Cykl obrazów kobiet - trzeci - zula
Proza » Obyczajowe » Cykl obrazów kobiet - trzeci
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Marcelina

Boże jak ja ciebie nienawidzę, pomyślałam, biorąc garść ziemi do ręki. Rzuciłam na wieko trumny. Po raz ostatni pożegnałam ojca, człowieka, który tak boleśnie umeblował mi życie. Byłam wreszcie wolna, stałam z podniesioną głową. Nie uroniłam ani jednej łzy. Tato, tatuś, tatulek, tak bardzo zazdrościłam koleżankom tego słowa, że opowiadały o swoim ojcu ciepło i każda marzyła, aby mieć takiego męża jak ojciec. Ja zawsze pragnęłam, aby mój ojciec umarł. Spojrzałam na matkę, kobietę, kiedyś jedną z atrakcyjniejszych dziewcząt w jej rodzinnym miasteczku. Dzisiaj strzępek kobiety... w wieku pięćdziesięciu ośmiu lat wyglądała jak staruszka.
Objęłam ją i wyszeptałam — mamo już od tej chwili nikt cię nie skrzywdzi. Zaopiekuję się Tobą.
Tłum, jaki się zebrał na cmentarzu, świadczył o ważnym pochówku, przemówienia, hołd wyrażony salwą z broni, pośmiertne odznaczenie i nadanie stopnia pułkownika.
Żenada i obłuda, pomyślałam, miałam ochotę wykrzyczeć to wszystko, co ten wzorowy obywatel i oficer uczynił mnie i mojemu bratu. Mojej matce i młodym rekrutom w jednostce. Przyszli też ludzie, którzy pewnie wiele wiedzieli, ale też milczeli. Takie były czasy.


Przed śmiercią ojciec był komunistycznym majorem w stanie spoczynku i pobierał emeryturę. W Polsce zachodziły powoli zmiany polityczne. Żył pewnie sobie spokojnie i tyranizował do końca swoją żonę, która godziła się być z nim i żyć pod jednym dachem. Ciekawe czy do końca zabierał ją do piwnicy? — gdzie miał siłownię, był tam pokój tortur dla mojej matki.
Kiedy zobaczyłam wśród ludzi twarz brata, poczułam wielką ulgę i radość. Jest, przyjechał mój jedyny brat. On też uciekł spod tyranii ojca za granicę. Miał wielki żal do mamy i obwiniał ją na równi z ojcem za ten koszmar. Dlatego też nie odzywał się do niej, a ona bardzo z tego powodu cierpiała.
— Mamo — rzekłam — jest Michał.
Matka bezwładnie osunęła się na ziemię. Podbiegł i podniósł ją, obejmując silnym ramieniem. Była tak bardzo dumna z syna, ale wtedy nic nie mogła zrobić.
Wróciliśmy do domu, pustego i zimnego jak zawsze. Poczułam strach i przeszyły mnie dreszcze. Popatrzyłam na Michała, zobaczyłam tego samego chłopca, co kiedyś, wystraszonego i milczącego, czekającego na bolesny dotyk.
— Chodźmy do kuchni — odezwała się mama — zaparzę herbaty.
Weszłam, kuchnia była zawsze dla mnie bezpiecznym azylem, pachniała ciastem drożdżowym i kawą z mlekiem. Posiłki jadaliśmy przeważnie razem z mamą krzątającą się pośród sprzętów kuchennych. Ojciec całymi dniami przebywał w jednostce, przychodził późno i często pod wpływem alkoholu. Kiedy nie był w stanie, zostawał na noc w koszarach.
Usiedliśmy przy stole, mama podała herbatę i bułkę z rodzynkami. Wzięłam kawałek i wciągnęłam w nozdrza jej aromat. Kątem oka widziałam Michała, który zrobił to samo. Smak dzieciństwa powrócił z tym zapachem, jedynym dobrym wspomnieniem z tego okresu.
Rozmowa się nie kleiła, była jak wykolejony pociąg staczający się po zboczu, wylatywały z niego walizki ze źle ułożonymi rzeczami. Byliśmy dla siebie obcy i każdy z nas krył w sobie mroczną tajemnicę, której nie chciał wykrzyczeć. Mama prawie milczała i tylko jej oczy mówiły, jak bardzo cierpi.
Czy to było cierpienie po stracie męża, czy cierpienie z powodu winy? – zdawałam w myślach pytanie.


