Zanim cię zabiję - mike17
Proza » Inne » Zanim cię zabiję
A A A
Od autora: To ciężkie i brutalne opowiadanie. Wchodzisz na własne ryzyko. Bo taka była rzeczywistość w Chorwacji podczas wojny. Człowiek człowiekowi zgotował ten los. Zapraszam do lektury i refleksji :)
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

                                                  
 
 
 
Wyrzucili nas z wagonu, mnie i Nadię, jak parę nędznych psów, jak ścierwo.
Wokół tylko ludzki skowyt, tylko jęk piekielny, żałosne rzężenie.
Żydzi mieszali się z Cyganami, my z Czechami, i „złymi” Chorwatami.
Czyjaś dłoń chwytała powietrze, czyjeś usta łapały nicość, ktoś głośno płakał..
Ktoś cicho szeptał do Jezusa, by przybył i zakończył tę jatkę.              
Lecz On wówczas chyba nie miał na to czasu, albo ochoty.
Może zbawiał sąsiednie galaktyki, kto wie, może nie zależało Mu na nas?       
Wszędzie cuchnęło moczem i kałem, rzygowinami, które walały się dookoła.
Wyglądało na to, że piekło zstąpiło na ziemię, by zatruć całą przestrzeń.
W świecie, w którym okrucieństwo było bogiem, istniała tylko ciemność.
Coś mi mówiło, że to kloaka czasów, parszywy błąd historii, śmietnik, na którym lądowały najlepsze kawałki ludzkości, ujęte w karby czego?
Właśnie, czym były kryteria, które decydowały wówczas o życiu i śmierci?
Uśmiechem kretyna, radością idioty?
A może po prostu codziennością nazisty, który w chorwackim Auschwitz znalazł spełnienie.
 
Nadiu, jakże marzyłem, byśmy założyli szczęśliwą rodzinę, by dane nam było mieć gromadkę dzieci, z którymi bawilibyśmy się w ogródku latem, a zimą lepili bałwana.
Żeby nie doskwierała nam bieda, a pieniądz płynął szeroko.
Byśmy chodzili na długie spacery po lesie, a potem pili grzane wino.
I nie martwili się o nic, bo warto żyć chwilą, nie patrzeć zbyt daleko w przyszłość.
Nie było chwili, bym nie marzył o tobie, o twoich pocałunkach, o bliskości.
Rozdzielił nas zły czas, i każdy dzień, jaki miałem szansę spędzać z tobą, był mi rajem.
Twoje usta szeptały, że przetrwamy, że to, co najgorsze, musi przeminąć, bo Bóg nie tak wymyślił świat, by ludzkie świnie upodlały tych prawych, by prawi byli upodleni.
Nocą, gdy nie mogłem zasnąć, całowałem bezwiednie siennik, marząc, że to twoje usta.
Wiedziałem, że żaden mężczyzna nie mógłby pokochać cię bardziej niż ja.
I kiedy budziłem się nerwowo gdzieś nad ranem, zdawałem sobie boleśnie sprawę, że ciebie przy mnie nie było, a to, co w tych godzinach przeżyłem, to wytwór wyobraźni.       
 
Ustasze słynęli z okrucieństwa, i kiedy przyjechaliśmy do Jasenovaca, wiedzieliśmy już, że szybko umrzemy, zatłuką nas i wrzucą do rzeki, śmiejąc się jak z dobrego żartu.
Nadia ważyła około czterdzieści kilogramów, podczas gdy ja około sześćdziesięciu.
Byliśmy szkieletami, właściwie prawie nas nie było, staliśmy się cieniami samych siebie.
Jako prawosławni Serbowie, byliśmy skazani na śmierć, im szybszą, tym lepszą.
Od miesięcy głodowaliśmy i teraz znaleźliśmy się w obozie zagłady, gdzie nożami, siekierami, sierpami i młotami mordowano domniemanych wrogów.
Codziennie ustawiał się szpaler morderców, by przepędzać środkiem ofiarę, którą bito metalowymi prętami, tasakami, batami i łomami, by zabić, by nie dobiegła do końca trasy.
Trupa wleczono za nogi do skarpy, gdzie bezceremonialnie zrzucano do rzeki.
Inni byli paleni w krematoriach, najczęściej żywcem, przy muzyce i tańcach.
Palono wówczas ogniska, przy których jedzono pieczoną kiełbasę i kaszankę.
Bywało, że wyrywano Żydom złote zęby i pito potem gorzałkę na znak zwycięstwa.
Jeśli ktoś umierał zatłuczony łomem, mógł to poczytywać jako spokojną śmierć.
Inni ginęli jak zwierzęta, i tylko ich bliscy mogli poczuć cały ból utraty.
 
Ja i Nadia pracowaliśmy chwilowo przy transportowaniu trupów.
Za odmowę wymierzano pięćdziesiąt batów na plecy, lub bito, aż do zabicia.
Co to w praktyce oznaczało?
Mieliśmy wielkie taczki, na których trzeba było umieścić zwłoki i potem wrzucić do rzeki.
Czasem polewano je benzyną i palono.
Smród odbierał nam zmysły, parszywy i podły, jak cała ta robota.
Tak obrzydliwego odoru nie czułem już nigdy w życiu.
Wykonywaliśmy kilkadziesiąt kursów dziennie, patrząc na zmasakrowanych ludzi.
 
Lecz mimo wszystko całowałem cię, jakby świat miał mieć jutro ostatni dzień, jakbyśmy się mieli już nigdy nie spotkać, bo wiedziałem, że jest wojna, i że każdego dnia mogę cię stracić.
To miałem w głowie, i to sprawiało, że patrzyłem na ciebie jak na anioła.
Byłaś mi jedyną, tą moją, tą wyśnioną, i mimo że obok trwała wojenna pożoga, ja pieściłem naszą miłość i nie wyobrażałem sobie, bym mógł  kiedykolwiek utracić to na dobre.
Ta myśl była mi obcą i nie dopuszczałem jej do świadomości.
Żyła we mnie i w tym cichym życiu ja odnajdywałem się, wolny i swobodny.
Nadiu, byłaś obok, choć niewidzialna, jednak jakże odczuwalna dla zmysłów.
Gdyby nie ty, nie zniósłbym piekła Jasenovaca i nie wiem, co by ze mną było.
Pewnie rzuciłbym się do Sawy i czekał, aż wir wodny odbierze mi w końcu życie.
Ty jednak byłaś obok i dzięki temu przeżyłem.
 
Griszkę zabrali jako pierwszego, bo miał słowiański wygląd, a może po prostu się stawiał.
Wiodąc go na śmierć, ukradli mu buty, jako że miał ładne i nieznoszone.
Ustasze dotąd bili go młotami po głowie, aż stała się zupełnie płaska i krwawa.
Ktoś z nich wysikał się na niego, inny rzucił z obrzydzeniem pustą butelkę wódki.
Potem podeszły warczące psy i szarpały truchło, gryząc się nawzajem o kawałek mięsa.
Gdzieś obok zapijaczony Chorwat na głos recytował Psalmy i co chwila czynił znak Krzyża.
Nieopodal rozochocone pary Ustaszy i skurwiałych dziewek tańczyły w rytm harmonii.
Zabawa trwała, jakby śmierć nie nawiedziła tego miejsca i nie wyrwała drapieżnie życia.
 
Nadiu, kiedy kochałem się z tobą, gdzieś nad ranem, gdy wartowników nie było obok, poczułem, że jestem gotów umrzeć za tę miłość, bo nigdy nie miałem dziewczyny, i ty byłaś tą pierwszą, i to ty dałaś mi poczuć, co to znaczy być mężczyzną i czym jest czułość.
Nie wiedziałem, co to jest, czym może być bliskość między zakochanymi.
I myśl, i pewność, że za tę chwilę raju oddałbym życie.
Bo życie może upłynąć na niczym, lecz kiedy pojawia się kochanie, trzeba je chwytać i nie pozwolić, by umknęło, i oswoić je tak, aby cieszyć się nim po czasu kres.
Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałem ci wtedy o tym powiedzieć, ale bałem się skutków.
Życie w świecie morderców hamowało mnie i coś nie pozwalało na zbytnią wylewność.
Jednak szeptałem, że tylko ty i ja, tylko my, pomimo wszystko…
 
Pamiętam dzień, kiedy razem z Nadią wieźliśmy zwłoki kogoś, kogo przecięto piłą ciesielską na pół – nerwy jeszcze drgały, choć ofiara była już na łonie Pana.
Zaciskałem wtedy pięść i pragnąłem, by nadarzyła się okazja, bym i ja zabił mordercę.
Lecz Bóg bywa przewrotny – przez cały pobyt w Jasenovacu nigdy nie miałem nawet cienia szansy, by zatłuc Ustasza, wielokrotnie mnie bito i upokarzano, a ja milczałem, bo sprowadzono mnie do poziomu deski klozetowej.
Aż do czasu…
 
Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy Franciszkanie, którzy byli w większości obsadą obozu, urządzili sobie zawody w podrzynaniu gardeł: kiedy już byłem na wolności nadal nie mogłem ogarnąć umysłem, że ktoś mógł zarżnąć ponad tysiąc trzysta osób jednego dnia, a potem najzwyczajniej iść na wódkę i baby, jakby się nic nie stało.
Mieli specjalne noże – serbosjeki – zakrzywione, by dobrze przylegały do szyi.
Bez trudu wyłupywano też nimi oczy, które układano na kupę, by zastraszyć więźniów.
Ofiary podchodziły i po silnym cięciu upadały na ziemię, a my odciągaliśmy trupy na bok.
Jeśli nie zrzucano ich do Sawy, gromadziły się nad nim roje parszywych much.
Czasami zwłoki oblewano benzyną i podpalano, ale niezbyt często, bo oszczędzano paliwo, jak też amunicję, dlatego mordowano w najbardziej prymitywny i okrutny sposób.
 
