Słoń - karp
A A A

Dwanaście razy wylała Rzeka, dwanaście razy stada bawołów minęły Krzywe Jezioro, nim ciężka praca Śpiącego w Burzy wydała pierwsze owoce. Przez dwanaście pór suszy wysłuchiwał kpin i zbierał szturchnięcia, zanim nie nadszedł jego dzień. Dzień, w którym stary wódz wioski został zmuszony, by oddać młodemu mężczyźnie swoją maskę i pozycję. I odejść. Tak się stać miało, lecz przedtem dwanaście razy Ta Która Pływa podążała wolno za swoją złą siostrą, a Śpiący w Burzy, nie zważając na pobratymców i zmęczenie, karmił i tresował.

Gdy znalazł je przy martwej matce, małe słoniątko miało jego rozmiary. Może było trochę większe. Na początku nie potrafiło nic zrobić same, potem nic same nie chciało robić. Ale Śpiący w Burzy był wytrwały. Ludzie czynu to ludzie, którzy czynią i czynią i czynią, aż ich uczynek się powiedzie. Nadszedł dzień, gdy ukryty za olbrzymim słoniowym uchem wyszeptał: „Na nich”. Wtedy nogi wielkie, jak ścięte pnie baobabów, spadły na stado niespodziewających się ataku bawołów. Jedno machnięcie trąby, w której Śpiący w Burzy z łatwością się mógł zmieścić, rozrzuciło powykręcane ciała. Niedobitki rozpierzchły się. Bawoły znały do tej pory słonie tylko z ich delikatnej, roślinożernej strony. Teraz cały Płaskowyż miał poznać stronę inną – nie tyle dziką, co okrutną, bo napędzaną szeptami człowieka – krwiożerczą.

Plemię jadło. Jadło, dopóki mięso się nie zepsuło. Zarządzono więc kolejne polowania, którym przewodził dosiadający Słonia Śpiący w Burzy. Życie w Plemieniu Krzywego Jeziora stało się łatwe, a zwierzę rosło i rosło. Mijał czas deszczów, kiedy w zbudowanej na słoniowym grzbiecie konstrukcji mieścili się już wszyscy mieszkańcy wioski razem z dobytkiem. Gdy przemierzali w majestatycznym marszu Płaskowyż, przezwali siebie Plemieniem Słonia. Wielokrotnie całymi dniami płynęli naprzód, nie dotykając stopą ziemi. Czasami spuszczali linowe drabiny i wysyłali oddział, by dokonał zbiorów tego, czego Słoń nie rozdeptał i sam nie zjadł. Za pomocą lin wciągano na platformę: mięso, kosze z owocami, wodę, narzędzia, ozdoby, bogactwo wszelakie. Tam na grzbiecie jedli, tam pili, palili ogniska i bawili się. Życie było dobre.

Wypady do obcych wiosek miały największą wartość, a może najlepiej gasiły mroczne pragnienia Śpiącego w Burzy rozpalane przez Tą Której Nie Nazywamy. Krzyki, przerażenie, szał. Wbijane w ziemię chaty razem z ich mieszkańcami. Rozrzucane ogniska stawiające wsie w ogniu. Uciekający w popłochu ranni chwytani w spuszczone sieci, jak kiedyś ryby w Krzywym Jeziorze. Płacz niewolnic. Głowy na palach pozostawione wśród zgliszczy – płonące ołtarze dla Niej. Groza. Życie było dobre tylko dla Plemienia Słonia. A głos szeptał i szeptał. Słoń słuchał. Chwała Śpiącemu w Burzy, gdy dzieli zdobycze! Oraz chwała komukolwiek, kto szepta do jego ucha!

