zwykłość - Ekszyn Dupacycki
Proza » Miniatura » zwykłość
A A A
Od autora: Planuję taką książkę napisać. Proszę o sugestie, czy aby nie za gęsto i czy czytelne/czytalne.

 

Wieczór w pubie okazał się ponurym czasem, w którym porażka towarzyska dorównywała sukcesowi osobistemu w walce ze zdrowiem. Nawlekanie kieliszka za kieliszkiem na nić otumanienia powodowało zawężenie strumienia świadomości do takiego stopnia, że żadna szersza myśl nie była w stanie ze mnie wyjść ani się do mnie dostać. Gdy zostałem sam, żeby dopić naważone, w powietrzu unosiła się fatamorgana wszystkiego tego, co jeszcze nie tak dawno istniało naprawdę.

Przed wyjściem musiałem jeszcze raz odwiedzić toaletę. Wszedłem do niej i bezceremonialnie oddałem mocz. W zamyśleniu posłałem pewną jego ilość na posadzkę, ale nie przejąłem się tym wcale. Byłem pijany, a ubikacja tuż przed zamknięciem lokalu wyglądała nie lepiej ode mnie. Białe ściany sprawiały wrażenie przedłużenia muszli klozetowej. Wszystko dookoła było pożółkłe, również zapach. Wychodząc, nieopatrznie zerknąłem w miejsce, które zabrudziłem i ku zaskoczeniu zaobserwowałem coś, czego się nie spodziewałem. To był ruch. Nachyliłem się z dużym obrzydzeniem i nadzieją, że nie trzeba będzie robić tego jeszcze bardziej. Widok był zaskakujący i niestety na tyle ciekawy, że postanowiłem się zniżyć do niego i próbować skupić na nim wzrok. Z małej kałuży wychodziły maleńkie, ale zauważalnie obrzydliwe, brudno-białe robaczki. W pierwszej chwili nie poddawałem tego faktu refleksji, nie byłem zresztą w stanie i trochę oszukiwałem świadomość, ponieważ pragnąłem wyjść, zamknąć wieczór kropką snu. Tymczasem jakiś nadprogramowy widok zaczął gospodarować moimi sekundami, potem minutami... nawet nie wiedziałem, że mam ich jeszcze tak wiele. Paskudne żyjątka opuszczały ciecz ciągnąc za sobą, niczym pępowiny, cieniutkie stróżki tego, co niegdyś było moje. Gdyby było cudze albo niczyje nie pozostawałbym w toalecie ani sekundy dłużej. W obecnej sytuacji uchyliłem, na ile to możliwe, furtkę świadomości, żeby dołączyć nieprzyjemny widok do tego, co już w niej było. Nie zadecydowałem jeszcze, czy umieścić robactwo w zbiorze rzeczy zdrowych, czy patologicznych. Pozostawiłem je w niedomyślanym obszarze obiektów naturalnych, a więc w sąsiedztwie rzeczy najlepszych i najgorszych.

Po kilku minutach zza sedesu wypełzły inne robaki, czerwonawe i trochę większe, ale niewątpliwie tego samego gatunku. Zaczęły atakować te moje, jakby broniły terenu. Usiadłem i patrzyłem na coraz bardziej interesujący widok. Brudno-białe, broniąc się, wygrywały. Rzucały się wszystkie razem to na jednego, to na drugiego agresora. Były szybsze i - co stwierdziłem z pewną dumą - inteligentniejsze. Szybko ogołociły teren z przeciwnika, ja tymczasem dostrzegłem, że miały małe nóżki i oczy. Ponadto - nachyliłem się bardziej - były przeźroczyste, a więc zabarwienie powodował prześwit ich maleńkiego, ale skomplikowanego wnętrza. Już prawie leżałem na podłodze tego obskurnego szaletu przed moimi bohaterami, gdy te zaczęły wpełzać do jednej ze szczelin. Bezskutecznie starałem się je powstrzymać. Powstrzymać przed czym? przed ucieczką? powrotem? podróżą?

 

To był jeden z tych snów, jakie rodzą się z dymu tytoniowego zamieszkującego firanki, zasłony, ubrania, pościel i palce. Obudziłem się ze słowami w głowie, które tytułowały nocne widziadło: - rozdawanie moczu. Może nie skompromitowałem się zupełnie. Jakieś spontanicznie puszczone zlepki słowne przetrwały w czyjejś głowie i wywalczyły sobie miejsce dla siebie.

