BÓG - Szysza
A A A
Od autora: Witam, bardzo serdecznie proszę o szczerą opinię dotyczącą mojego tekstu. Jestem pisarzem amatorem otwartym na krytykę i gotowym do nauki na błędach.

Bóg

 

 

            Boję się ciemności. Oczekuję jej uważnie cały dzień, a i tak przychodzi nagle, gasząc światła pokoi, zapalając latarnie, odkrywając grube kołdry, ściszając rozmowy. Boję się, gdy wiatr uderza z całą siłą w okna, a cienie drzew odmalowują na ścianie upiorne wzory. Boję się psów, zwłaszcza tych starych, wysłużonych, zapchlonych szwędaczy naszych brudnych ulic. Boję się głośnego gwizdu pociągu w oddali, zawsze w wyobraźni widzę człowieka skaczącego w ostatniej chwili w głęboki nasyp. Boję się nauczycieli, nawet ci najmilsi skrywają pod maską uśmiechu oblicze prawdziwe. Zmęczone, znudzone twarze i te rytmiczne podrygiwania głów w takt naszych wierszyków i piosenek, niczym nakręcane roboty. Boję się starych ludzi, ich zapachu potu i tych głosów, zawieszonych jakby miedzy światami, powolni, niezdarni, kroczą jak trupy cmentarne tuż obok mnie. Boję się sąsiada, to starszy chłopiec, złośliwy i odważny, patrzy na mnie zawsze z wysoka, a ja kurczę się i maleję i maleję i maleję, a gdy już jestem wielkości kamyka, takiego chowanego w dłoni, uciekam przed siebie nie mając odwagi odwrócić głowy. Czasem boję się taty, zwłaszcza, gdy chodzi z kąta w kąt z rękami w kieszeniach, zamyślony, poważny, milczący. Siadam wówczas na podłodze w salonie, najczęściej z książeczką lub zabawką w dłoniach i czekam niecierpliwie, z rosnącym lękiem, aż zawoła moje imię. Kiedy krzyknie, w ten wyjątkowy sposób rubasznego, wielkiego mężczyzny? Kiedy posadzi mnie na kolanach, przytuli i pogrzebie tym samym swoje smutki? To właśnie tato, pierwszy opowiedział mi o Bogu. Babcia i mama mówiły wiele razy wcześniej o dobrym, wszechmocnym opiekunie czuwającym nade mną w każdej minucie życia. Dostałem nawet pięknie ilustrowaną Biblię i razem z mamą, z wielkim przejęciem zaczytywałem się w Hiobowych cierpieniach, w gniewie Bożym, w Jezusowej włóczędze przez cuda tego i tamtego świata. Babcia, robiła śliczne różańce z muszelek lub kolorowych koralików i rozdawała w prezencie przyjaciołom. Nauczyła mnie wszystkich najważniejszych modlitw, dzięki którym mój sen niespokojnego kilkulatka miał być wolny od koszmarów. Czasem spałem spokojnie, czasem goniły mnie psy, ujadały wściekle, aż wpadałem w przepaść i budziłem się z krzykiem. Jezusa widziałem na kościelnych obrazach, ładnego pana z długimi włosami i przenikliwym spojrzeniem łagodnych oczu, Matka Boska zawsze piękna i uśmiechnięta przypominała mi trochę mamusię, chociaż myślę sobie, że moja jest jeszcze piękniejsza. Z wielkim trudem jednak wypatrywałem Boga. Babcia mówiła mi, że On słyszy wszystkie moje myśli, że nic nie ukryje się przed Jego wzrokiem i uchem. Nie podobało mi się to ani trochę. Był czas, kiedy okropnie bałem się pomyśleć coś złego na kolegę z klasy czy na naszą panią nauczycielkę, albo wymówić w myślach brzydkie słowo po kolejnej ucieczce przed złym sąsiadem. Jeszcze bardziej złościło mnie, że nie mogę w skrytości serca i całkowitej tajemnicy rozmyślać o swoich marzeniach. O podróży na koniu przez prerie jak Lucky Luck, o pływaniu na wielkim statku jako kapitan, lub o podniebnym locie z własnoręcznie wykonanymi skrzydłami ze starych prześcieradeł, które znalazłem schowane w piwnicy. Wszystko musiałem dzielić z nieproszonym gościem, który nawet mi się nie przedstawił. Gdy opowiadałem mamie o moich troskach pocieszała mnie, że na świecie jest tylu ludzi, iż Pan Bóg byłby bardzo zmęczony słuchając ciągle myśli jednego, małego chłopca. Trudno było w to uwierzyć, bo jeśli taka moc istnieje naprawdę, to przecież żadna myśl nie schowa się w korytarzach mojej pełnej wyobraźni główki.