* * *

Kończyła się pora suszy. Plemię Słonia zapuściło się daleko nad północną krawędź, szukając zejścia z Płaskowyżu. Znużeni dorośli masowali swoje pełne brzuchy, a dzieci przeskakiwały nad nimi w nowej zabawie, śpiewając o ruchomym domu, o jego ciele pokrytym malunkami upamiętniającymi polowania i bitwy, o jego ciosach rzeźbionych w fantazyjne wzory. Nie znały życia poza Słoniem. Młodzi chłopcy dowodzili swego męstwa, bujając się na sierści wyrastającej z wielkiego ogona i próbując złapać źdźbła trawy w dole. Dziewczęta chichocząc, plotły z tej trawy ozdoby. Trzech wypatrywaczy w gnieździe na czubku głowy zwierzęcia dzień i noc śledziło horyzont. Tego dnia jeden z nich zawołał: „Słonie!”.

Wkrótce wszyscy już widzieli. Stado słoni wolnym ruchem, jakby w rytm pulsu zachodzącego nad Płaskowyżem gorącego słońca, zakręcało. Kierowało się na nich. Śpiący w Burzy zarządził powrót, komendę przekazano szeptaczowi, szeptacz wyszeptał w wielkie ucho i... nic się nie stało. Słoń szedł przed siebie, do swoich braci i sióstr. Wódz odepchnął żony, poderwał się z posłania, zbiegł po rampie do słoniowego ucha i zakrzyknął. Ale Słoń tylko przyspieszył. Mijały długie chwile, aż wrzaski Śpiącego w Burzy zagłuszył ryk trąb. Słonie podeszły nieufnie. Okrążyły żywy dom plemienia, badając konstrukcję na grzbiecie. Ludzie zobaczyli przed sobą potężne nozdrza wciągające ich woń. Kobiety i mężczyźni, młodzi i starzy powstali w milczącym oczekiwaniu. Strach mieszał się z ciekawością. Wtedy trąby zadęły wprost na gapiów. Podmuch wyszarpywał dachy z rozciągniętych skór, podrywał belki podłóg, a razem z nimi przerażone, drobne istotki. Mieszkańcy Słonia spadali. Silniejsi, choć krwawiły im uszy, próbowali zrzucać liny i drabiny, aby zjechać lub zbiec po nich. Wioska na grzbiecie przestawała istnieć. Nic niezwykłego w tym, że wszystkie potęgi wszystkich światów upadają. Zarówno na długo przed, jak i na długo po rządach Śpiącego w Burzy dalej upadać będą. Dziś dobiegało kresu panowanie Wielkiego Plemienia Słonia.

Masakra skończyła się. Słonie odeszły wraz z odzyskanym krewniakiem, a ludzie, którzy jeszcze byli w stanie, uciekli. Na pobojowisku zostali tylko zawodzący ranni wymieszani ze szczątkami platformy i martwymi ciałami. Wśród nich leżał Śpiący w Burzy. Dokonywał żywota, stratowany przez swoich towarzyszy, przywalony belkami. Wielki wódz został zwabiony przed chatę Tej Której Nie Nazywamy. Stała u progu. Zamknął oczy, by się lepiej przyjrzeć bogini i wtedy spadł deszcz. Pierwsza burza pory deszczów. Woda szybko podniosła się do ust mężczyzny, a dobra siostra poprowadziła go ku swej bliźniaczce. Kroczące majestatycznie stado wielkich słoni znikało daleko przy zboczu Płaskowyżu za zasłoną maleńkich, przeźroczystych przecież, wodnych kropel.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
karp · dnia 05.02.2018 20:11 · Czytań: 195 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 8
Komentarze
Darcon dnia 05.02.2018 20:17
Obrazowe, choć chwilę trwało, zanim wczułem się w klimat. Ciekawa forma i treść. Nie jest to może SF, science nie bardzo tu widać, ale jako przypowieść, bardzo trafione.
Do pełnej satysfakcji brakuje mi kilku linijek dialogu, może dwóch, czy trzech, kluczowych, które skróciłyby opis, a wprowadziły trochę dynamiki. To jednak moje subiektywne zdanie.
Ogólnie, dobra miniatura, przepraszam, przypowieść. :)
Pozdrawiam i witam na portalu.
karp dnia 06.02.2018 08:24
Chyba faktycznie przydałoby się odrobinę dialogu, żeby to ożywić. Dzięki za zwrócenie uwagi.