*

Poranek, leśmianowo sakralna pora wytwarzająca w głowie sprzeczne stany: stanio-leżenia, chcenio-niechcenia. Te z kolei, rozciągnięte na czymś w rodzaju martwej konstrukcji, szkieletu, który trzeba każdorazowo pobudzać do życia, wywołują niekiedy sartrowskie mdłości, owo wrażenie bezgruncia dla jakiejkolwiek akcji. Tracąc praktyczną motywację, każda decyzja ma wówczas wymiar twórczy i odnajduje się na zupełnie innej skali wartości.

Najtrudniejszą rzeczą, zaraz po podniesieniu się z łóżka, jest konieczność pójścia do sklepu. Najpierw trzeba się przebrać za człowieka, jakim się ostatnio było, potem wyczuć moment, w którym żaden z sąsiadów nie przebywa na klatce schodowej. Na zewnątrz jest już dużo łatwiej, wiele dróg i sklepów.  

Ulice są puste, tylko z naprzeciwka idzie kobieta. Widok jej, idącej, sprawia wrażenie obrazu. Otyła, niska starsza pani wpisana jest w ramy czworokąta o prawie równych bokach. Za sprawą spódnico-spodni wypełnia tę niewidzialną figurę u dołu niemal bez prześwitów. Przestępuje z nogi na nogę, z krawędzi na krawędź, a wymuszony sposób transportu powoduje przenoszenie całego ciała z jednej strony na drugą, więc i głowa kobiety ruchem odwróconego wahadła gości to w jednym, to w drugim górnym rogu. Amplituda tego ruchu jest tak wielka, że pomiędzy skrajnymi wartościami odchylenia zmieściłaby się trzecia głowa. Kto wie, może właśnie ta, która wypisałaby tę kobietę z geometrycznego więzienia formy.

W sklepie nie ma nikogo oprócz ludzi i ekspedientek. Kupiłem batona, piwo i papierosy.

Wąsaty niemiecki filolog zauważył, że dla rozkoszowania się dłuższą artystyczną ucztą potrzebny jest chleb w postaci momentów neutralizujących gwałtowne doznania. Nie dałoby się konsumować następujących po sobie genialnych pomysłów, gdyby wpadały na siebie niszcząc osiągnięty wcześniej efekt. Wizyta w sklepie to taka wyizolowana, czysta codzienność, separator pomiędzy okresami życia właściwego, separator przestawiający w tryb interesowno-spekulacyjny. Wszystkie praktyczne czynności są pieczywem, bez którego nie sposób żyć.

Tylu ludzi egzystuje o chlebie i wodzie w głównej treści rzeczywistości, podczas gdy ja zamazuję jej marginesy komentarzami, których nikt nie czyta.

Zapomniałem kupić mleka, jajek i chleba.

Reszta dnia przypominała historię człowieka żyjącego w zamkniętej celi i posiadającego tylko jedną rzecz, piłeczkę kauczukową. Wyłącznym zajęciem tego człowieka było odbijanie piłeczki od ścian, sufitu i podłogi. Mimo ascetycznych warunków całkowicie zadowalała go ta prymitywna czynność. Tym, co dawało owo zadowolenie, była przewidywalność zachowania piłeczki oraz uczciwa, zawsze taka sama odpowiedź ścian, sufitu i podłogi. Żył w zupełnym odosobnieniu i gdy wpadał w smutny nastrój, podejmował z podłogi kulkę i rzucał nią w ścianę, a ta utwierdzała go w swojej niezmienności, odpowiadając spodziewanym torem odbicia.

Ten człowiek sam się zamknął w celi, a klucz połknął.   

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Ekszyn Dupacycki · dnia 21.02.2018 19:48 · Czytań: 204 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 8
Komentarze
Darcon dnia 22.02.2018 08:05
I to jest konkretnie postawione pytanie w przedmowie.
Są momenty gdzie balansujesz na krawędzi niezrozumienia i przerostu formy nad treścią.
Cytat:
Gdy zo­sta­łem sam, żeby dopić na­wa­żo­ne, w po­wie­trzu uno­si­ła się fa­ta­mor­ga­na wszyst­kie­go tego, co jesz­cze nie tak dawno ist­nia­ło na­praw­dę.

Czy tutaj.
Cytat:
Ja­kieś spon­ta­nicz­nie pusz­czo­ne zlep­ki słow­ne prze­trwa­ły w czy­jejś gło­wie i wy­wal­czy­ły sobie miej­sce dla sie­bie.

Albo
Cytat:
Te z kolei, roz­cią­gnię­te na czymś w ro­dza­ju mar­twej kon­struk­cji, szkie­le­tu, który trze­ba każ­do­ra­zo­wo po­bu­dzać do życia, wy­wo­łu­ją nie­kie­dy sar­trow­skie mdło­ści, owo wra­że­nie bez­grun­cia dla ja­kiej­kol­wiek akcji.

