Szczęśliwa wyspa - JOLA S.
Proza » Obyczajowe » Szczęśliwa wyspa
A A A

 

Szczęśliwa wyspa

Nie wiedziałam, jak skończy się moja książka, ale wiedziałam, że na greckiej wyspie, na której zatrzymał się czas. To głupie myślenie, bo czas nie zatrzymuje się nigdzie. Myśl cicho się odkładała  od roku, bezsennymi nocami szalała wyobraźnia. Wymyśliłam ludzi i wydarzenia, reszta musiała być prawdziwa jak w reportażach gonzo.

Pomysł, o którym wspomniałam, wziął się z miłości do Greka Zorby, ciepłego morza i słońca. Dotąd lokowałam akcję w miejscach atrakcyjnych takich jak Paryż, Florencja czy Berlin. Miałam dosyć kulenia się w fałdkach tłuszczu Europy Zachodniej, zaczął mnie trafiać szlag. Podjęłam postanowienie, że następne rozdziały rozegrają się, tam gdzie jest ciepło, tanio, koniecznie nad wodą. Chciałam trafić do miejsca, o którym zapomniał Bóg i udało się je znaleźć, lepiej, niż na to liczyłam. Szukając, zawsze coś się znajdzie. Wyspa nazywa się Salamina i leży niedaleko Pireusu. Naszła mnie myśl, że ta wyspa jest szczęśliwa, wierzyłam w to święcie. Nie przeszkadzało, że jest wielkości polskiego miasteczka i że dawno temu była czynnym miejscem odosobnienia dla chorych na cholerę. Uwięzieni mówili: mamy dożywocie w raju. Wiem, jak to zabrzmiało, pominę uśmiechy milczeniem. Oto piękno literackiego poszukiwania przygód. Nie przypuszczałam, że wyjazd nastąpi to tak prędko. Przez pół nocy, poprzedzającej wylot z Gdańska ze wzruszenia tłukłam się po mieszkaniu, ale nic nie mówiłam, zwyczajnie było mi wstyd. Bo, która dziewczyna przy zdrowych zmysłach, goniąc marzenia, włóczy się po obcym kraju, o którym tak niewiele wie. Trudno zrozumieć kobiety, komentował mój chłopak. To było pełne zaskoczenie — zamiast udzielić błogosławieństwa puka się wymownie w czoło? Na plecach czułam ciężar jego spojrzenia. Cóż, nawet w przypływie szaleństwa trzeba się trzymać prosto do końca. Wsunęłam bilet do kieszeni kurtki, zakupiłam w strefie bezcłowej butelkę ulubionej whisky, zapomniałam o życiu, w którym drą się pończochy i ruszyłam w drogę. Whisky jest dobra na chwile, gdy okulary zsuwają się na czubek mokrego nosa. W samolocie ogarnęło mnie podniecenie, za oknem świat obiecująco falował, na twarzy lśnił beztroski uśmiech. Zostałam uleczona z wątpliwości. Cokolwiek bym nie mówiła i tak nie zmienicie zdania.

Łódka, która płynęła na wyspę wyglądała, jakby miała się rozpaść tylko od wrzasku mew, a w zaimprowizowanym porcie nikt nie mówił po angielsku. Dobrze, że nie obca mi greka, przemknęło. Na brzegu witała grupka nieletnich gapiów. Szyld hotelu namalowano niebieską plakatówką. Litery ścieśniały się w drugiej jego części, niby pasażerowie czekający na szalupę ratunkową. W pokoju nad wielkim małżeńskim łożem wisiała goła żarówka, a wystrój łączył w sobie wszystko, czego właściciele nie chcieli mieć we własnym domu. Hotel pełnił funkcję restauracji i jedynego sklepu w okolicy, gdzie opaleni chłopcy kupowali prezerwatywy na sztuki. Moja obecność już pierwszego wieczoru przestała robić wrażenia, mówili o mnie cudzoziemka. Przez dwa dni nie działo się nic, czas przepływał spokojnie jak piasek w klepsydrze. Zza okien słychać było gdakanie kur, skrzypienie kół wozów, wbijania gwoździ i pokrzykiwania ludzi, rzadko dochodził dziecięcy szczebiot. Staruszkowie zgromadzeni przy barze z palców twardych jak skorupy krabów nie wypuszczali papierosów. Palili bez przerwy, z nudów zdarzało się im zagadać. Ich delikatnie uśmiechnięte twarze jawiły się płaskie jak na posągach Buddy, przenikliwe spojrzenia przenikały duszę. Patrzyli litościwie. Co było powodem? Miałam spore pole do interpretacji. Nie dopatrując się niczego, sączyłam czarną jak smoła kawę, popijając chłodną wodą, aż bulgotało w gardle. Nocą leżąc w ciemności z zamkniętymi oczami, słuchałam głosu ptaków, czasem modliłam się. To Jemu od dzieciństwa powierzałam myśli i marzenia. Mój niepokój i trwoga szybko znikały bez śladu, wydały się bardzo odległymi dziejami. Odzyskiwałam równowagę, nadzieję, pierwotny zapał, niczym się nie martwiłam.To było uczucie, jakby obmyto mi serce. Notes powoli zapełniał się wspomnieniami.

Trzeciego dnia po raz pierwszy, odkąd moja stopa stanęła na Salaminie, wybrałam się nad morze. Prowadziła ścieżka wśród suchych traw, tu i ówdzie brzęczały zmęczone upałem owady. Słoneczny blask kłuł w oczy. Otoczona przez wzgórza kamienista plaża otwierała się na turkusową, bezkresną przestrzeń wody. Na horyzoncie majaczyły burty statków i mocne ramiona dźwigów. Leżałam, pływałam, pokaźna kolekcja muszli cieszyła oko. I rozkoszowałabym się tym rajem dłużej, gdybym podczas radosnej kąpieli nie usiadła na jeżowcu. Popołudniami preferowałam krótkie podróże. Od bandy dzieciaków, zarządzających plażą, nie bez długich negocjacji, dostawałam upragniony dostęp do kajaka. Mieniące się wszystkimi kolorami skały kusiły, by porobić zdjęcia. Szczęście trwało krótko, gdyż szybko okazało się, że mój telefon nie jest wodoodporny. Włóczyłam się po gajach oliwnych, wdychając ich upojny zapach. W jednym nie było śladu oliwek, za to radośnie kicał zając wielki jak buldog, zastrzygł uszami na mój widok i czmychnął w krzaki. Dopiero zorientowałam się, że jestem w tutejszym lesie, stamtąd było tylko kilkaset kroków do centrum wsi. Z upływem dni wypuszczałam się coraz dalej. W głębi duszy nosiłam przekonanie, że kto, jak kto, ale ja wymknę się każdemu niebezpieczeństwu, chociaż czasem nie było mi wcale do śmiechu. Pojawiła się niepewność, gdy na horyzoncie pojawiły się dwie sylwetki mężczyzn. Zbliżali się szybko. To było dojmujące uczucie. Ku mojemu zadowoleniu zniknęli w pobliskim wąwozie. Z daleka mogłam wyglądać na chłopaka, mój biust jest raczej skromnych rozmiarów, a Greczynki na Salaminie nie chodzą w krótkich spodniach i nie noszą słomkowych kapeluszy.

Pogodne dni nagle skończyły się, chmury zasnuły niebo, zaczęło padać. Czarna rozpacz, ktoś powie. Nie traciłam ducha, spałam, czytałam w kółko tą samą książkę lub rozpamiętywałam głębię swojej samotności. Z pokoju wypędzał mnie głód,  kolacji z zasady nie jadłam, a za wannę służyła umywalka.

