe, niestety.

 

Czytelnicy za to, nie dostrzegli tego,

Że nie opisano nikogo innego,

Że inni zasługi mieli znacznie większe,

Że Niedźwiedź przepędził z lasu wrogie węże,

Że Dzik rozdał trufle ubogim prosiakom,

Że Sowa odkryła jak wygląda atom,

Że jeden z Bocianów przyleciał dziś z kraju,

Który chciał się dzielić podczas urodzaju

I wymieniać dobrem właśnie z Polniakami.

Nie wiedzieli, bowiem nie byli lisami.

 

W gazecie pisano: wkrótce się ukaże,

Zalążek wyników nazwany sondażem.

Zadane zostanie wyborcom pytanie;

Kto spośród wybranych ich królem zostanie.

Po sprawie, kandydat może podejrzewać,

Jakiej części głosów może się spodziewać.

Stworzono ankietę z chętnymi do władzy,

Kreślono wykresy; dokładnie trzy razy

I kiedy zebrało się tysiąc wyników,

Przyniesionych do redakcyjnych stolików,

Zaczęto je liczyć, a po jakimś czasie,

Twarz lisa wygięła się w złości grymasie:

 

„Osiołek przegrywa, lecz ja wiem co zrobię.

Zostawię sto głosów, a innym się powie,

Żeśmy zapytali stu tylko mieszkańców.

Tych młodych i silnych, a także wśród starców.

Z tysiąca wyjmiemy czterdzieści na Osła,

Z dwadzieścia na Sowę, bo mądra, wyniosła,

Dziesięć na Niedźwiedzia, bo wszyscy go znają,

Siedem Dzik dostanie, inni niech mniej mają”.

 

Tak też napisano w następnym numerze.

Chociaż się dziwiło niemal każde zwierzę,

Uwierzono. Przecież są i statystyki,

Wykresy, procenty i inne wyniki.

Duża część wśród naszych zwierząt lektoratu,

Zaczęła więc zmieniać własnych kandydatów.

Bo jeżeli tyle ziomków pragnie Osła,

Szansa, że najlepszy, momentalnie wzrosła.

 

Niektórzy nie dali się zmanipulować

I nadal, jak wcześniej, pragną zagłosować.

Lecz, jak już wspomniano, prawie całe ranki,

W kontakcie z mediami spędzały baranki.

Wszystkie pozmieniały swoich kandydatów,

Twierdząc, że Osiołek ma największy atut.

 

Gdy w końcu zaczęły się pierwsze wybory,

Do oddania głosu każdy z nich był skory.

Na placu zebrały się wszystkie zwierzęta.

Ile było razem? Nikt już nie pamięta.

W skupieniu do urny wrzucały swe głosy,

Gdyż chciały rozstrzygnąć swego państwa losy.

Głosowanie trwało bez przerwy dzień cały;

Nad jego przebiegiem psie straże czuwały.

Patrzyły, czy nikt nie fałszuje wyborów,

Nie wrzuca dwóch kartek, przestrzega rygoru.

Kiedy już skończyły się te procedury,

Puchacz zaczął liczyć głosy z pierwszej tury.

 

Każdy bowiem wiedział, że choć gadatliwy,

Zawsze był uważny, oraz sprawiedliwy.

Ufali mu wszyscy, włącznie z samym władcą,

Bowiem, gdy żył orzeł, był jego doradcą.

Policzył więc karty, zapisał swym piórem,

Zgodnie ze zwyczajem i własnym rozumem.

Wiadomo, jak każe tradycja wśród ptaków,

Pisać piórem własnym, nie ruszać mazaków,

Kredek i ołówków, oraz długopisów.

Nie było piękniejszych od ptasich podpisów.

 

Gdy były już znane dla niego wyniki,

Kiedy już wypełnił niezbędne rubryki,

Strasznie się przestraszył, ale trudna rada,

Głos braci niepewne czasy zapowiada.

Nie pomyślał wcześniej, że zwierzęta głupie,

Gdy się nazbierają w dosyć dużej kupie,

Mając prawo głosu, mogą wszystko zrobić.

