Zabawa w Boga 2 i 3 - Miladora
Proza » Miniatura » Zabawa w Boga 2 i 3
A A A
Od autora: z cyklu Opowieści wierutne - Tryptyk futurystyczny.

 

Skąd ci się wzięła ta koncepcja ułomnego Boga?
To jedyny Bóg, w którego byłbym skłonny uwierzyć,
którego ręka nie jest odkupieniem, niczego nie zbawia,
nie służy niczemu, tylko jest.
Stanisław Lem – Solaris
 
Zabawa w Boga
 
     Miałem czas. Miałem nieskończenie wiele czasu. Nikt mnie nie przyspieszał. Mogłem patrzeć do woli, zachwycony widokiem skłębionych gazów, z których niczym perła z muszli zaczęło wyłaniać się w końcu rozżarzone jądro. Oglądałem je ze wszystkich stron, z bliska i z daleka, niekiedy sprawdzając temperaturę na powierzchni. Potem, lekko zniecierpliwiony, włączyłem chłodzenie. To był naprawdę ciekawy widok, ta stygnąca skorupa, miejscami jeszcze spękana, zapadająca się lub niespodziewanym wybuchem wznoszona w fontannach purpurowej lawy…
     Rzecz jasna trochę trwało, zanim mogłem cokolwiek skroplić, nie mówiąc o tym, że sporo kłopotów przysporzyło mi ustalenie składu atmosfery. Ale jakoś poradziłem sobie i nawet taki blamaż, jak wyprodukowanie przez pomyłkę "ciężkiej wody", udało się w rezultacie zgrabnie zatuszować. Później nieco to odparowałem, wypiętrzyłem w różnych miejscach, przestudziłem tam, gdzie jeszcze wrzało, i tak pewnego dnia Ziemia wyłoniła się z chmur w całej swojej okazałości. Oblana szmaragdem mórz i oceanów, obracała się powoli, lśniąc jak klejnot w pustce słonecznego blasku.
     Nadszedł dzień na powołanie Życia i muszę przyznać, że dopiero wtedy rozkręciła się cała zabawa.
 
     Zacząłem, oczywiście, od najprostszych rzeczy. W miarę postępu pozwoliłem sobie jednak na realizację najbardziej wymyślnych fantazji. Tak dalece, że niemal zaszokował mnie efekt owych działań. Jednak z biegiem czasu zaczęło mi czegoś brakować. Życie w wodzie nie dawało pełnej satysfakcji. Zabrałem się więc do tworzenia dogodnych warunków na lądzie. Obniżyłem ponownie poziom oceanów, splantowałem grunty, żeby to, co wypełznie, miało się czym żywić, a potem postanowiłem zaczekać.
     Część z tych żyjątek istotnie wypełzła na ziemię. W dodatku tak rozpraszając się na wszystkie strony, że w pewnym momencie umknęły mi spod kontroli. Ale możliwości miałem duże. Parę drobnych kataklizmów rozwiązało problem. Skasowałem słabsze, zmutowałem lepsze, wprowadziłem nieco zmian do praw przyrody i ponownie równowaga została przywrócona. A ja, rozparty wygodnie na poduszkach wózka, naciskając od niechcenia to i owo, czułem się absolutnym Bogiem tego świata. Potem podkusiło mnie na eksperyment. Tak tylko, z ciekawości, zainwestowałem w rozwój mózgu i zacząłem obserwować, co z tego wyniknie.
 
     A wynikły, jak się okazało, różne dziwne rzeczy. Prawdę mówiąc, nie oczekiwałem, by takie coś, nieduże, bez kłów i pazurów, skąpo owłosione, mogło długo przetrwać. Konkurencja była nazbyt spora. A jednak! To Coś, mając tylko trochę więcej mózgu, zaczęło radzić sobie lepiej, niż śmiałem przypuszczać.
     Patrzyłem jak urzeczony. Cośki rozwijały się w kosmicznym tempie. Spróbowałem w ramach eksperymentu trochę je wymrozić, ale nic z tego nie wyszło, bo uruchomiły mechanizm obronny w postaci ogrzewania. I wtedy już zaczęły się osiedlać. Nie przeszkodził im nawet fakt, że specjalnie rozrzuciłem je po różnych kontynentach. Wymyśliły natychmiast środki lokomocji. A jakby tego było jeszcze mało, wynalazły agrokulturę, rzemiosło, handel i walutę…  Jednym słowem, Cośki naprawdę stanowiły Coś! Nie dosyć, że okazały się czymś niesłychanie pomysłowym, to w dodatku ekspansywnym. Rozłaziły się jak mrówki. Wystarczyło tylko przymknąć oczy.
     Nie przeczę, że od czasu do czasu serwowałem im różne problemy do rozwiązywania. A potem, siedząc w fotelu, z uśmiechem patrzyłem, czy się z nich wygrzebią. 
 
