Miasteczko C - rozdz 3 - Plotki - Gatsby
Proza » Obyczajowe » Miasteczko C - rozdz 3 - Plotki
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

3

 

   Wiocha się coraz bardziej światową robiła. Domki jednorodzinne wyrastały jak purchawy po deszczu, samochody jeździły coraz to nowsze (Felicje, Polonezy, Ople, WV i Fiaty), w ogrodach, w sezonie letnim stacjonowały armie kolorowych krasnali i fikuśne z opon fiatowskich kwietniki, a zimą, na drzewach, domach i płotach migały miliony żółto – niebiesko – czerwono – zielonych lampek choinkowych. Im więcej wszystkiego, im bardziej kolorowe, tym lepiej. Niech sąsiedzi wiedzą, że biedy za płotem nie uświadczy tylko dobrobyt i przepych. Nie trzeba mieć na koncie, nie trzeba mieć w domu, byleby było przed domem, w garażu, na drzewie, na trawniku i w sylwestra na niebie, najwięcej i najokazalsze!

   Do baru już nie droga szlakowa a asfaltowa prowadziła, za sprawą burmistrza Drozdka, i „Programu Budowy Nowej Infrastruktury”. Chodnik też pierwszorzędny powstał i prowadził od kościoła, przez bar Na Dechach do Biedronki, na którą już wykopy pod fundament od zeszłej wiosny czekały.

   Teraz to Nowakówna z Nowakównymi w ręce miotły i co sobotę ganiały zamiatać, by brud na świeżym, pachnącym gotującą się smołą asfalcie nie zalegał, bo czysta droga pod domem jest wizytówką ludzi w nim mieszkających, a jak ludzie czyści i schludni to bar też pierwszorzędny być musi. Przy zamiataniu gawiedź się gromadziła i ploty najrozmaitsze w obieg puszczano. Nie, żeby ktoś Zwichrowanej rekordy próbował pobijać, bo to jakby niemożliwym było, ale legendy i tak się zacne tworzyły.

   – Pani Nowakowa, więsz pani, która to jest ta Iręna spod remizy?

   – No wiem, co z nią?

  – Nie słyszałyścię? Toć to historia najświęższa… Jej synek co do seminarium na nauki wyjechał, księdzem zostanie. – akcentowała hiperpoprawna Zbysia Kopcowa.

   – Że co? Taki święty? Nie wyglądał.

   – Aj był, był poczciwy i bogobojny chłopaczek, zawsze z różańcem z domu wychodził.

   – Pleciecie głupoty! – oburzyła się Głąbkowa. – Ja nieraz widziałam, jak on z tym różańcem chodził… on tak z nim chodził, jak mój Kazek okulary nosi. Zamiast na mszę niedzielną to do lasu uciekał.

   – Nie… Pani Głąbkowa, absolutnie. – poirytowała się Nowakówna. – Na pewno się mylicie. Na pewno! Irenka nie raz gadała, że sam do lasu w życiu by nie poszedł! W końcu on w mieście tyle lat już spędził, że ja wątpię, by on się w ogóle z domu sam gdziekolwiek ruszył. Odpada. Włóczenie się po lesie wykluczone! Tam dziki, kleszcze, barszcz Sosnkowskiego i inne niebezpieczeństwa. To już lepiej w tym kościele tę godzinę przesiedzieć.  Jeszcze, ponoć żywił okropny strach przed pająkami, arachnofobem był, a wiecie jak to w lesie, pełno tego robactwa czai się na każdym kroku, spuszcza się wszędzie, gdzie nie popatrzycie…  

   – Mnię tęż on na kleryka nie wygląda. – dodała Zbysia Kopcowa. – Zawszę tę wściekłą muzykę słuchął, że głowa od tych bębnów bolała.

   – A pani skąd to może wiedzieć?

   – No jak skąd? Nie raz okno było otwartę, a na parapecię głośniki powystawianę. Z wiatrem, to się moje kochane po wsi niesię… Pewnie metalowiec jakiś czy punk.