Nawet pragnąc dobra, krajowi zaszkodzić.

Choćby najmądrzejszych sto sów wybierało,

Sto jeden baranków by je przekrzyczało.

Najgorszym, niestety, było założenie,

Że każdy głosuje jak każe sumienie.

 

Poznając się z tym nowoodkrytym błędem,

Puchacz nazwał zjawisko to owczym pędem.

Ponieważ, gdy ktoś wykształci własne zdanie,

Lecz później zobaczy inne na ekranie,

Dowie się, w większości myślano inaczej,

Wtedy zrezygnuje ze swojego, raczej.

Podporządkuje się więc i woli tłumu,

Bojąc się swojego własnego rozumu.

 

O godzinie pierwszej, dnia już następnego,

Puchacz znów dopełnił obowiązku swego.

Wyszedł na mównicę i rozpoczął mowę:

„Chłopcy i dziewczęta, panie i panowie!

Zaszczyt mam ogłosić wyborów wyniki”.

Po tych właśnie słowach, spojrzał do kroniki,

Zaczął głośno czytać słupki procentowe,

Imię kandydata. Gdy wyczytał Sowę,

Mówiąc, że dostała jedną piątą głosów,

Lis już otwierał paczkę papierosów.

 

Był zdenerwowany, bał się o wyniki.

Myślał, czy ptak nagle popsuje mu szyki.

Wkrótce jednak zamarł. Usłyszał głos nowy:

„Polniacy! Osiołek ma więcej od Sowy!”

Stał zamurowany i uwierzyć nie mógł.

Zaś po krótkiej chwili, on pierwszy się przemógł,

Zaczął wiwatować: Niech żyje król nowy!

Do głośnych okrzyków każdy był gotowy.

 

Wkrótce przed pałacem, na olbrzymim placu,

Cała ziemia drżała od głośnych hałasów.

Większość się cieszyła, bowiem w żadnej chwili,

W wybór swoich braci nigdy nie wątpili.

Za to Ci nieliczni, co Osiołka znali,

Cicho nad swym losem w sumieniu dumali.

Wiedzieli, że chociaż był dobrym stworzeniem,

Kłopoty miał nawet w swym domu z rządzeniem.

Co dopiero mówić, gdy w grę wchodzi państwo.

Nie wiedzieli, odtąd to Lisie szachrajstwo,

Spryt, obłuda, chciwość i niecne zamiary,

Rozporządzać będą kraju połaciami.

 

Nowy władca wkrótce został wywołany,

Naród chciał usłyszeć jego pierwsze plany.

Jakiś czas czekano, patrząc na mównicę,

Później rozglądano się wokół w panice:

„Gdzie się podział elekt? Pan nowo wybrany?”

Takimi słowami wyborcy pytali.

Gdy po pół godziny wciąż się nie pojawił,

Każdy, zadziwiony, miejsce swe zostawił.

Wrócili do domu nie wiedząc co robić.

 

Czy władca jest chory? Czy nie może chodzić?

Może miał wypadek? Coś się złego stało?

Czyżby dzikie plemię nocą go porwało?

Nie wiedzieli tego. Lis również nie wiedział.

W przeciwieństwie do nich, szybko się dowiedział.

O stan pana Osła martwił się szczególnie,

Bo dzięki umowie, miał z nim rządzić wspólnie.

 

Ruszył więc najszybciej jak mógł, biegiem prawie,

Na polanę z domem osiołka przy stawie.

Otwarł małą furtkę i do drzwi zapukał,

Ku swemu zdziwieniu, znalazł czego szukał.

Otworzył mu osioł, oczy przecierając,

Przeciągnął się wolno i odparł ziewając:

„Witam panie lisie, dopiero co wstałem,

Czy jest coś ważnego, co dziś zrobić miałem?”

 

Rudy stanął w miejscu jak zamurowany.

Pomyślał: „I ja mam być Osła poddanym?”