Trzydniowy deszcz wreszcie ustał. Przez brudne okno wcisnął się jasny promień słońca. A gdyby tak pójść na skaliste wzgórza? Zapraszały od dawna: podejdź bliżej, dotknij. Podobno nawet błoto otwiera drogi, więc nie zastanawiając się dłużej, pchnęłam mokre drzwi hotelu. Z pobliskiego gaju dobiegał ogłuszający śpiew ptaków. Przez strzępy wilgotnej mgły prześwitywało błękitne niebo i morze. Chyba przesadzam z tym strachem, wystarczy się wspiąć, pomyślałam. Wybierałam drogę, tak by nie tracić z oczu morza i wybrzeża. Pragnieniem było, żeby dogonić człowieka, ale nie znajdowałam śladów. W białych kościółkach położonych na szczytach skał tylko tłoczyły się białe świece i ikony. Między skałami rosły drzewa i krzewy pokryte białym kwieciem. Ślizgając się po zboczu, dotarłam do najbardziej wysuniętego w morze. Wokół panowała cisza. Nie odbiłam się od klasztornych drzwi, odwrotnie zakonnica potraktowała mnie jak niewidomą na przejściu dla pieszych i pozwoliła odpocząć. Słuchałam jej powitalnych słów nieco oszołomiona. Bądź wola, Twoja Panie, wyszeptała. Czemu chodzisz sama? Pytając, uśmiechnęła się serdecznie. Była to pierwsza piękna rzecz, jakiej dane było mi doświadczyć tego dnia. Trafiłam do miejsca, którego nikt nie odwiedza, gdzie wskazówki zastygły w oczekiwaniu na coś, czego do końca nie pojmowałam. Nie wiem, czemu zakonnice skojarzyły mi się z krukami, przecież doświadczyłam od nich wielu dowodów życzliwości i gościnności. Biła od nich jakaś boskość. Usiadłyśmy na płaskiej skale nad samą wodą, chłodne wino z wodą gasiło pragnienie. Smak suszonych ryb i słodkich, ciepłych od słońca granatów pieścił podniebienie. Na czarnym morzu huśtały się mewy. Długa rozmowa o tym, o czym powinno się rozmawiać w takich miejscach. Z oczu zakonnicy wyzierał smutek, trudno było powiedzieć o czym myślała. Wpatrywałam się w nią jak w lustro. W nabożnym śpiewie odbijało się echo tęsknoty za czymś nieodgadnionym. Drążenie nie miało sensu. Bezwiednie sprawdzałam strukturę nieba. Bóg siedział wysoko z założonymi rękami, też odpoczywał. Nasilający się łoskot fal skłonił do powrotu do hotelu.

Na dole, u stóp wzgórz, nastawał czas ciepłego chleba, kalmarów, małży i słodkich pomidorów, nie był w stanie osłodzić wrażenia. Niby ten sam świat, ta sama wyspa, a nawet powietrze miało inny zapach. Pojawiły się nowe obrazy, studząc mój entuzjazm. Patrzyłam, nie dowierzając. Po ciele chodziły ciarki, prześlizgując się przez żebra, wcześniej rzeczywistość nie docierała z taką siłą. W chaszczach buszowały stada dzikich kotów. Psie budy dawno porosła trawa. Podwórka zdobiły dziurawe łódki i rdzewiejące rowery. Potknęłam się o węglarkę napełniona sadzą. Płoty i kable niemal trącały ziemię, kruszyły się schody. Opuszczone betonowe domy, bez okien i drzwi ziały pustką. W ruinach szeleściły jaszczurki. Wokoło wiele pustych, niedokończonych budynków, straszyło smutnymi szkieletami, porażał dźwięk drgających na wietrze skrawków porośniętej szarym mchem blachy. Wiedziałam, dlaczego. W Grecji nie płaci się podatku od nieruchomości, dopóki nie ma dachu. Niewielki zielony skrawek wyspy podpowiadał jak piękną, dostatnią i waleczną była kiedyś ta wyspa. Persowie uciekali, gdzie pieprz rośnie. Później Salaminę nazywano koulouri, czyli… obwarzanek. Ktoś, kto na to wpadł musiał mieć niezłą wyobraźnię, albo był bardzo głodny. Przed hotelem siedziało czarnookie dziecko. Niemowlęcia pilnował pies o wychudzonym pysku. Kwiliło, turlane psim nosem po dywaniku z wyschłej trawy. Z daleka to nie wyglądało to na zabawę, dopiero szczere spojrzenie ślepi zwierzęcia uspokoiło. Po chwili prawie całowałam klamkę drzwi hotelu. Noc i samotność splotły się w jedno.

Nazajutrz przyjechali obcy w garniturach. Gniewne głosy zmąciły poranną ciszę, mieszając się z lamentem kobiet i tupotem nóg. Wyskakując z łóżka, jeszcze o nie znałam przyczyny zamieszania. Spłoszona hałasem przycisnęłam twarz do szyby. Do uszu dobiegało nieustające szczekanie psów, w spokojne dni było ono czymś naturalnym, ale teraz odbierałam je inaczej. Miejscowi biegali bezładnie, jakby w popłochu. Dzieje się coś niezwykłego, zaświtało w głowie. Byłam pełna złych przeczuć. Nie ma co dłużej medytować, pomyślałam naciągając pospiesznie spodnie i sandały.

        — Nie wygląda to na sąsiedzkie spotkanie. O co tu chodzi? — pytałam sama siebie, zbiegając po schodach.

Bar straszył pustką. Gdzie oni się pochowali? Nagle uświadomiłam sobie własną bezsilność i ogarnął mnie lęk. Nie wiem, jak długo stałam w bezruchu, do głowy nie przychodził żaden rozsądny pomysł.

        — Pierwszy raz na Salaminie? — usłyszałam za plecami. Gwałtownie się odwróciłam.

Stojący w drzwiach stary Grek uśmiechnął się. Nic więcej nie powiedział.

Próbowałam się jeszcze czegoś dowiedzieć, ale na próżno. Grecy nie mają potrzeby zwierzania się. Postanowiłam wyjść  z hotelu. Siedząca na progu kobieta ściskająca w dłoni różaniec coś mamrotała. Gdy ją mijałam spojrzała na mnie przerażonymi oczyma. Po co mieszać w to Boga? Miałam wrażenie, że znalazłam się na końcu świata. Moja wiedza ograniczała się do tego, co dotąd zobaczyłam i usłyszałam. Poza roztrzęsioną kobietą nikt nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Nie wiedziałam, co z sobą począć, byłam oszołomiona, głodna, chwilami zachowywałam się irracjonalnie. Przełażąc na miękkich nogach przez dziurę w płocie, skręciłam w lewo na asfaltową drogę. Nie zwalniając kroku dotarłam na wschodni skraju lasu. Stamtąd było widać jak na dłoni całą okolicę. Łzy zwilżyły policzki.

Około południa urzędnicy opuścili wyspę. Nastroje wśród miejscowych zaczęły się chwiać, podnieceni głośno wymieniali się komentarzami, oczy im błyszczały jak u zwierząt. Mała Greczynka postawiła przede mną połamany koszyk z dwoma pomidorami na dnie. Nie odwzajemniłam uśmiechu, z nieba lał się żar, pot kapał do butów. Ze zwieszoną głową, słuchałam w milczeniu ożywionych męskich dyskusji. Wiele słów raniących uszy od razu spychałam w niepamięć. Pozostało pytanie, w jakim celu obcy przyjechali. Po jakimś czasie część moich Greków ruszyła do swoich zajęć, jakby nigdy nic, każdy w swoją stronę. Nikt nie już krzyczał, nie wymachiwał rękami, patrzyłam na rozluźnione twarze mężczyzn i kobiet, prostowanie pleców.  Psy ujadały, piały kogut, krzewy i drzewa  tonęły w gęstym świetle, ciepłym i uspakajającym. Wydawało się, że życie powraca do normy, gdy nagle od ściany hotelu odkleił się ubrany na czarno, stary, brodaty Grek, na oko greckokatolicki kapłan. Wcześniej umknął mojej uwadze. Podszedł do grupy młodych mężczyzn, wyrzucając z siebie potok słów, brzmiało jak kazanie. Słuchali go z nabożeństwem. Wzbudzał dziwny respekt, nikt nawet nie zakasłał. Nie ruszyłam się z miejsca. Ciekawość okazała się silniejsza. Do mojej kryjówki dochodziło co drugie słowo. Wpatrywałam się w jego usta, by cokolwiek zrozumieć. To nie modlitwa, chyba złorzeczy... Scena napawała niegasnącym zdumieniem, nie było to miłe uczucie. W pewnym momencie napięte nerwy nie wytrzymały, ogarniało znużenie, straciłam cierpliwość, wychodząc z cienia, potknęłam się o wystający z ziemi korzeń. Moje pojawienie się wywołało na zarośniętej twarzy nieprzyjemny grymas, wskazał mnie palcem, nasze spojrzenia spotkały się. Już cię tu nie ma, kobieto, wyczytałam w zmrużonych oczach. Instynktownie pojęłam, że nie jestem mile widziana. Niedobrze, podpowiadał wewnętrzny głos. Bez namysłu, z sercem w gardle puściłam się pędem w stronę hotelu. Nie mogłam zebrać myśli, to wszystko nie mieściło się w głowie. Co za ciemnota! Żeby w demokratycznym kraju ludzie byli tak ślepi i głusi, pomyślałam spanikowana. I tu sobie przypomniałam, że czytałam o odstępcach, byłych mnichach, wykluczonych z kościoła, wdzięcznego narzędzia greckiej propagandy... Ich psychika przypomina upadłe anioły, które chcą skusić do grzechu wiernych Bogu. Nie mnie to oceniać. Nic nie jest czarne, ani białe, wysapałam. Rozkojarzona otarłam pot z czoła, wbrew woli zadrżały kolana. Przemknęła myśl: oto moja szczęśliwa wyspa.