Był pewien okrutny strażnik wyróżniający się spośród innych bestialską postawą, czym zaskarbił sobie nienawiść wszystkich więźniów – znany z tego, że wbijał ofiarom gwoździe w czaszkę, śmiejąc się jak z dobrego dowcipu, i zagryzając wyjętą z kieszeni kiełbasą.
Mieliśmy go na oku – oznaczało to, że wydaliśmy na niego wyrok, a kwestią czasu było jego wykonanie, bo ktoś podobny do niego nie mógł już dłużej chodzić po świętej ziemi.
 
- Dziś?
- A ma dziś wartę?
- Ma.
- To natychmiast.
 
Ponieważ pracowaliśmy fizycznie, mieliśmy dostęp do młotów i kilofów.
Była piękna, czerwcowa noc, kiedy oddawał mam swoje plugawe życie, plując krwią.
Staliśmy nad nim w czterech i tłukliśmy, aż z twarzy nie pozostało już nic.
Wojna wyzwalała w człowieku najgorsze instynkty, ale czy najgorsze?
Może te prymarne, korzenne, zasadnicze?
Może to, co do nas przychodziło, od nas wychodziło?
Potem porzuciliśmy go pod jednym z baraków i poszliśmy spać.
 
Nazajutrz Ustasze okrutnie odegrali się na nas, nie mogąc odnaleźć sprawców mordu.
Powtórzył się ten sam scenariusz – naziści ustawili się w szpalerze i przepuszczali ofiary, bijąc je łomami i tasakami, na koniec rzucając psom na pożarcie.
Tego dnia bestialsko zatłukli blisko sto osób.
To był jeden z tych widoków, które pozostały w pamięci na wieki, zwłaszcza że braliśmy udział z Nadią w usuwaniu trupów z placu, miejsca podłego i zapomnianego przez Boga.
 
Gdzieś niedaleko na stosie ciepłych jeszcze ciał siedział durny Chorwat i grał na harmonii ludowe przyśpiewki i skoczne kuplety, wykonując energiczne ruchy nogami.
Donoszono mu pęta kiełbasy i butelki wódki, a on grał i śpiewał, i tak naprawdę niczego nie widział, choć po drodze zginęło wielu, ale on miał tylko występ, nic ponadto.
 
Nadię ogolono i wysłano do pracy przy budowie kolei, następnej, którą miały do obozu w Jasenovacu przybywać kolejne partie Żydów, Serbów, Romów i Czechów.
Widywaliśmy się co drugi dzień, a nawet i rzadziej.
W moich oczach chudła z dnia na dzień, jakby naziści ograniczyli jej racje żywieniowe.
Niekiedy tylko lekkie muśnięcie, innym razem dotyk rąk, czasem ulotny pocałunek znaczył szlak naszej cichej miłości, naszego trwania w piekle wojny i obozu, ale mówiliśmy sobie, że musimy wytrwać, by nasze dzieci miały życie i by były z nas dumne.
 
Rozeszła się nagle wieść po obozie, kto zabił tamtego strażnika.
Choć byliśmy dość dobrze zakonspirowani, wyrok padł na mnie – ktoś musiał sypnąć.
W międzyczasie dopatrzono się, że mój ojciec był wrogiem Pavelicia i całej jego nazistowskiej fabryki śmierci.
 
Nadiu, jakże cię kochałem w chwili, kiedy moje marne życie mogło się zakończyć.
Zabrano mnie na przesłuchanie i bito do nieprzytomności, ale nic nie powiedziałem.
Zachowałem honor, i choć bolało, nie ugiąłem się przed przemocą bandytów.
Złamano mi żebra i wybito zęby, jednak nie uległem.
Najbardziej zaszkodził mi człowiek o imieniu Slavko, na zawsze zapamiętałem jego twarz.
Stała się wypalonym stygmatem.       
Czystą nienawiścią.
Cierniem wbitym w serce.
Potem, po latach miałem ją widzieć w wyobraźni jeszcze nie raz.
Reszta jawiła się jak pijacki zwid.
Jeden z nich gadał do drugiego, popijając wódkę z gwinta:
 
- Tak twardego skurwysyna jeszcze nie widziałem na oczy, a tylu już dostało wpierdol.
- Niezbyt dobrze go tłukliśmy. Ostatnio bolą mnie już ręce.
- Dawno nie skakałem nikomu po głowie.                                                                            
- Może wtedy puściłby parę.
- Z bagnetem w dupie każdy wyśpiewa ci prawdy objawione.
- Albo z kubłem wody na jajach.
- Wyślizgał się. Tak naprawdę nikt go nie widział. Nikt nie mógł na niego świadczyć.
- Pieprzony Serb. Zajebałbym własnymi rękami.
- Ale tego nie zrobisz, bo nic na niego nie mamy.
- Więc kto zabił tamtego?
- Może Cyganie?
- Oni są zbyt bojaźliwi.
- To kto?
- Nie wiem. Ktokolwiek to był, miał odwagę. Tu, w tej jebanej mordowni zabić strażnika, to wyczyn. I trochę podziwiam tego zbira. Porwał się na coś, na co nikt by się nie porwał.
 
Byłem z Nadią tak często, jak było to możliwe, pragnąłem jej jak mężczyzna pragnie kobiety.
Wojenne realia nie zabiły w nas kochania, wręcz przeciwnie, pragnęliśmy się coraz bardziej.
Paradoksalnie, zbliżyły nas do siebie, i kiedy jej nie było przy mnie, wyłem jak ranny wilk, kiedy mnie nie było przy niej, ona płakała, choć nie uroniła nawet jednej łzy.
Siłą nieznanych przeznaczeń padliśmy sobie w ramiona, by już nigdy z nich nie wychodzić.
I każda, mała minuta spędzona razem byłą nam świadectwem miłości, której nic nie było w stanie pokonać, która zrodziła się w piekle, i tym samym stała się nieśmiertelną.
Bo byliśmy tylko ludźmi i aż ludźmi, i poprzez to umieliśmy postawić na swoim.
 
Kiedy przypadkiem byłem u lekarza, dowiedziałem się, że, Nadiu, spodziewasz się dziecka.
Uczucia, jakie mną targnęły, były naprawdę różne, bo z jednej strony bałem się, że Ustasze zabiją cię i dziecko, z drugiej strony zaś liczyłem na ojcostwo.
Nigdy nie czułem się tak jak wtedy, kiedy uświadomiłem sobie, że zostanę ojcem.
Na chwilę zapomniałem, że jestem w obozie śmierci, gdzie dzieci nabijano na bagnety, bo główny wódz Ante Pavelić nakazał tępić wszystko, od starca po noworodka, jeśli tylko nie popierał nazistowskiej władzy, a więc i ja, zwykły Serb, miałem powody do przerażenia.
Jednak liczyłem na to, że Los oszczędzi nas i da nowe, lepsze życie.
 
I kiedy z nią później rozmawiałem, czułem, że tak już nigdy nie będzie.
Że zachowamy tę piękną chwilę z Jasenovaca na zawsze, bo pewne rzeczy dzieją się tylko raz, i nigdy już nie będzie powtórki, a potem będzie już zwykłe życie, choć może okraszone magią zwyczajnych dni, godzin i minut, kiedy radość spłynie jak letni deszcz.
Choć i tego nie mogliśmy być pewni – nazajutrz mogli nas poprowadzić na śmierć.
Lecz Bóg był przy nas – szeptał, że wszystko się uda, że nic nie stanie nam na drodze.
Że jeśli kochasz Go, On nigdy cię nie zawiedzie, nigdy nie dopuści do upadku.
 
I pewnego dnia dowiedziałem się, że planują wyprawę po zaopatrzenie do miasta.
Za każdym razem brali kogo innego do tej misji, więc należało skorzystać z okazji.
Coś wówczas zaświtało mi w głowie i wnet plan był prawie gotowy.
Zabrałem Nadię i oświadczyłem strażnikom, że jesteśmy od żarcia.
Nazajutrz będziemy z wołowiną i wieprzowiną, trzeba tylko okraść okolicznych rolników i zamknąć im mordy, by nigdy nie świadczyły przeciw Ustaszom.
Obsada obozu przytaknęła i mieliśmy już otwarte drzwi do działania.
Dali nam jeszcze słoik ogórków, butelkę wódki, pęto kiełbasy i pojechaliśmy.
 
Gdy już wracaliśmy z mięsem, coś nas tknęło – uciekać!
Każdy kolejny dzień w obozie oznaczał niechybną śmierć – kiedy to nastąpi, diabeł jeden wiedział, bo Ustasze nie wiązali się z podwładnymi, dziś byłeś z nimi, jutro w rzece jako trup.
 
Nie było tajemnicą, że wcześniej czy później zatłuką nas w Jasenovacu i ślad po nas zaginie, wszystko na to wskazywało, bo terror Ustaszy był morderczy i nie oszczędzał nikogo.
W miarę, jak zbliżał się Tito, eksterminacja więźniów przybrała na sile – każdego dnia ginęło w męczarniach setki uwięzionych, a rzeka Sawa zmieniła barwę z błękitnej na czerwoną.
Na okrągło pracowały też krematoria, gdzie spalono żywcem prawie wszystkich Cyganów.
 
Zawróciliśmy i ruszyliśmy na Węgry.
Zajęło nam to wiele dni, ale warto było, bo uniknęliśmy śmierci i nasze dziecko miało to szczęście, by się urodzić poza przemocą, poza mordem, poza wojną.
Nie zostało wyprute z łona matki i nabite na widły, by potem zlec gdzieś pod płotem.
 
Lecz, by to nastąpiło, najpierw musiało wydarzyć się coś jeszcze.
Nasz kierowca poczuł, że musi skoczyć w krzaki, a dla nas była to chwila, na którą czekaliśmy od wielu godzin - kiedy go zmoże, kiedy w końcu poleci za potrzebą.
Pozostawiony gdzieś na łące, patrzył jak samochód ucieka mu z pola widzenia.
 
Nie wiem, ile nam to zajęło, ale w końcu dotarliśmy na Węgry cali i zdrowi.
Nie minęło dziesięć dni, kiedy Nadia urodziła.
Milenka była bardzo słodką i ukochaną córeczką, żywym zaprzeczeniem czasów, w których niestety przyszło nam żyć, lecz pomimo to nasza miłość była jak skała.
Teraz, kiedy pojawiła się córeczka, stanowiliśmy już pełną rodzinę, byliśmy spełnieni.
W jej błękitnych oczach odnajdywałem całą radość świata, całe zapomnienie wojny, czystość i urok, jaki dorosłym może dać tylko słodki niemowlak.
 
Węgrzy tylko teoretycznie byli po stronie Ustaszy, Niemców i Włochów – zazwyczaj, tam, gdzie stacjonowali, pomagali lokalnej ludności i wspierali ją w walce z okupantem.
Byli bardzo przyjaźni i nigdy nie zostawili nikogo w biedzie.
 
- To już długo nie potrwa – powiedział Imre, kapitan wojsk węgierskich, do którego drzwi zapukaliśmy z prośbą o pomoc.
To był czysty przypadek, ale dom stał na uboczu i poczuliśmy, że moglibyśmy tu żyć.
 
- Ma pan na myśli Szwabów, Ustaszy i całą resztę? – spytałem.
- Mamy 1945 rok, nadciąga ofensywa naczelnego wodza Tito. On tu wszystko pozamiata.
- Też tak myślę. Ludzie wiążą sobie z nim spore nadzieje.
- To komunista.
- Lepsze to niż nazizm chorwacki.
- Ale za nim przylezie tu Stalin.                                                                                                        
- A z tamtymi pozostanie Hitler.
 
Kapitan Imre miał spore gospodarstwo rolnicze i natychmiast znaleźliśmy u niego pracę.
Wykonywaliśmy wszystko, co trzeba było – od karmienia zwierząt po podlewanie roślin w sadzie, doglądanie drobiu i dojenie krów wieczorem, kiedy noc kładła ciemny koc na ziemi.
Nie wiem, kiedy ostatnio było nam tak dobrze, kiedy poczuliśmy, co to ludzkie serce.
Jedyna satysfakcja, jaka pozostała nam z Jasenovaca, było zamordowanie strażnika, i to było chore, choć w całej swej krasie jakże człowiecze i uniwersalne w szerokim przesłaniu.
 
Gdzieś w międzyczasie skończyła się wojna, lecz my już nigdy nie wróciliśmy do Chorwacji.
Przeklęliśmy tę morderczą ziemię i ludzi, którzy wówczas zgotowali nam tam piekło.
Bowiem wiedzieliśmy, że nadal żyć będą wtopieni w społeczeństwo, dziś zwykli obywatele, wczoraj Ustasze, najwięksi zbrodniarze, jakich narodziła matka Ziemia.
Zapragnęliśmy szczęścia, które mogło zrodzić się tylko z dala od krwi i zbrodni.
I wiedliśmy spokojny byt wieśniaków u kapitana Imre, na Węgrzech, wolni i…
 
Było coś, co nie dawało mi spokoju – tym kimś był Slavko, kat z Jasenovaca, który połamał mi żebra, skacząc na mnie z krzesła i wybił młotkiem prawie wszystkie zęby.
Wciąż pamiętałem: „Ty serbski chuju, już ja cię nauczę pokory! Jutro twoje jaja będą jadły bezpańskie psy! Ty pierdolony pomiocie, jeszcze tej nocy zdechniesz w męczarniach”.
To wracało jak echo z piekła rodem.
Nie umiałem się od tego uwolnić, piłem na wieczór szklankę wódki, lecz to nie pomagało.
Potworna twarz Slavka prześladowała mnie za dnia i w nocy.
Przecież mógł mnie wtedy zatłuc, dziś byłbym już tylko truchłem, padliną…
On jednak w całym swym sadystycznym upodobaniu bił tak, bym przeżył i zapamiętał.             
 
Slavko pozostał w mojej głowie na zawsze.
Miałem zaledwie czterdzieści lat i tylko cztery własne zęby.
Plecy pocięte nożem, wspomnienia tłamszące jaźń, i coś jeszcze…
Jakże pragnąłem go dopaść i zabić.
Myśl ta jak krwawy upiór zalęgła się w wyobraźni i od tej pory nie opuszczała mnie.
Analizowałem różnie warianty jego zgonu, wszystkie niezwykle okrutne, i już wiedziałem, że stał się po drodze obsesją życia, czymś, co nie da mi już spokoju, aż…
 
Tego nie mogłem przewidzieć, lecz w jakiś nieznany mi sposób odezwał się do mnie kolega z obozu, mieszkający nadal w Chorwacji, i piszący mi w niezwykle szczerym liście o czystkach, jakie ludzie Tito robią na Ustaszach i Czetnikach, i jak to strasznie wygląda każdego dnia, kiedy wrodzona mściwość bierze górę nad zdrowym rozsądkiem.
Jak ustalił mój adres, tego nigdy się nie dowiedziałem, pozostało to dla mnie zagadką.
Wprowadzili iście stalinowski terror i czyścili przestrzeń z demonów przeszłości.
Pisał, że nie ma dnia, by nie rozstrzeliwano na głównym placu kolaborantów Trzeciej Rzeszy, podczas gdy obok powiewały czerwone flagi z sierpem i młotem oraz na zastraszony tłum z wielkich portretów spoglądały upiorne podobizny Stalina, Marksa, Lenina i Engelsa.
Komuniści zaprowadzili własne prawo, prawo gwałtu i przemocy, i w niczym nie byli lepsi od Ustaszy, może nie mordowali w tak okrutny sposób, ale mieli apetyt na życie swych ofiar.
 
Pisał mi też, że szuka Slavka, bo i jemu dał się okrutnie we znaki, wycisnął piętno, którego nie sposób było usunąć, paliło ono każdego dnia i zawsze przypominało o upodleniu.                                                  
Chciał doprowadzić do ujęcia, tak, by nikt go nie zauważył, miał zbyt wiele do stracenia.
Ktoś mu coś powiedział, ktoś inny dał jakieś namiary, był już blisko.
W całej czujności węszył, bo zależało mu na tym spotkaniu, wciąż czuł zapach krwi.
Podobno Slavko żył gdzieś na wsi, nie martwiąc się o nic, zapomniany i wolny.
Zaszył się i śmiał się ze swych ofiar, wiodąc spokojny żywot.
 
Znów widziałem tę scenę, kiedy bili mnie we czterech, a on najbardziej.
Padałem na ziemię, a oni oblewali mnie zimną wodą.
Na starcie dostawałem kopa w twarz, po chwili w mosznę.
Potem szły w ruch baty i pręty.
Ludzie, z którymi byłem w baraku, mówili mi potem, że po takiej „sesji” byłem cały fioletowy i nie miałem na sobie miejsca niezranionego przez oprawców.
Prosili Jezusa, by przyszedł i to zakończył.
 
Mój kolega z obozu kiedyś napisał niezwykły list:
 
„Chyba wiem, gdzie on jest, myślę, że mam tę wiedzę.
Chyba znam ten adres.
Ma żonę i piątkę dzieci, i jest obecnie rolnikiem.
Żyje w spokoju i nawet komuna mu nie depcze po piętach.
Coś mi mówi, że jest pieprzonym konfidentem i sypie kumpli z obozu.
Dlatego ludzie Tito go nie tykają – póki co jest im potrzebny.
Już nas pewnie nie pamięta, byliśmy tylko serbskimi śmieciami.
Ale marzę o tym, nawet nie wiesz jak – to już obsesja.
To marzenie, które trudno spełnić.
Ale teraz, kiedy wiem, gdzie jest, to nie będzie trudne…
Ja tego nie zrobię, ale może ty?”
 