Nadchodził wieczór, wzięłam podróżną torbę i szłam po schodach do dawnego pokoju, kiedy usłyszałam głos mamy — Pościel przebrałam i przewietrzyłam, a ręczniki są w łazience.
Nic nie odpowiedziałam, stanęłam pod drzwiami i nacisnęłam klamkę. Weszłam, zobaczyłam ten sam pokój, jaki zostawiłam piętnaście lat temu, kiedy opuściłam to miejsce.
Pod osłoną nocy wyszłam wtedy z jedną niewielką torbą, w której było parę łaszków, książka Mały Książę, dokumenty, dyplom maturalny i adres, który był drzwiami do mojego nowego życia, dostałam go od pani Janiny, profesor matematyki. Pewnie była świadoma mojej ówczesnej sytuacji.
Wsiadłam do pociągu relacji Przemyśl — Poznań. Jechałam, wiedziałam gdzie, ale nie byłam pewna, po co, oczy piekły i czułam straszny ból w całym moim ciele. Wysiadłam na dworcu głównym, Kraków.

***

Pokój na poddaszu małego domu. Wyglądał jak koszarowa sypialnia, łóżko, szafka na niej łysa lampka nocna i jakaś bajka o strachach. Bajki moje?... nie, to były jego i to on czytał mi je na dobranoc. Byłam wystraszona, kiedy wychodził z pokoju, gasił światło i rzucał rozkaz ciszy nocnej salutując przy tym.
Koszmar się nie kończył, powracał, światło padające z ulicznej lampy na ścianę tworzyło ogromny cień zbliżającego potwora. Jego wielkie ręce jak macki olbrzyma z bajki dotykały mnie, czułam strach i ból, który tkwił w moim małym gardle i tak uciskał, że nie byłam w stanie nic wydusić z siebie. Zresztą, kiedy to się zaczęło, miałam tylko trzy lata.
Mieszkaliśmy w małym miasteczku przy wschodniej granicy Polski. Przepięknie położona miejscowość o nazwie Radzyminek, wokół lasy i góry Bieszczady.
Dom znajdował się na osiedlu oficerskim, niedaleko koszar.
Ojciec major Ludowego Wojska Polskiego był dowódcą jednostki wojskowej. Mama nie pracowała mimo wyższego wykształcenia pedagogicznego.
— Moja żona nie będzie pracować nigdy — powtarzał, gdy mama chciała wrócić do pracy. — Masz w domu dużo roboty — koniec, ostatni raz słyszę o tym — zapamiętaj ja tu wydaję rozkazy! — krzyczał.
Miasto, mała mieścina jakich wiele. Mieszkańcy o sobie wiedzieli prawie wszystko. Ojciec jednak chronił swój mir rodzinny i brudy prał w domu.
Rodzina Sanockich należała do elity, komunistyczny dowódca to kiedyś była szycha. Na zewnątrz był przykładnym mężem i ojcem, wewnątrz tyranem. W domu okrutnym dyktatorem wprowadził rejony, musztry, raz w tygodniu zakładał galowy mundur i znęcał się fizycznie i psychicznie nad rodziną, musieliśmy być wzorowymi uczniami, nie było innej opcji. Za złą ocenę, dostawaliśmy cięgi skórzanym pasem, robił to w taki sposób, aby nie zostawiać śladów. Żyliśmy jak w koszarach, pobudka i szkoła, powrót, obiad, kolacja i cisza nocna. Żadnych czułości nie wolno było nam okazywać, żadnych zabaw, ani uczuć. Pamiętam jak wrzucił do pieca moją lalkę, którą dostałam od babci.
Michał był starszy ode mnie trzy lata, po maturze zdał na Politechnikę lecz po drugim roku wyjechał do Monachium w tajemnicy przed ojcem. Byłam wtedy w trzeciej klasie Liceum Ogólnokształcącego. Przed wyjazdem żegnając się, przyrzekł, że wkrótce zabierze mnie z tego piekła, tak się jednak nie stało, byłam przekonana, że to on pomagał mi finansowo. Kiedy uciekłam z domu, dostawałam co miesiąc przelew pieniężny, który dostarczał mi listonosz dotąd, dopóki nie stanęłam samodzielnie na nogi.
Ojciec jak dowiedział się o ucieczce syna, był bezsilny po raz pierwszy w życiu. Wiedział, że jego znajomości tak daleko nie sięgają wpadł w złość, w nocy przyszedł do mnie i zrobił to, co zawsze, tylko bardziej brutalnie. Już nie powtarzał, że kocha mnie, że to dla mojego dobra i zawsze będę jego ukochaną córeczką. Czułam na sobie jego ciężki oddech, jego oślizły język zostawiał jak ślimak lepką maź pomieszaną z tytoniem i alkoholem na moim ciele. Na koniec jak zawsze z prezerwatywy wlał spermę do mojej buzi, którą musiałam połknąć. Znów będę w łazience trzeć gąbką skórę, aż zmyję to gówno.
Zsunął się z mojej drobnej, bezbronnej postury, milczącej jak głaz, zacisnął na mojej brodzie swoją łapę.
— Ani słowa matce i nikomu, bo i tak nikt ci nie uwierzy — powiedział. — Zapamiętaj! Dopóki ja łożę na twoje utrzymanie będziesz mi posłuszna jak pies. Ty mała kurewko, lubisz to, wiem tylko udajesz, że nie, wszystkie jesteście takie same — wyrzucił z siebie. — Ten twój brat, pedał jebany też to lubił, myśli, że ja sobie nie poradzę bez niego. W koszarach mam tylu młodych, chłopaków z ciasnymi dupami — zaśmiał się.
Wyszedł, poszłam do łazienki, aby zmyć z siebie ten zapach, który powodował u mnie torsje.
— Mamo, gdzie jesteś, dlaczego mnie nie słyszysz — mówiłam tak cicho, aby nikt nie usłyszał.