Chciałam jak najprędzej od niej się uwolnić. Podczas, gdy płaciłam za pobyt, właściciel coś próbował mgliście tłumaczyć, trudno było mi się skupić, w końcu zniecierpliwiony machnął ręką. Do łodzi odprowadzała mnie straż tylna, znajomy, chwiejący się nogach starzec, wymachujący biczem, którym zwykle pędził krowy. Mijające nas kobiety, niosące pod pachą chleb, milczały. Daj mi wody, rzuciłam do chłopca przy wiosłach. Otworzył zaspane oczy. Ateny są blisko, usłyszałam w odpowiedzi. Odwróciłam głowę, łódź stopniowo zmieniała kierunek. W oddali majaczył prom. Co ja tu robię, co cię idiotko podkusiło? To była straszna myśl, nagle wszystko wydało się absurdem. Nikt mi nie odpowiedział, nad łodzią spomiędzy brudnych chmur wyzierało jasne słońce, w jego promieniach skrzeczało stado ptaków.

Zebrałam światło, by widzieć w ciemności, zebrałam radość, by udźwignąć płacz, zebrałam myśli, by wytrzymać zwątpienie, napiszę, nie ubędzie mi słów, a potem zapomnę, pomyślałam, wsiadając do samolotu. 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 15.01.2018 21:33 · Czytań: 341 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 22
Komentarze
purpur dnia 16.01.2018 14:41
Witaj Jolu!

Dawno, oj dawno u Ciebie nie byłem. Słowem usprawiedliwienia jest fakt, że ostatnio ukazywały się tylko kolejne części opowieści, a ja, ze zgrozą dostrzegałem coraz to nowe cyferki przy tytułach, wiedząc, że nie zdołam dogonić wątku. Wybacz...

A tutaj...

Wiesz co spodobało mi sie najbardziej?
To, że całe to opowiadanie jest pisane w ten sposób, jakbyś TY faktycznie odwiedziła to miejsce, że to Twój zapis podróży, ale... jednocześnie cały czas czuję, że to jest sprytna sztuczka autora, aby nadać realność i ważności wszystkim wydarzeniom. A całość jest kompletnie zmyślona :) Nie ma znaczenia co faktycznie jest prawdą - opowiadanie, tak samo z siebie się broni.

Nie do końca lubię "przewodniki po" i gdyby to nie byłó takie, hmm, inne, pewnie wcześniej skończyłbym czytać.

Ładnie napisane, tak prawdziwie, tak "od niechcenia", wydaje się że to po prostu spisane wydarzenia takimi jakie były - a to jest najtrudniejsza sztuka, aby zatrzeć papierową cześć opowieści i stworzyć z niej żyjący twór.

Tak, prowadzenie i narracja bardzo mi się podobały.

Jednie co mi w treści "zgrzytnęło" to znajomość Greckiego u bohaterki ( monastyr i gość z brodą ). Troszkę mi się to logicznie nie łączy z początkiem, czyli zachodem i "odkrycie" Grecji. Jeśli by znała grecki to przecież pierwszym kierunkiem podroży byłaby, no tak, grecja... Odrobinę zabrało mi to realizmu, poczucia rzeczywistości. No ale to drobiazg, czepialskiego Purpur-a :)

To wyłapałem:
Cytat:
Notes notesie zapełniał się wspomnieniami.

Cytat:
Nagle dni pogodne dni skończyły się,

Cytat:
Nikt mi nie odpowiedział nad łodzią spomiędzy brudnych chmur wyzierało jasne słońce,


To mi się bardzo spodbało:
Cytat:
...Okazało się, że mój telefon nie jest wodoodporny, ale na szczęście szybko mi go skradziono....


Cytat:
Zebrałam światło, by widzieć w ciemności,
- po przeczytaniu opowiadania, fantastyczna puenta! Dodatkowo bardzo ładne zdanie!
I być może dlatego, dalsza część o korektorce odrobinę mi nie pasowała. Tak, zgadzam się, jest fajna i pomysłowa, ale wytarła mi magię tamtej wyspy i nie zostawiła z cudownym uczuciem jakie miałem po zdaniu wskazanym powyżej.

Bardzo miło spędziłem tę chwilę z Twoim tekstem.

pozdrawiam,
Purpur
JOLA S. dnia 16.01.2018 17:01
Witaj Purpurze,
cieszę się niezmiernie, że widzę Cię pod moim tekstem. Jesteś nieoceniony. Co to znaczy świeże, uważne spojrzenie. :)
Próbujesz powiedzieć, że literatura ma coś z magii, a pisarz to w jakimś sensie iluzjonista, a Czytelnik jest jak widz na pokazie, chce wierzyć, że w cylindrze nie ma drugiego dna, a królik przybył z innego wymiaru. Trudno się z tym nie zgodzić. Ktoś napisał w " Książkach" - "pisarz opakowuje kłamstwa, robiąc z nich prezenty".

Pozdrawiam. :)

Jola
JoannaP dnia 16.01.2018 20:21
Cytat:
Nie wie­dzia­łam, jak skoń­czy się moja książ­ka, ale wie­dzia­łam: na grec­kiej wy­spie, na któ­rej za­trzy­mał się czas.
- tu chyba powinno być: ale wiedziałam, gdzie
Cytat:
na­stęp­ne roz­dzia­ły ro­ze­gra­ją się, gdzie jest cie­pło,
- tam, gdzie jest ciepło

Podobało mi się, dobrze się czytało.

Pozdrawiam,
JP
JOLA S. dnia 16.01.2018 21:06
O kogo widzę! Joanno, bardzo mi miło, że pochyliłaś się nad moim tekstem.
Wielkie dzięki za ciepłe słowa.

Jak troszkę się ogarnę, to zajrzę do Twoich opowiadań. Wiem, że mają doskonałe recenzje. Nie dziwię się. :)

Serdecznie pozdrawiam. :)
Dobra Cobra dnia 18.01.2018 07:11 Ocena: Świetne!
Kuuufde, ale to fajne. Wyspa wyspą, ale ten dramat na niej!!!

JOLU S,

Podóbalo mi się. Nadal mamy bohaterkę - podróżniczkę, którą przyzywa świat. I należy to rozumiec i uszanować.

Tera krótki poradnik, jak znależć szczęśliwą wyspę: otwieramy w goglu mapy i tam kierujemy się ku słodkiej Chorwacji. Mają tam dużo wysp. Wybieramy tę najbardziej pistą, wyszukujemy w necie jakąś na niej mete i ziuuu. Marzenia się spełniają.

To zdanie o spedycji nietrafione. W stosunku do ludzi winno się używać innego określenia.

Gratuluje bohaterce wyrozumiałego kochanka, który puszcza babę w rajzę. Może wczesniej wymogła to na nim krzykiem.


Sunując: bardzo piękna opowieśc. Gratulacje.