Wtedy wszystko stało się nagle jasne i oczywiste jak błysk pioruna na niebie.
Nie spałem wiele nocy, marnie jadłem, piłem dużo wódki, nie wiem, gdzie byłem.
Czekałem, szukałem tego w sobie, bo musiałem mieć tę pewność.
Po raz pierwszy w życiu zapaliłem papierosa.
Mity na temat właściwości  tytoniu wydały mi się żartem idioty.
Splunąłem z odrazą i pociągnąłem z flaszki, czując lekką ulgę.
Powoli wszystko układało się w spójną układankę ze mną w roli głównej.
 
Potem przyszedł kolejny list od kolegi z Jasenovaca, jakże wymowny i treściwy.
Z adresem Slavka - a więc musiał już coś na własną rękę ustalić.
Prosił, bym był to ja, bo on ma małe dzieci i boi się komuchów…
Ja też miałem małe dzieci, ale tak nie gadałem, bo czułem, że już nie odpuszczę.
W szopie leżał kałach, naładowany, sprawny, gotowy do akcji.
To mi dało odrobinę radości i pewności siebie, poczucia, że mam karty w ręku.
Czy miałem wątpliwości? Nie. Czy bałem się władzy? Też nie.
On bardzo pragnął być przy jego śmierci, choć mu tego nie mogłem zagwarantować.
W końcu sam wycofał się z tego pomysłu, bo śledziła go komuna i mogli potem te sprawy połączyć w jedną, a dla niego oznaczałoby to nic innego jak pluton egzekucyjny.
 
2 lipca 1947 roku wróciłem do Chorwacji jako ofiara wojenna i natychmiast ruszyłem w okolice Jasenovaca, bo czułem, że to już długo nie potrwa, a ja sam nie chcę na tej parszywej ziemi zbyt długo przebywać – Węgry były moją nową ojczyzną i tam chciałem się rozwijać.
 
Szedłem przed siebie grząską, gliniastą, polną drożyną.
Było skwarne lato, kiedy to upał nieźle miesza w głowie, lecz mnie nie zdołał – wciąż wiedziałem, gdzie idę i z kim mam zamiar się spotkać, choćby ziemia miała się zawalić.
 
Nagle ujrzałem gospodarstwo i usłyszałem kury, co dało mi pewność, że jestem na miejscu.
Wokoło tylko cisza, niczym niezmącony spokój, harmonia nieskalana złem.
Piękny, letni dzień, w którym wiele dobrego mogłoby się zdarzyć.
 
- Slavko! – zawołałem.
- Czego? – odezwał się głos z drwalki.
- Musimy pogadać – powiedziałem.
- Poczekaj no chwilę – odparł Slavko, po czym wyskoczył z drwalki z siekierą w dłoni.
Spojrzałem na niego i zapytałem:
- Pamiętasz mnie?
- Tak.
- Pamiętasz, co mi zrobiłeś?
- Tak.
- Pamiętasz swoje, ilu zatłukłeś w Jasenovacu? Czujesz, jak to było patrzeć na umieranie?
A pamiętasz smród krwi i fekaliów? Widzisz wciąż te zmasakrowane ciała? Ludzi, którym siekierą obcinałeś ręce? Podobno zbierałeś ludzkie zęby.
- Po co pytasz? Przecież wiesz.
- To chyba musisz też wiedzieć, po co tu przyjechałem.
- Skurwysynu, zabij mnie, bo ja sam już nie umiem. Pierdolę to życie, to już  nie życie.
Nie ma dnia, bym nie myślał o was. Mogłem być kierowcą albo pilotem, ale zostałem mordercą. Bawiłem się waszym strachem. Podniecał mnie zapach waszej krwi.
To było pojebane. Im więcej was zatłukłem, tym bardziej brało mnie na baby.
- Byłeś zwykłym szmaciarzem – oparłem. – Gównem.
- Byłem zwykłym kryminalistą, którego puszczono z pierdla i który został obsadą obozu.
Wiedziałem, że kiedyś wrócicie. Wy, którym dawałem łomot. Ci, którzy zdychali na moich rękach. I jakże pragnę, byście mnie zajebali. Jak burego psa, bez litości, jestem zwykłym chujem. Czy tego nie czujesz? Spójrz na mnie – jestem zwykłą, ludzką kurwą. Jeśli masz jaja, zabij mnie – powiedział Slavko, widząc, jak odwijam ze szmaty kałacha, bo tak go tu przemyciłem. – Nie wahaj się. Mnie już nie ma. Może mam rodzinę, ale mało mnie to obchodzi. Stara i bachory jakoś sobie poradzą. Pieprzę ich. Chcę się wydostać z tej matni.
- Zanim cię zabiję… - rzekłem.
- Nie pierdol tyle, tylko mnie wykończ – syknął.
- Zmieniłem zdanie: chcę, byś nie zaznał już nigdy spokoju, dlatego zostawię ci kałacha. Zrobisz z nim, co będziesz chciał – i powiedziawszy te słowa, dałem mu karabin.
- Będę miał przejebane na wieki.
- Już taki jesteś. Czasu nie cofniesz. Zwłaszcza tak podłego. Żegnaj, Slavko, po „tamtej stronie” na pewno się nie spotkamy, a Jezus z pewnością nie wyjdzie z uśmiechem cię powitać – powiedziałem dobitnie, odwracając się i odchodząc w milczeniu.
 
Jeszcze na chwilę przystanąłem i zapaliłem papierosa, tak, jakbym był na randce z kobietą.
Kupiłem paczkę na dworcu, nie wiedzieć czemu.
Może było w tym coś z przeczucia, że mi się do czegoś przyda.
Zaciągnąłem się, niespecjalnie myśląc o czymkolwiek.
Wypuściłem dym i głęboko odetchnąłem.
 
Kiedy doszedłem do końca podwórza, kierując kroki na polną drogę, usłyszałem wystrzał.
Poczułem nieziemską ulgę, na którą czekałem przez te wszystkie, złe lata.
Ciężary gniotące niemiłosiernie duszę rozpłynęły się nagle w niebycie.
Paradoksalnie pomyślałem o Nadii i Milence i na twarzy pojawił się uśmiech, tak, jakbym całował je w rumiany policzek w dzień, kiedy świat dał nam samo piękno.
Moje serce przepełniała radość, że mam dokąd wracać i dla kogo żyć.
Nie śpiesząc się już nigdzie, ruszyłem w kierunku stacji.
 
 
 
7 lutego 2018
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
                                                                                
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 21.02.2018 19:49 · Czytań: 638 · Średnia ocena: 4,91 · Komentarzy: 46
Komentarze
Lilah dnia 21.02.2018 22:20
Mocno pojechałeś, Mike, ale podoba mi się.

Pozdrawiam serdecznie. :)
mike17 dnia 21.02.2018 22:38
[b]Lilu, [b/] przede wszystkim cieszę się, że udało Ci się to jakoś przeczytać.
A to już wyczyn.
To brudny tekst i nie każdemu wpadnie w oko.
Ale czyste fakty, więc może to coś da?
Prawie wszystko wydarzyło się naprawdę.

Pozdrawiam :)
Lilah dnia 21.02.2018 22:52
:)
mike17 dnia 21.02.2018 23:11
Miło było pobyć z Tobą :)
Ania_Basnik dnia 22.02.2018 08:52 Ocena: Świetne!
Michale, brutalna opowieść, ale takie rzeczy tam się działy. Nie mogę się w tym zagłębić, bo aż mnie odrzuca. Ale obiecuję, że wrócę tu jeszcze.
mike17 dnia 22.02.2018 11:18
Cały gwóźdź programu, że się tak wyrażę jest w końcówce, która jest zaskakująca.
Warto dla niej przeczytać całość.

Dziękuję, Aniu, za wizytę i czekam na więcej :)
Miroslaw Sliwa dnia 22.02.2018 15:35 Ocena: Świetne!
Cześć Michał.
Nie będę się specjalnie rozpisywał, bo tekst broni się sam znakomicie.
Ludzie myślą, że są "normalni", a że to obezwładniające zło to tam, gdzieś, kiedyś i daleko, inny jakiś podgatunek człowieka w działaniu. A przecież niestety stać nas na bestialstwo, zawsze nas na to stać.
Z Twojego opowiadania płynie jednak przesłanie promieniujące nadzieją, że człowiek to nie tylko biologią i okolicznościami zdeterminowana istota, że człowiek z kręgosłupem moralnym i wolą stawienia czoła krzywdzie i zbrodni potrafi zachować w sobie nie tylko przyzwoitość, ale i miłość, i współczucie, i wszystkie emocje, których normalnie oczekujemy od siebie i bliźnich.
Tak, pokazałeś prawdę o ludzkiej naturze, naturze każdego człowieka. Tekst cenny.

Pozdrawiam. :)

Mirek
mike17 dnia 22.02.2018 16:01
Witaj, Mirku, miło Cię znów widzieć po przerwie :)
Tak, ludzie są zdolni do wszystkiego, szczególnie, jeśli w głowach zamącą im ideologie.
Jak tu, skrajny nazizm chorwacki.
Rotmistrz Pilecki powiedziałby:"Auschwitz przy Jasenovacu to igraszka" i miałby niestety rację.
Chyba w żadnym obozie koncentracyjnym podczas II wojny nie mordowano w tak prymitywny i okrutny sposób.
Lecz historia lubi się powtarzać - podczas wojny 1991-1995 Serbowie oddali Chorwatom dokładnie tym samym.