   – Punka to wyście na oczy nie widziały. – udzieliła się Jadźka. – Jak w Warszawie u córki w odwiedziny byłam, to na dworcu centralnym, tuż przed pałacem, tym kultury, największym, na ławce z dziesięciu takich siedziało. Włosy po pachy, czarne ubrania i twarze jakby nie naturalnie blade mieli. Pomyślałam, przypudrowani, albo, że bladzi z tych papierosów co to całymi paczkami pochłaniają, albo jakiś innych prochów rozmaitych, o których się non stop w radiu słyszy. Patrzyli na mnie spode łba, a ja jednak drobna kobietka więc się nieco speszyłam i przestraszyłam, żeby mi czego nie zrobili, ale nie zrobili. Coś tam pohukiwali pod nosami, coś się śmiali, coś wrzeszczeli, ale nic to… Olałam ich i poszłam w swoją stronę. 

   – To punki inaczej wyglądają, twarze normalne, oni pudrów nie stosują. Może jakichś sekciarzy widziałaś, a teraz o punkach wspominasz?

    – Na Boga, że ja punka nie rozpoznam, że ja głupoty opowiadam, że sekciarzy widziałam? Pani Nowakowa, toć wiem, co widzę… Jak ci z Tokio hotelu wyglądali.

   – A co to takiego, Tokio to Azjaci pewno?

   Nowakówna i żadna z tutaj zebranych nie były obeznane w jakichkolwiek nowościach. Dla nich nowościami i rzeczami najbardziej istotnymi były wygłaszane w radiu kazania Jasno Górskie i wszelakiej maści ciekawostki wyczytane w prasie dla gospodyń domowych, w Gościach Niedzielnych, w programie TV i na kartkach z kalendarza. Książek nie czytały, telewizji też nie oglądały z wyjątkiem jednego serialu, w którym każda, ale to każda jak z pacierzem była zaznajomiona. Moda na Sukces. Najważniejsze postaci, doskonała fabuła, mistrzowska reżyseria i bardzo mądre słowa. Czy goście w domu, czy remont, czy żniwa, wykopki, świniobicie, powodzie, susze, choroby – zawsze się te czterdzieści minutek wieczorną porą wygospodarowało. Czterdzieści minutek na film, kolejne czterdzieści na głęboko idące przemyślenia…

   – Ach nie, to jakaś zachodnio niemiecka kultura młodzieżowa. – Moniczka wyprowadziła matkę z błędu.

   - Tokio? To są Niemcy, ja? Klepnij się w głowę…

   - A nie? – oburzyła się Moniczka. – Nie wiesz, to nie mów!

   – Tokio hotel, ja? To się wnuka przy okazji popytam. – Głąbkowa pokiwała z zaangażowaniem głową. – On się bardziej orientuje w tych wszystkich nowościach…

   Rozmowa kleiła się jak zawsze, gdy wieści do wsi zawitały. Stała grupka zróżnicowanych wiekiem kobiet, każda w niebieski fartuch gospodyni domowej przyobleczona, z chustami wzorzystymi na głowach, podparte miotłami i larmo większe robiły, niż nieopodal, pasące się na polach barany. Od strony nowo powstałego osiedla, jak co dzień o tej porze, jechał na rowerze kombatant wojenny Zaczesany Marek, lecz gdy tylko dostrzegł towarzystwo, zszedł z roweru, zawrócił i pojechał z powrotem. Na około, drogą pod lasem.

   Zaczesany był najmądrzejszym człowiekiem w całej wsi. Brzydził się plotkami, gardził kablami a na widok plotkujących bab, nóż się mu w kapsie otwierał. Gotował się ze złości. Nowakówny nie znosił za język, Głąbkowej za twarz a Zbysi Kopcowej za teatrzyk, jaki wraz z Helenką lata temu odprawiły. Afera z Matką Boską Gipsową, jaką stworzyły, poirytowała go mocno, tym bardziej że nawet jego żona nakręcona rzekomymi zdolnościami gipsowej figurki, uwierzyła w nie i przeznaczyła na ofiarę kilka milionów starych złotych. Zapytana – Dlaczego to zrobiłaś, przecież to ewidentne kłamstwo? – Odpowiedziała, że widziała cud na własne oczy i jak nigdy nie wierzyła, tak teraz czuje w sobie Boga. Przetrwała w wierze kilka miesięcy, przez cały czas trwania objawienia Maryjnego, które w stodole u Zbysi Kopcowej miało miejsce. Po przeprowadzonym przez kurię śledztwie okazało się, że krwiste łzy spływające z figurki nie miały z krwią nic wspólnego a ich skład chemiczny był identyczny, jak skład zmieszanej z wódką pszeniczną szminki… Dwie panie mieszały te dwa składniki i uzyskaną substancją polewały twarz gipsowej figurki, a wiejskie dewoty schodziły się jak ćmy do ognia i sypały pieniążkami do skarbonki przez Helenkę z puszeczki po herbacie zrobionej, tak, że po kilku miesiącach Kopcowa wyremontowała stodołę (by Matce Boskiej Gipsowej woda na świętą głowę nie kapała), a Helenka wymieniła w całym domu okna (by ludzie zmierzający do miejsca cudu, piękne bieluśkie mogli podziwiać z przyklejonymi nań portretami Matki Teresy i papieża Polaka). Po zakończeniu śledztwa ksiądz wywołał z ambony i wspólniczki, za karę do Lichenia na kolanach się udały. Żona Marka Zaczesanego znów wierzyć przestała.