DoCo z pozdrowieniem.
JOLA S. dnia 18.01.2018 09:38
DoCo, przepraszam, że tak późno reaguję na komentarz, ale aktualizacja Windowsa wykończyła sterownik zawiadujący klawiaturą laptopa. No i miała baba placek.

Ale do rzeczy:

Ten las wspomnień wysiał się sam. Podobno na świecie nic nie dzieje się samo, ale kto wie?

Wielkie dzięki za uznanie dla moich twórczych wysiłków i uważne czytanie. Wzięłam do serca celną uwagę. Miotełka poszła w ruch.

Buziaki. :):)
skroplami dnia 20.01.2018 08:39 Ocena: Świetne!
Normalnie upiorne opowiadanie, prawie Hitchcock :).
Dziwne, że bohaterka/kobieta, nie wyczuła wrogości od pierwszego dnia.
Okulary z marzenia na nosie, rozumiem, plus nadzieja, ok ;).
Wszystko, z wyjątkiem mniszki, jest na nie wobec cudzoziemki na wyspie.
W pewnym momencie, gdy bohaterka dostrzega ruiny itd, zaczęło mi się wydawać, że trafiła do wymarłego miasta i napotykani ludzie to nie ludzie, a duchy.
I wciąż nie mam pewności, czy tak nie było :). No taka atmosfera, że strach patrzeć co tam, za rogiem ;). Uciekła w końcu, zdążyła, mądra bohaterka, jestem za :). Za ucieczką z takiego miejsca bo inaczej staniemy się jak duchy, wszyscy. Zresztą, przecież jesteśmy :) nimi :).
Wynika, duchy też się nie lubią ;) nieraz.
JOLA S. dnia 20.01.2018 09:12
Drogi Skroplami, uwielbiam Twoje komentarze. :)
Na tej uroczej wysepce może i duchy straszą. Od 1865 do 1947 roku był miejscem kwarantanny dla chorych na cholerę. Do tej pory na Salaminie, można zobaczyć kolonie opuszczonych domów, bez okien i drzwi. Ludności jest niewiele, ok. 28 tys. Zeus dawno się wyprowadził, coś w tym musi być. ;)

Wielkie dzięki za wizytę na szczęśliwej wyspie, gorąco pozdrawiam. :)
Figiel dnia 20.01.2018 21:02 Ocena: Świetne!
Jolu,to bardzo dobry tekst, prowadzony pewną ręką. Jeżeli jakieś błędy są, to nikną wśród odmierzonych niemal z aptekarską dokładnością słów, i jako czytelnik nie mam serca ich tropić, szkoda wrażenia jakie pozostaje po lekturze. Świetnie oddałaś klimat wyspy, odczucia bohaterki
są bardzo sugestywne, czytając jest się tam, gdzie Autor wysyła. Trudno taki efekt uzyskać, ale to właśnie zrobiłaś. No i puenta:
Cytat:
Ze­bra­łam świa­tło, by wi­dzieć w ciem­no­ści, ze­bra­łam ra­dość, by udźwi­gnąć płacz, ze­bra­łam myśli, by wy­trzy­mać zwąt­pie­nie, na­pi­szę, nie ubę­dzie mi słów, a potem za­po­mnę,

Całość z klasą!
Pozdrawiam cieplutko:)
ajw dnia 20.01.2018 21:21 Ocena: Świetne!
Skoro grecka wyspa, to nie mogło mnie tu zabraknąć, ale ..to nie jest Grecja którą kocham ;) A mimo to czytało się dobrze. Ciekawie zapodana treść :)
JOLA S. dnia 20.01.2018 21:42
Figielku,

miło, że dałaś się skusić. :) Jeszcze milsza ocena. Nic tak dobrze nie nastraja. Cieszę się, że tekst Cię zainteresował, choć obawiam się - samokrytycznie - że Twój odbiór przydaje mu więcej walorów.

Wyspa kryje jeszcze wiele tajemnic, nie umiem wyzbyć się tej myśli. (a czasu tak mało).

Serdeczności. :)

Ajw,

a to miła niespodzianka.

Wiem, że kochasz inną Grecję. Czytałam. Podzielam zachwyt Kretą, ale nic nie jest czarne lub białe.

Pozdrawiam gorąco. :)
Alen Dagam dnia 22.01.2018 21:06
Cześć, Jolu.

Przyszłam, ponieważ do tej pory czytałam bardzo niewiele Twoich utworów, a chciałam jednak lepiej poznać Twój styl. Muszę powiedzieć, że chyba jednak nie zagoszczę w innych kawałkach. Czytało mi się ciężko, miałam wrażenie, że przy ogromnej ilości słów w często dość niespotykanych połączeniach (niektóre zaskakiwały mnie w pierwszej chwili) oraz ciągnących się powoli rozległych opisów, niewiele było zasadniczej treści. Miałam też wrażenie, że czasem przeskakujesz z jednej myśli na drugą, nie wiążąc ich logicznie ze sobą. Opis sytuacji, która wywołała taką grozę w bohaterce, pozostawił mnie bez emocji. Nie do końca rozumiałam też jej zmieniające się nastroje.
Nie umiałam się z nią utożsamić, ponieważ za nic nie wiedziałam, co tak naprawdę nią kieruje.

Pozwolę sobie przywołać kilka rzeczy, które spowodowały u mnie zmarszczenie czoła.

Cytat:
wie­dzia­łam, że na grec­kiej wy­spie, na któ­rej za­trzy­mał się czas. To głu­pie my­śle­nie, bo czas nie za­trzy­mu­je się ni­g­dzie.


Skoro to "głupie myślenie", to po co używać tego określenia w ogóle w poprzednim zdaniu?
Poza tym, nikt przecież tak raczej nie myśli. Większość ludzi używających tego określenia zdaje sobie sprawę, że to przenośnia.
Cytat:
za­czął mnie tra­fiać szlag.


To mocna emocja, ale nie znajduję dla niej żadnego uzasadnienia. Co tak bardzo zdenerwowało bohaterkę? Tłuszcz europejski?

Cytat:
Na­szła mnie myśl, że ta wyspa jest szczę­śli­wa, wie­rzy­łam w to świę­cie.


Dlaczego? Brakuje uzasadnienia - jakiegokolwiek, nawet nielogicznego.

Cytat:
Wiem, jak to brzmi, po­mi­nę uśmie­chy mil­cze­niem.


Nie uśmiecham się... Zdenerwowała mnie niewiedza, dlaczego bohaterka wierzy w szczęśliwość wyspy. Nie uśmiechnę się, póki się nie dowiem!

Cytat:
Oto pięk­no li­te­rac­kie­go po­szu­ki­wa­nia przy­gód.


Następne zdanie i kolejny przeskok. O jakim pięknie / o pięknie czego dokładnie jest tu mowa? Z czym ma to związek?

Cytat:
Nie przy­pusz­cza­łam, że na­stą­pi to tak pręd­ko.


Domyślam się, że chodzi o znalezienie wyspy, albo o zorganizowanie podróży na nią, ale w poprzednich zdaniach jest taki chaos, że przy pierwszym czytaniu nie jest to takie oczywiste.

Cytat:
nic nie mó­wi­łam, zwy­czaj­nie było mi wstyd.


Dziwny ten związek. Wygląda mi na to, że bohaterka i jej chłopak wcale się nie znają za dobrze. Nie rozumiem też, czemu ona się wstydzi. Ukrywała przed nim podróż do ostatniej chwili? Ukradła na nią ze wspólnej skarbonki fundusze?

Cytat:
Bo, która dziew­czy­na przy zdro­wych zmy­słach, go­niąc ma­rze­nia, włó­czy się po obcym kraju, o któ­rym tak nie­wie­le wie. Trud­no zro­zu­mieć ko­bie­ty,


Masa ludzi, mężczyzn, mniej kobiet, robiła to od zarania dziejów. W ten sposób odkryto na przykład w ogóle inne kraje, kontynenty... Westchnienie chłopaka na koniec tej wypowiedzi w ogóle mi nie pasuje. Jakby poznał swą lubą dopiero wczoraj. Albo właśnie przestawił się z homo- na heteroseksualizm.
Czyli jak, ona zawsze była układna i bez dzikich pomysłów, a ten jest pierwszy? Wypadałoby to wobec tego jakoś zaznaczyć.

