Ponad czasem, cz. 3 - Dobra Cobra
Proza » Inne » Ponad czasem, cz. 3
A A A
Od autora: Gdy wyjeżdżamy do innego kraju, to zaraz spotykamy tam sąsiada z drugiej bramy, który woła: Jaki ten świat mały! Może więc lepiej wybrać się w podróż do innego czasu?

Do wysłuchania opowieści zapraszają: Dobra Cobra i Jarosław Boberek.

Cz. 3 - http://www.youtube.com/watch?v=FCZfwle7Wo8

Zapraszam!

 

12

 

   W oddali oczom podróżników ukazał się połyskujący w słońcu orszak rycerzy na koniach. Z tego powodu przezornie schowali się w dębowym lesie.

 

- To bardzo ciekawe, co pani mówi - kontynuował Zenon Szabla, obserwując, czy od strony przejezdnych nie grozi im jakieś niebezpieczeństwo. - Czy zechciałaby pani bardziej przybliżyć nam ten temat?

- Istotnie, sprawa jest bardzo interesująca - uśmiechnęła się promiennie Widzimisię. Zawsze była gotowa, by nieść kaganek oświaty wszędzie tam, gdzie chciano jej słuchać. - Otóż  prowadząc badania nad wirusami przenoszonymi drogą płciową, zauważyliśmy pewną ciekawą zależność. Oto osoby mogące pochwalić się wieloma przygodnymi kontaktami cielesnymi, oprócz tego, że są narażone na wiele groźnych chorób, żyją krócej.

- Naprawdę? - wyraził zaciekawienie komputerowiec Wojciech. - Nic pani nie zmyśla?

- Proszę pana, proszę sobie darować. - Kobieta skłoniła nieznacznie głowę w stronę pytającego. - Przez mnogość kontaktów fizycznych, chcąc nie chcąc wprowadzamy do organizmu wiele obcych bakterii i wirusów na pierwszy rzut oka niezagrażających ciału. Jednak z biegiem lat działają one w nas coraz bardziej destrukcyjnie. A stąd już bliska droga do krótszego życia w wyniku wewnętrznego rozwoju wielu schorzeń.

- A jakie schorzenia ma pani na myśli? - zainteresował się szef wyprawy.

- Wiem, to kontrowersyjny temat, ale wzrost zachorowań w kręgach osób aktywnych seksualnie jest bezdyskusyjny.

- Nie wierzę - pokiwał głową wieczny student Wojciech Poryćko.

- Pana sprawa - odpowiedziała bez emocji Widzimisię. - Dysponujemy jednak wynikami badań, które jednoznacznie wskazują, że osoby, które kiedykolwiek miały otwarte złamania, także żyją krócej. To akurat nie wiąże się z jakimiś szczególnymi chorobami. Przez wniknięcie bakterii do otwartego organizmu ludzie po prostu szybciej umierają. Odchodzą z powodu różnych przypadłości, związanych na przykład z chorobami serca jak i innych organów wewnętrznych.

- Zatem lepiej unikać ryzyka - uśmiechnął się Szabla. - Postarajmy się zatem zachować jak najdalej posuniętą ostrożność podczas tej wyprawy. 

 

Nagle z bliskiej odległości zagrał myśliwski róg, a po chwili z lasu wyjechał orszak dwudziestu zbrojnych, dowodzony przez rycerza ubranego w bogato inkrustowany płaszcz.

- Witajcie, cudzoziemcy - przemówił, gdy tylko ściągnął konia obok czasoprzestrzenników. - Przyznacie, że umiemy się podkraść do zwierzyny cichuteńko i niepostrzeżenie, prawda? 

 

Jego niespodziewane pojawienie się wywołało wyraz zaskoczenia na twarzy Wujaszka Dżudo. 

 

 

 

Dobra Cobra przedstawia opowieść niesamowitą - w której prawda mija się z fałszem, cnota z pożądaniem, ładny zapach ze smrodem, godziny i minuty z całymi wiekami, a autor bawi się z czytelnikiem w podstępną literacką grę o jakże wymownym tytule: 

 

Ponad czasem

 

Część 3

 

Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne. 

