Miasteczko C - rozdz 7 - Agnieszka, Leś i Matka Boska Różańcowa - Gatsby
Proza » Obyczajowe » Miasteczko C - rozdz 7 - Agnieszka, Leś i Matka Boska Różańcowa
A A A
Od autora: Infodump z pierwszej części usunięty i rozbity na pozostałe rozdziały.
Klasyfikacja wiekowa: +18

7

   Dochodziła pierwsza. Janka Muzykanta wynieśli przed bar, gdzie biedak zakrwawiony, ze skapującą z nosa krwią czekał, aż po niego transport do domu podjedzie. Czekał i czekał, dziesięć, dwadzieścia, czterdzieści minut minęło i nic. Grabarza ani śladu. Do domu czterdzieści minut piechotą, wiec z lekkim szumem w głowie ruszył przed siebie. Minął remizę, kościół, delikatesy Stary Świat, w końcu dotarł do lasu. Las mu obcym nie był, znał każdy jego zakamarek, bo już jako dziecko w poszukiwaniu grzybów, sumiennie, centymetr za centymetrem odkrywał, a jeszcze w jeziorkach, szczególnie tym na skraju lasu niejedną wyłowił rybę. Gdy drugi raz, po pierwszym w swoim życiu (nie udanym) połowie, wyłowił pokaźną, na półtora metra tołpygę, podniecony biegł przed siebie na oślep i upadł, głową uderzając o wyrosły z ziemi kamień. Gwiazdki przed oczami ujrzał i straciwszy przytomność, przeleżał z rybią płetwą na twarzy do następnego ranka. Sen miał tak twardy, że nie poczuł leżącej na czole ryby, przez którą cały tydzień naznaczony chodził jakby za karę, za wet, za odebrane rybie życie! Wrócił do wsi i pokazawszy złowionego stwora, wnet przychylność i poważanie zyskał wśród ogółu chłopskich filozofów, co to na wszystkim się znają i wszystko najlepiej rozumieją, a w domu…- W domu ojciec jak boga traktować zaczął i ze zdwojoną intensywnością w kółko, przed wszystkimi powtarzał – Oj Janko, Janko tyś cudowne dziecko, jedyne na świecie!  

   Idąc leśną dróżką, potknął się o wystające z ziemi badziewie i sturlał się do przydrożnego rowu.

   – Ja pierdolę, kurwa mać! – wykrzyknął.

   W rowie woda, zimna i zanieczyszczona wszelakimi cieczami, które odprowadzane z przydomowych szamb wzbogacały jej zapach o aromatyzujące powietrze, zmieszane z mocznikiem detergenty. Z szybkością prawie świetlną stanął na drodze mokry jak szczur i trzęsący się z zimna. Termometr wskazywał tylko kilka stopni powyżej zera. Twarz go piekła jak cholera, w duchu przeklął tego gnoja co mu tą fachową pomoc zaoferował.  „Skurwiel jebany, ja mu pokażę! Dorwę dziada a potem mu tą betlejemkę z dymem puszczę, i będzie chuj ganiał z wiaderkami jak mu Muzykant zagra, tak, to będzie prawdziwa sprawiedliwość! Jeszcze w strażnicy, we wozie koła poprzebijam, by nie zdążyli ugasić, by nic się nie uratowało!” – pomyślał, lecz zakończył rychło rozważania, usłyszawszy, że coś lub ktoś za nim biegnie.  Ze strachem w oczach odwrócił się, stanął i nasłuchiwał. Nie wierzył w duchy ani w strzygi, ani w Zgniłą Alicję, która zamordowana, przepływała w jeziorku ponad miesiąc czasu i której stan zachowania nie pozwalał bez sekcji zwłok w stu procentach zweryfikować śledczym, jakiej płci jest denat.

   Z ciemności wyłaniała się sylwetka coraz lepiej widoczna w świetle, co chwila przyćmionego chmurami księżyca. Postać przystała i wpatrywała się przed siebie, wprost na Muzykanta.