Cytat:
Whi­sky jest dobra na chwi­le, gdy oku­la­ry zsu­wa­ją się na czu­bek mo­kre­go nosa.


Co? Mokrego od upału? Od łez? Nie, od łez chyba nie, nie płacze się na swój nos.
Nie rozumiem, jaki związek ma to zdanie z resztą.

Cytat:
Co­kol­wiek bym nie mó­wi­ła i tak nie zmie­ni­cie zda­nia.


Zdania o czym? Nie wyrobiłam sobie na razie żadnego zdania! W tym momencie ogrania mnie przerażenie, czytam akapit od początku. Dalej nie wiem, o co chodzi.

Cytat:
Li­te­ry ście­śnia­ły się w dru­giej jego czę­ści, niby pa­sa­że­ro­wie cze­ka­ją­cy na sza­lu­pę ra­tun­ko­wą.


Co wnosi to zdanie? Wizja pasażerów odrywa od głównego obrazu, z którym nie ma nic wspólnego. Jeśli to ma być metafora, odnosząca się do hotelu (tonący statek?), wypadałoby to jakoś uwypuklić. A jeśli nie, to chyba wystarczyłoby napisać, że napis był nierówny?

Cytat:
Przez dwa dni nie dzia­ło się nic


Do końca tego akapitu również nic się nie dzieje. I właśnie tutaj chciałam się oderwać od tekstu i tylko silne postanowienie dokończenia powstrzymało mnie przed tym.

Cytat:
To było uczu­cie, jakby ob­my­to mi serce.


Widzę to bardzo dosłownie. Ścierka, kobieta szorująca nią zapamiętale wielkie, zawieszone na sznurku do bielizny ociekające jeszcze krwią serce. Nie wiem, czy to dobre wyrażenie.

Cytat:
Notes po­wo­li za­peł­niał się wspo­mnie­nia­mi.


Moment. Ona miała zdaje się pisać książkę jakąś, a nie pamiętnik?

Cytat:
Mój nie­po­kój i trwo­ga szyb­ko zni­ka­ły bez śladu, wy­da­ły się bar­dzo od­le­gły­mi dzie­ja­mi.


Skąd tu nagle niepokój i trwoga? Wcześniej była wkurzona, trafiał ją szlag. Jak pisałam wcześniej, nie rozumiem jej skoków emocjonalnych...

Cytat:
I roz­ko­szo­wa­ła­bym się tym rajem dłu­żej, gdy­bym pod­czas ra­do­snej ką­pie­li nie usia­dła na je­żow­cu.


O, coś się dzieje! Co dalej z jeżowcem? Co się stało bohaterce?
Niestety, w kolejnym zdaniu już zupełnie coś innego. Cholera...

Cytat:
Czło­wiek to dziw­na isto­ta, w głębi duszy no­si­łam prze­ko­na­nie, że kto, jak kto, ale ja wy­mknę się każ­de­mu nie­bez­pie­czeń­stwu.


Chodzenie po lesie, spotykanie zajęcy, nawet wielkich, w sadzie - to mają być te niebezpieczeństwa?
I co ma z tym wspólnego stwierdzenie, że człowiek to dziwna istota?

Cytat:
Od przy­by­cia na Sa­la­mi­nę wkła­da­łam dy­żur­ną maskę we­so­ło­ści, żeby dodać sobie otu­chy.


Czyli tak naprawdę nie była wesoła? Wszystko, co napisane wcześniej absolutnie temu zaprzecza.

Cytat:
Po­ja­wi­ła się nie­pew­ność, gdy ho­ry­zont przy­sło­ni­ły dwie syl­wet­ki męż­czyzn


O. Tutaj aż mi dech zaparło. Na chwilę. Wyobraziłam sobie olbrzymich, ciemnych kolosów. Przesłonilli horyzont przecież!
Potem jednak okazało się, że to zwykli panowie, którzy zresztą nic ciekawego nie zrobili i poszli sobie. Nieciekawe. Tylko musieli mieć wybiórczy wzrok, skoro biustu nie widzieli, ale kolor oczu już tak :)

Cytat:
Czar­na roz­pacz, ktoś powie.


Dlaczego nagle rozpacz? Mam wrażenie, że coś mi umknęło. Ona zaraz popełni samobójstwo, tak nagle zmieniają się jej nastroje... a ja nie zauważę nawet kiedy.

Cytat:
roz­pa­mię­ty­wa­łam głę­bię swo­jej sa­mot­no­ści


Czyli przypominała sobie... co? Jak kiedyś była samotna? Zdanie zupełnie mnie zaskoczyło.

Cytat:
Po­dob­no błoto otwie­ra ślepe drogi


Poproszę o wyjaśnienie... kompletnie nie wiem, o co chodzi.

Cytat:
Chyba prze­sa­dzam z tym stra­chem, wy­star­czy się wspiąć, po­my­śla­łam.


Jezys, Maryja, jaki znowu strach? Skąd się tu nagle pojawił strach?

Cytat:
Pra­gnie­niem było, żeby do­go­nić czło­wie­ka, ale nie znaj­do­wa­łam śla­dów


Tutaj również poproszę o wyjaśnienie... Domyślam się, że nie chodzi o konkretnego człowieka, lecz raczej o ludzi kolektywnie... ale dlaczego dogonić? Chyba nie idzie do cywilizacji, raczej odwrotnie...

Cytat:
Śli­zga­jąc się po zbo­czu, do­tar­łam do naj­bar­dziej wy­su­nię­te­go w morze.


Do czego?

Cytat:
za­kon­ni­ca po­trak­to­wa­ła mnie jak nie­wi­do­mą na przej­ściu dla pie­szych i po­zwo­li­ła od­po­cząć.


Czyli jak potraktowała? Przeprowadziła skądś dokądś, zignorowała, czy przejechała? Odpoczynek nie pasuje do metafory.

Cytat:
Tra­fi­łam do miej­sca, któ­re­go nikt nie od­wie­dza, gdzie wska­zów­ki za­sty­gły w ocze­ki­wa­niu na coś, czego do końca nie poj­mo­wa­łam.


Urwane. Nie będzie dokończenia tej myśli. W następnym zdaniu znów... przeskok :(

Cytat:
Biła od nich jakaś bo­skość


To też należałoby rozwinąć. Pisarze nie piszą takich zdań - bez dokończenia i/lub uzasadnienia. A jeśli go nie ma i nie będzie, takich zdań w ogóle nie powinno tu być.

Cytat:
Z oczu za­kon­ni­cy czy­ta­łam smu­tek, w na­boż­nym śpie­wie od­bi­ja­ło echo tę­sk­no­ty za czymś nie­od­gad­nio­nym.


Znowu zaczynasz coś, co mogłoby zamienić się w historię, ale dajesz tylko wrażenie. Wręcz narzucasz cały czas wrażenia czegoś czytelnikowi, nie pozwalając mu dojść do wniosków samodzielnie.

Nie mam siły na więcej, wybacz...
Mam nadzieję, że ten komentarz przyda Ci się na coś.

Nie znam się na sztuce, ale myślę, że próbujesz pisać impresjonistycznie - tak?
Lubię patrzeć na obrazy impresjonistów. Z malarstwa chyba nawet takie lubię najbardziej. Nie miałabym nic przeciwko kilku w domu. Ale w Twoim opowiadaniu zupełnie to do mnie nie trafia - o ile impresjonizm miał to być. Czuję się przytłoczona, zmuszona do widzenia czegoś, czego tak naprawdę nie chciałam zobaczyć. Nie widzę natomiast niczego, po co przyszłam.

Chyba jednak nadajemy na innych falach, Jolu :(

Miłego wieczoru!
JOLA S. dnia 22.01.2018 21:54
Witaj Al, napracowałaś się okrutnie, podziwiam wytrwałość.

Alen Dagam napisała:
do tej pory czytałam bardzo niewiele Twoich utworów, a chciałam jednak lepiej poznać Twój styl. Muszę powiedzieć, że chyba jednak nie zagoszczę w innych kawałkach.


Kawałkach czego?

Czyż, nie pięknie się różnimy? Inaczej, jakże nudny byłby świat.