Chciał krzyknąć ze złości nad jego głupotą,

Lecz przypomniał sobie, że chodziło o to,

By władca wypełniał lisowe rozkazy.

Darował królowi więc słowne obrazy;

Przypomniał mu grzecznie, że miał się dziś stawić

Wśród tłumu, by władcę nowego przedstawić.

 

Osioł się przestraszył: „Oj, wielka to szkoda!

Myślałem, że dzisiaj jest wtorek, nie środa,

Zaraz, coś powiedział? A któż został królem?”

Jak widać, nie grzeszył nasz Osioł rozumem.

„Tyś królem jest!” – Odrzekł z uśmiechem chytrusek,

Uklęknął, następnie powiedział z przymusem:

„Mój panie, będąc twym uniżonym sługą,

Melduję, że ręczę Ci swoją posługą.

Zdaj się na me słowa i sukces gotowy.

Ty zaś będziesz nosił swe złote podkowy.

Uczyń mnie doradcą a nie pożałujesz,

Ciężaru zaś władzy swej nic nie odczujesz”.

 

Rozmówca szczęśliwy był już ponad miarę.

Nie wierzył, że kiedyś będzie jemu dane,

Mieszkanie w pałacu, królewskie bankiety

I ściany z marmuru, i złote rolety.

Zawsze był dosyć biedny i ciężko pracował;

To kopał w kopalni, znów drogi budował.

Mieszkał dosyć skromnie, miał domek drewniany,

Za nim leżał stawik, oraz część polany.

Choć nie posiadł wiele, nigdy nie narzekał.

Teraz zaś królewski tron na niego czekał.

 

Na gadanie Lisa zgodził się od razu,

Poprosił go, aby wysłuchał rozkazu:

„Mianuję doradcą! Mów mi jak mam rządzić,

Aby nasze państwo nie poczęło błądzić.”

Chytrus się uśmiechnął. „Niechże i tak będzie.

Na twojej mądrości poznają się wszędzie.”

 

Wkrótce nastąpiło wielkie zamieszanie.

Tak się rozpoczęło Osła panowanie.

Początkiem zaś była, w przepięknym pałacu,

Koronacja króla. Jak za dawnych czasów.

Tak, jak przedstawiają najstarsze obrazy,

Puchacz elektowi dał insygnia władzy.

 

Powstał nagły hałas od gromkich owacji:

„Wiwat król Osiołek! Chwała demokracji!”

Następnym zaś punktem w tymże wydarzeniu

Miała być przemowa króla w otoczeniu

Wszystkich zwierząt państwa. Puchacz jednak wiedział,

Że władca Osiołek nic by nie powiedział.

Nie chciał więc narażać króla na zgryzoty,

Aby nie okazał wśród ludu głupoty.

Zamiast tego, on sam powiedział dwa zdania,

Zwierzęta zaś miały już dosyć słuchania.

Zaczęła się uczta, tańce oraz bale,

Koronacja króla przebiegła wspaniale.

 

Minęło dni kilka, a na świecie całym,

Każdy zwierz usłyszał o nowo wybranym.

Poddani w tych krajach również zapragnęli,

Sami wybrać władcę, jakiego by chcieli.

Wymuszali wtedy od króla swojego,

By ustąpił miejsce dla kogoś nowego,

Kto przez cały naród byłby wybierany,

Aby mieli szansę być państwa głowami.

Tak się w końcu stało po upływie czasu.

Wróćmy jednak w mury polnego pałacu.

 

Osioł dostał wszystko, o czym mógł zamarzyć.

Będąc więc bogaczem, chciał swój lud obdarzyć.

Nie zgodził się na to Lis, gdyż wiedział dobrze,

Że pieniędzmi państwa trzeba rządzić mądrze.

 

„Zamiast tego – mówił – aby dawać datki,

Trzeba jak najszybciej wprowadzić podatki!

Każdy, kto pracuje niech dla kraju płaci,

A kiedy nasz skarbiec znacznie się wzbogaci,

Rozpoczniemy dawać tym, którzy nie mają,

Bądź mądrym handlowcom. Niech je rozmnażają.

