Pociąg przez pustynny kocioł część 1 - StalowyKruk
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Pociąg przez pustynny kocioł część 1
A A A
Od autora: Ten tekst jest tylko początkiem krótkiego opowiadania. W na pierwszy rzut oka nieskomplikowanym świecie egzystują jednostki o zbyt dużej fantazji i odchyłach psychicznych, by grzecznie siedzieć w domu. Opowiadanie skupia się na pasjonacie rewolwerów, kapeluszy o szerokich rondach i wojny secesyjnej, pracującym jako najemnik. Starałem się o luźną i lekko humorystyczną formę.
Życzę miłej lektury.

Joseph Edward Lee zapalił papierosa i odchylił się na krześle.

– Nie mogę uwierzyć w to, co słyszę – powiedział. – Czy mógłby pan powtórzyć?

Alfred Smith rozważył ponownie swoją propozycję. Według niego zatrudnianie zdziwaczałych zabijaków było pozbawione sensu. Jednak to nie on decydował. Przyjrzał się ponownie swemu rozmówcy. Nie lubił takich. Typ był niemalże podręcznikowym przykładem człowieka, za bardzo lubującego się w opowieściach o dzikim zachodzie. Miał na sobie skórzany płaszcz z mnóstwem srebrnych guzików i sprzączek, jeansy, a na nogach, o zgrozo, wysokie buty z ostrogami. Obrazu dopełniał kapelusz, chyba żywcem wyciągnięty z westernu. Na częściowo skrytej w cieniu twarzy widać było cienką, białą bliznę biegnącą przez brew, prawe oko i szczeciniasty zarost, aż do brody. Sama twarz była z tych pozbawionych wieku, ale Alfred uznał, że jego rozmówca nie może być więcej jak trzydziesto–trzydziestokilkulatkiem.

– Mój pracodawca – zaczął Smith, uśmiechając się sztucznie. – Chciałby wynająć pana do ochrony pociągu.

– Zmierzającego do? – uniósł lewą brew Joseph. Alfredowi przez głowę przemknęło, że połowa twarzy z blizną może być sparaliżowana. Poza tym imię… Joseph Edward Lee. Nikt nie mógłby przecież się tak naprawdę nazywać.

– Zmierzającego do Greygrass.

– To przecież po drugiej stronie pustynnego kotła… Zaraz, chwila. Mam ochraniać pociąg jadący przez pustynny kocioł?

Smith skulił się wewnętrznie.

– Nie będzie pan jedynym wynajętym do tego zadania – powiedział zachowując pozory pewności siebie.

– Mam nadzieję, bo oferta wydaje się kusząca.

Smith postanowił zagrać jeszcze jedną kartę.

– Przewidziane są premie.

Joseph Lee popatrzył na niego, po czym machnął ręką.

– Pokaż tę umowę – mruknął.

Gdy otrzymał dokument, przeczytał go dokładnie, przez cały czas zachowując kamienną twarz. W końcu podpisał. Alfred odetchnął z ulgą.

– Będzie pan oczekiwany w wyznaczony dzień, panie Joseph. Proszę się nie spóźnić – mówił wkładając umowę do eleganckiej teczki.

– Nie mam zamiaru – odparł ten. – I możesz mówić mi Joe.

Smith zastanowił się czy powiedzieć coś jeszcze, ale uznał, że gra nie jest warta świeczki. W końcu ten cały Joe wyglądał na takiego, co lubi mieć ostatnie słowo.

