Zbyt długa gra w szachy - Prolog - DanielKurowski1
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Zbyt długa gra w szachy - Prolog
A A A
Od autora: Na gruzach ongiś potężnego imperium osiem obcych narodów próbuje odbudować dawną potęgę kraju. Młody cesarz zawiera niebezpieczny sojusz, który przyniesie za sobą niewyobrażalne konsekwencje. Potomek starożytnego ludu wyrusza w niebezpieczną podróż po kontynencie podziwiając ruiny dawnej cywilizacji. Dawne zagrożenie budzi się do życia, a zapomniani bogowie ustawiają swoje pionki na szachownicy.
Klasyfikacja wiekowa: +18

 Prolog

 Langskip Biamunda bujał się na niespokojnych falach Zachodniego Oceanu. Farby wojenne z tarcz, które przyczepili na brzegach łodzi prawie całkowicie znikły. Był sztorm.

     Żaden mieszkaniec wysp Frojanu nie wypuścił się aż tak daleko od ojczyzny. Zwykle pływano po Morzu Dalicji i grabiono przybrzeżne wioski Galonii, Sklavinii lub Świętego Cesarstwa Roemii. Niestety wyprawy do bogactw Cesarstwa były obecnie niemożliwe. Młody cesarz Ottfried III skierował znaczną część wojska na północ kraju i wzmocnił flotę. Wielu straciło nadzieję na kolejne łupieże i zdobycie nieśmiertelnej sławy jako bohaterowie. Jednak nie Biamund.

    Pewnej mroźnej nocy stwierdził, że zrodził się do czegoś więcej. Nie chciał całego życia  spędzić na Frojanie, gdzie oprócz gór i lasów, nie było niczego. Nie zgadzał się na takie życie. Zostawił w łóżku nagą małżonkę, którą obdarował przelotnym spojrzeniem. Rzucił okiem na kamienny kominek, w którym ogień już dogasał. Ubrał się i wyszedł ze swej drewnianej chaty. Dwa księżyce świeciły nad fiordami największej wyspy Frojanu. Było ciemno, ale Biamund mieszkał tu już ponad trzydzieści lat i znał ten teren na pamięć. Każdy kamień i każdą sosnę w pobliskim lesie. Kilka minut później był już w wiosce. Zawędrował do jedenastu najbardziej zaufanych ludzi, którym opowiedział o swoim planie. Mimo środka nocy i okropnej pogody, nastroje mężczyzn były gorące. Dwa dni potem zebrali zapasy i wsiedli na Langskip Biamunda. Żona mężczyzny bluźniła mu, że zostawia ją i dzieci, a sam najpewniej nigdy nie wróci. Nie zwracał na nią uwagi. Chęć osiągnięcia tego, czego nie dokonał nikt inny była zbyt silna. Kapłan odśpiewał modlitwę, a mieszkańcy wioski w milczeniu przyglądali się odpływającej łodzi. Jenwen stała obok kapłana i trzymała synka za rękę. Czuła, że mąż nigdy nie wróci.

    I tak dwunastka dzielnych wojów miała dopłynąć do miejsca, które znajduje się za Zachodnim Oceanem. Istniało wiele legend, które mówiły o tym miejscu. Wiele z nich było niespójnych, a tych, którzy tam byli uznano za wariatów. Mało kto wierzył w istnienie nowego lądu. Powszechnie uważano, że na krańcu oceanu znajduje się wielki wodospad, a zagubiony wędrowiec spada w dół do krainy zmarłych. Uczeni ze starego Imperium Roenii twierdzą nawet, że Ziemia jest okrągła. Jednak bogowie mężczyzny mówili co innego.

    Drużyna Biamunda przepłynęła cieśninę w Bredocji i opuściła kontynent Eraes. Zostali tylko oni, morze oraz nowy, nieznany ląd, który gdzieś tam czekał na Biamunda. Fale były tak wysokie, że woda oblewała gęstą brązową brodę mężczyzny i jego kamizelkę z utwardzonej skóry. Dziesiątka mężczyzn wiosłowała, a on wraz z przyjacielem Thormirem próbował obrócić żagiel na właściwy tor. Nigdy nie widział tak wielkiej burzy. Wojowie zaczęli myśleć, że bogowie karzą ich za tą wyprawę i wkrótce wszyscy umrą. Niektórzy wznosili modlitwy, a niektórzy przyzywali imiona matek. 

     Gdy myśleli, że to koniec burzy, potężna fala uderzyła w statek i wszyscy mężczyźni wypadli za brurtę. Biamund wystawił głowę znad lodowatej wody i ujrzał połamane fragmenty statku, które pływały wokół nich. Starał się złapać większy fragment, na którym zdoła się utrzymać. Usłyszał przeraźliwy krzyk i odwrócił głowę. W tym samym momencie dostał w głowę drewnianą belką, która odpadła z masztu i stracił przytomność. Miał wizję, jak bogowie siedzą w Wielkiej Sali i śmieją się z nich wszystkich.

     Biamund gwałtownie się obudził i wypluł wodę, którą się zachłysną. Obok niego klęczał Thormir, który zaczął dziękować bogom, że jego przyjaciel jeszcze żyje. Zaraz potem przybiegł młody Dogni. Był ranek, a niebo było szare i spokojne.

- Dzięki Ci Wszechojcze, że jeszcze nie zabrałeś tego sukinsyna - rzucił Thormir.

- Ilu przeżyło ? - spytał słabym głosem Biamund. - Ilu ludzi przeze mnie zginęło?

- Z tobą jest nas trzech - odparł Dogni. - Ale nie powinieneś się za to winić. Każdy z nas wiedział, że tak to się może skończyć. Dobra wiadomość jest taka, że mamy stały ląd.

    Biamund wytarł swoją brodę i podrapał się po łysej głowie. Byli na wyspie. Wszędzie jednak były gołe skały, a dookoła okalała ich gęsta jak mleko mgła.

- Dotarłeś do swojego wymarzonego lądu - zganił siebie Biamund. - Ty cholerny głupcze! Nawet jeśli jakimś cudem wrócę do domu, to Jenwen mnie zabije. Od samego początku mi to odradzała.

- Powinniśmy ruszyć dalej - rzekł Dogni. - Nie mamy ani jedzenia ani wody. Musimy coś znaleźć. Obawiam się jednak, że wyspa może być martwa.

    Biamund chwycił się przyjaciela i ciężko wstał. Poranna mgła powoli opadała ukazując jeszcze więcej gołych skał. Pieprzony skalisty archipelag, na którym nie ma ani jednej zasranej mewy ani drzewa. Trzej mężczyźni ruszyli w głąb wyspu.

    Po około pół godzinie dotarli na drugą stronę. Była to żałośnie mała wyspa, na której nic nie było. Tylko skały i jeszcze więcej skał. Mężczyźni zeszli ze skalnego pagórka i stanęli na kamienistej plaży. Mgła jeszcze całkiem nie opadła.

  - Dlaczego musiałeś być tak głupi - ciągle powtarzał sobie Biamund. - Powinieneś być teraz z Jenwen i małym Gorgem. Obiecałem mu, że jego tata będzie najsławniejszym człowiekiem na wyspach. Bogowie jaki ja byłem głupi! Zginiemy żałosną śmiercią na jakiejś przeklętej wyspie. Zdechniemy z głodu, albo zaczniemy sami się zabijać. Powinienem zginąć w prawdziwej walce jak prawdziwy mężczyzna.

    Nie patrzył przed siebie i wpadł na Dogniego, który stał nie ruchomo i patrzył na coś. Wyglądał tak, jakby był zahipnotyzowany.

    Na ostrych skałach za brzegiem leżał nabity Tytan.  Miał on na oko ponad dwieście metrów wysokości. Został po nim tylko szkielet z resztkami wysuszonej skóry i zgniłego mięsa. Leżał tu od co najmniej tysiąca lat. To wtedy bogowie zesłali sześciu kolosalnych rycerzy, którzy zgładzili Tytanów. Biamund słyszał tylko o jednym przypadku Tytana leżącego na widoku. Był przyszpilony mieczem do gór, tuż za odległą Sklavinią. Reszta ciał Tytanów spoczywa na dnie morza Wewnętrznego. Prawdopodobnie. Ten Tytan też miał wbity ogromny miecz, który przechodził on przez jego prawe oko. Potwór miał na głowie wielką kamienną koronę.

- To Bhabhodnor - powiedział cicho Dogni. - Król Tytanów. Matka mi o nim opowiadała. Był ostatni Tytanem, który uciekł z pola bitwy i wszedł do Zachodniego Oceanu. Wtedy wyruszył za nim Wielki Rycerz Rolmund i zabił potwora. Przynajmniej tak mówiła legenda. To musi być jego miecz. Nigdy czegoś takiego nie widziałem.

- Co się stało z tymi rycerzami? - spytał Thormir. - Nigdy nie słuchałem legend ludzi z kontynentu.

- Nikt nie wie. Po prostu zniknęli. Biamund co ty robisz...

    Mężczyzna wszedł do lodowatej wody i kierował się w stronę skał, gdzie leżał tytan. Gdy znalazł się przy jego wyciągniętej kościstej dłoni, okazało się, że Biamund jest niewiele większy od palca Tytana. Po chwili jego towarzysze dotarli do niego.

- Zrobimy z tego bydlaka łódź - mówił pośpiesznie mężczyzna. - Wyrwiemy jego paznokcie i zrobimy trawy...

- O czym ty pieprzysz?! - wrzasnął Thormir. - Nie mamy czym tego wyrwać. Straciliśmy cały sprzęt, bron i zapasy. Zginiemy tutaj. Przez ciebie! - ostanie zdanie wykrzyczał mu prosto w twarz.

- Sam się na to zgłosiłeś! Nie zmuszałem cię do tego! Byłeś tak samo zachłanny jak ja!

- Skóra, ciało i kości Tytanów są niemal niezniszczalne - dodał Dogni, ale nikt go nie słuchał. Postanowił więc podejść do mężczyzn i ich rozdzielić.

- Przypierdolę ci w tą łysą głowę - krzyczał Thormir, którego czarne włosy sięgały aż do ramion. 

- Lepiej sam sobie przywal, głupcze.

- Obaj natychmiast przestańcie - apelował Dogni, który miał krótkie blond włosy i delikatny zarost na twarzy. - Musimy się uspokoić, bo kłótnia nic nie zdziałamy...

- Zamknij mordę - krzyknął jeden z mężczyzn.

     Nagle zgasło słońce i cały świat pociemniał. Wszyscy mężczyźni ucichli, a ich serca zaczęły bić szybciej.

- Znowu burza? - spytał Thormir. - Niebo było spokojne.

    Dobgni obrócił się i zobaczył, że dłoń tytana zniknęła. Była tuż nad nimi i zaczęła gwałtownie opadać. Chłopak nie zdążył nawet krzyknąć. Ogromny grzmot przerwał głuchą ciszę na wyspie. Żadna mewa nie wydawała swego okrzyku. Nawet fale zdawały się uderzać o brzeg znacznie ciszej. Nikogo tu nie było.

    Biamund, Thormir, Dogni oraz ich marzenia o nowym wspaniałym świecie zostały zabite przez Tytana. Tytana, który od tysiąca lat powinien być martwy.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
DanielKurowski1 · dnia 20.01.2018 12:33 · Czytań: 114 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
JoannaP dnia 21.01.2018 13:19
Na temat fabuły się nie wypowiem, bo to dopiero początek historii.

W tekście jest sporo błędów, kilka przykładów:

Powtórzenia (była, było, leżał) - jest ich sporo

Cytat:
Po około pół go­dzi­nie do­tar­li na drugą stro­nę. Była to ża­ło­śnie mała wyspa, na któ­rej nic nie było. Tylko skały i jesz­cze wię­cej skał. Męż­czyź­ni ze­szli ze skal­ne­go pa­gór­ka i sta­nę­li na ka­mie­ni­stej plaży. Mgła jesz­cze cał­kiem nie opa­dła.


Cytat:
Na ostrych ska­łach za brze­giem leżał na­bi­ty Tytan. Miał on na oko ponad dwie­ście me­trów wy­so­ko­ści. Zo­stał po nim tylko szkie­let z reszt­ka­mi wy­su­szo­nej skóry i zgni­łe­go mięsa. Leżał tu od co naj­mniej ty­sią­ca lat. To wtedy bo­go­wie ze­sła­li sze­ściu ko­lo­sal­nych ry­ce­rzy, któ­rzy zgła­dzi­li Ty­ta­nów. Bia­mund sły­szał tylko o jed­nym przy­pad­ku Ty­ta­na le­żą­ce­go na wi­do­ku. Był przy­szpi­lo­ny mie­czem do gór, tuż za od­le­głą Skla­vi­nią. Resz­ta ciał Ty­ta­nów spo­czy­wa na dnie morza We­wnętrz­ne­go. Praw­do­po­dob­nie. Ten Tytan też miał wbity ogrom­ny miecz, który prze­cho­dził on przez jego prawe oko. Po­twór miał na gło­wie wiel­ką ka­mien­ną ko­ro­nę.


Cytat:
By­naj­mniej tak mó­wi­ła le­gen­da.
- powinno być ,,przynajmniej", ,,bynajmniej" to wzmocnienie przeczenia
Cytat:
- Przy­pier­do­lę ci w tą łysą głowę - krzy­czał Thor­mir, któ­re­go czar­ne włosy się­ga­ły aż do ra­mion.

- Le­piej sam sobie przy­wal, głup­cze.

- Obaj na­tych­miast prze­stań­cie - ape­lo­wał Dogni, który miał krót­kie blond włosy i de­li­kat­ny za­rost na twa­rzy. - Mu­si­my się uspo­ko­ić, bo kłót­nia nic nie zdzia­ła­my...
- te opisy postaci powinny pojawić się wcześniej, tutaj są trochę ni w pięć ni w dziewięć

Powinieneś, Autorze, dużo, dużo, naprawdę dużo czytać: wybieraj dobrą literaturę, zacznij od klasyki, ucz się od najlepszych. Czytaj zawsze to, co napisałeś, zwracaj uwagę na powtórzenia, one bardzo przeszkadzają w czytaniu.

Pozdrawiam,
JP
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Alen Dagam
23/02/2018 02:09
Cześć, Esy :) Widzę, że przeprowadziłaś tutaj ekshumację… »
Maly
23/02/2018 01:03
To bardzo proste, zabijasz wszystkich tych bohaterów,… »
Maly
23/02/2018 00:44
Zapowiada się na jakąś jatkę rodem z Tarantino ;) Dobrze… »
Maly
23/02/2018 00:24
Wprowadzić, nawet nie pytaj :) »
Gatsby
22/02/2018 23:44
Przeczytałem jednym tchem! Jeszcze inna fantastyka niż… »
Gatsby
22/02/2018 23:31
Dziękuję bardzo za czytanie i za komentarz! :) Myślę,… »
introwerka
22/02/2018 23:25
Kamyczku, Zolu, Lilu, dziękuję Wam bardzo serdecznie za… »
Maly
22/02/2018 23:02
Podoba się. Zaskakujesz na sam koniec, jak ci scenarzysci,… »
ClakierCat
22/02/2018 22:53
Czytelnik nie zawsze wie co w trawie piszczy, a ja tak… »
albertyna
22/02/2018 22:42
ClakierCat, niezmiernie dziękuję za komentarz, który… »
Lilah
22/02/2018 22:20
Zainteresował mnie tytuł (raczej nietypowy dla Ciebie,… »
Niczyja
22/02/2018 21:50
Podoba mi się zajawka Twojej powieści, autorze o dziwnym… »
mike17
22/02/2018 21:37
Chorwacki nazizm był okrutniejszy od hitlerowskiego.… »
Darcon
22/02/2018 21:25
Nie podeszło mi, Zulo. Z dwóch powodów. Po pierwsze zadajesz… »
Ania_Basnik
22/02/2018 21:18
Jasenovac - aż musiałam się dokształcić w tej dziedzinie.… »
ShoutBox
  • Alen Dagam
  • 23/02/2018 02:16
  • Czytajcie i komentujcie wirtajki, kochani! Mamy sporo debiutów :) Pokażcie, że to nasz wspólny projekt, napiszcie choć parę słow! [link]
  • dodatek111
  • 22/02/2018 12:46
  • Dzięki Silvus, czekam cierpliwie aż wróci:)
  • Silvus
  • 22/02/2018 12:12
  • Z tego, co ja wiem, @Dod, to zdjęcia dodaje Wiktor, a widać, go nie ma.
  • dodatek111
  • 22/02/2018 12:04
  • Co się dzieje ze zdjęciami? Dodałem ponad tydzień temu, jako ilustracje do wierszy. Wiersze się zestarzały, a zdjęć nie ma:)
  • kamyczek
  • 21/02/2018 16:20
  • Panel użytkownika - utwór, który chcesz przenieść klikasz edytuj. Edycja artykułu, kategoria np. masz kategoria: wiersze - zmieniasz na kategorię Wirtajki.pl. Na koniec klikasz na pasek: Zapisz zmiany
  • Hubert Z
  • 21/02/2018 16:06
  • Jak zgłosić opublikowany już wiersz do Wirtajek?
  • mike17
  • 17/02/2018 19:07
  • Jeden z najbardziej kultowych duetów wszech czasów. Pamiętam go z wczesnego dzieciństwa, to dopiero był hicior : [link] Oni do dziś go wykonują, co jest zacne :)
  • Darcon
  • 17/02/2018 13:04
  • Zgodnie z regulaminem, nie może poczekać. Każdy użytkownik patrzy ze swojego punktu widzenia. A gdyby każdy z użytkowników wrzucał teksty tak, jak chciał, to co byśmy mieli w poczekalni, Dodatku?
  • dodatek111
  • 16/02/2018 22:09
  • Dlaczego drugi tekst, dodany w tym samym dniu, nie może czekać w poczekalni, tylko zostaje odrzucony. Salon odrzuconych.
Ostatnio widziani
Gości online:11
Najnowszy:dertysawero
Wspierają nas