Mamy wielu takich wśród naszych poddanych.

Dla króla zapewne, nawet niezbyt znanych,

Lecz ja dopilnuję, aby wszystkie środki,

Trafiały do każdej, rozsądnej istotki.”

 

Król po raz kolejny zaufał Lisowi,

Wierząc, że uczynek bardzo dobry zrobił.

Podpisał papiery przez niego podane.

Nie wiedział, że ten go przechytrzył na amen.

Wszyscy mieli płacić część swojej wypłaty,

Każdy, kto był biedny i kto był bogaty.

Dostawać zaś mieli jedynie cwaniacy,

Których Chytrus poznał podczas swojej pracy,

Aby razem z nimi zgromadzić majątek.

Miał to lisiej władzy być w świecie początek.

 

Poddani zbiednieli. Gorzej się im żyło,

Pieniędzy do skarbca wiele nie przybyło,

Ponieważ gdy tylko monety wpływały,

Lisy swoją kwotę szybko odbierały.

Ogłosiły w mediach, że król dobrze robi,

Że na wielki kryzys kraj chce przysposobić,

Że bogactwo, które wszak składować musi,

Znów w ręce poddanych w ciężkich czasach wróci.

Prawie każdy wierzył im w te wszystkie słowa.

Nie ufała jednak bardzo mądra Sowa.

 

Przewidziała bowiem te manipulacje.

Chciała pośród zwierząt wygłosić swe racje,

Jednak gdy zaczęła mówić do narodu,

Zwierzęta nie chciały słuchać jej wywodu.

Wierzyły bez granic słowom lisiej zgrai,

Więc pod jej wpływami wciąż bezczynnie trwali.

Król cały czas myślał, że owe podatki,

Pomnaża zyskując coraz większe datki.

Był bardzo szczęśliwy, że mógł pomóc biednym,

Sam był taki przecież, nim stał się potrzebnym.

 

Skończyło się jednak wszystko dnia pewnego,

Gdy Lis wszedł do komnat władcy drzemiącego.

Obudził go prędko, mówiąc: „ Dobry Panie!

Proszę się ubierać, dziś wielkie zebranie!”

Król nie wiedział wszakże o czym Chytrus mówi,

Znał jednak swą pamięć, którą często gubił.

Włożył prędko szaty, zaczął iść za Lisem.

Lecz.. Dlaczego właśnie zeszli pod piwnicę?

 

Rudy drzwi otworzył i mówi królowi:

„Pan musi wejść pierwszy, tak się zawsze robi.”

Król mu podziękował, lecz gdy wszedł do sali,

Zdziwił go dźwięk klucza, który był ze stali.

„Lisie? Kiedy wejdziesz? Halo, ktoś mnie słyszy?

Nikt nic nie powiedział. Tkwił w głębokiej ciszy.

 

W tym właśnie momencie stał się więźniem Lisa,

Który, w gabinecie list gazecie pisał:

„Rodacy! Król zniknął! Gdy go odwiedziłem,

Że wyszedł już dawno naprędce stwierdziłem.

Gdzie poszedł? Gdy nad tą kwestią pomyślałem,

Niechcący na półkę z książkami spojrzałem,

Widzę, kartka leży, a w niej napisane

Jest pismem królewskim zdanie niesłychane:

„Uciekam. Mam dosyć. Nie chcę rządzić krajem,

Od dzisiaj ktoś inny niech władcą zostanie.”

Rozgłoście więc prędko wśród wszystkich poddanych,

Że król nasz opuścił dziś sobie oddanych.”

 

Gdy wieść się rozeszła już po całym kraju,

Zwierzęta, każdego gatunku, rodzaju,

zaczęły strajkować pod wodzą Niedźwiedzia.

„Trzeba znaleźć Osła! Najpierw nam powiedział,

Że gromadzi środki by pomóc rodakom!

Następnie ucieka, miał ulżyć biedakom,

Nikt nie dostał jednak jeszcze ani grosza!

