Święta - jeden
Proza » Miniatura » Święta
A A A

Inne kobiety nie mają usterek. Nie mają włosków nad górną wargą, ani na nogach, stale są ładnie uczesane, bez porów, bez takiej dziwnej cery. Bez wągrów lub innych okropności, bez palców żółtych od nikotyny. Tylko ja walczę przeciw temu wszystkiemu. Przed lusterkiem wielkości księżyca, zoom razy tysiąc. Walczę co wieczór, blada pod koniec dnia bez makijażu, włosy potargane. O to, by przetrwać tę ciągłą walkę o piękno, o urodę.
Wracam do domu od fryzjera, chcę zostawić parę słów w kawiarni i potem od razu do łóżka, tam można by się położyć z tymi odświeżonymi włosami. Bo włosy są we mnie najpiękniejsze. Sięgają do pasa, poza tym właściwie nic szczególnego z wyjątkiem stóp i nóg. W domu leżeć spokojna i szczęśliwa. Popatrzeć na moje nogi, obejrzeć jakiś durny serial, albo zadzwonić do Piotrka, żeby wreszcie do mnie wpadł.

Przechodzę się po przepełnionej kawiarni, mam tu dzisiaj spotkanie, randka w ciemno, za plecami Piotrka. Z moim panem ustaliłam, że jestem brunetką w szarym zimowym płaszczu. Zamawiam latte. Jakiś mężczyzna trzyma w ręku najnowszy numer Newsweeka, zwrócony stroną tytułową w moją stronę. Pan z tygodnikiem unosi rękę, ale sam nie wstaje, to chyba on jest tym z którym się umówiłam. Gdy podchodzę bliżej zauważam, że jest dużo starszy, prawie stary, nie ma dwudziestu czterech lat i ma twarz którą niełatwo zapomnieć. Trzęsie się bez przerwy, kręci na krześle, łapie za nogi. Pije espresso, ja mieszam moją z jędrną pianką, a on wyciąga szybko jakieś wycinki z gazet. Na których widnieją zdjęcia chorych, coś o jakiejś konkretnej chorobie, niecierpliwie podnoszę wzrok. A on wskazuje na swoje nogi, zauważam, że są okropnie pokrzywione. Chce, żeby mu te nogi amputowano. Że pieniądze mu się wyczerpały i że tak bardzo szuka na tym świecie miłości. Nie chcę tam siedzieć ani chwili dłużej. Wybiegam z kawiarni, lecę szybko do jakiejś galerii umyć ręce, nie z obawy przed zarażeniem, ale z obawy przed tą całą wiedzą, która być może już na mnie jest. Przez jeden uścisk ręki z tym człowiekiem, myję sobie długo twarz lodowatą wodą. Chcę, żeby oczy uspokoiły się od tego widoku, wiem, że utrwalająca obrazy, stwardniała od tego widoku siatkówka nie da mi spokoju.
*
Jestem dzisiaj zła na Piotrka, nie pozwala mi na nic. Jest zazdrosny o innych mężczyzn. To widać, nawet o bezdomnych i chorych - chciałam wrzucić dwadzieścia złotych, tym - dwóm, którzy siedzą zawsze przed katedrą. Piotrek i ja jesteśmy od siebie zależni, w fatalny sposób. Na drugi dzień nadal jestem zła na niego, bo jest powiernikiem wszystkich moich niebezpiecznych myśl. Tego jakie zdania wypowiadam rozmawiając przez telefon, pewnie gdyby dokładnie to wszystko usłyszał... Kazałby mnie zgilotynować, zrzucić, raz - dwa z okna, albo spalić gdzieś na stosie w centrum miasta, na samym Placu Defilad.
*
Coś ciągnie mnie z powrotem do tej kawiarni, znów spotykam tego człowieka ze zmasakrowanymi nogami. Zaczynam z nim partię szachów, nie rozmawiamy, partia żmudna, chaos, nic nikomu się nie udaje. On atakuje, ja się ciągle bronię. Długa, milcząca partia, jego atak nagle się zacina. Nie pomaga mi ani razu, chociaż chyba widzi, że nie jestem najlepsza. Nie dogrywamy partii do końca. Czuję otępiałą rozkosz, wypijam jedno - dwa piwa, otuchę sprzedawaną w butelkach. On wstaje zmęczony, kilka kroków, słaniając się po prawie pustej kawiarni. "Uśmiechnij się i przełknij obrzydzenie" - myślę sobie. Teraz gdy przybliżył się do mnie na odległość trzech uderzeń serca. Widzę, że jego oczy są wodniste i mają odmienne od siebie kolory. Jedno prawie jak oliwa, drugie nakrapiane plamkami i bardzo świetliste, jakby jakiś przygasły popiół. A nad nimi sześciobarwna brew. Krzyczę, że chce iść do domu, że grałam nieporadnie, bez koncepcji, że przepraszam, ale dobranoc. Iść do domu, chcę być w moim domu, chcę żeby Piotrek mi wybaczył to spotkanie z tym okropnym człowiek. Wycisnął sok z grejpfrutów i zaparzył mi kawy.