Jeśli chodzi o gatunek, to podciągnąłbym pod magiczny realizm: kolosalny słoń + mitologia.
Darcon dnia 06.02.2018 08:54
Tak, zgadzam się, realizm magiczny. Lubię to. ;)
Carvedilol dnia 06.02.2018 12:30
Mi się podobało, jak dla mnie to przypowieść, a te często mają cos z realizmu magicznego. Jak to w przypowieści dialogi często nie występują, choć faktycznie mogą nieco dodać dynamiki, ale mi w tym opowiadaniu jakoś to nie wadziło. Przesłanie jest, tekst dobrze napisany, jednym słowem - ciekawa przypowieść, nie uznałbym tego za SF.

Pozdrawiam
Carvedilol
Jacek Londyn dnia 06.02.2018 13:26
Ciekawa opowieść, nazwałbym ja raczej legendą, mitem. Dobrze napisane.
Mam tylko parę uwag:

"Wtedy nogi wielkie, jak ścięte pnie baobabów, spadły na stado niespodziewających się ataku bawołów". - Przecinek przed "wielkie".

"Bawoły znały do tej pory słonie tylko z ich delikatnej, roślinożernej strony.Teraz cały Płaskowyż miał poznać stronę inną – nie tyle dziką, co okrutną, bo napędzaną szeptami człowieka – krwiożerczą". - Ten fragment jest trochę niezgrabny.

"przezwali siebie Plemieniem Słonia". - nazwali?

"Stado słoni wolnym ruchem, jakby w rytm pulsu zachodzącego nad Płaskowyżem gorącego słońca, zakręcało". - wolnym ruchem? Nie lepiej napisać, że powoli zakręcało w określonym rytmie?

"Wtedy trąby zadęły wprost na gapiów". - tu przydałby się inny zapis

Pozdrawiam :)
JL
karp dnia 08.02.2018 11:39
Dzięki za komentarze i uwagi.

"Przezwali", bo zmienili nazwę.

To są "nogi wielkie, jak ścięte pnie baobabów", a nie tylko "wielkie, jak ścięte pnie baobabów" - dotyczy rozmiaru i kształtu. Wolałbym bez przecinka. Mogłem był zapisać "wielkie nogi".

Pozostałe zdania - rzeczywiście mogłyby być zgrabniejsze. Nie zawsze chcą się skubane układać :)
purpur dnia 08.02.2018 11:54
Tak!

Bardzo fajne opowiadanie/przypowieść/legenda :)

bardzo fajny klimat, do którego pasowały opisy, psowały słonie i domki na grzbiecie.

Nie ma silenia się na przesadną mądrość, a każdy może zabrać sobie, to co mu akurat przypasowało - bardzo dobrze napisane.

Z życzeń czytelniczych, ja bym dopisał, że brakuje mi tu kary/nagrody/czegoś na samym końcu - kiedy staje przed Tej Której Nie Nazywamy. Może właśnie tutaj wypadało by "usłyszeć" jej słowa. Ja dał bym tu dwuznacznego kijaszka i skarcił wodza, ale równie dobrze, może to być nagroda.

Cytat:
Za­mknął oczy, by się le­piej przyj­rzeć bo­gi­ni
- bardzo fajny pomysł!

Pozdrawiam,
Pur
karp dnia 08.02.2018 15:51
Dzięki! :)

Tak, jak piszesz, unikałem silenia się na mądrość. Nie chciałem prawić moralitetów i rozdawać nagród lub kar. Miało być jedynie stwierdzenie faktu, że potęga przemija. Choć przyznam, że pomysł z dwuznacznością jest ciekawy, a i boginiom przydałoby się w tekście więcej miejsca i czci.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zola111
18/08/2018 02:46
Zaskoczyłaś mnie tym tekstem, Intro. Przede wszystkim -… »
Zola111
18/08/2018 02:31
Ładnie mówisz o lęku wobec mało znanej choroby, alke.… »
Zola111
18/08/2018 02:14
Liathio, bardzo ciekawy, intrygujący obraz. Jest tu tyle… »
Zola111
18/08/2018 01:47
Ha, coś w tym jest. Od razu się przestawiłam na mężczyzn ze… »
Zola111
18/08/2018 01:22
To bardzo dobry wiersz. Warsztatowo - pokaz rymów odległych,… »
Zola111
18/08/2018 01:09
Jeszcze: — No, to zaczynamy — polecił. // albo: — No to… »
JOLA S.
17/08/2018 23:45
Ok, poprawiłam :) Wielkie dzięki :) »
wodniczka
17/08/2018 23:32
-dostali ust- Piękna metafora z tym szeptem i narodzinami… »
wodniczka
17/08/2018 23:28
:D. »
wodniczka
17/08/2018 23:27
Ale to piękne!Zaczytałam się i zamyśliłam. Obraz malował się… »
Prat Bart Pao
17/08/2018 23:24
To na cześć dyrektora za to, że wziął 2 dni urlopu. B) »
wodniczka
17/08/2018 23:18
Muszę przyznać, że masz specyficzny sposób pisania. A jak… »
wodniczka
17/08/2018 23:15
Ciekawy-dający myśleć. Można wysnuć wiele obrazów a oto… »
Zola111
17/08/2018 23:12
Jolu, przepraszam, bo to ja przeoczyłam. Jeszcze: -… »
wodniczka
17/08/2018 23:08
witaj Prat Bart Pao Czy celowe...hm. Można cosik różnie… »
ShoutBox
  • Vanillivi
  • 18/08/2018 00:29
  • Wodniczko, jeśli potrzebujesz opinii, najlepiej zwyczajnie napisz do redakcji poezji z prośbą o uzasadnienie. Komentowanie każdego tekstu jest fizycznie niemożliwe.
  • wodniczka
  • 17/08/2018 23:30
  • :D. Kulturalnie się wypowiedziałam.
  • Prat Bart Pao
  • 17/08/2018 23:28
  • Prosimy nie drażnić Redaktora. xD
  • wodniczka
  • 17/08/2018 20:36
  • założę się, że gdyby redaktor miał dać uzasadnienie - to albo by się z redaktorstwa wycofał albo mniej by tam wierszy trafiało - z lenistwa albo braku konkretnego uzasadniania. :).
  • wodniczka
  • 17/08/2018 20:34
  • widać, że na nią nikt-nawet redaktorzy nie zaglądają-więc po co ona jest? Po mnie to spływa-i czasem się śmieję - ale innych mi żal - co przyszli tutaj z nadzieją a zamiast tego-jeszcze się ich dołuje
  • wodniczka
  • 17/08/2018 20:10
  • redaktor powinien wiedzieć co robi i dlaczego i to wyrecytować pisemnie. Atak wiele wierszy przechodzi jak echo - chyba że jest taki cel-żeby pozostali starzy wyżeracze co sobie słodza :)
  • wodniczka
  • 17/08/2018 20:08
  • trochę pomarudzę. Jak się dodaje wiersz na dolną półkę to powinno się to uzasadnić - chyba ze się tego nie potrafi- to wycofuję:). Bo nie szlak trafia na takie widzimisie
  • mike17
  • 17/08/2018 17:39
  • Trzym się twardo, Kaziu, bo żywot pisarza łatwym nie jest. Proroka nigdy nie docenią w jego kraju. Ale nie ma to jak niczym niezmącona wiara w siebie, czego Ci w te upały i utarczki z żoną życzę :)
  • viktoria12
  • 17/08/2018 16:54
  • Za skucie mordy Lolowi mogą Cię skuć kajdankami. A szkoda :D Co do Najbliższych - toleruj ich opinie. Ja tak robię na zasadzie... Albo lepiej nie, bo czytają na bieżąco. Udanego wypoczynku.
  • Vanillivi
  • 17/08/2018 16:42
  • I takie drobne sprostowanie: Michalkiewicz nie jest chyba profesorem, Wikipedia i życiorys na jego stronie wspominają jedynie o ukończonych studiach.
Ostatnio widziani
Gości online:8
Najnowszy:Cushingberryaq4
Wspierają nas