 

William Szekspir

 

 

 

13

 

- Test na kucharkę wykazał, że także jesteś zainfekowany plagą spustów, drogi Valgo Desserquezie - powiedział Bicz Boży. - Bowiem mimo pocierania, szpara kucharki pozostała sucha niczym kora uschniętego drzewa. Co sprawdziłem własnoręcznie przed chwilą. Zapewniam, że nie tak reaguje na kobietę zdrowy na duszy mężczyzna. On zawsze wlewa w nią wpierw śluz, którego tu zabrakło - dokończył Rodrygo, kładąc ciężki topór na stole. Na czole kierownika uczelni zaświeciły się kropelki potu.

- Tak, winniśmy teraz użyć tego boskiego narzędzia do rozwiązywania spraw. Ale… przez wzgląd na twoje zasługi, jak i oddanie Kościołowi, daruję ci. Idź zatem, zabieraj swojego syna i codziennie dziękuj przenajświętszej panience za darowanie życia.

- Dziękuję, dziękuję, panie. - Magister principalis podbiegł i uklęknął u stóp pana z Zaragozy. - Jesteś tak łaskawy…

- Musisz opuścić zamek i wrócić do rodzinnego domu - przerwał mu inkwizytor - gdzie będziesz codziennie pościł i modlił się aż do śmierci pod ścisłą kontrolą spowiednika. Ordynuję też coniedzielne samobiczowanie. Bo jest jeszcze dla ciebie nadzieja, Valgo. Proszę cię w Imię Boga, nie zatrać jej! Niebo na ciebie czeka. 

 

Mężczyźni objęli się mocno na pożegnanie. 

 

 

14

 

- Jestem król Kaludiusz Wspaniały, pan tych ziem i okolicznych włości - oznajmił możnowładca, przybyły w orszaku myśliwych. -  Czy w podobie nas także pragniecie zapolować na zwierzynę płową, której mamy ci w tym roku wielki dostatek w okolicznych lasach?

- Witaj, dostojny panie - ukłonił się nisko Zenon Szabla. - Przejeżdżaliśmy niedaleko i powóz rozpadł się nam w borze z powodu zatopienia w błocie. I już trzeci dzień wędrujemy w poszukiwaniu grodu.

- To dobrze się składa - klasnął w dłonie król. - Uczta czeka, zapraszam zatem na… Hmm - zamyślił się na chwilę. - Zatem - jakie to dziwne słowo. Przebóg, chyba jeszcze nieznane w średniowieczu. Zatemzatemzatem, zatem, zatem - rozsmakował się w jego wymowie. - Czyżbym wymyślił zatem właśnie nowe słowo? Ach! - Ucieszył się. - Jaki jestem wspaniały! ZATEM zapraszam wszystkich do zamku na ucztę.

- Dziękujemy ci, dostojny panie za łaskę…

- Ale cóż to, widzę, że jeden z was krwawi - przerwał król, wpatrując się w nie za dobrze wyglądającego komputerowca. - Konia dla rannego! - Zaordynował w kierunku stojącego obok rycerza. - Obiecuję, medycy uleczą jego rany w kilka dni.

- Co za łaska - wyszczerzył zęby Wojciech Poryćko. Ucieszył się bowiem na myśl o lepszych niż w lesie warunkach do snu, ale także o ciepłym jedzeniu i chłodnym napitku. A może i o czymś jeszcze na dodatek…

 

- Cóż ja jeszcze widzę, dostojni goście! - Krzyknął król, zeskakując z grzbietu konia. - Jest też z wami białogłowa! Dłoń całuję, piękna pani.

- Witaj, królu. - Profesor Widzimisię skłoniła głowę z szacunkiem. - To zaszczyt i szczęście spotkać cię, panie, w tak niedogodnym dla nas położeniu.

- Widać tak miało być. Usiądź… zatem, tak: ZATEM! Usiądź ZATEM pani na mym rumaku, by twoje kształtne stopy doznały odpoczynku po trudach przebytej drogi.

- Jesteś tak łaskawy, dobroczyńco.

- Po coś jesteśmy ludźmi, prawda?

 

- Pozwól, królu, że się oddalimy, aby połapać konie, które się nam rozpierzchły - poprosił Zenon Szabla.

- Czyńcie, co macie czynić. Jak już się uporacie z wierzchowcami, przybywajcie na zamek za swoją panią.

 

Mężczyźni oddalili się w leśną głuszę. 

 

W krzakach dochodził do siebie Filbert Czysty, znokautowany niedawno przez nadliczbowego podróżnika w czasie. 

 

 

15

 

- Jak cię zwą, pani? - spytał Kaludiusz Wspaniały, gdy jechali noga za nogą w stronę zamku.

- Jestem Bibianna.

- Bibianna… - zamyślił się król. - Nigdy nie słyszałem. To musi być jakieś zamorskie imię.

- Tak, tak, ale nawet tam, skąd przybywam, nie jest ono zbyt popularne.

- Więc kto cię tak nazwał?

- Ojciec. Razu jednego czytał bowiem pewną księgę… - Widzimisię starała się układać słowa w średniowieczną składnię. - I właśnie wtedy…

- Ha! Księgi! Bogactwo ludzi mądrych i wykształconych. A czym się zajmujesz, pani?

- Jestem, że tak powiem, … jestem… średniowieczną modelką.

- Modelką? A co to, a co to za nowe zamorskie słowo, którego dotąd nie znałem, ani nie wymyśliłem?

- Modelka oznacza niewiastę, która… no, która ubiera się w stroje na sprzedaż, by je zaprezentować kupcom.

- A, modelka… - rzekł ukontentowany tym słowem Kaludiusz. - Piękne określenie! Bardzo do pani pasuje.

- Jesteś, panie, tak miły.

- Ach, w myślach dziękuję władcy Aragonii, Ramiro Pierwszemu, za to, że dane nam było się spotkać.

 

- Panie, a za co ukarano tych ludzi? - zmieniła temat kobieta, gdy mijali trzech powieszonych mężczyzn dyndających smętnie pod murami zamku.

- Spotkała ich kara, gdyż w biały dzień kradli dziatki na Otwartym Targu Osesków w Heisenbergu.

- Targ Osesków? W skrócie O.T.O, prawda? - uśmiechnęła się Bibianna do towarzysza.

- Ale to ślicznie wykoncypowałaś, pani! - klasnął w dłonie możnowładca. - Raduje me serce wizyta niewiasty tak obeznanej w zawiłościach mądrości. 

 

Nagle jadąca drgnęła na całym ciele. Niestety, nie z powodu pochlebnych słów króla. Niechcący spojrzała ukradkiem na wyświetlacz telefonu komórkowego, którego zapomniała wyłączyć. Stała się rzecz nieprawdopodobna, miała zasięg sieci! W średniowieczu! Ale kto?

 

Natychmiast wyłączyła aparat. 

 

 

16

 

   Tego wieczora zamek króla Kaludiusza wyglądał wspaniale. Rozpalono ogniska, minstrele przygrywali i śpiewali ku radości zebranych, a tancerze wirowali z gracją. Kucharze dzielnie szlachtowali drób, piekli prosięta i napełniali farszem gęsi, gdyż wegetarianizm - rodem z dalekiego wschodu - nie był jeszcze znany. Kuglarze z zapałem przedstawiali swoje sztuczki, a służba nalewała zaproszonym wedle uznania świeże piwo, najszlachetniejsze wina lub przednią gorzałkę. 

 

Doktor Bibianna na osobności podzieliła się z Zenonem Szablą porażającą informacją o pojawieniu się zasięgu sieci komórkowej. 

- Szybko wyłączyłam telefon, ale… ale pewnie ten ktoś zauważył, że w sieci zgłosił się mój aparat. 

- To aż nieprawdopodobne! - szepnął Wujaszek Dżudo. - Musimy od tej chwili wzmóc czujność.  Proszę nie mówić nikomu o tym, co zaszło, dobrze? Ale kto do jasnej ciasnej…? 

 

W tym momencie herold zatrąbił doniośle na znak rozpoczęcia uczty.

 

 

- Masz, pani, niezwykle piękne blade lico - szepnął Kaludiusz do siedzącej u jego prawego boku Bibianny.

- Tam, skąd pochodzę, kobiety mają taki odcień skóry, panie - odparła. W jej głowie szumiał wyśmienity burgund o czerwonym kolorze, sprowadzony z dalekich krain. Nie mogła się oprzeć pokusie, by przestać go kosztować, gdyż do tej pory jej kubki smakowe nie doznały rozkoszy smakowania tak szlachetnego wina. I nic dziwnego, wszak epidemia filoksery - która w dziewiętnastym wieku położyła kres odwiecznej linii winorośli i zniszczyła miliony hektarów upraw - na zawsze zabiła rajski smak gron.

- Czy nie pijesz zbyt dużo wina, pani?

- Ono mi tak smakuje, szlachetny gospodarzu - wyjawiła prawdę. Kręciło jej się w głowie coraz bardziej, ale nie mogła rozstrzygnąć, czy to od alkoholu, czy też od obecności siedzącego obok mężczyzny. Do tej pory poczuła się w ten sposób tylko raz w życiu, gdy pewnego wieczoru ujrzała na stacji benzynowej swojego przyszłego, a obecnie eks męża.

 

- Jesteś inna niż my, pani. A i mówisz po naszemu z takim dziwnym akcentem. Akcentem - powiedziałem? AKCENTEM - przesylabizował. - Dziwne słowo i chyba właśnie je wymyśliłem. Ha! Akcentem! - klasnął w dłonie możnowładca. - Ale jestem mądry, będą o mnie z pewnością pisać w księgach.

- A ty masz, panie, żonę? - zmieniła temat Widzimisię.

- Odpowiem w ten oto sposób: nasze branki nie mają tak wąskiego podmlaszcza, jak ty…  średniowieczna modelko. O! Zapamiętałem! Modelka! Modelka, modelka - ucieszył się król. - Wybacz śmiałość, ale uważam, że chude szczapy lepiej się kręcą w alkowie, jak się je chlapie językiem. I w chwilach uniesienia doznają o wiele większych drgawek, niż te grube. Choć muszę z ręką na sercu powiedzieć, że nic tak skutecznie nie grzeje w zimowe wieczory, gdy dują północne wiatry, jak zasobna w tłuszcz dziewoja. 

 

Podochocony winem Kaludiusz Wspaniały śmiałym ruchem wsadził rękę w dekolt jednej z przechodzących dam dworu. Kobieta z przyzwoleniem opuściła głowę. Król odgarnął łokciem stół, zrzucając na posadzkę mięsiwo oraz napoje, po czym rozłożył na nim brankę i nie zważając na gości, służbę, rycerzy, kucharzy i giermków, zabrał się z siermiężnym znawstwem do dzieła. 

 

 

Bibianna Widzimisię przypatrywała się całej scenie aktu miłosnego zza coraz gęstszej mgły. Możnowładca działał na jej wyobraźnię w niespotykanym do tej pory stopniu. A może to był tylko zwykły niedobór cukru w organizmie? Nie mogła wiedzieć, że król podstępnie nakazał służbie zaprawiać jej wino mocną flamandzką gorzałką i może to tym należało tłumaczyć ten nagły chaos i przypływ uczuć w sercu. 

 

 

Spojrzenia króla już wcześniej wprawnym okiem mężczyzny zauważył szef wyprawy:  

  • Ten koleś leci na ciebie, uważaj - ostrzegł. 
  • Pewnie, że leci! Czyż bowiem - będąc jeszcze na studiach - nie wygrałam pewnej wiosny konkursu na najinteligentniejsze piersi uczelni? - zażartowała. 
  • Tak, wygląda na to, że królowi z pewnością zależy głównie na pani inteligencji - uśmiechnął się Zenon Szabla dobrotliwie. 

 

 

17

 

   Kryspin Sprawiedliwy i jego ludzie szli już trzeci tydzień przez bory, mokradła, łąki i ruczaje, skutecznie omijając wszystkie czyhające nań przeszkody i zasadzki złego. Szczęśliwie do tej pory nikt z grupy nie został ranny, za co codziennie dziękowali opatrzności w modlitwach. Wędrując prawie ze sobą nie rozmawiali, jakby podświadomie oszczędzając siły na czekającą ich już niebawem konfrontację. 

 

 Posilali się tym, co zdołali upolować lub złowić, nie gardząc także korzonkami i pędrakami. To lato było wyjątkowo mokre, nie mieli więc problemów z gaszeniem pragnienia. Jednak z powodu coraz większej ilości wszędzie zalegającego błota czasem łatwiej było przejść wiele mil borem niż wykarczowanym traktem dla podróżnych. Co pewien czas spotykali na drodze smętnie zakopany w rozmokłej ziemi wóz chłopski lub powóz bogatego. 

 

O świcie, drugiego dnia po pełni księżyca osiągnęli wreszcie cel wyprawy. Rzeka płynąca obok opactwa niebezpiecznie rozlała wody, sięgając już murów obronnych. Przybyli więc praktycznie w ostatniej chwili. 

 

 

   Ciemność nocy ustępowała powoli, jakby niechętnie dając pierwszeństwo światłu dnia. Ludzie Kryspina, ukryci za olbrzymim taranem, dygotali od porannego chłodu i od emocji przed czekającą ich walką. Wokoło panowała cisza, nawet ptaki - zwykle szczebiocące o tej porze - milczały. W  oddali po łące kroczył samotnie jeleń, czujnie rozglądając się po okolicy. 

 

   Kryspin Sprawiedliwy spojrzał na otaczających go wiernych towarzyszy. Skuleni z zimna wojownicy wpatrywali się z determinacją w masywne drzwi twierdzy, od której oddzielały ich jeszcze resztki opadającej mgły. Byli zdecydowani, aby wtargnąć do środka za wszelką cenę, ryzykując życiem, owdowieniem żon i osieroceniem dzieci. Zdawali sobie sprawę, że wielu z nich nie wróci z tej wyprawy do domów. 

 

W ciszy oczekiwali na sygnał wodza do rozpoczęcia natarcia. Stłoczeni wojownicy drżeli na ciałach przed czekającą ich walką. Zew boju w słusznej sprawie wypełniał ich serca, tłocząc krew z coraz większą szybkością.

 

Na co właściwie czekali? Co odwlekało rozpoczęcia ataku? Czy obawiali się konfrontacji z o wiele silniejszym wrogiem? A może wyglądali cudu z nieba czy jakiegoś nadprzyrodzonego znaku, który upewni ich o słuszności zamierzonego ataku?

 

Jednak wciąż trwali na swoich pozycjach.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dobra Cobra · dnia 26.02.2018 17:39 · Czytań: 183 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
Dobra Cobra dnia 26.02.2018 21:11
Opowiadanie dostępne w wersji do słuchania na: http://www.youtube.com/watch?v=FCZfwle7Wo8

Zapraszam!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
JOLA S.
21/08/2019 15:51
Sen odpręża, daje energię do życia i do działania. Nie… »
Yaro
21/08/2019 15:05
Dziękuję »
kamyczek
21/08/2019 13:48
Są i takie, których za nic nie można sobie przypomnieć po… »
kamyczek
21/08/2019 13:36
Piękny wiersz, wzruszający. Podoba mi się, bardzo.… »
Florian Konrad
21/08/2019 00:01
wiem chyba, o który leśmianowski tekst, tu wspomniany,… »
Florian Konrad
20/08/2019 23:56
dziękuję serdecznie! »
alos
20/08/2019 16:40
Dzięki Kushi, cieszę się. Pozdrawiam :) Dzięki Wiktorio… »
Dany
20/08/2019 00:16
Zgrabny limeryk, poprawnie napisany, rozbawił mnie.… »
d.urbanska
19/08/2019 23:15
Dobre, do przemyślenia i sprawne. Z jedną uwagą: "Nie… »
liathia
19/08/2019 20:44
Bardzo mi się czyta i, odczuwa Twój wiersz. Wracam do niego,… »
wodniczka
19/08/2019 20:13
Bardzo ciekawa metaforyka. Podoba mi się ten obraz. Jest w… »
wodniczka
19/08/2019 20:10
Bardzo krótkie i bardzo konkretne. Przemawia. Podoba się.… »
amaranta
19/08/2019 19:53
Bardzo lubię takie wiersze. Nieprzegadane, sama istota… »
wodniczka
19/08/2019 19:41
Witaj i ten cytat: i ten cytat: i końcówka.… »
wodniczka
19/08/2019 19:34
Witaj Dla mnie jeden z Twoich najlepszych. A jak bym mogła… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
  • Joefrind1
  • 11/08/2019 00:51
  • Nikt nie komentuje mojego wiersza :(
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 20:52
  • A to przepraszam, juz nie przeszkadzam
  • Dobra Cobra
  • 10/08/2019 19:20
  • Prozaicy piszą kolejne wersy, poeci kolejne rymy spisują. Nikt nie ma czasu ma oglądanie pogody, gdy Ojczyzna w potrzebie.
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 16:25
  • Ale dzisiaj fajna pogoda
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:5emmac7485gN2
Wspierają nas