   – Ale tym klerykiem to już został czy teraz jakoś zostanie? – kontynuowała Nowakówna.

   – Mówiła Irenka, że zostanie, tylko ja ci teraz nie pamiętam czy już, czy jakoś w przyszłości. – zamyśliła się Głabkowa.  – Na pewno do seminarium pójdzie, albo poszedł. To jest pewne.

   – No jeśli księdzem zostanie to w życiu nie zginie, bo tacy to najlepiej się mają i zawsze przygotowani i kuci na cztery łapy.

   – Pięknie ale rodzina, dzieci, własny dom? – zmartwiła się Aleksandra. – Smutne. Jeszcze go gdzieś na odludzie wywiozą z dala od cywilizacji.

   – Oj tam, oj tam, dosyć się w metropolii namieszkał. Gdyby dłużej w mieście przebywał to nawet kury od indyka, by rozróżnić nie potrafił! A tak, to na takim odludziu wnet sobie wszystko poprzypomina, a i nowe umiejętności zdobędzie. 

   – Ile on ma lat, dwadzieścia trzy, dwadzieścia cztery? – Zamyśliła się Jadźka. – No coś koło tego, nie?

   – Czekaj, czekaj on chyba w wieku… No z dwadzieścia cztery roki będzie miał, na pewno.

   – Ale tam, w tym mieście jednak inna mentalność jest, ludzie serdeczni a twarze znajome, przyjazne, pewnie na każdym kroku napotkać może. – ciągnęła Aga.

  – Szczególnie przyjazne, szczególnie serdeczne! – zmarszczyła brwi Głąbkowa. – Co ty dziecko wiesz, co zjesz! W takich miastach to człowiek dla człowieka wilkiem nie to, co na wsi, wszyscy dla siebie serdeczni, pomocni… Taka wspólnota, nie baby?

   – Patrzcie, kto idzie! Wandzia drepta, że wcześniej nie zauważyłam, cholera… -Nowakówna nie przepadała za Wandą, nikt z towarzystwa jej nie lubił, lecz by się starej nie narażać, wszystkie podziw i poważanie wobec niej udawały.

   Wanda od zawsze była na uboczu. Nie interesowały jej sprawy wiejskie, co nie oznacza, że nie wiedziała, co w trawie piszczy. Nie angażowała się w zbytnie komitywy, tym bardziej, że po tylu latach obserwacji wiedziała, co kto jest wart. Różne teorie po wsi krążyły, tłumaczące jej zachowanie. Jedni, ci normalniejsi twierdzili, że taka się po prostu urodziła, inni doszukiwali się najróżniejszych teorii spiskowych, jednak nikt w stu procentach nie mógł stwierdzić co w niej siedzi.