   – Kto tam? – po chwili spytała cichutko. – Muzykant, czy to ty?

   – A kto pyta?

   – Uff, kamień z serca to ja, pewnie mnie nie kojarzysz siedziałem przy barze…

*

   Dziewczę wpół trzeźwe, rozżalone, nie zwracając na nikogo uwagi i nie zdając sobie sprawy, że pośmiewisko z siebie na długie lata robi, z każdym kolejnym kieliszkiem wylewała swe żale publicznie. Rozkraczona, siedziała na blacie barowym, półnaga, kuciapką świeciła, stringi światowe wiele nie przysłaniające (najtańsza chińska tandeta) zsunęły się na bok. Nie poczuła, nie poprawiła i teraz widoki nieświadoma pokazuje. Pijaczkom w to graj, szczególnie tym starszym, tym samotnym, nie żonatym i bezdzietnym. Kawalerom, co nigdy na oczy nie widzieli tego, co widzieć powinni!

   – Ja taka głupia jestem, zakochałam się!

   – Co ja zrobię, on mnie nie chce, na zawsze starą panną zostanę?

   – Samotność mi kulą u nogi…

   Spojrzała przed siebie, ponad głowami porozsiadanych przy stolikach gapiów, na wiszący przy oknie majestat Królowej Matki - Matki Boskiej Różańcowej, co podobnie jak reszta, bacznie przyglądała się całemu zajściu. Nie jednemu, bo zawieszona tutaj przez jej matkę, Halinę Nowakównę, co jeszcze dzieciatą nie była, to lata siedemdziesiąte (początek) wspomnieć należy, chcąc nie chcąc, a raczej nie chcąc, przyglądać niejednej orgii, niejednemu bezeceństwu się musiała. W głowie harmider coraz głośniejszy. Co któreś słowo wyłapywała i to największe przekleństwa rzucane co chwila z tłumu, ale z czasem i te nikły ustępując miejsca kojącemu szumowi... Wpatrzona w niebiański majestat, uspokoiła się. Odczuła ciepło i błogość. Przed oczyma błękity i biele szat najświętszych, mieszały się ze sobą, tracąc kontury. Już odpłynąć miała w tą otchłań błękitów, już rękę wyciągnęła w stronę Maryjki, by dosięgnąć, by pogłaskać, by ucałować… Świętość zeszła z obrazu i skierowała się w jej stronę. Zmaterializowała się i nieszczęśliwą fizycznie przytuliła… Zamiast jednak zapachu róż i drzewa sandałowego poczuła zapachu nieprzetrawionego alkoholu i kiełbasy podwawelskiej.

   – Nie martw się, kukukukurwa, znajdziesz mmmmęża! Fajna laska, kukukukurwa jesteś. – Wyrwana z letargu, wzdrygnęła się, oczy przetarła i uwierzyć nie mogła, że tak święta osoba wnet wysłuchała jej próśb i jakby własnoręcznie przyprowadziła jej pod sam nos mężczyznę, o którym tak bardzo marzyła.   

   – Aj Leszek, nie pierdol, że ja?!

   – Ma rację, nawet Kwiatkowska popychacza znalazła! A ta świętojebliwa Zwichrowana też miała, tylko docenić nie potrafiła i w mig Zwichrowanego ze świętym Piotrem zapoznała! – wykrzyczał ekstatycznie pijący piwo przy barze kowboj, jeden z braci Kolaska, powodując tym samym gromkie śmiechy i krzyki.

