Cykl obrazów kobiet - pierwszy - zula
Proza » Obyczajowe » Cykl obrazów kobiet - pierwszy
A A A
Od autora: Kobieta – obraz pierwszy
Kobieta jest człowiekiem! Miłością, matką, żoną i kochanką. Świetną słuchaczką i negocjatorką. Nieodgadniona i tajemnicza.
Naga. Prawdziwa. Piękna. Niezależna i nic nie musi. Jest niepowtarzalna i dlatego w moich wspomnieniach będę malować obrazy jedyne w swoim rodzaju.

Waleria


Poznałam Walerię czternaście dni przed jej odejściem, a kiedy ją zobaczyłam na szpitalnym łóżku, wiedziałam, że jest w niej coś tajemniczego? Była taka, jak na zdjęciu, które dostałam od mojego dziadka Tadeusza. Może już nie ten blask w oczach, ale rysy twarzy pozostały takie jak dawniej.. Zauważyłam, że z szafki przy łóżku, spoglądał zadziornie, dziadek, kiedy był młody.
Nie mogli być razem, bo różniło ich pochodzenie. Ona z rodziny zamożnej, a on z biednej. Mezalians wtedy był wręcz grzechem. Rozdzielono ich na zawsze, lecz miłość pozostała w sercach.
Mimo prawie dziewięćdziesięciu lat i ciężkiego bagażu przeżyć, jaki dźwigała na swoich barkach, była dumna i nieugięta przed chorobą, jaką był udar mózgu. Jej twarz i cera były jak gipsowy, szary posąg z lekkim odcieniem różu na policzkach, usta tylko muśnięte karminową szminką, a oczy koloru zgniłej zieleni patrzyły gdzieś w dal. Waleria jak aktorka grała ostatnią rolę na deskach swojego teatru, jakim jest życie. W powietrzu unosił się zapach jej ulubionych perfum Chanel N o 5.
— Może coś pani potrzeba? — zapytałam cicho.
Oczy jej wróciły z dali i spojrzały na mnie, a lewy kącik ust jakby lekko drgnął. Poczułam ciepło, wiedziałam już, że muszę z nią pozostać.

— Jestem wnuczką Tadeusza — powiedziałam. — Odnalazł mnie, pani doktor, pan Aleksander Sobocki — oznajmiłam.
Spojrzała i mrugnęła oczami, znowu kącik ust zrobił lekki grymas, wiedziałam, że uśmiecha się do mnie.


Przez dwa tygodnie spędzałam z nią bardzo dużo czasu, w dzień i w nocy. Przeczytałam jej wiele książek, oglądałyśmy filmy, słuchałyśmy dźwięków muzyki klasycznej, jej ulubionego głosu Ewy Demarczyk i Edith Piaf, rozmawiałam z nią o wszystkim. Myłam ją, przebierałam, karmiłam, czesałam jej platynowe włosy i robiłam makijaż. Opowiedziałam Walerii wszystko o moim dziadku, o jego tęsknocie za nią i miłością.
Odeszła cicho ze swoją kobiecą dumą. Trzymałam jej marmurkową dłoń, która powoli stawała się coraz bardziej chłodna. Dwie godziny byłam z nią po śmierci i czułam jej obecność i zapach.
Zostawiła mi szarą teczkę i testament w formie spisanych wspomnień, drogowskaz do pewnej historii.