   Najpopularniejsza teoria, przez samą Nowakównę nie raz powtarzana, zakładała, że Wandzi się podczas wojny miłości z ruskim oficerem zachciało, a że była śliczną ponoć kobietą, o zbliżenie z nim trudno nie było. Tylko ruscy, jak ruscy, z nimi nigdy nie wiadomo. Wygłodniali, spragnieni, gdzieś hen z tajgi wyciągnięci, tutaj w Polsce na niejedno pozwolić sobie mogli. Gdy był oficer, Wandzia była bezpieczna, lecz oficera przenieśli do innego sztabu i Wandzia została sama. Sama i osaczona. Te gnomy ruskie, co w zepsutych zegarkach, zamiast mechanizmu mieli żuczka, co im cykał, co nosili u boku karabiny z wytłoczonym Made in USA, co kultury za grosz nie posiadali, że gdzie kucnęli, tam kupę zrobili, do bezbronnej dwudziestoletniej wówczas dziewczyny się dobrali. Dalszych losów wspominać nie warto, biedna, ponoć jeszcze długie lata się z różnorakich chorób wenerycznych leczyła, a największym ciosem była nieodwracalna bezpłodność i samotność. Rodziców straciła, ojciec za partyzantkę na Pawiaku wylądował, a matka z tęsknoty za nim zmysły postradała i wnet umarła. Długo po wojnie chciała sobie życie ułożyć, lecz bez rezultatów. Niejeden by chciał, lecz gdy biedna co raz martwe dziecko rodziła, każdy ją opuszczał. Jeździła po lekarzach, do sanatoriów, całe pensje zarobione z pracy w przedszkolu na najróżniejsze lekarstwa przeznaczała, a gdy już to nie pomogło, to rozpoczęła terapię u słynnej Starej Orkiszowej, gdzieś na drugim końcu Polski, która to niestety, w połowie jej trwania zmarła. Szukała później rozmaitych, oszczędzonych przez wojnę cudotwórców, po znachorach chodziła, u uzdrowiciela Krzysztofa była i nici, bez rezultatów, każdy ręce rozkładał.    

   – Wanda, jak miło cię widzieć! – wykrzyknęła z udawanym entuzjazmem Nowakowa.

   – Nie pierdol, bo dreszczy na plecy dostałaś, a i smrodem spod pach powiało.

   – Że ja? No może się trochę zmachałam, bo od rana na nogach…

   – Jak wszyscy…

   – Co cię sprowadza, nie często z nami plotkujesz?

   – Nie często Jadziu, bo długi język chwalebną przypadłością nie jest, a kto takowy posiada, to mu zdrewnieje i podczas snu w gardle stanie.

   – Wandzia, kochanie ty to jesteś prze modelka! Jak pierdolniesz to tylko raz.

   – I chwała jej za to, plotkarstwa ja też nie trawię. – wtrąciła się Głąbkowa.

   – I ja.

   – No wiecie, że ja też… - podczas obecności Wandy, nawet Zbysia Kopcowa nie odważyła się eksponować charakterystycznej dla siebie hiperpoprawności.

   – Patrzcie, idzie plotkara, jej tu jeszcze brakuje! – zauważyła Aleksandra. 

   Zwichrowana Asia wyszła z Delikatesów i gdy tylko zauważyła grupkę kobiet, natychmiast udała się w ich stronę. Dla niej nie było przeszkodą, że wśród rozmawiających jest Nowakowa i Wanda. Wnet wszelkie starcia puszczała w niepamięć i jak zawsze leciała do tłumu.

   – Patrzcie, patrzcie! Leci z siatkami pełnymi, pewno rentę po staremu dostała.

   – No tak, dziś dwudziesty. Listonosz z wypłatą chodził.

   – Sporą ma tę rentę?

   – No będzie miała, po siatkach załadowanych widać…  

   – Witajcie pani Zwichrowana!   

   – Cześć dziewczyny, co u was nowego?

   – Zakupy widać pokaźne…

   – No racja. – przytaknęła. – Nie ma, to jak pełen sklep, od koloru do wyboru, czego dusza zapragnie. Nawet kur to się już nie opłaca hodować, bo po co? Jaja się kupi, mięso się kupi a syfu, i brudu, i porannego piania zaoszczędzi… Co was to na porządki wzięło? Matka i córki z miotłami latają?

   – Pani Zwichrowana, to źle? Porządek musi być, bo to o gospodarzu dobrze świadczy.

   – No tak, tak, o dobre imię i klientelę trzeba dbać, choć wy moje drogie choćbym nie wiem, jaki syf miały pod domem, to i tak na brak klientów narzekać nie będziecie.

   – Pani kochana, oczywiście, że narzekać nie będą. Tak znakomitego baru jak u pani Nowakowej to w obrębie stu mil nie ma! – zauważyła Jadzia.

   – Naprawdę? To Jadziu stałą bywalczynią musisz być?

   – Aj nie, mój chłop tam łazi i zawsze wraca z gębą uśmiechniętą, nigdy nie ma, że go co boli czy żeby kaca miał na drugi dzień, odkąd zaczął chodzić do pani Nowakowej, to ani razu jeszcze na niestrawność nie narzekał. Bywalcem stałym już od ładnych paru lat jest!

    – Aga leć no do domu, przynieś to białe plastikowe krzesło, niech se pani Wanda spocznie, bo się tak biedoka przysłuchuje i coraz to niecierpliwiej przestępuje z nogi na nogę – poleciła mamuśka – Nic też nie pomyślisz, żeby starszej osobie ulżyć, gdyby nie ja to byś stała i jak ciele na malowane wrota się lampiła…

   – Nie trzeba, postoję, i tak całe dni przed telewizorem spędzam.

   – To nie przynosić?

   – Przynieś, dziecko ja chętnie spocznę. – poprosiła Zwichrowana. – Bo ciężkie mam te wory.

   – Pani Zwichrowana. – poirytowała się Nowakówna. – Po pierwsze nie musi pani tych siatek trzymać, nikt ich pani nie weźmie ani nic z nich nie wygrzebie, a po drugie to my już zaraz do domu idziemy.

   – Szkoda, byśmy jakimiś newsami się powymieniały, bo zapewne od ostatniego razu niejedno się we wsi wydarzyło… 

   – Pani to się nie wstydzisz tak o ploty dopominać?

   W Wandzie się zagotowało. Wszystkie zgromadzone skierowały na nią swoją uwagę, czekając czy przypadkiem do czegoś poważniejszego nie dojdzie. Sytuacja na linii Wanda – Zwichrowana była zaogniona do tego stopnia, że trzy miesiące temu, pod delikatesami, Wanda z patykiem plotkarę goniła. Nie udało jej się jednak dokopać, bo akurat Grabarz nadjechał i Aśkę wyswobodził. 

   – Przed chwilą uznałyśmy wszystkie, jak jeden mąż, że plotkarstwa się brzydzimy i nie tolerujemy, i tego mamy też zamiar się trzymać. 

   – Ale to nie ploty, tylko newsy mnie interesują, bo ploty to najgorsze co może być…

   – Boże, czy ty to wszystko słyszysz? A czym się newsy od plotów różnią?

   – Pani Wandziu no tym, że…

   – Czy ona rozumna jest? – spytała poirytowana Wanda.

   – No jak rozumna? Przecież to wiejskie babsko…

   – Ja wam dam wiejskie, takie, jak i wy, moje drogie. Pamiętajcie o tym!

   Agnieszka przytargała białe plastikowe krzesło i podała je Zwichrowanej.

   – Dziękuję dobre dziecko z ciebie, jeno taka samotna nadal? – Agnieszka nie zdążyła bardzo słowa wykrztusić, gdy mamusia odpowiedziała za nią.  

   – A tam samotna, siostry ma, matkę ma więc wszystko w najlepszym porządku.

   – Tutaj by jakieś zaklęcie miłosne trzeba by użyć… – zwróciła się do Wandy.

   – Ja użyje zaklęcie, ale na zamknięcie gęb niektórym osobom!

   – Dobra dziewczyny, lecę do domu, bo Heniek pewno zniecierpliwiony. – Głąbkowa pożegnała się ze wszystkimi i szybkim krokiem poczłapała do swojego domu stojącego vis a vis baru Na Dechach. 

   Reszta towarzystwa też się szybciutko rozeszła, pozostawiając Wandzię z Asią siedzącą na krześle sam na sam. Nowakówne szybciutko do domu pośpieszyły i z okna zaglądały na dalszy przebieg wydarzeń, tak, że tylko się firany ruszały. Żadna z nich nie chciała wchodzić między młot a kowadło, a już na pewno i przy ewentualnym starciu ich nie rozdzielać.

   – Widzi pani, pani Wando jak nas zostawiły wszystkie?

   – Nie dziwię się, żeś pani plotkara i fałszywa jak mało kto.

   – Że ja?

   – A kto by inny, jak myślicie?

   – Ja panią tak poważam i szanuję, słowa bym złego nie rzekła...

   – Nawet gdybym nie znała, to bym nie uwierzyła! – zdzieliła Zwichrowaną lodowatym spojrzeniem. – Legendy takie o mnie puszczałaś, że aż strach, ale Boska sprawiedliwość każdego dosięgnie, zobaczysz, ciebie też i to szybciej niż się spodziewasz!

   – Pani Wando przykro mi, że tak o mnie myślicie, toć to niesprawiedliwe i krzywdzące.

   – Skrzywdzić to ja was zaraz mogę, jeno chwycę patyka, a jak jebnę to tylko raz. A ty koleżanko doskonale wiesz, dlaczego tak cię nienawidzę. Wiesz? Przypomnij sobie, październik osiemdziesiąty trzeci!

   – Idę, idę od was… - Zwichrowana Asia wybuchła płaczem. Wstała z krzesła, położyła je pod płotem Nowakównych, chwyciła za siatki z zakupami i bez pożegnania szybciutko ruszyła do domu, nie oglądając się na krzyczącą za nią Wandę.

   – A spróbuj  u lekarza, czy księdza na mnie farmazony pierdolić to zobaczysz i gorzko jęzora długiego pożałujesz!

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Gatsby · dnia 16.01.2018 18:01 · Czytań: 124 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Silvus
23/02/2018 23:18
Dziękuję Ci za wyjaśnienia. W mojej opinii poprawny odbiór… »
Zola111
23/02/2018 22:51
Lilu, tu jest podwójna spacja: - zobacz. z. »
Lilah
23/02/2018 22:34
Bardzo się cieszę, Alicjo. Jeśli wena dopisze, może… »
Darcon
23/02/2018 22:22
Ech, Szysza, moralizatorskie to jest, aż momentami średnio… »
Darcon
23/02/2018 22:14
Szlachcicu Dragonie, tak naprawdę zgodnie z regulaminem… »
Zola111
23/02/2018 21:55
A możesz, Lilu. Tylko pamiętaj: ten długaśny, czyli myślnik.… »
purpur
23/02/2018 20:02
Dzięki staram się jak mogę :) »
asertywny69
23/02/2018 19:46
Bardzo dużo piszesz. Niektóre fragmenty bardzo ładnie… »
Marian
23/02/2018 19:41
Dziękuję Maly za przeczytanie mojego tekstu i komentarz.… »
Jonasz
23/02/2018 19:05
Fajna ta zagadka :) przeczytałam córeczce - zgadła i chciała… »
Lilah
23/02/2018 19:00
Dziękuję, Zolu. Zastanawiam się, czy tam, gdzie kropki nie… »
Zola111
23/02/2018 18:53
Ale fajny pomysł na cykl, Lilu! Bardzo mi się! :) z. »
Maly
23/02/2018 18:33
Dzięki purpur, aż mnie żołądek rozbolał ze stresu (a może to… »
purpur
23/02/2018 17:23
No muszę przyznać, że jestem pełen obaw. Nie, nie chodzi mi… »
mdabrows
23/02/2018 16:24
Ten wiersz jest chyba o życiu. Twoja diagnoza jest jak sądzę… »
ShoutBox
  • Maly
  • 23/02/2018 12:39
  • Już działa :)
  • Silvus
  • 23/02/2018 12:35
  • Mi działa.
  • Maly
  • 23/02/2018 12:30
  • Alen Dagam, link nie działa
  • Alen Dagam
  • 23/02/2018 02:16
  • Czytajcie i komentujcie wirtajki, kochani! Mamy sporo debiutów :) Pokażcie, że to nasz wspólny projekt, napiszcie choć parę słow! [link]
  • dodatek111
  • 22/02/2018 12:46
  • Dzięki Silvus, czekam cierpliwie aż wróci:)
  • Silvus
  • 22/02/2018 12:12
  • Z tego, co ja wiem, @Dod, to zdjęcia dodaje Wiktor, a widać, go nie ma.
  • dodatek111
  • 22/02/2018 12:04
  • Co się dzieje ze zdjęciami? Dodałem ponad tydzień temu, jako ilustracje do wierszy. Wiersze się zestarzały, a zdjęć nie ma:)
  • kamyczek
  • 21/02/2018 16:20
  • Panel użytkownika - utwór, który chcesz przenieść klikasz edytuj. Edycja artykułu, kategoria np. masz kategoria: wiersze - zmieniasz na kategorię Wirtajki.pl. Na koniec klikasz na pasek: Zapisz zmiany
Ostatnio widziani
Gości online:11
Najnowszy:kertydowera4
Wspierają nas