   Bracia Kolaska byli czterdziestu paroletnimi kawalerami. Ubrani w podkute kowbojki, jeansy (wranglery!), kraciste koszule, czerwone chusty pod szyją i skórzane kapelusze. Zawsze przygotowani na każdą ewentualność. W zawieszonych u pasa frędzlastych nerkach trzymali spory zapas Durexów (by przedwcześnie nie pozostać tatusiami), Viagry (by zadowolić potencjalną kobietę w stu a nawet i dwustu procentach), papierosów (by częstować spragnione niewiasty), dwie zapalniczki (każda w kształcie rewolweru), chusteczki higieniczne, żel do nawilżania analnego, gumę orbit, krem Nivea i mnóstwo innych przydatnych w najróżniejszych sytuacjach przedmiotów: klej Kropelka, latarka, gaz łzawiący, brzeszczot do cięcia z jednej strony metalu, z drugiej drewna, artykuły piśmiennicze itepe. Chodzili zawsze i wszędzie razem. Trzech wspaniałych. Atos, Portos i Aramis. Stronili od ludzi a ludzie od nich, jedynie Zwichrowana utrzymywała z nimi zażyłe kontakty, bowiem stanowili dla niej pożywkę, i natchnienie do tworzenia nowych i obfitego modyfikowania już istniejących plotek.

    – Świnia z was, tu nie o popychanie a o miłość chodzi! – wykrzyczała, wpatrując się spod byka na kowboja.

    – Dziewczyna rororozżalona, nie dobijajcie jej bardziej, toć tototo nie wypada! Załamie się jeszcze i coś głupiego zrobi. – wyjąkał Leszek.

   – Że ja głupoty?

   – Kukukurwa, no nie wiadomo, ja też czasem dododoły mam, i w gorzałce smutki topię, a pomyślałabyś, że taki rororosły chłop jak ja, tototo problemów i żalów nie ma.

   – Tyś jest fajny, Leszek! Polej jeszcze towarzystwu, niech też się rozweselą. Motylków ani im, ani sobie do brzucha tym absolwentem nie włożę, ale gardziele na pewno pokrzepione zostaną!

   – Brawo! Tak trzymać! Ty fajna laska, swojska taka i rozumna!

   Agnieszka siedziała na ladzie, a Lesio lał do kieliszków drżącymi rękoma, jak u wiekowego paralityka.

   – Jak ja wyglądam! – popatrzyła po sobie i zrobiła minę jakby zobaczyła samego Lucyfera. – Jak świnia ujebana wyglądam!

   – Dla mnie w sasasam raz, widać że laska konkretna z tej mojej Agnieszki. – Lesiu zamulony podał kowbojowi naszykowane na tacce kieliszki, wyszedł z za lady, i podszedł do lubej zatopić w pokaźnych kształtach swą brzydką facjatę.

   – Bierz ją! – zawołał kowboj i ruszył częstować wszystkich kieliszkiem. – O, panowie patrzcie, znów się zaczyna! – Gwarno się na nowo zrobiło, gwizdy, buczenie i okrzyki radości.

    Agnieszka, trochę jakby z zażenowaniem patrzyła na całującego ją po rękach pijaczka. Długo to jednak nie trwało, rękę wyciągnęła i za szyje Leszka pociągnęła. Ten co prawda najpiękniejszy nie był, gęba szczurowata, skóra jak na mumii sucha i naciągnięta, ale cóż… z braku laku i kit dobry. Tym bardziej, że chęć i napalenie w dziewczynie się skumulowały do tego stopnia, że nawet na wygląd nie zwracała uwagi. Bo po co? Ona zamknie oczy, on na pewno też, zrobi co do niego należy, chęć popuści i rozejdą się każde w swoją stronę a w kwestii wyglądu to nie Agnieszka, a Leś dla własnego komfortu powinien zamknąć oczy, albo lubej przynajmniej dwa worki na łeb założyć, tak jak to w dawnym kraju żabojadów praktykowano, bo jej uroda i miny co to w pożądliwym amoku strzelała, zamiast przyciągać, to normalnego mężczyznę odpychały, a niektórym nawet do gardła zawartość żołądka podchodziła.

   – Bierz ją, bierz!

   – Jesteście dla siebie stworzeni!

   – Ta dziewczyna dla ciebie Lechu idealna, najlepsza na świecie…

   Popychany zachętami gapiów, zaczął dziewczynę dotykać i ściągać jej biustonosz.

   – Nie tutaj głupolu!

   – Nie ważne, nininikt nie patrzy.

   I całować, i gryźć namiętnie jej wargi począł. Ta drżała, ta rumieńcami się okryła, ta oczy zamknęła, by przed spojrzeniami ciekawskimi uciec. Ręce w biust, w cycki dojne jak u krowy wsunął i począł dziko miętosić. Krzyknęła, jęknęła, za włosy furiacko chwyciła i przyciągnęła gacha do siebie. Gorzała w ruch poszła, niejedna, nie dwie, a wszystkie dostępne. Z za lady, spod lady i z kanciapy za barem. Tłum zrozumiał, że już w tą noc Agnieszka do stanu świadomości nie powróci, a że siostry z poddasza nie zejdą, bo jak zawsze to miało miejsce, znajdowały chłoptasiów i szły z nimi w tan, a najmłodszą siostrzyczkę zostawiały, by ta się do rana z towarzystwem użerała. Wszystko na raz otwarto, i strumienie się lały jak nigdy dotąd. Korki szampanów strzelały a jeden jak na złość w obraz prześwięty uderzył i Różańcowa z impetem na ziemię runęła. Mimo pobożności towarzystwa, nikt się nie kwapił, by stłuczoną Maryjkę podnieść, i z należnymi honorami na miejsce z powrotem powiesić, by na brudnej ziemi sponiewierana nie leżała.

   Coraz śmielej z Agnieszką poczynał. Już nie zwracała uwagi, że ludzie, że gapie, że wstyd i poniżenie. Jęczała, krzyczała jak zwierz niewyżyty. Ona jak klacz, on jak rumak prychał, i momentami w kowboja się wczuwał. Obydwaj w amok nieobadany wpadli, w transie miłosnym swe uczucia krzyczeć zaczęli.

   – Lechu, kocham cię!

   – Aga, ja dla ciebie wszystko, cococo tylko zechcesz! Och, och ty moja miłości! Dzikusko!

   – Nie pierdol, bierz mnie, mocniej, mocniej, pokaż swoją męskość….

   Ale Lesiu już nie mógł, nie zakończył tego, co rozpoczął, viagra działać przestała (co ją zawczasu po kryjomu zażył), runął na ladę, ciężarem na dziewczynę i… przytomność stracił. Zatopił facjatę między mleczarniami i obydwoje pogrążeni w alkoholowym amoku, przeleżeli w ten sposób do rana.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Gatsby · dnia 01.02.2018 18:18 · Czytań: 1195 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 5
Komentarze
Miazga dnia 06.02.2018 14:20 Ocena: Dobre
Cytat:
na pół­to­rej metra

Metr to rodzaj męski :-]
Cytat:
w mik

Raczej w mig.
To tyle tak migiem ;-]
Pozdrawiam
Gatsby dnia 06.02.2018 14:33
Dzięki Miazgo za zwrócenie uwagi! ;)
Maly dnia 16.02.2018 12:47
Cytat:
Gwiazdki przed oczami ujrzał i straciwszy przytomność [,] przeleżał z rybią płetwą na twarzy do następnego ranka.


Cytat:
Idąc leśną dróżką [,] potknął się o wystające z ziemi badziewie


Cytat:
– Ja pierdolę, kurwa mać! – wykrzyknął[.]


Cytat:
pozwalał bez sekcji zwłok w stu procentach zweryfikować śledczym[,] jakiej płci jest denat


Cytat:
– Kto tam? – po chwili spytała cichutko[.] – Muzykant, czy to ty?


Cytat:
– Uff[,] kamień z serca to ja, pewnie mnie nie kojarzysz siedziałem przy barze…


Cytat:
Kawalerom, co nigdy na oczy nie widzieli tego[,] co widzieć powinni!


