Wyższy stan - Decand
Proza » Inne » Wyższy stan
A A A
Od autora: Magnum opus? Kompletne jojczenie? Nie (a może tak?), to sześćdziesiąta szósta Narracja o Niczym. Tym razem nie w pełni monodrama, nie w pełni opowiadanie, co jest u mnie niemałą nowością! A niech idzie na pożarcie, młode mięso podobno łatwiej strawić.

Specjalne podziękowania dla @Silvus, który napisał kiedyś pod moim komentarzem na temat jego tekstu: "Nie uważam, że akcja jest bez sensu. Z tego spotkania miało wyniknąć tyle, że w ogóle do niego doszło.". To taka moja wersja czegoś, co, po prostu, miało miejsce.
Klasyfikacja wiekowa: +18

Styk dłoni. Od tego najczęściej zaczyna się rozpad. Biegnąc teraz, przez ciemne ulice starego Krakowa, rozumiał to najlepiej. Brakowało mu oddechu, płuca przestawały wykonywać swoją funkcję wedle biologicznego układu. Do pionu prostowała go jedynie adrenalina, ciągnąca, coraz to szybciej, ku nieznanej drodze. Zaczął się hałas, tuż za nim dążyły jej słowa, ciągnące się przez przejmujące powietrze. Za nim przybył wiatr, który utulał ich wcześniej tak, jak żaden inny. Prosta droga zdawała się coraz to szybciej się zakrzywiać i rozpadać na jego oczach. Pot ściekał intensywniej. Jego gęste krople oblewały wyszarzały chodnik. I biegł tak dalej, ciągnąc za sobą coraz to bardziej obraźliwe frazy i słowa oskarżycieli. Biegł tylko po to, by znaleźć się w tym samym miejscu, co poprzednio.

* * *

Ejakulacja nadeszła szybko. Westchnięcie i jego szybkie, impulsywne ruchy, rozpoczęły się niemal natychmiastowo. Zmęczone ciało z lekka upadło na kanapę. Rozprostował nogi, uwolnił ciało od napięcia wymianą westchnięć i głośną muzyką. Na chwilę zamknął oczy, by zostać wybudzonym przez wibrację telefonu. Wiadomość od niej nie wstrząsnęła go, lecz z pewnością nie spodziewał się jej. Próbował usiąść teraz, zmuszając ciało do kolejnego wysiłku fizycznego, tak zresztą niepotrzebnego w tej chwili. Cel był jednak szczytny. Pozwoliła mu w końcu się ze sobą spotkać. Kobieta, tak zresztą wymagana w jego życiu, w końcu okazała skruchę nad nim, pustym śmieciem, ludzką pchłą. Po miesiącach wspólnych konwersacji o filozofii i potencjalnych stosunkach seksualnych z różnymi martwymi osobami dała mu znak. Odetchnął z ulgą, próbując zachować jeszcze przez moment ten trans nadziei, który od lat wydawał mu się ulotny. "Słodka Ania", pomyślał, marząc teraz tylko o jej wynegliżowanym ciele, zastanawiając się nad jej preferencjami w sposobie defekacji.

Z tego, co pamiętam niewiele mylił się w tym, jak ją sobie wyobrażał. Jej ciało upodobnione było do konstrukcji taniej lalki. Była bardzo niska — głową sięgała jego piersi, jej budowa ciała nie imponowała, była nad wyraz dziecięca. Swoją dojrzałość mogła udowodnić zaledwie tanią, dość niesprawnie użytą szminką. Lecz jej lekkość, małe piersi nieokryte stanikiem, błękitna sukienka, którą postanowiła przywdziać tamtego dnia, zaimponowały mu od razu. Twarz tej niebiańskiej istoty składała się z pełnych, brązowych oczu, kontrastujących z lekko zarumienionymi policzkami, lekkimi rzęsami, zadziornym noskiem oraz głębokim uśmiechem. I te włosy... Na tym mógłby opierać swoje najskrytsze pragnienia. Nie wiedział sam czy to fetysz, czy zwyczajna, zdrowa preferencja, lecz to, co najbardziej pociągało go w kobietach to właśnie włosy. Anna była przez to istotnie specyficzna — połączenie rudości z jasnym blondem emanował ponad jej ciałem. Zdawało się przez moment, że nad jej głową zawisł jakiś cud, którego zaprzeczenie doprowadziłoby do zawalenia się jej osoby w ciągu kilku momentów. Fale złocistych kosmyków prezentowały się nader imponująco, nawet z fotografii, które otrzymałem po fatalnym incydencie. Z tego, co mówił, nastąpił jedynie moment, by ich dłonie się złączyły. Anna szybko odsunęła się w bok, próbując jednocześnie uniknąć jego wściekłego spojrzenia. W jego mniemaniu, na ułamek sekundy, jej lewy policzek zaczął wypuszczać krople wosku, spadające ciężko na jego buty.

