Ponad czasem, cz. 4 - Dobra Cobra
Proza » Inne » Ponad czasem, cz. 4
A A A
Od autora: Gdy wyjeżdżamy do innego kraju, to zaraz spotykamy tam sąsiada z drugiej bramy, który woła: Jaki ten świat mały! Może więc lepiej wybrać się w podróż do innego czasu?

Do wysłuchania opowieści zapraszają: Dobra Cobra i Jarosław Boberek.

Cz. 4 - http://www.youtube.com/watch?v=CE4i-N_V_G8

Zapraszam!

 

18

 

   Bibianna Widzimisię otworzyła oczy, gdy słońce stało już wysoko na niebie. Przez dłuższą chwilę leżała nieruchomo, wsłuchując się w śpiew ptaków za oknem. Było jej tak dobrze, że niczym nie chciała zmącić tej ulotnej chwili przejścia ze snu do rzeczywistości. Przeciągnęła się powoli, wyginając zrelaksowane ciało w pałąk. Naraz znieruchomiała. Szybko otworzyła oczy i rozejrzała się wokoło. Leżała naga na szerokim łożu z baldachimem. Pomacała krocze, a jego ból uświadomił jej, co niedawno zaszło. Wyskoczyła z pościeli jak oparzona. 

 

Małe sutki Bibianny sterczały jeszcze po nocy pełnej upojenia. A więc był seks, nie mogło być inaczej - znała przecież swój organizm aż nazbyt dobrze. A chwile spełnienia nie przychodziły w jej życiu zbyt często. Ciało kobiety kleiło się także od męskiej zwały, pokrywającej całe posłanie. A nowoczesny pas cnoty - otwierany kodem aplikacji z poziomu smartfona - leżał smętnie przecięty na pół. Widać, że się z nim bardzo trudzono, bo rozerwanie było nierówne i postrzępione. A tak bardzo chciała się zabezpieczyć przed przygodnym kontaktem cielesnym podczas tej wyprawy…

 

- Opaska syryjska nie mogła być przeszkodą - mruknął Kaludiusz Wspaniały, siedząc przy kamiennym oknie i trzymając głowę w dłoniach.

- Aaa! - Krzyknęła Bibianna i szybko zasłoniła nagość w typowy kobiecy sposób: jedną ręką piersi, a drugą miejsce intymne.

- Średniowieczna modelko - przemówił król. - Usłyszawszy nocą twoje westchnięcia czym prędzej przyszedłem je ugasić, bo wiem, co to pożądanie. Jednak gdy wchodziłem do twojej komnaty ktoś uderzył mnie w głowę i natychmiast upadłem bez czucia.

 

Na chwilę zaległa między nimi cisza.

 

- Zauważyłem jednak, że strasznie swierzbiło cię, by robić to wbrew naturze, jak zwierzęta - przerwał milczenie możnowładca. - Zobaczyłem, co robił z tobą twój tajemniczy kochanek. A wszechwładny Kościół - nasza wyrocznia i ostoja - nie lubi i nie popiera takiej sodomicznej rozwiązłości i na dodatek srogo ją karze. Hahaha I co ja mam w tej sytuacji począć? Hmm, powiedziałem: sytuacji? SYTUACJI. Sytuacji. Ojej, nie znałem tego słowa. Ale potrafię wzbogacać język średniowiecza, no, no no!

- Czy nie mówiłam już, że jesteś, panie, taki mądry…

- Na świętego Daleryka! - Kaludiusz klepnął się po udzie. - Będę się musiał wyspowiadać z tego, co tu dziś zobaczyłem, a wtedy z pewnością dowie się o tym biskup Rodrygo z Zaragozy, inkwizytor, który przybędzie niechybnie i za pomocą ognia i tortury sprowadzi cię na właściwą drogę.

 

- Ależ panie - rzekła Widzimisię rozsądnie - chciałeś mnie ratować z opresji, to najważniejsze.

 

Nie pamiętała absolutnie niczego z ostatniej nocy.

 

- Ładne masz sutki, pani. Gdybyś miała jeszcze w nich mleczko, uuuu…

- Mleczko? - przerwała wzburzona kobieta.

