Ponad czasem, cz. 1 - Dobra Cobra
Proza » Inne » Ponad czasem, cz. 1
A A A
Od autora: Gdy wyjeżdżamy do innego kraju, to zaraz spotykamy tam sąsiada z drugiej bramy, który woła: Jaki ten świat mały! Może więc lepiej wybrać się w podróż do innego czasu?

Do wysłuchania opowieści zapraszają: Dobra Cobra i Jarosław Boberek.

Link do cz. 1 - http://www.youtube.com/watch?v=c0_LJ356G5U

   Władysław Niedołóż nie lubił latać samolotem. Jednak tym razem los zwyciężył i niespodziewanie otrzymał bilet na najbliższy lot do Nowego Jorku. To znaczy - kupiono mu miejsce, na dodatek w pierwszej klasie. Do dyspozycji dostał małą kabinę z komfortowym siedzeniem i wspaniałą obsługą, która traktowała go niczym króla, dogadzała we wszystkim i spełniała każde jego życzenie.

 

Niedołóż pracował w pocie czoła jako certyfikowany prezenter - sprzedawca papieru toaletowego. Rozstawiał kącik promocyjny w supermarketach, gdzie polecał najznakomitszy ze znakomitych, jedyny siedmiowarstwowy papier do podcierania. Sześciogwiazdkowy, miękki jak aksamit, albo nawet jak dwa aksamity. I pachnący niczym najlepsza woda po goleniu z minionej epoki. Właśnie taki był RAP - Royal Ass Paper, Królewski Papier Toaletowy - lider wśród wiodących marek tego towaru pierwszej potrzeby. Za rozstawioną zasłoną każdy klient mógł spróbować konfrontacji z jego legendarną miękkością. 

 

Nikt, kto wypróbował jego właściwości, nie pozostawał obojętny na jego zalety. A kto raz kupił opakowanie, zazwyczaj kupował ponownie, bowiem firma prowadziła wspaniały marketing i managerowie doskonale wiedzieli, do kogo kierować ofertę nie do odrzucenia. Wszak ich misją było uszczęśliwianie ludzi. 

 

 

   Władysław Niedołóż był zupełnie niespodziewanie odnalezionym spadkobiercą fortuny Królewskiego Papieru Toaletowego. W prestiżowej nowojorskiej agencji prawniczej Kramer, Willow, Spritz and Hole oczekiwał na niego testament niedawno zmarłego wuja, z którego istnienia nie zdawał sobie dotychczas sprawy. 

 

Na lotnisku Heathrow odebrano go spod samych drzwi warszawskiego samolotu i zawieziono do najbardziej eleganckiej poczekalni dla VIP-ów, w jakiej kiedykolwiek przebywał. Wziął tam odświeżający prysznic, po którym zafundowano mu masaż relaksacyjny. Później poczęstowano wyśmienitym francuskim szampanem z małego chateau, z którego historią nierozerwalnie łączone są trzy dzielne, twarde i energiczne kobiety, które przeszły do historii jako Wdowy Devaux. 

 

Jednak, mimo otaczających sprzedawcę - prezentera komfortowych warunków podróży, Niedołóż nie mógł wcale zasnąć, nie lubił przecież latania samolotem. Niestety - stało się to, czego się od zawsze najbardziej obawiał - maszyna gwałtownie zanurkowała w dół ku nieuniknionemu spotkaniu z zimnymi wodami Atlantyku. Przez tę krótką chwilę ostateczności, która z nagła wydłużyła się do wymiaru zwolnionego filmu, Niedołóż obserwował ogarniającą wszystkich panikę. Krzyk i płacz docierał jednak do niego jakby zza szyby. Mężczyzna popatrzył na swoje ręce, które wcale nie drżały. Zatem odejdzie z tego świata w spokoju?

 

Naraz dach samolotu otworzył się, a do wnętrza wpłynęło ciepłe, jasne światło, które powoli zakryło wszystko dookoła. 

 

 

Dobra Cobra przedstawia opowieść niesamowitą - w której prawda mija się z fałszem, cnota z pożądaniem, ładny zapach ze smrodem, godziny i minuty z całymi wiekami, a autor bawi się z czytelnikiem w podstępną literacką grę o jakże wymownym tytule: 

 

Ponad czasem

 

Część 1

 

Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne. 

 

William Szekspir

 

 

 

2

 

   Rodrygo z Zaragozy, całkowicie oddany wierze biskup inkwizytor, wolno zbliżał się z orszakiem do zamku Climaves, położonego na południu Aragonii. To tam miała siedzibę szkoła dla chłopców ze szlachty, z którą Kościół miał ostatnio tyle problemów. Na wykładowcach jak i na wychowankach tej prestiżowej uczelni ciążyło straszne oskarżenie o odstępstwo od wiary. Papieski wysłannik miał dokładnie zbadać sprawę i w miarę możliwości ostatecznie ją rozwiązać. Surowe oblicze Rodryga znamionowało zdecydowanie i upór w dążeniu do wyznaczonego celu. 

 

Z oddali majaczyły smukłe wieże, zakończone żółtymi proporcami z godłem rodu Castellano, fundatora tego miejsca. Obecnie, po kolejnym ataku morowego powietrza, które uśmierciło rodzinę, majątkiem zarządzał coraz bardziej wszechwładny Kościół. 

 

 

   Przed bramą kłębił się tłumek lokalnych dygnitarzy, cykatorów - zakonnych nauczycieli -  oraz samotny jednozębny bibliotekarz, który był jednocześnie nauczycielem śpiewu. 

 

Szkole od lat przewodził ten sam kierownik, magister principalis - Valgo Desserquez. Zaufany człowiek Kościoła, doświadczony zarówno jako wychowawca młodzieży jak i doskonale rozeznający się w zarządzaniu powierzonym mu majątkiem. Obok niego, ze spuszczoną głową, stał lokalny możnowładca w towarzystwie konwentu zakonnego. Był pewny, że w tej sprawie musiało zaistnieć jakieś niedopatrzenie i był gotowy poddać się weryfikacji władzy zwierzchniej.

 

- Witaj, szanowny biskupie Rodrygo - odezwał się Desserquez uniżenie. - To zaszczyt gościć cię w naszych skromnych progach.

- Witam, panowie - uśmiechnął się zimno przybyły. - Piękny dziś dzień mamy. Akurat w sam raz, by wypędzić z waszych progów diabła. 

 

Kilka osób pokiwało głowami na znak zgody. Wszyscy obawiali się surowego egzekutora, mającego listy uwierzytelniające podpisane przez samego papieża. Ludzie znali jego czyny z wielu mrożących krew w żyłach opowieści, które przekazywane były szeptem od grodu do grodu.

 

- Czy zechcesz, panie, najpierw usiąść z nami do wieczerzy?

- Dalibóg, nie czas teraz na jadło i napitek, gdy wiara żąda pomocy - odpowiedział surowo inkwizytor, zwany także ze względu na wielkie oddanie sprawie Biczem Bożym. - Prowadźcie do sali audiencyjnej, gdzie jak mniemam już czekają na nas wszyscy scholastycy.

 

 

3

 

   W szczerym słońcu lśniły piękne łąki, a obok rozsiewały cień szemrzące buki. Nozdrza przyjemnie łaskotał zapach fiołków i dzikiej macierzanki, rosnącej przy lesie. Jaskółki śmigały wokoło, a ważki uwijały się wzdłuż potoku, pełnego zimnej wody, mającego swój początek nieopodal przy wielkim kamieniu. Wszędzie panowała słoneczna letnia cisza, mącona tylko śpiewem ptaków. W zacienionym jarze mężczyzna, odziany w postrzępiona tunikę, gotując na ogniu wywar z opończy oddawał się kontemplacji. Na wpół osłonięty od południowego upału przez rosnące tam paprocie ślęczał na zwojami ksiąg o świętych męczennikach, których dzieje dukał mozolnie karta za kartą. Policzki miał zapadnięte, a nierówno przystrzyżona broda opadała łagodnie na pierś. Mimo pustkowia wydawał się zadowolony z żywota, który prowadził z dala od ludzi. 

 

W pewnym momencie na duży kamień, leżący na polanie, niespodziewanie spadła wprost z nieba jakaś jaskrawa postać. Pustelnik aż krzyknął z przerażenia i zasłoniwszy usta nie mógł się zdecydować, czy uciekać, czy też zostać na miejscu, by sprawdzić dokładnie, co zaszło. Był świętym człowiekiem, ale jeszcze nigdy nie napotkał tak nietypowego zjawiska, ocierającego się o cud. 

 

Gdy kurz nieco się rozwiał mężczyzna z przerażeniem rozpoznał w leżącej postaci kobietę. Mimo dużej wysokości, z której zleciała, chyba nic jej nie było. Usiadła, powoli dochodząc do siebie, a jej ręce z niewieściego przyzwyczajenia przeczesywały czarne jak u kruka włosy. Asceta zauważył, że miała na sobie nieznany mu strój, z pewnością zakupiony gdzieś za morzem. Nigdy bowiem nie widział w okolicy tak ubranej damy.  

 

 

   Pustelnik oddalił się od ludzi wiele, wiele lat temu, przekładając kontemplację i post nad rubaszne i pełne figli życie w siole, gdzie się urodził. Plaga kolejnego morowego powietrza oszczędziła go, co w prosty sposób wytłumaczył sobie łaską boską. Z tego powodu postanowił poświęcić się i oddać Stworzycielowi. 

 

Kobieta odwróciła głowę i zauważyła przestraszonego obdartusa stojącego przy ognisku.

- Cholera - zaklęła pod nosem. - A ty kto?

- Zzz… zwą… mmm… mnie… Filbert Czysty, pani.

 

Naraz eremita z przerażeniem ujrzał, jak przy próbie powstania poły ubioru nieznajomej odchyliły się szeroko. Z dziewiczą trwogą zobaczył w całej okazałości jej białe kobiece dyndałki pokuszenia, zakończone dużymi brązowymi krostami grzechu, od których czarciego blasku odludkowi natychmiast pociemniało przed oczami. Krzyknął z trwogą i podwinąwszy tunikę szybko uciekł do lasu, by być jak najdalej pokusy, którą antychryst zastawił na jego czystą i nieskalaną duszę.

 

- Cholera - zasyczała kobieta raz jeszcze. - Mało problemów, to jeszcze ten kmiot stanął mi na drodze.  Po czym uważnie rozejrzała się po okolicy. Kolejni czasoprzestrzennicy lądowali w równych odstępach czasu niedaleko kamienia, na którym stała. 

 

 

4

 

   Któż z nas nie słyszał o podróżach w czasie? Literatura i film od dawna wykorzystują ten temat tworząc kolejne scenariusze. Możliwość przenoszenia w przeszłość jest zagadnieniem służącym wzniecaniu zarówno niemądrych sporów jak i ważkich badań. I choć obecnie fizyka koncentruje się na innych bardziej praktycznych tematach, tu i tam ktoś ciągle prowadzi poszukiwania w tej dziedzinie. 

 

Najbardziej zaawansowanym w badaniach nad przenosinami w czasie był amerykański tajny eksperyment, zwany filadelfijskim, który miał na celu odchylenie promienia światła o kilka procent. Przeprowadzono go w październiku tysiąc dziewięćset czterdziestego trzeciego roku, a całość nadzorował sam Albert Einstein. Okręt USS Eldridge, na którego pokładzie wygenerowano jednobiegunowe pole magnetyczne, po kilku minutach został otoczony szarą mgłą, a następnie stał się całkowicie niewidoczny. Po paru godzinach okręt znów się pojawił, a kilku marynarzy twierdziło, że zostało przeniesionych na pewien czas w przyszłość.  

 

 

   Całkiem niedawno w jednym z polskich centrów badawczych odkryto, że bez potrzeby korzystania z wielkich dawek energii możliwe jest wysyłanie przedmiotów w czasie. Odkrywcy przeczytali dokładnie wspomnienia Alfreda Bielika, naocznego świadka eksperymentu Filadelfia, który - gdy tylko okręt zaczął zanikać - wyskoczył za burtę i znalazł się w czymś, co nazwał chmurami. Został przeniesiony w przyszłość i spędził w niej całe dwa lata. 

 

Po serii wieloletnich tajnych doświadczeń Polakom udało się znaleźć sposób sterowania masą w polu elektromagnetycznym. A odkrycie istnienia mikroskopijnych tuneli czasoprzestrzennych pozwoliło na niemal dowolną podróż w czasie. Odkrycie to w zamyśle uczonych miało służyć rozwojowi medycyny i służbie człowiekowi.

 

 

 

5

 

   Scholastycy ze szkoły Climaves - zgromadzeni w wielkiej sali audiencyjnej - nerwowo oczekiwali przybycia gościa. Mozolnie przyswajali nową wiedzę: zaawansowani w nauce na poziomie wewnętrznym, reszta na poziomie zwanym zewnętrznym. Nauczanie także podzielone było na dwie grupy. Pierwszą z nich stanowiły przedmioty świeckie, wykładane przez submagistra. Z kolei przedmioty teologiczne i prawnicze były prowadzone przez wykwalifikowane w tej materii osoby duchowne. 

 

Wszystkie zajęcia odbywały się wyłącznie w języku łacińskim. Łacina była bowiem środkiem wyrazu wszystkich europejskich społeczności, wyznających wiarę rzymsko - katolicką. Opanowanie nauk elementarnych, a później siedmiu nauk wyzwolonych, było zabiegiem niezwykle żmudnym, długim i wymagającym wielu wydatków. Być może właśnie z tego powodu wśród uczniów pojawiło się widmo odstępstwa od wiary. Być może młodzi ludzie poszukiwali odskoczni od codziennego trudu i rygoru. Ale być może sprawy przedstawiały się zgoła całkiem inaczej. 

 

 

   Inkwizytor z Zaragozy z założonymi do tyłu rękoma przechadzał się pomiędzy rzędami zgromadzonych. Po zapachu, który z obrzydzeniem wciągał w nozdrza orientował się doskonale, jakie odstępstwo miało tutaj miejsce. Należało z całą stanowczością i bezwzględnością wytępić złego ducha z murów uczelni. W pewnym momencie jego wzrok spoczął na śniadym uczniu z ledwie błąkającym się na ustach uśmieszkiem.

 

- Ty! - Zagrzmiał Rodrygo. - Puszczę cię wolno, gdy odgadniesz liczbę, którą sobie teraz pomyślałem.

- Cztery - rzucił hardo młody człowiek. Widać miał poważne braki w okazywaniu szacunku przełożonym. 

 

Bicz Boży zerwał ze ściany włócznię i szybkim ruchem wbił ją w pierś młodzieńca. Po czym z niespodziewaną siłą, którą dawał mu w takich sytuacjach Bóg, uniósł chłopca do góry i wyrzucił na zewnątrz przez wielki okienny witraż. Szkło natychmiast rozprysło się na wiele małych kawałków, a po krótkiej chwili chmara latających czarnych diabłów porwała lecące ku podwórcowi ciało, unosząc je w kierunku ciemnej puszczy. 

 

 

6

 

   Czasoprzestrzennicy powoli gromadzili się u podnóża skały, na której oczekiwała ich Bibianna Widzimisię, młoda naukowiec w stopniu doktorskim, obecnie habilitująca się z wirusologii. Była osobą średniego wzrostu, o czole wysokim i sylwetce dość chudej - acz nie wychudzonej - z kształtu nieco podobnej do eterycznych ciał modelek. Wiele lat temu oddała się w całości pracy w Zakładzie Wirusologii Molekularnej, gdzie prowadziła niestandardowe badania nad mutacjami różnego rodzaju wirusów chorobotwórczych. Kobieta miała na koncie dość dużą liczbę osiągnięć naukowych. Przez niedługi czas posiadała także drugie nazwisko - Ascendent - po mężu, który jednak dość szybko zwiał od niej i już nigdy więcej o nim nie usłyszała. 

 

Drugi z podróżników w czasie - Zenon Szabla - zwany przez podwładnych Wujaszkiem Dżudo, ze względu na posiadanie czarnego pasa w tej szlachetnej sztuce walki wręcz, był kierownikiem wyprawy. Ciężki plecak wypchany niezbędnym sprzętem, spoczywał u jego nóg.

- Coś się stało? - spytał, gdy zauważył Bibiannę, która ciągle dochodziła do siebie po niedawnym czasowym transferze. - Bo widziałem jednego kmiotka zwiewającego w podskokach do lasu.

- Wylądowałam akurat koło jakiegoś nieśmiałego eremity, który chyba przeraził się moim,  nieprzystającym do epoki, ubiorem.

- No tak - uśmiechnął się Zenon. - Załóżmy szybko średniowieczne szmaty, to nie będziemy odróżniać się od lokalsów. 

 

Po niedługiej chwili do grupki, kulejąc, podszedł komputerowiec, Wojciech Poryćko, który z fizjonomii jak i zamiłowań nadal bardzo przypominał żaka. Ze względu na wielką wiedzę w dziedzinie praktyki przenoszenia w czasie, sprawował pieczę nad całą stronę techniczną przedsięwzięcia.

- Co ci się stało?

- Coś poszło nie tak, podczas przenoszenia napotkałem na jakąś przeszkodę, w którą uderzyłem. Trochę krwawię…

 

Zenon Szabla umiejętnie przystąpił do oglądania rany, która okazała się niepokojąco rozległa. Zdecydował, by podać mu zastrzyk antytężcowy.  

 

 

Wysłano ich do średniowiecza w celu poznania historii mnożenia się wirusów. Z naukowego punktu widzenia było szalenie ważne, by określić wpływ mutacji na człowieka. Badania wskazywały bowiem na dużą koleratywność dawnych chorób z epidemiami dwudziestego pierwszego wieku. 

 

Nagle z oddali usłyszeli potępieńczy krzyk człowieka, spadającego z nieba. Spojrzeli po sobie zaniepokojeni. Nikt nie spodziewał się tutaj kogoś jeszcze.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dobra Cobra · dnia 26.02.2018 09:03 · Czytań: 306 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 3
Komentarze
Dobra Cobra dnia 26.02.2018 12:14
Opowiadanie tradycyjnie dostępne w wersji do słuchania na dobrocobrowym kanale YouTube. Czyta Jarosław Boberek.

Cz. 1 - http://www.youtube.com/watch?v=c0_LJ356G5U


Zapraszam polecając ucztę konesera - melomana.
Ten_Smiertelny dnia 15.05.2018 11:42
Nie jestem zachwycony. Śmianie się z inkwizycji – nie uważasz, że to kopanie leżącego?

Świat w którym każdego roku zupełnie legalnie, zabija się dziesiątki tysięcy dzieci; w którym statystycznie więcej ludzi wierzy już w UFO, niż w Boga; w którym podważa się istnienie płci i się tą płeć „zmienia”; dzieci mogą rozwodzić się z rodzicami; a z robaków robi się barwnik spożywczy; śmieje się ze średniowiecza…

Ach! jak płakali nad ofiarami inkwizycji, zwolennicy rewolucji we Francji (skąd też przeniknęło to do nas)! A później ścieli króla który jako pierwszy zniósł tam tortury; zamordowali setki tysiące ludzi w ludobójczym szale, a niezadowolonych ścieli; zakazali wszelkich praktyk religijnych; spalili na stosach Pismo Święte; pozabijali niemal wszystkich wierzących; zmienili karty do gry, wsadzając do nich Rousseau i Woltera, i nawet kalendarz naruszyli, by tydzień nie był po Bożemu, siedmiodniowy! Dlaczego, w twym opowiadaniu, nie cofnęli się do tamtych czasów? Dlaczego to nie z nich się śmiejesz?

Oskarżali inkwizycję o to, że zabijała na podstawie samych donosów, co najprawdopodobniej było oszczerstwem i bzdurą, a sami w rzeczywistości zabijali na podstawie samych oskarżeń – jak ustalili w czerwcu 1794r. Wytaczali jako ciężki argument przeciw inkwizycji, że w Toledo 12 lutego 1486r. 750 osób zostało skaranych, a 2 kwietnia 900set, zapominając, że wspomnianych, obłożono jedynie pokutą kościelną (!); sami zaś uwięzili 300 000 (!) i wszystkich skazali na zgilotynowanie! I od nich to nauczyliśmy się o szaleństwie inkwizycji i ciemnocie średniowiecza!

Piszesz o łacinie jakby była czymś niezwykłym i średniowiecznym, a przecież jeszcze w czasach Bolesława Prusa, łacina była na świecie bardziej popularna i znana, niż dziś język angielski!

//
Skoro zaś już cofamy się w czasie, to warto byłoby zobaczyć jakiś inny obraz, niż te stare stereotypy ciemnego motłochu, do których jesteśmy już przyzwyczajeni.

Ludzie cofnęli się w czasie i – zobaczyli dokładnie to czego się spodziewali… Naprawdę?

Mi zaś zdaje się, że gdybyśmy rzeczywiście cofnęli się w czasie, byłoby tak jak w filmie: „Jeszcze dalej niż północ”.

Wybacz mi, ale jestem na nie. Wolę średniowieczną ciemnotę, niż ciemnotę współczesną. Wracam do rozlania stosu i gromienia niewiernych ogniem (wiary) i mieczem (ducha)… :]

Pozdrawiam,
Ten Śmiertelny

PS
Przepraszam DoCo, robię się czasem zgryźliwy…
Dobra Cobra dnia 19.05.2018 15:20
Witaj,

Nie wydaje mi się, by inkwizycja była głównym wątkiem tej opowieści. A jako, że nie jest - trudno jest szukać w niej demokratycznie obiektywnych opisów oraz wniosków.

Osobiście wolę wierzyć, że czas średniowiecza był wspaniałym czasem, a lud masowo figlował na błoniach ( choć jakoś trudno dawać temu wiarę).

Dziękuję za - jak zwykle - szczery komentarz i znalezienie chwili na jego zamieszczenie.


Pozdrawiam, zapraszając w przyszłości.

DoCo
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
22/08/2019 22:45
Tu nieco za bardzo nachodzi, Wodniczko. A poza tym… »
wodniczka
22/08/2019 17:54
Kamyczku Jaki piękny komentarz. Odczytał zaczytałam się.… »
wodniczka
22/08/2019 17:47
Kushi Piękny komentarz napisałaś. Piękniejszy od tej mojej… »
wodniczka
22/08/2019 17:41
Kushi Zawsze bardzo miło Cię gościć. Cała przyjemność jest… »
Kazjuno
22/08/2019 15:24
RafaleSulikovski SF nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale… »
JOLA S.
22/08/2019 14:35
Ładne, prawdziwe. Istnieją słowa, które żyją podwójnym… »
Kushi
22/08/2019 13:48
Ach moja ukochana Poetko... czasem wydaje mi się, że czytasz… »
JOLA S.
22/08/2019 10:39
Rafale, znowu stoję z nożyczkami i nie wiem, od czego by… »
kamyczek
22/08/2019 09:38
Dla mnie, optymistki, szklanka jest zawsze do połowy pełna.… »
kamyczek
22/08/2019 09:34
Bardzo ładny wiersz,, Wodniczko, podoba mi się. I… »
Zdzislaw
22/08/2019 09:21
Przyjemnie, że się spodobał i wywołał uśmiech. Również… »
Madawydar
22/08/2019 07:43
Witaj Decand Dzięki za komentarz. Pozdrawiam. »
ponadchodnikami
22/08/2019 02:23
"myślę więc (że) jestem" jest bardzo poruszające. »
Kushi
21/08/2019 23:44
Czasem w nas samych tak bywa, że nie doceniamy tego co mamy… »
wiosna
21/08/2019 23:41
Kazjuno, Carvedilol dziękuję i właśnie tak jest. W głowie… »
ShoutBox
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
Ostatnio widziani
Gości online:12
Najnowszy:4miae113gc7
Wspierają nas