Bardzo Ci dziękuję za mądry jak zwykle koment i za przybycie.
Jesteś zawsze u mnie VIP-em :)

Pozdro!
Ania_Basnik dnia 22.02.2018 21:18 Ocena: Świetne!
Jasenovac - aż musiałam się dokształcić w tej dziedzinie. Wcześniej o tym nie słyszałam.
Niesamowite rzeczy. Komendantem zostaje franciszkanin, zawody w ilości zabitych więźniów nożem i cała historia ustaszów i Państwa Chorwackiego. Coś nowego się dziś od Ciebie dowiedziałam. Dzięki :)
A co do tekstu - jest drastyczny, pełnokrwisty, wartościowy. Z przesłaniem.
Jestem pod wrażeniem!
mike17 dnia 22.02.2018 21:37
Chorwacki nazizm był okrutniejszy od hitlerowskiego.
Opisałem to tak, jak o tym czytałem.
Nic dziwnego, że pod koniec wojny do UPA przenikali Ustasze z Chorwacji.
To są bardzo złe klimaty.
Myślę, że gorszych być nie mogło.

Dzięki, Aniu, za cierpliwość i silne nerwy.
Bez tego nigdy nie dowiedziałabyś się, czym był Jasenovac.
Tym bardziej doceniam Twoją wizytę :)
szybki_pisarz dnia 25.02.2018 14:01 Ocena: Świetne!
Ciężki i bolesny tekst. Wojna daje niektórym przewagę nad słabszymi przez co budzi w człowieku najgorsze instynkty.
Znam kilka Twoich tekstów, ale ten jako pierwszy mnie zaskoczył, spoliczkował, a jednocześnie utrzymał mnie w przekonaniu, że znakomicie piszesz i masz zdolność przelewania na papier tego co w Tobie siedzi.
Znakomita robota.
mike17 dnia 25.02.2018 14:31
Wielkie dzięki, Szybki_Pisarzu za przybycie i przeczytanie tego ciężkiego tekstu.
Wojna demoralizuje i wiemy o tym od zawsze, ale to, co działo się w Jasenovacu przebija inne obozy śmierci - można tylko przyrównać do Rzezi na Wołyniu.
Zresztą zarówno Jugosłowianie jak i Ukraińcy okrucieństwo mają we krwi.

Temat ten chodził za mną od dawna, zbyt dużą wiedzę posiadłem na ten temat, by była we mnie - domagała się ujścia i dlatego powstało to opowiadanie, niecharakterystyczne dla mojej prozy.

Kłaniam się nisko za piękne słowa aprobaty i uznania.
Dla nich warto pisać :)
Quentin dnia 06.03.2018 21:32 Ocena: Bardzo dobre
Nie dla każdego śmierć jest największą karą

O Jasenovacu dowiedziałem się już jakiś czas temu... od ciebie, Maestro. Za co jestem wdzięczny. Da twoich umiejętności to świetne pole do popisu i dobrze z tego korzystasz.

Świat jest dziwnie skonstruowanym czymś. Bywa trochę fikcją, trochę rzeczywistością, a kiedy już myślisz, że wiesz więcej, przychodzi zaskoczenie, konsternacja itd. My, ludzie, wciąż myślimy na zasadzie "to nie czas i miejsce", żeby żyć, cieszyć się i być szczęśliwym. Żyjemy w "Kiedyś" albo w "Później", które nigdy nie nastanie, którego nigdy nie było. Zbrodnia, bestialstwo, ludobójstwo, nienawiść, obojętność, złość podparta ideologią - to wszystko dzieje się tu i teraz. Różnica polega w skali, choć czy na pewno...? A Srebrenica? Zostając choćby i na Bałkanach.

Żyjemy z nadzieją, że w "Kiedyś" ułożymy sobie wszystko, jak należy. W "Później" czeka lepsza przyszłość, podczas gdy teraz zabijamy się w imię zasady, że tylko jedna strona może mieć rację. Czuję się trochę jak ten facebookowy manifestant, który terroryzm próbuje zwalczać poprzez umieszczanie symboli w profilowym zdjęciu. Tak sobie myślę, że rolą pisarza w ciężkich czasach nie jest "strzelanie" do wroga, a pokrzepianie sprzymierzeńców. Odszedłem trochę od tematu, ale sam uruchomiłeś lawinę takim tekstem :)

Zanim cię zabiję zrozumiesz, kim byłeś/jesteś. Zanim umrzesz znienawidzisz cały świat, włącznie z samym sobą. Zapragniesz śmierci, zanim cię zabiję. Ale śmierć nie dla każdego jest karą...

Kłaniam się nisko, Michelangelo.
Pełen nadziei, że w przyszłości ( jaka by ona nie była) znajdzie się więcej takich twórców jak ty - ku pokrzepieniu.

Serdeczne dzięki i pozdrawiam
Quen
Figiel dnia 06.03.2018 21:36 Ocena: Świetne!
Wojna deprawuje, daje upust najgorszym instynktom, czasem jest to cena przetrwania, czasem zwykłe zło, które nieokiełznanie wypełza z człowieka. Problem kata i ofiary, dostatecznej kary za zbrodnię nigdy nie jest do końca jasny, choć z pozoru oczywisty. To też pytanie czy śmierć jest w istocie karą, czy też wyzwoleniem od poczucia winy i odpowiedzialności. Strach przed śmiercią, zanim ona nastąpi jest krótkotrwały, tortury psychiczne ciągną się w nieskończoność. Oczywiście, o ile kat ma sumienie. Twój negatywny bohater jakieś zachował, choć nasuwa się pytanie co uczynił, że nie było go w chwili, gdy mordował innych. Może to właśnie owa ułomność natury ludzkiej, której jedynie wizja kary nakazuje postępować moralnie, a świadomość bezkarności powoduje zachowania przeciwne. Może zwykła skłonność Slavka do przekraczania granic norm, wszak był kryminalistą. A może wojna, która ze zwykłych ludzi również potrafi uczynić morderców, nawet w glorii moralności. Bo kim jest żołnierz, który zabija? Odbierz życie jednemu człowiekowi, okrzykną cię mordercą, wystrzelaj pluton, dostaniesz medal...
Tematyka obozowa zawsze mną wstrząsa, choćby była beznamiętnym zapisem, jedynie dokumentalnym. Jeszcze bardziej przejmuje, gdy dotyka etyki i zbrodni i kary.
Mike, skróciłeś zdania do minimum, zachowałeś ogromną prostotę przekazu, bez ozdobników, co czyni obu bohaterów niezwykle realnymi postaciami. Zabieg konieczny i skuteczny w tym tekście, bo styl nie steruje czytelnikiem.
Pozdrawiam cieplutko:)
mike17 dnia 07.03.2018 14:29
Drogi Quentinie, nie można życia odkładać na "potem", bo ono najczęściej nie przychodzi.
Liczy się chwila obecna i to co z niej wyciśniemy.
Jak moi bohaterowie, którzy mogli w każdej chwili umrzeć, oni jednak jednak kochali się, jakby nie było wojny, obozu i Slavka.

Jednak przetrwali i kiedy nadarzyła się okazja, uciekli.

Jasenovac miał aż 240km2 powierzchni i był najgorszą mordownią w Europie, znam ten temat nie od dziś i teraz poczułem, że nadszedł czas, by coś o tym napisać.

Cieszę się, że się odnalazłeś w tej opowieści z czasów mordu i mroku.
Ale wiem też, że jesteś bardzo wszechstronnym czytelnikiem, czytasz wszak wszystkie moje "wolty" tematyczne, od miłosnych, przez sensacyjne, po bajki.
To pięknie o Tobie świadczy jako o wyrobionym Odbiorcy.
Wiesz dobrze, że zawsze czekam na Twój koment, bo bez tego będę niespełniony.
I najzwyczajniej interesuje mnie Twoje zdanie, bo jest zawsze mądre i wyważone.
Bravo, stary!
Nawet gdybym miał pisać tylko dla Ciebie, pisałbym.

Wielkie dzięki za koment i garść refleksji.
Do zobaczenia za jakiś czas :)

Beatko, bo śmierć to nie zawsze znaczy to samo.
Dla jednego będzie wyrokiem, dla drugiego wybawieniem.
I to chciałem tu ukazać.
Wielość twarzy śmierci jako zjawiska jakże bliskiego życiu.
Ukazałem śmierć niesprawiedliwą, ale też tą, zasłużoną.

Bo czym jest samobójstwo Slavka?
Ucieczką od samego siebie, od demonów przeszłości, od poczucia winy, które w końcu go dopadło i zmieniło całą optyka postrzegania siebie.

Bohater wyświadczył mu tylko przysługę.
Ale nie okazał litości.
Zbyt wiele przecierpiał, by było to możliwe, i to też jest bardzo ludzkie, bo nie ma wybaczenia za wszelką cenę, czasem to po prostu nie zagra i chce się zwykłego odwetu.
Bohater tak uczynił i odszedł wolny i spełniony, że Slavka nie ma już wśród żywych.
Takie są prawa wojny.
Brutalne prawa.