***

Na miejscu Joe miał się stawić o siódmej. Piechotą dotarłby w jakieś dwadzieścia minut. Wstał kilkanaście minut po piątej. Wynajmowana izba posiadała prowizoryczny kran, z którego leciała wyłącznie zimna woda, ale cóż zrobić. Nie ma co przyzwyczajać się do luksusów. Umył się, przyciął nożyczkami krótko brodę, założył kolejno gacie, jeansy, czarną koszulę, skarpetki w kolorowy wzorek i płaszcz. Chwilę siłował się z butami. Z braku stołu rozłożył rewolwery na łóżku. Wyczyścił je, sprawdził działanie mechanizmów i załadował. Dwanaście srebrnych kul. Po sześć na rewolwer. Przesunął kurki do bezpiecznych pozycji, zakręcił rewolwerami na próbę i umieścił je w kaburach. Solidny nóż traperski przyczepił do pasa. Mniejsze ostrze ukrył w bucie. Przez plecy przewiesił piękną, angielską dubeltówkę, zdobytą ongiś w pewnym pojedynku. Wyjrzał przez okno. Jak przyłożył czoło do szyby i obrócił głowę, był w stanie dostrzec zegar umieszczony przed wejściem jakiegoś budynku. Czy to kościoła, czy urzędu, nie obchodziło go to. Zresztą i tak nie widział pod tym kątem. Pięć po szóstej. Nakręcił kieszonkowy zegarek, nienakręcany już chyba czwarty dzień. I tak nie mógł pełnić funkcji budzika. W takich chwilach praktyczna okazywała się umiejętność wstawania o (mniej więcej) konkretnej godzinie. Wziął w ręce swój czarny kapelusz. Przyjrzał mu się krytycznie, strzepnął z niego niewidzialny pyłek i nasadził go na głowę. Nie mając lustra nie mógł obejrzeć całokształtu, ale miał nadzieję, że prezentuje się profesjonalnie.

Zamknął drzwi i zszedł do gospody, gdzie zdał klucz i zamówił jajecznicę na śniadanie. Jadał lepsze, ale ta nie była zła. No i ważne, że było go stać. Ta robota z pociągiem była niemal wybawieniem. Zwłaszcza, że srebrne kule swoje kosztowały, a w broni nieautomatycznej nie opłacało się używać innych. Zapłacił i wyszedł na ulicę, mając dobre kilka minut zapasu. Powietrze było suche i pełne pyłu, ale do tego zdążył się przez kilka dni przyzwyczaić.

Na miejsce dotarł niemal pięć minut przed siódmą. Miał się stawić przed magazynem opodal stacji. Gdy dotarł na miejsce było tam już kilka osób.

– No proszę, mamy tu kowboja – zaszydził koleś ubrany w panterkę i dzierżący bliżej nieznany Joemu karabin maszynowy, prawdopodobnie jakąś przeróbkę, od którego ciągnęła się taśma amunicji. Jej drugi koniec znikał w plecaku jegomościa.

– Ja widzę chłopczyka bawiącego się w żołnierza – sparował Joe.

Żołnierzyk zrobił się czerwony z wściekłości, a stojący obok siwy starzec w kamizelce kuloodpornej zarechotał.

– Ale cię dojechał Ernie – powiedział, po czym zwrócił się do nowo przybyłego. – Witaj kowboju. Wołają mnie Tesla, a ciebie?

– Możesz nazywać mnie Joe.

– Ten militarny to Ernie – kontynuował staruszek. – Obaj byliśmy wcześniej, więc zdążyliśmy się zapoznać. Ta tam – wskazał stojącą na uboczu dziewczynę. – To snajperka. W sensie kobieta-snajper. Snajperkę, przepraszam, karabin wyborowy ma na plecach. Nawiasem mówiąc to chyba SWD, ale nie jestem pewien.

Tesla wydawał się wyjątkowo energiczny jak na starca.

– Ktoś jeszcze się pojawi? – zapytał Joe.

– Pewnie tak, co za pojeb wynająłby tylko czwórkę do ochrony pociągu? – Ernie najwyraźniej stwierdził, że już wystarczająco ukarał wszystkich swoim milczeniem.

W tym właśnie momencie do grupki oczekujących dołączył obwieszony nożami osobnik w średnim wieku, z dwoma maczetami na plecach. Ogolony zupełnie na łyso z ogromnymi czarnymi wąsami. Szeroki w barach niczym przysłowiowa gdańska szafa, przysłonił poranne słońce trzem najemnikom stojącym przed magazynem.

