Nowy dowód - Carvedilol
Proza » Obyczajowe » Nowy dowód
A A A

 

                                                           Nowy dowód
 
  Niewielka grupka osób siedziała w poczekalni urzędu, w oczekiwaniu na odbiór nowego dowodu osobistego.
  Marian spojrzał na swoje ręce. Gruba, popękana skóra, nierówne paznokcie, noszące gdzieniegdzie ślady dawnych urazów. Popatrzył z zazdrością na delikatne, wypielęgnowane dłonie sąsiada. Widać, że tamten nie pracował fizycznie, tylko pozazdrościć.
 
  Piotr również spojrzał na swoje ręce. Bolały mocno, przeprowadził dwie reanimacje w ciągu nocy. Nie takie jak pokazują w telewizji, gdzie aktor udający wykonywanie masażu serca, naciska z siłą, którą nie wycisnąłby pasty do zębów z tubki. Tak naprawdę trzeba uciskać rękami wyprostowanymi, bez zginania w łokciach, z mocą która wyciśnie z ludzkiego serca, tej głównej pompki organizmu, około siedemdziesięciu mililitrów krwi przy każdym uciśnięciu i prześle życiodajny płyn do całego organizmu. Piotr w trakcie reanimacji, naciskając odpowiednio szybko i mocno, miał czasami poczucie, że próbuje wepchnąć ulatującą duszę z powrotem do ziemskiego ciała. Jeżeli jednak Niebiański Rzeźbiarz swoim dłutem wyrył już imię tej osoby na wiecznej tablicy, to trud był daremny. Piotr uważał, że nie można tego zakładać z góry i zawsze z wiarą w powodzenie ratował ludzkie życie. Dziś w nocy ocalił jedno z dwóch. Nie da się kupić tej radości, tego wewnętrznego poczucia szczęścia z sukcesu, podobnie jak nie można sprzedać żalu z powodu niepowodzenia. Nawet jeśli nadzieja utkana była z bardzo cienkich nici. Wśród lekarzy krąży powiedzenie, że „każdy z nich ma swój mały cmentarz”. Piotr właśnie powiększył własny.
  Jeszcze raz spojrzał na swoje ręce. Bolały go, a jakże, obie reanimacje trwały prawie godzinę. Jednak nie żałował, to był przyjemny ból – oznaka jego poświęcenia. A lubił robić coś dla innych, nie tylko w pracy. Czasu dla siebie nie miał więc zbyt wiele, ale jako stary kawaler poświęcał go na gry komputerowe i koszykówkę, niestety, w wersji przed telewizorem. Niewysoki, otyły, z trądzikową cerą, wyłupiastymi oczami i licznymi piegami, nie stanowił obiektu kobiecych westchnień. Czuł się jak Quasimodo – gorące serce zamknięte w brzydkiej skorupie. Popatrzył z zazdrością na siedzącą obok młodą kobietę – takiej to wystarczy pewnie parę kokieteryjnych uśmiechów, żeby owinąć sobie mężczyznę wokół palca. Sam chętnie dałby się owinąć, ale to by było jak rzucanie wieprza przed perły.
 
  Iwona spojrzała na swoje wypielęgnowane dłonie, zadbane paznokcie, pociągnięte delikatnym różem. Dobrze wiedziała jakie wrażenie robi na mężczyznach. Do zaczepek i najróżniejszych form podrywu przyzwyczaiła się i traktowała jako efekt uboczny swojej seksualności. Mogła mieć wielu kochanków, zarówno tych podtatusiałych, jak i mających mleko pod wąsem; zamożnych, żonatych czy z tak zwanych wyższych sfer. Mogłaby, gdyby tylko chciała. Faktem jednak był jej trwający od prawie dziesięciu lat celibat. Celibat, na który sama się zdecydowała, choć dobiegała dopiero do trzydziestki. Była to świadoma, racjonalna decyzja. Już od dziecka kierowała się pragmatyzmem. Dodając do tego wysoki iloraz inteligencji, pracowitość i sumienność, wynik był łatwy do przewidzenia – szybko pięła się po szczeblach kariery, zajmując obecnie wysokie stanowisko kierownicze w znanej firmie marketingowej. Również decyzja o utracie dziewictwa była podyktowana rozsądkiem – chciała, aby moment, gdy wkroczy w dorosłość metrykalnie, pokrył się z tą wyjątkową chwilą, kiedy stanie się w pełni kobietą. Wybranek również nie był przypadkowy – najprzystojniejszy chłopak w całej szkole. Ten pierwszy raz okazał się bardziej bolesny niż przyjemny. A jeszcze bardziej bolesny niż fizyczny ból, był prezent jaki otrzymała na drogę w dorosłość.
  Po uzyskaniu pełnoletności podjęła decyzję o zostaniu honorowym dawcą krwi – po sześciu miesiącach od pierwszego w swoim życiu stosunku, jej uporządkowany plan życiowy musiał ulec modyfikacji. Były już partner, obdarował ją bowiem na „osiemnastkę” maleńkimi żyjątkami, chociaż to raczej nieprawidłowe określenie, bo te mikroskopijne byty, składające się z kwasu RNA, stosunkowo niewielkiej ilości białek oraz otoczki, do swojej egzystencji potrzebowały żywych komórek innych organizmów. W tym wypadku upodobały sobie ludzkie krwinki białe. Patogen, najbardziej znany jako wirus HIV, gotowy jest w każdej chwili, niczym bomba atomowa, pozbawić człowieka jego naturalnej obrony; to tak jakby nagle siły militarne naszego kraju sprowadzić do jednego pułku i kazać bronić się przed wielką armią. Walka, niczym los Spartan w wąwozie termopilskim - z góry skazana na niepowodzenie. A mimo to Iwona walczyła – chodziła na badania, stosowała się do zaleceń i testowała na sobie nowe leki. Może dzięki temu przez dziesięć lat udawało jej się trzymać wirusa w ryzach, siedział ukryty w limfocytach i czekał w uśpieniu na odpowiedni moment do ataku.
  Iwona zdawała sobie sprawę z tego, jak niebezpieczną bronią stała się dla drugiego człowieka. Kiedy miała dwadzieścia lat, po miesiącach męczarni, zmarł ofiarodawca tej „bomby biologicznej”. Wtedy ostatecznie postanowiła zrezygnować z fizycznej bliskości mężczyzny i żyć jak zakonnica. Do czasu kiedy uda się wyleczyć AIDS, albo do jej śmierci – cokolwiek nastąpi szybciej. Róża zmieniła się w rosiczkę, ale nie zamierzała zwabiać owadów.
  Nauczyła się żyć bez seksu, niestety nie dało się żyć bez czułości. Nauczyła się mieszkać samotnie, nie nauczyła się jednak żyć bez drugiej istoty. Pustkę wypełniał przygarnięty owczarek niemiecki, jego jęzor i sierść namiastkę bliskości fizycznej, a ciepło i wierność stanowiły ekwiwalent miłości. Zrezygnowała z rodziny – ciąża nie wchodziła w grę, a samotna matka nie była dobrym materiałem, aby powierzyć jej dziecko do adopcji, chociaż by miało spędzić całe dzieciństwo w sierocińcu.
  Tego jednego jej brakowało – maleńkiej istoty, którą mogłaby pielęgnować, tulić, wychowywać, a przede wszystkim kochać. Kochać miłością matczyną, kochać miłością nierozumną, kochać miłością bezgraniczną – jeśli nie mogła przekazać własnych genów, chciała przekazać miłość. Lecz i tę możliwość odebrała jej jedna fatalna w skutkach decyzja z przeszłości.
  Z zazdrością patrzyła teraz na kobietę, wokół której kręciła się trójka dzieci, pewnie wnuków, sądząc po różnicy wieku – kobieta wyglądała na jakieś pięćdziesiąt kilka lat, a małe „satelity” były zapewne w okresie przedszkolnym. Iwona oddałaby wszystko, aby mieć choć jedno takie dla siebie.
 
  Katarzyna popatrzyła na swoje dłonie. Stara, tania obrączka zmatowiała i pokryła się rysami. Upływ czasu bardziej jednak zaznaczył się na skórze – suchej, bladej, gdzieniegdzie pożółkłej od nikotyny. Katarzyna w tym roku skończyła czterdzieści dwa lata. Trzy lata temu powiła dziewiąte dziecko i lekarz jednoznacznie ogłosił, że następnego nie będzie, co przyjęła z wielką ulgą. Nie znaczy to , że nie kochała swoich dzieci. Kochała je najmocniej jak umiała, tylko one potrafiły zamienić ją z codziennej muchy w tygrysicę. Sama wychowała się w rodzinie, gdzie oprócz chleba i ziemniaków gościły zawsze nikotyna i alkohol, a lanie było na porządku dziennym, tak jak w innych rodzinach sprzątanie czy pranie. Zwłaszcza pranie. Przyrzekła sobie, że jej dzieci tego nie doświadczą.
  Szybko wyfrunęła na świat z tego gniazda, w przekonaniu, że podobnie jest urządzony cały świat i równie szybko założyła własne gniazdo, gdzie „Pan-i-władca” mąż decydował o wszystkim. Było to naturalne przedłużenie rodzinnych tradycji. Katarzyna nie grzeszyła inteligencją, nie wiedziała, że nie jest to naturalny stan rzeczy i nie musi się na to godzić. Kiedy to do niej powoli dotarło, po małym mieszkaniu pałętało się już sześć małych stworków, wymagających stałego dowozu energii z jednej strony oraz równie systematycznego wywozu odpadów z drugiej. Poza tym stworki te ciągle potrzebowały nowych ubranek, butów, a także zabawek, których niestety nie miały zbyt wiele.
  Z nieukończoną szkołą średnią, bez żadnego doświadczenia, bo nigdy nie pracowała zarobkowo, pomiędzy kolejnymi ciążami zamieniała się w robota wielozadaniowego do spraw związanych z wyżywieniem, praniem, sprzątaniem i dbaniem o wychowanie dzieci. O to ostatnie dbała szczególnie – chciała aby dzieci zdobyły wykształcenie, którego jej się nie udało zdobyć. Wierzyła, że mają szanse na inny los, dla niej było za późno. Z mężem już dawno nie sypiała, razy przyjmowała odruchowo, ale nigdy nie pozwalała tknąć dzieci. W jej głowie, po jednym z programów telewizyjnych, zalęgło się słowo „rozwód”. Swoim prostym umysłem przekalkulowała wszystkie za i przeciw – mąż pijak alimentów nie będzie płacił, żaden sąd go nie zmusi, a ona bez pracy, nawet jak coś na czarno zarobi, to nie wystarczy dla utrzymania dziesięciu osób. Pilnowała więc dnia, który nazywała dniem zabawy w „stary niedźwiedź mocno śpi” i „w chowanego” – czas wypłaty. Kiedy małżonek sam lub z pomocą kolegów lądował na kanapie, to, czego nie przepił, skrzętnie chowała. Początkowo kończyło się nowymi „upadkami ze schodów, taboretu i innych takich”, lecz z czasem ślubny musiał się pogodzić z faktem, że pieniądze rodzinie są potrzebne i ilość awantur zmniejszyła się.
  Program 500+ otworzył nowe możliwości. Pojawiła się szansa odcięcia wrzodu trawiącego rodzinę. Była już w tej sprawie u adwokata, niestety, gdy mąż się dowiedział, skończyło się na kilkudniowym pobycie w szpitalu. Ale i z tego marnego ziarna urodził się chleb – sprawa nabrała rozpędu, a mąż Katarzyny otrzymał sądowy zakaz zbliżania się do niej i dzieci. Kobieta cieszyła się na nowe życie, które otwierało się przed nimi. Przez lata codziennej harówki i zmartwień, nie miała czasu by zadbać o siebie; teraz już na to za późno, młodość odeszła, ale niech przynajmniej dzieci mają szansę na lepsze jutro. Spojrzała na obrączkę – to już symbol przeszłości, ale nie potrafiła pozbyć się jej. Jeszcze nie teraz.
  Popatrzyła na siedzącego, a raczej półleżącego obok, chłopaka. Nonszalancko założona czapka, guma w gębie i nieodłączny u młodzieży telefon w ręce. Widać, że „toto” nie wie nic o prawdziwym życiu, zapewne niedawno stał się pełnoletni. Pewnie nawet sportu nie uprawia, widać, że mięśnie słabe, a cera brudnoblada. „Ech – pomyślała z zazdrością Katarzyna – gdyby tak można cofnąć czas, stać się znowu młodym i pełnym życia, wykorzystałaby je inaczej. Takiemu to dobrze, zero zmartwień”.
 
  Bartek przeglądał facebooka w smartfonie. To jego wirtualne życie pozwalało mu korzystać z uroków młodości, dzięki niemu nie czuł się inny, gorszy. Kiedy sześć lat temu został wpisany na listę oczekujących na przeszczep nerki, myślał, że jeszcze chwila, jeszcze moment i dializa będzie tylko złym wspomnieniem. Niedawno skończył osiemnaście lat – po zdmuchnięciu świeczek, przyjęciu gratulacji i prezentów, karetka zawiozła go na kolejne kilka godzin hemodializy. I tak trzy razy w tygodniu, pomijając okresy zaostrzeń, kiedy to musiał dodatkowo korzystać z tej sprytnej maszynerii, która filtrowała jego organizm z toksyn. „Sztuczna nerka, sztuczne życie” – myślał czasami. Jego dzieciństwo to nieustanne zakazy – „tego nie wolno, tego nie rób, nie możesz, lekarz zabronił, dbaj o siebie Bartek” i tak na okrętkę. Rzygał już dializami, ale gdy przychodziła pora na kolejną, potulnie wsiadał do karetki. Jego naczynia krwionośne były już bardzo słabe wskutek częstych nakłuć i pomostów naczyniowych do dializ oraz samej niewydolności nerek. „Urodziłem się o pięćdziesiąt lat za późno, abym naturalnym biegiem choroby umarł młodo i o pięćdziesiąt lat za wcześnie, aby zamiast tej cholernej wielkiej sztucznej nerki, dostać jej substytut w wersji kompaktowej. Teraz muszę czekać, aż ktoś odchodząc z tego padołu, obdarzy mnie swoim ostatnim podarunkiem – tą dużą „fasolą”, która wypłukuje całe świństwo z krwi do moczu. A potem do końca życia będę musiał dbać o to, aby oszukać własny system immunologiczny, wmówić mu, że to jednak „moja fasola” i ma zostać, bo bez nerki nie da się żyć”.
  Bartek w dzieciństwie marzył, aby zostać sportowcem; teraz z sarkazmem mówił, że pogrzebał wspaniałą karierę szachisty, bo o innej dyscyplinie można było zapomnieć. Dziewczyny? Randki? Piwo? Owszem, słyszał o tym.
  „I like” klikał często, żyjąc w internetowym świecie; nie potrzebował w nim zdrowych nerek, aby podrywać, umawiać się wirtualnie i kokietować. Nieustannie, podświadomie czekał na jedną rzecz – telefon, wzywający go pilnie do szpitala, bo odpowiedni dawca się znalazł. „Przysięgam – mówił sobie – że wtedy zamknę facebooka, instagrama i przeniosę to wszystko do realu. Chciałbym poczuć życie w 3D i nigdy nie wracać do tej wirtualnej namiastki”.
  Bartek nie mógł zrozumieć, dlaczego tak wielu kolegów, w piękne słoneczne dni, pachnące życiem i młodością, siedzi godzinami przed kompami, a jeśli już grają w piłkę, to raczej w FIFĘ, a nie pod gołym niebem.
  „Ech, co ja bym dał za silne, zdrowe mięśnie” – popatrzył z zazdrością na mężczyznę z naprzeciwka. Ten to ma zdrową, opaloną cerę, widać dużo przebywa na słońcu, a muskuły mocno uwypuklają koszulę.
 
  Marian ponownie popatrzył na swoje dłonie. Lata pracy fizycznej odcisnęły swoje piętno. Owszem, nigdy nie stronił od harówki, więc mięśnie miał twarde i mocne, ale niewielki z tego pożytek dla portfela. Marian oddziedziczył mały dom i niewielki skrawek pola. Ani myślał pozbywać się ojcowizny, był typowym człowiekiem związanym z rolą. Niestety, zbiory bywały ostatnio słabe, płacono coraz gorzej, a roboty było coraz więcej. Kiedy po burzy, gradzie, czy wichurze chodził doglądać plony swojej pracy, zawsze miewał duszę na ramieniu. Wystarczyło bowiem kilka chwil i żywioł potrafił zniszczyć efekty wielodniowej, a nawet wielomiesięcznej pracy. Parę razy zrobiły to nawet dziki. A on, stary chłop, padał wtedy na kolana i dusząc garść ziemi w ręce, płakał jak dziecko.
  Starał się oczywiście o unijne dopłaty, ale miał za mało pola, a wystarczyłoby, jak niektórzy, dwa razy w roku zaorać, byle wielki areał i pieniądze płynęły. Nawet nie trzeba było nic uprawiać, bo póki co, nikt tego na serio nie weryfikował. Ot, sprawiedliwość, a wiatr w oczy Marianowi.
  Wstał, widząc wyświetlony numerek. Pora odebrać nowy dowód. Żeby tak można razem z nowym dokumentem otrzymać nowe życie, nową szansę. „Od razu bym się zamienił, w ciemno zająłbym miejsce każdej z obecnych tutaj osób”.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Carvedilol · dnia 21.03.2018 19:23 · Czytań: 183 · Średnia ocena: 3,67 · Komentarzy: 15
Komentarze
Darcon dnia 21.03.2018 19:25
Znakomite studium człowieka, powiedziałbym, portret Polaka. Bardzo dojrzałe i sugestywne.
Pozdrawiam.
Carvedilol dnia 21.03.2018 20:40
Dziękuję Darcon za przeczytanie i pozytywny komentarz.
Trochę przyciężkawe bo bez dialogów ale cieszę się że przekaz się spodobał.

Pozdrawiam
Carvedilol
Alen Dagam dnia 22.03.2018 00:09
Carve, to Twój najlepszy, moim zdaniem, tekst tu na portalu. Podoba mi się ta sztuczka: wprowadzenie każdej postaci to kilka zdań z cudzej perspektywy - kilka chwil, w których pokazujesz jakiś stereotyp, żeby zaraz potem zburzyć go i pokazać czytelnikowi, jak bardzo się pomylił. Zawstydziłeś i mnie.
Prosto, bez ckliwości, bez lania wody. Dobrze i z sercem.
:yes:
Ania_Basnik dnia 22.03.2018 08:42
Oczekiwałam czegoś więcej. Narracja jest przewidywalna. Choć napisana bardzo sprawnie i gładko się to czyta. Oczekiwałam na koniec jakieś interakcji, a tu jak w kolejce idzie od A do B potem do C. Nie ma interakcji np.: między lekarzem a umęczoną matką, albo młodej dziewczyny i chłopaka z niewydolnością nerek. Oczekiwałam, że na koniec jakoś zburzysz ten schemat "kolejki". Ktoś wstanie, tupnie nogą, jakieś dziecko rzuci się z krzykiem na podłogę, komuś krew poleci z nosa, ktoś zdenerwuje się, że to za długo trwa itp. :) Chyba, że ciąg dalszy nastąpi? Pozdrawiam
allaska dnia 22.03.2018 08:51 Ocena: Przeciętne
Chciałabym skopiować komentarz Ani Baśnik, ale niestety nie można :) najbardziej mi się spodobała postać lekarza, opis czynności itd. Na niej może bym się najbardziej skupiła. A tak mamy w sposób prosty, powiedziałabym, oschły opisanych kilka postaci i co dalej? Co łączy bohaterów oprócz problemów dnia codziennego? jakiegoś wielkiego tutaj pomysłu nie widzę, a chciałabym dostrzec...
Carvedilol dnia 22.03.2018 09:14
Alen, Aniu B, allasko - dzięki za przeczytanie i komentarze

Alen - cieszę się, że się spodobało

Aniu, allasko - sam w komentarzu wyżej napisałem, że przyciężkawo (czy też na sucho), to miał być obraz, wytknięcie pewnej postawy, myślenia stereotypami, które często bywa niesprawiedliwe, żeby to zdynamizować, trzeba by zrobić z tego długie opowiadanie z dialogami, przy tak jasnej i zwięzłej konkluzji wyszłoby chyba jeszcze gorzej

Zawsze wolę komentarze krytyczne niż żadne, przynajmniej wiem jak tekst jest odbierany, najbardziej cieszy, że ktoś dobrnął do końca

Pozdrawiam
Carvedilol
AntoniGrycuk dnia 22.03.2018 10:43 Ocena: Bardzo dobre
Podoba mi się, szczególnie opis lekarza, natomiast już w połowie przewidywałem, jaki będzie koniec. Gdyby napisać na tym podstawie książkę, to, według mnie, byłaby słaba, ale jak na taką formę jest ok. Bardzo ładnie napisane, poprawnie, z ozdobnikami. Oceniam jako bardzo dobre.
Pozdrawiam.
retro dnia 22.03.2018 11:10 Ocena: Świetne!
To jest bardzo dobry tekst.

Pomysłowy: począwszy od wymownego tytułu (to słowa narratora mogą być nowym dowodem, kreślącym historię o każdym z bohaterów, tak różną od tego, co widzą inni, chociaż jasne jest, że chodzi o dowód osobisty, to jednak pozostaje ta nutka dwuznaczności); poprzez opowieść o każdym z bohaterów i fachowe zakończenie - zatoczenie koła.

Ciekawe, dojrzałe, przejrzyste pisarstwo.

Nad jednym tylko się zastanawiam, czy nie lepszy byłby dialog, jako forma przejścia do kolejnego bohatera opowiadania?

Pozdrawiam
purpur dnia 22.03.2018 12:54
No proszę Pan-od-bajek napisał kolejną.

Jest i zazdrość, i jest żyli długo, chociaż chyba nieszczęśliwie...
Są i tęskniące królewny i umęczeni parobkowie...
Są lepsi i gorsi...
Jest wszystko.

Piękna bajka.

Bajka, która nazywa się życie.

Wydaje mi się, że szukając tutaj zaskoczenia zwiedziesz się.
Wydaje mi się, że szukając nie przyciężkawości, akcji, również nie odejdziesz kontent.

Tutaj jest zupełnie inny wkład.
No ale to tylko moje wrażenie.

Bardzo dobry tekst, z wielką przyjemnością przeczytałem - świetne miejsce, nie przesadzeni bohaterowie, i przestrzeń dla czytelnika na zastanowienie.

Gratuluję Carve!

PS Mam nadzieję, że "pan-od-bajek" nie uraził - zawsze nim dla mnie będziesz :p

Pozdrawiam,
Purpur
Miladora dnia 22.03.2018 16:01
Przyznaję, Carve, że mnie także podoba się Twój tekst. :)
Jest spokojny, wyważony i moim zdaniem nie potrzebuje żadnej kończącej go „petardy”.
Wystarcza to ujęcie go w klamrę.
Ot, życie kilku zwyczajnych ludzi, przypadkowo zgromadzonych w pewnym pomieszczeniu.
Bywa, że zazdrościmy innym, nie zastanawiając się, czy nie mają własnych kłopotów. Jak się okazuje – każdy ma. Każdy czegoś pragnie, za czymś tęskni, coś chciałby odmienić. Często na próżno, bo bywają rzeczy nieodwracalne.
Zadumałam się nad tekstem i dla mnie to jest właśnie jego zaletą – zmusiłeś mnie, bym usiadła w poczekalni i przyjrzała się przebywającym tam ludziom. Zapewne zapamiętam ich, a może nawet, gdy znajdę się w podobnej sytuacji, będę próbowała odgadnąć, jakie mają życie siedzące obok mnie osoby.

Od strony warsztatu – warto byłoby jeszcze przejrzeć tekst pod kątem interpunkcji i wpadających na siebie form, ale nie zauważyłam jakichś większych uchybień, bo czyta się w zasadzie bez wysiłku.

Aha - może byś jeszcze pomyślał nad tytułem?

Miłego. :)
Carvedilol dnia 22.03.2018 18:55
Antoni - dzięki za komentarz, sam napisałem wyżej, że próba zrobienia z tego wątku długiego tekstu zanudziłaby czytelnika, zgadzam się

retro - jakoś nie umiałem wprowadzić dialogu, chyba by nie pasował do całości, ale dzięki za opinię

purpur - Pan-od-bajek fajnie brzmi, lepsze to niż Pan-od-kiepskich-miniatur
Podoba mi się to co napisałeś, czego nie znajdziesz w tym tekście, powinienem tym opatrzeć tekst u góry, żeby była jasność z góry, dzięki

Milu - cieszy mnie Twoja obecność pod tekstem i dobre słowo technicznie staram się ogładzić tekst przed wrzuceniem, zawsze coś zostanie, ale chyba jakiś postęp jest (nauka i zając nie poszły w las mam nadzieję)
myślałem, że tytuł będzie dobry, lekko dwuznaczny

Jeśli ktoś choć przez moment się zadumał, to znaczy, że mogę być zadowolony

Pozdrawiam i dziękuję
Carvedilol (nie-tylko-od-bajek)
margaretka dnia 22.03.2018 20:09
Cytat:
Ten to ma zdrową, opaloną cerę, widać dużo przebywa na słońcu, a muskuły mocno uwypuklają koszulę.
a nie: koszula uwypukla muskuły?

Przeczytałam z dużą przyjemnością. W postaciach literackich najbardziej interesuje mnie zawsze rys psychologiczny, udało ci się wiarygodnie przedstawić sposób myślenia poszczególnych bohaterów i pokazać, że pozory mylą. Myślę, że gdybyś napisał ciąg dalszy, mógłby być ciekawy, ten fragment jako prolog, a następujące po sobie rozdziały poświęcić poszczególnym bohaterom i wtedy z dialogami. Co więcej - mógłbyś powiązać ze sobą ich losy, niektóre bardziej, inne tylko epizodycznie.
Carvedilol dnia 23.03.2018 09:45
witam margaretko

dzięki za przeczytanie - cieszę się, że wypadło wiarygodnie, jednak nie potrafiłbym z tego zrobić większej całości czy dalszego ciągu. Na razie uczę się na krótkich formach prozy.

Pozdrawiam
Carvedilol
Ten_Smiertelny dnia 15.05.2018 11:33
Carvedilol mój dotychczas wciąż ulubiony, Portalowy pisarzu:
– To jest świetne! Genialne! – pomyślałem po przeczytaniu lekarza i zaczęciu Iwony. Wtedy też już wiedziałem, że będą to po prostu, następujące po sobie opisy postaci, bez żadnych dialogów i interakcji – i zupełnie mi to odpowiadało.

Pomysł jest w istocie genialny i gdyby nie parę rzeczy które mi trochę przeszkadzały byłbym zachwycony. Tak więc znowu, niestety, będę krytykował…

Pomysł jest genialny, lecz myślę, że bardzo trudny w realizacji. Trzeba bowiem było wymyślić wiarygodne, a jednocześnie niestereotypowe kreacje bohaterów – a to przecież sztuka nie lada.

Wszyscy uciekamy czasem trochę w stereotypy, bynajmniej nie dlatego, że je lubimy, lecz raczej dlatego, że posługiwanie się nimi jest zwyczajnie prostsze. Czytelnikowi zresztą często łatwiej uwierzyć w postać zbudowaną na kliszy, niż oryginalną kreację.

Wróćmy do twojego tekstu. Rad bym bardzo wiedzieć, jakiej kontynuacji życzyliby sobie czytelnicy? Przecież żadna kontynuacja nie byłaby tutaj możliwa. Co najwyżej mogłeś dorzucić więcej postaci. Dialogi i jakaś większa puenta są niepotrzebne i pewnie tylko osłabiłyby całe dzieło – jak i jego przekaz.

Pomysł jest bowiem w istocie genialny… :)

Co mi się nie podoba?

Zacznę od mniej ważnego. Drobną niekonsekwencją wydaje mi się część Iwony. Z całości można wnioskować, że wygląda atrakcyjnie i tak też się kreuje. Paznokcie ma umalowane. Dlaczego? Przecież taka kobieta, myśląca w taki właśnie sposób, starałaby się odciągać od siebie uwagę mężczyzn. Jeśli rzeczywiście byłą na tyle dobra, by nie zarażać kolejnych i żyć w celibacie, to zapewne ubierała by się w taki sposób by ukryć swą urodę. Na pewno nie malowałaby paznokci.

Spójrz Carvedilol, przecież i jej utrudniało to życie! Przecież ktoś mógł się nią zainteresować, a jej ciężko byłoby wtedy wybrnąć z tego z twarzą. Jeśli wyglądała atrakcyjnie, chcąc, nie chcąc, mogła wabić masę aeratorów, od których ciężko byłoby się wciąż odpędzać. Poza tym oni kusiliby ją by złamała postanowienie i nie bacząc na wszystko, oddała się rozpuście, zarażając kolejnych.

Sądzę więc, że taka Iwona ubierała by się celowo niemodnie i nieatrakcyjnie. Nie malowałaby paznokci itd. Mogłaby założyć duże okulary, choćby z zerowymi szkłami, włosy ułożyć w jakiś nudny wzór itd. A wtedy może większość mężczyzn nawet nie pomyślałaby o tym, że jest atrakcyjna.

To raczej jakaś brzydka kobieta, mogłaby myśleć z zazdrością, że gdyby miała takie ciało i figurę jak ona, to zrobiłaby się na bóstwo. A ta, głupia, marnuję urodę, przez to, że jest za tępa. Tak pewnie niesłusznie by ją oceniano.

Carvedilol napisał:
to miał być obraz, wytknięcie pewnej postawy, myślenia stereotypami, które często bywa niesprawiedliwe


Świetne założenia i widać je w tekście.
Moja krytyka ma jednak na celu pokazaniu ci, że sam nieświadomie również, podczas pisania, myślałeś trochę stereotypami.

Tak! Naprawdę uległeś stereotypom, co rzeczywiście często bywa niesprawiedliwe.

Mam tu namyśli przede wszystkim opis Katarzyny. Zdajesz sobie z tego sprawę, czy też nie, to niemal czysty stereotyp. Kobieta bita przez męża pijaka, dla której ratunkiem jest jedynie rozwód, jest stereotypem bardziej rozpowszechnionym, niż głupia blondynka – i bardziej niesprawiedliwym.

Jak ją przedstawiłeś: Oto głupia, „niegrzesząca inteligencją” Katarzyna, bita przez jeszcze głupszego męża alkoholika brutala. Myślisz Carvedilol, że ty ich sprawiedliwie oceniłeś?

O Iwonie piszesz w samych superlatywach: inteligentna, pracowita, sumienna… A biedną Katarzynę traktujesz po macoszemu.

Wykształcona, niezamężna, kobieta sukcesu jest inteligentna – czy to nie stereotyp?
Bita przez męża, niewykształcona, posiadająca wiele dzieci, nie grzeszy intelektem – czy to nie stereotyp?

Niesprawiedliwie osądzasz Katarzynę, że wzięłaby rozwód wcześniej gdyby nie była za głupia, lub biedna. Niesprawiedliwie patrzysz na jej męża, wciskając go w stereotypowe ramy tępego opoja.

To wszystko to przecież też stereotypy. Tak właśnie patrzy na taką rodzinę „z problemami” przeciętny Kowalski, niemający tak naprawdę, żadnego pojęcia co tam się dzieje.

A w rzeczywistości, często takie Katarzyny kochają swych mężów i są przez nich kochane. Ładnie piszesz o wirusie HIV, a co masz do powiedzenia o „bakcylu” C2H5OH?

Wyobraź sobie dramat człowieka rozpaczliwie walczącego z nałogiem; kochającego swą żonę i dzieci, jednak szalejącemu pod wpływem alkoholizmu. Bijącego żonę po pijaku i błagającego ze łzami o wybaczenie na trzeźwo. Usilnie starającym się rzucić picie i na powrót wracającego do nałogu. Robiącego wszystko by uczciwie pracować na swą rodzinę, a jednocześnie wciąż wywalanego z pracy za picie.

Wyobraź sobie inteligentną i współczująca Katarzynę, rozumiejącą dramat męża i starającą się go wspierać – nawet jeśli jest to trudne i nawet jeśli często, naprawdę boli. Czy ona i jej podobne zasługują rzeczywiście na ten stereotypowy osąd, który tutaj w opisie tak przytoczyłeś?

Łatwo wziąć rozwód i porzucić męża. Pewnie przecież alkoholik nie zasługuje na pomoc i współczucie! Nawet gdy takie kobiety w końcu na to się decydują, nie jest to tak stereotypowe ani proste, jak wielu się niestety wydaje. Rozwód to zawsze kiepskie rozwiązanie.

//
Bardzo fajnie, zrobiłeś, że Iwona wzięła Katarzynę za babcię. Ogólnie jednak nie ma takiego stereotypu, który mówi, że ktoś kto ma dzieci jest szczęśliwy w gnieździe rodzinnym. Stereotypowo raczej myślimy, że „kura domowa” musi być niespełniona i nieszczęśliwa.

Gdyby przeciętnej osobie pokazać starszą, ubogą, wyniszczoną kobietę, opiekującą się kilkoma dziećmi i bawiącej obrączką, chyba każdy stwierdziłby, że pewnie to jedna z tych których mąż jest pijakiem i bije dzieci. Wątpliwe by ktoś pomyślał, że jest szczęśliwa w gronie rodzinnym.

Już sama wielodzietność kojarzy się powszechnie z alkoholizmem i nędzą. Podobnie bieda, kojarzy się z przemocą w rodzinie. To bardzo krzywdzące uprzedzenia.

Carvedilol proszę przemyśl moje słowa na spokojnie, czy nie przyznasz mi racji?

///

Wszyscy chwalą kreacje lekarza – i mają rację! Piotr błyszczy w tym tekście jak diament. Genialna historyjka!

Dlaczego tak bardzo się on wyróżnia? Otóż jest zupełnie nietypowy i niespodziewany. Ludzie mogliby wymyślić tysiąc i jeden rzeczy jednak nigdy do głowy nie przyszłoby im to, co ty zaproponowałeś. Stereotypy nijak tego nie przewidują; mogą mówić tysiąc i jeden rzeczy na temat lekarzy, jednak nigdy nie coś takiego.

Przeciętny człowiek nie ma bladego pojęcia o trudzie reanimacji i wyobraża się, że doktor musi być bogaty i przez to szczęśliwy; nigdy samotny i grający w gry komputerowe. To bardzo niestereotypowa postać!

Gdybyś w podobny sposób przedstawił problemy wszystkich osób, byłby bezbłędny, niepodważalnie genialny, utwór.

Niestety wszyscy inni, to prawie to, co bez problemu mógłby wymyślić każdy na bieżąco:

Iwona z AIDS – AIDS kojarzy się głównie z narkomanią i biedotą, więc nie ma tu bezpośredniej kliszy i może szokować. Jednak w następnej kolejności po narkomanach o tą chorobę podejrzewa się właśnie urodziwe kobiety. Dlaczego tak jest? Kto wie, ale takie właśnie są stereotypy. Ogólnie jednak Iwona zaskakuje i spełnia swoją rolę, choć gdyby była bardziej zwyczajnego wyglądu, zaskoczenie byłoby większe.

Katarzyna z mężem – to jak pisałem czysty stereotyp, najgorszy punkt całej historii. Odwrotność Piotra; każdy „zna” takie historie.

Bartek z nerkami – może nie jest jakiś szczególnie typowy, ale też i nie oryginalny. Niezaprzeczalnym stereotypem jest to, że wsiąkamy w wirtualne życie bo nie mamy własnego. Każdy tak mówi: „Siedzi w Internecie, bo nie ma własnego życia”. Więc jest to trochę postać zbudowana na tejże kliszy. Poza tym znowu użyłeś choroby! Użycie infekcji po raz pierwszy (z Iwoną) zaskakuje (człowiek przypomina sobie o tej możliwości) lecz za drugim razem użycie tego samego chwytu, nie robi takiego wrażenia. Ponowne wyjaśnienie chorobą, to trochę jakby pójście na skróty i czytelnik się już tego trochę spodziewa. Do tego wychudzeni młodzieńcy bawiący się smartfonami, kojarzą się właśnie z chorowitością i tu więc blisko ci do stereotypu…

Marian z polem – nawet zaskakuje, bo jednak stereotypem jest, że rolnicy mają łatwo. Jednakże w moim odczuciu nie jest zbyt przekonywający. Jednak o rekompensatę za to co zniszczyły dziki, można się ubiegać… Ale to ciekawa postać.

Na tym kończę krytykę. Mam nadzieję Carvedilol, że nie sprawiłem ci nadmiaru przykrości. Wszak krytyka zawsze jest przykra, ale jednak czasem potrzebna… Przemyśl moje słowa na spokojnie.

////

Ogólnie, jak już mówiłem, opowiadanie bardzo mi się podobało. Zgadzam się tutaj z Miladorą, gdyż chyba ona najlepiej ujęła to co w tym tekście jest dobrego.

To świetny i godny polecenia każdemu, kawałek prozy. Mimo całej mojej krytyki, Carvedilol, gratulacje! :)

Naprawdę: chylę czoła. :)

Pozdrawiam serdecznie,
Ten Śmiertelny
Carvedilol dnia 16.05.2018 15:58
Dzięki

Jak widać sam utknąłem być może w stereotypach, często przyklejamy nieznajomym łatkę, nawet nie próbując zrozumieć drugiego człowieka.
Ciesze się, że podoba się postać lekarza. Z Iwoną Ten Śmiertelny zobaczyłes sprawę na odwrót. Pytasz dlaczego ładna itede... Tu masz pewnie rację, powinna była się "obrzydzić", żeby odstraszać, ale chyba to nie byłoby tak wiarygodne, ja jednak chciałem przedstawić stereotyp - piękna, mądra i bogata - taka na pewno ma dobrze, co ona może wiedzieć o problemach. Ty zaś zobaczyłeś postać jako stereotyp pacjenta z AIDS. No cóż, czasami najciekawszy jest odbiór tekstu przez innych, na który sam bym nie wpadł.
Z Marianem - jasne, na rekompensaty za dziki można czekać... i czekać... i czekać. I się nie doczekać. I to niestety nie opowiadanie. Ale gdybym ja włożył masę serca i pracy w rolę i jedna chwila by mi to zabrała, to nawet rekompensata pewnie by mi tego nie wynagrodziła - taka była moja myśl.

Za uwagi dziękuję.
Pozdrawiam serdecznie.
Carvedilol
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Silvus
25/05/2018 01:48
Nie bardzo czuję, o czym mówi podmiot liryczny. Niemniej,… »
allaska
24/05/2018 22:19
Się zalogowałam specjalnie, by koment napisać :) Bardzo… »
Zola111
24/05/2018 22:17
Pięknie przełożyłaś piękny wiersz, Lilu. Cwietajewa się… »
Returjusz
24/05/2018 21:11
Dziękuję za tę opinię. Które konkretnie miejsca, Pana… »
robert_augustyn
24/05/2018 19:18
Nie brzmisz moim zdaniem mentorsko, naturalnie raczej. Za… »
Silvus
24/05/2018 19:06
Mnie się to zdanie wydaje wyrwane z kontekstu.… »
Decand
24/05/2018 17:21
Coś gdzieś siadło i zjadło, trochę mnie to irytuje takie… »
pociengiel
24/05/2018 15:03
Dzięki za ślad. »
sheCat
24/05/2018 14:33
Niektóre brzmienia nachodzą - najbardziej myślenia/komputera… »
Abi-syn
24/05/2018 12:01
Witajcie Dziewczyny, witajcie Czytelnicy: U mnie jak… »
Darcon
24/05/2018 11:28
Takie drobiazgi w pierwszym akapicie, podkreślone… »
Jaga
23/05/2018 23:48
... tytuł przyciąga;) Od czegoś trzeba zacząć.… »
AntoniGrycuk
23/05/2018 23:46
Jago, Podobnie jak Ty, też wolę smutne rzeczy i chyba z… »
AntoniGrycuk
23/05/2018 23:41
Jago, Bardzo dziękuję za czytanie i opinię. I cieszy… »
Jaga
23/05/2018 23:29
Hej:) Tekst nie jest śmieszny za to trzyma w napięciu i… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 25/05/2018 00:10
  • Zapraszam do głosowania w Zaśrodkowaniu. Krzysztofie Konradzie - Ciebie także :)
  • mike17
  • 24/05/2018 18:48
  • Skoro Agniecha zachwala konkurs jako wielokrotna organizatorka, to jak dla mnie więcej nie trzeba.
  • Zachary Ann
  • 24/05/2018 15:03
  • Może po prostu podoba mu się inicjatywa. Don't know.
  • Krzysztof Konrad
  • 24/05/2018 14:43
  • Przez to odnosi się wrażenie, że nie pisze tu nikt poza przypominajkami. Przecież każdy widzi, że jest zaśrodkowanie. Po co o tym spamować?
  • Krzysztof Konrad
  • 24/05/2018 14:42
  • Mam takie pytanie. A już trochę tu jestem. Teraz mamy idealną sytuację. Akacjowa zachęca do inicjatywy w zaśrodkowaniu. Po co więc Gramofon pisze to samo?
  • Gramofon
  • 23/05/2018 13:20
  • Halo?! Halo?! Czy oddałeś/aś już swój głos na wiersze w zaśrodkowaniu? Nie, to nie odkładaj tego na ostatni moment tylko zrób to teraz ;)
  • mike17
  • 21/05/2018 21:11
  • Aga, gorrrrąco pozdrawiam :)
  • akacjowa agnes
  • 21/05/2018 20:44
  • Głosujcie w Zaśrodkowaniu#28. Nawet ja już to zrobiłam ;) Pozdrawiam
  • Gramofon
  • 21/05/2018 11:19
  • Dzień dobry!
Ostatnio widziani
Gości online:10
Najnowszy:Remkees5q
Wspierają nas