Król z niego jak guma z mojego kalosza!

Pewnie ukradł wszystko i teraz wydaje!

Jest zdrajcą Ojczyzny! Ruszył w inne kraje!„

 

Lis wszystko przewidział. Powiedział im zatem:

„Rodacy! Choć Osioł stał się kraju katem,

Wiem co trzeba zrobić, aby ład powrócić.”

Każdy zgromadzony wnet przestał marudzić,

Słuchali uważnie co im chciał przekazać,

Następnie do domu pójść wszystkim miał kazać.

 

Niezawodna telewizja pokazała,

Że postać Chytrusa jest przecież wspaniała!

Tym razem baranki już nieco zmądrzały.

„Czy media o królu nas nie okłamały?

Czy nie przedstawiały go jako mądrego

Kandydata na władcę idealnego?

Rozpoczęły myśleć. Gdy Osioł był władcą,

Lis rudy był przecież królewskim doradcą.

Ponadto to on jest szefem telewizji,

Być może chce znowu zwieść wszystkich na wizji.”

 

Kłócili się wszyscy, rozgorzały spory.

Lis jednak zachować chciał wszelkie pozory.

Nakazał kolegom, by przygotowali,

Pieniądze, które wcześniej pozabierali.

Środki te chciał rozdać, by wszyscy poddani,

Lisa jako władcę nowego obrali.

 

Gdy jednak rozdawać je wkrótce zaczęli,

Niektórzy Polniacy w mig się dowiedzieli,

Że są to pieniądze, które im zabrano,

Więc osła za wszystko niesłusznie skazano.

Część fauny wierzyła więc dobroci Lisa,

Część ganiła za to, że Lis ich zachwyca.

 

Zaczęły się krzyki, kłótnie nieprzerwane;

Wilki się z owcami żarły nieustannie,

Lisy zaś z kurami, pies krzyczał na kota,

Niedźwiedź zaś po swoim lesie się szamotał.

Krzyczał nawoływał, mówił: „Czas najwyższy!

Niechaj wszelkie niedźwiedź stworzenia przewyższy!

Skoro nikt nie może dogadać się w kraju,

Stwórzmy leśną armię, wyruszajmy z gaju!

Zdobędziemy pałac i zostanę królem!

Trzeba wreszcie skończyć z tym baranów tłumem!”

 

Wymaszerowali jego zwolennicy.

W końcu zaprowadzić miał spokój w stolicy.

Jednak kiedy wszyscy stali już na placu,

W okolicy bramy wielkiego pałacu,

Pojawił się Puchacz. Co zaś było dziwne,

Błyszczał złotym światłem na każdym swym skrzydle.

 

Wkrótce słychać było, jak trzęsienie ziemi,

Potężnego ptaka pośród zebranymi:

„Zwierzęta, słuchajcie! Nie jesteście godne,

Rządzić tą krainą. W innych jest podobnie.

Latałem od dawna od kraju do kraju,

Dając władzę braciom mym, a wy pomału,

Zamiast żyć w spokoju, wolałyście walczyć.

Rządom waszym w świecie tym musi wystarczyć.

Koniec! Na tę ziemię zejdzie król potężny,

Władca wszelkich zwierząt, od słoni do węży.

Ja wam zaś odbieram mowy waszej władzę,

Ponieważ kłócicie się za każdym razem.

Mówiłem wam przecież, że jesteśmy braćmi!

Wam natomiast rozum kompletnie się zaćmił.

Skoro w innych rasach widzicie swych wrogów,

Używać będziecie swoich kłów i rogów,

Walczyć nieprzerwanie poprzez wszystkie czasy,

Tak jak dziś walczyły między sobą rasy.”

 

Zebrały się chmury, zaczęły bić grzmoty,

Gdy wszechmocny Puchacz wziął się do roboty.

Nie wiadomo kiedy skończyły się czary.

Ścichł hałas, wtem odmienne czasy nastały.

Zniknął wielki pałac i zwierzęce chaty,

A w miejscu budynków rosły tylko kwiaty.

