Chiński mechanik - AntoniGrycuk
Proza » Miniatura » Chiński mechanik
A A A

Któregoś ranka obudziłem się, ledwo otworzyłem oczy, a już miałem dosyć. Wolałem dalej spać i śnić o czymkolwiek niż mierzyć się z tym, co mnie czeka. Gdy wyciągnąłem ręce spod kołdry i przetarłem zaspane powieki, zerknąłem na zegarek, a ten wydawał się tykać jakoś ospale. Nawet wskazówka sekundnika przeskakiwała wolniej. Za oknem świeciło słońce i zwykle to działało na mnie pozytywnie, jednak tym razem wydawało się być zimne i przygnębiające. Wstałem, leniwie założyłem kapcie i powolnym krokiem ruszyłem do łazienki. Nad sedesem sikałem. Niby czułem ulgę, jednakże ten dźwięk sprawiał, że mi się wszystkiego odechciewało. Spuszczenie wody, szczoteczka, pasta i mycie zębów. Powolny ruch za ruchem, ząb po zębie. Miętowy smak w ustach nie orzeźwiał mnie, a raczej powodował, że czułem nijakość wszystkiego. Chwilę później wróciłem do pokoju i jeszcze usiadłem na łóżku. Miałem ochotę się znów położyć, przespać kolejnych kilka godzin. Na zegarku już po ósmej, czas było wychodzić. Ubrałem się i ruszyłem do pracy.

Tam zasiadłem do komputera i zamiast zająć się czymś konkretnym, klikałem myszką, otwierając przypadkowe programy i dokumenty. Trwało to z godzinę, aż kolega za mną pracujący się zainteresował, podszedł, spytał, czy wszystko w porządku. Nie było. Oj, nie! Ale co miałem powiedzieć? Tylko przytaknąłem. Dopiero potem zająłem się pracą, a szło mi to niezwykle ślamazarnie. Doczekałem do siedemnastej, niechętnie wyszedłem. Trzy przystanki dzieliły mój dom od pracy i bardzo często pokonywałem ten dystans na piechotę, jednak tym razem wróciłem autobusem. Niby miałem samochód, ale ten oszczędzałem i w powszednie dni zostawał w garażu. Patrzyłem na jadących ze mną ludzi, a każda twarz wydawała się być pozbawiona życia, niemal martwa. W domu bez przebierania się padłem do łóżka. Natychmiast kołdra na głowę, aby się od wszystkiego odciąć i odpłynąłem. Obudziłem się przed północą. Znów to tykanie. I ta ciemność za oknem. To wszystko takie przygnębiające... Kolejny raz miałem dość. Ale gdzie tu uciec, skoro jedyną ucieczką był sen, a już się wyspałem? Byłem załamany swoim stanem. To była kolosalnych rozmiarów depresja. Nazajutrz przyszła pora coś z tym zrobić.

Rano udałem się do lekarza, internisty. Kobieta osłuchała mnie ze wszystkich stron, wydała skierowanie na badanie krwi i drugie do psychiatry. Kilka dni wcześniej uznałbym to wręcz za zniewagę, a przynajmniej za zbytek, jednak tym razem posłusznie udałem się do tego specjalisty. Ten wysłuchał, co mi jest i chciał przypisać jakieś antydepresanty, ale po krótkiej i nużącej rozmowie z trudem zaprotestowałem. Wiedziałem, że biorąc takie prochy, mogę mieć problemy z późniejszym ich odstawieniem. Skończyło się na pogadance, abym spróbował nieco urozmaicić swoje życie, ale sposobu nie poznałem. W domu zasiadłem do internetu w poszukiwaniu innych sposobów pozbycia się depresji. Trafiłem na stronę jakiegoś specjalisty medycyny niekonwencjonalnej rodem z Chin. Po telefonie i umówieniu się pojechałem po południu, cały czas zmuszając się do wszystkiego. Obcokrajowiec wysłuchał mojej historii i dość delikatnie stwierdził, że mam zbyt łatwe życie. „Jakie łatwe życie?” - pomyślałem - „To jakiś absurd”.

