Zbyt długa gra w szachy - Drazan i Lorgan (Rozdział 4) - DanielKurowski1
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Zbyt długa gra w szachy - Drazan i Lorgan (Rozdział 4)
A A A
Od autora: Na gruzach ongiś potężnego imperium cztery obce sobie narody próbują odbudować dawną potęgę kraju. Młody cesarz zawiera niebezpieczny sojusz, który przyniesie za sobą niewyobrażalne konsekwencje. Potomek starożytnego ludu wyrusza w podróż po kontynencie podziwiając ruiny dawnej cywilizacji. Dawne zagrożenie budzi się do życia, a zapomniani bogowie ustawiają swoje pionki na szachownicy.
Klasyfikacja wiekowa: +18

Drazan, najstarszy syn Bratislava, siedział na kamieniu pod wysokim dębem i wpatrywał się w opadające liście. Małe sikorki siedzące na licznych gałęziach starego drzewa rytmicznie ćwierkały, a jesienny wiatr wiał coraz mocniej, mierzwiąc chłopakowi krótko ścięte włosy. Stojące w oddali konie parskały wypuszczając z pysków gęstą parę, a w powietrzu czuć było zapach starego lasu.

      Młody następca tronu Sklavinii skończył ostrzyć swój miecz i włożył go do skórzanej pochwy przy pasie. Następnie wstał z kamienia, otrzepał się i poprawił swój płaszcz z kreciej skóry, który dodawał mu dostojności. Niedawno skończył siedemnaście lat i był uznawany za dorosłego mężczyznę, jednak nie miał zarostu na twarzy, który chciał nadrobić za dużymi ubraniami ojca.

    Chłopak podszedł do brzegu małej rzeczki i patrzył jak jego stryj, Lorgan, stoi po kolana w ziemnej wodzie. Stryj Drazana był od niego starszy jedynie o pięć lat, więc oboje traktowali się jak przyjaciele lub też bracia. Jednakże każdy z nich miał zupełnie inny charakter. Byli jak ogień i woda. Drazan był energiczny i wybuchowy, a Lorgan spokojny i wyciszony. Pierwszy wolał walczyć mieczem i uganiać się za kobietami; drugi zaś wolał studiować losy dawnych bohaterów i słuchać nauk akkura Naydena. 

     Syn Bratislava różnił się od niego również wyglądem; miał przystojną twarz z dobrze zarysowaną szczęką i miał już dobrze zarysowane mięśnie - był zupełnie inny niż jego blady, chudy i chorowity stryj. Chłopak miał również piękne, szare oczy, które wyróżniały go na tle wszystkich przodków, którzy mieli je brązowe.Odziedziczył je swej po matce, która była szlachcianką z odległego Tyven. 

     Drazan i Lorgan z samego rana wyjechali za miasto, by móc złowić pływającą w tych wodach złotołówkę - rybę, której krew i śluz posiadają lecznicze zdolności. Tworzona maść uratowała już nie jedno życie w Orlim Grodzie. Z początku Drazan pomagał stryjowi, jednak łowienie ryb nie było jego mocną stroną. Był zbyt głośny i niecierpliwy, a każdy jego ruch płoszył ryby.

     Po dłuższej chwili czekania w milczeniu, Lorgan gwałtownie wbił kij w wodę mocno przy tym chlapiąc i wyciągnął wbitą na niego złotą rybę. Następnie wyszedł z wody i zrzucił złotołówkę na leżący obok Drazana mały koc.

     Młody książę jeszcze nigdy nie widział podobnej ryby. Była duża, jaskrawożółta, a jej krew miała nietypowy, ciemnozielony kolor. Płetwy złotołówki nie przypominały tych, które posiadają inne ryby - przypominały zlepek kilkunastu cienkich włosków, które nawet po śmierci ryby, ruszały się z pełną gracją. Lorgan zaczął oprawiać rybę, a krew i śluz przelał do małej fiolki. Ciało ryby wrzucił z powrotem do rzeki, gdyż było niejadalne, a fiolkę schował za pasem. Poprawił spodnie, włożył wysokie buty, a następnie zwinął koc i włożył go do torby przywiązanej do jego konia.

- Teraz możemy wracać do Orlego Grodu - oznajmi Lorgan wsiadając na konia. - Mam już wszystko czego potrzebowałem. Sądzę, że zdążymy wrócić przed obiadem i mszą chwalebną.

     Drazan również dosiadł  swego czarnego konia i ruszył polną ścieżką prowadzącą do stolicy Sklavinii. Chłodny wiatr wzmagał się coraz bardziej, a chmury bardzo pociemniały. Jadący obok niego Lorgan był dziś wyjątkowo małomówny, więc jego bratanek postanowił zacząć rozmowę.

- Sądzisz, że Cesarz Rotfried da mojemu ojcu koronę królewską? W końcu zgodził się przybyć do Sklavinii, więc chyba nie robi tego na próżno.

- Rotfried jest Świętym Cesarzem - odparł Lorgan. - I to nadanym z woli Herosów. Może robić wszystko to, co uważa za słuszne i wcale nie musi koronować Bratislava na króla, tylko dlatego, że ten chce mu dać jakąś pogańską księgę, którą Rotfried sobie zażyczył. Nigdy nie mieliśmy dobrych stosunków z Cesarstwem i nie sądzę, że tym razem będzie lepiej.

- Nie bądź aż tak pesymistyczny - rzekł Drazan, który spoglądał w ciemne obłoki chmur. - Ja uważam, że mój ojciec wkrótce zostanie królem z prawdziwą, złotą koroną, a nie jakimś srebrnym diademem. Potem przyjdzie pora na mnie i obejmę tron i koronę Sklavinii. Już wyobrażam sobie, co i z kim będę wtedy robić!

    Lorgan poczuł ukłucie w sercu na samą myśl o tym, że Drazan zostanie księciem, a może nawet królem. Uważał, że chłopak jest bardzo nieodpowiedzialny i zbyt gwałtowny by władać Sklavinią. Był też przekonany, że jego bratanek sobie nie poradzi z natłokiem obowiązków, które czekają króla.

Drazan po chwili spostrzegł, że Lorgan źle wygląda i poklepał go po ramieniu.

- Nie przejmuj się - rzekł uśmiechnięty. - Kiedy zostanę królem, ty będziesz moim królewskim namiestnikiem i będziemy rządzić razem. Jak prawdziwi bracia.

      ,,Oczywiście, ja będę wypełniać brudną robotę w cieniu, a ty będziesz uganiać się za kobietami i upijać się do nieprzytomności,,  - pomyślał Lorgan, jednak po chwili wyparł tą myśl i na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Zawsze kochał Drazana, który jako jedna z nielicznych osób darzyła go szacunkiem i miłością. Uznał, że jako bratanek chce dla niego dobrze.

Resztę drogi do stolicy przejechali w miłej atmosferze, śmiejąc się, rozmawiając i dyskutując o księstwie i kobietach.

      Gdy znaleźli się na wysokim wzgórzu, ujrzeli Orli Gród i stolicę w całej swej okazałości. Rezydencja rodziny Krall mieściła się na wysokim wale, który był pozostałością po starym Roemskim forcie. Wysoki kamienny mur oraz głęboka fosa tworzyły z niej twierdzę nie do zdobycia. Wewnątrz mury skrywał się potężny zamek z czerwonym dachem i kilkoma wysokimi wieżami. Do zamku dobudowano małą plebanię akkura Naydena oraz duży spichlerz wraz ze skarbcem. W dalszej części fortu znajdowała się książęca kuźnia i stajnia. 

     Miasto o tej samej nazwie zostało wybudowane u stóp zamku. Otaczało go z każdej strony tworząc ogromne koło. Wybudowane domy były jednak niskie i zrobione z drewna, a dachy niektórych były wykonane ze słomy - jedynie fundamenty każdego domy zostały zrobione z kamienia. Nieliczni możnowładcy budowali swe domy, sklepy, kuźnie i piekarnie w całości z kamienia, jednak stanowiły one zdecydowaną mniejszość. Jedynym wyróżniającym się budynkiem miasta była wysoka Kaplica Herosów, która została wybudowana przez księcia Miladina kilkadziesiąt lat temu, na wzór tej w Aramoor. Była jednak o wiele mniejsza i pozbawiona wszelakich bogactw. 

     Drazan i Lorgan przekroczyli bramę miasta chwilę przed południem. Powitał ich radosny harmider mieszkańców miasta. W centrum, tuż obok kaplicy znajdował się duży rynek, gdzie kupcy przekonywali o wspaniałości swych towarów, kobiety kroiły mięsa i piekły chleby, kowale kuli żelazne miecze i zbroje, a rycerze ojca przechadzali się po mieście pilnując porządku. Chłopcy zawsze uwielbiali Orli Gród i jego mieszkańców. Nie było drugiego tak przyjaznego miejsca na świecie, gdzie rzadko dochodziło do sporów, a ludzie żyli ze sobą w zgodzie.

     Jeden czarnoskóry mężczyzna pokazywał młodej matce z dzieckiem wisiorek z wielką muszlą w kształcie łapy psa. W mieście bardzo rzadko widywano obce twarze - jedynie kilku kupców z Wajmarskich Republik Kupieckich albo Kedywyn lub też Umiradien. Ubrani byli często w ciemnoniebieskie stroje z sześcioma złotymi gwiazdami Republik albo srebrnymi półksiężycami Umiradien. Sprzedawali różne towary od ciemnych ciasteczek z lukrem, przez egzotyczne zioła z Fardomasu, Maem i Vuvii, po dziwnie pachnące perfumy z Alaven i Umiradien. Niektórzy pokazywali pięknie zdobione suknie i płaszcze, a jeszcze inni zachwalali swe noże, których rękojeści były wykonane z kości Tytanów.

     Chłopcy w końcu przeszli przez całe miasto i znaleźli się na drewnianym pomoście prowadzącym do grodu. Dwaj strażnicy w czerwonych, utwardzanych skórach z wyszytym czarnym orłem otworzyli bramę wpuszczając ich do twierdzy. Zsiedli z koni i od razu podbiegł do nich Luka, który zajmował się wszystkimi książęcymi końmi w stajni. Ubrany był w ciemne spodnie i białą kamizelkę z szarą koszulką. Jego blond włosy jak zwykle były nastroszone i nieułożone.

- Książę Bratislav oczekuje was w swej komnacie - oznajmił Luka, która wziął oba konie za wodze. - Eee... to znaczy najpierw Drazana. Mówił, że to dosyć ważne.

     Drazan kiwnął głową i ruszył w stronę zamku książęcego, zostawiając Lorgana na dziedzińcu. Domyślał się, że może to mieć coś wspólnego z przyszłą wizytą Cesarza. Jego ojciec kompletnie stracił rozum dla tej wizyty.

     Komnata księcia Bratislava znajdowała się na samym szczycie największej wieży zamku. Był to duży pokój z kilkoma masywnymi meblami, szerokim łożem wyścielonym grubymi kocami, dębowym biurkiem, kamiennym kominkiem i dywanem z białego, niedźwiedziego futra z Froajanu - prezent od tamtejszego króla i szwagra Bratislava. W pomieszczeniu znajdował się tylko książę, który przez duże okno spoglądał jak jego młodszy syn, Radovan, ćwiczy strzelanie z łuku wraz z Goranem i Rodenem. Nie szło mu najlepiej. Szło mu wręcz tragicznie. Nawet z wieży było widać niezadowolenie chłopca, który robił się coraz bardziej nerwowy i zaczął biegać po placu z łukiem w dłoni, a za nim biegali wściekli Roden i Goran, którzy nie nadążali za nim. Istny potwór, nie dziecko.

Książę odszedł od okna i spojrzał na swego najstarszego syna. Ciszę przerywał jedynie trzask pękających gałązek w kominku.

- Chciałeś mnie widzieć, panie ojcze? - spytał cicho Drazan.

- Owszem. - Bratislav usiadł na krześle. Podrapał się po brodzie i podsunął Drazanowi list. - To z Galońskiego Kawer-Everdin. Tamtejsi magowie twierdzą, że Radovan posiada odpowiednie cechy i predyspozycje, które pozwolą mu kontrolować i poznawać magię. Poselstwo przybędzie kilka dni przed przybyciem Cesarza Rotfrieda. Dzięki Herosom pozbędziemy się go i nie będzie zakłócać wizyty tak znamienitych gości.

- Nie rozumiem - Drazan odłożył list na biurko. - Danie mu kontroli na magią, to jak danie podpalaczowi pochodnię, a mordercy nóż. On się przecież do tego nie nadaje! Pozabija wszystkich wokół siebie.

- Dla wszystkich będzie lepiej, jak chłopak wyjedzie z miasta na dłuższy czas. Jest zbyt agresywny i nikt na nim nie panuje. Nawet ja. Zaczerpnąłem rady akkura Naydena, i powiedział mi, że w Kawer-Everdin nauczą go pokory i spokoju. Wtedy wróci do Sklavinii i będzie ci pomagać w rządzeniu. W niemal każdym Galońskim dworze jest mag, który doradza lordom i baronom, więc nie widzę powodu, dla którego my też nie możemy korzystać z jego usług. 