     Najbardziej zabawne było jednak, gdy wymyśliły sobie Mnie. Czyli Boga! Kompletny paradoks. Chociaż, po zastanowieniu, musiałem przyznać, że to było sprytne. I wcale niegłupie. Teraz już wszystko mogły tym tłumaczyć. Bawiły mnie zresztą coraz bardziej. I tylko niekiedy śmiać mi się chciało na wspomnienie słów tamtego subiekta. Ograniczenia? Jakie ograniczenia?! Wystarczyło popatrzeć na Cośki, by wiedzieć, że żadnych ograniczeń nie mają. I żadnych zahamowań.
     Powoli zaczęły mnie nawet wyręczać w organizowaniu niespodzianek, które im czasem zsyłałem. Fascynująca była obserwacja, jak w miarę rozwoju coraz więcej pułapek zastawiały przeciw samym sobie. I aż dziw, że przy tej inteligencji nigdy nie wpadły na ową zależność. Teraz to już nie były, na przykład, jakieś skromne walki. Wzięły taki rozmach, że w byle wojnie ginęły tysiące, ba, miliony Cośków. Tak więc mogłem przestać się wysilać.

________________________________________________________
 
 
Nigdy nie pomyślałeś czym jest świat? 
Jest grzechem śmiertelnym Boga.
Luigi Santucci – Orfeusz w raju
 
     Na początku oczywiście zamierzałem rozegrać to zupełnie inaczej. Pamięć o biedzie, borykaniu się z losem i o własnych wyrzeczeniach podsuwała mi obraz Stwórcy sprawiedliwego i pełnego miłosierdzia. Obraz Ojca i przykład do naśladowania. Obdzieliłem więc wszystkich po równo, myśląc, że tak będzie najlepiej. Ale tego, co zaczęło się dziać, żaden program nie przewidział. 
Cośki nie chciały mieć tyle samo. One chciały mieć więcej od innych!
I robiły wszystko, by te moje, ustanowione przecież dla ich dobra prawa, zmienić na gorsze.
 
     No cóż, mógłbym się w końcu zgodzić na jakieś drobne, nieważne zróżnicowania, ale gdy zaczęły sprzedawać i kupować samych siebie, bogacąc się kosztem zniewolonych siłą i nazwanych nibycośkami Cośków, to aż mnie zatkało.
     Później jednak wpadło mi do głowy, że może byłoby ciekawie popatrzeć przez jakiś czas, co z tego wyniknie, więc przycupnąłem cicho, nie ingerując w żadne sprawy, a Cośki tymczasem wdrożyły cały asortyment sztuczek, by zróżnicować się jeszcze bardziej. Znudziły mnie w końcu i zacząłem działać.
     Zaprogramowałem specjalnego Cosia, żeby ich powstrzymał, ale widocznie ich mentalność była już wówczas w fazie takiej dewiacji, że rezultat spowodował zwarcie na stykach w podręcznym podglądzie.
Tego, że Cosia najpierw ukrzyżują, a potem zaczną wielbić, nie był w stanie przewidzieć żaden symulator. W tym przecież nie było za kwanta logiki!
     To wtedy po raz pierwszy zacząłem w nie wątpić. W ich nieograniczony potencjał umysłowy. Po czym, rozgrzeszając samego siebie, przestałem się litować, współczuć i użalać.   
     – Chcecie? To macie! – powiedziałem drwiąco.
I zostawiłem ich samych.
A potem już tylko siedziałem wygodnie na wózku i patrzyłem w ekran.
 