Bo kim był Slavko, kiedy mordował więźniów?
Czy można to wybaczyć.
Otóż nie - takie jest moje prywatne zdanie.
Czasem trzeba zabić, by zachować zdrowie psychiczne i szacunek do siebie.
Oczywiście mówię o klimatach wojennych.

Słusznie, Beatko, zauważyłaś, że postawiłem na prostotę przekazu, wręcz na relację.
Tu fakty miały przemawiać, a nie moje górnolotne zdania wielokrotnie złożone.
To surowa opowieść, to i język musiał być adekwatny.

Bardzo mi miło, że byłaś w moim świecie, i że jak zwykle podzieliłaś się ze mną mądrymi przemyśleniami :)
Wiem, że dla kobiety taki ciężki tekst to niezła przeprawa.
Tym bardziej chylę czoła, kłaniam się nisko i dziękuję za wizytę i ocenę :)

Pozdrawiam Was wesoło!
Figiel dnia 07.03.2018 15:40 Ocena: Świetne!
mike17 napisał:
Bo kim był Slavko, kiedy mordował więźniów?Czy można to wybaczyć.Otóż nie - takie jest moje prywatne zdanie.Czasem trzeba zabić, by zachować zdrowie psychiczne i szacunek do siebie.Oczywiście mówię o klimatach wojennych.

Michale, zgadza się, był zabójcą. Najpodlejszym zabójcą, jakiego można sobie wyobrazić, bo z faktu odbierania życia czerpał podnietę. Nikt nie mówi tu o wybaczaniu, to pojęcie jest zupełnie poza skalą. Ale czy w przypadku Slavka zabić?
Mówię uczciwie - zabiłabym bez skrupułów, gdyby nie okazał wyrzutów sumienia, gdyby nie był w piekle sam ze sobą. Też nie miałabym wyrzutów sumienia, bo jak słusznie zauważasz, takie są prawa wojny, śmierć za śmierć. Ale Slavka bym nie zabiła, w przeciwieństwie do bohatera nawet nie dałabym mu szansy na samobójstwo. Pozostawiłabym bym go przy życiu, mając nadzieję, że będzie długie i zadbała by nigdy nie zapomniał. Cierpienie, rozumiane jako chwila strachu przed strzałem jest krótkie, ale pociągnięcie za spust zwalnia na zawsze od wszelkiego. To nie jest kara, karą jest trwać w piekle bez szans na ucieczkę. Śmierć jest tu raczej wyzwoleniem i zwolnieniem od odpowiedzialności. Bardziej czynem miłosiernym, niż stricte karą. Samobójstwo zaś jest czystym aktem tchórzostwa. Takie jest moje zdanie.
mike17 napisał:
Wiem, że dla kobiety taki ciężki tekst to niezła przeprawa

Michale, chyba nie doceniasz kobiet:)
Kłaniam się:)
mike17 dnia 07.03.2018 15:53
W moim innym opku, które poniekąd też ma miejsce w Jasenovacu, mały chłopiec jest świadkiem rzezi 1360 ludzi zarżniętych nożem w jeden dzień przez byłego franciszkanina.
Ostatnim zarżniętym był jego tata...

Kiedy po latach dopadł sprawcę, i ten okazał żal i skruchę, lęk i troskę o swoją rodzinę, mój bohater nie zabił go - zostawił go z jego wspomnieniami, niech się męczy, niech każdego dnia umiera na nowo.

W "Zanim cię zabiję" ukazałem naturę bałkańską - tam nie ma wybacz, nie ma zmiłuj.
Tam jest mord za mord, oko za oko.
I chciałem, by Slavko sam zadecydował o swoim losie.
Pojawienie się w jego domu bohatera było jedynie katalizatorem.
Slavko od dawna chciał się zabić, ale tak jak miał odwagę mordować innych, tak w stosunku do siebie tej odwagi zabrakło.

Chodziło mi o to, że czasem kara przychodzi od wewnątrz, w tym wypadku od samego Slavka - mógł przecież nie porwać się na własne życie, nawet mając kałacha.
On podjął decyzję.
I jego rękami bohater spłacił dług tym, których Slavko zatłukł.
W moich opowiadaniach raz stawiam na wybaczenie, innym razem na zemstę.
To jest jakże ludzkie, więc nie zaprzeczę.

Oj, doceniam kobiety, ale wiem, ile je kosztuje lektura takiego opka :)

Ukłony :)
Niczyja dnia 08.03.2018 21:51 Ocena: Świetne!
Swietnie napisane, Michale. Gratulacje!
I wcale nie za mocne, przynajmniej dla mnie.
Mocno realistyczne...
Pozdrawiam,
Niczyja
mike17 dnia 09.03.2018 13:55
Bardzo dziękuję, Niczyja, za czytanie, ślad pod tekstem i to, że przetrwałaś dzielnie tak ciężki tekst :)
To się ceni, bo to męska proza, nawet niejeden facet jej nie zniesie.

Prawdę mówiąc wcale nie liczyłem na Twoją wizytę, tym bardziej jest mi miło i czuję się spełniony.

Pozdrawiam Cię :)
maak dnia 09.03.2018 23:56 Ocena: Świetne!
Mike, długo zastanawiałem się jak skomentować Twój tekst. Historię tego obozu znam od dawna. Ilość dostepnego materiału jest raczej skromna i została w Twoim opku wykorzystana w stu procentach. Jestem przekonany, że takiej potworności nie da się oswoić... i nie dało. Nie bez przyczyny jest tak mało informacji o tym upodleniu rodzaju człowieczego. Ty chociaż jakoś się zemściłeś, w tekście oczywiście, ale inni? Pewno leżą gdzieś pomordowani, bezimienni, pokonani przez zasrane systemy, które nie dały im żadnej szansy.

Odważny jesteś. Ja nie dałbym temu tematowi rady. Podoba mi sie, że Twój bohater daje odrobinę nadziei, że kanalie też w końcu odpowiedzą za swoje czyny. Nie jestem mściwy... ale chciałbym być choć trochę tym sprawiedliwym.
mike17 dnia 10.03.2018 14:31
Maczku, witaj pod tą brutalną historią wojenną.
To bardzo cenne, że pamięć o Jasenovacu nie umiera, nawet wśród nas, Polaków.
To było najgorsze piekło w Europie, o którym rotmistrz Pilecki powiedziałby, że Auschwitz w porównaniu z tym miejscem to igraszka.
Wierzę, że tak by powiedział.

Prawie nic nie wiadomo o katach - czy uciekli na Zachód, czy wytłukli ich ludzie Tito.
A zemścił się on srogo na Ustaszach i Czetnikach.

W przypadku Slavka kara musiała nadejść.
Takich typów był cały obóz.
Ja nie potępiam zemsty jako takiej, jeśli jest w pełni uzasadniona.
To wymierzenie kary i wyrównanie rachunków.
Stad mój bohater początkowo sam zamierza zabić Slavka, ale widząc, że ten odpłynął już bardzo daleko decyduje się na akt łaski.
Śmierć Slavka była dla mnie takim zadośćuczynieniem za wszystkie mordy w obozie.
Powinni byli zostać osądzeni i skazani na śmierć.

maak napisał:
Odważny jesteś. Ja nie dałbym temu tematowi rady.

Staram się być wszechstronnym literatem - każdy intrygujący i ciekawy temat opisuję.
Znasz moje pisanie i wiesz, że próbuję wszystkiego.
A ten temat dojrzewał we mnie od bardzo dawna.
Teraz ujrzał światło dzienne.

Chciałem dać nadzieję tak jak piszesz, że kanalie w końcu wpadną i zapłacą za swoje czyny.
Gdyby Slavko przeżył, to opko nie miałoby sensu.

Bardzo Ci dziękuję za mądre słowa, to cenne wiedzieć, że ktoś ma takie samo zdanie jak my.
Tak samo postrzega tę kwestię.

Pozdrawiam Cię i życzę miłego dnia :)
Niczyja dnia 10.03.2018 20:08 Ocena: Świetne!
Michale, czasem lubię męską prozę i męskie kino. Jako antidotum, jako pewien rodzaj znieczulenia na życie.

Cytat:
Prawdę mówiąc wcale nie liczyłem na Twoją wizytę, tym bardziej jest mi miło i czuję się spełniony.
Zatem cieszę się, że udało mi się Ciebie zaskoczyć i dostarczyć spełnienia:)

PS. Napisz jeszcze coś równie emocjonalnego, nie chcę tylko przesłodzonych historii miłosnych, a chętnie przeczytam.

Pozdrawiam ciepło,
Niczyja
mike17 dnia 10.03.2018 20:31
Niczyja, męska proza rządzi :)
Ale i pisanie historii miłosnych nie ujmuje chwały.
Mam czasem potrzebę pisania rzeczy ciężkich, ale nic na to nie poradzę.
To nie pierwsze tego typu opko u mnie.
To jest w człowieku, że musi cały syf z siebie wyrzucić.