Park Bednarskiego w okresie wczesnej jesieni prezentuje się zawsze nad wyraz cudownie. Liście upadają tu lekko, lżej, niż w innych częściach miasta, powietrze wydaje się czystsze. Inaczej smakuje tu woda z butelki, papierosy wydają się wydalać zapachy róż. Bajkowość tego miejsca przerywa jedynie otoczenie go przez małe uliczki, otulające park swoimi asfaltowymi ramionami. Jak wspominał później — niewiele go to obchodziło. Nie mógł być już szczęśliwszy niż teraz. Stał obok Anny, spłukany, lecz nadal pełny różnych przeżyć. Zaczął w głowie wyliczać wszelkie kolory, którymi pomalowałby ściany tak, by dopasować się do barwy jej włosów. Gdzieś, pomiędzy krótkim spacerem a odpoczynkiem na ławce, chciał się do niej zbliżyć prostym żartem. Ten, nie do końca trafny, trafił na mur, zbudowany z coraz to gorszego humoru adresatki. Teraz zaczął trząść się niby w nerwach, gotowy na potencjalne odrzucenie. Nie zdarzyło się to po raz pierwszy. Zawsze było mi go szkoda, o tyle, o ile może mi być szkoda takiego człowieka. Nigdy nie miał szczęścia do kobiet, tym bardziej do takich, jak Anna. Każda z tych prób kończyła się zawsze jakimś dziwnym, niewytłumaczalnym dla mnie, wydarzeniem. Zamknięcie się przed światem, choroba, unikanie kontaktu z drugim człowiekiem, nawet tak bliskim, jak rodzic. Mówił o martwych tak, jakby byli żywi. I o ile wcześniej mnie to nie zastanawiało to teraz, wydawałoby się, wszystko przybiera zupełnie inny wymiar.

Zaspa, która obmyła go zupełnie, zaczęła ponownie zbliżać się przed jego oczy. Anna, lekko stąpając po jego psychice, odwróciła resztę złych tematów, które rozpoczął, skupiając jego słuch na swoim życiu. Mówiła, że podobno była molestowana. Nie było oczywiście ku temu żadnego dowodu, żadnego głoszenia na policję. Na osiedlu stwierdzono, że to był zwyczajny eksces, z pewnością jeden z wielu, nader mocno zafascynowanej erotycznie młodzieży. Dzięki temu otwarciu mężczyzna mógł, chociaż na moment, uspokoić swoje nabuzowane hormony, szalejące w okolicach podbrzusza. Nadal nie umiał uwierzyć w swoje szczęście. Zaczęło się zwyczajnie od rozmowy na głupim forum internetowym, wymianą kilku zdań na temat, który, ostatecznie, nie obchodził ich obojga. Z czasem empatia rosła. Tematy rozmów robiły się coraz to bardziej zawiłe. On mówił, chociaż od zawsze preferował słuchać. Ona czytała jego słowa jak w transie, pomimo faktu, że miała zadatki oratorskie. Swoją drogą, widziałem go, jak nie raz marzył o niej, jej imieniem posługiwał się wśród swoich znajomych. Brzmiał często, jakby już ją zdobył, jakby stała się dla niego jedynie okazją na zmianę aktualnego losu. Twierdził często, że brakuje mu "muzy" do dalszego grania na dawno sprzedanym fortepianie. Chciał, by stała przy nim nago, a ten mógłby, w międzyczasie, tworzyć dzieła "wyższego wymiaru", pasjonując się jej boskim ciałem. Szybko ta sentencja obróciła się u nas w żart. Równie komicznych rzeczy z jego ust padało w tamtym czasie, przed spotkaniem, bardzo wiele. Nie było jednak potrzeby, czy nawet powodu, zrozumienia go w pełni — miał jakieś defekty, podobno nieuleczalne, często miewał zwidy i ataki paniki, gdy stał w kolejkach lub oczekiwał na tramwaj. Często musieliśmy go podtrzymywać, aby nie upadł, nie potknął się o swoją własną stopę. Raz przez to stracił kilka zębów. Tymi ubytkami, teraz, zabawiał Annę, coraz to bardziej sugestywnie stwierdzającą swoją wdzięczność za spotkanie. On, zapewne, chciał jak najszybciej osiągnąć pewien wyższy stan, oparty o ślinę, spermę i pot.