***
Delikatnie przekręciłam klucz w drzwiach i weszłam do pokoju, w którym panował mrok i czuć było zapach starego drewna. Okna zasłonięte były ciężkimi, aksamitnymi zasłonami. Tylko pomiędzy łączeniami prześwitywały smugi światła, w których kłębiły się domowe roztocza. Ręką dotknęłam kontaktu i pokój powoli zaczął się napełniać światłem padającym z mosiężnego żyrandola. Byłam w świecie jak z bajki, wśród starych mebli, obrazów, koronek, fotografii i ta cisza przerywana skrzypieniem podłogi. Podeszłam do lustra i zobaczyłam odbicie Walerii, która spoglądała z obrazu wiszącego naprzeciw lustrzanej tafli. Patrzyła tak, jakby mówiła do mnie.
— Pamiętaj obietnice trzeba wypełniać.
Stałam jak zaklęta, na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka, patrzyłam na te wszystkie rzeczy, które były takie jak ona, mocne, a zarazem delikatne, piękne choć zmatowiałe, wypieszczone, lecz opuszczone.
Lustro kryjące jej spojrzenie, zegar zatrzymał wskazówki, lampa rzucała wyblakłe światło, moździerz nie pachniał cynamonem. Samowar zapomniał jak smakuje herbata, gramofon milczał, obok płyty poukładane według tematyki, wzięłam do ręki pierwszą z brzegu, były to Czarne Anioły Ewy Demarczyk.
Czułam jej oddech i zapach perfum, który mieszał się z wonią lawendy i pasty do podłogi.
— Jestem — szepnęłam cicho — wzrokiem szukałam szafy, która miała znaczącą rolę w życiu Walerii. Stała duża z pięknego dębowego drzewa. Podeszłam do niej i zaczęłam głaskać jej "skórę".
Otworzyłam delikatnie drzwi, które skrzypnęły. Przestraszyłam się.
Znów skrzypnęła, jakby mówiła — nie bój się. Uderzyła mnie woń naftaliny, oddech starych szaf.
Odsunęłam wieszaki, stałam przed ukrytymi drugimi drzwiami, które powinnam rozsunąć, by poznać historię pewnej rodziny żydowskiej, odnaleźć jej ślad, aby opowiedzieć o funkcji szafy ratowniczki.
Przesunęłam ręką tylną część i zobaczyłam ciemne pomieszczenie bez okna około sześciu metrów kwadratowych.
— Jezu wyszeptałam — jak pięcioosobowa rodzina mogła tutaj przetrwać kilkanaście miesięcy.

— A jednak przetrwała — mówiłam do siebie — do szafy — do Walerii.
Usiadłam i zaczęłam zastanawiać się, ile i gdzie są te szafy ratowniczki?