Cytat:
Spojrzała przed siebie, ponad głowy porozsiadanych przy stolikach gapiów, na majestat Królowej Matki, na ścianie przy oknie wiszącej, Matki Boskiej Różańcowej co podobnie jak reszta bacznie przyglądała się całemu zajściu.


a może tak:

Spojrzała przed siebie, ponad głowami porozsiadanych przy stolikach gapiów, na wiszący przy oknie majestat Królowej Matki - Matki Boskiej Różańcowej, która, podobnie jak reszta, bacznie przyglądała się całemu zajściu.

Cytat:
jakby własnoręcznie przyprowadziła jej pod sam nos mężczyznę[,] o którym tak bardzo marzyła.


Cytat:
– Świnia z was, tu nie o popychanie a o miłość chodzi! – wykrzyczała[,] wpatrując się spod byka na kowboja[.]

– Dziewczyna rororozżalona, nie dobijajcie jej bardziej, toć tototo nie wypada! Załamie się jeszcze i coś głupiego zrobi – wyjąkał Leszek[.]


Cytat:
– Kukukurwa[,] no nie wiadomo, ja też czasem dododoły mam, i w gorzałce smutki topię[,] a pomyślałabyś[,] że taki rororosły chłop jak ja, tototo problemów i żalów nie ma.


Cytat:
– Brawo[!] [T]ak trzymać[!] [T]y fajna laska, swojska taka i rozumna!


Cytat:
Agnieszka siedziała na ladzie[,] a Lesio lał do kieliszków drżącymi rękoma, trzęsącymi się[,] jak u wiekowego paralityka.


może "trzęsącymi się" wyrzucić?

Cytat:
– Bierz ją! – zawołał kowboj i ruszył częstować wszystkich kieliszkiem[.] – O[!] lub [,] panowie patrzcie,


Cytat:
Agnieszka, trochę jakby z zażenowaniem patrzyła na całującego ją po rękach pijaczka.


Narrator powinien się zdecydować, czy Agnieszka patrzy "trochę" czy "jakby". Warto wyrzucić to "trochę jakby".

Cytat:
– Jesteście do siebie stworzeni!


Czy to "do" jest zamierzone? Mówi się raczej: jesteście dla siebie stworzeni.

Cytat:
Już nie zwracała uwagi[,] że ludzie, że gapie, że wstyd i poniżenie.


Cytat:
Lewą ręka za włosy, prawą do góry, coraz energiczniej, coraz żwawiej jakoby lassem się bawił.


Nie zrozumiałem tego zdania, co on z tymi rękoma robił?

Cytat:
– Lechu[,] kocham cię!


albo

Cytat:
– Lechu[!] [K]ocham cię!


Cytat:
Och[!] [O]ch[!] [T]y moja miłości[!] [D]zikusko!


Cytat:
Ale Lesiu już nie mógł, nie zakończył tego[,] co rozpoczął, viagra działać przestała (co ją zawczasu po kryjomu zażył), runął na ladę, ciężarem na dziewczynę [i]… przytomność stracił. Zatopił facjatę między mleczarniami,[bez przecinka] i obydw[oje][,] pogrążeni w alkoholowym amoku[,] przeleżeli w ten sposób do rana.


Tyle wyłapałem, jest tego trochę więcej.

Lubię dynamikę Twoich tekstów, zdania-pociski, ma się dziać, nie ma czasu na leżakowanie, czas przecież biegnie, wszystko tak szybko się dzieje. :)
Gatsby dnia 17.02.2018 15:45
Dziękuję Maly z komentarz ;)

Takich komentatorów mi potrzeba. Każda uwaga jest dla mnie na wagę złota :)

Muszę się jeszcze wiele nauczyć, by moje opowiadanie było znośne, łatwe w czytaniu i dobrze napisane.

Wszystkie wskazówki, do pół godziny, wprowadzę w życie a teraz raz jeszcze dziękuję i do zobaczenia wieczorem, pod Twoim opowiadaniem :yes: B)

pozdrawiam
Maly dnia 17.02.2018 15:57
Cytat:
Dziękuję Maly z komentarz


Cieszę się, że mogłem pomóc w "szczotkowaniu" tekstu :)
pzdr
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Maly
19/02/2018 02:27
do podwórza czy na podwórze? To zdanie do… »
Zola111
19/02/2018 00:54
Hej, poproszę o przecinek w zajawce: Jest to baśń o… »
Zola111
19/02/2018 00:49
Jeszcze poproszę o poprawki w zajawce, w polu Od autora:… »
Zola111
19/02/2018 00:41
Tekst po 1. korekcie. Dziękuję za cierpliwość i charakter,… »
Zola111
19/02/2018 00:39
Tekst w korekcie, choć w zasadzie nie widać usterek :)»
pociengiel
19/02/2018 00:14
Chyba mi się przeczytał ten komentarz okołokomentarzowy.… »
kamyczek
18/02/2018 23:38
Treść trafia głęboko do serca, odczuwalna, aż do bólu.… »
zula
18/02/2018 23:35
Witaj Mike Miło gościć i miło czytać takie komentarze.… »
zula
18/02/2018 23:19
Witaj mike17 Smutna historia. Chłopiec nie może pogodzić… »
Opheliac
18/02/2018 22:54
Trzy ostatnie wersy zabieram szczególnie! Niezwykle… »
skroplami
18/02/2018 22:48
Poezja sprzeczności, ona śniegiem twarz a chłopiec patykiem… »
skroplami
18/02/2018 22:27
Te rozważania, oczywiście, też codzienność :). Opowiadanie… »
kamyczek
18/02/2018 22:12
Uwagi - podobnie jak Lilah: zagląda z lustra - wygląda z… »
Jesienny syn
18/02/2018 22:02
Nie widzę w tym tekście źadnych specjalnych wartości… »
Jonasz
18/02/2018 21:48
piszę przez cały czas, ciągle szukam drogi; masz dobrą… »
ShoutBox
  • mike17
  • 17/02/2018 19:07
  • Jeden z najbardziej kultowych duetów wszech czasów. Pamiętam go z wczesnego dzieciństwa, to dopiero był hicior : [link] Oni do dziś go wykonują, co jest zacne :)
  • Darcon
  • 17/02/2018 13:04
  • Zgodnie z regulaminem, nie może poczekać. Każdy użytkownik patrzy ze swojego punktu widzenia. A gdyby każdy z użytkowników wrzucał teksty tak, jak chciał, to co byśmy mieli w poczekalni, Dodatku?
  • dodatek111
  • 16/02/2018 22:09
  • Dlaczego drugi tekst, dodany w tym samym dniu, nie może czekać w poczekalni, tylko zostaje odrzucony. Salon odrzuconych.
  • Silvus
  • 16/02/2018 15:28
  • @Ni, dziękuję za piosenkę. @jskslg, miłego dnia Tobie.
  • jskslg
  • 16/02/2018 12:09
  • ja się uważam za pedała poezji , ale również życzę miłego dnia
  • Ania_Basnik
  • 16/02/2018 09:05
  • Zapraszam wszystkich poetów do wzięcia udziału w Konkursie "Mój list do świata". Ogłoszenie na stronie głównej PP
  • Niczyja
  • 15/02/2018 21:28
  • Bardzo ładne, Michale. Ja również, mam na myśli Islandię.
  • mike17
  • 15/02/2018 21:20
  • Ach, jak ja lubię miłosną muzę, a przy okazji także islandzką : [link]
  • Niczyja
  • 15/02/2018 20:57
  • Silvus, wczoraj nie miałam nic w zanadrzu, dziś mam. Proszę:) [link]
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:Tiggesaq3o
Wspierają nas