Zanim przygarniesz kota - JOLA S.
Proza » Długie Opowiadania » Zanim przygarniesz kota
A A A

 

Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku.
I przyszedł kot doktor: Jak się masz, koteczku? 1

 

Czy znasz koteczka, tytułowego bohatera wierszyka Stanisława Jachowicza?

Jest moim starym znajomym, począwszy od roku.... Zresztą mniejsza o daty, gdy o tym myślę robi mi się gorąco. Wtedy o kotach myślałam dobrze i tylko dobrze, wręcz miałam fioła na ich punkcie – to pozostało mi z bajek. Aż stała się rzecz dziwna, przejrzałam na oczy. Co było powodem? Siadaj, chętnie opowiem, ale zastrzegam, że mój osąd może być odosobniony i surowy i w żaden sposób nie powinien mieć wpływu na twój stosunek do pupila. Chcesz posłuchać, to nadstaw bliżej ucha. Drugie zakryj dłonią. Teraz mnie słyszysz? Proszę o chwilę skupienia. Jest ciepły wieczór, jesteśmy w moim pokoju. Stare meble, stół, biurko, dywan i sufit. Zapomniałabym o wygodnych zielonych fotelach i świerszczu w kominie. Myślę, że już jesteś gotów. To niezwykła historia, podana z rzetelnym opisem faktów. Opowiem ją z myślą o tobie, nie o dzieciach. Moje wnuki będą pytać z wyrzutem. Pomyślę jak je przeprosić. Postaram się krótko i na temat, póki słowo szczelnie przylega do myśli.

To był okres, że już byłam wolna od przymusu podpisywania listy obecności, miałam spłacone długi, problemy emocjonalne rozwiązane, choroby wyleczone, z niczym nie musiałam się już zmagać. Na swój sposób byłam szczęśliwa.Po latach wróciłam do pisania.Tamtego ranka mogłam to robić spokojnie. Niebo za oknem przybrało kolor ziemi, opustoszały ulice, z radia sączył się czarny smętny blues. Za temat opowieści wzięłam historię mojego życia. Będę ją pisać kawałkami, postanowiłam, gdyż uznałam, że jest zbyt zawikłana i pociemniała pod warstwami rozmaitych werniksów i sadzy. Nie, nie układałam jej, dokonywałam rozbioru. Gdy człowiek raz zacznie, robi się ciekawie, otwiera się tyle przestrzeni i wątków. Odlepiłam się od pamiętników, dzienników, pożółkłych fotografii. Żegnajcie historyczne wieżyce, góry lodowe, wątpliwe budowle, wojenne pomniki, smutki przetarte na brzegach, kochankowie o dawno zapomnianych imionach. Do piachu z wami moje mięciutkie kotki i pieski o mózgach z futra, konie i myszy, które tak uwielbiałam.Trach, zmiąć i do ognia lub za okno. Mijały godziny. Przyszłam na świat dawno temu. Przyszłam na świat. Przyszłam... Pojawiał się pierwszy akapit, gdy z zadumy wyrwał mnie nieznośny dochodzący z sadu harmider. Moje biurko stało jeszcze wtedy naprzeciw okna. Wyjrzałam. W cieniu starej wiśni stał kotek, bohater wspomnianego wierszyka. Trudno było uwierzyć. I nie był to wynik paranoi czy omamów. W oka mgnieniu cofnął się czas, rozpruwając wspomnienia z dzieciństwa. Już chciałam się uśmiechnąć, gdy oczom ukazał się zatrważający obraz. Wkoło domu latały przerażone szpaki, trzepocząc skrzydłami: furkotały jak gołębie. W trawie leżała kupka ogryzionych szpaczych skrzydeł. Jęknęłam. Dojmujące uczucie, którego nie sposób zapomnieć. Skąd u kota ten głód? Jeśli to w ogóle głód? Nie wiedziałam, co robię, rzuciłam się od biurka, aż krzesło zadrżało wraz z podłogą. Poczułam ukłucie w piersi, w oczach latały mroczki. Fatalnie. Gdy się ocknęłam stał przy mnie doktor Grzybowski.

— Wszelkie obserwacje życia są przykre. Bo życie jest przykre — próbował pocieszyć, trzymając mocno za drżącą rękę.

Pies nacisnął słuchawki na uszy. Mąż poszedł bez śniadania do pracy. Potem już było tylko gorzej.

 

Koteczek, bo tak go pieszczotliwie nazwałam, zamieszkał po sąsiedzku przy ulicy Smętnej 2, w domu ze spadzistym dachem podobnym do naszego. Kim są rodzice? Jak kotu na imię? Skąd się tu wziął? Z ciemności? Z przestrachu? Jakie ma plany? Takiej sprawy nie da się rozwiązać w pojedynkę. Zanim zdążyłam się połapać Koteczek przebojem wdarł się w mój świat, w drzwiach nie było zamka, nawet nie zapytał czy może. Okulary zsunęły się na czubek nosa, gdy w czasie  kolacji wygramolił się spod mojego kredensu z myszą w łapach. Jeszcze żyła bidulka. To dopiero była akcja, miauknął na powitanie. Od gry na fortepianie mam mocne ręce, ale już było po myszy. Kot usiadł u szczytu dywanu, tam w rogu pokoju. Boże, jak on mlaskał, jak ślina ciekła z kącików pyska…Coś wypełniło gardło, ale z piersi nie wydobył się żaden dźwięk.