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
zula · dnia 30.01.2018 18:48 · Czytań: 197 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 7
Komentarze
Darcon dnia 30.01.2018 18:51
Tak naprawdę utworowi trochę brakuje do górnej półki, ale jest o czymś, a raczej o kimś i to mnie chwyciło. Wrócę z szerszym komentarzem.
zula dnia 05.02.2018 17:33
Darcon bardzo mi miło o zainteresowanie moim tekstem i czekam na merytoryczny komentarz. Wiem, że to nie jest górną półka i nie wiem czy będzie.
Pozdrawiam
Darcon dnia 06.02.2018 20:39
Ciekawa miniatura, choć szkoda, że wszystko dokładnie wyjaśniasz na każdym kroku. Wolę, jak historia "toczy się" sama, gdy coś wynika (w końcu) z wcześniejszych niedopowiedzeń lub dialogów. Ty od razu wyłożyłaś kawę na ławę, niespełnioną miłość, chorobę i śmierć. Najciekawsza z tego wszystkiego była puenta, której się nie spodziewałem i za to plus. Forma też pasuje, udało Ci się osiągnąć nostalgiczny i wspomnieniowy klimat. Chociaż zgrzytało mi kilka fragmentów.
Cytat:
Przez dwa ty­go­dnie spę­dza­łam z nią bar­dzo dużo czasu, w dzień i w nocy. Prze­czy­ta­łam jej wiele ksią­żek, mię­dzy in­ny­mi Anna Ka­re­ni­na, Ma­da­me, Duma i Uprze­dze­nie, oglą­da­ły­śmy filmy, Ca­sa­blan­ca, Dama Ka­me­lio­wa, Butch Cas­si­dy i Sun­dan­ce Kid, mu­si­cal Upiór w ope­rze, słu­cha­ły­śmy dźwię­ków mu­zy­ki kla­sycz­nej, głosu Ewy De­mar­czyk i Edith Piaf, roz­ma­wia­łam z nią o wszyst­kim.
Oczywistym jest, że to nie są wspomnienia bohaterów, tylko Autorka wplata w utwór to, co lubi i czym się inspiruje. I tu mnie trochę oszukałaś, Zulo. Pisałem już to komuś, mnie nie interesuje, co Ty przeczytałaś w życiu, albo czego słuchasz, co uważasz za dobre, a co za słabe. Gdybym chciał to wiedzieć, poczytałbym Twojego bloga albo autobiografię. Więc następnym razem byłbym ostrożniejszy z "twórczym ekshibicjonizmem". Nie mówię, że nie wolno tak robić, ale warto zachować umiar. Czy sama chciałabyś czytać, że mojego bohatera pasjonuje Diuna czy też powieści Sandersona? Pewnie nie.
Cytat:
Okna za­sło­nię­te były cięż­ki­mi, ak­sa­mit­ny­mi za­sło­na­mi w ko­lo­rze gorz­kiej cze­ko­la­dy po­mie­sza­nej z do­miesz­ką chili.
Wszystko zasłonięte, a bohaterka pięknie rozróżnia kolory, wręcz wysublimowanie. Ładnie to brzmi, ale jest na krawędzie przesady.
Cytat:
Ręką do­tknę­łam kon­tak­tu i pokój na­sy­cił się świa­tłem pa­da­ją­cym z mo­sięż­ne­go ży­ran­do­la.
Tutaj już przesadziłaś, ten "cudowny dotyk" i nasycanie się pokoju światłem. ;) Przecież ona włączyła tylko oświetlenie.

To wszystko jednak są moje subiektywne uwagi, nie musisz się z nimi zgadzać, ale gdy człowiek czyta dziesiątki, setki opowiadań, to szybko wyłapuje pewne "schematy" lub bardziej grubiańsko mówiąc - przywary.

Podsumowując, podtrzymuję opinię, że to dobry szort.
Pozdrawiam.
zula dnia 08.02.2018 09:03
Szanowny Darconie bardzo ważne i pouczające są Twoje spostrzeżenia. Na pewno trafne.

Cytat:

Ciekawa miniatura, choć szkoda, że wszystko dokładnie wyjaśniasz na każdym kroku. Wolę, jak historia "toczy się" sama, gdy coś wynika (w końcu) z wcześniejszych niedopowiedzeń lub dialogów. Ty od razu wyłożyłaś kawę na ławę, niespełnioną miłość, chorobę i śmierć. Najciekawsza z tego wszystkiego była puenta, której się nie spodziewałem i za to plus. Forma też pasuje, udało Ci się osiągnąć nostalgiczny i wspomnieniowy klimat. Chociaż zgrzytało mi kilka fragmentów.

Pewnie tak i tutaj zastanawiałam się dlaczego nie opisałam bardziej tajemniczo poszczególnych etapów życia bohaterów. Kiedy to pisałam, myślałam o czymś dłuższym i ten kawałeczek miał być wstępem do szerszej historii tej "szafy"

Cytat:

Oczywistym jest, że to nie są wspomnienia bohaterów, tylko Autorka wplata w utwór to, co lubi i czym się inspiruje. I tu mnie trochę oszukałaś, Zulo. Pisałem już to komuś, mnie nie interesuje, co Ty przeczytałaś w życiu, albo czego słuchasz, co uważasz za dobre, a co za słabe. Gdybym chciał to wiedzieć, poczytałbym Twojego bloga albo autobiografię. Więc następnym razem byłbym ostrożniejszy z "twórczym ekshibicjonizmem". Nie mówię, że nie wolno tak robić, ale warto zachować umiar. Czy sama chciałabyś czytać, że mojego bohatera pasjonuje Diuna czy też powieści Sandersona? Pewnie nie.