***

Tej nocy byłam tutaj bezpieczna, wiedziałam, że nie przyjdzie. Jednak nie mogłam usnąć, czułam jego obecność i zapach wody kolońskiej Konsul.
Obudził mnie dziwny łomot narzuciłam szlafrok i zbiegłam na dół, w kuchni nikogo nie było. Odgłosy dochodziły z piwnicy, zbiegłam po schodach i zobaczyłam Michała demolującego siłownię, a mama stała blada i mówiła jak obłąkana — synu uspokój się, to ci nic nie da — on wróci i nas pozabija.
Michał wyglądał jak szaleniec, gdy mnie zobaczył wybuchnął głośnym i przeraźliwym płaczem, podeszłam do niego, a on przytulił się i szlochając wyrzucił z siebie ten ból, który tkwił w nas jak pijawka, która ssała krew, rosła i tyła i nie chciała odpaść.
— Mamo dlaczego? Powtarzał. Mama siedziała na posadzce, szlochała i biła głową o ścianę, była taka wątła jej ciało całe drżało i wypowiadała jakieś niezrozumiałe słowa — nie rób mi tego łajdaku, ja nie chce, odwiąż mnie, jestem grzesznicą i będę smażyć się w piekle za moje dzieci — zaczęła wyrywać włosy z głowy.
Wiedzieliśmy, że nasza mama nie wytrzymała. Coś w niej pękło. Pogotowie zabrało ją do szpitala psychiatrycznego.
Wracałam do Krakowa tak jak kiedyś tylko teraz jechałam do domu, do swojej rodziny. Mama została na razie w szpitalu w Jarosławiu, ale wkrótce zostanie przewieziona do Kobierzyna.