Alen Dagam napisała:
Chyba jednak nadajemy na innych falach


Nie przeczę. :)

Każdy w opowiadaniach szuka czego innego, gusta czytelnicze są tak różnorodne.

Wybacz, nie rozumiem, co miałaś na myśli, mówiąc o impresjonizmie w moim opowiadaniu /czyżby chodziło Ci o malarstwo/? :(

Cóż, każdy ma swój styl pisania, sposób na widzenie świata i intuicję. Ważne, że zostawiłaś ślad, nawet, jeżeli objawił się wzburzeniem

Słowami krytyki wprawiłaś mnie w dobry nastrój i to nadaje sens mojemu pisaniu. :)

Pozdrawiam cieplutko. :)
Alen Dagam dnia 22.01.2018 22:08
JOLA S. napisała:
Witaj Al, napracowałaś się okrutnie, podziwiam wytrwałość.


Ech, wcale nie :) Jak mnie coś ciekawi/fascynuje, to nawet nie zauważam, ile kilometrów napisałam :p

JOLA S. napisała:
Kawałkach czego


Twojej twórczości.

JOLA S. napisała:
Wybacz, nie rozumiem, co miałaś na myśli, mówiąc o impresjonizmie w moim opowiadaniu /czyżby chodziło Ci o malarstwo/?


Impresjonizm istnieje i w malarstwie, i w literaturze. Są pisarze, którzy się w tym specjalizują - kiedyś, jeszcze za czasów studenckich czytałam opowiadania pewnej nowozelandzkiej autorki, niestety nie pamiętam nazwiska - musiałabym poszukać - której wychodziło to bardzo zgrabnie. W literaturze impresjonizm to odmalowywanie wrażeń bohaterów, często przesłaniających fabułę, stojących w utworze na pierwszym miejscu. Miałam wrażenie, że właśnie ten kierunek uprawiasz. Nie?

JOLA S. napisała:
Zostawiłam ślad, nawet jeżeli objawia się wzburzeniem, to cieszę się.


Absolutnie nie jestem wzburzona! Raczej ciekawa... bo nie odpowiedziałaś mi na pytania :p
Na przykład: o co chodzi z błotem i ślepymi drogami?
I z gonieniem człowieka?

Nie zasnę, jak mi nie powiesz :)
Silvus dnia 22.01.2018 22:13
Cytat:
Po­mysł, o któ­rym wspo­mnia­łam wziął się

Brak przecinka po "wspomniałam".

Cytat:
Mia­łam dosyć ku­le­nia się w fałd­kach tłusz­czu Eu­ro­py Za­chod­niej

To ładne!

Cytat:
Pod­ję­łam po­sta­no­wie­nie, że na­stęp­ne roz­dzia­ły ro­ze­gra­ją się, tam gdzie jest cie­pło, tanio, ko­niecz­nie nad wodą.

Przesuń przecinek sprzed "tam" za ten wyraz.

Cytat:
Chcia­łam tra­fić do miej­sca, o któ­rym za­po­mniał Bóg i udało się je zna­leźć

Brak przecinka po "Bóg".

Cytat:
Przez pół nocy, po­prze­dza­ją­cej wylot z Gdań­ska ze wzru­sze­nia tłu­kłam się po miesz­ka­niu

Brak przecinka po "z Gdańska".

Cytat:
Bo, która dziew­czy­na przy zdro­wych zmy­słach

Zbędny przecinek po "bo".

Cytat:
Łódka, która pły­nę­ła na wyspę wy­glą­da­ła

Brak przecinka po "na wyspę".

Cytat:
a w za­im­pro­wi­zo­wa­nym por­cie

He, he.

Cytat:
Li­te­ry ście­śnia­ły się w dru­giej jego czę­ści, niby pa­sa­że­ro­wie cze­ka­ją­cy na sza­lu­pę ra­tun­ko­wą.

Me gusta.

Cytat:
Moja obec­ność już pierw­sze­go wie­czo­ru prze­sta­ła robić wra­że­nia

A nie "wrażenie"?

Cytat:
tu i ów­dzie brzę­cza­ły zmę­czo­ne upa­łem owady.

:)

Cytat:
I roz­ko­szo­wa­ła­bym się tym rajem dłu­żej, gdy­bym pod­czas ra­do­snej ką­pie­li nie usia­dła na je­żow­cu.

;)

Cytat:
że kto, jak kto

Zastanawiam się, bo dla mnie przecinek przed "jak" jest błędem.

Cytat:
Z po­ko­ju wy­pę­dzał mnie głód, kolacji

Dwie spacje przed "kolacji".

Cytat:
ie od­bi­łam się od klasz­tor­nych drzwi, od­wrot­nie za­kon­ni­ca po­trak­to­wa­ła mnie

Najprawdopodobniej brak przecinka po "odwrotnie".

Cytat:
Bez­wied­nie spraw­dza­łam struk­tu­rę nieba. Bóg sie­dział wy­so­ko z za­ło­żo­ny­mi rę­ka­mi, też od­po­czy­wał.

Ładnie.

Cytat:
Opusz­czo­ne be­to­no­we domy, bez okien i drzwi ziały pust­ką.

Najprawdopodobniej brak przecinka po "drzwi".

Cytat:
W Gre­cji nie płaci się po­dat­ku od nie­ru­cho­mo­ści do­pó­ki nie ma dachu.

Brak przecinka przed "dopóki".

Cytat:
Ktoś, kto na to wpadł mu­siał mieć nie­złą wy­obraź­nię

Brak przecinka po "wpadł".

Cytat:
ina­czej. Miej­sco­wi bie­ga­li bez­ład­nie

Dwie spacje przed "miejscowi".

Cytat:
Stam­tąd było widać jak

Dwie spacje przed "jak".

Cytat:
Po­zo­sta­ło py­ta­nie w jakim celu obcy przy­je­cha­li.

Brak przecinka przed "w jakim".

Cytat:
Nie do­brze

Łącznie.

Cytat:
Pod­czas, gdy pła­ci­łam za pobyt

Zbędny przecinek przed "gdy".

Cytat:
Nikt mi nie od­po­wie­dział nad ło­dzią spo­mię­dzy brud­nych chmur wy­zie­ra­ło jasne słoń­ce

Brak przecinka po "odpowiedział".

Ładne to, obrazowe. Temat nie mój, ale widziałem to.

Mam nadzieję, że wytknięć błędów nie popowielałem za dużo w stosunku do tego, co napisali inni.

Pozdrawiam, Silv.

PS.
Alen Dagam napisała:
Masa ludzi, mężczyzn, mniej kobiet, robiła to od zarania dziejów. W ten sposób odkryto na przykład w ogóle inne kraje, kontynenty... Westchnienie chłopaka na koniec tej wypowiedzi w ogóle mi nie pasuje. Jakby poznał swą lubą dopiero wczoraj. Albo właśnie przestawił się z homo- na heteroseksualizm.
Czyli jak, ona zawsze była układna i bez dzikich pomysłów, a ten jest pierwszy? Wypadałoby to wobec tego jakoś zaznaczyć.

Też tak myślę, @Al! Ale mam swoje uzasadnienie.

PS2. Tak, ja też bym, za @Al, powiedział, że to impresjonizm. Mnie się wydaje, że @Al oczekiwała czegoś takiego jak w fantastyce (naukowej), wyjaśnienia każdego wątku, a w każdym razie kontynuacji akcji (zapierającej dech w piersiach) - a mnie się to podobało właśnie ze względu na brak rozwinięć wątków (choć zmierzwiony jestem, że w końcu nie wiadomo, o co chodziło z tajniakami).
JOLA S. dnia 22.01.2018 22:20
Al, specjalizuję się w prozie, to wiem.

Impresjonizm w malarstwie czy literaturze to temat rzeka, portal tego nie udźwignie i chyba nie najwłaściwsza pora.

Może kiedyś pogadamy przy szklaneczce.


Wybacz, ale muszę wracać do pracy, wydawca czeka.

Dobrej nocy. Może Ci się przyśni jakaś szczęśliwa wyspa, czego życzę Ci z całego serca. :)





Silvusie, dopiero zauważyłam Twój komentarz, wybacz.