Pamiętaj, Ekszynie, że to ma być książka. Zmęczysz tym szybko czytelnika, nie sposób czytać podobnie zbudowane zdania przez pięćset stron.

Są też fragmenty bardzo dobre, na których stawiałbym szkielet całej powieści, mam na myśli stosunek formy do treści.
Cytat:
W za­my­śle­niu po­sła­łem pewną jego ilość na po­sadz­kę, ale nie prze­ją­łem się tym wcale. Byłem pi­ja­ny, a ubi­ka­cja tuż przed za­mknię­ciem lo­ka­lu wy­glą­da­ła nie le­piej ode mnie.

Cytat:
Naj­trud­niej­szą rze­czą, zaraz po pod­nie­sie­niu się z łóżka, jest ko­niecz­ność pój­ścia do skle­pu. Naj­pierw trze­ba się prze­brać za czło­wie­ka, jakim się ostat­nio było, potem wy­czuć mo­ment, w któ­rym żaden z są­sia­dów nie prze­by­wa na klat­ce scho­do­wej. Na ze­wnątrz jest już dużo ła­twiej, wiele dróg i skle­pów.

To zdania ciekawe, błyskotliwe, a co najważniejsze, całkowicie zrozumiałe.

Do samej treści ciężko się jeszcze odnieść, to niewielki fragment reprezentacyjny. Zakładając jednak, że książkę chciałbyś wydać, a co za tym idzie, ktoś chciałby na tym ewentualnie zarobić (Wydawca), sugeruję rekrutację przynajmniej trzech osób, które będą czytały powieść w trakcie jej powstawania, szczególnie i obiektywnie dobranych, na ile to możliwe. Może być nawet rodzina, jeśli wierzysz w jej szczerość i obiektywizm. Oszczędzi Ci to rozczarowania i późniejszej frustracji. Wydaje mi się to niezbędne, masz skłonności do przerostu formy.
Pozdrawiam.
Ekszyn Dupacycki dnia 22.02.2018 10:36
Dzięki Darcon, będzie przerzedzane i redukowane, to pewne. Książka ma być literackim rozpisaniem książki poprzedniej (eseju "Przestrzeń", fragmenty na PP), dlatego pewnych komplikacji się nie pozbędę, postaram się mniej kompresować myśli.

Pozdrawiam.
introwerka dnia 22.02.2018 12:19
A mnie się bardzo podobają wymienione przez Darcona jako niezrozumiałe fragmenty. Wydają mi się celowe, np.:

Cytat:
Gdy zo­sta­łem sam, żeby dopić na­wa­żo­ne, w po­wie­trzu uno­si­ła się fa­ta­mor­ga­na wszyst­kie­go tego, co jesz­cze nie tak dawno ist­nia­ło na­praw­dę.

wprowadza atmosferę nierealności, co potem zostaje potwierdzone konstatacją snu. Takie ulotne rejestracje nastroju, myślowego klimatu. Intrygują i budzą refleksje, mz. sprawdzają się jako swoiste retardacje. Choć oczywiście pozostaje pytanie o sensowną gęstość takich zabiegów - ale tu odpowiedź przynosi tekst:

Cytat:
Wą­sa­ty nie­miec­ki fi­lo­log za­uwa­żył, że dla roz­ko­szo­wa­nia się dłuż­szą ar­ty­stycz­ną ucztą po­trzeb­ny jest chleb w po­sta­ci mo­men­tów neu­tra­li­zu­ją­cych gwał­tow­ne do­zna­nia. Nie da­ło­by się kon­su­mo­wać na­stę­pu­ją­cych po sobie ge­nial­nych po­my­słów, gdyby wpa­da­ły na sie­bie nisz­cząc osią­gnię­ty wcze­śniej efekt.

;)

Dla mnie taka gęstość / relacja abstraktu do "dziania się" jak w Twoim utworze jest ok, nie ruszałabym jej w żadną stronę - zakładając, że nie chcesz tworzyć literatury popularnej ;)

Pozdrawiam.
Ekszyn Dupacycki dnia 22.02.2018 16:01
Introwerko, muszę chleba powtykać, bo składam książkę ze starych, autonomicznych tekstów, które zawsze chciałem, żeby były samym mięsem.

Dziękuję.
Niczyja dnia 22.02.2018 21:50
Podoba mi się zajawka Twojej powieści, autorze o dziwnym nieco pseudonimie. Chętnie przeczytam ciąg dalszy:)

A teraz wymienię kilka usterek:
Cytat:
spudnico-spodni
popraw proszę spódnicę - to razi.

Cytat:
W sklepie nie ma nikogo oprócz ludzi i ekspedientek.