- Musisz wiedzieć, że lubię figlować z damą, gdy ta jest napięta i z powodu zacienienia krągła. Wtedy jej ciało jest takie… wybuchowe. Wybuchowe? Powiedziałem: wybuchowe? - Zdziwił się Kaludiusz. - Wymyśliłem nowe słowo: WYBUCHOWE. Zaiste ono najtrafniej oddaje moje zamiłowanie do płci przeciwnej. 

 

 

Dobra Cobra przedstawia opowieść niesamowitą - w której prawda mija się z fałszem, cnota z pożądaniem, ładny zapach ze smrodem, godziny i minuty z całymi wiekami, a autor bawi się z czytelnikiem w podstępną literacką grę o jakże wymownym tytule: 

 

Ponad czasem

 

Część 4

 

Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne. 

 

William Szekspir

 

 

19

 

   Bibianna i Wojciech Szabla spoglądali na nieprzytomnego króla Kaludiusza, leżącego w pościeli z niezbyt mądrą miną.

- Urwę pani głowę przy samej dupie - szepnął Wojciech Szabla, chowając paralizator, którym przed chwilą unieszkodliwił możnowładcę.  

- Dobrze, że się pan zjawił - podziękowała mu kobieta zdawkowo, szybko narzucając na siebie bogato zdobioną tunikę. Nie miała najmniejszej ochoty na tłumaczenie, co tak właściwie zaszło w alkowie ostatniej nocy.

- Jestem odpowiedzialny za wasze bezpieczeństwo, a tu wszyscy się rozłażą i każdy robi, co chce. Wojciech Poryćko też gdzieś polazł - dokończył z wyrzutem.

- Nie chciałam, żeby to tak się skończyło. Chyba się wczoraj nieźle wstawiłam.

- Musi pani przyjąć bombę witaminową, która wzięta do czterdziestu ośmiu godzin po zakażeniu ustrzeże ją przed każdą chorobą.

- Chodźmy do naszego obozu. 

 

 

Gdy znajdowali się już poza zamkiem i szli lasem na miejsce spotkanie z pozostałymi członkami grupy, gorączkowo próbowali znaleźć wyjście z zaistniałej sytuacji.

- Kaludiusz na pewno będzie pamiętał, co zaszło w komnacie - podsumował Szabla.

- Powinniśmy się oddalić od tego miejsca. Ten cholerny sygnał GSM bardzo mnie od wczoraj martwi.

- To nie wchodzi w rachubę - przerwał mężczyzna Bibiannie. - To znaczy uważam, że powinniśmy się ukryć i przeczekać…

- A to… a to dlaczego? Przecież gdzie indziej też mogę prowadzić badania.

- Odpowiem szczerze: misja, w której uczestniczymy, ma upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Pani ma znaleźć korelację w rozwoju wirusów, ja muszę odnaleźć niejakiego Rodryga z Zaragozy, inkwizytora, zwanego także Biczem Bożym. 

 

Widzimisię wyraźnie drgnęła, słysząc to nazwisko. Spotkanie z tym szalonym człowiekiem było obecnie najmniej pożądaną rzeczą w ich coraz bardzie złożonym położeniu.

 

- Słyszałam o tym człowieku. A po co jest nam potrzebny?

- Proszę nie mówić nikomu, ale ktoś odnalazł korzenie tego faceta w naszych czasach. Jego potomek to podobno bardzo nieciekawy gość. Więc jeśli udałoby się go tu… no, unieszkodliwić, to zaoszczędzilibyśmy wiele kłopotu i płaczu niewinnych ludzi w przyszłości.

- A więc to takie buty! - Gwizdnęła przez zęby Bibianna.

- Sama pani widzi. Ale to tajemnica - zastrzegł. - Niechaj nikt inny się o niej nie dowie, dobrze?

- Teraz sobie przypominam, że wczoraj przy stole ludzie coś tam gadali, że jak inkwizytor zawitał do pewnej gospody, to na gałęzi drzewa usiadł czarny kruk, a rano… rano znaleziono córkę karczmarza martwą. Cholera, dałabym teraz królestwo za kawałek cukru - zmieniła temat Widzimisię.

- Jest pani od niego uzależniona?

- Chyba tak. Kurcze, drętwieją mi mięśnie z powodu jego niedoboru.