Zwierzęta zmieniły się nie do poznania;

Nie mogły korzystać z daru rozmawiania,

Przestały się różnić od swoich potomków.

Tych, które być może Ty hodujesz w domku.

 

Doczekały jednak się swojego króla.

Nie wiadomo kiedy, pojawił się w górach.

Przyszedł na polanę, minął długą rzekę,

Był on naszym przodkiem, był pierwszym człowiekiem.

To koniec historii mojej moi mili,

Pamiętajcie, abyście się nie skłócili,

Wiedzcie, że wśród ludzi też istnieją Lisy.

Nie każdy jest rudy. Może być i łysy.

Polują i oni na niemądrych ludzi,

I tak jak Chytrusek, nie muszą się trudzić.

Kłamstwo dojrzy jednak każdy mądry słuchacz.

Całą zaś historię opowiedział Puchacz.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
A_W · dnia 13.01.2018 20:06 · Czytań: 48 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Inne artykuły tego autora:
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
robert_augustyn
21/04/2018 11:22
Dziękuję bardzo. Joszko cały jest magiczny, a każdy jego… »
faith
21/04/2018 10:38
Darconie, nie ujęłabym tego trafniej i zwięźlej. Dzięki za… »
Greg Malecha
21/04/2018 07:20
introwerko, nie musisz się wstydzić, ja też się nie wstydzę… »
AntoniGrycuk
20/04/2018 23:33
Ciężko mi się wypowiedzieć, bo to w końcu dla dzieci i… »
introwerka
20/04/2018 23:18
Może i widać, w pewnej takiej naiwności/postulatywności… »
Zola111
20/04/2018 22:30
Pięknie jest: Krótko, refleksyjnie, metaforycznie. I bardzo… »
Zola111
20/04/2018 22:25
Juvenilia Introwerki! Brawo, Poetko. Wrażliwość, niezależnie… »
Kazjuno
20/04/2018 22:11
Mam w Łodzi kuzynkę - jest wykładowcą na tamtejszej ASP i… »
Greg Malecha
20/04/2018 22:08
widać w tym wierszu wiek autorki, dobrze że dodałaś ile… »
Darcon
20/04/2018 20:18
Jako poetycki laik, nie znam się, ale się wypowiem. :)»
introwerka
20/04/2018 19:52
ja tu widzę wyraz skromności poety, ale po takich… »
faith
20/04/2018 19:52
Kazjuno, masz oczywiście rację, że przesłanie wiersza jest… »
introwerka
20/04/2018 19:39
Wiolinie, dziękuję serdecznie za zaglądnięcie i ciepłe… »
Bernierdh
20/04/2018 19:39
Pięknie dziękuję :) »
alos
20/04/2018 16:39
A mi się ten wiersz skojarzył z Che Guevarą i… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 18/04/2018 00:24
  • jak tam ramy nowego Zaśrodkowania? Podobają się?
  • introwerka
  • 17/04/2018 11:24
  • Mój nick to introwerka ;)
  • Szysza
  • 17/04/2018 11:21
  • introwertka, dziękuję bardzo.
  • introwerka
  • 17/04/2018 11:08
  • Szyszo, wchodzisz w panel "Moje artykuły" pod napisem "Witaj [Twój nick]" po prawej stronie, tam przy każdym artykule masz opcje " Edytuj / Usuń".
  • Szysza
  • 17/04/2018 10:40
  • kochani jak usuwa się zamieszczony tekst?
  • Zola111
  • 16/04/2018 23:33
  • jskslg - nie! Pojedyncze frazy, zazwyczaj pointę, jednak całych własnych wierszy - nie. Innych autorów - owszem, i to wiele.
  • jskslg
  • 16/04/2018 22:32
  • pamiętacie na pamięć wasze teksty?
  • ajw
  • 16/04/2018 14:03
  • Rzeczywiście, brzmi prawie jak Jaromir :)
Ostatnio widziani
Gości online:11
Najnowszy:Ercolanise1j
Wspierają nas