Nigdy nie było jednak tak, by był zbyt agresywny. Nigdy zresztą nie widziałem go wściekłego. Każdą zdradę ze strony swoich dziewczyn przyjmował dumnie, pomimo licznych żali kierowanych nie tylko w moją stronę. Wydawało mi się, że po ostatniej kobiecie, jakiejś młodej studentce, zrodziła mu się awersja do płci pięknej. Wyobraź sobie — wysłała mu swoje zdjęcie z jakimś Ukraińcem, któremu robiła loda. Nie przejął się tym zupełnie, przynajmniej nie parę dni po fakcie. Uznał siebie, jak mi to mówił, za osobę przegraną życiowo. Osiągnął wszystko i nic zarazem. On chyba najbardziej, ponad wszelkie skarby, pragnął pełnej, ustatkowanej rodziny. Kochającej żony, przede wszystkim tego. Bo od tego zaczyna się rodzina, czyż nie? Czy tego chcemy, czy nie, musimy znaleźć sobie partnera, partnerkę, by rozpocząć, albo chociaż spróbować, dokonywać ruchów ku zakładaniu nowej komórki. Z tym że on pragnął też wolności, czegoś innego, niż w standardzie. Ta studentka, o której ci wspomniałem, miała w sobie coś takiego. Nie była konformistyczna. Ta cecha, chyba, zgubiła go ostatecznie najbardziej. Pragnął miłości, ale ponad wartość, którą można zaakceptować.