- A to czasem nie po niedawnym… wystawnym królewskim seksie? - zaśmiał się Szabla.

- Proszę się zamknąć! - syknęła Bibianna niemiło. - Nie był wcale żaden królewski.

- O, zatem może to istotnie jednak cukier - odpowiedział potulnie mężczyzna i dokończył z wyraźnym sarkazmem: - Chociaż w grę może wchodzić także nadmiar glutenu w tutejszych potrawach. 

 

 

20

 

   Po pewnym czasie na polanie, gdzie uprzednio wylądowali czasoprzestrzennicy, pojawił się także informatyk Wojciech Poryćko wraz z Władysławem Niedołóż, który biadał od samego rana:

- Żona mnie zabije! Od wczoraj nie zadzwoniłem ani razu. A na dodatek tak tu wszędzie w tym średniowieczu okropnie śmierdzi.

- Niech się pan cieszy, że w ogóle pan żyje - uspokajał go wieczny student. - Co tam smród.

- Gdzie byliście całą noc? - spytał kierownik wyprawy.

- Jedzenie dla służby było paskudnej jakości, więc wymiksowaliśmy się z uczty. A gdy wracaliśmy do domu niespodziewanie przyjęła nas pewna dama…

- Od razu zasnąłem - wtrącił cnotliwie Władysław.

- A ja jakoś nie… - powiedział półszeptem Wojciech. - I co tam… co tam dzisiaj?

- Lepiej powiedz, jak nasz sprzęt do przenosin w czasie.

- Tu mam niedobrą wiadomość. A zapewne jest ona także dramatyczna, bo…

- No, dokończ wreszcie!

- Bo część płyty głównej uległa spaleniu i nie mamy żadnych części zamiennych.

 

Wszyscy milczeli przed długą chwilę. Powoli docierała do nich świadomość, że istnieje duże prawdopodobieństwo pozostania w średniowieczu na zawsze.

 

- To skoro nie ma za bardzo szans na powrót - zaproponował informatyk - może należałoby bardziej zająć się swoimi sprawami? Zawsze starał się znajdować pozytywy w losie, który nieprzewidywalnie zsyłało życie.

- Jakimi znowu swoimi sprawami, człowieku?

- No, w jakiś sposób zarządzić swoim TERAŹNIEJSZYM życiem i spróbować się tu ustawić. To nie powinno być trudne.

- Jestem za tym, byśmy trzymali się razem - stanowczo zaoponował Szabla. - Tylko w ten sposób nie zginiemy.

- Popieram - poparła go Bibianna. - Nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile śmiercionośnych chorób tu na nas czyha. A za pół roku wybuchnie na tym terenie epidemia Czarnej Śmierci. Niewielu ją przeżyje.

- A skąd pani to wie? - zainteresował się Władysław Niedołóż.

- Będąc na zamku sprawdziłam datę, a jako, że mam dobrą pamięć, skojarzyłam to z wiadomościami z briefingu poprzedzającego podróż. W Europie wymrze prawie dwadzieścia cztery miliony ludzi, co daje ponad trzydzieści procent populacji. Choć w niektórych miejscach zgony zabiorą do grobów ponad dziewięćdziesiąt procent żyjących.

- Zatem tak czy siak czeka nas prawie pewna śmierć?

- Nie przesadzajcie! - zganił ich informatyk. - Możemy wyruszyć tam, gdzie morowe powietrze nie dotrze i mieć nadzieję, że uda się przeżyć.

- Ono dotrze praktycznie wszędzie - powiedziała cicho Widzimisię. - Plaga rozprzestrzeni się po całej Europie. Skąd więc ta pewność, że macki Czarnej Śmierci nie dosięgną też pana?

 

 

21

 

   Kryspin Sprawiedliwy dał wreszcie długo wyczekiwany znak do rozpoczęcia ataku. Z lasu natychmiast wysunął się olbrzymi taran, pchany dziesiątkami silnych, zdesperowanych rąk. Machina szybko przebyła wąski pas grząskiego gruntu, oddzielający ją od bramy opactwa. Nacierający z obawą wypatrywali wojów na murach, ale ich tam tego ranka zwyczajnie nie było. 