– Łatwe i zbyt ustane w bezruchu – wyjaśnił.

Jeżdżę po płaskich jak stół autostradach, chodzę po równym chodniku, łóżko mam zbyt wygodne, a i pracę niestresującą. Nawet nie mam kobiety, która by mnie potrafiła wyprowadzić z równowagi. Wszystko jest takie stabilne, bez szarpnięć, wstrząsów czy nawet drgań, nie mówiąc już o czymś stricte negatywnym. Porozmawiał ze mną przez kilkadziesiąt minut i doszedł także do wniosku, że nawet emocjonalnie umarłem, gdyż jako jednostka potrafiąca się uczyć, dawno już opanowałem unikanie stresu, jak i uczuć w ogóle. Zastanowiłem się i faktycznie miał rację. Kiedy ostatnio odczuwałem strach? Nie pamiętam. Kiedy radość? Zapomniałem. To samo ze wszystkimi emocjami. O stresie już nie wspomnę. Ostatni, jaki pamiętam, był kilka lat wcześniej. Zapytałem go, co w takim razie mam robić? Bez namysłu zadał pytanie, czy mam samochód, a gdy potwierdziłem, skierował mnie do warsztatu swojego znajomego. Podobno ten miał coś zaradzić...

Przyjechałem do niego następnego dnia. Kazał wjechać do środka i zaraz obszedł samochód ze wszystkich stron. Tam popukał, tu i ówdzie podotykał, zajrzał do środka i łamaną polszczyzną powiedział:

– Prosie pan, nie jeśt dobzie.

Wszedł do swojej kanciapy, zamknął drzwi i siedział tam kilkanaście minut. Ja w tym czasie patrzyłem na nijakość karoserii swojego Porsche, szarość w środku, nużącą deskę rozdzielczą i pomyślałem o znanych do bólu i niemal znienawidzonych trzystu koniach. W końcu wrócił, stwierdził mało zrozumiale, żebym zostawił wóz i przyszedł następnego dnia. Tak zrobiłem. W domu znów ta nijakość. Natychmiast zaszyłem się w łóżku, przykryłem kołdrą i zasnąłem. Nawet po przebudzeniu nie odkryłem głowy. Liczył się tylko cud z warsztatu...

Jak wróciłem do niego i spojrzałem na samochód, to mnie zamurowało. Zamurowało, a zarazem przeraziło. Co więcej, mało nie upadłem z wrażenia. Auto stało na podwórku, a w miejscach okrągłych kół miało wstawione takie kwadratowe.

– Jak tu jeździć czymś takim?! – krzyknąłem na cały głos i była to pierwsza emocja od lat.

Byłem wściekły! Wściekły i oszołomiony. Chińczyk podszedł do mnie, uśmiechnął się, poklepał po ramieniu i znów łamaną polszczyzną stwierdził:

– Pana zicie śnów nabiera rumieńciów.

Na początku nie chciałem w ogóle wsiadać. Patrzyłem tylko na to dziwo wybałuszonymi oczyma i miałem ochotę zamordować go własnymi rękoma.

– Niech pan śpróbuje, niech pan śprónuje – zachęcał.

W końcu wsiadłem i wyjechałem na ulicę. Efekt był straszny. Wszystko się trzęsło, trzeszczało, zgrzytało i stukało. Głowa mi odskakiwała kilka razu na sekundę. Bebechy mi się wywracały na drugą stronę. W zasadzie niewiele widziałem od tych drgań. Istna katorga. I tak całą drogę do domu. Czułem się wręcz fatalnie. Marzyłem tylko o spokoju...

Gdy już wjechałem do garażu podziemnego i zaparkowałem, poczułem ulgę. Boże, co to była za ulga! Wręcz triumf! Wysiadłem i zrozumiałem, że nie czułem się tak od lat! Ten spokój. I to wytchnienie... Wreszcie byłem szczęśliwy...

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
AntoniGrycuk · dnia 20.03.2018 13:28 · Czytań: 159 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 11
Komentarze
Miazga dnia 21.03.2018 15:02
Jakbym gdzieś to już czytała... Podoba mi się przesłanie tekstu, a teksty mechanika wywołały uśmiech na twarzy. Troche ten wstęp rozwlekły, ale nieźle mi się czytało.
POzdro
m.
AntoniGrycuk dnia 21.03.2018 15:20
Miazgo, bardzo dziękuję za czytanie i dobrą opinię.
Wstęp specjalnie napisałem rozwlekły, aby nadać temu nieco "bezsensowności" - taki był mój zamysł.
I cieszę się też, że ktoś zauważył w tym odrobinę humoru.
Pozdrawiam
purpur dnia 21.03.2018 15:50
Muszę stwierdzić, że pomimo tematyki Twojego tekstu, wydał on mi się nad wyraz lekki. Tak, wiem. Utkałeś tam całą masę wszelakich "nużących", "bezsensownych", "szarych" elementów, które miały swój cel, ale...

Całość czytało się płynnie, tak jak wspomniałem leciutko, pojawił się element sepleniących chińczyków ( a to zawsze jest śmieszne :p ), no i dodatkowo dostaliśmy "rozwiązanie". Nie było topora, nikt nie zatriumfował, obwieszczając że tak ma być, albo co gorsze rozwikłania zagadki nie zostawiłeś po stronie czytelnika.

No przyjemnie się to czytało... no.. tak.. tak lekko :p

Fajna miniaturka! Chociaż wydaje się, że ilość szarzyzny i utrwalania jej w oczach czytelników jest dość pokaźnej ilości... No ale to, tylko po to, żeby za słodko się nie zrobiło :)

Spędziłem naprawdę miłą chwilkę.

Pozdrawiam,
Purpur
AntoniGrycuk dnia 21.03.2018 16:10
Purpur, wielkie dzięki za czytanie i dobry komentarz.
Co do ilości szarzyzny... Wszystkie moje teksty są ciężkie i ponure, a czasem przygnębiające - nawet nie tylko czasem. Ale taki mój styl. Sam lubię to w książkach i filmach. I wierzę, że takich osób jest więcej, toteż tak piszę.

Pozdrawiam
purpur dnia 21.03.2018 16:19
Hahaha!

No niestety podejrzewam, że możesz mieć wielu wyznawców - odnoszę wrażenie, że lubimy być "zgorzkniali".

Tym niemniej, "szarzyzny" powinno być w odpowiedniej ilości w tekście. Efekt i tak uzyskasz, a nie wymęczysz czytelnika powtarzaniem myśli. Tutaj było tego "na granicy"... Ale tak zgrabnie zamknąłeś tekst, że naprawdę nie potrafię się gniewać!

Dla mnie był on lekki! ( czy czujesz jak powtarzanie myśli męczy :)) No nie mogłem się powstrzymać, obiecuje wyznaczyć sobie srogą karę... - wybacz!


A czekaj... bym zapomniał!

Jak mogłeś tak zniszczyć Porsche! Nie mógł mieć jakiegoś Lexusa?
Że też zapomniałem nakrzyczeć na Ciebie w pierwszym komentarzu!

-1 do oceny! A co!

Pozdrawiam,
Purpur
mike17 dnia 21.03.2018 16:27 Ocena: Bardzo dobre
Tekst jakich wiele, ani lepszy, ani gorszy, taki dobry średniak.
Napisany poprawnie, dobrze się czyta, nic nie przeszkadza.

Ale...

Brak pieprznięcia.

Sam fakt, że Chińczyk spieprzył mu wóz mi nie wystarcza na dobrą pointę.
Chciałoby się jakieś małe trzęsienie ziemi skoro to miniatura, a miniatura rządzi się swoimi prawami, czyli wymaga solidnego suspensu, czego mi tu zabrakło.
To że koleś poczuł się happy to dla mnie za mało.
Nawet to nieco spłyca sprawę.

Ale ogólnie jest haraszo, i wcale nie szkodził mi powolny rozbieg.
Wydał mi się zupełnie naturalną częścią opowieści.

Zatem odchodzę zadowolony, pozostawiając ocenę :)
AntoniGrycuk dnia 21.03.2018 16:30
Purpur, tak, czuję, że powtarzanie myśli męczy. Dobitnie się o tym przekonałem, pisząc moje pierwsze długie teksty, a potem je czytając - ile musiałem się nakasować dłużyzn...
A co do Porsche - sam chciałbym je mieć i dlatego je "upokorzyłem" :-)

Mike17, dzięki za komentarz, bo samemu mi brakowało w tym "czegoś", ale nie miałem pojęcia czego. Teraz mam je blade. Cieszę się, że dobrze się czytało.

Pozdrawiam
Kazjuno dnia 25.03.2018 10:30
Cóż, przyłączam się do chóru zadowolonych z przeczytania tekstu. Jest, jak mawiał mój ojciec, który miał za sobą wojskową kindersztubę: "krótko i zwięzłowato". Opowiadanie zawiera to co w nim być powinno. Wyłuszczyłeś problem. Przykry, jak się okazuje, dotyczący ogromnej ilości mieszkańców cywilizowanego świata i postawiłeś diagnozę oraz wymyśliłeś terapię. Kwadatowe koła w porszaku? No może lekko przegiąłeś, ale to nie szczególnie przeszkadzało w odbiorze lektury. Niekonwencjonalne zapętlenie.
Chyba jesteś - jak napisałeś w tekście "Pod ziemią" młodym psychologiem. Widać, jak wielu psychologów próbujesz znaleźć antidotum na depresję, byle tylko nie faszerować biednych pacjentów prozakiem, czy jakimiś innymi świństwami o szkodliwych skutkach ubocznych.
Trop wymyśliłeś ciekawy. Żeby urealnić sytuację, bo jazda na kwadratowych kołach jednak jest niemożliwa, ja na miejscu Chińczyków zainstalowałbym stalowe koła z łopatami, podobnymi do tych jakie miały pierwsze ciągniki z fabryki Ursus. (Owe łopaty na obręczach pozwalały traktorom ciągnąć pług po błotnistym gruncie). Obciach dla kierowcy sportowego kabrio gwarantowany, do tego mandaty za niszczenie nawierchni i inne dokuczliwości stanowiące terapeutyczne stressory.
Ale najważniejsze, że lekturka przyjemna i z wątkiem edukacyjnym.

Pozdrawiam, Kj
AntoniGrycuk dnia 25.03.2018 10:49
Dzięki, Kazjuno, za czytanie i ciekawa opinię.

Pozdrawiam
al-szamanka dnia 08.06.2018 18:39
Cytat:
W za­sa­dzie nie wiele wi­dzia­łem od tych drgań

niewiele, no i przecinków miejscami za wiele

Tekst czyta się dosyć, dosyć, ale jak już wspomniał mistrz Mike, w końcówce zabrakło prawdziwej bomby.
Mimo to uśmiechnęłam się parę razy podczas czytania, bo i lekko szło, i praktycznie nic nie zgrzytało.
Pozdrawiam :)
AntoniGrycuk dnia 08.06.2018 19:12
Hej,

Bardzo dziękuję za wskazanie "nie-wiele". Niestety bywam ślepy. A co do przecinków, to ja już nic nie wiem. Raz dowiaduję się, że przecinek powinien być zawsze między imiesłowem przysłówkowym a czasownikiem, w innych książkach i tekstach widzę inaczej, więc bądź tu mądry... Ja zawsze stawiam je między tymi słowami i dopóki ktoś mnie nie przekona, że ma być inaczej, to będę to robił. A pewnie w innych miejscach też zbyt wiele ich nawaliłem. Często powtarzam, że nie jestem w tym ekspertem.

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
kamyczek
22/07/2018 15:02
Witaj, Wiolinie, w życiu jak to w życiu, bywa różnie - są… »
kamyczek
22/07/2018 14:46
- to się cieszę :) - ja też, pod każdą postacią. -… »
Kazjuno
22/07/2018 14:10
Serdeczne dzięki Carvedilol za czytanie i wyrażenie opinii.… »
Ekszyn Dupacycki
22/07/2018 14:03
Zachęciłaś, a chyba o to chodzi w recenzji. Nabędę :) »
Blastovitch
22/07/2018 14:02
Witam. Wysyłając to opowiadanie, miałem świadomość, że… »
Gatsby
22/07/2018 13:21
Rozumiem Darconie! Oto dowód na to jak ciężko zmieniać… »
Miladora
22/07/2018 13:18
Bardzo dziękuję, Kamyczku i Lilah, za przypomnienie tego… »
ajw
22/07/2018 13:04
Jak zwykle inteligentnie i emocjonalnie :) »
ajw
22/07/2018 13:02
W takim razie cieszę się bardzo :) »
ajw
22/07/2018 13:00
Wszystko cacy, jedynie ta jedynka i dwójka trochę drażni.… »
AntoniGrycuk
22/07/2018 12:32
Dzięki wielkie za czytanie i opinię. Ten tekst miał być… »
Lilah
22/07/2018 12:02
Rosnę z dumy, ajw. Serdeczności :) »
Lilah
22/07/2018 12:00
Uwielbiam ogórki, a tym samym i Twój wiersz, kamyczku. Nie… »
Carvedilol
22/07/2018 11:54
Kazjuno Przeczytałem ten fragment bez znajomości całości.… »
Kazjuno
22/07/2018 11:43
Tekst znacznie bardziej logiczny od poprzedniego "Życie… »
ShoutBox
  • Fuksiarz
  • 19/07/2018 07:45
  • Hejka, jak widzicie mój nowy wiersz? Wprowadziłem poprawki, raczej wiedzę, którą nabyłem dzięki podzieleniu się komentatora przy wcześniejszym moim wierszu w komentarzu, dziękuję : )
  • mariaczekanska
  • 18/07/2018 23:26
  • Silvus - dokładnie tak, że przydatne dla czytelnika :)
  • allaska
  • 18/07/2018 22:01
  • dziś poczytałam o niepełnosprawnym dziecku pewnej znanej poetki. straszne myślę sobie... a poetka wysyła mi zdjęcie chorego synka i z uśmiechem pisze: zobacz jaki słodziak, no wzruszające kurka wodna
  • allaska
  • 18/07/2018 21:59
  • pada. i pada. dziś zabawa- dziecka stopa nadepnęła na kretowisko, z kolejnego kretowiska wytrysnęła woda. wzlatywały jeden za drugim w górę wodne wulkany. płonę. dzięki dziecku dotarłam do jądra :)
  • Silvus
  • 18/07/2018 21:53
  • Content-marketingowe? W sensie, przydatne? Będę pisać, jeśli coś mi przyjdzie do głowy. Dziękuję. :) :)
  • mariaczekanska
  • 18/07/2018 20:57
  • Ale fajnie, poradnikowe. Mocno content marketingowe Silvus. Good job. Pisz dalej.
  • Silvus
  • 18/07/2018 19:15
  • Mario, dziękuję. :) Nie nazywałbym tego blogiem, ot, luźne przemyślenia.
  • Silvus
  • 18/07/2018 16:54
  • Chciałbym pochwalić się, że wreszcie udało mi się stworzyć coś jak blog (całość po angielsku): [link] :) Tematyka: głównie programowanie. Zresztą nie wiem, czy jeszcze coś napiszę.
  • Silvus
  • 18/07/2018 02:48
  • @all, no mnie smaku narobiłaś, aczkolwiek nie lubię chyba cukinii, zresztą nie wiem. Co do oszukania, to trudno mi powiedzieć.
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:aspoerm
Wspierają nas