***

Kraków znów oczarował mnie swoim pięknem i przywitał słoneczną pogodą tak jak kilkanaście lat temu.
Szłam wtedy z dworca przed siebie doszłam do plantów i usiadłam na ławce. Wyciągnęłam kanapkę, choć nie miałam apetytu, to jadłam, przeżuwając bez smaku kęsy.  Podeszłam do jednej z taksówek i spytałam pana o kurs na ulicę Miodową i za ile?
— A panienka tak sama? — zapytał.
— Teraz sama, ale zaraz będę z kimś — odpowiedziałam.
Przyjechałam pod kamienicę i zadzwoniłam pod numer osiemnaście, rozległ się ciepły głos starszej pani.
— Kto tam? — zapytała.
— Marcelina Sanocka, jestem od pani Janiny — odpowiedziałam.
— Proszę, wejdź na pierwsze piętro.
Potem już wszystko było takie cudowne, zdałam na psychologię i podjęłam pracę w małej knajpce na Kazimierzu, ciężko było, ale dawałam radę. Pani Regina czuwała nad moją edukacją, mówiła, że robi to dla swojej kuzynki Janiny.
Myślałam często o mamie, ona w tajemnicy przed ojcem kontaktowała się ze mną telefonicznie. Wiedziałam, że bardzo tęskniła za Michałem, ale nic nie mogłam uczynić.
Karola poznałam na juwenaliach i zaczęliśmy się spotykać, był już na ostatnim roku stomatologii, a ja dopiero na trzecim i bardzo obawiałam się tego, jak moja przeszłość wpłynie na moje życie seksualne. Gdy go przedstawiłam pani Reginie, od razu była nim oczarowana i powiedziała — tylko nie ukrywaj przed nim żadnej tajemnicy, bo będzie miał do ciebie żal.
Posłuchałam i dzięki jej radom jesteśmy szczęśliwym małżeństwem.

***

Kobierzyn, chodziłam codziennie do mamy, lekarz powiedział, że powoli mama powraca do zdrowia i nabiera wiary w siebie, wkrótce ją zabrałam stamtąd do naszego domu. Poznała mojego męża Karola i pięcioletniego Stasia, naszego synka.
Michał powrócił do Monachium, gdzie miał dom i partnerkę Emilię. Jednak cały czas pozostajemy w kontakcie. 
Przeszłość została już za mną, zamknęłam ten okres na zawsze, dzisiaj pragnę tylko miłości i szczęścia dla mojego syna, bo swoją miłość już odnalazłam.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
zula · dnia 10.02.2018 11:41 · Czytań: 135 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 10
Komentarze
Darcon dnia 10.02.2018 11:48
Smutne i mocne, Zulu. Nie jestem zwolennikiem prowadzenia opowieści w formie relacji, ale nazwałaś cykl, tak jak nazwałaś i akceptuję to. Nie będę wyłapywał błędów, tekst na tyle mocno do mnie przemówił, że nie zwróciłem na nie uwagi. Poza tym nie potykałem się przy czytaniu, więc zapewne nie jest źle warsztatowo.
Twój cykl obrazów rysuję się w czarnych barwach, jestem ciekawy, czy gdzieś trafią się kolory. Nie mogę jednak nie docenić naturalności i pewnego rodzaju obiektywności, mimo że utwory są prowadzone w pierwszej osobie. Dobrze sobie z tym radzisz. Oby tak dalej.
Pozdrawiam.
zula dnia 10.02.2018 13:43
Cytat:
Nie jestem zwolennikiem prowadzenia opowieści w formie relacji, ale nazwałaś cykl, tak jak nazwałaś i akceptuję


Może mi podpowiesz coś w tej kwestii.
Bardzo miłe jest słyszeć na początek takie słowa. Nigdy bym nie zaczęła coś pisać gdyby nie przypadek w moim życiu. Czasem takie topnięcie wyzwala w nas pewne ukryte marzenia.
Cykl jest w większości oparty na faktach.
Proszę pomagać mi i nawet "krzyczeć"
Pozdrawiam serdecznie
Darcon dnia 10.02.2018 14:14
Wiesz, w tym cyklu relacja brzmi całkiem dobrze. Niełatwo jest nią utrzymać przy sobie czytelnika, ale Tobie się udaje.
Odbiegając jednak od cyklu, opowiadania są ciekawsze, jeśli bohaterowie mówią (dialogi), robią (akcja) i reagują (wyciąganie wniosków, konfrontacje, itd.). Czytelnik szybko się nudzi, gdy czyta "byłem, widziałem, próbowałem".

Zamiast czytać:
"Bogdan znowu się zdenerwował, że nie kupiłam piwa, a ja po prostu bałam się, że znowu upije się i będzie mnie bił."

Czytelnik woli:
"- Gdzie jest te cholerne piwo?! - Bogdan stał w otwartych drzwiach lodówki.
Bożena skuliła się na kanapie, nic nie odpowiedziała."