Czas odsłaniał kolejne warstwy, wyostrzał obrazy. Od tych obserwacji sufit walił się na głowę, serce ściskało, musiałam bardzo się kontrolować się, żeby nie uwolnić z siebie najgorszego z potworów. Tego najbardziej się bałam. Inni nie zawracaliby sobie głowy kotem, nerwy trzymaliby na postronkach, ja stałam na straży starych wartości. Chciałam wychować kota jak własne dziecko, bolało, że jest sierotą. Mój entuzjazm pękł niczym bańka mydlana. Jak do tego doszło? Jak znalazłam się w obecnym stanie? Muszę pomyśleć zanim odpowiem, gdyż czuję się zbita z tropu. Zgoda – odrzekłeś, więc opowiadam dalej.

Koteczek swój światopogląd budował na negacji, tym mnie przerażał. Dotyczyła ludzi, owadów, skał, rzeźb, uczuć, polityki, religii, filozofii i bo ja wiem jeszcze czego. Tornister mu ciążył, ławka psuła kręgosłup, nauczyciele pletli bzdury! Tylko kretyn w dobie tabletów rysuje kredkami! Nie cierpię mleka! Domowe obowiązki zabijają miłość!
I tak bez końca. Ciszę rozdzierał koci wrzask, zagłuszał nawet myśli, chciało się wyć z rozpaczy. Okoliczne domy pustoszały, współlokatorom mnożyły się brzydkie sny. Nie muszę już przekonywać, że obżarstwo nie było jedyną przywarą Koteczka.

Kot nie mógł usiedzieć w miejscu. Może to była wina złych genów albo obleńców, trudno orzec. Szybko obleciał okoliczne podwórka, zaglądając w każdą dziurę, pasł gęsi nad rzeką, zielonym kurom podbierał jajka, wyjaśnił zjawisko plagi chrząszczy w pobliskim lesie. Do cyrku pojechał szybkim tramwajem, na gapę. W filharmonii siedział w pierwszym rzędzie i już po tygodniu Piotrusia Pana z pamięci nucił.
Sytuacja wymykała się spod kontroli, sprawy zaszły za daleko, by sprowadzić wszystko do banalnego, naukowego wniosku i zamknąć temat. Najgorsze, że coraz mniej rozumiałam męża. Kochanie, czy zastanawiasz się nad naszą przyszłością? Nigdy, odpowiedział, zresztą zgodnie z prawdą. To mi zupełnie wystarczało, gdyby w tym samym momencie nie odkrył, że ze wściekłością mi do twarzy. Odtąd pozwalał sobie na wszystko. Tym napędzał mi stracha, ale trzeba uczyć się cierpieć, żeby utrzymać miłość przy życiu.

Nie był to koniec zmartwień. Nie mam przyszłości, żadnego prestiżu, utyskiwałam coraz częściej. Wszystko traciło sens, ogarniała melancholia, tylko mąż pławił się w samozadowoleniu. Z jakiego powodu nie wiem. Postanowił milczeć, choć mógł się odezwać. Gdy nachodziły go grzeszne myśli, robił niewinną minę. Tak bardzo chciałam wtłoczyć w niego trochę mrocznej poezji, ale on tylko się uśmiechał i gdzieś znikał. Zdumiewające!


Ostatni wtorek zaczynał się pięknie, nęcił, aby ruszyć się z domu. Wszystkie znaki na niebie wskazywały, że mam małe szanse na spotkanie kota i nie muszę chodzić labiryntami. Z tego powodu nie miałam się na baczności i pozwoliłam sobie zajść do pobliskiego warzywniaka. Właśnie pędziłam z koszykiem po cytrusy, patrzę, a tu kot maca grejpfruty w obleśny sposób. Brał je w obie łapy i tak stał obśliniony jak zmarnowany facet. Tanie nie były, pięć siedemdziesiąt za kilogram, urzekały od pierwszego wejrzenia, a tu nagle, nici z zakupów. Myślałam, że szlag mnie trafi. Wiedziałam, że facetom tak się robi, kiedy łysieją i jak zwykle w takich razach, pobiegłam myślą ku mężowi.

Ze sklepu podreptałam przez las nad staw, aby zrzucić emocje i poczuć błogą samotność. Miałam dość zwierząt, które drwią i uciekają. Nie przyszło do głowy, by zmienić trasę. Ludzki błąd, pomyślałam, widząc kota w zaroślach. Nie sposób go było przeoczyć.

– Którędy wszedłeś, Koteczku?

– O nic nie pytam, a ty ciągle czegoś nie wiesz – stwierdził z nieskrywaną irytacją.

Stanęłam jak słup i obserwowałam z twarzą naznaczoną smutkiem. Jak na skinienie woda wystąpiła z brzegów. Koteczek podszedł do sprawy lekko, nie bawił się w ceregiele, nie używał wędki, nie kopał robaków, za sieć służył mój stary słomkowy kapelusz. Po godzinie stania miałam dosyć wszystkiego. Z dogasającego ogniska unosił się w dym, obok straszyła sterta rybich szkieletów. Nikt nie zabezpieczył miejsca zdarzenia i jeszcze ten smród. Niech ci będzie Koteczku na zdrowie, westchnęłam przygnębiona obrazem. Zabrakło sił, by sprostać sytuacji, bolały nogi, nie było, gdzie usiąść. Natura mi tego nie wybaczy. Szłam i szłam drogą wzdłuż działek, ze wzrokiem wbitym w brudny asfalt, dziury i zaschłą gumę do żucia. Okropność. Zakładałam, że ogromne zmęczenie nie pozwoli mi cierpieć. Byłam śmiertelnie zmęczona, ale cierpiałam dalej.


Minęło upalne lato. Sam Bóg też musiał się pocić. Zimą, gdy Koteczkowi dokuczała nuda, tkwił jak kamień przed telewizorem lub software zjadał jak budyń, aż w końcu pojechał blokować autostradę. Muszę podtrzymać powagę tej instytucji, oświadczył. Liczba rozjechanych kotów faktycznie wzrosła, ale dokładnie tak było w zeszłym roku. Kot niepotrzebnie dostał histerii. Nad miasteczkiem zapadła zimowa cisza. Pusto zrobiło się w skrzynce mailowej nikt nie pisał, nie dzwonił. Nikt zwierzał się ze swoich robaczywych myśli, niemoralnych pragnień i niecnych uczynków. Czyżby wszystkim odcięto języki? Pytałam sama siebie, nie mogąc znaleźć sobie miejsca.

 Kot zjawił się nocą, miesiąc później. Zakradł się przez okno, jak zawsze. Nie sądziłam, że wróci, zamroczyło mnie na chwilę.

– Czemuś mnie nie upilnowałaś? Jestem sierotą, nie mam matki, która wspierałaby radą – zapytał, płacząc.

Coś się stało. Ale co? To nie było pytanie. Koteczek mówiąc sierota, obrzucił mnie wyczekującym spojrzeniem i ruszał wąsikiem jak spłoszona mysz. Od razu rzuciło się w oczy, że musiał coś zmajstrować na tej autostradzie albo postradał rozum. Zresztą to, co w jego pamięci wydawało się ogromne, mogło okazać się zupełnie malutkie. W niepewnej sytuacji, bluźnierstwem byłoby wyrzucić kota z domu, w dodatku na mróz. O nic więcej nie pytałam, kot też ma prawo do prywatności. Chociaż, to dobra wymówka – osierocenie, przyszło do głowy. Wszystko można nią tłumaczyć; ze sceną histerii i rzucaniem się na podłogę, włącznie. Pożałowałam, że nie wzięłam tabletki na sen: wtedy, by nie miał do mnie dostępu. Ale nie można brać tabletek w nieskończoność. Trochę nam zeszło, gdy kładłam się spać była piąta rano.


A potem wszystko poszło lawinowo, jak wszystko w moim życiu. Koteczek naprzykrzał się coraz bardziej. Zjadł wszystkie ryby, osuszył staw, developer z radości zacierał dłonie. Mąż patrzył spod oka, ze smutkiem, który łamał serce.
W pierwszą niedzielę po powrocie kota, pogoda nie zachęcała do spaceru, lało jak z cebra. U mnie w domu wszystko po bożemu, zapięte na ostatni guzik, żadnych zakupów. Obiad z dwóch dań, drzemka, cisza, niskokaloryczna kolacja, poczucie pustki, wcześniejszy prysznic, wyprasowana koszula w prosiaczki. A tu nagle:

– Skąd te upiorne światło reflektorów i dzika muzyka? Wali się niebo! – rozdarł się mąż. Podniosłam głowę, mój szlafrok rozchylił się, odsłaniając jędrne uda.

– Co mogę na to poradzić?

Słysząc moje pytanie, zamyślił się.

– Oczywiście przespać się ze mną. Zobaczysz, warto.

Poczułam w uchu gorący oddech. Mądra pszczoła nie pije ze zwiędłego kwiecia, przeleciało przez głowę, ale ugryzłam się w język.

– Może pójdę i zobaczę? – odezwał się pies.

– Nie ma jak bezinteresowna miłość. Psie ruszaj do walki.

– Mamy to już za sobą, teraz jesteśmy na kolejnym etapie. Negocjujemy wynagrodzenie? Pamiętaj, że nie jesteś prawnikiem, nie próbuj mnie wydymać.