     Nie ukrywam, że ze złośliwą wręcz satysfakcją spoglądałem nieraz na to, co się u nich działo. Bo działo się coraz więcej. Pomijając pomysłowość, z jaką potrafiły likwidować nadwyżki liczebności każdej, w tym własnej populacji, na Ziemi co rusz wyskakiwały przeróżne cudeńka. Lecz widocznie mnie także mentalność uległa już zmianie, skoro nie zamierzałem się nimi przejmować. Zresztą miałem jeszcze inny powód. Mimo bowiem tak rozpowszechnionej wiary w Boga, Cośki już dawno przestały liczyć się z czymkolwiek. I każdą karę w postaci klęski żywiołowej zaczęły tłumaczyć prawami fizyki. Więc gdzie tu jeszcze było miejsce dla mnie?
     Wprawdzie po długim czasie podjęły wreszcie pierwszą nieśmiałą próbę bardziej sprawiedliwego podziału dóbr doczesnych, lecz, co można było właściwie przewidzieć, próba ta zakończyła się jedynie nagłym wzbogaceniem innej warstwy Cośków. A potem i tak wszystko to runęło.
Nie obchodziły mnie już wówczas na tyle, żebym chciał się wtrącać, ale one zaczęły raptem niszczyć całą Ziemię.
 
     Uświadomiłem to sobie pewnego wieczoru, gdy chichocząc przed ekranem, pozwalałem, by moja Dochodząca (tak, teraz po tym odszkodowaniu stać mnie już było na coś więcej niż tylko Praktyczny Ręczny Stymulator), a więc, gdy pozwalałem, by Dochodząca masowała mi barki. W pewnym momencie jej palce zacisnęły się nerwowo i patrząc na monitor, powiedziała z oburzeniem: – Jak ty się możesz tak śmiać?! Przecież jeszcze chwila, a wszystko rozpieprzą!
     Miała rację. A to w końcu była przecież moja Ziemia.
Jakże piękna w dodatku, gdy wyłaniała się z chmur i tylko białoróżowe obłoczki wisiały nad błękitem oceanów… gdy oświetlona z jednej strony, drugą zapadała w ciemność… gdy widziało się zieleń lasów, górskie iglice i krystaliczną biel śniegu… Nie mogłem tego stracić. To było wszystko, co miałem.
     Sprowadziłem konsultanta. Obejrzał mój Świat w milczeniu. Westchnął. Sprawdził program. A potem usiadł i zaczął rozmyślać.
     – Nie widzę specjalnych perspektyw – orzekł na koniec. – Można jedynie zlikwidować projekt bądź czekać, licząc na to, że Cośki wybiją się pierwsze. Oczywiście jest w tym pewne ryzyko, bo a nuż wysadzą się z Ziemią. Decyzja należy do ciebie.
Odświeżył ekran i wyszedł.
     A ja usłyszałem, jak mruknął zgryźliwie za drzwiami: – Typowy czyn maniakalny, stworzenie takiego świata. Facet powinien się leczyć…
Zostałem sam.
 
I co mam teraz robić?!
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Miladora · dnia 17.01.2018 22:12 · Czytań: 327 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 16
Komentarze
Darcon dnia 17.01.2018 22:16
Widzisz, Miladoro, i w tej części jest właśnie to, czego zabrakło mi w pierwszej. Te dwa, trzy zdania, a nawet więcej zdań. ;) Nie brak tu przecież humoru, jednak człowiek (sic!) czytając, cały czas czuję tą powagę, ten przekaz.
Już jestem ciekawy części trzeciej. Coś mi podpowiada, że będzie najbardziej na poważnie, albo to tylko moje chcenie...
Pozdrawiam.
pociengiel dnia 17.01.2018 23:11
Dobry. Ciekawym ostatniej części.
Miladora dnia 17.01.2018 23:25
Darcon napisał:
to, czego zabrakło mi w pierwszej

Bo pierwsza to było wprowadzenie, które dopiero przygotowywało do zabawy. :)

Darcon napisał:
jestem ciekawy części trzeciej.

Moja wina, Darcon - nie oznaczyłam należycie tytułu, wychodząc z założenia, że czytelnicy zorientują się po kresce rozdzielającej tekst i po dwóch cytatach, że to i druga, i trzecia część Tryptyku. :|
Bohater utknął w zasadzie na naszej współczesności - zniszczymy Ziemię, czy nie.
Bo to, że możemy ją zniszczyć, jest nie tylko możliwe, lecz i prawdopodobne. Niestety.
Może dobrze byłoby napisać jakąś kontynuację, ale nie mam pojęcia, co zamierza zrobić stwórca tego paranoicznego świata. Jedno wiem - nie zniszczy Ziemi.
Więc może wytłucze Cośki, wracając do biblijnego początku dwojga pierwszych ludzi?
Po czym tocząca się kołem historia znowu doprowadzi do sytuacji patowej. Bo z tym, co mamy zakodowane w genach, nie potrafimy inaczej.
Słowem - gdzieś został popełniony błąd, chociaż, z drugiej strony, przy innej naturze dawno byśmy już wyginęli.
Prawdę mówiąc, żal mi trochę tego naszego "Boga" - siedzi kaleki na wózku, gapi się w ekran i jest tak samo bezsilny i sfrustrowany, jak na początku tej historii...