 

Garda z wielką siłą uderzyła w solidną drewnianą przeszkodę. Ku zdziwieniu najeźdźców brama z hukiem otworzyła podwoje. Przez opadający pył do środka wskoczyli pierwsi ludzie Kryspina. Kamienny kościół, który był celem ataku, majaczył we mgle na wprost nich. 

 

Wewnątrz ogromnego pomieszczenia unosił się dym kadzidła, a intensywny zapach grubych świec wprost przytłaczał zatęchłe powietrze. Wszędzie w mniejszych lub większych grupkach siedzieli otumanieni ludzie.

 

- Wychodźcie! - krzyknął chwacko, jako pierwszy, młody Chanzyk z Dragazzy. - Wychodźcie!

 

 

   Ludzie Kryspina w pośpiechu rozbiegli się po wnętrzu kościoła, aby ratować zagubione dusze. Jednak siła przyzwyczajenia była większa i nikt z siedzących w środku nawet się nie poruszył. Próbowano użyć siły biblijnych argumentów, ale - parafrazując słowa Pisma - czy można nalać młodego wina do starych bukłaków? 

 

 

Kryspin Sprawiedliwy przyglądał się atakowi ze szczytu. Niepokoił go coraz bardziej rwący nurt wody, niebezpiecznie omywający gród. Pozostawało im coraz mniej czasu. 

 

 

   Młody Chanzyk, wraz z innymi wojami, wynosił mniej opornych na zewnątrz, aby w świeżym powietrzu ocucili się nieco z duchowego letargu, w którym trwali przez długie lata. Chłopak śmiało penetrował wnętrze, za każdym razem coraz bardziej zbliżając się do ołtarza. Naraz w bocznej nawie stanęła przed nim skąpo odziana kobieta, wyciągając ku niemu ręce, jak matka.

- Choć do mnie, Chanzyku - przemówiła. - Zwą mnie Tradycja, albowiem żyję już ponad tysiąc lat. Po cóż biegać z drużyną po lasach, znosić niewygody i zagrożenie, skoro tu znajdziesz wikt i opiekę. Po cóż obciążać sumienie śmiałymi naukami, skoro jedynie Kościół zna prawdę. Tu będziesz szczęśliwy, mamy w bród pożywienia, a jedna z otaczających mnie pięknych niewiast może porodzić ci z ochotą gromadkę dzieci.

 

Młodzieniec aż przysiadł z wrażenia. Zawołała do niego po imieniu! Więc może niekoniecznie to, co mówi ich wódz Kryspin, było prawdą? A jeśli się mylił? Chłopak nigdy nie miał głowy do głębokich studiów, przedkładając działanie ponad teorie. Nijak nie mógł więc dokonać porównania argumentów kusicielki z tym, co mówi Pismo. Ponadto pociągała go ta urokliwa, skromna  dziewczyna, stojąca obok Tradycji z niewinnie spuszczonym wzrokiem… 

 

 

Niewielu błędnowierców ocalono, gdy naraz rozległ się donośny głos rogu, ogłaszający natychmiastowy odwrót.

 

- Panie, młody Chanzyk został głęboko wewnątrz kościoła - doniósł jeden z ludzi. - Nie zdążymy go odnaleźć.

- Nie ma już czasu. Za chwilę wszystko runie w wodną kipiel. 

 

 

Naraz z wnętrza budowli wybiegła złotowłosa dziewczyna, jakby wypychana stamtąd przez jakąś niewidzialną siłę. Jednak po przejściu kilku kroków zatrzymała się owionięta świeżym powietrzem i rozejrzała nieporadnie dookoła.

- Pani, uciekaj! Wychodź! - zachęcali ją ludzie Kryspina.

- Ale tam jest ciepło, wszystkich znam i jest miło.

- Na zewnątrz jest prawda, która cię ocali.

 

Dziewczyna wahała się. Z kościelnej furty wyciągnęło się za nią kilka sinych rąk.

- Tam została moja rodzina - powiedziała złotowłosa jak w transie i zawróciła do wnętrza.

- Pani, zginiesz!

- Naprawdę? - znów wróciła na próg budowli. - Twierdza ma tak solidne mury, że się obroni. Gdzie indziej mamy szukać schronienia, jak nie w Kościele? 