Co nie świadczy, że wolę te miłosne bardziej pisać :)

Pozdro :)
ajw dnia 11.03.2018 13:34 Ocena: Świetne!
Powiem tak: rzadko mi się zdarza bym nie mogła oderwać oczu od druku w tak trudnym temacie, który po prostu wzdryga mną jako kobietą o określonej wrażliwości. Bardzo rzadko, ale jak widać Tobie się to udało. Uważam, że napisałeś profesjonalnie i bardzo żałuję, że jest to tylko opowiadanie, a nie powieść. Myślę, że nie miałbyś problemu, by rozbudować treść, bo jesteś w tym dobry. Opowiadanie na początku mocno wstrząsające łagodzi wątek dotyczący Nadii - bardzo dobry pomysł, bo nie wiem czy dałabym radę czytać jednym tchem bez tego "uczłowieczonego" wątku. Potem emocje łagodnieją, ale u czytelnika, bo po takich doświadczeniach, przeżyciach, traumach trudno, żeby łagodniał u bohatera. U niego wciąż wszystko trwa pomimo zmian w otoczeniu. I wreszcie koniec, który daje poczucie ulgi.. Jestem pod wielkim wrażeniem, miku i namawiam Cię z całego serducha byś na tej bazie stworzył grubą powieść..
mike17 dnia 11.03.2018 14:37
Iwonko, jakże pięknie mi napisałaś, aż chce się pisać i żyć :)
Musiałem wpleść wątek miłosny, bo bez niego tekst byłby makabryczny.
Wiedziałem, że ten zabieg sprawi, że ogrom makabry zelżeje.

Co do Slavka, od początku miałem zamiar go uśmiercić, ale jakoś tak finezyjnie.
Stanęło na samobójstwie, i bardzo dobrze, mój bohater i jego żona poczuli ulgę.

Inaczej mój bohater nigdy nie zaznałby spokoju, a może nawet mogłoby uderzyć to w jego psychikę.
Kto wie, taka masakra zmienia ludzi, wielu wariuje, inni targają się na życie.
Tu nie mogło być nic innego jak "oko za oko".

Świetny pomysł z tą powieścią - może na mojej mazurskiej działce w to lato zacznę pracę?
Dziękuję Ci za fantastyczny pomysł - ta historia mogłaby być niezłą powieścią.
Dodać nieco szczegółów, dialogów, i myślę, że na 200 stron bym dał radę.
Albo i więcej :)

Kłaniam się w pas za miłe słowa, za pomysł i za samo pojawienie się :)

:)
ajw dnia 11.03.2018 14:52 Ocena: Świetne!
Na pewno dasz radę, a i pomysłów też Ci nie zabraknie. To jest świetny temat. Nasze dzieci muszą wiedzieć co robi wojna z psychiką ludzką i to, że największe, najokrutniejsze piekło tworzymy sami..
mike17 dnia 11.03.2018 15:19
A więc muszę zmierzyć się z napisaniem powieści :)
Serio, zasiałaś nielichy ferment w mojej głowie, zwłaszcza że tematyka jest w sam raz na niezłą epopeję człowieczeństwa, cierpienia i wyzwolenia.
I tego, że zło złem wraca...
ajw dnia 11.03.2018 16:36 Ocena: Świetne!
Zatem czekam na książkę :)
mike17 dnia 11.03.2018 18:16
Od dziś mam to w głowie :)
Hubert Z dnia 16.03.2018 23:51
Dobry, mocny tekst Michale.
Dziś mam wrażenie, że dla młodszego pokolenia to już tylko szkolna historia.
Niestety większość z nich nie ma nikogo kto przeżył ten straszny czas i kto by opowiedział co się wtedy działo.
Miłego
AntoniGrycuk dnia 17.03.2018 09:28
Bardzo dobry, mocny i brutalny tekst. Kupuję go, mimo iż co nieco zgrzytało.
Przytoczę tylko jedno, które ewidentnie jest nie tak, bo reszta tego, co mi nie pasowało, to kwestia raczej subiektywna.

Cytat:
Ktoś z nich wysikał się na niego, inny rzucił z obrzydzeniem pustą butelkę wódki

Jeśli "pusta" to po wódce, a jeśli "butelka wódki" to pełna.

Tym niemniej gratuluję dobrego tekstu.
mike17 dnia 17.03.2018 15:55
Witaj, Hubercie, pod tym mocnym, brutalnym tekstem :)
Cieszę się, że tekst zrobił na Tobie wrażenie.
Tak, to prawda - wymagana jest porządna nauka historii w naszym pięknym kraju.
Bez tego wyrosną pokolenia niewiedzące skąd im nogi wyrosły.

Dzięki ogromniaste za przybycie i pochwałę :)

Antoni, z tą butelką masz absolutnie rację i pewnie to zmienię :)
Miło mi widzieć nowego czytelnika!
I że tekst zadziałał, tak jak autor sobie to zaplanował.

Dzięki za dobre słowo i do zobaczenia pod innymi tekstami :)
Ula dnia 18.03.2018 20:38
Mike,
Dzisiaj jestem pod Twoim drugim opowiadaniem. Faktycznie jest mocne i brutalne, ale napisane też tak, że wgniata a fotel. Jak materiał na scenariusz filmu.
Miłego wieczoru :)
mike17 dnia 18.03.2018 21:05
Ulu, podziwiam Cię, że to zniosłaś.
To nie jest proza dla kobiet.
Ale z drugiej strony jesteśmy ludźmi, i czytamy świat poprzez pryzmat człowieczeństwa.

Wojna w Chorwacji była wyjątkowo brutalna.

A historia tego obozu koszmarna.

I co tu mówić: jeśli już pisać, to tak, jak naprawdę było.

Kłaniam się nisko, Ulu, i za jakiś czas znów zapraszam :)

:)
WladcaMetafor dnia 27.03.2018 23:24 Ocena: Świetne!
Super :) :yes:
mike17 dnia 28.03.2018 11:29
Władco Metafor, bardzo dziękuję za wizytę i najwyższą notę :)
skroplami dnia 28.03.2018 11:48 Ocena: Świetne!
mike17, witaj.
Czytałem "dawno", może miesiąc już wstecz.
Nieraz brakuje słów.
Dziś też ich niewiele. Dziękuje "stary", za łzy.
mike17 dnia 28.03.2018 12:12
Drogi Skroplami, wierny Czytelniku, dziękuję Ci za łzy, bo poprzez to wiem, że osiągnąłem swój cel - miało być strasznie, ale też chwytać za gardło.

A ja dziękuję Ci jeszcze za "starego" - to dla mnie wyróżnienie :)

Trzymaj się zdrowo!
Jaga dnia 09.04.2018 22:02
Przeczytałam na jednym wdechu.
Mike, bardzo ciężki temat, ale poradziłeś sobie świetnie. Zawsze zastanawiam się nad własną postawą w sytuacji ekstremalnej i cieszę się, iż nie musiałam się sprawdzać, jak bohaterowie Twojej opowieści.
Teoretycznie jestem przeciwna zemście. Teoretycznie. Jak mówi moja ukochana poetka „Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono”. Codziennie dziękuję Bogu, że mnie oszczędził i nie urodziłam się w czasach lub miejscach wojny, terroru...
Dużo refleksji budzi Twój tekst. Cieszę się, że go przeczytałam.
Pozdrawiam ciepło,
Jaga
mike17 dnia 10.04.2018 19:45
Dzięki, Jago, za piękny, refleksyjny koment :)
To bezcenne, że żyjemy w czasach pokoju i że nie musimy drżeć o życie.
Moi bohaterowie tak nie mieli i byli zamknięci w jednej z najcięższych mordowni w Europie.
Jednak zachowali godność i przeżyli.
Ale gdyby nie uciekli, pewnie byłoby inaczej.

A czym jest zemsta?
Czasem, i to bardzo często, wybawieniem dla mściciela, który, gdyby nie wyrównał rachunków, nigdy nie zaznałbym już spokoju.
Dlatego w pewnych sytuacjach jestem za zemstą.

Cieszę się, że tekst wywołał refleksje, przede wszystkim miał pokazać zezwierzęcenie człowieka, i miłość w czasach wojny.
Jeśli mi się to udało, to rad :)

Pozdrawiam Cię wieczorowo :)
ajw dnia 03.05.2018 17:47 Ocena: Świetne!
Czekam na kolejne opowiadania :)
mike17 dnia 04.05.2018 12:04
Iwonko, miło, że o mnie pamiętasz :)
Następne opowiadania już po wakacjach.
Kazjuno dnia 06.05.2018 10:41
Krążyłem wokół tego opowiadania, od chwili gdy pojawiłem się w PP. Przecztałem kawałek i wstyd się przyznać... Ja, autor opisów okrucieństw jakich dokonywali ubecy na zbrojnej opozycji patriotycznej, zwyczajnie wymiękałem.
Straszliwe sceny w obozie w Jeseniowacu opisywałeś w sposób tak sugestywny, że robiło mi się niedobrze.
To oczywiście z mojej strony komplement, przecież chciałeś pokazać prawdę.

Czytając "Zanim cię zabiję", (chyba byłem rozkojarzony) czasami odnosiłem wrażenie, że piszesz o wojnie z lat dziewięćdziesiątych. Ale przecież Ustasze, co wiem z historii, byli kimś w rodzaju ukraińskich oddziałów SS Nachtigal, także walczących po stronie Hitlera.