Wielkie dzięki, że wpadłeś. Ukłony za uważne czytanie.:)

Silvus, napisał:

" Ładne to, obrazowe. Temat nie mój, ale widziałem to."

Cieszę się.

Ach, jeszcze te cztery brakujące przecinki, wstawię jutro, a teraz zmykam. :)

Serdeczności.:)
Alen Dagam dnia 22.01.2018 22:43
Ojej. Chyba zasiałam zamęt z tym impresjonizmem.

JOLA S. napisała:
Impresjonizm w malarstwie czy literaturze to temat rzeka, portal tego nie udźwignie i chyba nienajwłaściwsza pora.


Nie musimy zaraz wylewać na ten temat oceanów słów :) Ja tylko chciałam zaznaczyć, że chyba jestem krytykiem impresjonistycznym. Nie oceniam wartości/walorów warsztatowych utworów, lecz bardziej skupiam się na odbiorze czysto wrażeniowym. Szukam porozumienia z bohaterami, "wczuwam się" w nich. Niekoniecznie szukam akcji, ale w fabule muszę mieć logikę... W emocjach bohaterów też.

Mam nadzieję, Jolu, że wrócisz z odpowiedziami :) Nie musi być teraz. Spróbuję zasnąć, choć dalej męczy mnie to błoto :)

JOLA S. napisała:
Wybacz, ale muszę wracać do pracy, wydawca czeka.


Miłej i owocnej pracy! Dobranocki :)
JOLA S. dnia 22.01.2018 23:00
Al, skoro usilnie wywołujesz mnie do tablicy:

"Impresjonizm w prozie objawia się poprzez rezygnację z obiektywnej narracji i opisu obiektywnie istniejącego świata. Rzeczywistość ukazywana jest za pomocą techniki punktów widzenia – czytelnik musi przyjąć i zrozumieć sposób postrzegania danej postaci, aby pojąć przedstawiane zdarzenia. Powieść impresjonistyczna rezygnuje z narratora wszechwiedzącego, zastępując go narratorem subiektywnym, opisującym swoje wrażenia i doznania. Tworzyło to podstawy do ukształtowania się później techniki strumienia świadomości. Wydarzenia powieściowe nie tworzą w impresjonizmie zwartej konstrukcji, ale są rozbite na szereg epizodów i fragmentów. Nie zostaje również zachowana ciągłość czasowa utworu – akcja składa się z szeregu momentów.

Proza posługująca się stylem impresjonistycznym pojawiła się m.in. w twórczości Marcela Prousta, Emila Zoli, Virginii Woolf, Antoniego Czechowa i Iwana Turgieniewa."

To tyle, w telegraficznym skrócie.

Do usłyszenia. :)
Alen Dagam dnia 23.01.2018 11:11
Dzień dobry, Jolu.

To jest kopia z Wikipedii. Mniej więcej to samo pisałam trochę wyżej :) Zastanawiało mnie, czy właśnie świadomie uprawiasz impresjonizm?
JOLA S. dnia 23.01.2018 13:18
Cześć Al !
Tak, to jest przedruk z Wikipedii, oznaczyłam cudzysłowami.
Na głębszą dyskusję naprawdę nie miałam czasu, nadal jest z nim u mnie krucho. Przytoczony, wytłuszczony fragment zawiera skromną wskazówkę dla Ciebie, skoro mienisz się krytykiem, może się przyda. :)

Zwykle opisujemy to co w nas tkwi, boli lub frapuje. Bardziej lub mniej świadomie dotykamy jakiegoś problemu. Sztuka jest mi bliska z racji wykształcenia i pasji. Wpływa jak widzę i czuję rzeczywistość, pomaga i odciska się w moich tekstach. Szukam poezji w literaturze. Bez specjalnego trudu przychodzi mi samej opisywanie impresji /wrażeń, odczuć/. Często, zanim, zdołam się zorientować, wcielam się w postacie opowieści.

To pewnego rodzaju teleportacja.;)

Rozumiem, że masz inne preferencje, różna bywa intuicja i potrzeby. Przecież jest cudowna wolność wyboru.

Uważam, że każde opowiadanie czy wiersz, każdy trud intelektualny zasługuje na uwagę, zwłaszcza, gdy wokół kusi łatwizna i bylejakość - to tak na marginesie.


Chyba się nie przekonamy, każda broni swoich racji. Nie liczę na zmianę werdyktu.

Dziękuję za uwagę, lektura Twoich komentarzy dostarczyła mi ciekawych przeżyć. :)

Pozdrawiam cieplutko. :)
Alen Dagam dnia 23.01.2018 21:08
Jolu,

każdy z nas jest krytykiem, wszak i do własnych prac nie podchodzimy bezkrytycznie, prawda? Przynajmniej myślę, że powinno tak być.

Pozwolę sobie jeszcze trochę czasu Ci zająć i mam nadzieję, że nie uznasz go za stracony.

Przede wszystkim, widzę, że odbrałaś moje komentarze jako atak na siebie i szybko przyjęłaś postawę obronną. Piszesz, że bronię swoich racji. Nic bardziej nieprawdziwego :) Pobawiłam się w analizę, owszem, pisząc jak wygląda to z mojego punktu widzenia jako czytelnika. Wymieniłam rzeczy, których nie rozumiem. Zadałam kilka pytań, licząc na to, że być może trochę więcej wyjaśnisz mi "co autor miał na myśli" - skoro autorka już pod ręką, to czemu nie?

Przecież ja nie mówię, że masz tworzyć inaczej! Czy ja to gdzieś napisałam?

Z Twoich odpowiedzi wnioskuję, że jednak jesteś impresjonistką. Właśnie o to pytałam na początku, ponieważ nie byłam pewna. Wbrew zapowiedziom pozwoliłam sobie również przejrzeć kilka Twoich innych tekstów - tych dla dorosłych, ponieważ wirtajki, oczywiście, już znam. Zauważyłam, że lubisz chwytać myśli i splatać je ze sobą. Napisałaś, że szukasz poezji w (całej) literaturze i to właśnie pasuje mi do obrazu Ciebie jako autorki najbardziej. Widzę również głęboką wrażliwość, która powoduje, że te schwytane myśli (często właśnie z poezji portalowej) stają się częścią Ciebie, Twoich własnych marzeń, które przelewasz potem na papier. Może czasem są Twoją inspiracją, a może uzupełnieniem tego, co już w Tobie było? Tak je splatasz i przeplatasz, aż, jak napisałaś, zanim zauważysz, historie bohaterów zaczynają odgrywać się przed Twoimi oczami. A potem pewnie nie masz już wyjścia, jak to z pisarzami bywa, i musisz to napisać.

Widzę Cię jako Łapacz Snów - ale nie taki, który chwyta te złe sny i zsyła dobre - ale taki, który wychwytuje to, co najpiękniejsze, najsubtelniejsze i najbardziej kruche i ulotne - żeby Broń Boże nie odleciało gdzieś i zaginęło, kiedy nikt juz o takim śnie/myśli nie będzie pamiętał. Nie. Ty musisz nie tylko złapać, ale zapleść, przepleść, wzmocnić, wyszeptać dobre zaklęcie ochronne i wypuścić dalej - do każdego chętnie słuchającego serca. Musisz się podzielić tymi slicznymi marzeniami z innymi. Tutaj również dodam: jak prawdziwy pisarz powinien robić ;)

Tylko widzisz, często pisarze nie od razu umieją to robić doskonale. Ja wiem to bardzo dobrze, ponieważ jestem początkująca - piszę od półtora roku, na portalu jestem od kilku miesięcy. A wiesz, dlaczego tu przyszłam? Przede wszystkim, żeby się uczyć, żeby eliminowac błędy, ale nie tylko!

Przyszłam podpatrywać :)

Uważam, że poprzez czytanie bardzo, bardzo wielu innych autorów można się wiele nauczyć. To nie jest pewnie i Tobie obca maksyma. Ale wiesz, co jest jeszcze lepsze? Analizowanie tego, jak robią to ci inni. Podglądanie (chociaż z reguły artyści się nie kryją), komentowanie, a teraz i tutaj: najlepsze, czyli osobisty kontakt z autorami. Patrz wyżej - "co autor miał na myśli?"

