Seksowny mord - madoka
Proza » Historie z dreszczykiem » Seksowny mord
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Leżałam sama na drodze, nie bardzo wiedząc, co się właśnie stało. Wokół była ciemność i ani śladu żywego ducha. Wiedziałam jedynie, że gdzieś daleko jest jakiś stary dom, ale nic poza tym. Chwilę tak leżałam, próbując poukładać sobie myśli i przypomnieć, co tak w ogóle się stało, ale im bardziej próbowałam to zrobić tym bardziej czułam, że wszystko miesza mi się w głowie. Przez bardzo długi czas nie byłam w stanie poruszyć ani ręką ani nogą. Oczy miałam cały czas zamknięte.

„Czy to sen?!” – pomyślałam sobie. W końcu bardzo chciałam, aby tak było. Lodowaty wiatr dotknął moich policzków. Pomału podniosłam powieki. Widok, który jawił się teraz przed moimi oczami nie różnił się za wiele od tego, co widziałam gdy miałam je zamknięte. Zdziwiło mnie jednak, że z moim ubraniem jest wszystko w porządku. Powinno być zniszczone, albo przynajmniej ponadrywane w niektórych miejscach od…no nie wiem…przewrotu?

Pomału próbowałam się podnieść. Chwiałam się przez chwilę na własnych nogach, nie mogąc ustać w miejscu. Trochę czasu mi zajęło złapanie równowagi. Zrobiłam kilka głębokich wdechów nim postawiłam pierwszy krok. Cały czas rozglądałam się dookoła, serce zabiło mi szybciej. Sięgnęłam do kieszeni. Chwilę w niej grzebałam, ale jedyne, co znalazłam to rozbity telefon komórkowy, nie zdający się już do użytku. Jedyne, co mi pozostawało to brnąć przed siebie w nieznane. Stara latarnia co jakiś czas oświetlała mi drogę. Krok po kroku pomału podążałam na przód. Przed oczami starałam się mieć jedynie ten stary dom. Może tam znajdę jakąś pomoc? Chociaż wątpliwe… Od dziecka oglądałam dużo horrorów, więc wyobraźnia podsuwała mi różne, logiczne z tego punktu widzenia następstwa zdarzeń takie, jak np. morderca próbujący zwabić swoją ofiarę do takiego miejsca, aby nie wiadomo, co z nią robić. Duchów jakoś mniej się bałam.

- Au! – pisnęłam. Potknęłam się o kamień, ale na całe szczęście mój cel podróży był już blisko. Bez zbędnych westchnień i płaczów podniosłam się i z upartością szłam na przód. Rzadko, kiedy się poddawałam. To nie było do mnie podobne. Światło latarni nie docierało już do tego miejsca, więc na pomoc uruchomiłam wszystkie moje zmysły aż w końcu udało mi się dotknąć ogromnych, ciężkich drzwi. Szybko odnalazłam klamkę i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu odkryłam, że wcale nie było zamknięte. Nawet nie musiałam jej naciskać. Śmiało (jak na kogoś kto obecnie chwieje się na nogach) weszłam do środka. Od razu przywitał mnie zapach starych rzeczy i czegoś dziwnego, co unosiło się w powietrzu, ale jeszcze nie dawało się nazwać.

Stałam w ogromnym korytarzu pełnym setek drzwi z których każde były zamknięte. Korytarz ten zaprowadził mnie do ogromnej Sali, która kiedyś chyba była miejscem do organizowania imprez. Stały tam ogromne meble, coś, co kształtem przypominało fortepian, a na ścianach wisiały całe tuziny portretów przedstawiające różne obce mi osoby. Jeden z nich szczególnie zwrócił moją uwagę.

Przedstawiona na nim kobieta siedziała zupełnie, jak „Dama z łasiczką” na Da Vinciego (tylko łasiczki jej brakowało) i patrzyła na mnie ciepłym wzrokiem. Im dłużej się jej przyglądałam, tym bardziej widziałam w niej coś znajomego aż w końcu oniemiałam. Nie licząc drobnych różnic w stroju ii fryzurze, zauważyłam, że owa dama wygląda tak samo jak ja! Te same rysy twarzy, ten sam kolor włosów, a może nawet i oczu? Cofnęłam się z wrażenia. Dziwne, że jakiś głupi obraz aż tak mnie uderzył.

- To tylko głupi zbieg okoliczności – powiedziałam do siebie, próbując samą siebie o tym zapewnić. Głupi zbieg okoliczności, bo jak innego można by wyjaśnić to w tak zwany „naukowy sposób”? Przeszłam kolejne kilka kroków i już miałam począć rozwiązywać zagadkę, kiedy uświadomiłam sobie kolejną rzecz. Smród owej nie zidentyfikowanej rzeczy stał się dużo bardziej intensywny niż przy wejściu. Ostrożnie skierowałam wzrok na znajdująca się po prawej stronie od „mojego” portretu drzwi. Po cichu skradałam się do nich, bojąc się, że zaraz wyskoczy ten wspomniany wcześniej morderca. Drzwi były uchylone, a zapach co raz bardziej drażnił mój nos. Otworzyłam je na oścież i na nowo zamarłam. Nogi ugięły mi się na ten widok, a ręce przygotowały do asekuracji na wypadek upadku. Wydobyłam z siebie cichy, stłumiony pisk.

W ciemnym pokoju, który dawniej służył chyba jako coś w rodzaju, graciarni, bezwładnie leżała kobieta, a obok niej rozbite szkło, pewnie jakiś kieliszek czy szklanka. Chwilę dochodziłam do siebie, a potem spróbowałam jakoś sprawdzić czy ona w ogóle żyje. Nie reagowała na żadne moje zawołanie, bez trudu przewróciłam ją na plecy. Serce nie biły i to raczej już od dawna. Zabrałam włosy z jej twarzy.

- Mój Boże… - w końcu pozwoliłam sobie upaść na kolana. – To Marika! Co ona tu… - ktoś stanął za mną i położył mi rękę na ustach. Poczułam też, jak coś przystawia mi do głowy. Zaczęłam się szarpać i wyrywać z rąk tajemniczego oprawcy. Przez chwile walczył, ale potem nagle zmroził mnie swoim pocałunkiem na szyi.

– Nie poznajesz? – zapytał. Ciepło, które od początku jakoś przez niego przebijało, teraz wypłynęło z całą swoją siłą. Odetchnęłam z ulgą i od razu chwyciłam jego dłoń.

- Marika nie żyje… - pokazałam palcem na zwłoki. Nigdy za nią jakoś specjalnie nie przepadałam, strasznie utrudniała mi życie, więc jej samej nie było mi jakoś specjalnie szkoda, ale śmierć to jednak śmierć.

- Widocznie tak miało być – obojętnie wzruszył ramionami.

- Ale ty chyba… - nie kończyłam zdania.

- Gdyby nie ona, nie byłabyś teraz w ciąży – westchnął.

- Skąd wiesz o ciąży?! – wykrzyknęłam. Dopiero dziś miałam zamiar mu o tym powiedzieć.

- Znalazłem test w twojej szafce, a ona pięknie się przyznała to przebicia gumek – warknął, z obrzydzeniem spoglądając na nią, a potem już łagodnie na mnie.

- Zabiłeś ją?

- Tak, w końcu obiecałem ciebie chronić – Uśmiechnął się do mnie – a teraz będę chronił także to, co masz pod sercem.

Dlaczego ja się go wtedy nie bałam? Nie wiem… Nie wiem. Nie wiem… Przecież powinnam się bać! W końcu on zabił człowieka! Natomiast ja padłam mu w ramiona i dałam się wziąć na ręce. Może to poczucie bezpieczeństwa i ciepła otumaniło mnie na tyle mocno, że nawet śmierć Mariki nie była już dla mnie taki wielkim problemem? To, co siedzi w jego głowie od zawsze stanowiło dla mnie zagadkę. Rzadko, kiedy się zwierzał i mówił, co chce robić. Mimo wszystko go kocham…

Zaniósł mnie na górę i położył na łóżku. Podwinął moją podkoszulkę i od pępka zaczął delikatnie obsypywać pocałunkami. Przerwał nagle, dyskretnie spoglądając na mnie. Lekkim uśmiechem dałam mu znać, że ma nie przerywać, więc z zapałem wrócił do tego, co zaczął, co raz zachłanniej adorując moje ciało od pępka aż po piersi. (c.d.n.)

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
madoka · dnia 10.02.2018 11:27 · Czytań: 127 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 4
Komentarze
Figiel dnia 11.02.2018 20:37
Witaj:)
Mamy tu trochę usterek technicznych, już w pierwszym akapicie:
Cytat:
Le­ża­łam sama na dro­dze, nie bar­dzo wie­dząc, co się wła­śnie stało. Wokół była ciem­ność i ani śladu ży­we­go ducha. Wie­dzia­łam je­dy­nie, że gdzieś da­le­ko jest jakiś stary dom, ale nic poza tym. Chwi­lę tak le­ża­łam, pró­bu­jąc po­ukła­dać sobie myśli i przy­po­mnieć, co tak w ogóle się stało, ale im bar­dziej pró­bo­wa­łam to zro­bić tym bar­dziej czu­łam, że wszyst­ko mie­sza mi się w gło­wie. Przez bar­dzo długi czas nie byłam w sta­nie po­ru­szyć ani ręką ani nogą. Oczy mia­łam cały czas za­mknię­te.

Dalej niestety, podobnie :(
Cytat:
Po­win­no być znisz­czo­ne, albo prz­yn­ajmniej po­nadry­wa­ne w nie­któ­rych miej­scach od…no nie wiem…prze­wro­tu?

Jakaś rebelia była po drodze? Od upadku, podpowiadam bohaterce:)
Cytat:
Chwia­łam się przez chwi­lę na wła­snych no­gach, nie mogąc ustać w miej­scu.

Próbowałam wyobrazić sobie przez chwilę stanie na cudzych nogach.
Cytat:
Cały czas roz­glą­da­łam się do­oko­ła, serce za­bi­ło mi szyb­ciej.

Od czego? Jeżeli naraz zabiło szybciej, to znaczy że bohaterka coś niepokojącego dostrzegła. A jeżeli strach w niej narastał, to serce zwyczajnie biło jej coraz szybciej.
Cytat:
ale je­dy­ne, co zna­la­złam to roz­bi­ty te­le­fon ko­mór­ko­wy, nie zda­ją­cy się już do użyt­ku. Je­dy­ne, co mi po­zo­sta­wa­ło to brnąć przed sie­bie w nie­zna­ne. Stara la­tar­nia co jakiś czas oświe­tla­ła mi drogę.

Cytat:
Przed ocza­mi sta­ra­łam się mieć je­dy­nie ten stary dom.

Nie rozumiem tej latarni. Jedna i ta sama co jakiś czas oświetlała drogę? Postępowała naprzód razem z bohaterką i co chwila chowała światło? Mam wrażenie, ze chodzi o latarnie morską, bo jedynie ona może dawać światło co jakiś czas, albo o latarnię zasłoniętą drzewami, gdy podmuch wiatru odsuwa gałęzie, ale tekst o tym milczy.
Cytat:
Bez zbęd­nych wes­tchnień i pła­czów pod­nio­słam się i z upar­to­ścią szłam

Uporem.
Cytat:
To nie było do mnie po­dob­ne. Świa­tło la­tar­ni nie do­cie­ra­ło już do tego miej­sca, więc na pomoc uru­cho­mi­łam wszyst­kie moje zmy­sły aż w końcu udało mi się do­tknąć ogrom­nych, cięż­kich drzwi. Szyb­ko od­na­la­złam klam­kę i ku mo­je­mu ogrom­ne­mu zdzi­wie­niu od­kry­łam, że wcale nie było za­mknię­te. Nawet nie mu­sia­łam jej na­ci­skać. Śmia­ło (jak na kogoś kto obec­nie chwie­je się na no­gach) we­szłam do środ­ka.

Tu mamy sporo zaimków oraz niezręczności stylistyczne.
Cytat:
„Dama z ła­sicz­ką” na Da Vin­cie­go

Chyba słowo "portrecie" uciekło:)
Cytat:
po­wie­dzia­łam do sie­bie, pró­bu­jąc samą sie­bie o tym za­pew­nić.

Wiadomo o co chodzi.
Nie będę wyrzucała kolejnych zdań, wiadomo w czym problem: liczne zaimki, powtórzenia, co jakiś czas ucieka następstwo czasów, trafiają się literówki, konstrukcje nie do końca poprawne stylistycznie. Wszystko to da się wyprostować. A piszesz fajnie, lubię czytać Twoje teksty, Lisek na przykład jest przesympatyczny.
Odnośnie tego tekstu, mam tylko jeszcze pytanie - to początek, czy fragment istniejącej całości, bo coś mi się wydaje, że to drugie, biorąc pod uwagę, że bohaterka zna osobę, którą spotkała przy ciele Mariki.
Pozdrawiam serdecznie:)
madoka dnia 11.02.2018 21:41
Chyba wszyscy mi będą te błędy wyliczać, bo już kolejna wersja powstała tego opowiadania. Muszę je doprowadzić do perfekcji! :D Na liska na razie nie mam ochoty, ale jak ktoś go lubi, to chyba do niego wrócę. :D
karp dnia 13.02.2018 18:35
Cytat:
Rzadko, kiedy

- dwa razy, powinno być bez przecinka.

Cytat:
co raz

- też dwa razy, powinno być "coraz".

Sporo literówek, co zwykły edytor tekstu powinien wyłapać. Sporo brakujących przecinków.

Za dużo "jakoś" i "jakiś".

Cytat:
zmroził mnie swoim pocałunkiem na szyi.

Cytat:
Ciepło, które od początku jakoś przez niego przebijało

- to się kłóci.

Rozumiem, że to tylko fragment, więc może buduję niesłuszną opinię. Jeśli to nie sen, to twoja bohaterka ma poszatkowaną psychikę. Albo jest socjopatką. Po wszystkich tych "przygodach" ma ochotę na seksualne pieszczoty...
madoka dnia 14.02.2018 02:31
Cóż... Kto broni bohaterce być socjopatą? ;) Serio, obecnie próbuje ją na taką kreować. Na początku miała być to słodziutka królewna typu "Śnieżka" (z tym, że bez zwierzęcych przyjaciół xD ). Zresztą to nie jest aktualna wersja.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Maly
19/02/2018 02:27
do podwórza czy na podwórze? To zdanie do… »
Zola111
19/02/2018 00:54
Hej, poproszę o przecinek w zajawce: Jest to baśń o… »
Zola111
19/02/2018 00:49
Jeszcze poproszę o poprawki w zajawce, w polu Od autora:… »
Zola111
19/02/2018 00:41
Tekst po 1. korekcie. Dziękuję za cierpliwość i charakter,… »
Zola111
19/02/2018 00:39
Tekst w korekcie, choć w zasadzie nie widać usterek :)»
pociengiel
19/02/2018 00:14
Chyba mi się przeczytał ten komentarz okołokomentarzowy.… »
kamyczek
18/02/2018 23:38
Treść trafia głęboko do serca, odczuwalna, aż do bólu.… »
zula
18/02/2018 23:35
Witaj Mike Miło gościć i miło czytać takie komentarze.… »
zula
18/02/2018 23:19
Witaj mike17 Smutna historia. Chłopiec nie może pogodzić… »
Opheliac
18/02/2018 22:54
Trzy ostatnie wersy zabieram szczególnie! Niezwykle… »
skroplami
18/02/2018 22:48
Poezja sprzeczności, ona śniegiem twarz a chłopiec patykiem… »
skroplami
18/02/2018 22:27
Te rozważania, oczywiście, też codzienność :). Opowiadanie… »
kamyczek
18/02/2018 22:12
Uwagi - podobnie jak Lilah: zagląda z lustra - wygląda z… »
Jesienny syn
18/02/2018 22:02
Nie widzę w tym tekście źadnych specjalnych wartości… »
Jonasz
18/02/2018 21:48
piszę przez cały czas, ciągle szukam drogi; masz dobrą… »
ShoutBox
  • mike17
  • 17/02/2018 19:07
  • Jeden z najbardziej kultowych duetów wszech czasów. Pamiętam go z wczesnego dzieciństwa, to dopiero był hicior : [link] Oni do dziś go wykonują, co jest zacne :)
  • Darcon
  • 17/02/2018 13:04
  • Zgodnie z regulaminem, nie może poczekać. Każdy użytkownik patrzy ze swojego punktu widzenia. A gdyby każdy z użytkowników wrzucał teksty tak, jak chciał, to co byśmy mieli w poczekalni, Dodatku?
  • dodatek111
  • 16/02/2018 22:09
  • Dlaczego drugi tekst, dodany w tym samym dniu, nie może czekać w poczekalni, tylko zostaje odrzucony. Salon odrzuconych.
  • Silvus
  • 16/02/2018 15:28
  • @Ni, dziękuję za piosenkę. @jskslg, miłego dnia Tobie.
  • jskslg
  • 16/02/2018 12:09
  • ja się uważam za pedała poezji , ale również życzę miłego dnia
  • Ania_Basnik
  • 16/02/2018 09:05
  • Zapraszam wszystkich poetów do wzięcia udziału w Konkursie "Mój list do świata". Ogłoszenie na stronie głównej PP
  • Niczyja
  • 15/02/2018 21:28
  • Bardzo ładne, Michale. Ja również, mam na myśli Islandię.
  • mike17
  • 15/02/2018 21:20
  • Ach, jak ja lubię miłosną muzę, a przy okazji także islandzką : [link]
  • Niczyja
  • 15/02/2018 20:57
  • Silvus, wczoraj nie miałam nic w zanadrzu, dziś mam. Proszę:) [link]
Ostatnio widziani
Gości online:14
Najnowszy:Tiggesaq3o
Wspierają nas