Dziękuję serdecznie, Darcon, że zawitałeś pod Tryptykiem. :)
I miłego wieczoru.

Przepraszam, Panie F. :)
W trakcie pisania komentarza nie było widać Twojego, więc nie mogłam odpisać.
Również dziękuję serdecznie, że wróciłeś do dalszego ciągu.
I również miłego wieczoru. :)
braparb dnia 18.01.2018 09:17
Wołałbym Mil gdyby miniaturka nie miała 2. i 3. części. Pierwsza otwierała wszystkie drogi i pozostawiała wszystko w synapsach wyobraźni czytelnika.
Tekst stał się zbyt dydaktyczny, utrzymany w tonie "co ci ludzie zrobili z tą piękną ziemią i czy jej przypadkiem całkiem nie rozwalą". Ten motyw jest już mocno wyeksploatowany. Poza tym teza jakoby świat w którym żyjemy był gorszy od tego z przeszłości i w dodatku ziemi groziła jakaś ostateczna katastrofa jest po prostu nieprawdziwa. Obecnie znaczna część ludzkości ma się niepomiernie lepiej niż to miało miejsce kiedykolwiek w przeszłości, włączając w to "idylliczny" okres zbieracko-myśliwski. Będąc przeciętnym zjadaczem chleba nie chciałbym żyć w żadnej z minionych epok. Wołałbym już podróż w przyszłość.
Nie twierdzę że współczesny Świat to niebo na ziemi. Wiele i mnie boli. Trend dobrostanu jest jednak wznoszący i nie sądzę aby groziła nam jakaś globalna katastrofa. No chyba że bohater Twojego utworu przyśle nam tu jakąś asteroidę lub coś w tym rodzaju.
Tekst ma też trochę niedoskonałości językowe
Np.
Cytat:
Konkurencja była nazbyt spora.

Może mordercza albo zwyczajnie duża?
"Cośki" też nie są ładne, Możnaby fajniejszy neologizm znaleźć. Może "Prostołazy"?
dodatek111 dnia 18.01.2018 10:24
Niełatwo jednak być Bogiem :)
Myślę, że podzielenie tekstu na 1 oraz 2 i 3 część był dobrym zabiegiem marketingowym. Pierwsza pozostawiła niedosyt, który zmusił by zajrzeć do 2 i 3. Czwarta, jako wizja przyszłości, mogłaby być najciekawsza. Globalny kataklizm to tylko jeden z możliwych scenariuszy. Może powstanie... raj lub matrix, może Bóg zechce coś poprawić?
Miladora dnia 18.01.2018 12:00
braparb napisał:
Pierwsza otwierała wszystkie drogi

Ale nie mówiła niczego więcej o bohaterze ani o tym, co udało mu się (albo nie udało) osiągnąć. :)
Trudno kończyć zabawę na samym wciśnięciu guzika.

braparb napisał:
teza jakoby świat w którym żyjemy był gorszy od tego z przeszłości i w dodatku ziemi groziła jakaś ostateczna katastrofa jest po prostu nieprawdziwa.

Nigdzie nie jest powiedziane, że obecny świat jest gorszy od tego z przeszłości, a to, że Ziemi grożą katastrofy jest bardzo prawdopodobne, bo pomijając działalność ludzi, w ciągu milionów lat historii Ziemi zdarzyło się już wiele katastrof. :)
Oczywiście wątpliwe, by coś takiego zaszło za naszego życia, bo wszelkie zmiany, pomijając zderzenie z jakąś ogromną asteroidą, rozciągają się na tysiące lat, ale tak czy owak tkwimy w ciągle postępujących przeobrażeniach, chociaż ich nie zauważamy.
Chciałam popatrzeć niejako z lotu ptaka i oczyma kogoś spoza Ziemi na jej historię, nie dla jakiegoś dydaktyzmu, tylko dlatego, by ktoś pomyślał: A jaką Ziemię ja bym stworzył, gdybym dostał takie możliwości?

braparb napisał:
Obecnie znaczna część ludzkości ma się niepomiernie lepiej

Znaczna, ale jak ma się to do tego, że według raportów na świecie głoduje prawie miliard ludzi, a codziennie umiera z głodu 20 000 dzieci - czyli ponad 7 milionów rocznie?
Nawet w USA liczba głodujących dzieci wzrosła na przestrzeni kilku ostatnich lat o ponad 40%.
Czy o takie "lepiej" tu chodzi?
Co bardziej określa wartość świata - liczba sytych, czy liczba głodujących?

braparb napisał:
nie chciałbym żyć w żadnej z minionych epok.