- Nie sądzisz, że ludzie mogą to źle odebrać? Wiara Herosów i Wielki Akkur potępiają nielegalne używanie magii przez magów z Kawer-Everdin. Znowu będą ci wytykać pogańskie praktyki i herezje.

- Ha, też mi coś! Cesarz Rotfried posiada maga na swym dworze, Król Radigis z Galonii posiada maga na swym dworze, nawet moja siostra, Dragomira korzysta ze starej wyroczni na Froajanie! Nie wspominając o Aelarze i Metehanie, którzy na pewno korzystają z magicznych usług. Poza tym magia jest dziś bardzo słaba i niedługo całkiem zaniknie. Trzeba z niej korzystać póki można.

- Ciotka Dragomira przybędzie do Orlego Grodu na wizytę Cesarza? - spytał nagle zaciekawiony Drazan, który zapewne bardziej myślał o jej córce, Ingid. - Dawno u nas nie była.

- Jest zbyt zajęta królowaniem na Froajanie, odkąd jej mąż, Fragmir Gruby umarł. Choć jestem pewien, że przybędzie na moją koronację, gdyż zawsze mi to obiecywała.

- A więc to pewne? Przed wyjazdem nad Krwawy Most też tak mówiłeś i wyszło jak zwykle.

- Ale tym razem mam coś, co bardzo pragnie Rotfried i jego dziadek. Jest to stara, święta księga. Pod Krwawym Mostem znaleźliśmy ciało młodego ekspedytora, który najpewniej zawoził ją do Alaven i Aelara.

- A co jest takiego specjalnego w tej księdze? Rozumiem, jakby to był rzadki Czarny Metal z Kedywyn albo Niebieskie Szkło z Fraycji. Ale stara książka?

- Książka, która ma ponad tysiąc lat i pochodzi z czasów przed wojną z Tytanami, a jest zapisana w runach starszych, niż Nowa Roemia.

-  Mhm, Rozumiem - skłamał Drazan. -  Wciąż jednak nie wiem, po co mnie tutaj wezwałeś. Chyba nie chciałeś tylko rozmawiać o Radovanie i tej księdze.

- Ach tak,  prawie zapomniałem. - Bratislav wyjął zmiętą kartkę. -  Dostałem dziś drugi list od Cesarza Rotfrieda. Obiecał, że ożenisz się z jego kuzynką, Sigune. Pochodzi z Tyven i jest najmłodszą córką Helmera III, który z kolei jest szwagrem twojej matki. To niezwykle wielki zaszczyt mieć Króla Helmera w rodzinie, który dysponuje największą armią Świętego Cesarstwa i doradza Rotfriedowi.

Drazan nie wiedział co powiedzieć. Zawsze wiedział, że ojciec znajdzie dla niego żonę, jednak chłopak wolał skupiać się na zabawie, piciu i walce niż na zakładaniu rodziny. Wciąż jednak myślał o pięknej Ingid z Froajanu i o swoich przygodach, które planował przeżyć z przyjaciółmi.

- I tak długo z tym zwlekaliśmy, Drazanie. - dodał Bratislav. - Sigune, to podobno najpiękniejsza dama w całym Świętym Cesarstwie. Na pewno ci się spodoba. Poza tym to twój obowiązek i nie możesz narzekać. Wielu mężczyzn chciałoby być na twoim miejscu.

- Czy to wszystko? - spytał Drazan, który starał się ukryć zdenerwowanie. - Mogę już iść? Umówiłem się wcześniej z Luką.

- Tak, jesteś wolny - odparł Bratislav. - I powiedz mojemu bratu, by tutaj przyszedł. Jest mi do czegoś potrzebny.

     Drazan kiwnął głową i wyszedł z chłodnej komnaty ojca. Głęboko westchnął i zszedł po stromych schodach. Następnie wyszedł z zamku i udał się w kierunku plebanii Naydena, gdzie najpewniej znajdował się Lorgan. Na zamkowym dziedzińcu usłyszał krzyki kilku mężczyzn i soczyste porcje przekleństw. Radovan.

- Co się znowu stało? - spytał Rodena, kiedy tylko go dostrzegł. Roden był wysokim i szczupłym mężczyzną w wieku Bratislava. W jednej dłoni ściskał łuk, a w drugiej włosy młodego Radovana, który wierzgał jak dziki koń. - Co on znowu zrobił?