Wieczór przybył radykalnie. Równie szybko z placu zabaw uciekły wszystkie dzieci, a orlik, pomimo ostrego oświetlenia, opustoszał. Pod osłoną nocy nawet dźwięki ulic wydają się jakby spokojniejsze i bardziej dosadne. Chwilę ciszy przerywały głośne pocałunki w ruinie cegielnianej altany, pod którą spali kiedyś menele. Szybki ruch doprowadził głos dziewczyny do krzyku. Mężczyzna zawahał się, upadając na drugą stronę pustostanu. Na jego oczach widać było łzy, tak rzadko spotykane u ludzi jego pokroju. "Jej wiek". Czternaście, czternaście, powtarzał z tyłu głowy. Zaczął ocierać ślinę rękawem koszuli. Jego penis, widoczny przez rozporek, zaczął nieprzyjemnie przebijać się przez ostry zamek. Anna płakała, z pewnością przekonana o swoim postępowaniu. Zbliżała się niepoprawna godzina. Czekała na nią matka i ojciec, pewnie zainteresowani jej osiągnięciami naukowymi w gimnazjum. Po fakcie mówili, że niewiele dało się zrobić, że był zwyrodnialcem, kimś niezrozumianym w pełni. Im bardziej naciskałem ich o podanie szczegółów, tym bardziej odrzucali mnie, stwierdzając, że jestem równie mocnym świrem, co on. Ona też nie chciała o tym mówić, co nie znaczyło, że była całą akcją nadmiernie przejęta. Chodziły pogłoski, że po fakcie kochała się z kimś dużo od niej starszym w innej altanie — tym razem śmietnikowej, na blokowisku przy moście Grunwaldzkim. Z tendencji do oskarżania nic jednak nie wyszło. Epicentrum problemu, w oczach wielu, okazał się i tak on. Rozmawiałem z nim po fakcie tylko raz. Wydawało mu się, jakby jej twarz zaczęła się topić. Coraz to cięższe krople wosku upadały na sukienkę, formując unikatowe kształty i wzory. W pewnym momencie jej twarz była zupełnie zdeformowana — przypominała bardziej mdłą plastelinę wymieszaną z gliną niż ludzką strukturę. Jej gałki oczne ponoć wyszły ponad sferę, rozdzielając się z mięśniami, łącząc się z jej rozciągniętymi uszami. Usta przetransformowały się w groteskową konstrukcję podobną do waginy, rozbijając zęby, z których ciekła gęsta ropa. Nozdrza zamknęły się po to, by przy ich otwarciu wydalić smród zgnilizny. Włosy, te piękne włosy, zaczęły wklęsać się wewnątrz siebie, upadając i wklejając się w zmodyfikowanej facjacie. Z chwili na chwilę rudość i blond zaczęły przemieniać się w zieleń, defragmentując księżyc ponad nimi. Kosmyki oddzieliły się po pewnym czasie i z reszty jej ciała. Włosy łonowe, podobno, przemieniły się w pająki, które zaczęły zjadać siebie nawzajem, tryskając ekskrementami po zamalowanych ściankach pomieszczenia. "Wydawała się topić", wspominał. Nad jej głową prezentował się jeszcze mały płomyk, jego myślenie, doprowadzające do tej dezintegracji i do tak brutalnego końca.

* * *

Bieg wydawał się nie mieć logicznego końca. Przeklęte ludzkie szaleństwo odrzucało go ze wszystkich możliwych kierunków. Nie mógł znaleźć nawet chwili, by racjonalnie zastanowić się nad tym, co się wydarzyło. Spoglądał na bezkształtną masę, która formowała się za jego plecami. Wyłuskał w niej kobietę, widząc złote, falujące włosy unoszone przez eter oraz oszpecone, wymieszane twarze potencjalnych kochanek, które go zdradziły. Po chwili westchnął i upadł. Gdy tylko się ocknął, zdał sobie sprawę z sytuacji. Odciął swoją prawą dłoń tępym nożem.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Decand · dnia 07.02.2018 09:29 · Czytań: 149 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 7
Komentarze
purpur dnia 07.02.2018 16:50
No i tym razem, nie muszę zaczynać od mojego umęczonego "hmm".

Tak, tym razem mam jasność odnośnie moich odczuć po przeczytaniu :)

Nie powiem, trochę mną targnęło widząc coś takiego:

Cytat:
Magnum opus? Kompletne jojczenie? Nie (a może tak?), to sześćdziesiąta szósta Narracja o Niczym.


Och, jak ja uwielbiam użalanie się nad... ( można tu wstawić dowolny wyraz... ) No i jeszcze autor twierdzi, że o Niczym...

No palce lizać...!

Muszę jednak się z autorem nie zgodzić - cholera, jakoś łatwo mi to ostatnio przychodzi, chyba trzeba odstawić pigułki, albo zacząć je w końcu brać!

Duuuużo lepiej, niż w ostatnim Twoim tekście, na który natrafiłem. Dalej wprawdzie mamy okazję obserwować pomstowanie na płci, blond włosej i z wystającą piersią :), ale... bardzo zgrabnie wplecione to zostało w treść. A ona, ta treść, a nie pierś, rzecz jasna, wielce przebiegła jest...

Bardzo zmyślnie skonstruowana rzecz, tu urwane, tu odstawione w pole, a na koniec BACH!