Masz szczęście, Brap, że urodziłeś się w Polsce, a nie na przykład w Nigerii czy Sudanie.
Bo tamtejsi ludzie z pewnością woleliby wrócić do minionych epok.

braparb napisał:
Tekst ma też trochę niedoskonałości językowe

"Nazbyt spora" nie jest niedoskonałością językową. :)
To "normalne" słowa widniejące w każdym słowniku.

braparb napisał:
"Cośki" też nie są ładne

Nie chodziło o to, żeby były "ładne", tylko adekwatne do odczuć bohatera. :)
A on odbierał ludzi jako "coś, co ma tylko trochę więcej mózgu".

dodatek111 napisał:
Czwarta, jako wizja przyszłości, mogłaby być najciekawsza.

Całkiem możliwe, Dod. :)
Gdyby bohaterowi w jakiś sposób udało się wyjść z tego impasu. W przeciwieństwie do nas - ma czas i możliwości. Ludziom może zabraknąć jednego i drugiego.

Dziękuję ślicznie komentującym za podzielenie się swoimi uwagami. :)
Serdeczności.
Felicjanna dnia 18.01.2018 12:00
zdanie końcowe... aż w tak ciemnych barwach widzisz świat?
Jak na boga, to ten Twój twór niewiele na Ziemi ani o niej wiedział.
Ogólnie, takie tam. Pierwsza część była zapowiedzią stworzenia czegoś... a wyszedł program komputerowy- bezduszny do oporu.
Rozumiem, że to jakieś przesłanie, ale odmalowałaś debili, którzy kompletnie niczego nie są świadomi i interesuje ich tylko kolejny poziom gry.
Czy tak jest rzeczywiście?
Nie wydaje mi się
Miladora dnia 18.01.2018 12:37
Felicjanna napisała:
niewiele na Ziemi ani o niej wiedział.

Prawda - nie wiedział. :)
Eksperymentował i tworzył, nie mając pojęcia, co z tego będzie. I wyszło to, co wyszło.

Felicjanna napisała:
wyszedł program komputerowy- bezduszny do oporu.

Właśnie.
A czy myrmekologów obserwujących i badających mrówki obchodzą ich uczucia?

Felicjanna napisała:
odmalowałaś debili, którzy kompletnie niczego nie są świadomi i interesuje ich tylko kolejny poziom gry.

Tylko że ci "debile" nie mieli pojęcia, że uczestniczą w jakiejś grze. Dla nich to była normalna rzeczywistość, w której zachowywali się zgodnie ze swoją naturą.
Inna sprawa, że ludzie od zarania dziejów uczestniczą w grze zwanej przetrwaniem. I że niestety często zachowują się jak debile. Bo tylko debil podcina gałąź, na której siedzi.
A my ją właśnie podcinamy, niszcząc Ziemię na wiele sposobów.
Stephen Hawking powiedział w jednym z wywiadów: Jestem przekonany, że ludzkość nie ma przyszłości, jeśli nie uda się wyruszyć w przestrzeń kosmiczną.
I brał pod uwagę nie tylko niebezpieczeństwo nagłej wojny nuklearnej, lecz i takie zagrożenia, jak na przykład genetycznie zmodyfikowane wirusy.
Po drugiej wojnie światowej ludzie cieszyli się, że mogą wrócić do normalnego życia. Olbrzymi skok technologiczny sprawił, że to normalne życie zaczęło wyglądać inaczej.
Nie widzę świata w czarnych barwach - boję się tylko, że takich barw nabierze. :)

Dziękuję ślicznie, Felicjanno, za wizytę u mojego "Boga".
Cóż... jest, jaki jest, i odbiera świat tak, jak go widzi.
Serdeczności. :)
Felicjanna dnia 18.01.2018 13:24
o to mi tylko chodziło, czy nie nazbyt pesymistycznie patrzysz na świat, bo odnośnie innych komentarzy i Twych odpowiedzi, to nie wydaje mi się, aby gdziekolwiek ludzie chcieli cofać się w czasie. Może prócz KRLD i podobnych.
Czy możliwe jest inaczej? Wątpię. Lepiej? Historia pokazuje, że tak. A co do Hawkinga, to nie jest bogiem, ale marzycielem-ateistą uważającym, że człowiek nim jest i może wszystko.
Jeśli masz optymizm w sobie, to dobrze i wystarczy. :) I nie patrz na zły świat, bo nie masz na niego wpływu, ratować można jedynie okruszyny :)
braparb dnia 18.01.2018 14:18
Cytat:
Masz szczęście, Brap, że urodziłeś się w Polsce, a nie na przykład w Nigerii czy Sudanie.
Bo tamtejsi ludzie z pewnością woleliby wrócić do minionych epok.