Pozdrawiam.
zula dnia 10.02.2018 14:50
Rozumiem o co chodzi. I masz zupełną rację, bo ją też lubię mocno i jasno.
Dziękuję.
Figiel dnia 10.02.2018 19:35
Witaj, zula,
ten tekst jest dobry, ale przyznam, że poprzednie z "Cyklu..." podobały mi się bardziej. Ten trochę trąci sztampowością i poprawnością w straszeniu "złym komunistycznym majorem". Nie mógł być po prostu złym człowiekiem, majorem Wojska Polskiego? Przeciętnie rozgarnięty czytelnik zorientuje się o jakim okresie mowa. Nie wiem co ma komunizm, kapitalizm czy jakikolwiek ustrój, do tego, co człowiek jest w stanie bezkarnie zrobić drugiemu człowiekowi. Odnośnie tematu - sama nie wiem, trzeba o tym mówić, ale obecnie media tak epatują problemem molestowania, że chyba niedługo na nikim nie będzie robił wrażenia.
Parę drobiazgów:
Cytat:
Przed śmier­cią oj­ciec był ko­mu­ni­stycz­nym ma­jo­rem w sta­nie spo­czyn­ku na eme­ry­tu­rze.

Albo w stanie spoczynku, albo na emeryturze, to dwa zupełnie różne sposoby zakończenia pracy zawodowej. Wbrew pozorom, pojęcie w stanie spoczynku nie oznacza, że ktoś nie chodzi już do pracy.
Cytat:
— Chodź­my do kuch­ni — ode­zwa­ła się mama — zro­bię her­ba­ty.

Zrobię ( co?)herbatę.
Cytat:
ko­mu­ni­stycz­ny do­wód­ca to kie­dyś była szy­cha.

Dowódca Jednostki to dziś też kawałek szychy :)
Cytat:
i rzu­cał roz­kaz ciszy noc­nej sa­lu­tu­jąc przy tym.

Nie widzę tego zupełnie. Salutowanie jest oddawaniem honoru wyższemu stopniem, lub odpowiedzią na honor. Żaden major nie robiłby tego bezzasadnie, na dobranoc.
Rozumiem, ze miało to podkreślić wojskowy dryl panujący w domu, ale dla mnie brzmi dziwacznie i nienaturalnie.
Cytat:
W domu okrut­nym dyk­ta­to­rem wpro­wa­dził re­jo­ny, musz­try, raz w ty­go­dniu ubie­rał ga­lo­wy mun­dur i znę­cał się fi­zycz­nie i psy­chicz­nie nad ro­dzi­ną, mu­sie­li­śmy być wzo­ro­wy­mi ucznia­mi, nie było innej opcji.

Brakuje przecinka po "dyktatorem" albo kropki. Nie ubieramy części garderoby, a jedynie choinki:) Odzież zakładamy.
Cytat:
Pa­mię­tam jak wrzu­cił moją lalkę do pieca, którą do­sta­łam od babci.

Niepoprawny szyk i "moją" niepotrzebne, bo przecież wiadomo czyją
Pamiętam jak wrzucił do pieca lalkę, którą dostałam od babci.
Cytat:
Ko­bie­rzyn, cho­dzi­łam co­dzien­nie do mamy le­karz po­wie­dział, że po­wo­li mama po­wra­ca do zdro­wia i na­bie­ra wiary do sie­bie, wkrót­ce ją za­bra­łam do mo­je­go domu. Po­zna­ła mo­je­go męża Ka­ro­la i pię­cio­let­nie­go Sta­sia, na­sze­go synka.


Trochę powtórzeń i zaimków się wkradło.
Ogólnie, Twoje pisanie podoba mi się. Masz dużą wrażliwość i empatię, technicznie nie jest źle, a to dobre początki. Czekam na następne teksty:)
Pozdrawiam serdecznie:)
zula dnia 11.02.2018 15:31
Witam. Miło, że zajrzałeś do mnie. Trochę będę się broniła.

Cytat:
Ten trochę trąci sztampowością i poprawnością w straszeniu "złym komunistycznym majorem". Nie mógł być po prostu złym człowiekiem, majorem Wojska Polskiego?