Autorka znała Walerię z opowiadań dziadka i mniej więcej znała jej upodobania. Dlatego podałam te pozycje. Pewnie poniekąd są jej. I tu bardzo mnie zaskoczyłeś. Bo po przeanalizowaniu stwierdzam, że jest to słuszne. Będę pamiętać.

Cytat:

Wszystko zasłonięte, a bohaterka pięknie rozróżnia kolory, wręcz wysublimowanie. Ładnie to brzmi, ale jest na krawędzie przesady.

Tu może przesadziłam, bo w ciemnym pokoju nie można rozpoznać kolorów, a szczególnie gorzkiej czekolady. :)

Cytat:

Ręką do­tknę­łam kon­tak­tu i pokój na­sy­cił się świa­tłem pa­da­ją­cym z mo­sięż­ne­go ży­ran­do­la.

Tutaj trochę będę się bronić, choć to tylko moje sugestie. A mianowicie. Mam takie wrażenie, że pokój zabiera światło i rozjaśnia się ( nasyca). Może gdybym napisała... powoli zaczął... Ale tutaj można polemizować.

Dziękuję za uwagi. Chcę zaznaczyć, że są to moje pierwsze kroki i prosić o wyrozumienie. ;)
Kłaniam się.
purpur dnia 08.02.2018 13:18
Witaj,

odnoszę wrażenie, że dopiero zabierasz się za pisanie, powoli uczysz się tego "fachu".

I szczerze mówiąc, właśnie to najbardziej mnie zaskoczyło. Napisałaś bowiem bardzo fajną historię!

Do tego bardzo spodobało mi się napięcie, jakie powstało po wejściu do zamkniętego mieszkania.

Jasne, sporo tutaj nieporadności w budowaniu zdań. Troszkę się między sobą gryzą, moim zdaniem brakuje płynności, a niektóre fragmenty zapisane są zbyt dużą starannością, co do szczegółów.

Cytat:
Była taka, jak na zdjęciu, które dostałam od mojego dziadka Tadeusza. A z szafki przy łóżku, spoglądał zadziornie, dziadek, kiedy był młody.
- coś tu jest nie tak. Kilka razy to czytałęm i właściwie nie wiedziałem o co chodzi. Dopiero przeczytanie kolejengo zdania uświadomiło mi sens wskazanego.

Cytat:
między innymi Anna Karenina, Madame, Duma i Uprzedzenie, oglądałyśmy filmy, Casablanca, Dama Kameliowa, Butch Cassidy i Sundance Kid, musical Upiór w operze, słuchałyśmy dźwięków muzyki klasycznej, głosu Ewy Demarczyk i Edith Piaf,
- tekst jest krótki, nie ma portzeby, aż tak szczegółowo przywoływać i autorów i tytułow.

Cytat:
Stała duża z pięknego dębowego drzewa. Podeszłam do niej i zaczęłam głaskać jej skórę.
- dębowe drzewo i skóra? A skąd na dębie skóra?

Ale...

Tak naprawdę są to drobiazgi. To są rzeczy, których się nauczysz - pisząc. Zaczniesz czuć, kiedy i ile napisać.

To co dla mnie ważne, to to, że pojawiła się tu historia! Mająca sens i do tego zaskakująca w swojej "rzeczywistości". Ciekawy pomysł ( mimo, iż nie do końca rozumiem, co oznaczała ta obietnica - otwarcie drzwi? ) i ładnie poprowadzony.

Myślę, że nie będzie z Tobą źle, skoro tak zaczynasz :)

Do zobaczenia w kolejnym tekście.