*
Stałam się karykaturą, ciałem i duchem. Jestem inna, po prostu inna. Mam te same zmarszczki co tydzień temu, przed pójściem do tej kawiarni, ale teraz, stają się one głębsze, wyraźniejsze. Czy to jakaś wskazówka? Nieznajoma po nieznajomej.

- Wzięłaś już trzy benzo, to wystarczy. Muszę cię coraz bardziej pilnować.
- Nie dopiero, jedną i pół - widzisz, jest przekrojona.
- Nieprawda, liczyłem je rano, brakuje trzech.
- Wzięłam najwyżej dwie i pół. Połówka się nie liczy.

Zabiera tabletki, chowa do kieszeni spodni i wychodzi z pokoju.
Wyskakuję z łózka, jestem bezradna. Muszę usnąć, muszę się uspokoić. Nie mogę znieść tego ciągłego przeliczania. Chociaż mogło tak być, że to ja sama go o to poprosiłam. O to przeliczenie. Ale nie wiem, nic nie mogę zapamiętać.
Krzyczę: "Daj mi jeszcze jedną". "Nie dostaniesz już nic, idziemy spać" - odpowiada.

Od kiedy on tak mnie traktuje? Czego chce? Żebym ładnie mu pachniała, żebym pijała tylko herbę i chodziła tam, i z powrotem, żebym nie telefonowała. Nie widywała się z nimi, z tymi którzy mnie potrzebują. Idę po cichu do jego pokoju i szukam tabletek w spodniach, ale nie znajduję ich. Aż wreszcie wypadają z jego portfela trzy sztuki, odsypuję na dłoń i biorę dwie naraz.
*
Na kolejny wieczór muszę pozbyć się Piotrka, wmawiam mu coś, że jakieś plany, zobowiązania. Że nie mogę stale odmawiać mojej najlepszej przyjaciółce. Piję do ósmej ciągle, piję tak długo aż ciemnieje mi moje serce. Słyszę dzwonek do drzwi, dałam mu swój adres? Czy to właśnie z nim się dzisiaj umówiłam? To coś bezgłośnie wspina się po mnie, to o czym śniłam.
Pożądliwe usta, smak jak żółć, jego zła ślina, moja zła ślina. Skóra jak skóra rekina, musuje mnie wszędzie jak ruski szampan. Z zasklepionym wnętrzem, w którego głębi coś bezgłośnie domaga się odwrotu. Zdjął mi łańcuch moich wszystkich wyroków z nadgarstka - ten który kupił mi Piotrek. Rozciągnięta, spowolniona jak we śnie. Z kobiety pionowej staję się pozioma a moje sutki są już żywe. I mówi, że wbije mi cierń w serce, niech krwawi, krwawi, kapie. Całuje mnie po raz drugi, moje usta cofają się przy pocałunku, rozpłaszczają jak plastelina. A jego wargi powodują u mnie uczucie jakby były przyssawkami, dotykiem ciągłej wilgoci. Potem powietrze, po prostu powietrze, ale jakieś zatrute. Wyciszenie i wyhamowanie, wszystko bezgłośnie gnije, jego nogi, ja sama.
*
Szerzy się jak pożar, to moja wewnętrzna epidemia, czuję dziwny zapach. Na moje skórze, która jest coraz bardziej chropowata pojawia się rosa krwi i żółci, jakaś ropa. Zarazki które rozsiewam, grzyby, kolonie groźnych pasożytów, rozprzestrzeniają się szybko, we właściwym kierunku. Cholera, malaria, dżuma w plątaninie moich komórek. W ślepym punkcie oka, bez właściwego kąta, w zdarzeniach niewidocznych kolekcjonuję blizny. Jadę dzisiaj autobusem. Zawsze taka bojaźliwa, brakuje mi odwagi, ale dzisiaj jest inaczej. Widzę tylko niepełnosprawnych. Stoi ich mnóstwo przed domem opieki. Patrzą przed siebie, mają takie poważne miny, czasem się uśmiechają, pożądliwe spojrzenia za życiem. Widok ich, coraz bardziej mnie fascynuje, ale dzisiaj owłada mną młody chłopak w okularach. Jest nieprzenikniony, pełen głębokiej powagi. Te być może mozolne, zacinające się myśli, a być może jest na odwrót, może jest błyskotliwy i niesamowicie mądry. Może z nim też mogłabym zagrać w szach i mat. Taka męka, taka poważna niewiedza. Coś tak nieodgadnionego. Smutne drżące nadzieje, nic więcej, nie zrozumiał by tego, ale czy ja chcę być zrozumiana?