Trochę dziwne to zdanie brzmi. A kto miałby tam jeszcze być? Wściekły pies kąsający ludzi? A może szalony kot skaczący z regału na regał w poszukiwaniu karmy? A może rzesza karaluchów rozlewających się jak smoła po czystej podłodze?...

To tyle jeśli chodzi o uwagi. Reszta jest OK. Podoba się.
Pozdrawiam,
Niczyja
Ekszyn Dupacycki dnia 23.02.2018 10:22
Ale BYK! Dzięki, poprawiłem. W sumie i tak nieźle, jak na pisanie bez autokorekty ;)

Cytat:
Cytat:W sklepie nie ma nikogo oprócz ludzi i ekspedientek.

Trochę dziwne to zdanie brzmi. A kto miałby tam jeszcze być?


Jakiś człowiek mógłby się pojawić ;) To zdanie jest chciane.

Może napiszę tak: w sklepie nie było ani jednego człowieka, tylko ludzie i ekspedientki.

ludzie - człowiekowie w trybie społecznym,
ekspedientki - człowiekowie w funkcji sprzydawczyń.

Pozdrawiam :)
introwerka dnia 23.02.2018 10:56
Ekszynie, a propos mięsa, przypomniał mi się przeczytany niedawno wiersz o wdzięcznym tytule „Człowiek-pizda przestępuje z lewej na prawą”, o cokolwiek podobnej do początku Twojego utworu treści, który w związku z tym pozwolę sobie zalinkować: http://www.portal-pisarski.pl/forum/temat/235/poetyckie-smakowitosci-po-raz-kolejny/post:208592#208592
Ekszyn Dupacycki dnia 24.02.2018 21:17
No, ale zapętlenie, ponakładanie na siebie obrazów i odniesień właściwe poezji. Dlatego klimat trudno porównać. Takiej gęstości i możliwej głębi (ona zależy od czytającego) nie chciałbym osiągnąć, bo zachęca do dowolności odbioru.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
MP642
10/12/2018 19:39
Jak to bez przesady, skoro cały "Uwięziony" jest… »
AntoniGrycuk
10/12/2018 19:29
Tak. Ta część brzmi jak początek książki. I teraz powinny… »
Darcon
10/12/2018 18:36
Witaj, Marcinie. Tak, dolna półka jest "moją… »
MarcinD
10/12/2018 18:34
Małe kawałki wynikają z tego, że dzięki takiej długości,… »
StalowyKruk
10/12/2018 16:06
Szybko. Niestety znów krótko i znów dolna półka. No cóż, ja… »
Darcon
10/12/2018 14:57
Bez przesady, aż tak strasznie nie było, MP642. ;) Tekst… »
czarnanna
10/12/2018 14:38
Silvus dzięki, przecinki to jak wiesz - moja zmora :) Dzięki… »
Silvus
10/12/2018 14:13
Brak przecinka przed "by". Zacząłbym z… »
Marek Adam Grabowski
10/12/2018 14:02
Nawet zabawne ;) . To gra sów o odkupieniu win-… »
Silvus
10/12/2018 14:01
Brak przecinka przed "czyli". Czy ja wiem, czy… »
Darcon
10/12/2018 13:23
Ależ metafor tu zmieściłeś, Florianie. :) Nie wiem, czy jest… »
Zola111
09/12/2018 23:32
Niczyjko, na takie rozjechanie partii dialogowych jest… »
Jacek Londyn
09/12/2018 17:50
Poeci to mają klawe życie, nie muszą myśleć o… »
22227
09/12/2018 16:55
Dzięki za komentarz, fajnie, że się podobało. »
mike17
09/12/2018 16:11
Arkady, wielkie bravo za wrażliwość poetycką, którą bardzo… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 09/12/2018 23:46
  • A możecie zagłosować na wiersze Zaśrodkownia#29!
  • BlueRiver
  • 09/12/2018 15:33
  • Esy Floresy - jestem ZA ;)
  • Esy Floresy
  • 09/12/2018 15:21
  • Jest niedziela, relaks, Ludziki ;)
  • BlueRiver
  • 09/12/2018 15:15
  • allaska - każdy pisze jak chce i ile chce i nic Ci do tego.
  • StalowyKruk
  • 09/12/2018 14:28
  • Nawet tutaj disco polo? Spadam stąd.
  • mike17
  • 09/12/2018 14:22
  • Zespół Bolter to akurat nie jest disco polo. A utwór zapodałem dlatego, że mam z nim wiele pięknych wspomnień. W tej edycji MUZO WEN jakoś Cię nie widziałem - strach przed konfrontacją z innymi?
Ostatnio widziani
Gości online:12
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas