Chłopiec i bestia - lipton123
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Chłopiec i bestia
A A A
Od autora: Witam ! Oto przed Wami jeden z moich pierwszych tekstów. Pisanie traktuję jako eksperyment, a Wasza szczera i rzetelna ocena pozwoli mi stwierdzić, czy powinienem go kontynuować. Zapraszam więc do lektury

Jakieś dwa dni temu opuściliśmy miasto i zapuściliśmy się w tą dzicz. Śnieg wiał nam w oczy niemiłosiernie. Szliśmy przez las osaczeni i atakowani przez grube płaty, a nasze kroki krępowała gruba warstwa śniegu. Patrzyłem na mojego syna, Filipa – dzielny chłopak starał się dotrzymać mi kroku. Jego siły jednak powoli się wyczerpywały. Zaczęliśmy robić coraz dłuższe przerwy, aż w końcu wziąłem go na ręce. Weszliśmy na czystą asfaltową szosę. Akurat gdy tylko postawiłem na niej stopę, oślepiły mnie światła samochodu. Nie jechał zbyt szybko i chyba tylko dlatego wciąż staliśmy żywi. Zza kierownicy wyszedł mężczyzna, który zaprosił nas do środka. Usiedliśmy z tyłu. Filip był coraz słabszy. Jego oczy przypominały szklane kulki, które spragnione snu co chwila się zamykały. Gdy tylko samochód ruszył, mężczyzna rozpoczął rozmowę

- Ciekawa pogoda na spacer – miałem ochotę wyperswadować mu jak bardzo się myli, ale rozum kazał mi siedzieć cicho – Co z małym ?

- Jest przemęczony

- Ha ! Nie wątpię, nieźle go przeczołgałeś, facet. Pytanie : dlaczego ? Auto wam padło ? Gdzie mieszkacie ?

- Nie interesuj się – odpowiedziałem niegrzecznie

- Spokojnie, spokojnie. Skoro nie chcesz podzielić się informacjami o sobie, odwiozę was do miasta. Mój kolega prowadzi tam hotel, a tak się składa, że ma u mnie mały dług..

-Żadnego hotelu

- W takim razie o co chodzi ? – odwrócił się w moją stronę, a ja wczepiłem palce w jego oczy. Przysunąwszy się bliżej jedna ręka powędrowała na kierownicę, a drugą chwyciłem za kark i uderzałem twarzą jegomościa o kokpit. Tłukłem nią na tyle długo, aż zrobiłem z niej krwawą miazgę.  Trwając w tym amoku, długo nie słyszałem płaczu Filipa. Przedarł się do mnie, gdy zobaczyłem jego zapłakane oczy. Co ja zrobiłem ? Czy tak wygląda obrońca ? Mordujący bez skrupułów na oczach dziecka – skarbu, którego miał bronić ? Czułem, że przestaję już nad tym panować.  Ten człowiek chciał tylko pomóc. Zatrzymałem auto, wysiadłem i schowałem delikwenta w zwierzęcej jamie. Gdy wróciłem do auta otworzyłem drzwi pasażerskie. Chciałem uspokoić Filipa. Cicho już, synu. Przytuliłem zaszlochanego malucha do siebie. Widziałem jednak jak patrzył na moje dłonie. Taki wzrok pojawia się, gdy widzisz jadowite żmije pełzające w twoją stronę. Czułem jego strach tak obrzydliwy jak smród potu. Wkrótce ruszyliśmy dalej.      Po jakimś czasie błądzenia w śnieżnej zamieci trafiliśmy pod duży, piętrowy dom. Ukryłem auto w najmniej widocznym miejscu, wziąłem chłopaka na ręce i ruszyliśmy w kierunku drzwi. Wyważyłem je silnym kopnięciem, bo ramiona miałem zajęte. Wszedłem do ogromnego salonu, gdzie zauważyłem sporą kanapę. Położyłem na niej Filipa, po czym zacząłem go rozbierać. Usłyszałem wtedy ciche, powolne kroki. Postać skradała się w moją stronę i była coraz bliżej. Kątem oka zobaczyłem kobietę w szlafroku, trzymającą pistolet w dłoniach.

