Miasteczko C - rozdz 4 - Janko zwany Muzykantem - Gatsby
Proza » Obyczajowe » Miasteczko C - rozdz 4 - Janko zwany Muzykantem
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

4

 

   Piwo, rozcieńczone dziesiątki razy. Niewyobrażalnie ohydne, niewyobrażalnie niesmaczne, wywołujące niejedną infekcje żołądkową, upamiętnioną na ścianie za barem, na żwirku przed barem, i wszędzie w ogródku, który otaczający imperium Nowakównych, był niemym świadkiem niejednego niehigienicznego zajścia.

   Impreza huczna, z głośników disco polo, przebój za przebojem, ówczesne czołówki. Radio, z wykrzywioną anteną, fal nie odbierało. Playlista, z szumiących kaset nagrywanych późnymi wieczorami wzbogacona tymi zakupionymi na targu od Koreańczyka za siedem pięćdziesiąt sztuka. Niemiłosiernie się muliły, niemiłosiernie szumiały, ale to nic, nikomu jakość muzyki nie przeszkadzała, za to żywości wdawała w zsiniałe z przepicia niewyraźne oblicza lokalnych dziadków emerytów, rolników z dużymi dłońmi, dresów w czarnych ortalionach, młodzieży zaraz poosiemnastkowej i wszystkich innych, którzy, by uwolnić się od gderliwych małżonek, narzeczonych, teściowych i mamusiek znajdowali tutaj schronienie.

   Dwudziesta druga, towarzystwo jak szkopy wstawione. Kaseta się skończyła, muzyka zbędną się stała. Najważniejsza wóda, najważniejsze fajki, najważniejsza wóda i pełne kieliszki… Voxów, najtańszych, swąd w powietrzu się unosił, i czadził przepite umysły wieśniackie. Zagryzki zabrakło. Puste słoje po śledziach, za popielniczki służyć zaczęły. Większość od bajtla z gorzałką działała, więc ryje w boju zaprawione, zagrychy zbędnego smaku nie potrzebowały, a śledziki tylko dla powagi, by nie było, że pijus, by nie było, że upój, tylko kulturalny koneser trunkowy.

   Jasio Jankowski, zwany Muzykantem, odurzony alkoholowymi procentami, wyszedł na stolik, i trącając nogą kufel z Warki, zrzucił go na podłogę. Spadł, rozbił się, ale to nic, w tym stanie nikt na takie rzeczy nie zwracał już uwagi. Jasio wyprostował się jak na baczność, przybrał poważną minę i ku uciesze zgromadzonych zaczął śpiewać: - Miała matka syna... Syna jedynego... Niech żyje wolność, wolność i swoboda. – Stał prosty jak struna, ze wzrokiem zamglonym i nieobecnym. W ręku trzymał (że niby mikrofon) butelkę Tatry. Nogi mu dygotały, niczym z galarety, lecz Jasio śpiewał nadal. W końcu, po dłuższym momencie stracił równowagę, zawahał się, i po chwili balansowania, stolik się przechylił, i poleciał jak długi na posadzkę.

   – Co za fajtłapa, najebał się i mu odpierdala!

   – Woda sodowa odbiła do głowy!

   – Chrystusie Nazareński, Panie Żydowski widzisz, a nie grzmisz! – zawołał ktoś w oddali, a ciszej już dodał. – Może i dobrze, bo gdyby miał grzmieć, za każdym razem widząc ludzką głupotę, to non stop, mielibyśmy burzę, a to też nie wskazane, bo zboże trzeba wyhodować, zapasy na zimę nazbierać a powodzie zawsze się u nas kończą tragicznie...

   Tak, jak dwa lat temu, gdy miała miejsce największa ulewa, jaką we wsi najstarsza mieszkanka pamięta (najstarsza, bo najstarsze są kobiety, mężczyźni żyją średnio piętnaście lat krócej, więc ilość wdów w stosunku do wdowców jest miażdżąca). Trzy dni z nieba padało tak mocno, że parasolka, zamiast ochraniać, tylko przeszkadzała. Wisła przebrała i pozalewała Staśkowe pola. Wszystkie. Koń mu padł, owce z prądem rzeki do Bałtyku odpłynęły, świnie się utopiły, a kury z wilgoci pióra straciły i sępiej nabrały urody. Gospodarz się załamał, a z nim pół wsi, bo jak Stasiek kiepsko prządł to i reszta też. Wanda, miejscowa świętobliwa czarownica, żeby odczynić złe uroki, ku uciesze gawiedzi, z kurzą głową po wsi latała. Uchodziła za bardzo nieobliczalną osobę, ostawiała różne cyrki, mówiła niestworzone rzeczy, widziała więcej niż wszyscy i słyszała głosy, których nikt nie słyszał. Siała postrach w okolicy, bo kto się jej naraził, to od razu fatum na siebie ściągał. Nawet Zwichrowana Asia, po tym, jak pewnego razu zbyt wiele na jej temat nagadała, dostała pypcia na język i już na przyszłość liczyła się ze słowami. Język jej napuchł, tak bardzo, że w szpitalu zastanawiali się, czy nie rozpocząć karmienia dożylnego, lecz po zminimalizowaniu opuchlizny kostkami lodu i różnorakimi antybiotykami, pozostali przy wodnistym grysiku i owsiance. Później, gdy pypcia wyleczyła, wyszła ze szpitala (bo zagościła w nim dwanaście dni na obserwacji) i doszła do siebie, to w podskokach do Wandzi biegła z koszykiem pełnym jajek, selera, gruszek, kopru i malin. Ogólnie ze wszystkim, co rosło o tej porze roku w ogródku i chowało się w kurniku, bo wtedy, przed siedmiu laty, hodowała kury, kaczki i kozę Halinę. Wanda nigdy niczego nie uprawiała ani nie hodowała, więc dary z przyjemnością przyjmowała, bo czemu i nie? Jak dają to brać, jak biją to też bić. Że od Zwichrowanej? – Trudno, jajko jest jajkiem (raczej by nie ryzykowała zbuków zanosić w prezencie). Wracając do Staśka, to kobiecina ta, miejscowa wiedźma, bez interesu z kurzą głową by nie latała. Cwana była i wiedziała, że jak Staśkowe pola przebiorą to woda jej chatkę podmoczy, a wtedy co biedna zrobi? Jak w potopie, fala nadejdzie, chatkę zmyje, i porozrzuca wszędzie do koła, a starej nic nie pozostanie, jak spakować tobołek i w świat się udać do przytułku jakiegoś, bo na dom starców przecież ją nie stać. A tak, nie dość, że swoją dupę (rzekomymi rytuałami i potężną słowiańską magią) uratowała, to jeszcze Stachu z darami, że niby za pomoc w odkręceniu uroku przyszedł. 

    Janko Muzykant spadł i uderzył głową o podłogę. Grymas miał taki, jakby się papryki chili nawtykał. Gęba czerwona, z oczu łzy ciurkiem leciały, a i przez facjatę szrama krwista przeciągnięta. Przewrócił się, na nieszczęście, wprost na rozbite szkło z kufla, który przed chwilą strącił. Śmiechy szybko ucichły. Janko chwycił się za głowę i położył na boku w pozycji embrionalnej. Ktoś chciał go podźwignąć, lecz zabronił, zapewniając, że sam da radę. Usiadł, ujął twarz w dłonie i z przerażeniem dostrzegł krew na rękach. Jego jedwabna koszula opływała w krwiste, zmieszane ze łzami plamy.

   – Co, żeś to chłopie narobił! Trzeba ci tego było? Dajcie mu chusteczkę! Agnieszka plaster i dzwoń po Grabarza!

   Agnieszka skinęła głową i zaczęła coś grzebać przy telefonie. Zajęta rozmową Aleksandra, schyliła się pod ladę, wyciągnęła paczkę chusteczek higienicznych i rzuciła nią ponad głowami biesiadujących w stronę Muzykanta, po czym powróciła do dalszej rozmowy.

   – Plaster? Na chuj, tu ma… Czterdziestka odkazi każdą ranę. – Mietek Pająk pociągnął z gwinta Absolwenta i bez wahania chlusnął chłopakowi w twarz, zanim ten sięgnął po podaną mu chusteczkę.

   – Auuu! Ty skurwysynie jeden, upierdolę ci zaraz łeb! – zawył z bólu i natychmiast zaczął przecierać piekące oczy i ranę.

   – Muzykant, koniec na dziś, zaraz po ciebie Grabarz przyjedzie i zawiezie do domu a teraz przed barem grzecznie zaczekasz…

   – Moja twarz, jak cię chuju zgnity pierdolnę!

   – Przynajmniej masz pewność, że zakażenie się nie wda! – odparł zadowolony z siebie Pająk i dał znak swoim kolesiom, by zajęli się Muzykantem.

   Dwóch pachołków, jeden szczupły i wysoki jak tyczka na pomidory, drugi niski i otyły, z widocznymi na twarzy bliznami po przebytej w dzieciństwie ospie, wynieśli Janka przed bar i zaryglowali od wewnątrz wejście, bo zdesperowany koniecznie chciał wejść do środka i odpłacić się Pająkowi.

   – Mogłeś mu odpuścić. – rzekł ochrypłym głosem przybity nieco zajściem wyższy pachołek. – Sama woda by wystarczyła, a teraz chłopaka boli.

   – Nie pierdol, ty Maniek zawsze ostrożny byłeś… Nic mu nie będzie, młody jest i twardy, zamiast bredzić głupoty, wyciągaj flaszkę, opijemy jego zdrowie! 

    Wypadek wypadkiem a bawić się trzeba było, bo weekend, bo pogoda brzydka, bo ochotę każdy miał, a i wóda na stole otwarta. Janka wynieśli z trudem, bo gówniarzowi nie w głowie było bar opuszczać. Ochoty do bitki niemiłosiernej nabrał, a i zemścić się na Mietku Pająku zaprzysiągł.

   Jednak tej nocy nie było już to możliwe.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Gatsby · dnia 20.01.2018 12:33 · Czytań: 159 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 6
Komentarze
Darcon dnia 20.01.2018 12:44
Widzę małą zniżkę formy, postaram się wrócić i przytoczyć przykład lub dwa.
Gatsby dnia 20.01.2018 16:36
Będę wdzięczny! Każda uwaga na wagę złota :)
Darcon dnia 21.01.2018 16:46
Jestem z powrotem. Od razu do rzeczy.
Cytat:
Ka­se­ta się skoń­czy­ła, mu­zy­ka zbęd­ną się stała, ino wóda, ino fajki, ino wóda i pełne kie­lisz­ki! Voxów, naj­tań­szych, swąd w po­wie­trzu się uno­sił, i cza­dził prze­pi­te umy­sły wie­śniac­kie.

I jeszcze jeden fragment.
Cytat:
Stał pro­sty jak stru­na, ze wzro­kiem za­mglo­nym i nie­obec­nym, w ręku trzy­mał (że niby mi­kro­fon) bu­tel­kę Tatry. Nogi mu dy­go­ta­ły, ni­czym z ga­la­re­ty, lecz Jasio śpie­wał nadal, aż w końcu stra­ciw­szy rów­no­wa­gę, za­wa­hał się, i po chwi­li ba­lan­so­wa­nia, sto­lik się prze­chy­lił, i po­le­ciał jak długi na po­sadz­kę.

Nie do końca rozumiem zamysłu tych krótko ciętych zdań i stylizacji. Zaczyna to wyglądać i brzmieć jak fraszka, a przecież fraszką to nie jest. Mam nieodparte wrażenie, że naprawdę chciałeś nawiązać stylistycznie do Janka Muzykanta.
Powiem tak, krótkie zdania to szybka akcja, czym krótsze, tym szybsza. Mam na myśli fabułę. Każde inne skracanie zdań wpływa już tylko na stylistykę, a tutaj jest już blisko do przerostu formy nad treścią. I chyba tak jest w tym przypadku. Wydaje się, że stawiałeś przede wszystkim na formę, a treść była na drugim miejscu.
Nie powiem, brzmi całkiem dobrze, warsztat solidny, tylko cały czas nie mogłem się doszukać powodu tej stylizacji, tej formy. Mnie zmęczyła dosyć szybko i odebrała chęć poznania finału.

Nie mówię, że źle napisałeś, może po prostu nie jestem targetem, albo pojechałeś za mocno z formą. Owszem, warto "pochwalić się" czytelnikowi swoimi umiejętnościami pisarskimi, tylko wiesz, nie mogą one przysłaniać sensu Twojej wypowiedzi (opowieści).
Pozdrawiam.
Gatsby dnia 23.01.2018 17:48
Dziękuję Darcon,

Faktycznie troszkę przesadziłem.
Dość dawno pisałem ten fragment i nawet teraz, po prawie roku myślałem, że takie skracanie jest jak najbardziej pozytywne.

Masz jednak rację - taki zapis męczy czytelnika.