Nie wiem, czy Ci ten błąd ktoś wypomniał (bo nie czytałem wszystkich komentarzy), ale nie ustrzegłeś się w tekście babola. Napisałeś:
Cytat:
W szo­pie leżał ka­łach, na­ła­do­wa­ny, spraw­ny, go­to­wy do akcji.


Szacowny Majku, w roku 1946 nie było jeszcze kałachów! Kałach na całym świecie jest znany jako AK47. W roku 1947 zaczęto przezbrajać armię sowiecką w tą najbardziej znaną na świecie konstrukcję.
Bohater twojego opowiadnia mógł mieć: pepeszę, empi (Maschinenpistole 40 zwany też schmeiser), STG44 (czyli Sturmgewehr - to był pierwszy karabinek strzelający jak kałach pociskiem pośrednim - też seriami), mógł być brytyjski sten, amerykański thompson i jeszcze fiat włoski, skoda czeska - (Czesi też robili pistolety maszynowe), no i inne marki broni, których było wiele.

(Wybacz te wymądrzenia znawcy broni, ale właśnie jako takiego raziło mnie Twoje potknięcie).

Ponadto utwór bardzo dobry z głębokim wglądem w męską mentalność. Ale też straszny, oddający grozę wojennych dramatów.

Pozdrawiam, Kj

PS. Czułbym się zaszczycony, gdybyś Ty Mike17 wtrącił swoje uwagi pod moimi próbami epatowania czytelników opowieściami o przemienianiu ubeckim aparatem terroru Polaków na naród podległy Moskwie (w moich odcinkach "Gnębiciele i Krzywdzeni";).
mike17 dnia 06.05.2018 17:49
Kazimierz, bardzo Ci dziękuje za uwagę o kałachu - jestem laikiem i nie wiedziałem od kiedy go robiono. Zaraz zmienię rok 1946 na 1947 :)
Fajnie, że wpadłeś.
Mnie nazizm chorwacki pewnie tak interesuje jak Ciebie to, o czym piszesz.
Nie mogłem nie dać znaku na ten temat.
W zasadzie od dzieciństwa ten szajs się za mną wlecze.

To miało być straszne i odrażające.
Czasem tak mam, że piszę takie rzeczy.
To jakaś forma oczyszczenia.

Jeśli mowa o okrucieństwach, to polecam Ci coś jeszcze gorszego by mike - NAJDROŻSZA MAMO - spowiedź prawdziwego psychopaty.
Zaręczam Ci, że tej nocy nie zaśniesz :)

Zajrzę do Ciebie.
Nosiłem się z taką myślą już od pewnego czasu, ale ja nie lubię opowieści w odcinkach...
Więc będę czytał na chybił trafił :)

Czółko!
al-szamanka dnia 18.06.2018 12:55 Ocena: Świetne!
Wreszcie zdecydowałam się przeczytać całość.
Zabierałam się do tekstu trzy razy... i przerywałam, gdyż robiło mi się niedobrze.
I to nie tylko dlatego, że opisy męczarni biednych więźniów wyszły Ci tak realnie, jakbyś był naocznym świadkiem.
To raczej ta nieprawdopodobna biegunowość tekstu.
Z jednej strony bezgraniczne, niewyobrażalne okrucieństwo, z drugiej strony ogromna miłość bez szansy na przetrwanie. Te dwa przeciwieństwa wzmacniają siebie nawzajem aż nie do wytrzymania.

Jako nastolatka oglądałam film o ustaszowskich zbrodniach. Zapadł mi w serce tak głęboko, że poszczególne kadry pojawiają się w moim umyśle do dzisiaj i za każdym razem po prostu cierpię.
My, normalni ludzie, nie potrafimy sobie wyobrazić, że ktoś jest w stanie dopuścić się tak bestialskich czynów, i że taki ktoś też jest niestety człowiekiem.

Michale, zrobiłeś w mojej duszy wielkie spustoszenie.
Dlatego mam nadzieję, że już nigdy nie zapędzisz się w takie tematy... bo nie przeczytam!

A co do samobójstwa Slavka.
Nie wierzę mu!
Nie wierzę, że miał wyrzuty sumienia... bo taka bestia nigdy nie przejrzy na oczy, czego dowodem są zeznania innych katów do końca przekonanych o własnej niewinności.
Ale znam Twoje spojrzenie na świat, przekonanie, że sprawiedliwość i nawrócenie zawsze jest możliwe, dlatego przyjmuję tę fikcję jako ważny element tekstu.

Pozdrawiam serdecznie
mike17 dnia 18.06.2018 19:49
Aldonko, znasz mnie na tyle, że wiesz, że takie teksty bardzo rzadko wychodzą spod mojego pióra - stanowią margines, ale jakże dla mnie ważny, bo?
Bo i ja kiedyś coś czytałem, oglądałem i coś we mnie zapadło.
I musiałem to z siebie wyrzucić.
Jak przed laty z "Najdroższa mamo".
To przymus, potrzeba, nakaz.
Są tematy, które bolą, ale które aż proszą się, by je opisać.
I to jeden z nich.

Nawet dziś powszechnie dostępne są materiały dotyczące obozu w Jasenovacu.

Odnośnie Slavka...
Sam nie wierzę, że mógłby się zabić, ale jak sama wiesz u mnie zawsze musi być happy end, a to był właśnie taki swoisty happy end.
Wiem, że to fikcja, ale po mojemu takie ścierwo nie ma prawa chodzić po ziemi.

Zawsze będę dążył do opisywania Dobra, do jego triumfu, więc nie bój się - podobnej historii już pewnie nie przeczytasz, co nie znaczy, że nie będzie truposzy :)

Przykro mi, że tak Cię poruszyłem.
Wiedziałem, że to może być szok.
Ale...

Musiałem dać prawdę na tacy.
Taką jaką ją poznałem.

Obiecuję, że to taki wyjątek :)
Śpij spokojnie.

Bardzo dziękuję za piękny i mądry koment.
Wiem, że dla czegoś takiego warto pisać.
I będę to robił nadal.

Pozdrawiam wieczorowo :)
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
14/11/2018 13:03
Bardzo fajny tekst. Napisany z polotem, bogatym językiem.… »
Kazjuno
14/11/2018 12:51
Dzięki Carveditol. Bardzo się cieszę, że podobała Ci się -… »
pociengiel
14/11/2018 12:18
Zagwozdki i atomizer - dałbym tytuł. W arbitrażu piłki… »
Carvedilol
14/11/2018 10:26
Kazjuno Dobrze się to czytało, choć to taka obyczajowa… »
Kazjuno
14/11/2018 09:31
Jolu S i Darconie. Bardzo, bardzo Wam dziękuję. A w ogóle,… »
Marek Adam Grabowski
14/11/2018 09:17
Dzięki Darcon! Za błąd przeprasza, zmienię go na mym blogu.… »
JOLA S.
14/11/2018 08:43
Kazjuno, przeczytałam z przyjemnością i pożytkiem. I… »
allaska
14/11/2018 07:59
Świetny:) i treść przemawia i forma, po prostu ciekawie… »
allaska
14/11/2018 07:58
Myślę, że porwałam się z motyką na słońce. O mistrzach żeby… »
aintone
14/11/2018 01:15
Zapraszam do komentowania ? co jest nie tak , co poprawic… »
Leniwiec2
14/11/2018 00:25
Dzięki Gramofon, jak to wysyłałem to wiedziałem, że jest źle… »
Artur Dubis
13/11/2018 21:23
No, taki jesienny :) Pozdrawiam również! »
Darcon
13/11/2018 21:01
Jak przez mgłę. Jak na humoreskę to humoru ciut za… »
Darcon
13/11/2018 20:45
Potrafisz zalewać, Kazjuno. ;) Niby nic specjalnego w… »
Marek Adam Grabowski
13/11/2018 20:15
Jak na debiut może być. Pewnie masz talent, ale musisz… »
ShoutBox
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:22
  • Za starą panną - znowu wiosna a w krok nic.
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:21
  • Smichy chichy co dzień chodzę ulicą pełną nizradykalizowanych /póki co/ morderców i gwałcicieli.
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:04
  • w wypowiedziach rządzących (czerpmy z poezji, a nie traktujmy poezję instrumentalnie)
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:02
  • I chociaż uważam, że Palikot nie do końca sprawdził się jako polityk, to właśnie to podkreślenie roli poezji i właśnie kultury z jego strony bardzo mi się podobało, tego brakuje
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 05:58
  • Slavek - miło mnie zaskoczyło, że zna ją naprawdę nieźle, chociaż mówił raczej o autorach dwudziestolecia międzywojennego i lat. 90 niż współczesnych.
  • Slavek
  • 12/11/2018 19:33
  • Palikot i poezja...buuuha ha haha litości :)
  • Ananke
  • 11/11/2018 21:17
  • no i bravo one :)
  • Gramofon
  • 11/11/2018 21:03
  • Widziałem dziś na ulicach stolicy Arabki z przepaskami biało czerwonymi <3
  • Ananke
  • 11/11/2018 20:36
  • bez względu na kolor skóry, wiek, przekonania, religię itd. Byle zachowywał się godnie, z szacunkiem wobec innych ludzi, bez wykrzykiwania obelg, z poszanowaniem wszelkich norm
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas