Zwyrodnialcy - mezar
A A A
Od autora: Krótkie opowiadanko napisane na próbę.
Wszelkie uwagi mile widziane.
Byłbym też wdzięczny, gdyby ktoś mi wytłumaczył zawiłości pisania dialogów.
Przeczytałem kilka poradników, lecz w powieściach uznanych polskich autorów widzę inne (złe) rozwiązania.
P.S. Edytor zniszczył akapity i nic z tym nie mogę zrobić.

 – Jaśka, idźże po tę wodę wreszcie – słabowitym głosem napomniała ją starowinka krusząca w zeschniętych dłoniach podobnie suche kwiecie czarnego bzu.

Dziewczyna sterczała przy legowisku z wyleniałych futer, na których spoczywał półnagi mężczyzna o rozpalonej, spoconej twarzy. Wpatrywała się z fascynacją w krwisty bąbel powietrza, pojawiający się na zranionej piersi w rytm charczących oddechów.

– Śpiesz do strumienia – kobiecinie przerwał suchy kaszel, po którym dodała – miast się gapić, jak ten ducha oddaje.

– Przeto idę – wstała z klepiska, strzepnęła kurz z i tak brudnej kiecy.

Chwyciła drewniany cebrzyk spod stołu i wyleciała z ciemnej izby na zewnątrz. Dłonią zasłoniła oczy przed jaskrawym światłem dnia i tak dotarła do niewielkiego, acz wartkiego potoku.

Przyklękła na kolano, lecz nim zaczerpnęła wody, usłyszała chrapnięcie. Przez zmrużone powieki dostrzegła końskie pęciny. Upuszczone wiadro natychmiast porwał nurt; potknęła się robiąc krok do tyłu i upadła.

– Spokojnie, dziewko – wybrzmiał niski, męski głos. – Z naszej ręki nic ci nie grozi.

Podnosząc się, spojrzała przed siebie – na drugim brzegu stało kilku zbrojnych na wierzchowcach. Ten na przedzie ponownie przemówił:

– W nocy rozbiliśmy zgraję bandytów kilka staj stąd. Paru uszło z życiem, jeśliś spostrzegła kogo, gadaj.

– Nie, panie… Nikogom nie widziała – odrzekła skulona, kiwając przy tym przecząco głową.

– To może z domostwa kto co widział?

– W chacie ja jeno z babką. Ona stara, nieruchawa. Z izby ino za potrzebą wychodzi.

Jeździec, którego do tej pory nie dostrzegała, podjechał od boku i pochylając się w siodle, podał jej bez słowa pełne wiadro.

– Że też na takim odludziu… – nie dokończył ten o niskim głosie, ale po chwili dodał:

– Miejcie się na baczności. Ci ludzie to zwyrodniali mordercy – po czym dał sygnał ręką i cała drużyna ruszyła stępa.

Po chwili zniknęli za gęstym listowiem lasu. Nim dziewczyna wróciła do chałupy, ucichł również tętent kopyt.

 

*

 

Starannie zszyły lnianą nicią ranę mężczyzny i pokryły ją grubą warstwą maści, której głównymi składnikami były: psi łój, miód i kit pszczeli oraz krwawnik. Jego oddech ucichł, chwilami zdawało się, że ustał.

Zaczynało już zmierzchać, lecz mimo ciągłej opieki i podanego naparu, ranny wciąż trawiony był gorączką. Stara przyłożyła wątłą dłoń do czoła schorzałego i rzekła:

– Brzasku nie doczeka, kona…

Wtem z hukiem kopniaka otwarły się drzwi. Wpadł do środka drab w mokrych, ubłoconych łachmanach. W wyciągniętej dłoni dzierżył skrzący się w półmroku nóż.

– Żarcie dawać! – wyryczał.

Przerażone, uciekły w kąt chałupy.

– Jeno sadło, surowe ziemniaki, buraki i bób się ostały – odpowiedziała starsza.

– No, to żywo! – krzyknął; schował nóż, zrzucił kapotę i siadł na zydlu. – Warzyć mi tu strawę – dodał, na co młodsza skoczyła ku palenisku. – A ty gdzie, sikoreczko? Tu… – rechocząc wskazał na podłogę u jego stóp. – Stara niechaj pichci.

Przestraszone dziewczę posłusznie podeszło do obcego. Ten schwycił ją mocno za ramię i usadził na swym udzie. Ujął ją w talii i począł wodzić wielkimi paluchami po delikatnym ciele. Blondwłosa dziewczyna drżała ze strachu, co zdawało się dodatkowo zachęcać cuchnącego lubieżnika – po posiłku się zabawimy – jak pomyślał, tak powiedział i złapał ją za krocze, aż ta jęknęła.

Dorzucony do ognia chrust zajął się jasnym płomieniem. "Nachodźca" gwałtownie odsunął młódkę i wstał.

– A tam kto u licha? – wyjął z paleniska żagiew i zbliżył się do leżącego. – Sambor… – rozpoznał kompana i dotknął jego twarzy – …brachu! – uchylił koc i dostrzegł ranę, z której wciąż sączyła się krew. – Jak się tutaj znalazł? – spytał wyraźnie zaskoczony.

Starucha przełknęła żute bezzębnymi ustami ziele wątrobowe, starła dłonią brunatny sok z pomarszczonej brody i wymamrotała:

– Przywlókł się o świcie, półżyw – wciąż mieszała polewkę.

– Wyliże się z tego?

Na te słowa baba tylko wzruszyła ramionami. Mięśniak jakby obojętny na ten gest oraz los kamrata, wrócił do stołu i na powrót zajął się obłapianiem młodego ciała. Zabawę przerwała mu micha zupy lądująca przed nim na stole. Był diabelnie głodny.

– Nalej i sobie – spojrzał na staruszkę.

Ta posłuchała. Napełniła drugą miskę i siadła do stołu, lecz nim zdołała unieść drewnianą łychę do umazanych brązową cieczą ust, mężczyzna podmienił naczynia. Zabrał jej też łyżkę i wręczył swoją. Zaczęła jeść, głośno siorbiąc. Ten obserwował. Odczekał chwilę i pochłonął zupę błyskawicznie, właściwie bez użycia sztućca. Po opróżnieniu całego kociołka poczuł przyjemne ciepło w członkach. Miniony dzień dał mu się w kość i teraz czuł tego efekty. Wyłożył ramiona na ławę i położył na nich głowę. Docierały do niego niewyraźne dźwięki rozmowy:

– Chłopisko wielkie – kobieta zakaszlała – byleby nam nie zdechł. Taka miarka sproszkowanej trupuszki tura powali.

– Bałam się, że i mnie naleje każąc wieczerzać.

– Co do ciebie, to inne miał plany – po tych słowach usłyszał ni to śmiech, ni kaszel – Wywlecz tego. Na nic się nam zda, ledwo dycha.

Jaśka ujęła umierającego za nogę i wyciągnęła z legowiska. Wytargała go nie bez problemów na zewnątrz i tam porzuciła. Teraz we dwie ze staruszką mocowały się z jego mocarnym, zamroczonym druhem.

Ułożyły go w miejscu Sambora. Rozdziały z pozostałych łachów i natarły oleistą cieczą o intensywnym zapachu piżma. Skóra lśniła w świetle świec. Młodsza zaczęła kreślić popiołem liczne runy na jego ciele, intonując jednocześnie niezrozumiałe słowa. Starucha odkryła swe wiotkie ciało i położyła się przy lewym ramieniu mężczyzny. Przylgnęła do niego, kładąc dłoń na jego szerokim torsie.

 

*

Chorąży lekko przydepnął roznegliżowane truchło. “Zdążyło zesztywnieć” – pomyślał. Wysunął miecz z pochwy i jego czubkiem ostrożnie pchnął niedomknięte, pozieleniałe drzwi. Wślizgnął się bezgłośnie do pomieszczenia, które zdawało się być puste. Wtedy z barłogu pod ścianą uniosła się biała, dygocząca dłoń wychudzonego starca. 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mezar · dnia 08.03.2018 21:56 · Czytań: 133 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
Darcon dnia 08.03.2018 22:04
Witaj, Mezar.

W dialogach, generalnie, warto zapamiętać dwie zasady. Czynności "gębowe" zaczynamy z małej litery, resztę z dużej. To uogólnienie, ale sprawdzi się w większości przypadków.

– Do widzenia – powiedział Nowakowski.
– Do widzenia! – krzyknął Nowakowski.
– Do widzenia? – zapytał Nowakowski.

– Do widzenia. – Machnął chusteczką Nowakowski.
– Do widzenia! – Pomachał i wybiegł z sali.
– Do widzenia? – Zrezygnowany wyszedł z sali.

Warto zanotować w głowie, że dialog to nie przerywnik. Powinien pchać fabułę do przodu, tak samo, jak narracja.

– Ręce do góry! – krzyknął Nowakowski.

– Ręce do góry! – Przystawił mu lufę do głowy.

W drugim przykładzie oprócz krzyku mamy też kolejną czynność, przystawił mu lufę do głowy. Fabuła jest o krok do przodu. Co nie zawsze jest konieczne, często nieśpieszna opowieść dobrze sprawdza się z wymienionymi czynnościami mowy w dialogach.

Sam utwór to raczej fragment, niż samodzielne opowiadanie. Fabuła ledwie zarysowana, ale brzmi całkiem ciekawie i zachęcająco do dalszej lektury.

Pozdrawiam.
mezar dnia 09.03.2018 16:28
Darcon, dziękuję za komentarz i garść praktycznych rad.
Historyjkę napisałem w jedno popołudnie jako wprawkę. Chciałem to gdzieś opublikować i sprawdzić reakcje czytelników. Jest to mój drugi tekst w ciągu ostatnich dni - wcześniej nie pisałem opowiadań.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
kamyczek
16/12/2018 22:22
- najważniejsze, to nie dać się zwariować. A wiersz?… »
Marek Adam Grabowski
16/12/2018 22:19
Dzięki. U ciebie jest to indywidualna opowieść chaty. U mnie… »
kamyczek
16/12/2018 22:17
Zgadzam się z przedmówcami, tak, to bardzo dobry wiersz,… »
kamyczek
16/12/2018 22:12
Ciekawą treść osadziłeś w ramach ajw. I refleksja: czasu… »
faith
16/12/2018 22:02
Arkady, Ananke, dziękuję za te słowa pod adresem wiersza. To… »
MP642
16/12/2018 21:48
No przecież pisałem już, że to, że jest złudzenie… »
Zola111
16/12/2018 21:47
Kamysiu, tak. Wyłuskałaś moją myśl i pięknie ja… »
kamyczek
16/12/2018 21:43
Piękna liryka, Zolu, podoba mi się klimat, jaki stworzyłaś w… »
Zola111
16/12/2018 21:28
Czytelniku, dziękuję bardzo za "z… »
allaska
16/12/2018 21:23
Ananke dziękuję :) »
allaska
16/12/2018 21:22
Arkady, cieszy mnie Twoja obecność. Pozdrawiam »
Arkady
16/12/2018 20:51
Znakomicie poprowadzony wiersz. Tak, masz rację, każdy ma… »
Arkady
16/12/2018 20:46
Ciekawy pomysł. Może świat byłby wtedy lepszy... Podoba mi… »
Arkady
16/12/2018 20:39
Odebrałem ten wiersz jak zły sen, jak obraz o koszmarze co… »
czytelnik
16/12/2018 20:34
Z przyjemnością czytam. Chciałoby się powiedzieć: jak kocha… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 17/12/2018 00:53
  • dodatek111: zgłoś się do ajw na pw.
  • Esy Floresy
  • 17/12/2018 00:19
  • No widzisz... dasz radę :)
  • Silvus
  • 16/12/2018 23:42
  • Z moich obliczeń wynika, że 3000 znaków bez spacji to – średnio – półtorej strony A4.
  • Esy Floresy
  • 16/12/2018 23:40
  • :) Mamy nadzieję, że przyciągnie rzeszę entuzjastów.
  • Vanillivi
  • 16/12/2018 23:28
  • Fajny temat, moje klimaty
  • Esy Floresy
  • 16/12/2018 23:17
  • Zmierz się, to się przekonasz, czy nie Twoja. ;)
  • Silvus
  • 16/12/2018 23:14
  • Baśń to jednak nie jest moja domena. Wolę chyba surrealizm.
  • Silvus
  • 16/12/2018 23:11
  • Hehe, lubię Cię za ten komentarz. :)
  • Silvus
  • 16/12/2018 23:08
  • 31 marca to odległa data zakończenia.
Ostatnio widziani
Gości online:7
Najnowszy:CQzyizyd
Wspierają nas