Wprawdzie gubiłem się troszkę w treści, ale wynika to z Twoich specyficznych zabiegów konstruowania zdania. Wątki są zatrzymywane, wpada jakiś postronny "opowiadacz"i początkowo to mnie zgubiło... Trzeba się przyzwyczaić do Twoich zdań, ponownie każdy niemalże wyraz jest ważny :p

Szczerze mówiąc, najlepiej czytało mi się to... po raz drugi :) Koncepcja wtedy okazał się jasna, wręcz pasująca, a pełne przepychu zdania, nie raziły już w oczy. Wtedy też, wszystko zaczęło pasować. Nie pomogę niestety, wskazać które zdanie należy poprawić ( jeśli w ogóle ) bo u Ciebie występuje bardzo misterna ich konstrukcja - jedno pacnięcie w nieodpowiedni wyraz i leci, jak domek z kart. Ale pomimo "ładności" zdań, nie czyta się tego lekko :) Ale ponownie...
taki zabieg miniaturze pasuje!

Moje uwagi:

Cytat:
Styk dłoni. Od tego najczęściej zaczyna się rozpad.
- albo budowa :)

Cytat:

Zaczął się hałas, tuż za nim dążyły jej słowa,
Zaczął się znów wiatr, który utulał ich wcześniej tak, jak żaden inny.
Prosta droga zaczynała

Strasznie dużo się "zaczyna". Zwłaszcza na samym początku tekstu, kiedy czytelnik nie wpadł jeszcze w jego atmosferę... Może tutaj troszkę wygładzić?

Cytat:
pełna budowa była nad wyraz dziecięca.
- pełna budowa? No to jakoś dziwnie brzmi - pełna budowa człowieka, a jaka jest połowiczna? :)

Cytat:
połączenie rudości z jasnym blondem emanował ponad jej ciało.
- chyba ciałem, albo coś innego, ale coś tu nie gra...

Cytat:
żadnego głoszenia zdarzenia na policję.
- głoszenie na policję :)

Przyznam się, że tekst wywarł na mnie wrażenie. Pewnie było mi łątwiej, bo już w poprzednim przyzwyczaiłem sie do Twojego pisania. Tutaj jednak jest wiele z tego, czego zabrakło tam. Tekst wyszedł jako fajna miniaturka. Taka, która pozostawia coś po sobie, po przeczytaniu ostatniego zdania - a tego oczekuję od miniaturki i bardzo potrafię to docenić, bo mi nie wychodzą takie krótkie formy.

Mam swoje uwagi, co do tendencji autora w "zaciemnianiu" płci przeciwnej, i pojawiającej sie, zupełnie nieuzasadnionej w tekście, goryczy ( czytając oczekuję jakiegoś wytłumaczenia danej postawy, nie potrafię przyjąć tego "bo autor tak uważa" ). Ale... bardzo dobrze się czytało, bardzo fajnie zostałem zaatakowany wyjaśnieniem na końcu, bardzo ciekawe poprowadzone.

No cóż - mnie bardzo wciągnął, a chyba o to chodzi...

Szkoda, że nie dajesz szansy dialogom - dały by oddechu, dały by odsapnięcia...

Pozdrawiam,
Purpur
Decand dnia 07.02.2018 17:08
Znowu witam Purpura i znowu przejdźmy od razu do rzeczy.

Cytat:
Och, jak ja uwielbiam użalanie się nad... ( można tu wstawić dowolny wyraz... ) No i jeszcze autor twierdzi, że o Niczym...


Żadne użalanie się. Zwyczajnie cały ten zbiór ma, na ten moment, tytuł "Narracje o Niczym". Taki bunt przeciwko wciskaniu we wszystko znaczenia.

Poprawki weszły do obiegu. Coś mi uciekło przy drugiej poprawie tekstu (chociażby to zgłoszenie, które wcześniej było jedynie zdarzeniem).

Cytat:
Mam swoje uwagi, co do tendencji autora w "zaciemnianiu" płci przeciwnej, i pojawiającej sie, zupełnie nieuzasadnionej w tekście, goryczy ( czytając oczekuję jakiegoś wytłumaczenia danej postawy, nie potrafię przyjąć tego "bo autor tak uważa" ).


Tendencja dobra, bo prawidłowa z moim personalnym przekonaniem. A wytłumaczenie było i będzie, ale nie w tym tekście, bo nie ma w nim już wystarczająco miejsca. Poza tym, "zaciemnianie" płci przeciwnej nie wychodzi tylko od samego autora, a od postaci, na której ten tekst jest wzorowany. Niech ona się przed ewentualnymi zarzutami broni. ;)

Cytat:
Szkoda, że nie dajesz szansy dialogom - dały by oddechu, dały by odsapnięcia...


Dialogi mi śmierdzą. Równie mocno, jak poezja. Czasem nie potrzeba stwierdzeń bohaterów, by pokazać to, co istotne.

W każdym razie za kolejną próbę/kolejne próby potyczki z tekstem - dziękuję!
purpur dnia 07.02.2018 17:23
Decand napisał:
" Zwyczajnie cały ten zbiór ma, na ten moment, tytuł "Narracje o Niczym".".

No o tym nie wiedziałem - zresztą skąd miał-bym.
Brzmiało to jak stwierdzenie autora, że mu coś-tam doskwiera i pisze, żeby pisać... Trochę to myli, przyszłego czytelnika.
A i opowieść nie jest o Niczym... Zastanów się czy jakoś tego nie zaznaczyć, bo sam widziałeś, jaka była reakcja czytelnika na taki zapis.

Decand napisał:
ale nie w tym tekście,
- ok... powiedzmy że przyjmuję tłumaczenie.

Decand napisał:
Dialogi mi śmierdzą. Równie mocno, jak poezja.
- hmm... Myślę, że ich nie doceniasz. I bardzo się mylisz... Dialogi są nieodzowne i nawet nie stoją blisko "poezji" z Twojego przykładu. Budują postać, staje się ona czymś więcej niż tylko zbiorem przymiotników - bo ona mówi! Do tego tworzą treść, wiążą ją, no i dają wytchnienie... Jasne, w większości miniatur mogą być wręcz zbędne, ale nie wyobrażam sobie czytania czegoś, co ma więcej niż dwie kartki, gdzie nie ma słowa dialogu ( no chyba, ze powieść ma 300 stron, wtedy można przesunąć dalej nie-posiadanie dialogu :), no albo piszesz opowieść o delfinach, wtedy faktycznie nie są wymagane :D )
Nawet tutaj dałoby się "wcisnąć" pojedyńcze słowa, czy to bohatera, czy też opowiadacza. No ale, to Twoje i nie zamierzam się tu bardziej wtrącać, bo to nie o to chodzi!

Pozdrawiam,
Purpur
Decand dnia 07.02.2018 17:29
purpur napisał:
hmm... Myślę, że ich nie doceniasz...


To się nazywa subiektywna opinia. A w mojej subiektywnej opinii one mi śmierdzą, tak samo, jak poezja. Nawet jest na tym portalu mój tekst z dialogiem i wyszedł mi on najgorzej, bo zwyczajnie ich pisać nie umiem. Więc się brzydzę. I tyle w temacie tak naprawdę, bo o gustach się nie dyskutuje.
purpur dnia 07.02.2018 17:36
Wydaje mi się, że pierwszy tekst, który napisałeś, baaa, wręcz X pierwszych tekstów, można spokojnie zakwalifikować do kategorii "najgorzej"... Nie mówię tego w kontekście tekstów tutaj opublikowanych.

Cytat:
bo zwyczajnie ich pisać nie umiem.
- no wiesz... rozśmieszyłeś mnie :) Wydaje mi się, że był czas, kiedy litera "A" również sprawiała problemy... A "B" to był Mount Everest umiejętności... Tak, łatwo mi przytaczać takie przykłady, bo obecnie mam właśnie takiego "ucznia" :)

Cytat:
To się nazywa subiektywna opinia.
- no chyba jednak tak nie jest..., ale to dopiero jest subiektywna opinia, i faktycznie nie ma chyba sensu nad tym się rozwodzić.

Powodzenia zatem życzę!
Silvus dnia 07.02.2018 17:37
Przeczytałem ostatnie zdanie (czasem skanuję oczami tekst przed przeczytaniem) i odechciało mi się czytać. Może kiedy indziej. Jeśli w ogóle znajdę siłę.