Pozwól, że tu nie zgodzę się z Tobą. Nie straszę nikogo i ustrój polityczny nie ma tu żadnego znaczenia. Opisuję tamten okres i dlatego wtrąciłam wyraz " komunistyczny" Nie wiem ile masz lat, ale ja pamiętam tamte czasy i wiem coś o mundurowych, bo wychowałam się wśród nich. Dlatego tekst jest częściowo oparty na faktach i niech tak zostanie.

Cytat:
Albo w stanie spoczynku, albo na emeryturze, to dwa zupełnie różne sposoby zakończenia pracy zawodowej. Wbrew pozorom, pojęcie w stanie spoczynku nie oznacza, że ktoś nie chodzi już do pracy.


Może dodam w stanie spoczynku i pobiera emeryturę.

Cytat:
Zrobię ( co?)herbatę.


Zrobić wymaga zasadniczo biernika, ale dopuszcza też dopełniacz (tzw. dopełniacz partytywny)
Dlatego nie do końca jest to błędem.

Cytat:
Dowódca Jednostki to dziś też kawałek szychy


No nie wiem, czy dzisiaj wygląda tak samo jak kiedyś. Zawodowi w stopniach *** mieli praktycznie wszystko. Mieszkania, sklepy, żony nie pracowały, ośrodki wczasowe, opiekę dla dzieci jeśli chcieli pójść np. na Sylwestra

Cytat

[.quote]Nie widzę tego zupełnie. Salutowanie jest oddawaniem honoru wyższemu stopniem, lub odpowiedzią na honor. Żaden major nie robiłby tego bezzasadnie, na dobranoc.
Rozumiem, ze miało to podkreślić wojskowy dryl panujący w domu, ale dla mnie brzmi dziwacznie i nienaturalnie.[/quote]

A jednak robił. Dla mnie nic nie brzmi dziwacznie. Pozwól, że nie będę Cię przekonywała o swojej racji co do honoru. Bo jedni mają orzełek na czapce, a drudzy tylko czapkę.

Co do innych zastrzeżeń odniosę się w tekście i poprawię. Ostatni fragment "do" aż razi. Jak mogłam nie widzieć.

Bardzo wdzięczna jestem za uwagi i spostrzeżenia. Wszystkie są ważne do przemyślenia.
Dziękuję za i proszę o jeszcze.
Pozdrawiam serdecznie
Figiel dnia 11.02.2018 17:22
zula napisała:
Trochę będę się broniła.

Nie ma przed czym:) Daleko mi do atakowania, bliżej do wymiany uwag:)
zula napisała:
ustrój polityczny nie ma tu żadnego znaczenia. Opisuję tamten okres i dlatego wtrąciłam wyraz " komunistyczny"

Oczywiście, wybór słów należy do Autora. Jednak nadal mam przekonanie, ze wyraz komunistyczny miał nie tyle osadzać tekst w czasie, ile wzmocnić portret przez wywołanie pejoratywnych skojarzeń. To oczywiście mój osobisty odczyt, więc nikt nie musi się z tym zgadzać, a już na pewno nie Autor. Uznajmy uwagę za niebyłą.
zula napisała:
pamiętam tamte czasy i wiem coś o mundurowych, bo wychowałam się wśród nich.

Coś tam na ten temat wiem i dlatego zabrałam głos:)
zula napisała:
Może dodam w stanie spoczynku i pobiera emeryturę.

Uparcie twierdzę, że stan spoczynku jasno określa, że wojskowy nie wykonuje obowiązków zawodowych, to zamiennik określenia "emerytura" z powszechnego systemu emerytalnego. Jest też jasne, że w stanie spoczynku pobiera świadczenie pieniężne. To moim zdaniem zbędne zwielokrotnianie treści.
zula napisała:
Zawodowi w stopniach *** mieli praktycznie wszystko. Mieszkania, sklepy, żony nie pracowały, ośrodki wczasowe, opiekę dla dzieci jeśli chcieli pójść np. na Sylwestra

To prawda. Ale mieszkania nie były ich, tylko z zasobów wojskowych, w końcu gdzieś tych przydziałowców trzeba było zakwaterować, do czasu aż nie dostaną rozkazu przeniesienia, wiele cywilnych żon też nie pracowało, i wiele żon mundurowych podejmowało zwykłą pracę zawodową. Ośrodkami wczasowymi dysponował niemal każdy większy cywilny zakład pracy i były dofinansowania do wypoczynku, fakt, w mundurowych ceny były śmiesznie niskie. Mam nadzieje, że Administracja wybaczy mi ten offtop:)
zula napisała:
Pozwól, że nie będę Cię przekonywała o swojej racji co do honoru. Bo jedni mają orzełek na czapce, a drudzy tylko czapkę.

Święta prawda. Ale nie chodziło mi o honor w sensie postawy moralnej, ale honor w rozumieniu pojęcia z zakresu musztry i obyczaju żołnierskiego, np tego, że do gołej głowy się nie salutuje. Obyczaj salutu jest na tyle uregulowany i wpojony każdemu mundurowemu, że dziwactwem trąci takie zachowanie, stąd moja uwaga, gdyż uznałam sytuację za przerastającą nawet fikcyjny wymysł. Jak widać, błędnie, przepraszam. Chyba wciąż jeszcze uczę się, że katalog chorych zachowań jest u ludzi niewyczerpalny.
zula napisała:
Jak mogłam nie widzieć.

Zwyczajnie:) Takie drobne niedociągnięcia sprytnie chowają się przed naszym wzrokiem, za to z przytupem harcują przed cudzym. Małe wredoty!
Pozdrawiam serdecznie:)
purpur dnia 13.02.2018 14:16
Witaj ponownie!

A więc tak. Na pewno lepiej się czytało - poza paroma wyjątkami, ale one raczej spowodowane były treścią, niż "technikaliami" nie napotkałem "zgrzytów". W ogóle ciężko coś zarzucić samemu słowu pisanemu, było ok.

Niestety tego samego nie mogę powiedzieć o treści...

Niestety pomijając naiwność całości, wręcz czuło się "dystans" autora. Ni diabła nie kupuję tego, brzamiało, jak bajka, tylę że z gatunku tych złych...

Cytat:
Posłuchałam i dzięki jej radom jesteśmy szczęśliwym małżeństwem.


Cytat:
Przeszłość została już za mną, zamknęłam ten okres na zawsze, dzisiaj pragnę tylko miłości i szczęścia dla mojego syna, bo swoją miłość już odnalazłam.


Niemalże brakuje, i żyli długo i szczęśliwie...

Do tego okropny schemat! Wybacz, ale emanowanie trudnym tematem nie oznacza zaciekawienia.

To jest zupełne przeciwieństwo tego, co przeczytałem w pierwszym Twoim tekście. Tam było bardziej koślawo, jeśli chodzi o technikę, tam było nieporadnie, ale za to miałęm ochotę to czytać, zaciekawiało, no było tam coś nowego. Tutaj, pomimo braku jakiś większych błędów, przeskoczyłem niemalże po literach i wyrzucam z pamięci pisząc te słowa.

Zawsze, ale to zawsze podkreślam jedno - liczy się pomysł! Liczy się przemyślnie jego... No przynajmniej ja szukam tego w czytaniu...

Wybacza, że dość nieprzychylna się Tobie trafiła opinia, niestety jest to jedna z moich wad - pisze co myślę i nie do końca potrafię cukrzyć...

No ale smucić się nie musisz, bo w zamian oferuję ciasteczko - o! Proszę! Z czekoladowymi wiórkami :p

Pozdrawiam,
Pur
zula dnia 13.02.2018 19:49
Witam.
Miło Cię gościć i czytać. Przyjmuję to na klatę, a mam czym oddychać. Więc pewnie przefiltruję twoje uwagi.
No nie wiem czy to jest wadą?. Wydaje mi się, że jest to zaleta. Lepiej komuś powiedzieć prawdę niż cukrzyć...
A za ciasteczko dziękuję.
Miłego wieczoru :)
purpur dnia 13.02.2018 20:20
No trochę jest, bo czasami dostaję obuchem za moje wydumane teorie...

Czasami wydaję się być za ostry, ale to tylko dlatego, że chcę, aby autor zrozumiał o co mi właściwie chodzi... A jak zapakuję to w za dużo celofanu, to potem... No i dlatego czasami są pazury...

Napisać coś tak ciężkiego, okrutnego, jak powyżej, to nie jest prosta sprawa. Musisz rozumieć, że bierzesz pewną odpowiedzialność za czytelnika, biorąc go na wycieczkę w ciemny bezbronny pokój dziecka, jednak w jakiś sposób gmerasz mu w głowie/uczuciach. A po takiej operacji, chciałbym mieć pewność, że było warto, bo czasami to boli... Nie lubię, jak ktoś mi upuszcza krwi na darmo.

Słowa potrafią boleć.

Dopieść maleństwo przed wypuszczeniem w świat - adj mu tyle czasu ile jest wymagane, dopiero jak jesteś pewna, że sobie poradzi - rzucaj go na pastwę hien :)

Zresztą, ja wyznaję zasadę - krytyka nas uczy, pozytywne opinie sprawiają, że w ogóle piszemy :)

Dobrze jest dostawać pełną pulę, czasami... :p

Pozdrawiam,
Purpur
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
pociengiel
21/02/2018 07:19
Metafora skrzydlata nie non grata. »
Miladora
21/02/2018 01:36
Zgrabnie to wyszło, Lil. Chociaż nie pobiłaś mistrza Jana… »
Miladora
21/02/2018 00:50
Całkiem sympatyczne te smuteczki, Dod. :) Poza tym podobają… »
Zola111
20/02/2018 23:23
Bardzo ładny tytuł, Wiolinie. Twoje rozważania, tyczące… »
Jesienny syn
20/02/2018 22:31
Niestety, są tu rymy także gramatyczne (te same części… »
lech nieduziak
20/02/2018 22:27
Dziękuję. Popracuję nad tym. Lech Nieduziak. »
Jesienny syn
20/02/2018 22:14
Do mnie najbardziej by przemawiał osobiście tytuł… »
Gatsby
20/02/2018 21:53
Tajemnica ale ksiądz nie powiedział o kogo dokładnie chodzi.… »
JOLA S.
20/02/2018 21:46
Witaj miazgo, Cieszy mnie, że z takim entuzjazmem… »
Lilah
20/02/2018 21:24
Dziękuję, Jolu. A łezki nie ma co się wstydzić.… »
Miazga
20/02/2018 21:08
Szkoda, ze dopiero teraz ten komentarz, jak już nie chce mi… »
Miazga
20/02/2018 21:04
Trochę w tym siebie odnalazłam, a nawet więcej niż trochę...… »
Silvus
20/02/2018 20:50
Oby nie. Dla mnie chyba to zbyt bezpośrednie. Szczególnie… »
Polel
20/02/2018 20:41
Pięknie napisane »
Zola111
20/02/2018 20:20
Tekst w korekcie. z. »
ShoutBox
  • mike17
  • 17/02/2018 19:07
  • Jeden z najbardziej kultowych duetów wszech czasów. Pamiętam go z wczesnego dzieciństwa, to dopiero był hicior : [link] Oni do dziś go wykonują, co jest zacne :)
  • Darcon
  • 17/02/2018 13:04
  • Zgodnie z regulaminem, nie może poczekać. Każdy użytkownik patrzy ze swojego punktu widzenia. A gdyby każdy z użytkowników wrzucał teksty tak, jak chciał, to co byśmy mieli w poczekalni, Dodatku?
  • dodatek111
  • 16/02/2018 22:09
  • Dlaczego drugi tekst, dodany w tym samym dniu, nie może czekać w poczekalni, tylko zostaje odrzucony. Salon odrzuconych.
  • Silvus
  • 16/02/2018 15:28
  • @Ni, dziękuję za piosenkę. @jskslg, miłego dnia Tobie.
  • jskslg
  • 16/02/2018 12:09
  • ja się uważam za pedała poezji , ale również życzę miłego dnia
  • Ania_Basnik
  • 16/02/2018 09:05
  • Zapraszam wszystkich poetów do wzięcia udziału w Konkursie "Mój list do świata". Ogłoszenie na stronie głównej PP
  • Niczyja
  • 15/02/2018 21:28
  • Bardzo ładne, Michale. Ja również, mam na myśli Islandię.
  • mike17
  • 15/02/2018 21:20
  • Ach, jak ja lubię miłosną muzę, a przy okazji także islandzką : [link]
  • Niczyja
  • 15/02/2018 20:57
  • Silvus, wczoraj nie miałam nic w zanadrzu, dziś mam. Proszę:) [link]
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:potertysado
Wspierają nas