 

Prezbiterium zawaliło się w mgnieniu oka, znikając w wodnej toni. Powoli to samo spotkało resztę budynku. Wszyscy oniemieli, przyglądając się ostatniemu aktowi dramatu. Dziewczyna nie odnalazła wewnętrznej siły i odwagi, aby zdecydować się na wyjście.

 

Kruchta kościoła zawaliła się na końcu, grzebiąc ją na zawsze. Pamiątką po niej pozostał tylko pukiel złotych włosów, wystający spod stosu omszałych kamieni. 

 

 

22

 

- Cholera jasna, nie mogę się wysrać - do uszu czasoprzestrzenników dotarło z lasu głośne gderanie Władysława Niedołóż.

- Się pan tak nie ekscytuje! - Zaśmiał się informatyk Poryćko, po raz kolejny obracając w dłoniach feralną płytę z układami scalonymi. - Czasem trzeba zostawić jedwabne przyzwyczajenie i podetrzeć się bardziej rustykalnym sposobem, he he.

- Panie Wojciechu! - oburzyła się profesor Bibianna. - Tak nie można!

- Proszę robić swoje i nic się nie przejmować - dorzucił Szabla, po czym dodał, zwracając się do siedzącego na darni ogłupiałego pustelnika:

- Filbercie, jak to się u was robi skutecznie?

- Ale co, panie?

- No, podciera tyłek.

- Więc… przed kucnięciem należy znaleźć trochę dużych liści, które nie będą nazbyt łykowate…

- Kurde, stary, nazywasz siebie Czystym, a wali od ciebie, jak od starego kozła - zatkał nos wieczny student. - Lepiej się do nas tak nie zbliżaj.

- Ależ panowie, ja nie jestem owcojebcą! - Gorąco zaprzeczył pustelnik. - Stary Kwandyn - garbarz - on tak, jest prześmierdnięty tym przyzwyczajeniem, ale ja nie. A Kościół srogo zabrania tego rodzaju chutliwości.

- Może na tego Kwandyna zwyczajnie nie lecą babki i dlatego? - zastanowił się  informatyk.

 

- Za to na ciebie lecą ponad miarę - powiedział Wujaszek Dżudo. - W ogóle proponuję, abyśmy wszyscy przeszli na „ty”.

- A żebyś wiedział, że lecą! - żachnął się wieczny student. - Te średniowieczne dziewuchy jeszcze nigdy w życiu nie zaznawały prawdziwej rozkoszy w stosunku cielesnym. Myślą, że są tylko maszynami, służącymi do rozpłodu potomstwa, które i tak zaraz wymrze z powodu plagi czarnej śmierci i innych chorób.

- Czyli jak tam ci z nimi szło wczoraj?- zainteresował się szef wyprawy.

- Ciekawość zżera? A może nawet zazdrość, co? Ale powiem ci, powiem ci, jak było. Nieziemsko! One wszystkie są takie… takie szczerze chętne, choć bardzo zapóźnione w edukacji seksualnej. Ale są zdrowe, chętnie przyswajają wiedzę i nie mają tylu zahamowań, co te nasze głupie nowoczesne laski, którym w kółko trzeba imponować kasą, domem, stanowiskiem i samochodem. Normalnie pod tym względem jest tutaj o niebo lepiej, niż w jakiejkolwiek korporacji!  

 

- Zwariuję bez cukru - zapiszczała cicho Widzimisię. - Błagam, królestwo za trochę sacharozy.

- Widać, że jesteś spięta, widać - mruknął Wujaszek Dżudo. - Może jednak zjadłaś za dużo glutenu. Albo to jednak nadmiar…

- Proszę! - wycedziła przez zęby kobieta. - Odrobinę szacunku.

- Przezornie zabrałem ampułki z kofeiną, chcesz jedną?

 

- Słyszałem, że istnieje taki przesąd - zaczął nowy temat Poryćko, patrząc w stronę Filberta - że gdzie wielkie stopy, tam wielki… ten, no. Więc może warto by to sprawdzić? Co myślicie?

 

Pomysł spodobał się Wujaszkowi Dżudo, gdyż każdy z nich dwóch gdzieś tam w głębi serca nadal lubił prosty i niewyszukany humor. A teraźniejszość, w której się znajdowali, była wielkim - acz jeszcze niezbadanym - poletkiem doświadczalnym. Kierownik wyprawy powoli zbliżył się do pustelnika, po czym zdecydowanie przyłożył do jego ciała paralizator. 