– Zbigniew Terror – przedstawił się wyciągając rękę. Tesla powtórzył swój monolog, tym razem włączając jeszcze Joego.

Terror oparł się o ścianę, obok Erniego, kończąc tym lokalne zaćmienie.

Chwilę później pojawił się pan Smith, z nieodłączną teczką i wysokim, ubranym w surdut jegomościem.

– Witajcie – przywitał się wysoki. – Nazywam się John Divitae, jestem tylko skromnym przedsiębiorcą. Rozumiem, że państwo w sprawie ochrony pociągu? Zapraszam tędy – wskazał kierunek mahoniową laską, ze srebrną gałką.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
StalowyKruk · dnia 22.02.2018 21:05 · Czytań: 372 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 7
Komentarze
Darcon dnia 22.02.2018 21:15
Przyzwoicie napisane, Stalowy Kruku. :)
Może po prostu nie każda tematyka Ci leży, ta najwyraźniej leży dobrze. :) Tekst lekki, swobodny, kilku przerysowanych bohaterów, ale o dziwo, brzmiących całkowicie wiarygodnie w swoich "śmiesznie" dobranych stylizacjach. Fabuła idzie do przodu, zarzucasz haczyk, ale nie zdradzasz za dużo, tyle, żeby zachęcić czytelnika. Podobało mi się.
Maly dnia 23.02.2018 00:44
Zapowiada się na jakąś jatkę rodem z Tarantino ;)
Dobrze się czyta.

Pozdrawiam
Milena1 dnia 23.02.2018 09:55
Przyciągnął mnie Tarantino w komentarzu :)
Przeczytałam z przyjemnością, mogę się podpisać pod komentarzem Darcon
Pozdr
Canulas dnia 25.02.2018 17:54
Obadajmy
"Na miejscu Joe miał się stawić o siódmej. Piechotą na miejsce dotarłby w jakieś dwadzieścia minut". - a jakby wyciąć drugie "na miejsce?"

"Wyczyścił je, sprawdził działanie mechanizmów i załadował je". - tu również bym wyciął drugie "je"

"Przez plecy przewiesił sobie piękną, angielską dubeltówkę, zdobytą ongiś w pewnym pojedynku." -a tu bym wyciął "sobie". Wiadomo z kontekstu.

I tyle z "wątpliwości"

Ogólnie, podobało mi się. Lubię niespieszne opowiadania. Tutaj sterylność opisu jest dobrze wyważona i współgra z wydarzeniami.
Postaci barwnie opisane, ale nienachalnie.
Me gusta.
MarcinD dnia 09.10.2018 12:57 Ocena: Świetne!
Od razu gdy zacząłem czytać, zacząłem pisać ten komentarz i obiecałem sobie uparte "czepialstwo", także wybacz... Ale mam nadzieję, że jednak czepiałem się konstruktywnie ;-).

Cytat:
Nie lubił ta­kich.

Wiem, że teoretycznie z poprzedniego zdania wynika, o kim mowa, ale ja bym wstawił "Nie lubił tego typu ludzi".

Cytat:
Sama twarz była z tych po­zba­wio­nych wieku...

Kilka razy musiałem przeczytać początek. Może "Nie dało się wyczytać wieku z jego twarzy, ale..."

Cytat:
Zbi­gniew Ter­ror

W kontekście jego wyglądu / wyposażenia imię i nazwisko przednie :D.

Cóż... jak ocena, świetnie. Moje klimaty, bo lubię sci-fi, odcinek jest krótki, więc łatwo się go połyka, nie ma rażących błędów (nie rażących też ;-) ). Śledzę zatem, "ulubiam" i idę do kolejnych.
Hubert Z dnia 07.01.2019 22:06 Ocena: Świetne!
Przyciągnąła mnie tu Twoja obecność e ShB.
Wybrałem losowo i przyznaję, że się nie rozczarowałem.
Fajny lekki tekst z zapowiedzią czegoś większego.