Ale piszę to, bo dziękuję za wspomnienie moich słów, mam nadzieję, że nie ma tam ironii. ;) Jeśli by rzeczywiście tak wyszło, że zawzorowałeś się na nich pisząc ten tekst, cieszę się; choć sam nie zawsze chciałbym słuchać własnych słów.

Pozdrawiam Cię.
Decand dnia 07.02.2018 17:49
Silvus napisał:
Przeczytałem ostatnie zdanie (czasem skanuję oczami tekst przed przeczytaniem) i odechciało mi się czytać.


Będzie nauczka by sobie nie psuć wrażenia do czytania tekstu ostatnim zdaniem! ;)
Szkoda, że tak oczy padły, ale może kiedyś jeszcze trafimy na siebie. Pozostaje czekać.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zola111
22/05/2018 15:40
Tak, masz rację. Ale pepitą, proszę :) Dziękuję, Intro.… »
mike17
22/05/2018 13:33
Kaz, to nie miała być karkołomnie udziwniona opowiastka, a… »
introwerka
22/05/2018 11:31
Wiersz pięknie oddający odczucia sporej części… »
Carvedilol
22/05/2018 11:28
Galernik krótko, treściwie, dość przewidywalne zakończenie,… »
introwerka
22/05/2018 11:25
Zolu, dziękuję bardzo za czytanie i piękną „anatomię”… »
Galernik
22/05/2018 08:53
Dziękuję AntoniG. za wizytę i dobre słowo. Podsunąłeś mi… »
Kazjuno
22/05/2018 07:41
Mike, Receptę na szczęście Waldka zawarłeś w opowiadaniu.… »
Zola111
21/05/2018 23:33
Co raz mnie zaskakujesz pomysłowością wierszy, Intro, grą… »
Zola111
21/05/2018 23:14
Bardzo Ci się udał ten akrostych, Lilu. Jestem pod wielkim… »
Lilah
21/05/2018 22:07
Werko, bardzo dziękuję za tak piękny komentarz.… »
mozets
21/05/2018 21:37
Zgrabny utwór okolicznościowy. kpt.M.Mozets (jnwsws) »
introwerka
21/05/2018 21:26
Urokliwe tłumaczenie, pięknie oddające czar dziewczęcych… »
hopeless
21/05/2018 20:24
Miladora Masz rację. Kiepsko. Wracam do tego wiersza… »
robert_augustyn
21/05/2018 17:51
Dziękuję. Auster to dla mnie zupełnie nowe nazwisko. Dziwne,… »
Zola111
21/05/2018 17:48
Bardzo się cieszę, że znów publikujesz, Julko. To piękny… »
ShoutBox
  • mike17
  • 21/05/2018 21:11
  • Aga, gorrrrąco pozdrawiam :)
  • akacjowa agnes
  • 21/05/2018 20:44
  • Głosujcie w Zaśrodkowaniu#28. Nawet ja już to zrobiłam ;) Pozdrawiam
  • Gramofon
  • 21/05/2018 11:19
  • Dzień dobry!
  • Zola111
  • 19/05/2018 22:59
  • Głosujcie na wiersze Zaśrodkowania#28, proszę.
  • Zola111
  • 17/05/2018 21:13
  • A tak, Gramofonie. Przyznam, że jestem bardzo zadowolona z frekwencji wierszy w Zaśrodkowaniu#28.
  • Carvedilol
  • 17/05/2018 19:07
  • Jakby co, dajcie znać na PW, prześlę mailem.
  • Carvedilol
  • 17/05/2018 19:05
  • Uwaga - kryptoreklama!napisałem opowiadanie kryminalne, które zamierzam zgłosić na konkurs, dlatego póki co, nie mogę go umieścić na PP Czy jest ktoś chętny na przeczytanie i wyrażenie opinii?
  • Gramofon
  • 16/05/2018 22:11
  • Tak się bałaś, a jest więcej wierszy niż w poprzedniej edycji :D
  • Zola111
  • 16/05/2018 21:41
  • Teksty Zaśrodkowania#28 są już w głosowaniu! :)
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:ustyn
Wspierają nas