 

 - O, kurwa - Bibianna schowała twarz w dłoniach. Jeszcze nigdy do tej pory nie spotkała na swojej drodze tak żenującego zachowania dorosłych facetów. Normalnie dekadencja! Ale może nie powinna się dziwić? Wszak każdy powoli zdawał sobie sprawę, że prawdopodobnie będą musieli zostać w średniowieczu na zawsze, więc może w ten sposób odreagowywali rzeczywistość

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dobra Cobra · dnia 26.02.2018 17:40 · Czytań: 131 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
Dobra Cobra dnia 26.02.2018 21:13
Opowieśc tradycyjnie dostępna w wersji do słuchania: Cz. 4 - http://www.youtube.com/watch?v=CE4i-N_V_G8

Zapraszam!
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
GregoryJ
19/09/2018 00:26
Zjawiam się, bo co tu dużo owijać w bawełnę… teksty… »
ajw
18/09/2018 21:01
introwerko - niesamowity jest Twój tok myślenia.Nawet nie… »
Darcon
18/09/2018 20:43
Jeśli mafie łatwo zlikwidować, to po co o tym pisać? Żeby… »
DanielKurowski1
18/09/2018 17:00
Opowiadanie poprawiłem, faktycznie Boris nie ma planu na… »
Darcon
18/09/2018 16:54
Całkiem ciekawy świat, ale nie przekonałeś mnie fabułą i… »
introwerka
18/09/2018 16:07
22227, bardzo dziękuję :) Twoja opinia wiele dla mnie… »
szmirus
18/09/2018 15:37
Jeśli to dobrze, to miło mi to słyszeć i dziękuję :) »
22227
18/09/2018 15:04
Bardzo dobry wiersz, masz tą lekkość pióra, która płynie… »
Dobra Cobra
18/09/2018 14:53
Pięknie nawiązujesz na początku komentarza do pierwszych… »
22227
18/09/2018 14:51
Dzięki Intro, dobrze to ujęłaś "reglamentacja… »
DanielKurowski1
18/09/2018 13:59
Dziękuję za komentarz i poświęcony czas. »
Marek Adam Grabowski
18/09/2018 13:51
Językowo to nawet podoba mi się. Lubię niegrzeczny klimat.… »
Marek Adam Grabowski
18/09/2018 13:45
Część Jolu! Być może to rzeczywiście nie jest specjalnie… »
JOLA S.
18/09/2018 13:03
Witaj, Danielu, To jest odpowiedź dlaczego bierzemy za… »
JOLA S.
18/09/2018 10:36
Witaj, Marku, temat jest niewyczerpany, dotyka wszędzie… »
ShoutBox
  • JOLA S.
  • 16/09/2018 09:48
  • Stawitzky, dzięki i dobergo dnia :)
  • JOLA S.
  • 14/09/2018 14:47
  • Yitopaz, możesz cały tekst podmienić, wytnij i wklej od nowa, nie będzie przechodził przez maszynkę Redakcji. :)
  • mike17
  • 13/09/2018 18:02
  • A tu informacja konkursowa : [link]
  • mike17
  • 13/09/2018 18:01
  • Serdecznie zapraszam do udziału w konkursie w prozie MUZO WENY 6, gdzie inspiracją jest muzyka, na podstawie której należy napisać miniaturkę i wysłać mnie. Czekają atrakcyjne nagrody :)
  • Esy Floresy
  • 11/09/2018 22:24
  • Czas ucieka coraz szybciej, zostało 10 dni. Łapcie, więc za pióra i nadsyłajcie wiersze na konkurs :) [link]
  • Kushi
  • 09/09/2018 13:32
  • Miłej Niedzieli Kochani [link] :)
  • mike17
  • 08/09/2018 19:39
  • Hej, ho, na konkurs by się szło! Jednym słowem zapraszam na MUZO WENY 6, konkurs prozatorski, gdzie piszemy małą miniaturkę pod utwór muzyczny. Łatwe? Jasne! Zatem piszcie i do boju :)
Ostatnio widziani
Gości online:10
Najnowszy:azekDAW
Wspierają nas