„Zbigniew Terror” - dobre :yes:

Zabieram się więc za czytanie następnych części.
Pozdrawiam
StalowyKruk dnia 07.01.2019 22:34
Dzięki. Dobrze, że trafiłeś na "Pociąg...", bo mój poprzedni projekt to nieco niższy poziom. Okazuję się, że opowiadanie napisane dla żartu spotkało się z niezłym przyjęciem. W każdym razie zachęcam do dalszej lektury. I ten tekst powstał pod wpływem sporych dawek Rock'n'rolla. Muszę się przyznać, że Motörhead słucham w dużych ilościach i większość rzeczy jakie kiedykolwiek napisałem (w tym te, których nie planuję wyprowadzać z szuflady) jest w pewien sposób inspirowana twórczością Lemmy'ego i spółki.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
19/04/2019 08:10
Przeczytałam prolog i zaraz potem część 1 i teraz 2, gdyż… »
al-szamanka
19/04/2019 07:56
Zaciekawił mnie tytuł. Natomiast wiersz przygnębił.… »
Graiel
18/04/2019 23:41
Morał, w zadaniu, na końcu opowieści (podsumowujący),… »
Graiel
18/04/2019 23:12
Nie mogłam się oderwać. Musiałam przeczytać do końca.… »
JOLA S.
18/04/2019 22:56
DoCo, Dzięki! przytupuję z radości, czytając Twoje… »
Kemilk
18/04/2019 22:15
Miło Cię gościć w mych skromnych progach. Dzięki za miły… »
Dobra Cobra
18/04/2019 21:15
Porażająca rzecz w swym naturaliźmie. JOLA S, Teraz… »
wodniczka
18/04/2019 21:12
Witaj skroplami Bardzo serducho cieszy się z takiego… »
Dobra Cobra
18/04/2019 21:11
No oo, słodka sprawa :) Kemilk, Bardzo miło żeś to… »
al-szamanka
18/04/2019 21:10
Heh, przykład jak i dlaczego nie powinny odbywać się randki… »
MarcinD
18/04/2019 20:43
Wiesz, wydaje mi się, że takie wrażenie zawsze gdzieś tam… »
JOLA S.
18/04/2019 20:32
Antoni, dziękuję Ci za wizytę i miły komentarz. Nad… »
Marek Adam Grabowski
18/04/2019 20:25
Antoni twoje komentarze są zawsze dla mnie ważne.… »
AntoniGrycuk
18/04/2019 19:54
Jakoś nie załapałem tego tekstu. Zupełnie. Także ograniczę… »
AntoniGrycuk
18/04/2019 19:47
Tak, tekst w Twoim style, choć mam wrażenie, że napisany… »
ShoutBox
  • leskos
  • 18/04/2019 09:25
  • Dzień dobry
  • mike17
  • 17/04/2019 22:06
  • A tu utwory, na które możecie głosować : [link]
  • mike17
  • 17/04/2019 22:04
  • Zapraszam serdecznie do oddania swoich głosów na naszych artystów w MUZO WENACH 7, nie jest ich zbyt wielu, ale może właśnie dlatego zbiorą maksimum głosów. Czytajcie i głosujcie :)
  • StalowyKruk
  • 17/04/2019 12:13
  • A ja myślałem, że wy to tak pod wpływem natchnienia w chwilę piszecie :)
  • allaska
  • 17/04/2019 12:11
  • Pocienglu gdybyś się nie spieszył twoj wiersz o sledziach trafilby na półkę gorna za szybko publikujesz, prawdziwa poezja zaczyna się od szlifowania, ja Ci to mówię, co się ciągle poprawia:)
  • Gramofon
  • 16/04/2019 18:21
  • metallica w majtki sika!
  • Dobra Cobra
  • 16/04/2019 08:21
  • Piękny artykuł o kulisach powstania Żywota Briana, The filmu Monty Pythonów: [link]
Ostatnio widziani
Gości online:11
Najnowszy:galeriakominkowadvancedfreewebprok3
Wspierają nas