- Proszę mi dać chwilkę. Zaraz pójdę i zamknę drzwi

- Ręce do góry !

- Droga pani, gdybym chciał tu kogoś okraść, na pewno nie brałbym ze sobą dziecka, ani nie wyważałbym drzwi.

- To co pan tu robi ?

- Jechaliśmy do domu i zepsuło nam się auto, a mały akurat ma gorączkę. Dostaniemy może… -  z każdym słowem na jej twarzy wyraźniał grymas podejrzliwości. Postanowiłem dać ostateczny dowód przyjaźni.

– Proszę, może pani mnie przeszukać – Zbliżyłem się do kobiety na tyle blisko, że poczułem twardy pocałunek lufy pistoletu. Jej dłonie zaczęły się trząść, jednak wkrótce zdobyła się na odwagę i prześliznęła dłonią po moim ciele. Gdy tylko skończyła rewizję, odprowadziła mnie do drzwi. Zamknąłem je, nie dając śnieżycy siać większego spustoszenia.

- Może pani opuścić broń. Naprawdę chcę tylko pomóc synowi – kobieta nieśmiało opuściła pistolet na dół

- Zapraszam za mną – gdy tylko się odwróciła, zgasło światło

- Cholera jasna z tym prądem – powiedziała – Jak bez latarki zejdę do generatora ?

- Ma pani osobny generator ?

- Tak, problem tkwi w tym, że jest w piwnicy. Prędzej się pozabijamy przy schodzeniu w takich ciemnościach

- Ja pójdę. Proszę tylko powiedzieć, gdzie znajdę zejście ? – Przekomarzaliśmy się trochę, ostatecznie wygrana w bitwie na argumenty przypadła mnie. Szybko odnalazłem się w ciemnościach. Zmysły posiadałem nad wyraz wyostrzone, a oprócz tego byłem fizycznie sprawniejszy od zwykłych ludzi. Zszedłem do piwnicy, znalazłem generator i włączyłem go. Światłość opanowała cały dom. Wróciłem z powrotem na górę. Kobieta klęczała przy Filipie, głaszcząc jego czoło. Tak bardzo przypomniała mi Annę, moją byłą żonę. Wszystko co łączyło mnie z nią okazało się tylko pozorem. Zdradziła mnie, odeszła, a teraz próbuje odebrać mi syna. Prędzej umrę niż na to pozwolę. Kobieta szybko wybudziła mnie z sentymentów

- Powinnam mieć jeszcze jakieś lekarstwa, ale nie mogę tego obiecać. Na razie zaproponuję tylko rosół.

- Tak, poproszę.

- Jak się pan nazywa ?

- Natan.

- Jestem Karolina – odpowiedziała, po czym odeszła w stronę kuchni. Usiadłem na dużym, miękkim fotelu tuż obok drzemiącego Filipa. Gdy tylko zjedliśmy, wziąłem go na ręce i położyłem w jednym z pokoi. Po tym przyszła pora na rozmowę. Karolina była młodą wdową, która co jakiś czas przyjeżdżała tutaj, żeby odciąć się od zgiełku miasta. Sam natomiast kontynuowałem historię z zepsutym autem.

Gdy na zegarku wybiła druga w nocy, rozeszliśmy się do osobnych pokoi. Usiadłem na łóżku i czekałem aż kobieta sama zaśnie. Kiedy jej oddech stał się chrapliwy, wstałem i przekradłem się do kuchni. Na kredensie w plastikowym stojaku tkwiły różne narzędzie kuchenne. Najbardziej pożądanych z nich był nóż, z którym powędrowałem do łazienki. Tej nocy księżyc świecił na tyle mocno, że małe, górne okienko przez które przechodził promień przypominało reflektor. Ustawiłem się tam, wysunąłem ramię, po czym nakłuwałem delikatnie malutkie, krwawe punkciki. W całym bólu było coś niezwykle podniecającego. Z każdą kroplą krwi na zimnym, błyszczącym ostrzu przybywały we mnie nowe siły. Kochałem ten lśniący szkarłat i metaliczny smak. Zlizywałem każdą kroplę, a gdy to zrobiłem – delektowałem się. Wkrótce potem wróciłem do łóżka i zapadłem w sen.

Dwa dni minęły szybko jak mara. Mały wrócił do zdrowia, więc należało już opuszczać nowo poznaną przyjaciółkę. Pod pretekstem spaceru wyruszyłem w stronę miejsca, gdzie pochowałem kierowcę. Z czystej ciekawości. Zwłok już nie było. Cóż…nic dziwnego, chciałem tylko upewnić się, kto był tego sprawcą. Jeśli zwierzęta, powinny leżeć w pobliżu jakieś kawałki ubrania. Rozejrzałem się dokładnie bez widocznego skutku. Naszły mnie najgorsze myśli. Znaleźli go. Zacząłem biec ile sił w stronę domu. Za późno. Zobaczyłem przed sobą radiowozy i krzątających się dookoła funkcjonariuszy policji. Ukryłem się dobrze i przyłożyłem do ziemi ucho. Usłyszałem rozmowę odbywającą się wewnątrz.

- Był kimś bliskim dla Pani ? – To Anna !

-  Moim…partnerem – zaszlochała Karolina – Mieliśmy ostatnio trudny okres…długo nie rozmawialiśmy…Boże, co zrobił ten potwór…

- Przykro mi, naprawdę

- Jak mogłam być tak głupia..

- Znam mojego męża. To człowiek z trudną przeszłością. Żył w rodzinie rządzonej przez agresywnego ojca. Kiedy Filip przyszedł na świat, zmienił się. Chciał chronić dziecko od wszystkiego, nawet ode mnie. Zaczął mnie traktować jak wrogów. Odeszłam od niego i od tamtej pory staram się ocalić mojego syna. Jego troska nie ma nic wspólnego z miłością. To dziecko umarłoby, gdybym go nie znalazła

- Mamo, jestem głodny – powiedział Filip

- Już jedziemy. Dziękuję pani za ocalenie chłopaka.  Dopóki nie znajdziemy Natana, będzie tu czuwała policja dwadzieścia cztery godziny na dobę. W razie jakichkolwiek pytań, jestem na linii. – Drzwi wejściowe otworzyły się. Widziałem Annę, prowadzącą Filipa za rękę, a za nią funkcjonariusza policji z którym wymieniła parę słów. Nazywał się Robert i byli ze sobą w bliskim stosunku. Świetnie dobrała partnera. Gdy wsiedli do radiowozu Filip przykleił się do szyby. Patrzył w moją stronę ? Możliwe, żeby mnie widział ? Wkrótce potem samochód odjechał wraz z moim szczęściem.Przycisnąłem twarz do ziemi. Płacz siłą wdzierał mi się do oczu, a zaciskanie powiek przysporzyło jedynie bólu. Potok łez płynął, rysował skórę, brnął do przodu bezwzględnie. Leżałem bezładnie, pragnąc jak najszybszej śmierci. Niech ktoś tu przyjdzie i zastrzeli albo poderżnie gardło ! Proszę ! Chcę się dławić w krwi ! Krew, krew…Zabiję ich wszystkich ! Te potwory odebrały mi wszystko ! Postaram się, aby zobaczyli piekło jeszcze zanim tam dotrą. Szczególnie ta suka. Wstałem z ziemi i spiąłem mięśnie gotując się do ataku. W głowie szumiała krew, krzyczała, jednak resztki rozumu uratowały mnie od pochopnych kroków. Niepewny swojego celu odszedłem jak najdalej od domu. Wędrowałem wpół świadomy, zakleszczony między snem a rzeczywistością. Nie wiedziałem gdzie jestem, ile kroków zrobiłem. Mój świat przykrył zimny, zabójczy śnieg, od którego dotyku obumiera wszelkie życie. Z letargu zdołał wybudzić mnie groźny warkot. A więc śmierć zdecydowała się mnie odwiedzić.  Miała piękne, srebrne futro, zgrabnie poruszała się swoimi czterema nogami, posyłając mi biały, ostry uśmiech. Krążyła wokół mnie nie spuszczając swoich bystrych, przenikliwych oczu. Wyciągnąłem do niej rękę. Błagałem, by wzięła mnie ze sobą, pokazała drogę. Poczułem z nią głęboką więź, mój umysł rozmawiał. W końcu zbliżyłem rękę na tyle blisko, by dotknąć jej futra. Łasiła się do mnie, byłem przyjacielem, panem. Prosiła mnie, żebym dokonał z nią czegoś wielkiego. Na moich ustach zagościł uśmiech. Wiedziałem już dokąd pójdę.

Było już ciemno. Przed domem stało kilku policjantów, machających dookoła latarkami. Czekałem ukryty w chaszczach aż któryś z nich będzie na tyle głupi, że postanowi załatwić potrzebę przy mojej strażnicy. Moje prognozy się sprawdziły . Pewien jegomość poczuł zew natury i wybrawszy najbardziej dyskretne miejsce zaczął rozpinać rozporek. Chwilę potem pozbawiłem go życia i pistoletu. Połączyłem się z moimi przyjaciółmi, dając im sygnał do natarcia. Wilki wybiegły ze wszystkich stron, powodując zamieszanie wśród mundurowych. Wykorzystałem to i powystrzelałem ich jak kaczki. Niczego się nie spodziewali. Zostało danie główne. Otworzyłem drzwi do domu, przepuszczając najpierw psich przyjaciół. Usłyszałem pisk kobiety. Nakazałem zwierzętom nie zagryzać ofiary. Sam chciałem zakończyć tą sprawę. Wszedłem do środka. Kobieta leżała na podłodze salonu, okrążona i unieruchomiona przez wilki. Każdy z nich trzymał w paszczy kawałek jej ciała. Wyglądało to komicznie. Najbardziej jednak podobały mi się te głupie oczy, te pełne gniewu i lęku źrenice. Piękne.

- Natan ? – zapytała drżącym od bólu głosikiem – dałem znak wilkom by wzmocniły uścisk. W salonie rozległ się krzyk

- Odebrałam ci coś, prawda ? Podła ze mnie suka, przyznaję. Rozerwij mnie na strzępy, skoro tak bardzo tego chcesz. Z tobą zrobiłabym dokładnie to samo – milczałem  - Również coś straciłam. Kogoś cennego. Został zmasakrowany. Jak wiem: na oczach małego chłopca. Pamiętaj, że nie odmówiłam ci pomocy. Ja mam duszę, a ty.. – Znudziły mnie te wszystkie wytknięcia i wywody. Rozejrzałem się nieco po skąpanym w mroku salonie. Na parapecie okna stał ogromny wazon z kwiatem. Szybko opróżniłem go z zawartości, po czym sprawdziłem grubość naczynia. Jęki tej kobiety zaczęły mnie po prostu drażnić. Podszedłem do niej, uniosłem wazon nad głowę i w kilka sekund zrobiło się przyjemnie cicho. Wyszedłem z budynku po czym wezwałem do siebie moich przyjaciół. W ramach podziękowania pogłaskałem je po uśmiechniętych, zakrwawionych pyskach, a zaraz potem pozwoliłem odejść. Patrzyłem jak wszystkie biegły radośnie ku  zaroślom, a potem wetknąwszy broń za pazuchę ruszyłem przed siebie. Nie mogłem się doczekać kolejnego spotkania z policjantami.