Nawet proste słowa nie chciały wyjść z gardła. Po chwili pies wybiegł z domu i znikł w ciemności nocy. Z nadmiaru wrażeń kręciło się w głowie, ale zebrałam siły i boso wybiegłam na balkon. Chwyciłam lornetkę. Rutynowa czynność, właściwy sprzęt trzeba mieć zawsze pod ręką. Mąż wbijał mi kolano w plecy, ręką rozerwał rajstopy, nie zapytał o zdanie. Okres seksualnego kuszenia mamy dawno za sobą? Nieważne! Nareszcie potrafiliśmy coś zrobić razem.

POBAW SIĘ Z KOTKIEM, informował wielki napis namalowany niebieskim sprayem na murze szkoły. Czyżby sztuka uliczna wkroczyła do miasteczka? Niedawno, też mnie korciło, żeby nagryzmolić misia pandę. Ciekawość okazała się silniejsza od marzeń. W oknie domu kota nie było zasłony. Patrzyłam katastrofie prosto w oczy. Pod sufitem jarzyła się słaba żarówka jak w tandetnym barze. Przyjęcie dudniło upiorną muzyką. W deszczu różowego konfetti z ostentacyjną nonszalancją podrygiwały zadarte kocie ogony. W kącie pod kaflowym piecem jakiś kociak lał do doniczki. To nie jest baśń o zwierzętach! Pośladki pokryły się gęsią skórką na widok kopulującej kociej pary. Robili to bez żenady. Zaczęli tak młodo, nie wiedzą co robią! – z piersi wydobył się jęk. Kto będzie chrzestnym? Zresztą to nie moja sprawa... Wdech i wydech, jak na terapii. Czas się zabawić, bierz przykład z kotów, rzekł mąż, obejmując mnie w talii. Opróżnij umysł, pomyślałam, odbierając lornetkę. Tymczasem pies był już u drzwi frontowych domu kota, z wściekłości gryzł klamkę. Doigrałeś się Koteczku... Powiedział coś więcej, ale hałas zagłuszył ujadanie. Kot stanął w progu, mierząc psa wzrokiem. W świetle lampionów wyglądał jak człowiek, który żyje jak włóczęga. Wypięty koci tors ociekał potem, dres zdobiony złotymi lampasami nie dopinał się na brzuchu, spod spodu sterczały polepione kudły. Posłałabym go wprost na cyrkową arenę, ale tam chyba też, by nie dostał roli.

 
– Psie, wpuszczę cię jak dasz kasę? Mam zioło w bagażniku, usmażę ci stek. Nie zaszkodzi, zrobimy to szybko – rzekł i zachichotał urwanym śmiechem.

Wredne to było ze strony kota, ale czego innego można było się spodziewać. Psu z wrażenia zbladły łaty.


– Nie mam kasy i nie jestem głodny. Muszę trzymać pewien poziom, nie dam rady.

To, co było dalej osłonię mrokiem. W każdym razie, sprawy osiągnęły punkt krytyczny. Pies nie wytrzymał i sfajdał się na wycieraczkę. Przykry incydent nie uszedł uwadze gospodarza.

– Stul pysk, zabieraj majdan i spadaj! Dobrej nocy i nie zapomnij o zimnym prysznicu! Wracam do gości!

Pies podkulił ogon, zwiesił łeb i powlókł się do domu.

– Dość porażek i wstydu! Trzeba kota wysłać do nieba, tam jeszcze nie był. O ile wiadomo, żaden dotąd nie wrócił. Napiszę list. Bóg jest ekspertem od takich spraw – wypłakiwał się w mankiet szlafroka

Zapadła cisza, ale było za późno, żeby zasnąć, choćby na chwilę. Minął tydzień, a odpowiedzi na list jak nie było, tak nie było. Nadzieja się tliła, ale siły nieco opadły. Ucichło szczekanie, złodzieje stali się bezkarni, bo nikt nie pilnował domów. Bóg zapewne ma ważniejsze sprawy. Trudno zapomnieć te wszystkie nieprzespane noce.
Starania psa wydały plon. Miłosierny Bóg przysłał Anioła. Anioł jak to anioł, nie musiał długo namawiać. Kot bez wahania przystał na propozycję. To była dobra decyzja, podróżując na czyjeś zaproszenie nie musiał nic płacić. Potem wszedł do łazienki i długo przeglądał się w lustrze.

– Może tam, będą moje jądra? Dobija mnie konfrontacja z własnym wizerunkiem. Chcę być jak wszyscy –  szepnął zawstydzony.

Żal ścisnął serce, w brzuchu pulsowało. Być człowiekiem czasem jest tak trudno.

Po dwóch tygodniach nieporozumień i jedzenia surowej ryby nadszedł czas na lot z przesiadką. Płyta lotniska wyglądała jak obrus ściągnięty ze stołu, w oddali jęzor rękawa wysunął się na południe, pilot już przeciągał się w okienku. Kot wydał mi się rozkojarzony, nozdrza mu się rozszerzały rytmicznie jak u konia, kiedy dotknęłam jego karku zamknął oczy. Czułam, że coś kombinuje. Kobieca intuicja dobitnie nakazywała, by osobiście dopilnować, aby przesyłka trafiła pod właściwy adres. Noc była ciepła i duszna, a w terminalu kłębił się tłum. Nie cierpię tłoku, ale czego nie zrobi zdeterminowana kobieta. Do nieba była kolejka, terminal pękał w szwach, podobno upadł system wirtualnej rezerwacji biletów lotniczych i stąd to całe zamieszanie. Kocie, trzeba było iść do nieba po schodach, westchnęłam, krocząc za nim jak żywy manekin. Koteczek nawet się nie obejrzał i już po chwili ofiarowywał się za chwilowy kołnierz jednej ze stewardess. Prezentowała się w nim zjawiskowo. Wiedziała, co robi! Drzwi samolotu zamknęły się za kotem. Sprawa wydała się załatwiona, świat nagle odzyskał ostrość. Wierzyłam całym sercem, że wysiłek nie poszedł na marne i kot będzie bezpieczny w domu Naszego Ojca.

****

Koteczek dotarł do nieba, podróż nie trwała długo. Pełną relację z wycieczki kota transmitowała lokalna telewizja. Czułam, że nerwy oplatają ramiona, zapewne z głęboko tajonych pokładów emocji. Mąż tylko ziewnął i usiadł w ciemności z butelką, poza polem widzenia. Rozczarował mnie tym, jak zwykle.W naszym telewizorze możesz zobaczyć cokolwiek zechcesz. Kupiliśmy go w naszym markecie po maksymalnie obniżonej cenie. To samo, co leci u nas, można obejrzeć u sąsiada. Ale do rzeczy. Kot zbadał drzwi do nieba, nie było okienka, nie było zamka.

– Mogę wejść? – zapytał cicho.

– Tak. Pytaj, o co chcesz – usłyszał głos.

To zapewnienie kota zaskoczyło, niepewnie rozejrzał się po niebie. Wkoło było wielkie pole... No i wizję diabli wzięli, dobrze, że pozostała fonia.

– Tu biega wiele różowiutkich stworzonek, które na pierwszy rzut oka wydają się myszami - zauważył przytomnie.

Na drzewie siedział Bóg. Anioły latały wysoko i tak szybko, że puch spadał ze srebrzystych skrzydeł. Koteczek grzecznie podszedł do drzewa.

– Miau – powiedział.

– Miau – odparł Bóg.

– Boże, zawsze myślałem, że ty też jesteś kotem. Teraz jestem pewien. Cieszę się, że nie jesteś psem.

– W niebie wszystkie sprawy się wyjaśniają – odparł Bóg.


– Czy mogę zapytać, gdzie są moje jądra? Zawsze wiedziałem, że gdzieś tu muszą być. Wszędzie ich szukałem.

– Oczywiście! Przechowałem je dla ciebie.

W tym momencie mąż walnął w telewizor i wróciła wizja. Jądra były za krzakiem. Stał się cud, przytwierdziły się natychmiast. Kot popatrzył na Boga z wdzięcznością.

– Dziękuję, teraz będę spał spokojniej.

Bóg się roześmiał. Jego śmiech dotarł na Ziemię, aż zaparło dech. Wreszcie wyciągnął się na gałęzi, łapą przeczesując długie eleganckie wąsiki. W niebie Koteczkowi wszystko wydawało się takie proste.

– Czy mogę połapać myszy?

– To nie myszy, ale łap do woli, tylko nie zabijaj od razu, niech trochę pocierpią.

– Mam się z nimi pobawić? Na ziemi miewałem przez to kłopoty.

– Tu nie będziesz miał żadnych. To dusze złych ludzi, w niebie odbywają pokutę za niecne uczynki.

Jedną mysz kot już zdążył złapać. Trzymał ją mocno w łapach, rzucała się biedaczka, cieniutko popiskując.

– Panie Boże, niebo chyba się wali. To nie jest piekło, więc co tu robią złe dusze, to przecież nie ich miejsce?

– Owszem to tylko jedna z możliwych analiz. Teraz niebo reprezentuje wszystko inne, co się wali. To skutek działań człowieka. Wszystko ostatnio się pomieszało. Mnie to nie przeszkadza, lubię równowagę we wszechświecie. A teraz przepraszam, nastał czas na drzemkę.

Koteczek długo stał zamyślony po drzewem.


****

Koteczek nie dał za wygraną, powrócił na Ziemię.

– I jak tam było w niebie? – zapytał pies z przekąsem.

Kot rzucił się na szyję, ucałował wilgotny nos.

– OK. Nawet zahaczyłem o kosmos.  

Nasunęło się wiele pytań, ale kot pognał do kuchni napić się mleka.

Znów styczeń zmierzchem przynosi ciszę. Mąż nadal zgrywa Romea. A nasz bohater? Kot nie wychodzi z szafy. O, słychać ciche kroki nóg odzianych w skórę, słychać drapanie, słychać chrapliwy oddech. To złudzenie – wiara, że szafa jest zbroją, i że jest niewidzialny. Czas wkrada się cichutko jak złodziej, a ja piszę dalej, jakby od tego zależało życie, bo cóż mogłabym robić innego.

  

 

 

 

-----------------------------------------------------------------------------------
1 - wiersz Stanisława Jachowicza „ Chory kotek”

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 05.02.2018 10:45 · Czytań: 265 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 11
Komentarze
Alen Dagam dnia 05.02.2018 23:26
O. Ciekawy i lekko napisany tekst, w miarę szybko i płynnie mi się go czytało.

I intrygujący też. Kot jako symbol nienasycenia życiem - a morał, zachować jednak umiar we wszystkim, bo przesyt źle się odbija (albo w ogóle się nie odbija i mamy zgagę)? Obżerać się, rzecz jasna, również nie należy :p
Nie wiem, strzelam trochę, moja głowa już odmawia współpracy o tej porze.

Widzisz, pomyślę jeszcze nad nim. Fajnie, lubię tak :)

Ale przecinki to masz w niesamowitych miejscach...
JOLA S. dnia 06.02.2018 01:47
Leno,

historia kota jest jest niewysychającym źródłem tematów, toteż mój tekst czerpie z niej obficie i używa na różne sposoby i w różnych celach. Tekst polemizuje z utrwalonym w świadomości stereotypem. Próbuje pokazać mroczną stronę duszy kota, a może nie tylko... ;)

To tyle o podstępnej intencji. Reszta to luźne refleksje, dotykające zakamarków mojej duszy, w których Czytelnik może, ale nie musi doszukiwać się głębszej treści. To nie spowoduje u mnie zdziwienia.



Alen Dagam napisała:
Ciekawy i lekko napisany tekst



Będę dobrej myśli, że wrócisz, bogata w przemyślenia.

Tkwię w oczekiwaniu, tylko fryzurę doprowadzę do ładu, bo trochę przeszkadza w rozmowie.

Wielkie dzięki za wizytę i słowa uznania.

Pozdrawiam. :)

JOLA S.
purpur dnia 07.02.2018 15:37 Ocena: Świetne!
Droga Jolu :)

Prawdę powiedziawszy, to początek troszeczkę mnie "rozleniwił". Fakt, coś już z tym "usiądź i bądź uważny" zabarwiło uwagę na czerwono... ale to był najwyżej róż...i to taki wodnisty, gdzie momentami jest biało, a tylko na obrzeżach pojawia się bardziej wyraźny kolor...

I do tego "o kocie"... Ech... Chyba nie wyrobię z czytaniem :p

Przyznam się szczerze, że nie doceniłem Ciebie...

Niesamowicie napisany tekst!
Pomijam kwestie techniczne, bo tutaj jest świetnie, zdania, przeskoki, no całość wypada naprawdę dobrze.
Ale...

To co żeś wyprawiła w treści, i ten biedny mąż, i nucący "Piotrusia pana", no świetne...

Fakt, nie kłamałaś, trzeba uwagi i skupienia na tekście, bo łatwo ląduje się trzy metry za płotem i właściwie nie wiadomo dlaczego... No ale to już obowiązek czytacza.

Znamy się od... no już od jakiegoś czasu :p Praca jaką wykonałaś w "pisaniu" jest imponująca - a to jest mój ulubiony Twój tekst!

Dobra robota!

Rumieniąc się,
Purpur

PS Nigdy nie wystawiam oceny czytanego tekstu, jest tylko jeden wyjątek od tej reguły, tekst musi być... No zgadnij jaki :p

Teraz już naprawdę znikam!

PS No żesz... pamięć mam dobrą, tyle że krótką...

Czy nie powinno być, w tytule, przygarniEsz kotka?

Ziuuuuuu.....
JOLA S. dnia 07.02.2018 15:59
Drogi Purpurze, czytasz zbyt wiele gazet. Słuchasz zbyt często radia i oglądasz za dużo telewizji. To chała, bo byś wiedział, że piszę takie historie, gdy już nie mam pomysłu na nic.
Co tym razem dolało oliwy do ognia, otulę mgłą tajemnicy. Jedno, co powiem, tym razem nie było łatwo. Bo w moim domu ma najlepiej kot i w tym cały problem.

Ogromnie cieszy, że dostarczyłam Ci rozrywki, musiałam się Komuś wygadać. ;)

Serdeczne buziaki. :)
purpur dnia 07.02.2018 16:06 Ocena: Świetne!
Cytat:
czytasz zbyt wiele gazet. Słuchasz zbyt często radia i oglądasz za dużo telewizji.


Nie czytuję w ogóle gazet, no chyba, że prezentują gołe panie z jabłkiem, lub bez, ale ciężko to nazwać czytaniem. W radiu mi leci jedynie radio maryja, a ponieważ jakoś się nie dogadujemy, to nie włączam go wcale, a w telewizji widzę jedynie wesołe kucyki, nie wnikajmy dlaczego... :p

Tu jest coś, czego nie ma w żadnym innym Twoim tekście - a to coś, ja bardzo lubię :)

Tak że wiesz... nie myśl za intensywnie w następnym opowiadaniu :p

Papapy
Figiel dnia 07.02.2018 20:09 Ocena: Świetne!
Miau! Co tu dużo mówić - dobre jest to Twoje, Jolu, pisanie, powiedziałabym, że bardzo dobre. Jest gawędziarski dar, ogromna lekkość pióra, jest humor, jest sarkazm ( mój ulubiony) i pole interpretacyjne. Są też świetne pomysły - podoba mi się odwrócenie pojęcia "posłać do diabła", jak też samo " odwrócone niebo". Samo kocisko przeurocze - mądre, cwane, kumate i z cojones, nawet, gdy były za krzakiem. Ucieszyłam się, prawdę mówiąc, że Bóg mu je zwrócił, bo rzeczywiście mógł cierpieć wizerunkowo.
Przeczytałam kocurka trzy razy. Najpierw było o kotku, wesoło i radośnie. W drugim czytaniu, poczynania kocurka zaczęły mi się niebezpiecznie blisko faz rozwojowych pociech plasować i przyznam, że jak sobie parę zdań powyciągałam, to pasuje jak ulał, tyle, że latorośli nie da się ani do diabła, ani do Nieba wysłać, przynajmniej nie bez ryzyka, że Bóg okaże się nastolatkiem.
A na koniec wyłapałam sobie to:
Cytat:
Wszel­kie ob­ser­wa­cje życia są przy­kre. Bo życie jest przy­kre

Cytat:
Pusto zro­bi­ło się w skrzyn­ce ma­ilo­wej nikt nie pisał, nie dzwo­nił. Nikt zwie­rzał się ze swo­ich ro­ba­czy­wych myśli, nie­mo­ral­nych pra­gnień i nie­cnych uczyn­ków. Czyż­by wszyst­kim od­cię­to ję­zy­ki? Py­ta­łam sama sie­bie, nie mogąc zna­leźć sobie miej­sca.

Cytat:
Okres sek­su­al­ne­go ku­sze­nia mamy dawno za sobą? Nie­waż­ne! Na­resz­cie po­tra­fi­li­śmy coś zro­bić razem.

Cytat:
Teraz niebo re­pre­zen­tu­je wszyst­ko inne, co się wali. To sku­tek dzia­łań czło­wie­ka. Wszyst­ko ostat­nio się po­mie­sza­ło. Mnie to nie prze­szka­dza, lubię rów­no­wa­gę we wszech­świe­cie.

I zrobiło się o czymś innym.
Zabieram sobie Koteczka:)
Pozdrawiam cieplutko:) Miau!
JOLA S. dnia 07.02.2018 21:16
Droga Figielku, piszę, bo nie potarfię się oprzeć takiej okazji.

Wielkie dzięki za zrozumienie i ocenę.

Cudownych snów życzę.

Nieustająca w sympatii, :)

JOLA S.
skroplami dnia 10.02.2018 09:40 Ocena: Świetne!
Właściwie o kocie jest tu minimini :). Chociaż jak kot Behemot z "Mistrza i Małgorzaty", on istnieje :), w ludzkich postaciach, wielu. Po przeczytaniu stwierdzam, ludzie i zwierzęta są do siebie podobne, koty, psy, ludzie, bawoły, jak jedno :). Tak samo śmieszą, tak samo o rozpacz przyprawiają :(. Może człowiek pośrodku, czyli my, jedni z niezliczonych wirujących kręgów, dźwięcznie o siebie haczących :). A na tych ludzkich kręgach wylegujące się koty, leniwie pazurem haczące i się przeciągające, przed i po śnie. I tylko chwilowo gdy sen ucieka, krąg i kręgi szturchające, dla zabawy, dla przypomnienia że czas nakarmienia, że czas wypuścić bo coś wewnątrz "wzbiera" ;). Czyja wina? No nasza :), kolejna. Patrząc na dzikie koty, inny krajobraz. Czujne, gotowe, o jedzenie walczące. Gdy idą spać, nikt nie widzi i nie wie. Człowieka omijają, doświadczenia złe, ale nie "grożą" mu. I tacy też bywają ludzie.
Tekst naprawdę trudno ocenić i "zaszufladkować". Jest mnóstwo za, jest mało przeciw.
Pisany lekko i cudo stylem :), to się czuje.
Wzbudza śmiech, chwilami człowiek tak trwa i trwa i gubi wątek choć oczy trzymają się tekstu, więc musi wrócić na początek by zrozumieć następny "kawałek" :).
A następny podcina idealnie życia obrazkiem oddanym, bez ogródek, i gleba i podziw ;).
Aż w końcu dochodzę do sedna i wniosku: prawdziwym człowiekiem jest tu tylko autorka, która potrafi wybaczać ludzkie zachowanie kota i kocie zachowanie męża ;). Właściwie ponownie, kot czy mąż >;), bez różnicy. Oczywiście, w zachowaniu. Odnoszę do męża bo autorka tak odnosi, mam nadzieję że jakiś autor odniesie żonę do kotki ;).
Piękna ni to satyra, ni to komedia, ni to dramat, trudno dokreślić do końca. Wynika, wielowarstwowy utwór po którym życie bardziej uśmiechnięte :), bo widzimy więcej i rozumiemy bardziej, koty, resztę ludzi i c.d. zwierząt ;). A że nam się reszta często nie podoba, trudno, można to potraktować lekko, uśmiechem. Niech "koty" nie będą takie mądro pewne, że zawsze wygrają ;).
JOLA S. dnia 10.02.2018 22:04
Skroplami,

bardzo dziękuję za obszerny komentarz. Jest dla mnie bardzo cenny, bo przede wszystkim pokazuje, że nie zawsze intencje autora są oczywiste i czytelne dla odbiorcy. Czuję, że narobiłam bałaganu w głowie miłośnika kotów.
To nie jest baśń o kocie, zapewniam. ;)

Pozdrawiam gorąco. :) :) :)
Lilah dnia 16.02.2018 21:39
Jolu,
świetny tekst. Czy pisałaś m.in. z myślą o dniu kota? :) Na jutro przypada (17 lutego).

W tytule w słowie - "przygarniesz" zgubiło się "e".

Pozdrawiam serdecznie, :) Lilah
JOLA S. dnia 16.02.2018 23:26
Lilu, napisałaś miłe słowa o moim tekście, przez co jestem uradowana i w wielce dobrym humorze.

Dziękuję za wyrozumiałość dla moich intencji. :)

Pozdrawiam gorąco. :) :) :)

JOLA
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Maly
19/02/2018 02:27
do podwórza czy na podwórze? To zdanie do… »
Zola111
19/02/2018 00:54
Hej, poproszę o przecinek w zajawce: Jest to baśń o… »
Zola111
19/02/2018 00:49
Jeszcze poproszę o poprawki w zajawce, w polu Od autora:… »
Zola111
19/02/2018 00:41
Tekst po 1. korekcie. Dziękuję za cierpliwość i charakter,… »
Zola111
19/02/2018 00:39
Tekst w korekcie, choć w zasadzie nie widać usterek :)»
pociengiel
19/02/2018 00:14
Chyba mi się przeczytał ten komentarz okołokomentarzowy.… »
kamyczek
18/02/2018 23:38
Treść trafia głęboko do serca, odczuwalna, aż do bólu.… »
zula
18/02/2018 23:35
Witaj Mike Miło gościć i miło czytać takie komentarze.… »
zula
18/02/2018 23:19
Witaj mike17 Smutna historia. Chłopiec nie może pogodzić… »
Opheliac
18/02/2018 22:54
Trzy ostatnie wersy zabieram szczególnie! Niezwykle… »
skroplami
18/02/2018 22:48
Poezja sprzeczności, ona śniegiem twarz a chłopiec patykiem… »
skroplami
18/02/2018 22:27
Te rozważania, oczywiście, też codzienność :). Opowiadanie… »
kamyczek
18/02/2018 22:12
Uwagi - podobnie jak Lilah: zagląda z lustra - wygląda z… »
Jesienny syn
18/02/2018 22:02
Nie widzę w tym tekście źadnych specjalnych wartości… »
Jonasz
18/02/2018 21:48
piszę przez cały czas, ciągle szukam drogi; masz dobrą… »
ShoutBox
  • mike17
  • 17/02/2018 19:07
  • Jeden z najbardziej kultowych duetów wszech czasów. Pamiętam go z wczesnego dzieciństwa, to dopiero był hicior : [link] Oni do dziś go wykonują, co jest zacne :)
  • Darcon
  • 17/02/2018 13:04
  • Zgodnie z regulaminem, nie może poczekać. Każdy użytkownik patrzy ze swojego punktu widzenia. A gdyby każdy z użytkowników wrzucał teksty tak, jak chciał, to co byśmy mieli w poczekalni, Dodatku?
  • dodatek111
  • 16/02/2018 22:09
  • Dlaczego drugi tekst, dodany w tym samym dniu, nie może czekać w poczekalni, tylko zostaje odrzucony. Salon odrzuconych.
  • Silvus
  • 16/02/2018 15:28
  • @Ni, dziękuję za piosenkę. @jskslg, miłego dnia Tobie.
  • jskslg
  • 16/02/2018 12:09
  • ja się uważam za pedała poezji , ale również życzę miłego dnia
  • Ania_Basnik
  • 16/02/2018 09:05
  • Zapraszam wszystkich poetów do wzięcia udziału w Konkursie "Mój list do świata". Ogłoszenie na stronie głównej PP
  • Niczyja
  • 15/02/2018 21:28
  • Bardzo ładne, Michale. Ja również, mam na myśli Islandię.
  • mike17
  • 15/02/2018 21:20
  • Ach, jak ja lubię miłosną muzę, a przy okazji także islandzką : [link]
  • Niczyja
  • 15/02/2018 20:57
  • Silvus, wczoraj nie miałam nic w zanadrzu, dziś mam. Proszę:) [link]
Ostatnio widziani
Gości online:14
Najnowszy:Tiggesaq3o
Wspierają nas