Pozdrawiam,
Purpur
zula dnia 08.02.2018 18:44
Purpur dla mnie ważne są takie uwagi. Wrócę do tekstu i jeszcze raz bo przeanalizuję. Szczególnie, że niektóre uwagi powielają się.
Dziękuję za miłe przyjęcie.
Pozdrawiam.
purpur dnia 09.02.2018 15:32
Bardzo dobry pomysł :)

Poprawianie własnych tekstów, tak na zimno, jest niezwykle dobrym ćwiczeniem. Nie twierdzę, że następnie takie teksty publikuję, bądź poprawiam na portalu ( zależny jaka ma być skala zmian ), ale jako samo ćwiczenie jest świetną nauką.

Sukcesów życzę :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
24/04/2019 21:41
Powiem Ci tak: Wiersz byłby o wiele lepszy, gdyby był… »
Marek Adam Grabowski
24/04/2019 13:36
Bynajmniej nie chodzi o błędy językowe; lecz o to, iż temat… »
Miladora
24/04/2019 12:50
Witaj poświątecznie, Hope. :) Będzie krótko, bo nie mam się… »
Berele
24/04/2019 10:19
Zdanie w 2 zwrotce jest nienaturalnie długie. To nie jest… »
pociengiel
24/04/2019 08:33
Chyba tak mam czas do wieczora. »
al-szamanka
24/04/2019 08:23
Fajnie, że się podobało. Dziękuję za poczytanie i miły… »
al-szamanka
24/04/2019 08:21
Odjazdowy tytuł :D Najbardziej podoba mi się słońce… »
lew morski
24/04/2019 03:44
Wielkie dzięki za przeczytanie i komentarz – myślałem, że… »
Abi-syn
23/04/2019 21:28
Hejka Wiki to prawie jak ja, :) , też rzadko, też z… »
Elminster
23/04/2019 18:10
@Marek Adam Grabowski nie zmieniłem czcionki, ponieważ… »
cliffhanger
23/04/2019 16:47
Bardzo dobre. »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:16
Widzę, że powtarzasz błędy z poprzedniej części. Nawet… »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:08
Bardzo piękny wiersz. I piszę to mimo tego, że nie przepadam… »
al-szamanka
23/04/2019 14:55
Nie dziwię się, że próbowała utonąć. Doskonale pokazałaś… »
Madawydar
23/04/2019 12:09
Fabuła zapowiada się całkiem nieźle. Błędy są, ale nie… »
ShoutBox
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:55
  • Cholera jasna! Co mnie tu znowu przygnalo? :)
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:54
  • By ich nie spalic, troskliwie zawijaj w sreberka. /Swistak/ :)
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:52
  • I pamietaj by wsrod przypraw , byla oliwy kropelka.
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:51
  • Juz niedlugo, za dni pare. Idz po piwko, nie gitare. Rozpal grilla a w sam zar, wloz kartofli kilka par.
  • mike17
  • 23/04/2019 18:46
  • Głosujcie w MUZO WENACH 7 na swoich faworytów, oto konkursowe namiary : [link]
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:31
  • A kto inny mówi, że w Słowniku Poprawnej Polszczyzny z 2016 jest: winny wszystkiemu. I co tu sądzić? Ja mam tylko taką sugestię: być winny wypadku, zdarzeń (kogo, czego).
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:27
  • Otóż dzwoniłem do poradni językowej Uniwersytetu w Poznaniu. Podano mi, że w słowniku sprzed 40 lat obie formy są dopuszczane, a w nowym tylko w formie dopełniacza. Więc: winny wszystkiego.
  • Dobra Cobra
  • 23/04/2019 10:40
  • Jaka piękna wymiana celowników i dopelniaczy ! Lata cale czekałem na taką rozrywkę umysłową na Sb.
  • MitomanGej
  • 23/04/2019 04:30
  • "Wszystkiemu" to celownik, a "wszystkiego" - dopełniacz. Z logicznego punktu widzenia poprawna jest forma z końcówką -ego, gdyż jesteśmy winni kogo/czego, w celowniku to możesz być winny koledze 5 zł
Ostatnio widziani
Gości online:12
Najnowszy:yxutyf
Wspierają nas