- Próbował zastrzelić dwie służki wychodzące z pralni, a Luka dostał w ramię - powiedział Vukasim. - Psy myśliwskie twojego ojca nie miały tyle szczęścia. - pokazał Drazanowi ciała psów, które zabierali służący księcia. - Teraz zabieram go do Bratislava, póki jeszcze mam cierpliwość. Może on zrobi z nim porządek.

Drazan zrobił mu przejście w drzwiach zamkowych, a sam udał się prosto do domu akkura.

      Tak jak przypuszczał, Lorgan pomagał akkurowi w przygotowywaniu maści ze złotołówki. Pomieszczenie było bardzo duże, lecz niemal całkowicie puste. Na małym łóżku leżał Luka z wbitą strzałą w ramieniu, a przy długim stole na którym leżały liczne dzbanki, fiolki i książki miotał się akkur Nayden. Był on mężczyzną około pięćdziesięciu lat, jednak nigdy nie zdradził swego prawdziwego wieku. Był ubrany w ciemną szatę z kapturem, a jego puste oczodoły przykrywała srebrna opaska. Na szyi miał zawieszony łańcuch ze złotym słońcem, które zamiast promieni, miało dwanaście małych mieczy. Akkur był najmądrzejszą osobą jaką Drazan w życiu spotkał i nie wyobrażał sobie życie na dworze książęcym bez niego.

- Dodaj trochę piasku Nauteńskiego i gotuj przez dziesięć minut - polecił Nayden Lorganowi, który trzymał woreczek z piaskiem. - Ja postaram się zatamować krwawienie. 

- To chyba nie najlepsza pora, ale ojciec kazał ci przyjść do jego komnaty - Drazan próbował przekrzyczeć jęki Luki. - Ale widzę, że teraz nie masz czasu.

- Może iść - powiedział Nayden. - Mogę sobie poradzić sam, jeżeli książę Drazan raczy pilnować gotującej się maści.

Lorgan odszedł od stołu i zaczął wycierać ręce mokrą szmatką. Następnie podciągnął rękawy i podszedł do Drazana.

- To nic trudnego, wystarczy obserwować, a gdy zacznie kipieć, ściągnąć z ognia - Lorgan wytarł pot z czoła. - Resztą zajmie się akkur.

Następnie Lorgan wyszedł z plebanii i udał się do wieży Bratislava. Drazan stanął przy małym glinianym garnuszku i patrzył, jak ciemnozielona ciecz bulgocze i paruje. Jej smród był nie do zniesienia.

***

      Lorgan patrzył na Radovana, który był przywiązany do drewnianej kolumny. Chłopiec miał wściekłą minę, jednak nic nie mówił. Patrzył się w pusty kominek i przygryzał dolną wargę. Miał dopiero czternaście lat, jednak w rzeczywistości wyglądał na starszego. Wszyscy mówili, że z wyglądu przypominał młodego Bratislava, jednak jego charakter pozostawiał wiele do życzenia. Jego ojciec czasem myślał, że jego żona znalazła to dziecko w lesie, a nie sprowadziła na świat ze swego łona.

- Dobrze, że już jesteś - powiedział Bratislav i pokazał Lorganowi grubą księgę w skórzanej oprawie. - Chciałbym, żebyś to dla mnie przetłumaczył. To bardzo stare runy, ale wydaje mi się, że kiedyś je studiowałeś.

      Chłopak zdziwił się przyjaznym nastawieniem Bratislava. Zawszy był dla niego szorstki i nigdy nie zwracał na niego uwagi - no chyba że akurat czegoś potrzebował. Przez większość życie traktował go jak niepotrzebnego bękarta. Uznał jednak, że nie będzie się tym przejmować i po prostu zrobi to, czego jego brat chce. Wziął więc księgę do ręki i spojrzał na wygrawerowany tytuł. Nie czytał run od wielu lat, więc minęło trochę czasu, zanim coś sobie przypomniał.

- Cóż - zaczął. - Zdaje mi się, że tu jest napisane Historia Stara i Nowa. Ale chyba z błędem, bo jedna runa wygląda inaczej niż powinna.

       Lorgan otworzył księgę i zaczął ją wertować. Był wielce zdziwiony, kiedy Bratislav powiedział, że księga pochodzi z czasów przed Herosami. Kartki nie były stwardniałe i wciąż białe, a atrament wyglądał całkiem świeżo. Zupełnie jakby była spisana wczoraj.

      Niestety, Lorgan nie potrafił niczego więcej odczytać, bowiem runy nawet w małym stopniu nie przypominały tych, których uczono go w Galameth. Księga miała jednak o wiele więcej do zaoferowania. Chłopak oglądał obrazy i rysunki mieczy, toporów i łuków sprzed tysięcy lat. W dalszej części znalazł plany jakiegoś miasta - być może Aramoor - oraz dziwny rysunek pokazujący siedem dużych kul, z których sześć znajdywało się na owalnych pierścieniach. Tylko jedna znajdowała się poza pierścieniami i była pomalowana na złoto. 

      Chłopak chciał przeczytać opis, gdyż kilka run wydawało mu się znajomych, jednak przerwał, gdy z kamiennego kominka wydobył się głośny huk i świst, a znajdujące się tam drewno zajęło się wielkim i dzikim ogniem. Gorąc ognia był wyczuwalny nawet na drugim końcu alkowy. Bratislav zerwał się z biurka, by sprawdzić, czy coś się nie zapaliło. Lorgan odłożył księgę na biurko i spojrzał na Radovana. Chłopiec patrzył wściekłym wzrokiem na kominek, płakał, a z dolnej wargi leciała mu krew.

***

- Nigdy nie pytałem, bo ojciec mówił, że nie wypada - Drazan obserwował, jak akkur smaruje ranę Luki zieloną maścią. - ale jak możesz coś widzieć bez oczu? Skąd wiesz gdzie leży kubek lub fiolka, albo co jest napisane w książce?

- Paradoksalnie brak oczu dał mi prawdziwą wizję - powiedział uśmiechnięty akkur. - Droga Herosów pokazuje nam wszystko to, co widzi normalny człowiek, jednak jest to trochę inne. Mogę powiedzieć jaki masz kolor oczu i włosów, panie, jednak nie dalej nie wiem jak dokładnie wyglądasz. Mogę spoglądać na księgę i wiedzieć co jest w niej napisane, jednak nie potrafię przeczytać ani jednego wyrazu. Gdy się skupię potrafię dostrzec maleńkie elementy pływające w powietrzu. Potrafię zobaczyć nagie ciało Luki oraz jego wnętrze - każdy mięsień i każdą kość.

- Hej! Nie chcę żebyś teraz na mnie patrzył - powiedział przerażony Luka. - W szczególności nie patrz mi się na...

- Uwierz mi chłopcze, nie ma na co patrzeć - powiedział akkur i wyjął igłę ze swego rękawa. - A jeśli przeszkadza ci moja obecność, mogę cię nie zszywać i czekać aż się wykrwawisz.

- No dobra - powiedział Luka i głęboko westchnął. - Rób co trzeba.

- Jakim cudem? - spytał zaciekawiony Drazan.

- Nie wiem - odparł Nayden. - Nikt nie wie. A poza tym jakie to ma znaczenie? Tak jest i już. Nie ma co się w tym zbytnio interesować. Nikt nigdy nie pozna woli i tajemnic Herosów.

     Akkur zaszył ranę Luki i owinął go małym bandażem. W tym samym czasie do plebanii akkura weszła matka Drazana, Danja, oraz jego młodsza siostra, Nevena. Obie księżniczki wyglądały niemal identycznie, miały długie, kręcone, brązowe włosy i piękne szare oczy. Ubrane były w zielone suknie, a Nevena miała na głowie wianek utkany z polnych kwiatów. Trzynastoletnia dziewczynka stanęła jak wryta i patrzyła się na Lukę, który zakładał swą koszulkę. Jej matka zasłoniła jej drobną twarzyczkę i przeczekała aż Luka wyjdzie z pomieszczenia.

      Gdy wychodził, wpadł na księżną Ado, matkę Lorgana i macochę Bratislava. Drazan oraz cała Drużyna Bratislava mówiła o niej, że jest oblubienicą demonów i córką Tytanów, a kiedy nikt nie słyszał - starą i wredną kurwą. Była najstarszą osobą w rodzinie książęcej i najbardziej znienawidzoną. Miała ciągle ten sam surowy wyraz twarzy i prawie nigdy się nie uśmiechała, a jak już, to tylko wtedy, gdy Drazan wypuści miecz z ręki podczas walki albo spadnie ze swego konia. 

     Kobieta spojrzała na Lukę swoimi zimnymi, niebieskimi oczyma. Chłopak spuścił wzrok i szybko wybiegł z plebanii licząc na to, że stara księżna wkrótce o tym zapomni. Ado przewróciła oczami i podeszła do akkura.

- Wierni już czekają, akkurze - powiedziała cicho Ado. - Msza chwalebna powinna zacząć się już pół godziny temu.

- Jak widzisz pani, byłem trochę zajęty - Nayden zaczął wycierać swe dłonie umazane w krwi Luki. - Za pięć minut będę gotowy. Proszę o trochę cierpliwość.

     Ado kiwnęła lekko głową i posłała Drazanowi nienawistne spojrzenie. Zawsze uważała, że to Lorgan powinien zostać księciem Sklavinii, a nie Drazan. Nigdy się z tym nie pogodziła i zawsze szukała powodu do zwady. Oskarżała chłopaka o rzeczy, których nie zrobił, jednak Bratislav nigdy jej nie wierzył. Kobieta nigdy nie dawała za wygraną i zawsze robiła z igły widły.

     Następnie odwróciła się z pełną gracją rozrzucając swe blond loki i wyszła z plebanii. Danja podeszła do syna i złapała go za rękę. Była bardzo ciepła i gładka. Chłopak głęboko westchnął i rzekł:

- Matko, nie chcę znowu iść na mszę. Chciałem pojeździć z Luką na koniach, a poza tym jestem bardzo głodny.

- Wszyscy idziemy i nie widzę powodu, żebyś ty nie szedł. Obiad zjemy po mszy, a Luka jest ranny i nie może jeździć konno. No już, idziemy.

     Kobieta pociągnęła syna za rękę  i wszyscy udali się w stronę Sklavińskiej kaplicy Dwunastu Herosów.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
DanielKurowski1 · dnia 22.03.2018 18:40 · Czytań: 119 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 4
Komentarze
Darcon dnia 22.03.2018 19:24
Muszę przyznać, że jest lepiej. Czyta się płynniej, choć są jeszcze niezręczności w tekście.
Cytat:
Dra­zan, naj­star­szy syn Bra­ti­sla­va, sie­dział na ka­mie­niu pod wy­so­kim dębem i wpa­try­wał się w le­ni­wie opa­da­ją­ce li­ście. Małe si­kor­ki sie­dzą­ce na licz­nych ga­łę­ziach sta­re­go drze­wa śpie­wa­ły swe pta­sie pio­sen­ki, a je­sien­ny wiatr wiał coraz moc­niej, mierz­wiąc chło­pa­ko­wi krót­ko ścię­te włosy. Sto­ją­ce w od­da­li konie lekko par­ska­ły wy­pusz­cza­jąc z py­sków gęstą parę, a w po­wie­trzu czuć było za­pach sta­re­go lasu.

Młody na­stęp­ca tronu Skla­vi­nii skoń­czył ostrzyć swój miecz i wło­żył go do skó­rza­nej po­chwy przy pasie. Na­stęp­nie wstał z chłod­ne­go ka­mie­nia, otrze­pał się i po­pra­wił swój płaszcz z kre­ciej skóry, który do­da­wał mu do­stoj­no­ści. Nie­daw­no skoń­czył sie­dem­na­ście lat i był uzna­wa­ny za do­ro­słe­go męż­czy­znę, jed­nak nie miał za­ro­stu na twa­rzy, który chciał nad­ro­bić za du­ży­mi ubra­nia­mi ojca.

Czy liście mają wpływ na tempo swojego opadania? Nie. Więc tak naprawdę nie mogą opadać ani leniwie, ani pracowicie.
Wiesz, ptaszki śpiewające ptasie piosenki...
Dlaczego lekko? A ma to znacznie? W ogóle lekko nie bardzo tyczy się mowy. Czy można mówić lekko lub mocno? W pewnych kontekstach, gdy ważne jest O CZYM mówimy. Ale dźwięki (głosy) mogą być głośne lub ciche.
Kamienie na ogół są chłodne, po co pisać o oczywistościach?

Jak widzisz, jeszcze sporo jest małych potknięć. Nie zmienia to faktu, że widzę progres.
Pozdrawiam.
DanielKurowski1 dnia 22.03.2018 20:32
Bardzo dziękuję za komentarz. Poprawiłem błędy i na przyszłość będę uważać. Wiele czytam i uczę się pisać i liczę, że będzie coraz lepiej.
StalowyKruk dnia 22.03.2018 22:12
Nie mogę się doczekać chwili, gdy akcja zacznie się naprawdę rozkręcać. Na razie to chyba wciąż wprowadzenie? Nieźle się czyta, ale wydaję mi się, że nadużywasz słów "które", "który". Niby nic, ale trochę przeszkadza.
No to by było na tyle. Wracam do czekania na następny rozdział ;)
DanielKurowski1 dnia 22.03.2018 22:17
Staram się wprowadzić czytelnika w fabułę, aby nie czuł się zagubiony i przytłoczony nowościami, które będą ważne. Ponadto staram się wzbudzic sympatię bohaterów, by czytelnik mógł wybrać swego ulubieńca i razem z nim wędrować po moim wykreowanym świecie :D
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zola111
23/07/2018 00:21
AJW, dziękuję Ci bardzo. Pozdrawiam, z. »
BlueRiver
22/07/2018 23:54
Pewnie. :) A więc tak: 'nie rusza' - to tak jak… »
Silvus
22/07/2018 23:26
A odpowiesz mi na moje wątpliwości, Blue? :) »
BlueRiver
22/07/2018 23:08
Dziękuję za pomoc i za budujące słowa :) Pozdrawiam :) »
ajw
22/07/2018 22:29
Wiktorze - masz rację, "spragnione pocierania"… »
Silvus
22/07/2018 22:13
Niech będzie, że prosty, lśniący niby też, ale jednak dla… »
Niczyja
22/07/2018 22:06
al-szamanko , Cieszę się niezmiernie z tak pozytywnego… »
Silvus
22/07/2018 22:00
Ciekawe słowo. "nie rusza" w sensie: nie… »
Lilah
22/07/2018 21:59
Tak pięknie o kobietach, że dech zapiera. Zastanawiam się… »
Wiktor Mazurkiewicz
22/07/2018 21:12
Z wielką przyjemnością przeczytałem. Ale to chyba sztuką… »
Florian Konrad
22/07/2018 21:05
dziękuję- w całości. :) »
AntoniGrycuk
22/07/2018 20:46
Hej, Gdyby to był fragment książki, to ok, ale jak na… »
AntoniGrycuk
22/07/2018 20:38
Przeczytałem, ale nie porwało mnie. Ani cały tekst, ani… »
AntoniGrycuk
22/07/2018 20:20
Hej, No, ja nie chciałbym takiego sufitu, bo każdy byt,… »
Wiktor Mazurkiewicz
22/07/2018 18:21
Zabiłaś mi solidnego ćwieka, gdyż kiedyś zarzucono mi brak… »
ShoutBox
  • Fuksiarz
  • 19/07/2018 07:45
  • Hejka, jak widzicie mój nowy wiersz? Wprowadziłem poprawki, raczej wiedzę, którą nabyłem dzięki podzieleniu się komentatora przy wcześniejszym moim wierszu w komentarzu, dziękuję : )
  • mariaczekanska
  • 18/07/2018 23:26
  • Silvus - dokładnie tak, że przydatne dla czytelnika :)
  • allaska
  • 18/07/2018 22:01
  • dziś poczytałam o niepełnosprawnym dziecku pewnej znanej poetki. straszne myślę sobie... a poetka wysyła mi zdjęcie chorego synka i z uśmiechem pisze: zobacz jaki słodziak, no wzruszające kurka wodna
  • allaska
  • 18/07/2018 21:59
  • pada. i pada. dziś zabawa- dziecka stopa nadepnęła na kretowisko, z kolejnego kretowiska wytrysnęła woda. wzlatywały jeden za drugim w górę wodne wulkany. płonę. dzięki dziecku dotarłam do jądra :)
  • Silvus
  • 18/07/2018 21:53
  • Content-marketingowe? W sensie, przydatne? Będę pisać, jeśli coś mi przyjdzie do głowy. Dziękuję. :) :)
  • mariaczekanska
  • 18/07/2018 20:57
  • Ale fajnie, poradnikowe. Mocno content marketingowe Silvus. Good job. Pisz dalej.
  • Silvus
  • 18/07/2018 19:15
  • Mario, dziękuję. :) Nie nazywałbym tego blogiem, ot, luźne przemyślenia.
  • Silvus
  • 18/07/2018 16:54
  • Chciałbym pochwalić się, że wreszcie udało mi się stworzyć coś jak blog (całość po angielsku): [link] :) Tematyka: głównie programowanie. Zresztą nie wiem, czy jeszcze coś napiszę.
  • Silvus
  • 18/07/2018 02:48
  • @all, no mnie smaku narobiłaś, aczkolwiek nie lubię chyba cukinii, zresztą nie wiem. Co do oszukania, to trudno mi powiedzieć.
Ostatnio widziani
Gości online:14
Najnowszy:domki
Wspierają nas