Panowie mundurowi wysłali po mnie helikopter. Śmieszne. Nie zamierzałem uciekać się do tchórzostwa. Szedłem spokojnie przez pustą polanę aż do momentu, kiedy zatrzymali maszynę nade mną i oślepili reflektorem. Z góry rozległ się głos megafonu. Była to Anna.

- Jeśli chcesz jeszcze zobaczyć syna poddaj się ! – jej bezczelność przekroczyła granicę. Błyskawicznym ruchem wyciągnąłem pistolet, odbezpieczyłem i wystrzeliłem na oślep w stronę światła. Gdybym stał w miejscy zostałaby ze mnie mokra plama. Rzuciłem się do ucieczki, robiłem przewroty, zwody, jednak kule dościgły mnie po pewnym czasie. Padłem na ziemię szarpnięty z ogromną siłą. Zamknąłem i leżałem. Moje serce wciąż biło, a kujący ból zniknął niemal tak szybko jak się pojawił. Przyjdą po mnie więc poczekam tu na nich.

Silny podmuch powiedział mi, że przybyli. Gdy poczułem dłoń na nagiej szyi zerwałem się i w całości przerzedziłem szereg antyterrorystów. Nie znałem nawet liczebności moich przeciwników, po prostu rzucałem się na każdego. Gdy dostatecznie obsiałem ziemię trupami, spojrzałem w stronę helikoptera. Anna zamykała właśnie drzwi, a maszyna powoli podnosiła się do lotu. Zacząłem biec w jej stronę, skoczyłem, sięgając dłonią jak najwyżej. Moje palce zacisnęły się wokół metalowej szyny pod kadłubem maszyny. Pilot jednak dobrze znał metody postępowania z nieproszonymi gośćmi. Helikopter zaczął wykonywać prze najróżniejsze ruchy, że co chwila ześlizgiwałem się niżej. Czułem jak moje wnętrzności obijają się o szkielet łaskocząc i podjudzając do wymiotów. Skoro grawitacja była trudnym przeciwnikiem, jak zatem porównać ją do korony drzewa ? Helikopter bowiem skierował się nad las i manewrował między czubkami drzew. Uderzenia wstrząsały moim ciałem z niezwykłą siłą. Wkrótce mięśnie wyczerpane ciągłą walką odmówiły posłuszeństwa. Palce zluźniły chwyt, a ja poczułem jak ziemia ciągnęła mnie do siebie. Spadłem prosto między drzewa. Gałęzie nie szczędziły mojego ciała, jednak i one łamały się, a potem leciały. Życie uratowała mi gruba gałąź, którą chwyciłem w ostatnim momencie przed spotkaniem z ziemią. Po chwili rozluźniłem chwyt i padłem na ziemię.    Leżałem chwilę na śniegu obolały. Doczołgałem się do najbliższego drzewa i usiadłem oparty o jego pień. Dolegliwości powoli zaczęły ustępować, jednak wnętrze wciąż pozostało rozdarte, rozdrapane. Zacząłem tracić nadzieję. Mój gniew wrzący, szalejący jak lawa powoli okrywał się chłodną, suchą skorupą. Oddychałem głębiej i głębiej. Zacisnąłem pięści, czując, że ból coraz szybciej ustaje, a we mnie rośnie jakaś niepojęta siła. Zamknąłem oczy pragnąc być przy synu, albo przynajmniej wiedzieć gdzie jest. Odleciałem daleko, zostawiając zesztywniałe ciało pod drzewem. Unosiłem się w nicości, otaczały mnie bezkresne ciemności, a jedynym czymś stał się odór potu.  Lepki, ani to gorzki, ani słodki. Znałem ten smród, był to znak rozpoznawczy mojego ojca.  Kata, którego  nigdy nie pozwolił mi zasnąć spokojnie. Jeśli idę do piekła, nie mogę się doczekać kiedy go tam spotkam. . Adrenalina rosła we mnie coraz bardziej. Coś zaczęło mi zastępować drogę, jednak wystarczyło jedno uderzenie, żeby pokonać niewidoczną barierę. O dziwo pojawiały się kolejne. Cierpliwie, jednak z odpowiednią dozą siły pokonałem je wszystkie, nie męcząc się przy tym specjalnie. Nagle zacząłem spadać i przebudziłem się.

Pokój oświetlony przez światło księżyca. Małe biurko, komoda, a na niej poustawiane prze najróżniejsze zabawki. Poczułem, że powoli odzyskuję kontrolę nad kończynami. Leżałem w łóżku, więc podniosłem się i obejrzałem od stóp do głów. Niebieska piżama, delikatne ręce.. spojrzałem w lustro dla stuprocentowej pewności. To twarz Filipa ! Byłem nim! Czy lustro nie jest najbardziej prawdomówną rzeczą jaka istnieje na świecie ?

Wszystko dookoła mnie wydawało się takie wysokie. Spacerowałem po korytarzu z wybałuszonymi ustami, jakbym właśnie oglądał film pornograficzny. Przystanąłem jednak i wsłuchałem się dokładnie. Głęboki, acz nierówny oddech dochodził z góry, a pierwsze podejrzenie rozjaśniło mi umysł.  To pewnie Anna.

Wszedłem do kuchni. Znalazłem stojak z narzędziami kuchennymi i tym do tłuczenia i tymi do cięcia. Interesowała mnie druga grupa. Z nożem wielkim jak najprawdziwszy kord ustawiłem się przed schodami. Wycieczka po schodach okazała się wymagającym ćwiczeniem. Jako dziecko musiałem podnosić nogi wyżej niż zwykle. Wkrótce dotarłem pod drzwi skąd pochodził dźwięk. Lekko uchyliwszy skrzydło, zacząłem skradać się w jej stronę.

Stanąłem nad łóżkiem i obejrzałem ją ostatni raz. Na policzkach widziałem ślady łez, a twarz naznaczona była smutkiem. Kątem oka dojrzałem coś jeszcze. Spod łóżka wystawał kawałek jakiejś fotografii. Podniosłem zdjęcie z podłogi i zobaczyłem przed sobą głowy młodej pary. To byliśmy my. Młodzi widzą wszystko w jasnych barwach, są głupi, nie wiedzą co skrywa w sobie drugi człowiek.  Ja nie wiedziałem. Ona nie wiedziała. My nie wiedzieliśmy. Przykro mi, Anno, ale nie naprawimy już nic. Ścisnąłem fotografię, międliłem ją ręku, aż zrobiła się z niej bezużyteczna kulka, przeznaczona wyłącznie do wyrzucenia. Uniosłem nóż nad głowę. Po raz pierwszy jednak zrobiłem poważny błąd zawahałem się, a ona otworzyła oczy. Narzędzie wtopiło się w jej brzuch, jednak nie wystarczająco mocno. Gdy chciałem dokończyć dzieła coś odepchnęło mnie od Filipa. Wciąż widziałem jego oczyma, ale ruchem kierował on sam. Zaczął biec, cały czas oglądając się za siebie. Krzyczałem do niego, uspokajałem – obie metody nie poskutkowały. Nagle zawirowało mi przed oczyma i dał się usłyszeć huk. Chłopiec spadł ze schodów. Leżał na podłodze z twarzą zwróconą w bok. Nie ! Filip ! Synu ! Krzyczałem, błagałem go, by wstał. On jednak zamierzał opuścić ten świat. Wokół nas rosła kałuża krwi. Była coraz głębsza i głębsza. Czułem jak napływa mi do oczu, zatyka gardło. Zacząłem kaszleć, dławić i znów pojawiłem się w lesie. Łapczywie chwytałem oddech. Zacząłem mlaskać – smak krwi wciąż pozostał, mało tego stawał się coraz wyraźniejszy. Zaczęło mi być chłodno, coraz chłodniej. Posoka sączyła mi się z nosa, uszu, a potem przyszedł kaszel. Rozpiąłem kurtkę i zobaczyłem rękawy przesiąknięte czerwienią. Tors również zwilgotniał. Obraz zaczynał tracić na jasności, a moje mięśnie na sile. Dopiero wtedy doszło do mnie co zrobiłem.

- Boże, gdziekolwiek pójdę, nie pokazuj mi ich ! Proszę… nigdy…. Nie chcę ich widzieć ! Zabierz ich ode mnie ! Boję się, odejdźcie…. nie patrzcie na mnie ! Nienawidzę was wszystkich !

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
lipton123 · dnia 17.01.2018 12:38 · Czytań: 116 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 3
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze
purpur dnia 17.01.2018 13:23
Witaj liptonie...

Przede wszystkim polecałbym Tobie ponowne przeczytanie tego, co napisałeś. Publikacja powinna się pojawić dopiero wtedy, gdy dojdziesz do wniosku, że tekst jest idealnie ( według Ciebie :) ) dopracowany technicznie.

Tego typu błędy dostrzegłem:

Cytat:
- Jak mogłam być tak głupia..
- dwie kropki
Cytat:
Możliwe, żeby mnie widział ?
- spacja przed ?
Cytat:
Zaczął mnie traktować jak wrogów.
- chyba wroga...
Cytat:
mia­łem ocho­tę wy­per­swa­do­wać mu jak bar­dzo się myli,
- wypersfadować mu jak bardzo się myli. To mi kompletnie nie pasuje.

Co do samego tekstu. Napisałeś coś na pograniczu trillera, tymczasem nie czuć w tekście napięcia, grozy. Zdania nie nadają klimatu, są trochę poszarpane i poczułem się w żadnym momencie "zagrożony". Prawdę powiedziawszy to nie czułem nic, ani do bohatera, ani do postronnych osób - ot byli.

Moim zdaniem, nie udało się Tobie również osadzić tego opowiadania w realiach, rzeczywistości.
Cytat:
schowałem delikwenta w zwierzęcej jamie.
- przecież to był dorosły facet, czyli co, w 5 sekund znalazł jamę dla niedźwiedzia? Hmm... Trochę dziwne... Czemu po prostu nie przysypał go śniegiem, przecież padał... Wiem, że wydaje się to drobiazgiem, ale włąsnie takie szczególiki wyłapie Tobie czytelnik i to go skutecznie wybije z klimatu panującego w opowieści.

Okropnie sztuczne było również zaatakowanie kierowcy, ja nie rozumiem dlaczego to zrobił, no i jesli jest takim "bojownikiem" dlaczego nie zabił Karoliny, trochę to niekonsekwentne...

Natomiast...

Każdy jakoś zaczyna. Wbrew pozorom pisanie to trudna sztuka! Tutaj był pomysł, przeprowadzony od punktu A do Z. Dialogi nie były zupełnie złe, coś się działo... Te elementy zaliczyłbym na plus! Wydaje mi się, że wyszła Tobie całkiem niezła wprawka pisarska, teraz wystarczy, że napiszesz jeszcze sto takich :D

Zachęcam Ciebie do napisania czegoś krótszego, czegoś co można dopieścić, wygłaskać... Poczytaj również teksty na portalu, wiele się można nauczyć od innych, wystarczy tylko chcieć :)

Tymczasem pozdrawiam,
purpur
Skuul dnia 18.01.2018 02:11 Ocena: Bardzo dobre
Fajne opowiadanko, mi się podobało poza jednym małym szczegółem ;)
Cytat:
Spa­ce­ro­wa­łem po ko­ry­ta­rzu z wy­ba­łu­szo­ny­mi usta­mi, jak­bym wła­śnie oglą­dał film por­no­gra­ficz­ny.


Powodzenia w kolejnych tekstach o/
lipton123 dnia 19.01.2018 23:57
Dziękuję bardzo za komentarze i szczere oceny :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Maly
19/02/2018 02:27
do podwórza czy na podwórze? To zdanie do… »
Zola111
19/02/2018 00:54
Hej, poproszę o przecinek w zajawce: Jest to baśń o… »
Zola111
19/02/2018 00:49
Jeszcze poproszę o poprawki w zajawce, w polu Od autora:… »
Zola111
19/02/2018 00:41
Tekst po 1. korekcie. Dziękuję za cierpliwość i charakter,… »
Zola111
19/02/2018 00:39
Tekst w korekcie, choć w zasadzie nie widać usterek :)»
pociengiel
19/02/2018 00:14
Chyba mi się przeczytał ten komentarz okołokomentarzowy.… »
kamyczek
18/02/2018 23:38
Treść trafia głęboko do serca, odczuwalna, aż do bólu.… »
zula
18/02/2018 23:35
Witaj Mike Miło gościć i miło czytać takie komentarze.… »
zula
18/02/2018 23:19
Witaj mike17 Smutna historia. Chłopiec nie może pogodzić… »
Opheliac
18/02/2018 22:54
Trzy ostatnie wersy zabieram szczególnie! Niezwykle… »
skroplami
18/02/2018 22:48
Poezja sprzeczności, ona śniegiem twarz a chłopiec patykiem… »
skroplami
18/02/2018 22:27
Te rozważania, oczywiście, też codzienność :). Opowiadanie… »
kamyczek
18/02/2018 22:12
Uwagi - podobnie jak Lilah: zagląda z lustra - wygląda z… »
Jesienny syn
18/02/2018 22:02
Nie widzę w tym tekście źadnych specjalnych wartości… »
Jonasz
18/02/2018 21:48
piszę przez cały czas, ciągle szukam drogi; masz dobrą… »
ShoutBox
  • mike17
  • 17/02/2018 19:07
  • Jeden z najbardziej kultowych duetów wszech czasów. Pamiętam go z wczesnego dzieciństwa, to dopiero był hicior : [link] Oni do dziś go wykonują, co jest zacne :)
  • Darcon
  • 17/02/2018 13:04
  • Zgodnie z regulaminem, nie może poczekać. Każdy użytkownik patrzy ze swojego punktu widzenia. A gdyby każdy z użytkowników wrzucał teksty tak, jak chciał, to co byśmy mieli w poczekalni, Dodatku?
  • dodatek111
  • 16/02/2018 22:09
  • Dlaczego drugi tekst, dodany w tym samym dniu, nie może czekać w poczekalni, tylko zostaje odrzucony. Salon odrzuconych.
  • Silvus
  • 16/02/2018 15:28
  • @Ni, dziękuję za piosenkę. @jskslg, miłego dnia Tobie.
  • jskslg
  • 16/02/2018 12:09
  • ja się uważam za pedała poezji , ale również życzę miłego dnia
  • Ania_Basnik
  • 16/02/2018 09:05
  • Zapraszam wszystkich poetów do wzięcia udziału w Konkursie "Mój list do świata". Ogłoszenie na stronie głównej PP
  • Niczyja
  • 15/02/2018 21:28
  • Bardzo ładne, Michale. Ja również, mam na myśli Islandię.
  • mike17
  • 15/02/2018 21:20
  • Ach, jak ja lubię miłosną muzę, a przy okazji także islandzką : [link]
  • Niczyja
  • 15/02/2018 20:57
  • Silvus, wczoraj nie miałam nic w zanadrzu, dziś mam. Proszę:) [link]
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:Tiggesaq3o
Wspierają nas