Dlatego wędruję sobie po kawałkach mniejszych i większych, korzystam z możliwości komentowania, czasami ugryzę, podrapię, podrażnię jak doświadczony mężczyzna podczas gry wstępnej i przy okazji nauczę się więcej, niż gdybym tylko czytała. Nauczę się czegoś o innych, o ich technikach, sposobie myślenia i tworzenia, a jeśli umiejętnie to wszystko w sobie przetworzę, przedumam i przewiercę, być może nauczę się jeszcze czegoś o sobie - taki bonus.

I dlatego wędruję dalej. I dlatego przywędrowałam i do Ciebie. I dalej uważam, że chyba to, jak piszesz, nie jest dla mnie. Ale wiesz, nie wykluczam, że być może kiedyś we mnie czymś trafisz.

Pierwszy komentarz napisałam nie po to, żeby Ci dogryźć lub nawytykać. Zrobiłam to po to, żeby dać Ci coś bardzo cennego: wiedzę. Wiedzę o tym, jak ktoś odebrał to, co piszesz. Zauważyłam, że masz mnóstwo pozytywnych, pochwalnych komentarzy. Zapytam się bezczelnie, dużo się z nich nauczyłaś o tym, jak mogłabyś się jeszcze bardziej rozwinąć artystycznie? Nie wiem, czy nauczysz się czegoś z moich, ale oddaję Ci je bez żadnego "ale", nie prosząc nawet, żebyś w zamian zrobiła coś podobnego z jakimkolwiek moim tekstem - chociaż przyznam, że byłoby to dla mnie odwdzięczenie się idealne (ekhm, spokojnie, rozumiem, że masz mało czasu).

Całkiem szczerze: proszę, spróbuj nie myśleć o tym, że w jakikolwiek sposób Cię atakuję. Jeszcze raz: tak nie jest! Spróbuj przyjrzeć się na spokojnie mojemu pierwszemu komentarzowi i pomyśl choć przez 3 minuty (nad kawą w przerwie w pisaniu): czy nie ma w nim absolutnie niczego, co mogłabyś dla siebie wynieść? Ani jednej rzeczy?

I koniecznie napisz mi - nie dzisiaj, nie za tydzień, ale może za miesiąc lub rok - czy aby na pewno w niczym, totalnie w niczym Ci nie pomogłam?

I ostatnia rzecz: dziękuję, ponieważ dzięki naszej - trochę wyboistej - rozmowie nasunął mi się pomysł na miniaturkę. Czyli, zainspirowałaś mnie :)

Dziękuję pięknie i życzę Ci przepięknych snów - koniecznie złap ich znów kilka.

Lena
JOLA S. dnia 23.01.2018 22:26
Leno, mam chwilkę czasu. Cieszę, się, że coś zostało w Tobie po lekturze moich tekstów.

Oczywiście Czytelnik ma prawo do własnego zdania i opinii o utworze.
To nie podlega dyskusji. Obraza u mnie? Skąd taki wniosek ? Uśmiechnęłam się zdziwiona, czytając Twój ostatni komentarz. :)

Pisanie opowiadań według mnie jest sztuką. W zasadzie nie ma jednoznacznej definicji określającej, jak powinno wyglądać opowiadanie. I co to znaczy dobre opowiadanie.
Przeczytałam tomy opowiadań i dalej nie wiem. Mogę się jedynie domyślać, że liczy się wrażenie, jakie tekst robi na Czytelniku. Czy można się nauczyć pisać opowiadania. Niektórzy twierdzą, że można. Na ten temat mam odmienne zdanie.

Czytać trzeba i to jak najwięcej, ale moim skromnym zdaniem "tego czegoś" nie można się nauczyć, nawet ćwicząc lub podpatrując wielkich.

Przekonują mnie zdania Piotra Kofty, wypowiedziane w 2011 r na warsztatach literackich:

"Opowiadanie przywodzi mi na myśl spacer po lesie bez latarki. Tego, na co akurat padnie snop światła nie sposób zrozumieć bez całej reszty, która ginie w mroku. W pewnym sensie to jest sztuka malowania pustką, bo niejednokrotnie ważniejsze okazuje się nie to, co jest, ale to czego nie ma. Chodzi o kluczową rolę o wbudowanie w opowiadanie uczucia niespełnienia, wrażenia, że zatrzaśnięto drzwi przed nosem albo wciągnięto majtki i zapięto rozporek tuż przed obiecaną, wyczekiwaną satysfakcją.

To równie można mieć pretensje do fotografii, że nie jest filmem."

Twoje spostrzeżenia przeczytałam uważnie i chyba zrozumiałam co Cię męczy i czego szukasz. Pociesz się, że nie jesteś w tym odosobniona.

Czy pomogłaś mi rozwiać moje wątpliwości? Chyba nie, bardzo mi przykro. Dzięki za dobre chęci.

Dobrej nocy, wracam do swoich zajęć. :)

Jola
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Silvus
23/02/2018 23:18
Dziękuję Ci za wyjaśnienia. W mojej opinii poprawny odbiór… »
Zola111
23/02/2018 22:51
Lilu, tu jest podwójna spacja: - zobacz. z. »
Lilah
23/02/2018 22:34
Bardzo się cieszę, Alicjo. Jeśli wena dopisze, może… »
Darcon
23/02/2018 22:22
Ech, Szysza, moralizatorskie to jest, aż momentami średnio… »
Darcon
23/02/2018 22:14
Szlachcicu Dragonie, tak naprawdę zgodnie z regulaminem… »
Zola111
23/02/2018 21:55
A możesz, Lilu. Tylko pamiętaj: ten długaśny, czyli myślnik.… »
purpur
23/02/2018 20:02
Dzięki staram się jak mogę :) »
asertywny69
23/02/2018 19:46
Bardzo dużo piszesz. Niektóre fragmenty bardzo ładnie… »
Marian
23/02/2018 19:41
Dziękuję Maly za przeczytanie mojego tekstu i komentarz.… »
Jonasz
23/02/2018 19:05
Fajna ta zagadka :) przeczytałam córeczce - zgadła i chciała… »
Lilah
23/02/2018 19:00
Dziękuję, Zolu. Zastanawiam się, czy tam, gdzie kropki nie… »
Zola111
23/02/2018 18:53
Ale fajny pomysł na cykl, Lilu! Bardzo mi się! :) z. »
Maly
23/02/2018 18:33
Dzięki purpur, aż mnie żołądek rozbolał ze stresu (a może to… »
purpur
23/02/2018 17:23
No muszę przyznać, że jestem pełen obaw. Nie, nie chodzi mi… »
mdabrows
23/02/2018 16:24
Ten wiersz jest chyba o życiu. Twoja diagnoza jest jak sądzę… »
ShoutBox
  • Maly
  • 23/02/2018 12:39
  • Już działa :)
  • Silvus
  • 23/02/2018 12:35
  • Mi działa.
  • Maly
  • 23/02/2018 12:30
  • Alen Dagam, link nie działa
  • Alen Dagam
  • 23/02/2018 02:16
  • Czytajcie i komentujcie wirtajki, kochani! Mamy sporo debiutów :) Pokażcie, że to nasz wspólny projekt, napiszcie choć parę słow! [link]
  • dodatek111
  • 22/02/2018 12:46
  • Dzięki Silvus, czekam cierpliwie aż wróci:)
  • Silvus
  • 22/02/2018 12:12
  • Z tego, co ja wiem, @Dod, to zdjęcia dodaje Wiktor, a widać, go nie ma.
  • dodatek111
  • 22/02/2018 12:04
  • Co się dzieje ze zdjęciami? Dodałem ponad tydzień temu, jako ilustracje do wierszy. Wiersze się zestarzały, a zdjęć nie ma:)
  • kamyczek
  • 21/02/2018 16:20
  • Panel użytkownika - utwór, który chcesz przenieść klikasz edytuj. Edycja artykułu, kategoria np. masz kategoria: wiersze - zmieniasz na kategorię Wirtajki.pl. Na koniec klikasz na pasek: Zapisz zmiany
Ostatnio widziani
Gości online:12
Najnowszy:kertydowera4
Wspierają nas