Ficken, Liebe, Freiheit. Kolejność dowolna. - jeden
Proza » Miniatura » Ficken, Liebe, Freiheit. Kolejność dowolna.
A A A

Zima w pełni, spada na miasto coraz więcej śniegu, pod jego ciężarem walą się ściany, wilgotnieją fotografie, mój strych czasem przecieka. Są to zdjęcia dwójki ludzi których kiedyś kochałem, ocieram śnieg, otrząsam fotografie, ale śnieg pada nadal, jest mała dziurka w dachu. Myślę sobie, że nie dam rady, śnieg pogrzebie fotografie, palce mi kostnieją, dostrzegam dziennik, tak to ten, są w nim gdzieniegdzie dziury. A ja, jak dawno temu ostatni raz do niego zaglądałem. Ogarnia mnie rozpacz. Gdzie był też taki śnieg? Jakie to było miejsce, tak, to najgorsze. Mam na sobie płaszcz żydowski, gruby, pewnie z Syberii, ojciec przygląda się jak trzymam fotografie matki i siostry, mój brat jest obok. Ojciec naradza się z kimś, zdejmuje swój płaszcz, chce poszukać lepszego, ale ktoś mu ten płaszcz zabiera, nie ma już żadnego innego, dla niego. To chyba wtedy po raz pierwszy Mirek ją zobaczył. Tak mi się zdaje, czasem specjalnie, ludzie zabarwiają swoje wspomnienia, ale teraz, tu, wydaje mi się, że to nie zabarwienie. Że w tamten zimowy, mroźny poranek czterdziestego czwartego - że to wtedy obaj, po raz pierwszy ją zobaczyliśmy.


Kiedy już od dawna można było jeść, pod dostatkiem, to wtedy - tylko te kartki. Długo porządnie nie mogłem się najeść, a i teraz mogę tylko wtedy gdy jest ze mną ktoś inny. Sam jem gdy zostanie mi kawałek kiełbasy, chleba, nie wiem, musi to być jakaś resztka. Nakładam sobie resztkę kaszanki i zaczynam czytać dziennik. Osiem zapisanych stron i trzy fotografie.

Zapisek pierwszy. Milczy, to jest lepsze niż milczenie w samotności, pomaga mi potem w reszcie, w tych innych stosunkach, kiedy nie mogę pojąć samej siebie, kiedy nie mogę się opanować. Bo on zawsze jest pewny i zdecydowany na mnie, więc w najgorszych, tych najbardziej mrocznych chwilach pozostaje mi świadomość, że jego nigdy nie stracę. Nawet jeśli zatraciłabym samą siebie.

Zapisek drugi. Rzadko odwiedzają nas esesmani, zwykle w nocy, nie wiem jaki kostium mają pod swoimi płaszczami, jeden z nich nosi biały fartuch pokryty krwią, nosi czerwony płaszcz, czarne buty, czerń i srebro. Chodzi naładowany elektrycznością po pokoju, potem na wieży strażniczej - pewnie to od tej wieży i drutu, nosi kostiumy, pistolety z których strzelają w tył głowy. To są najciemniejsze noce, bo oni mogą robić co chcą, ich się nie obserwuje przez małą dziurkę w drzwiach, oni maja przyzwolenie. Te noce są poplamione krwią, najbardziej przerażające.


Fotografia, młody mężczyzna. Są takie obrazy, które zapadają w pamięć nawet jeśli były tylko błyskiem, tak było z tamtą fotografią, potrafiłbym ją narysować w każdej chwili, z pamięci. Najgorsze były numery na przedramieniu, chłopiec, mężczyzna. Bez winy i bez sądu. Na młodej twarzy ślady krwi, najwięcej na uchu, pewnie stamtąd pociekła, nie został zatopiony. Musiał być gdzieś wcześniej zamordowany, przed samym wywozem do Auschwitz. Krew jest też na nosie i na czole, nie chciałem jej tego pokazywać. Pokazałem jej tylko zasuszonego liścia, szybko zrozumiała. Tamta twarz nie przypomina żywego chłopca z tej fotografii, która teraz leży zakurzona w moich rękach. Wtedy pracował w obozowej straży ogniowej. Wszystkie zarobione pieniądze wydawał na wizyty u niej. Zakochał się, to jasne. Potem wymieniał się z każdym numerkami, żeby tylko ją zobaczyć.


Zapisek trzeci. Zniknęłam w lustrze, zajrzałam gdzieś, byłam w zgodzie ze sobą, ale teraz znów jestem w tej niezgodzie. Przebudzona, mrugam, obwodzę ołówkiem brzeg powiek. Przez chwilę byłam nieśmiertelna i ja, właśnie ja istniałam tylko dla niego i żyłam w nim, ale teraz to bez znaczenia. Wanna, woda, kap, kap, kap. Zamykam szuflady, kredki chowam, te wszystkie flakoniki, rozpylacze, sukienki z "Kanady", muszę odetchnąć czymś świeżym więc rozchylam okno, widzę jego, jak się oddala. Ale chwile potem słyszę już stukanie do drzwi, trzy minuty przerwy.

Fotografia, biały welon. Ta kobieta dużo wie albo dużo wiedziała. Jej problem to udręka i polega na tym, że ona ciągle o tym pamięta. O strasznych rzeczach, których doświadczyła i o swoim osobistym ślubowaniu, że zachowa na ich temat dozgonne milczenie. Udało jej się ukryć w zakamarkach fakty, wiedzę, przytłumić wszystkie emocje w sobie. Chwilami zapewne wątpi, czy do tego wszystkiego doszło. Kiedy widziałem ją po raz ostatni, a może kiedy po raz ostatni z nią rozmawiałem powiedziała, że zasnuje wszystko mgłą, spowije w chmurę dymu tych wszystkich późniejszych lat.
Ale ja wiedziałem, że to niemożliwe. Jej spokój zakłócało coś co wiecznie jest świeże, pierwsza decyzja, fakty, które wtedy na nią wpłynęły i codziennie wpływają, zatruwają co noc, wpędzają w gorączkę. Stają się nieznośnie pulsujące, zostają nagle, bez uprzedzenia, sednem jej egzystencji.

Zapisek czwarty. Wiesz kim jestem? - spytałam go dzisiaj. On odpowiedział tylko, że jego ukochaną. Jestem nimfą, albo syrena, mój drogi. Nie mam duszy, nie przejmuj się, nigdy jej mieć nie będę. Będę żyła dłużej niż ty, ale kiedy umrę, zniknę całkowicie, na zawsze.


Fotografia, krótkie czarne włosy, młodość.
Uśmiech jej, jest ujmujący, śmiech zawsze szczery, chociaż było go mało, to zawsze zarażał. Oczy żywe i bystre, jasnobrązowe. Ma około dwudziestu jeden lat.


Zapisek piąty. Odbywało się w milczeniu, kiedy przyjeżdżali ci najważniejsi. Z obojętnością, duża część obozu w tym uczestniczyła. Większość chciała mieć Polki, byłyśmy dużo ładniejsze od Niemek. Powszechna prostytucja, każda musiała wytrwale leżeć, albo oparta o mur, stękać, sapać, czasem kilka jednocześnie w jednym pokoju, albo na zmianę, jedna, potem druga, jedna - przez - drugą. Wszyscy spali ze sobą, wszyscy oddawali się sobie na wzajem.

Zapisek szósty. Byłam dziewicą, zgłosiłam się dobrowolnie, miała to być jakaś lekka praca. Dano mi nadzieję, ubrania, żywność. Przyjął mnie lekarz esesman, pamiętam pierwszą rozmowę. Spytał czy chcę tego na pewno i że będzie zabieg. Ale ja szybko zrozumiałam i odparłam - co tam być matką, ja chcę chleba.


Muszę odetchnąć, jest już wieczór, spędzam go sam, wychodzę po coś do picia, jakiś burbon, może whisky. Jestem napędzony myślą, że ktoś za mną idzie i pewnie ma złe zamiary. To pewnie deszcz albo jakiś głupi psiak, mój starszy już umysł, tak sobie wszystko tłumaczy. To mógł być także mój płaszcz, ocierający się o spodnie, albo cień mojego parasola. Głośne buty, bezładne uderzanie płaszcza, asfalt, mijam melancholijne pomniki, porywisty nocny wiatr. Czuję własny zapach nasiąknięty wodą, zapach mokrej skóry, od deszczu i od potu. Odwracam głowę, nie ma nikogo, niepokój na karku, uczucie zagrożenia i podniecenia. Są wszyscy.
Myśli i słowa się zanieczyszczają. Jest obok mnie stu pięćdziesięciu mężczyzn w pasiakach, wszyscy stoimy pod barakiem. Robi to na nas wielkie wrażenie, dziewczyny wychylone z okien, my idziemy do pracy. Machają, posyłają nam całusy, wyglądają tak bardzo ponętnie. Wracamy tam z bratem po pracy, jesteśmy po raz pierwszy.
Dwie obozowe marki. Szybka kontrola, odpowiedni pokój. Pokoje jak w normalnym domu. Łóżko, stolik, nawet wanna, one z papierosem. Dalej robić swoje, dezynfekcja i do baraku. Tu też byli ludzie z krwi i kości, o tak. Piętnaście minut, nie mniej, nie więcej. Potem dzwonek i kolejny, tylko pozycja klasyczna, bez butów.

Powrót do czytania. Zapisek siódmy. Wołanie: wstawać! Wszyscy wstajemy, wybiegamy, reszta już jest na samochodzie, musimy się pospieszyć, żebyśmy i my zdążyli się załadować.
Widzi, że odjeżdżam z innymi, chcę coś mu powiedzieć, uświadomić mu coś, że nie powinien tu być, że nie ma prawa, mówię: nie mam dość czasu. Nie ma na to, na nas, czasu.
Mija resztka czasu jaka mi pozostała, jestem pewna, że wywieziono go przede mną, tylko z nim mogłam porozmawiać, z nim jedynie.

Zapisek ósmy.
- Czy mogę chwilę z panią porozmawiać? - ja jestem bratem Mirka.
- Niech mi pan nic nie mówi...
Pokazuje mi coś, coś zasuszonego i wtedy wiem, że to prawda. Moje życie się skończyło, bo on w czasie transportu, utopili cały wagon, w rzece. Kochałam go bardziej od swojego życia.

 

Odkładam fotografie i dziennik na stół, długo myślę i wsiadam do autobusu, jadę do swojej córki. Ramiona kobiet zwisają z drążków, ramiona uniesione do góry. Otworzyłem drzwi, tym razem nieśmiało. Nie miałem pojęcia, że wchodzę akurat do niej. Z niejasną myślą, że zaskoczę jakąś ptaszynę, zwalczę swoje przybicie po stracie brata. Wtedy ją zobaczyłem, stała przy oknie, które i tak było zaślepione, jakby chciała jednak, coś przez nie dojrzeć. Naga od pasa w górę, miała tylko wąska spódniczkę, tę sprzed tygodnia, gdy powiedziałem jej o śmierci Mirka. Stała z jednym ramieniem uniesionym do góry, wycierała pachę ręcznikiem. Zachowałem się obłudnie, stałem tak jak gdyby nigdy nic, jakbym nie wiedział, że jest naga. I to, że przychodzę do baraku, akurat teraz gdy straciłem brata, a ona swojego mężczyznę. Wypadałoby przeprosić, zamknąć drzwi, ale nie zrobiłem tego, chociaż cały czas trzymałem rękę na klamce. Nie zasłoniła się, a przecież mogła, stała w bezruchu, jak fotografia, spoglądając na mnie, pozwoliła mi oglądać swoją pachę, pierwszy raz w życiu widziałem ogoloną i tak czystą pachę. Nagość nieoczekiwana, nieodkryta, biel która obezwładnia. Biel jak welon. Byłem mężem, bardzo krótko, przez pierwsze sześć miesięcy po wojnie. Związki zawarte w zastępstwie są podobno najtrudniejsze do rozwiązania, to prawda, ale to i tak trwało zbyt długo. Jestem bratem bliźniakiem jej ukochanego mężczyzny z czasów wczesnej młodości, to wszystko.

Ostatni raz przypadkowo spotykam ją w Warszawie. Piękna, elegancka, jest z kimś, pewnie z nowym mężem. Też mnie poznaje, blednie i kładzie palec na ustach. Nie podchodzę, odwracam twarz do okna. A ona tak jak nimfa zniknęła, zostawiła po sobie tylko wodny ślad.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
jeden · dnia 09.02.2018 11:30 · Czytań: 105 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 5
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
Niczyja dnia 09.02.2018 22:53
Dobry tekst!
Mądry, smutny, nostalgiczny, wbijający się jak śruba w serce - mocno i boleśnie.
Niczyja
jeden dnia 10.02.2018 13:08
Niczyja
Dziękuję za komentarz, za miłe słowo.
Pozdrawiam
skroplami dnia 10.02.2018 15:41 Ocena: Świetne!
Człowieku, umrę przez Twoje teksty :(. Wchodzisz jak wąż do serca, przez ciało, kąsasz, ono zwalnia, przyspiesza, brak oddechu też nagle. Coś k.... mokrego na twarzy, przez Ciebie.
Figiel dnia 10.02.2018 20:46 Ocena: Bardzo dobre
Tekst o dobrej kompozycji, tematyką boleśnie poruszający. Trafił do mnie i zasmucił. Bardzo ładnie pokazane, z delikatnością, zachętą do przemyśleń a z drugiej strony mocnym przekazem. technicznie trochę gorzej, sporo powtórzeń, czasem zdanie o niezbyt jasnej konstrukcji, wybijające z rytmu. Mimo tego, doceniam tekst.
Pozdrawiam serdecznie:)
jeden dnia 11.02.2018 11:14
skroplami // Figiel

skroplami

Dziękuję za miłe słowa, że teksty coś poruszają w Czytającym - to dla mnie ważne.
Pozdrawiam

Figiel

Cieszy mnie, że trafił i wywołał emocje. Przejrzę jeszcze pod względem technicznym.
Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
pociengiel
21/02/2018 07:19
Metafora skrzydlata nie non grata. »
Miladora
21/02/2018 01:36
Zgrabnie to wyszło, Lil. Chociaż nie pobiłaś mistrza Jana… »
Miladora
21/02/2018 00:50
Całkiem sympatyczne te smuteczki, Dod. :) Poza tym podobają… »
Zola111
20/02/2018 23:23
Bardzo ładny tytuł, Wiolinie. Twoje rozważania, tyczące… »
Jesienny syn
20/02/2018 22:31
Niestety, są tu rymy także gramatyczne (te same części… »
lech nieduziak
20/02/2018 22:27
Dziękuję. Popracuję nad tym. Lech Nieduziak. »
Jesienny syn
20/02/2018 22:14
Do mnie najbardziej by przemawiał osobiście tytuł… »
Gatsby
20/02/2018 21:53
Tajemnica ale ksiądz nie powiedział o kogo dokładnie chodzi.… »
JOLA S.
20/02/2018 21:46
Witaj miazgo, Cieszy mnie, że z takim entuzjazmem… »
Lilah
20/02/2018 21:24
Dziękuję, Jolu. A łezki nie ma co się wstydzić.… »
Miazga
20/02/2018 21:08
Szkoda, ze dopiero teraz ten komentarz, jak już nie chce mi… »
Miazga
20/02/2018 21:04
Trochę w tym siebie odnalazłam, a nawet więcej niż trochę...… »
Silvus
20/02/2018 20:50
Oby nie. Dla mnie chyba to zbyt bezpośrednie. Szczególnie… »
Polel
20/02/2018 20:41
Pięknie napisane »
Zola111
20/02/2018 20:20
Tekst w korekcie. z. »
ShoutBox
  • mike17
  • 17/02/2018 19:07
  • Jeden z najbardziej kultowych duetów wszech czasów. Pamiętam go z wczesnego dzieciństwa, to dopiero był hicior : [link] Oni do dziś go wykonują, co jest zacne :)
  • Darcon
  • 17/02/2018 13:04
  • Zgodnie z regulaminem, nie może poczekać. Każdy użytkownik patrzy ze swojego punktu widzenia. A gdyby każdy z użytkowników wrzucał teksty tak, jak chciał, to co byśmy mieli w poczekalni, Dodatku?
  • dodatek111
  • 16/02/2018 22:09
  • Dlaczego drugi tekst, dodany w tym samym dniu, nie może czekać w poczekalni, tylko zostaje odrzucony. Salon odrzuconych.
  • Silvus
  • 16/02/2018 15:28
  • @Ni, dziękuję za piosenkę. @jskslg, miłego dnia Tobie.
  • jskslg
  • 16/02/2018 12:09
  • ja się uważam za pedała poezji , ale również życzę miłego dnia
  • Ania_Basnik
  • 16/02/2018 09:05
  • Zapraszam wszystkich poetów do wzięcia udziału w Konkursie "Mój list do świata". Ogłoszenie na stronie głównej PP
  • Niczyja
  • 15/02/2018 21:28
  • Bardzo ładne, Michale. Ja również, mam na myśli Islandię.
  • mike17
  • 15/02/2018 21:20
  • Ach, jak ja lubię miłosną muzę, a przy okazji także islandzką : [link]
  • Niczyja
  • 15/02/2018 20:57
  • Silvus, wczoraj nie miałam nic w zanadrzu, dziś mam. Proszę:) [link]
Ostatnio widziani
Gości online:12
Najnowszy:potertysado
Wspierają nas