Tak to już jest, że czas i dorastanie hartują nasze ciało i duszę, dlatego przyszedł moment, gdy zupełnie przestałem bać się marzyć. Pędziłem po preriach na moim ogierze, latałem samolotami w podniebnych piruetach, byłem wielki, nieustraszony, najlepszy. Klnąłem po cichu nie raz nie dwa, myślałem źle, nieraz nawet o rodzicach, kłamałem od czasu do czasu i jak na dużego chłopca przystało, z ulgą pożegnałem moje dziecięce lęki.

Wtedy właśnie, gdy już byłem pewien, że całkiem oswoiłem Pana Boga, tato wykrzyknął moje imię. Było to w jeden z tych dziwnych dni, gdy mama chowa się w swoim małym pokoiku lub wychodzi na spacer, by nie widzieć i nie słyszeć powłóczystego szurania kapciami, niezrozumiałych westchnień, ani smutnej miny na tatowej twarzy. Ja, już dawno przestałem bać się tej jego melancholii, jak mawiała babcia, gdy był zupełnie niezdolny do pracy, do przebywania wśród ludzi, do słuchania prostych poleceń wydawanych przez mamę. Wiedziałem, że to wszystko mija, że potrzeba tylko czasu, a przecież właśnie wtedy, podczas tych swoich momentów, był i jest najlepszym oratorem i najciekawszym rozmówcą. Wszedłem do salonu z radością, usiadłem obok ojca i patrzyłem wyczekująco na tą twarz z pierwszymi zmarszczkami, patrzyłem na głęboko osadzone oczy, szeroko otwarte, brązowe, błyszczące, na rękę drapiącą głowę i przeczesującą gęste ciemne włosy, uśmiechał się do mnie zamyślony i nieobecny.

- Lubisz Boga synku?- spytał tak zwyczajnie, jakby chodziło o pogodę za oknem.

- Lubię? Nie no, kocham Go tato - odparłem całkiem zbity z tropu. Cóż to za pytanie, po co, czemu ma służyć, pomyślałem nawet przez chwilę, że chyba zaczynam powoli rozumieć mamę i tą jej ucieczkę, przed tym innym ojcem.

- To wspaniale, dlaczego? – pytał dalej, spokojnie, obojętnie.

- Bo jest dobry, wszechmocny, bo nas stworzył – powiedziałem to jakoś nijak i szczerze mówiąc, sam sobie nie wierzyłem. W salonie zapanowała cisza, zegar odmierzał czas, tata machał nogą i patrzył mi prosto w oczy, a ja zastanawiałem się, co dalej, czy to już koniec? Bardzo chciałem wrócić do pokoju, do tej bezpiecznej oazy, w której miałem poczucie królowania nad samym sobą.

- Widzisz synku, tak naprawdę, chodzi tylko o to ostatnie, o stworzenie. Ani moc, a tym bardziej wszechmoc, ani dobroć, ani łaska, ani żadna inna umiejętność i zdolność Boska nie równa się dziele stworzenia. Rozumiesz?

- Tak tato - westchnąłem poirytowany.

- Czyli kochasz Boga synku, a boisz się Go?

- Nie tato, to znaczy już nie, kiedyś się bałem, ale wyrosłem z tego. Czuwa nade mną jest wielki i dobry, czyli nie ma powodu do strachu przed Nim - pięknie to ująłem. Pamiętam, że na ostatniej katechezie dostałem najlepszą ocenę z klasy za bezbłędny monolog dotyczący objawień Fatimskich, poczułem się nagle mądry i ważny. Ojciec uśmiechnął się nieznacznie, poprawił lewą nogawkę spodni i wstał. Krążył po pokoju zerkając na mnie z ukosa, wreszcie zatrzymał się przy ścianie i oparł ciało w niedbałej pozie.

- Jesteś odważny, bardzo odważny synku. Nie bać się, nie czuć lęku przed własnym Stwórcą to wielka odwaga albo, co bardziej prawdopodobne, powierzchowność i skończona głupota. Obawiam się, że oto siedzi przede mną moje głupiutkie dziecko. Chłopiec o wielkiej odwadze, ukazującej się w postaci całkowitego braku bojaźni Bożej – głos ojca robił się szyderczy i niespokojny. Milczałem, spuściłem głowę i miałem ochotę uciec dużo dalej niż mama, najchętniej na inną półkulę ziemską, byle nie być tutaj z nim, ani teraz ani nigdy. On jednak stał tam dalej przy ścianie, wpatrzony we mnie jak kat, który wreszcie znalazł ofiarę i kontynuował.

- Nie pamiętasz swojej prababci, bo nie było cię jeszcze na świecie. Zmarła ze starości, we śnie. Miała mały domek na wsi otoczony starym płotem, kilka kur łaziło po podwórku, a pianie koguta budziło najmocniej śpiących. Uwielbiałem przyjeżdżać na wakacje w to miejsce, czułem się szczęśliwy, gdy rodzice zostawiali mnie u dziadków na pełne dwa tygodnie. Szwędałem się po pastwiskach z zaprzyjaźnionymi chłopcami z sąsiedztwa, pomagałem, chociaż jak na miastowego przystało dosyć nieudolnie, przy żniwach a wieczorami, razem z babcią uciekałem w świat jej ulubionych słuchowisk radiowych. Nie znosiła telewizora, dostała go w prezencie od mojego ojca, była wdzięczna, ale gardziła obrazem. Uważała, że wszystkie osoby mówiące i uśmiechające się do nas zza szklanej szybki, są kłamliwym wizerunkiem mającym na celu ogłupiać nas, odbiorców. Jakże wielką rację przyznaję jej teraz, jakże wściekły bywałem w tamte dni, nie mogąc obejrzeć filmu przygodowego lub serialu, zwłaszcza, gdy za oknem padał deszcz. Twoja prababka była prostą, dobrą kobietą, trochę przesądną, wierzącą w diabły i anioły, pokorną wobec Boga i życzliwą wobec ludzi. Pamiętam, to było lato moich dwunastych urodzin. Zapadała noc, miałem okropnie odrapane kolana, nic dziwnego, trzy upadki z roweru to nie byle co. Rana szczypała, piekła niemiłosiernie a bandaż, który dziadek mistrzowsko owinął, uwierał i przeszkadzał zasnąć. Przypomniałem sobie, że babcia lubiła zostawiać cukierki koło lustra na komodzie i zapragnąłem ruszyć po łup odwracając tym samym uwagę od bolącej nogi. Wstałem po cichutku i na palcach przesuwałem się po korytarzu jak złodziej. Pokoik dziadków był otwarty, upalne lato nie pozwalało zamykać drzwi i okien, dziadek chrapał głośno, było widać cień sylwetki pod kołdrą. Babcia, której głowa leżała obok poduszki na prześcieradle, z ręką zwisającą bezwładnie ku podłodze, wyglądała jak zmęczone ludzkie ciało, z którego ucieka duch, by wypocząć przed pracowitym porankiem. Poczułem zimny dreszcz na plecach, jakiś okropny niepokój zaczął drążyć serce. Podszedłem niepewnie na skraj łóżka, nachyliłem się nad babcią, zobaczyłem od razu, że nie żyje. Tak synku, nie zbadałem pulsu, nie potrząsałem jej ciałem, nie robiłem niczego gwałtownego. Stałem tam po prostu, patrząc na jej nieruchome ciało, na oczy zupełnie otwarte, widzące coś niezwiązanego już ani ze mną, ani z tym pokojem tonącym w mroku. Nie wiem ile czasu upłynęło, zanim obudziłem śmiertelnie przerażonego dziadka, nie wiem ile minut przeszło, nim otrząsnąłem się z odrętwienia i zamknąłem babci powieki. Dziadek pobiegł w samym szlafroku i kapciach po pomoc. Ja zostałem. Łzy zaczęły ściekać z policzków, wycierałem nos i odwracałem głowę, żeby nie widzieć tej śmierci tak bliskiej, tak strasznej. Przymknąłem drzwi sypialni i usiadłem w kuchni. W głowie huczały mi słowa modlitwy, myliłem się, zapominałem, zacząłem błagać Boga żeby żyła, żeby wstała, i prosiłem, prosiłem teraz już rycząc, o tę jedną, jedyną szansę, o ten ostatni cud zmartwychwstania. Gdzieś w oddali słychać było nadjeżdżający samochód, jacyś ludzie wpadli z dziadkiem do domu, zabrano babcię. Sąsiadka wzięła mnie zapłakanego do pokoju, podała sok, który przylepiał mi się do gardła, czułem mdłości. Powiedziała, żebym próbował zasnąć a sama usiądzie w salonie i będzie czuwać, mówiła jeszcze wiele niepotrzebnych słów, wreszcie zamknęła pokój. Zostałem sam w swojej rozpaczy. Ja też nie bałem się Boga, też myślałem, że jestem dostatecznie dorosły by gwizdać na wszystko i naciągać strunę pierwszych kłamstw, złośliwości, że mam prawo do nijakich modlitw, że jestem panem mojego szczęśliwego życia i beztroski.

- Tato – przerwałem wstrząśnięty. Nigdy mi o tym nie mówiłeś, nie wiedziałem nic a nic. Czyli mam się bać Boga i być pokorny, bo kiedyś mogę odkryć kogoś bliskiego, zupełnie martwego, trupa w łóżku i to będzie kara za brak strachu, za grzechy?

Ojciec zaśmiał się. Tak, naprawdę się zaśmiał, ale jakoś czule i ciepło, potem podszedł do mnie i usiadł tuż obok. Pogłaskał mnie po głowie i poklepał po plecach.

- Nie dziecko kochane, nie o taki lęk chodzi. Widzisz, w tamtym dniu straciłem jedną z najbliższych mi osób na świecie, przez tę jedną noc skończyły się moje letnie wakacje, widziałem na własne oczy jak wygląda koniec. Ten sam Bóg, który stworzył kogoś tak wspaniałego jak moja ukochana babcia, przyszedł nocą i zakończył jej żywot. Tak po prostu uznał, że nadszedł jej czas, stare wyczerpane serce przestało bić. Nie lubiłem Boga przez długi czas, musiałem go kochać, bo tak mnie wychowano, ale przestałem go lubić. Po powrocie do domu bałem się zasnąć, ubzdurałem sobie, że też się nie obudzę i skończę jak babcia. Z czasem lęk minął, a wspomnienie tamtej nocy zacierał czas. Dziadek tłumaczył mi, że bez ukochanej żony, zarówno dom jak i jego codzienną egzystencję zalała pustka, mimo to nie przestał kochać Boga. Czekał na swoją kolej, był cichy w swojej żałobie, pogodzony ze wszystkim. Miałem w życiu wiele powodów synku, by Bóg znowu zamieszkał we mnie, jak zapomniany przyjaciel wracający z dalekiej podróży. Ślub z ukochana kobietą, twoje narodziny, nadanie imienia, które mogę krzyczeć jak najpiękniejszy triumf. Pomyśl synku, jeśli istnieje ktoś tak potężny, tworzący ciebie i mnie, ze wszystkimi wadami i zaletami, z całą naszą miłością, złością, radością, rozpaczą i wszystkimi uczuciami wypełniającymi nasze serca, jeśli ten ktoś zaczyna i kończy nasz żywot, jeśli pozwala, by jakiś mały chłopiec zamknął oczy babci, bo w zgiełku życia i śmierci zapomina o drobiazgach, to ten ktoś musi budzić strach. Nie ten paraliżujący, nieznośny, zniewalający umysł. Nie synku. To najlepszy z naszych lęków. Uczy pokory wobec strat, niszczy pychę, ale przede wszystkim zabija to, co najbardziej niebezpieczne, obojętność.

To było wszystko, co powiedział mi tata tamtego dnia. Tyle zapamiętałem. Potem, jeszcze wiele razy krzyczał moje imię, a ja zawsze biegłem do niego, z Bogiem w sercu, którego lubię, kocham i którego się boję.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Szysza · dnia 23.02.2018 21:46 · Czytań: 151 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 4
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
Darcon dnia 23.02.2018 22:22
Ech, Szysza, moralizatorskie to jest, aż momentami średnio się to czyta. Te bloki tekstu, nie podzielone na mniejsze akapity są tak duże, że można bunkry z nich budować. Stosujesz dywiz w dialogach, zamiast półpauzy. Co nie zmienia faktu, że stylistycznie dobrze napisane, czytałem bowiem bez specjalnych zgrzytów. Gdzieniegdzie nawet ładnie prowadzisz tekst.
Cytat:
Boję się na­uczy­cie­li, nawet ci naj­mil­si skry­wa­ją pod maską uśmie­chu ob­li­cze praw­dzi­we. Zmę­czo­ne, znu­dzo­ne twa­rze i te ryt­micz­ne po­dry­gi­wa­nia głów w takt na­szych wier­szy­ków i pio­se­nek, ni­czym na­krę­ca­ne ro­bo­ty. Boję się sta­rych ludzi, ich za­pa­chu potu i tych gło­sów, za­wie­szo­nych jakby mie­dzy świa­ta­mi, po­wol­ni, nie­zdar­ni, kro­czą jak trupy cmen­tar­ne tuż obok mnie.


Cytat:
Boję się są­sia­da, to star­szy chło­piec, zło­śli­wy i od­waż­ny, pa­trzy na mnie za­wsze z wy­so­ka, a ja kur­czę się i ma­le­ję i ma­le­ję i ma­le­ję, a gdy już je­stem wiel­ko­ści ka­my­ka, ta­kie­go cho­wa­ne­go w dłoni, ucie­kam przed sie­bie nie mając od­wa­gi od­wró­cić głowy.


Cóż, skoro moralizatorstwo i pewna niezręczność pod postacią nieuzasadnionej naiwności głównego bohatera przyćmiewa w/w fragmenty.
Dało się jednak przeczytać, więc nie jest tak źle.

Pozdrawiam i witam na portalu.
Szysza dnia 24.02.2018 09:07
Tego mi było trzeba, dziękuję.
skroplami dnia 25.02.2018 12:57 Ocena: Świetne!
Witaj Szysza.
Odniosę się do treści :). Dla wierzących zrozumiała, ale. Przyczyn strachu podałeś zbyt mało :(. Sam Bóg przekazuje: bój się mnie, fakt. Dlaczego, wielokrotnie w Starym i Nowym Testamencie, bardzo prosto i widać, z daleka :). I ten strach nie jest z uśmiechem, bo naprawdę jest się czego bać. Sądu, i śmierci bez zmartwychwstania z przyczyny życia które nawet pod sąd "nie podlega" tak Bogu przeciwne, patrz Stalin, Hitler, i mnóstwo podobnych nieznanych mężczyzn i kobiet, lub drugiej śmierci, po osądzeniu gdy ... ale to inny temat. Podałeś jednak pięknie dlaczego m. in. należy się bać Boga. Z jego słów w Biblii, z cudów i działań wynika, on nie chroni wszystkich. Oddaje to jak los, ludziom we własne "dłonie". Tłumaczy wcześniej, uczy, jak postępować i jak on chce żeby człowiek postępował. Wybacza, jeśli odrzucisz co było grzesznego, przypomina Chrystus a właściwie jaśniej to przedstawia słowami "nie czyń tego więcej", gdy odpuszcza grzechy w imieniu swego Ojca, człowiekowi który o to prosi lub którego "uświadamia" przy innych, dla niego i dla innych. Nawracanie do grzechów to kpina z Ojca, a on nie zapomina.
A dlaczego kocha bohater Boga, zbyt mało. Osobiście, zaczynam go kochać m. in. za prawdę w słowach i dotrzymanie słowa, zawsze. I za sprawiedliwość, zawsze ale wg bożych miar, nie ludzkich. Ludzkie chciejstwo nic dla niego nie znaczy, wychwalanie modlitwami które zapełnią tysiąc worków "Mikołaja", nic nie znaczy. Sposób życia, działania, przestrzeganie prostych i nie trudnych przykazań, oddawanie mu czci tak jak On chce żeby mu oddawać, wszystko dla niego znaczy. To także Chrystus przypomina wskazując na stojących do bram "raju", chcą wejść bo przecież wychwalali go, czcili, w jego imieniu działali a Chrystus im w imieniu Ojca - precz. Bo ich życie ich słowom zaprzeczało, czyli proste - słowa kłamliwe i do tego przed Bogiem. Oczywiście, Chrystus to nie Bóg lecz jego syn, to ponownie inny temat ale Chrystus wielokrotnie tez ludziom o tym :).
Dziękuje autorze za opowiadanie, pozwoliłeś mi się ponownie zastanowić ale co ważniejsze, część czytających też się zastanowi, dlaczego się bać, dlaczego kochać, i że jedno drugiemu nie zaprzecza. Bo strach przed utratą miłości Boga, to jeden z kolejnych strachów. Jak nie stracić tej miłości, Bóg też podpowiada :). Śmierć jest z przyczyny złamania tylko jednego zakazu danego Adamowi i Ewie, jest karą na pewien okres czasu, jest ostrzeżeniem. Ilu z nas zrozumie, ilu pójdzie z Bogiem lub w stronę Boga, tylu będzie żyć ponownie. W raju na ziemi :), bo tu był i tu będzie :). Ilu z Chrystusem jako królem w bożym królestwie, bo część będzie żyć jak Chrystus duchowo czyli w niebie, liczba cyframi podana w Objawieniu.
Co do stylu pisania, jest dobry :). Prosto i proste podajesz przykłady z okresu "dziecięctwa", nastolatek odnosi się do okresu lat nastu i stylem jak zdarzeniami, tez pasuje. Końcówka, ok, dorosła, więcej w niej ojca bohatera :).
Czytało się przyjemnie, zwłaszcza że choć napisane lekko, temat poważny, najpoważniejszy wręcz. Chociaż, rzecz normalna, dotyczy jednego tylko wątku :). Widzimy, strach przed Bogiem, prawdziwy, to dobry strach. Zresztą, tą właściwość też dał ludziom Bóg. Strach powoduje mądrość, ostrożność, nieraz ratuje życie, zmusza do działania, itp. Pozdrawiam z podziękowaniem za opowiadanie.
Szysza dnia 25.02.2018 13:50
Skroplami dziękuję za tak wnikliwy komentarz. Ech widzisz ja mam największy problem zawsze z...(to zabrzmi groteskowo) wypełnieniem pomysłu spójną treścią. Gubię się, analizuję, kombinuję i czasem po prostu czytam myśląc (co też kobieto masz tak naprawdę do powiedzenia???). Napisalam kilka opowiadań pod ogólnym roboczym tytułem Wszystkie Strachy, to jeden z nich. Teraz widzę ile w tym naiwności i tego co w głowie zostało, a na papier się nie przelalo...Niedługo pojawi się kolejne opowiadanie z tego cyklu. Mam wiele do poprawy żeby uciec od naiwnego moralizatorstwa. Pozdrawiam serdecznie.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mike17
22/06/2018 19:19
Nie sądzę, tytuł jest bardzo dobry i adekwatny do treści i… »
Jestem
22/06/2018 19:04
Allasko, dziękuję za komentarz :) Muszę się przyznać, że mi… »
Darcon
22/06/2018 18:51
Nie lubię takich fragmentów oderwanych od całości. Ciężko… »
AntoniGrycuk
22/06/2018 17:40
Hej, Przede wszystkim powinieneś inaczej nazwać tę… »
mike17
22/06/2018 16:47
Kaziu, brachu Ty mój, dziękuję za literacki nalot i garść… »
allaska
22/06/2018 15:48
Może nie zawsze Cie komentuje, ale czytam z… »
allaska
22/06/2018 15:43
Podoba mi się najbardziej ostatnia cząstka :) »
allaska
22/06/2018 15:40
fajnie i ciekawie a jednocześnie nic takiego, może o to… »
Ula
22/06/2018 14:07
Jago, Przepraszam za opóźnienie, ale nie spodziewałam się,… »
Kazjuno
22/06/2018 14:00
Cóż by tu dodać, po wprost nieprawdopodobnej ilości… »
Jonasz
22/06/2018 13:50
Dziękuję, niebieskooka Korektorko :) »
Jonasz
22/06/2018 13:48
Dziękuję za korektę Wasince :) Jak ja się wywdzięczę? »
mike17
22/06/2018 13:23
Aldonko, teraz już rozumiem - "wstała z krzesła"… »
Decand
22/06/2018 09:22
Moją intencją jest jedynie byś skomentował swoje zdanie… »
dodatek111
22/06/2018 09:09
Dzięki Hubercie. Nie zauważyłem tego, bo patrzę ze zbyt… »
ShoutBox
  • allaska
  • 22/06/2018 15:06
  • Darcon dziękuję:) tak po przemysleniu, to możesz usunąć jeszcze inne me komentarze spod tekstów tej pani:) po co mój język ma kalać tak doskonale dzieła;)
  • mede_a
  • 22/06/2018 11:54
  • z pobudek mających na celu dobro tego Portalu. Pozdrawiam znajomych użytkowników z dobrych czasów i Redakcję.
  • mede_a
  • 22/06/2018 11:52
  • Cóż, znów się zawieszam. Niekoniecznie chce mi się być tam, gdzie toleruje się przez długi czas chamstwo w komentarzach,a reaguje upomnieniem za wpis nieregulaminowo na Shout Boxie, a nie pod wierszem
  • mede_a
  • 22/06/2018 11:47
  • Dziękuję za upomnienie. Warto było. Bo - jak widzę - dopiero po mojej akcji Redakcja w osobie Darcona zaczęła usuwać niemerytoryczne, obraźliwe komentarze alaski.
  • Berele
  • 22/06/2018 09:28
  • Siemka. Jak się dodaje grafikę do galerii?
  • viktoria12
  • 22/06/2018 08:46
  • o jasna cholera; ,, naszym dosypią na rozwolnienie..." , Kazjuniu, jak tak możesz, no jak? ;)
  • allaska
  • 21/06/2018 20:02
  • Ajw dopisałam coś w odpowiedzi na Twój zarzut o śnie wariata, pod moim wierszem pod tytułem trochę o śmierci:) pozdrawiam
  • jskslg
  • 21/06/2018 16:22
  • ALE DESZCZ NAWALA
  • mede_a
  • 21/06/2018 06:00
  • Masowy rimming pod wierszem, jeśli jest uzasadniony jego wartością, nie jest niczym nagannym, w przeciwieństwie do jałowego, chamskiego fuckingu, jaki TU niektórzy nieustannie prezentują.
Ostatnio widziani
Gości online:33
Najnowszy:justinat188
Wspierają nas