Nagle dzwoni telefon.
- Z czasem u mnie słabo.
- Naturalnie, nie możesz znaleźć dla mnie czasu.
- Nie, to tylko dzisiaj, przepraszam.
- Oczywiście, rozumiem.
- Z czasem, na pewno, Piotrek, mam teraz dużo na głowie.
- Jak będziesz miała, to wyskoczymy.
- Kiedy znów zagrają, to jasne.
- Musisz trochę mniej pracować i jeszcze te studia...
- Tak, oczywiście, później na pewno będę miała więcej czasu.

Kończę rozmowę z Piotrkiem i zbliżam się do tego chłopaka. Chcę obdarzyć go opieką, nieodpartą, poufałą, być może wstrętną. Biorę go za rękę, zaprowadzam do siebie, do domu. Zdejmuje mu okulary, widzę, że w obu oczach rozświetla się rdzawa iskra. On chwyta się moich włosów wszystkimi palcami, robi sobie z nich matę. Gryzie mnie w ucho nie dlatego, że to moje ucho, ale dlatego, że jest zakochany w uchu. Musi je ugryźć, chce, nie widział zapewne nigdy ucha, jakie ono może być, małe, duże, sine, blade, wrażliwe. Chce właśnie ugryźć moje ucho, więc daję mu ugryźć moje ucho, na wstępie, na przystawkę. A potem rozpinam mu rozporek, wkładam moje białe rękawiczki. Jego ciało się rozluźnia, wygląda jakby fale wyrzuciły je na brzeg, z jednego oka spływa mu łza. Przemywa ogniem źrenicę, roztapia się o nią i paruje. Widzę jak unosi się para w całym moim pokoju. Karzę mu uciekać, wzywam taxi i płacę za nie. Później zasypiam w zażartej samotności.
*
Dzisiaj przyszło ich dwóch, a potem jeszcze trzech, nawet bez przedstawiania się. Mówili, że znaleźli mój numer, siedzieli do trzeciej w nocy, bez powodu, tak po prostu. Nie wiem, przychodzą do mnie do domu i godzinami nie odchodzą. Nie ujawniają swoich zamiarów. Ale potem widzę, że są nadzy, nagle, i ubierają się, a ja mam białe rękawiczki na rekach, które muszę szybko zdjąć. Może nie mają oni żadnych zamiarów, ale nie odchodzą a ja nie mogę nic zrobić.
*
Telefon. "Czy mogę z panią chwilę porozmawiać?" - pyta jakiś pan. " Muszę pani przekazać wiadomość, muszę..." Komu? - odpowiadam, mam przekazać wiadomość? "Tej Świętej z ogłoszenia, chciałbym się umówić na jutro, to pilne. Słyszałem, że pani Święta potrafi zdziałać cuda". Niech pan tak na mnie nie mówi, to jakaś pomyłka! - krzyczę i rozłączam się.
*
Zaczyna się najdłuższa zima. Wszystkie ulice opustoszały. Muszę iść chora przez zimową pustynię, coś wygania mnie z domu. Chodzę bez celu po mieście i czuję jak trąd mnie ogarnia. Rwę sobie włosy, rozsypuję się na kawałki. Dzisiaj zatrzymuję się na rogu Jerozolimskiej i Jana Pawła, stoję pod smugą, po pasażerskim i nie mogę iść dalej. Spoglądam na moje stopy, którymi nie mogę już poruszać, potem wokoło na chodnik, na Pałac, na dworzec. I na tych wszystkich ludzi, którzy ustawiają się w kolejce do mnie, chcą mojej pomocy, chcą mojej miłości. Wiem dobrze, że to ważne miejsce i czuję krew, spływa mi krew, stoję w kałuży krwi. Tylko przeciwstawnie odważa się uderzyć mój puls, bo ciało rozwiało się natychmiast wraz z duszą.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
jeden · dnia 23.01.2018 19:17 · Czytań: 168 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 4
Komentarze
wykrot dnia 23.01.2018 20:45
Nie podobają mi się tu cholerne dłużyzny. Ten tekst, chodzi mi o jego nastrój, wyglądałby o wiele lepiej, gdy znalazło się w nim kilkadziesiąt kropek więcej. Zdania jak szczeknięcia, krótkie i dobitne. A tak... czyta się to bardzo ciężko.
jeden dnia 23.01.2018 20:52
wykrot
Zgadzam się, zedytuję dobitnie.