Lepiej będzie te fragmenty i ich "okolice" (z drugiego cytatu), przerobić tak, by te długie zdania zastąpić kilkoma krótkimi, natomiast nad początkiem muszę jeszcze porozmyślać :)

Cenna rada!

pozdrawiam.
Gaston Bachelard dnia 27.01.2018 23:33
Przeczytał i ja... światy nie moje, byty pokręcone, choć czasami interesujące.
Ogólnie to nie mam zamiaru się mądrować, bo każdy pisuje, jak mu pasi, ale gdy czytam: Moja twarz, jak cię chuju zgnity pierdolnę! to wiem jedno - nie ma słowa zgnity w języku tutejszym. Jest za to inne, poprawne - zgniły. Uważam, że nawet mówiący i myślący inaczej powinni dialogować poprawną polszczyzną. Brak interpunkcji kładę za to na karb szybkich paluchów i gorącej głowy.
Tak jak pisałem, nie moje sektory, ale przeczytam ową historię do końca. Chyba, że mi pikawka od tego się zbuntuje na licha wszelkie i amenusy ostateczne.

Ty pisuj i rośnij zdrowo.
Pokłonusy
Gatsby dnia 28.01.2018 17:58
Hahaha, dziękuję Gastonie za komentarz.
Interpunkcja i "nie" razem bądź oddzielnie to moja udręka. Jeszcze sporo czasu upłynie nim to opanuję...
Czytaj a jak przeczytasz to prosiłbym o recenzję tej części powieści :)

Ja biorę się za wyszukiwanie błędów...
Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Silvus
23/02/2018 23:18
Dziękuję Ci za wyjaśnienia. W mojej opinii poprawny odbiór… »
Zola111
23/02/2018 22:51
Lilu, tu jest podwójna spacja: - zobacz. z. »
Lilah
23/02/2018 22:34
Bardzo się cieszę, Alicjo. Jeśli wena dopisze, może… »
Darcon
23/02/2018 22:22
Ech, Szysza, moralizatorskie to jest, aż momentami średnio… »
Darcon
23/02/2018 22:14
Szlachcicu Dragonie, tak naprawdę zgodnie z regulaminem… »
Zola111
23/02/2018 21:55
A możesz, Lilu. Tylko pamiętaj: ten długaśny, czyli myślnik.… »
purpur
23/02/2018 20:02
Dzięki staram się jak mogę :) »
asertywny69
23/02/2018 19:46
Bardzo dużo piszesz. Niektóre fragmenty bardzo ładnie… »
Marian
23/02/2018 19:41
Dziękuję Maly za przeczytanie mojego tekstu i komentarz.… »
Jonasz
23/02/2018 19:05
Fajna ta zagadka :) przeczytałam córeczce - zgadła i chciała… »
Lilah
23/02/2018 19:00
Dziękuję, Zolu. Zastanawiam się, czy tam, gdzie kropki nie… »
Zola111
23/02/2018 18:53
Ale fajny pomysł na cykl, Lilu! Bardzo mi się! :) z. »
Maly
23/02/2018 18:33
Dzięki purpur, aż mnie żołądek rozbolał ze stresu (a może to… »
purpur
23/02/2018 17:23
No muszę przyznać, że jestem pełen obaw. Nie, nie chodzi mi… »
mdabrows
23/02/2018 16:24
Ten wiersz jest chyba o życiu. Twoja diagnoza jest jak sądzę… »
ShoutBox
  • Maly
  • 23/02/2018 12:39
  • Już działa :)
  • Silvus
  • 23/02/2018 12:35
  • Mi działa.
  • Maly
  • 23/02/2018 12:30
  • Alen Dagam, link nie działa
  • Alen Dagam
  • 23/02/2018 02:16
  • Czytajcie i komentujcie wirtajki, kochani! Mamy sporo debiutów :) Pokażcie, że to nasz wspólny projekt, napiszcie choć parę słow! [link]
  • dodatek111
  • 22/02/2018 12:46
  • Dzięki Silvus, czekam cierpliwie aż wróci:)
  • Silvus
  • 22/02/2018 12:12
  • Z tego, co ja wiem, @Dod, to zdjęcia dodaje Wiktor, a widać, go nie ma.
  • dodatek111
  • 22/02/2018 12:04
  • Co się dzieje ze zdjęciami? Dodałem ponad tydzień temu, jako ilustracje do wierszy. Wiersze się zestarzały, a zdjęć nie ma:)
  • kamyczek
  • 21/02/2018 16:20
  • Panel użytkownika - utwór, który chcesz przenieść klikasz edytuj. Edycja artykułu, kategoria np. masz kategoria: wiersze - zmieniasz na kategorię Wirtajki.pl. Na koniec klikasz na pasek: Zapisz zmiany
Ostatnio widziani
Gości online:5
Najnowszy:kertydowera4
Wspierają nas