Najchętniej wróciliby pewnie do czasów handlu niewolnikami.
W polce też podobno jeszcze 3 lata temu dzieci głodowały. Warto odróżniać biedę od głodu.
Ludzkość wciąż się boryka z licznymi problemami i wiele pozostało do zrobienia (okresowe lub lokalne klęski głodu tez się niestety zdarzają). Warto jednak widzieć obecne problemy w kontekście skali nieszczęść, z którymi zmagali się nasi przodkowie. Pamiętaj o proporcjach!
Polecam lekturę książki Homo Deus: A Brief History of Tomorrow. Autor przesadza z optymizmem, szczególnie w pierwszej części lecz warto popatrzeć na współczesny świat także z tej perspektywy, aby lepiej zrozumieć gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy.
Milena1 dnia 18.01.2018 14:32
Sam pomysł w pierwszej części był bardzo interesujący, ale te dwie następne są takie przewidywalne. Myślałam, że coś jednak nieoczekiwanego się wydarzy, co podgrzeje atmosferę.
No ale trudno, widocznie bycie bogiem jest trochę nudne - takie odniosłam wrażenie.
Ciekawe zakończenie, bo właściwie tak czy siak - czeka ich zagłada, nie dajesz Cośkom szans w tej grze, a przecież gry komputerowe mają to do siebie, że można wszystko zaczynać ciągle od początku i ciągle się doskonalić aż do osiągnięcia mistrzostwa :)
Pozdr
Miladora dnia 18.01.2018 15:36
Felicjanna napisała:
czy nie nazbyt pesymistycznie patrzysz na świat

I tu dochodzimy do czegoś, co dość często zdarza się czytelnikom – do utożsamiania postaci literackiej z autorem. :)
Czy jeżeli bohater jakiejś opowieści popełni morderstwo, to będziemy posądzać jego twórcę o zbrodnicze skłonności?
Bynajmniej, ponieważ pisarze są bardzo podobni do aktorów. Z tą różnicą, że aktorzy wcielają się w już stworzone postacie, a pisarze dopiero je kreują. I do jednego, i do drugiego potrzebna jest umiejętność wejścia w cudzą skórę, która może być całkowicie obca odgrywającym ją aktorom i pisarzom, a która mimo to nabiera wiarygodności chociażby poprzez empatię, wyobraźnię i znajomość ludzkiej psychiki.

Felicjanna napisała:
A co do Hawkinga, to nie jest bogiem, ale marzycielem-ateistą

Jest naukowcem - profesorem matematyki i fizyki teoretycznej. Astrofizykiem i kosmologiem, posiadającym wiele najwartościowszych odznaczeń za osiągnięcia naukowe.
Sprowadzanie go do pozycji "marzyciela-ateisty" to duże uproszczenie. Co złego zresztą jest w byciu ateistą? Ja też jestem. :)

braparb napisał:
Najchętniej wróciliby pewnie do czasów handlu niewolnikami.

Najchętniej wróciliby zapewne do czasów sprzed kolonizacji, kiedy nikt nie odbierał im ziemi, tradycji, sposobu życia i nie próbował nawracać na inną, zupełnie im obcą religię.

braparb napisał:
Pamiętaj o proporcjach!

Owszem, każda epoka miała swoje hekatomby. Na większą lub mniejszą skalę.
I zawsze ludzkość płaciła jakąś cenę.
Czarna śmierć w XIV wieku zabrała, jak szacują, około połowy populacji Europy, czyli jakieś (prawdopodobnie) 30 milionów ludzi.
Policzmy, ile zabrał ich XX wiek: I wojna 40 milionów, II wojna 60 milionów, komunizm (wg rosyjskiego historyka) jakieś 40 milionów, wojna na Bałkanach, drobiazg, zaledwie między 100 a 200 tysięcy. W sumie pestka w porównaniu z liczbą ludności Europy.
Ale czy chodzi o proporcje, czy śmierć tylu ludzi?
Dżuma była klęską niezawinioną, a ofiary wojen w XX wieku to wynik ludzkiego działania.
Więc jak to porównywać?
Piszesz: (...) gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy.
Właśnie - dokąd zmierzamy?