Dzięki za komentarz.
skroplami dnia 26.01.2018 23:58 Ocena: Bardzo dobre
Autorze, boję się Ciebie czytać :(.
"Mamo" zacząłem i uciekłem, przyznaję :(. Masz teksty jak tysiące ostrzy, walą w duszę aż prawie umiera. Są wybitne, stylowo i treściwie :). Powyższy, święta dziwka, normalnie płonie.
Trudno mi w tej chwili coś więcej, muszę głowę do zimnej wody :).
Facet tak "rozbierający" umysł i ciało kobiety, "nono". Tylko te kobiety są jakieś inne, wyjątkowe bo nie stworzone przez Boga. Stworzone? Nie, przez autora :).
Dziwne wrażenia zostawia po sobie tekst, takie pół ludzkie pół nieludzkie.
Psycho horror wręcz ;).
jeden dnia 28.01.2018 13:31
skroplami
Jest Święta, ale brudną świętością.
Dziękuję za miłe słowo.
To, że tekst wywołuje jakieś emocje. To bardzo ważne, przyznaję.
Co do "Mamo" - masz rację, ten tekst może odrzucać. Ale pedofil też może być kobietą, taki był cel - żeby to zjawisko pokazać, żeby ktoś to zauważył.
Dziękuję za skomentowanie.
Pozdrawiam.
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zola111
20/10/2018 01:42
Abi, ja tutaj nie mam problemów z treścią, rozumiem, ze… »
Zola111
20/10/2018 01:07
Domofonie, piękna refleksja o niewystarczalności słowa.… »
Zola111
20/10/2018 00:48
Dod, wiem, że chciałeś oryginalnie, bo czternastka to… »
ghost--writer
19/10/2018 20:55
Na początku mała uwaga: nie powinno być wczesnym?… »
allaska
19/10/2018 20:00
Berele, dziękuję. To fajnie, że ogólnie przypadł tekst. »
Zola111
19/10/2018 17:25
Berele, dziękuję bardzo. Cieszy mnie, że zwróciłeś uwagę… »
dodatek111
19/10/2018 16:09
Wiersz jest przekazem, którego źródłem są myśli piszącego.… »
dodatek111
19/10/2018 15:59
Miło mi Anno. Pozdrawiam:) »
pociengiel
19/10/2018 15:05
Dzięki. Tak już mam. Mętki. »
introwerka
19/10/2018 14:54
Zolu, dołączam się do pochwał: jest pięknie,… »
introwerka
19/10/2018 14:50
Berele, Dokładnie taki miałam zamysł, czemu dałam wyraz w… »
introwerka
19/10/2018 14:47
Darconie, dziękuję bardzo za odwiedziny i ciepłe słowa :)»
JOLA S.
19/10/2018 13:34
Napoleon nie znosił rozpolitykowanych kobiet. Bez ich pomocy… »
Berele
19/10/2018 13:20
Wybory to targowisko, gdzie towarem bywa abstrakcja. Oprócz… »
Berele
19/10/2018 13:05
Subtelnie opowiedziana historia rozczarowania. Zamiast… »
ShoutBox
  • allaska
  • 19/10/2018 19:58
  • Dobry wieczór. Mam wielką prośbę do Redakcji poezji. Czy można prosić o dodanie przed tytułem mego tekstu słowa luźne, luźne refleksje. Będę niezmiernie wdzięczna. Pozdrawiam :)
  • Esy Floresy
  • 19/10/2018 13:57
  • Jeszcze tydzień, by wierszem wspomnieć, o tych, którzy zostali z nami w swoich wierszach: [link]
  • mariaczekanska
  • 19/10/2018 11:39
  • ok, super! Patrzyłam tylko na aktualności :)
  • Zola111
  • 18/10/2018 22:08
  • Mario, spójrz trochę wyżej na "Konkursy" lub wejdź na forum dyskusyjne.
  • mariaczekanska
  • 18/10/2018 20:06
  • nie umiem odnaleźć tego zaśrodkowania :(
  • Zola111
  • 17/10/2018 23:32
  • Zaśrodkowanie#29 czeka na Wasze wiersze, Poeci.
  • chawendyk
  • 15/10/2018 12:42
  • hmm... autohipnoza
  • mike17
  • 14/10/2018 12:31
  • A tu namiary do głosowania : [link]
  • mike17
  • 14/10/2018 12:30
  • Jeszcze 10 dni pozostało ,by oddać swój głos w MUZO WENACH 6, konkursie dla prozaików. Wynagrodźcie swoich faworytów. Czytajcie i głosujcie, naprawdę warto docenić ich trud :)
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas