Ponad czasem, cz. 2 - Dobra Cobra
Proza » Inne » Ponad czasem, cz. 2
A A A
Od autora: Gdy wyjeżdżamy do innego kraju, to zaraz spotykamy tam sąsiada z drugiej bramy, który woła: Jaki ten świat mały! Może więc lepiej wybrać się w podróż do innego czasu?

Do wysłuchania opowieści zapraszają: Dobra Cobra i Jarosław Boberek.

Opowiadanie tradycyjnie dostępne także w wersji do słuchania: Cz. 2 - http://www.youtube.com/watch?v=kuGl_VWdN-o

7

 

- A ty odgadniesz liczbę, którą sobie pomyślałem? - spytał Rodrygo z Zaragozy, podchodząc do kolejnego z uczniów.

- Panie, miej nade mną litość! Pochodzę z bogobojnej rodziny i nie możesz…

- Mów!

 

Młodzieniec zaczął się jąkać i przewracać oczami. Widać, że był śmiertelnie wystraszony.

 

- Ssss… siedem, panie.

- Dobrze - pochwalił go inkwizytor. - Nadzwyczaj dobrze.

 

Gdy scholastyk odetchnąwszy z ulgą usiadł na posadzce, prawie omdlewając ze stresu, Bicz Boży pchnął go mieczem w samo serce.

 

- Azali Niebo płacze, gdy widzi wasze przewiny - zaczął Rodrygo cichą przemowę. - Występek samotniczy rozmiękcza wasze kości. Odwodzi skutecznie od prokreacji. Tylko równowaga fluidów cielesnych zapewnia zdrowie każdemu osobnikowi. A wy - rzucił głośniej - nurzacie się w przeklętym występku szkolarskim, lubujecie się w myślach hańbiących, pływacie w grzechu wymiękczania….

- Pocieramy nasze przodki, panie, bo istnieje wolność! - wykrzyknął jeden z młodzieńców.

- Schwyćcie tego odstępcę i chyżo wrzućcie do studni! - huknął inkwizytor. - A prędko! 

 

Gdy kilku rosłych pachołków wyprowadziło z sali ucznia siejącego zamęt, Rodrygo wrócił do przerwanej mowy. 

- Niejeden młodzieniec tutaj zgubił się i do tego stopnia osłabił narządy, że kobiety się z niego naśmiewają - rozejrzał się po zebranych. - Zatem zapytam: Kto ze mną? Kto pełen wiary?

 

- Ja, panie! - krzyknął gorąco rumiany uczeń. - Nie składam płynnej ofiary szatanowi. Nie jestem też wrogiem dam, które - co jest dobre, słuszne i szlachetne - nienawidzą miglanców pozbawiających je tego, co im się wedle natury słusznie należy.

- Zatem bierz topór i ruszamy do podziemi tego zamku!

 

 

Dobra Cobra przedstawia opowieść niesamowitą - w której prawda mija się z fałszem, cnota z pożądaniem, ładny zapach ze smrodem, godziny i minuty z całymi wiekami, a autor bawi się z czytelnikiem w podstępną literacką grę o jakże wymownym tytule: 

 

Ponad czasem

 

Część 2

 

Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne. 

 

William Szekspir

 

 

8

 

   Filbert Czysty zbliżył się do Kościoła jeszcze w latach pacholęcych. Z wypiekami na twarzy zasiadał podczas mszy w ciemnej nawie, gdzie wisiał stary obraz, przedstawiający wpatrzoną w niebo osobę świętą, depczącą bosymi nogami mieszek z rozsypującym się złotem. 

 

Po wielokroć dane mu było słuchać wystąpień duchownych, którzy starali się ingerować w życie cielesne swoich wyznawców. Niestety ich nauki często wywierały skutek odwrotny od zamierzonego. Kazania o dziewictwie ofiarowanym Chrystusowi, owemu jedynemu boskiemu kochankowi, potrafiły nieźle namieszać w niedojrzałych głowach. 

 

 

   Młoda Gwinebra z Abchaux wbrew woli rodziny pragnęła wstąpić do zakonu, by tam  służyć Bogu do końca życia. Poszcząc i umartwiając się zanosiła żarliwe modły o wyraźny znak z nieba. Tylko w czynach widziała bowiem sens życia duchowego. 

 

Gdy pewnej nocy, spędzanej na leżeniu krzyżem, zorientowała się, że nie jest w kościele sama, pojęła, że jej modlitwy wreszcie zostały wysłuchane. Stąpając cicho w kącie nawy zastała drzemiącego anioła wielkiej urody, którego z pewnością zesłało niebo, aby mogła zażyć długo oczekiwanego zespolenia z Panem. W chwilę później nader dosłownie pojęła swe ofiarowanie, gdy poczuła wchodzącą w nią przeszywającą miłość Boga. I tak oto w tym jednym momencie miłość cielesna wzięła górę nad caritas - miłością duchową. 

 

 

   Przerażony popełnionym czynem Filbert zbiegł tej samej nocy do głuszy, nie zdając sobie sprawy, że pochopnym zbliżeniem doprowadził do spłodzenia potomka, którego uważano później za poczętego z woli Bożej świętego. Guibert z Abchaux - bo tak go nazwano - wspominał często o matce, chwaląc jej piękno, inteligencję i gorliwość w wierze. Pisał i mówił o niej tak wiele, że powoli zaczęto uważać go za osobę posiadającą kompleks Edypa. 

 

Zamieszkując w głuszy Filbert - zwany przez okolicznych Czystym - wciąż umartwiał ciało i duszę, by oddalić wspomnienie nocy spędzonej z Gwinebrą. Był przekonany, że to szatan zesłał na niego pokusę w postaci młodego ciała kobiecego, przed którego powabem nie zdołał się ustrzec. Dzięki temu wydarzeniu pojął, jak ułomnym w swych czynach może być człowiek. 

 

 

   I gdy wieloletnie umartwianie przynosiło już pożądany skutek zapomnienia, nagle z nieba spadła  ta półnaga kobieta. Wszystkie chucie, walczące przeciwko duszy, znów powróciły w jednej chwili i to ze zdwojoną mocą. Na dodatek kogut w zagrodzie dokonywał nie lada miłosnych wyczynów, męcząc kury swą wprost nieokiełznaną jurnością. Filbert czuł, że oto przyszła nań pokusa nie do przezwyciężenia. Wtedy wspomniał na fragment świętej księgi, która nauczała, że gdy gorszy cię ręka, odetnij ją, a gdy oko - wyłup je czym prędzej. 

 

Wziąwszy sobie do serca tę poradę natychmiast chwycił w dłoń pordzewiały sztylet i zbliżył go do oka, które nie tak dawno ujrzało kuszące sutki Bibianny Widzimisię. I gdy już miał dokonać samookaleczenia, naraz spadł na niego z nieba jakiś nieznajomy jegomość. 

 

 

 

9

 

- Jak cię zwą? - Spytał Inkwizytor towarzyszącego mu pachołka, gdy chwacko schodzili razem wilgotnymi schodami prowadzącymi do piwnic.

- Jestem Jan Schiphol z Brabancji. Ojciec posłał mnie do zamku Castellano, gdyż sam niegdyś pobierał tu nauki, dzięki którym wyszedł na ludzi.

- Zatem Janie Schiphol, powiedz mi, ja się zdołałeś ustrzec przed grasującą na tym miejscu plagą pocierania?

- Panie, modlę się i poszczę. Nadto latoś kuchnia dodaje ostrych przypraw do jadła, które rozgrzewają niebezpiecznie ciało i ducha. Dlatego pijam tylko źródlaną wodę, a jem to, co uda mi się upolować.

- Zuch! - pochwalił go Bicz Boży. 

 

 

Gdy znaleźli się w podziemiach, blask pochodni od razu rozświetlił kilku młodych uczniów, oddających się z zapamiętaniem surowej zbrodni na swoich ciałach.

 

- Zabij ich! - rozkazał Rodrygo. - W imię Pana! 

 

Gdy młody Jan wykonał rozkaz, weszli do następnej sali, skąd dochodziły wielce niepokojące odgłosy. 

 

 

Na drugim poziomie ciemności ich oczom ukazał się ohydny ołtarz, przedstawiający węża skrzyżowanego z żabą. Wokół zalegały resztki ofiar, składanych z młodzieńczych spustów.

 

- Janie, porąb, spal i zetrzyj w proch to ohydztwo.

 

Gdy chłopak doskoczył z toporem i miał zadać pierwszy cios wizerunkom, z odległego kąta wypłynęło coś na kształt ciemnej masy, która otoczyła go i nie pozwoliła mu więcej wziąć ani jednego oddechu. Bicz Boży był na ten atak gotowy. Podbiegł do bestii i polał ją świętą wodą z Anduarez. Wielki ogień ogarnął demona w jednej chwili.

 

 

 

10

 

   Gdy czasoprzestrzennicy dobiegli do miejsca, gdzie spadł z nieba tajemniczy człowiek, zastali tam dość niecodzienny widok. Mężczyzna w krawacie stał obok Filberta Czystego, który został przez niego dosłownie znokautowany i leżał teraz zemdlony obok wysokiego buku.

 

- Co pan mu zrobił? - spytał z troską Zenon Szabla.

- Kopnąłem go w obronie własnej w jaja, bo jak tylko wylądowałem, to od razu ruszył na mnie z tym pordzewiałym sztylecikiem.

- I nic panu nie jest?

- Nie, nie, chyba nie - odparł skołowany przybysz - ale nie rozumiem, jak… to znaczy, gdzie… gdzie ja jestem?

- Domyślam się, że to chyba pan wpadł w locie na naszego komputerowca.

- W locie? Istotnie, mój samolot…

- Co z nim?

- Tego nie wiem dokładnie. Leciałem do Nowego Jorku i nagle samolot zaczął spadać i pojawiła się taka… taka jasna, ciepła mgła, która naraz ogarnęła wszystko.

- Niesamowite! - krzyknęła doktor Bibianna. - Czy coś takiego jest możliwe? Musimy spytać o to Wojciecha, który czeka na nas tam przy kamieniu.

 

 

- No, niesłychane to zderzenie w czasoprzestrzeni i pańskie lądowanie - zdziwił się szczerze Zenon Szabla. -  Ale jak?

- Zastanawia się pan, jak to możliwe? - spytała Widzimisię. - Otóż istnieje pewna anomalia, która sprawia, że w momencie przenoszenia w czasie lej ponadczasowy może zassać kogoś jeszcze. Dotychczas istniały tylko podejrzenia, w jaki sposób się to może odbywać. Możemy je w tej chwili poddać sprawdzianowi, jeżeli zgodzi się pan, panie… - zawiesiła głos i spojrzała na nowego przybysza.

- Nazywam się Władysław Niedołóż i jestem… to znaczy: do niedawna byłem prezenterem - sprzedawcą papieru toaletowego firmy…

- Co? - przerwała mu kobieta. - Naprawdę?

- Tak, droga pani. Ta praca mnie nobilituje. Więc jestem, jak już mówiłem, przedstawicielem uznanej na rynku firmy Royal Ass Paper. Produkujemy papier do podcierania, wkładając w to serce. A wyszła za mnie za mąż Renata Sprzeczka, która jest srogą kontrolerką z urzędu skarbowego w…

- Zatem, panie Władysławie, zadam panu jeszcze jedno, tylko jedno pytanie i będę wiedziała, skąd się pan tu z nami wziął.

- Naprawdę? To tak można się tego w prosty sposób dowiedzieć? - Zdziwił się mężczyzna.

- Oczywiście. Proszę tylko być z nami szczerym, bo muszę spytać o intymną naturę pańskiej osobowości.

- Dobrze, zważając na okoliczności, w których się znaleźliśmy będę się starał…

- Czy kiedykolwiek miał pan inną partnerkę, niż pańska żona?

- Inna partnerkę? - nie zrozumiał konsultant.

- No, czy kiedykolwiek w życiu miał pan kontakt intymny z inną kobietą.

- No wie pani, takie pytanie… - zawahał się Władysław. - Ale dobrze, niech prawda zatryumfuje. W sumie nie mam się czego wstydzić. Otóż nie miałem dotąd w życiu żadnej innej partnerki, uważam bowiem, że…

- I oto mamy rozwiązanie zagadki! - klasnęła w dłonie profesor Bibianna. - Już dawno bowiem podejrzewaliśmy wpływ monogamii na przenoszenie w czasie.

- Naprawdę istnieje taki związek? - szczerze zdziwił się wieczny student Wojciech.

- Otóż tak, tak panowie! - Ucieszyła się pani profesor. - Osobnicy monogamiczni są bowiem bardziej podatni na ciąg leja czasowego. Więc gdy spadał samolot, został pan zassany wraz z nami. Przypadek, który uratował życie. Po prostu byliśmy blisko siebie w tej jednaj newralgicznej chwili.

 

- Niesamowite, jak odległymi zagadnieniami zajmuje się Zakład Wirusologii - zauważył Zenon Szabla.

- Tylko pozornie odległymi. Nie zdaje pan sobie sprawy, ileż różnych chorób przenosi się drogą płciową.

 

- Co ja teraz powiem żonie? - Biadał Władysław Niedołóż. - Ona mnie zabije za spóźnienie się do domu!

- Mamy teraz na głowie inne problemy, drogi panie - powiedział szef wyprawy, wskazując na horyzont.

 

 

11

 

Rodrygo z Zaragozy rzucił okrutnie pokaleczone ciało Jana Schiphola przed zgromadzonych, którzy ciągle oczekiwali w sali audiencyjnej.

- Oto do czego prowadzi występek! - zagrzmiał donośnie inkwizytor.

 

Zgromadzonych przebiegł dreszcz przerażenia i trwogi. Do tej pory nie zdawali sobie sprawy ze skutków, jakie może przynieść plaga, która zagościła w szkole.

 

- Rozkazuję zgodnie z wolą Bożą, by młodzieńcy sterczliwi zajmowali w klasach miejsca najbliżej nauczyciela - nakazał inkwizytor nie znoszącym sprzeciwu władczym głosem. -  A żeby się nie nudzili, trzeba im wciąż zadawać coś do pisania, by nie myśleli o niczym innym. Jako, że do haniebnych czynów upustu materii lepkiej dochodzi też podczas lekcji - o czym ostrzegają nas lojalnie z innych prowincji -  nauczyciele mają ciągle mieć na oku każdego z uczniów. W tym celu w klasach winny być postawione stoły na odsłoniętych nogach. Kiedy tylko wykładowca spostrzeże któregoś osobnika zanadto spokojnego, z oczami utkwionymi w nieokreślonym miejscu, lub kiedy młodzieniec wtykał będzie nos w książkę albo robił coś, żeby się ukryć - należy go natychmiast wywołać na środek sali. Jeśli nie będzie wiedział, co odpowiedzieć, a rysy twarzy będą rozmazane, a jego oczy zapluszczone - widomy to znak, że mamy do czynienia z osobą czyniącą występek przeciw naturze.

- Daliobóg, tak uczynimy - zapewnił uroczyście kierownik szkoły w imieniu wszystkich zebranych.

- Zbrodniarzom ciała nie wolno też w żadnym wypadku sypiać na puchu. Kiedy osobnik leży na plecach w jego ciele wzbudza się ogromne gorąco, a krew ulega rozrzedzeniu i pulsuje. Stąd biorą się wszystkie podniosy członków wstydliwych. Dlatego polecam wypychać wszystkie sienniki słomą, a wezgłowia nieczesanym włosiem.

- Tak będzie, wasza dostojność.

- Ordynuję także czyszczenie kiszek wszystkim bez wyjątku. Przeklęty występek szkolarski zwalnia bowiem pracę trawienia tak skutecznie, że akt wypróżniania zostaje zatrzymany. Nadto pozbawia młodzieńców sił witalnych i przeszkadza normalnemu rozwojowi. Jeśli więc to nie problem, należy nieszczęśnikom wiązać ręce z tyłu i oblewać obficie rześką wodą z potoku.

- Azali tak będziemy czynić.

- Kiedy w progach stanie nowy żak, nauczyciele muszą zastosować wszelkie wyobrażalne sposoby, by takiego wybadać, wypróbować i przeniknąć do głębi. Stan zdrowia osobnika jest bowiem pierwszą księgą, przeznaczoną do najuważniejszej lektury. I rzecz najważniejsza: ścisły post - święty Kolumban zawsze zalecał go w przypadkach odstępstwa. Oraz szczera modlitwa trzy razy dziennie. 

 

Wszyscy zebrani pochylili głowy na znak szacunku do mądrości Bicza Bożego.

 

- Teraz ty, hrabio - inkwizytor zwrócił się w stronę kierownika uczelni. - Mam podejrzenia, że na osobności dokonujesz spustów i stąd reputacja szkoły może być zagrożona. Sprowadźcie tu tę hożą kucharkę i rozbierzcie ją przed nim - krzyknął do służby - Stwierdzimy, czy ryba nie psuje się od głowy.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dobra Cobra · dnia 26.02.2018 09:03 · Czytań: 183 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
Dobra Cobra dnia 26.02.2018 12:16
Opowiadanie tradycyjnie dostępne także w wersji do słuchania:
Cz. 2 - http://www.youtube.com/watch?v=kuGl_VWdN-o


Zapraszam!

DoCo
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Vanillivi
27/05/2019 05:38
Allasko, nie mam w zwyczaju "rugać" za krytyczne… »
Niczyja
27/05/2019 00:29
Kochani, skroplami, retro i Lilah, Trochę spóźnione, a… »
allaska
26/05/2019 22:52
Moja droga, miło mi że nie zrugalas mnie za komentarz raczej… »
mike17
26/05/2019 20:08
Piękna, delikatna opowieść, choć koniec niewesoły... Wiele… »
al-szamanka
26/05/2019 19:10
Kurcze, Zolu, rozpłakałam się. Taka ze mnie szybka beksa.… »
al-szamanka
26/05/2019 19:02
Niesamowity tytuł i niesamowita atmosfera. Ten wiersz… »
d.urbanska
26/05/2019 12:00
Piękne, chwyta za serce. Podważam niniejszym werdykt jury :) »
Vanillivi
26/05/2019 05:12
W zasadzie nie wiem, co napisać, mam wrażenie, że wszystko… »
Vanillivi
26/05/2019 04:35
Allasko, absolutnie się nie gniewam, wręcz przeciwnie -… »
Zola111
26/05/2019 02:06
Abi, serdecznie dziękuję. Przyznam, że najmocniej… »
Matwiej
25/05/2019 22:58
Dzięki za komentarz. Utwór w swoim zamierzeniu miał być… »
ajw
25/05/2019 22:12
Urocze opowiadanko z nutą czegoś niedotykalnego. Cieszę się,… »
al-szamanka
25/05/2019 20:52
Fajne, magiczne opowiadanko. Czytałam z przyjemnością,… »
Kazjuno
25/05/2019 19:48
Zacznę od końca. Dokonałem tak mało dżentelmeńskiego wyboru… »
AntoniGrycuk
25/05/2019 18:30
No tak. jak zwykle nazpisane świetnie. I tym razem prawie z… »
ShoutBox
  • chawendyk
  • 25/05/2019 23:35
  • zwróciłem uwagę nastolatce że przeklina porównując jej język do dawnych pijaczkowych zawołań pod sklepem. Odpowiedź mnie rozbroiła. --uznałą że się czepiam. Ewolucja "nie masz prawa mnie oceniać.
  • Hubert Z
  • 25/05/2019 21:05
  • SMAR SW- “Punk’s not dead”
  • MitomanGej
  • 25/05/2019 18:18
  • [link] największy zespół w historii polskiej muzyki antykomercyjnej
  • mike17
  • 22/05/2019 15:36
  • Tych z Was, którzy jeszcze nie poznali wyników MUZO WEN 7, zapraszam tutaj : [link]
Ostatnio widziani
Gości online:14
Najnowszy:idybicop
Wspierają nas