Milena1 napisał:
a przecież gry komputerowe mają to do siebie, że można wszystko zaczynać ciągle od początku

A jeżeli to nie była gra w sensie obecnych gier komputerowych, tylko pewnego rodzaju rzeczywistość, w której z braku nadzoru wszystko zaczęło toczyć się własnymi kolejami?
I wybór był tylko pomiędzy likwidacją programu a czekaniem?
Ja bym zaryzykowała, czekając. :)
Może ten biedny "Bóg" też to zrobił?

Dziękuję serdecznie, Milenko, za powrót do zabawy. :)
I miłego popołudnia wszystkim komentującym.
Figiel dnia 18.01.2018 18:07 Ocena: Świetne!
Twoje teksty, Miladoro, to czysta elegancja i klasa - ich lektura jest zawsze przyjemnością. Z niecierpliwością czekałam na ciąg dalszy, choć wstrzymałam się z komentarzem pod pierwszym fragmentem, bo najpierw chciałam zobaczyć, jaki użytek zrobi bohater z nabytku. Cóż, pieniądz prowadzi do władzy, a ta możliwości kreacji rzeczywistości. To właśnie stało się udziałem bohatera. Smutny to stwórca, kaleki, zatem ograniczony w doświadczeniach własnych, złośliwy, zaledwie obserwator, uzbrojony jedynie w instrukcję, do tego niekoniecznie doskonałą, bez
gwarancji efektu. Brzmi znajomo. Osiągnięcia naukowe coraz bardziej umożliwiają ingerencję człowieka w dzieło stworzenia, niemal równą Boskiej. A on różnie tę moc wykorzystuje, często z destruktywnym skutkiem dla siebie i planety, Ciekawe, co na to prawdziwy Stwórca... A może taki właśnie taki miał zamysł i Lem oraz Santucci mają rację?
Pozdrawiam cieplutko:)
JOLA S. dnia 18.01.2018 18:56
Czytając wszystkie komentarze (w tym Twoje odpowiedzi, Milu), dochodzę do wniosku, że autor nie powinien tłumaczyć, co myślał, pisząc to, co napisał.:) Czytelnika prawo: rozumieć tekst i oceniać go, jak mu się żywnie podoba. Nie omieszkam jednak dodać, że lubię Twoje
wywody.

Figiel napisała:
Miladoro, to czysta elegancja i klasa


Zgadzam się, ale dla mnie jest najważniejsze, by tekst pozostawił w Czytelniku trwały ślad, już nie mówię o głębszej refleksji, wystarczy smak. Może być gorzki, nie wybrzydzam.

Jaki jest zamysł Pana tego się nie dowiemy i możemy sobie gdybać do woli. Ważne, co Autor chce powiedzieć, a jeszcze lepiej, gdy ma coś istotnego lub odkrywczego do powiedzenia.

Milu, za Twoimi literkami coś się kryje, prowokujesz, bez żenady zapraszasz do zabawy.

Zabawa trwa, świat się kręci, ale to Szanowna Autorka rozdaje karty. I to jest piękne. :)

Kłaniam się nisko, oczekując niecierpliwie na kolejną opowieść.

WIELKI CMOK. :)

JOLA S.
Lilah dnia 18.01.2018 20:10
Milu,
pozwól, że ja krótko - z przyjemnością przeczytałam wszystkie trzy części.
A poniższe zdanie ciągle mi chodzi po głowie:
Cytat:
Ty­po­wy czyn ma­nia­kal­ny, stwo­rze­nie ta­kie­go świa­ta.

Pozdrawiam najserdeczniej, :) Lila
Miladora dnia 18.01.2018 23:42
Figiel napisała:
A może taki właśnie taki miał zamysł i Lem oraz Santucci mają rację?

Byłam ciekawa, Figielku, czy ktoś zwróci uwagę na cytaty. Dzięki. :)
A dlaczego? Bo to przecież literacka zabawa i jakby dialog z tymi dwoma autorami, którzy widzą go zupełnie inaczej. Bo może nie jest taki, do jakiego przywykliśmy?
Greccy bogowie byli bliżsi ludziom przez swoje człowieczeństwo. Nasz jest idealny, wszechmocny, wszechobecny, litościwy (podobno), miłosierny (też podobno) i... zbyt daleki.
Czy więc istnieje? I kim jest, jeżeli istnieje? Słowem - temat rzeka. :)
Figiel napisała:
Smutny to stwórca, kaleki, zatem ograniczony w doświadczeniach własnych, złośliwy, zaledwie obserwator, uzbrojony jedynie w instrukcję, do tego niekoniecznie doskonałą, bez gwarancji efektu. Brzmi znajomo.

Właśnie. :)

JOLA S. napisała:
autor nie powinien tłumaczyć, co myślał,

Racja, Mróweńko. :)
Ale to w zasadzie nie tłumaczenia, tylko dyskusja. Nie ma się do niej okazji, wydając jakąkolwiek książkę. Tu, na portalu, można bezpośrednio rozmawiać z czytelnikami, i to jest właśnie piękne.
Bo pomyśl - historię Ziemi znają chyba wszyscy, a jednak ile uwag się zebrało. :)

Lilah napisała:
ciągle mi chodzi po głowie

Nie dziwię się, bo mnie zastanawiało, co powiedziałby psychiatra, gdyby mój "Bóg" udał się do niego na konsultacje. Może zdiagnozowałby u niego depresję maniakalną? Całkiem możliwe. :)

Dziękuję pięknie wszystkim, którzy zechcieli wziąć udział w zabawie i przepraszam, jeżeli kogoś wynudziłam. :)
Serdeczności.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Yaro
21/04/2019 12:58
Dziękuję za miły komentarz . Miłość nie jest mi obca .… »
al-szamanka
21/04/2019 07:50
Zabierałam się już do tego tekstu kilkakrotnie i zawsze mi… »
AntoniGrycuk
20/04/2019 23:03
Faktycznie, szambonurek to dosłownie nurek w szambie. Zawsze… »
Milena1
20/04/2019 22:46
Hmm, zastanawiam czy kanalarz i szambonurek to to samo. Dla… »
al-szamanka
20/04/2019 19:52
A to ciekawe podejście. Babskie? To znaczy jakie? Ho,… »
Marek Adam Grabowski
20/04/2019 17:31
Długie opowiadanie to nie jest. B) Trudno mi oceniać… »
AntoniGrycuk
20/04/2019 17:10
D.urbanska, bardzo dziękuję za pochylenie się nad tekstem.… »
hopeless
20/04/2019 16:16
Cholera, brakowało mi tego:))) Wesołych Świąt Miladoro. »
d.urbanska
20/04/2019 14:56
Cytat"Pod stopami kilometry kanałów ściekowych" -… »
Miladora
20/04/2019 13:47
A mnie brakuje tego zakończenia. :) Tak ładnie… »
Marek Adam Grabowski
20/04/2019 11:19
Ile komentarzy łał! B) Opowiadanie ma piękny klimat;… »
Marek Adam Grabowski
20/04/2019 10:02
Antonii rozumiesz Idealnie. Al-Szamanka może powinienem… »
Graiel
20/04/2019 00:44
Coś co przyciąga... jak ten Twój wiersz :) cieszę się, że go… »
AntoniGrycuk
19/04/2019 21:24
Przykro mi, że się wtrącam, ale dla mnie kluczowe w tym… »
al-szamanka
19/04/2019 21:18
W takim razie zbyt mało o tej nadziei napisałeś, raczej… »
ShoutBox
  • Arkady
  • 20/04/2019 18:04
  • Zdrowych wesołych Świąt Wielkanocnych i mokrego dyngusa
  • leskos
  • 18/04/2019 09:25
  • Dzień dobry
  • mike17
  • 17/04/2019 22:06
  • A tu utwory, na które możecie głosować : [link]
  • mike17
  • 17/04/2019 22:04
  • Zapraszam serdecznie do oddania swoich głosów na naszych artystów w MUZO WENACH 7, nie jest ich zbyt wielu, ale może właśnie dlatego zbiorą maksimum głosów. Czytajcie i głosujcie :)
  • StalowyKruk
  • 17/04/2019 12:13
  • A ja myślałem, że wy to tak pod wpływem natchnienia w chwilę piszecie :)
  • allaska
  • 17/04/2019 12:11
  • Pocienglu gdybyś się nie spieszył twoj wiersz o sledziach trafilby na półkę gorna za szybko publikujesz, prawdziwa poezja zaczyna się od szlifowania, ja Ci to mówię, co się ciągle poprawia:)
  • Gramofon
  • 16/04/2019 18:21
  • metallica w majtki sika!
Ostatnio widziani
Gości online:19
Najnowszy:alokove
Wspierają nas