Gnębiciele i krzywdzeni (tytuł roboczy - do wymiany) Rozdział 8 - Kazjuno
Proza » Długie Opowiadania » Gnębiciele i krzywdzeni (tytuł roboczy - do wymiany) Rozdział 8
A A A
Od autora: Dalszy ciąg kilkuwątkowej powieści - którą ktoś określił - sensacyjnym kryminałem historycznym. I właśnie taka definicja, bardzo przypadła mi do gustu.
Chyba już wsponiałem o swoich - zapewne wygórowanych - ambicjach wygłaszania wykładów z historii. Staram się pokazywać wydarzenia z lat powojennych zgodnie z prawdą historyczną. Czy mi się to udaje? Nie wiem - tu powinni wypowiedzić się rzetelni historycy.
Oczywiście nie piszę podręcznika historii. Co najwyżej uzupełniającą lekturę - mogącą wspomóc zrozumienie tamtych trudnych czasów.
Już przed pierwszym rozdziałem wyjaśniałem, że staram się tworzyć przekaz jak potrafię najatrakcyjniej. Więc nie mało u mnie seksu i przemocy, mordobić, a nawet morderstw.
Taki przekaz forsują producenci z Hollywood. Przecież masowy widz najchętniej ogląda hity typu: Rambo, Rocky Balboa, Parszywa dwunastka, czy bardziej współczesne ocekające krwią dzieła: Pedro Almodovara lub Scorsese.
A w nich pełno krwi, zapachu wystrzelonych pocisków, zmasakrowanych truposzy.
Prawie jak u Kazajuno, który ma być może chorobliwe aspiracje napisania książki, która adaptowana na scenariusz do ruchomego kina, może przyciągnie sporo widzów zdziwionych, że i na naszych ziemiach działy się sceny jakby żywcem wyrwane z westernów.
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

Rozdział 8  Wejść w łaski ubeków

 

    Po zaaresztowaniu i długo ciągnących się przesłuchaniach na UB w Domu Śląskim, Alicję Kędziołek vel Złotą Alę przewieziono do więzienia Św. Michała na ulicę Senatorską 3. 

W samochodzie więźniarce razem z Alą przyjechała odziana w czarny kostiumowy uniform SS Niemka - była szefowa centrali telefonicznej przy esesmańskich koszarach na ulicy Rajskiej. Nowe pensjonariuszki wzbudziły zainteresowanie zarówno więźniów jak i służby więziennej.

Już w czasie przesłuchań na UB Złota Ala dowiedziała się, że nie ma szans wywinąć się od stryczka. O zbrodniczej roli jaką odgrywała w Auschwitz, więźniowie dowiedzieli się od klawisza, którego brata zamordowano w Oświęcimiu.

    Kończył się marzec 1946 roku, robiło się coraz cieplej. Złota Ala wraz z esesmanką i jedenastoma kobietami odbywały przechadzkę na świeżym powietrzu, gdy na spacerniaku usłyszano krzyk z okna jednej z najwyższych cel dawnego klasztoru zamienionego na więzienie.

    - Ta blondyna, to oświęcimska kapo!

    Ala stanęła jak sparaliżowana, po czym ruszyła udając, że wywrzeszczane słowa nie dotyczą jej osoby.

    - Ty! Morderczyni! Nie udawaj niewiniątka! – dalej pokrzykiwał ktoś z okratowanego okna trzeciego piętra.

    Kobiety na spacerniaku stanęły i zaczęły się sobie przyglądać.

    - To ta – prostytutka o budowie atletki wskazała na przerażoną Alę. – Pod celą masz wpierdol, pięknisio – dodała groźnym tonem.   

 

    Zamiana słów w czyn rozpoczęła się, po krótkim zmaganiu, do którego doszło już w celi. Prostytutka, początkowo zaskoczona bokserskimi ciosami zadanymi przez oświęcimską kapo, przez moment była zamroczona. Jednak otrząsnęła się jak pies strzepujący z sierści wodę i zaatakowała   Złotą Alę bodąc ją głową w brzuch. Tak udało jej się przedrzeć do półdystansu i rozpocząć zapasy w czym okazała się lepsza. Wywróciła i przygniotła obfitym cielskiem kochankę Jurka Wołczeckiego, wypracowując wygodną pozycję do zadawania ciosów.

    - Ziabij tom eśeśmańśką kulwe! – krzyknęła wychudzona złodziejka pozbawiona zębów.

    Ala zaczęła tracić przytomność już po pierwszych otrzymanych ciosach, które teraz rozbłyskiwały jej w głowie niczym eksplodujące granaty.

    - Jeszcze dam jej trochę po ryju, a potem kurwę uduszę – na chwilę dysząca prostytutka obróciła się w stronę bezzębnej złodziejki, nie przestając miarowo grzmocić Złotej Ali po twarzy i głowie.    

     Jeszcze parę chwil i oświęcimska kapo niechybnie wyzionęłaby ducha, gdyby nie przechodzący korytarzem klawisz. W więzieniu mówiono na niego „ruski amant”, bowiem znane były jego niewybredne metody wykorzystywania co ładniejszych więźniarek. Właśnie zainteresowany był celą, w której siedziała ponętna oświęcimska kapo. Snuł już plan jak w nocy wywabić ją z celi, dać jej posmakować dobrej kiełbasy, spoić wódką, po czym jeśli będzie stawiała opór, to przyłożyć parę razy i zmusić do zdjęcia majtek. Zanim zaglądnął do środka przez judasz zdziwił się docierającym z celi odgłosem przypominającym ubijanie tłuczkiem schabowych kotletów. 

    - Kurwa mać! – krzyknął patrząc przez wizjer.

    Nerwowo otworzył celę i zepchnął ze świeżo przybyłej więźniarki mocarną prostytutkę dokonującą samosądu. Zmasakrowaną Złotą Alę przeniósł  z pomocą kolegi na oddział szpitalny, gdzie po trzech dniach odzyskała przytomność.

   Gdy po raz pierwszy dotknęła swojej zwykle wypielęgnowanej twarzy, przez moment wydało się jej, że dotknęła fragmentu obcego ciała, przypominającego krągłość miękkiego pośladka. Doznała szoku, gdy pielęgniarka podała jej lusterko.

    - To nie może być. Gdzie, kurwa, moja uroda? – powiedziała niewyraźnie, bo usunięto jej korzeń po złamanym przez prostytutkę zębie.

    Po dwóch dniach od powrotu do świadomości Ala miała jeszcze zawroty głowy, gdy zdecydowano się przeprowadzić ją do innej  celi. Korytarzami o łukowych sklepieniach sufitu konwojowała ją młoda strażniczka i gdy weszły na drugie piętro z naprzeciwka nadeszli dwaj funkcjonariusze służby więziennej. Zalatywało od nich wódką.

    - Zaczekaj no Iruchna – zwrócił się do funkcjonariuszki więziennej ten przezywany „ruskim amantem”.

    Zatrzymał strażniczkę chwytając ją za przedramię.

    - To ta z Oświęcimia, co ją uratowałem? – zapytał z trudem rozpoznając siną i obrzękłą twarz Ali. – No widzisz hitlerowskie ścierwo – zwrócił się do przestępczyni, przed pobiciem wyróżniającej się urodą spośród innych więźniarek. – Jeszcze parę dni temu miałem na ciebie chrapkę, a teraz? Z takim oszpeconym szamotem nie zechce cię wyruchać nawet pies z kulawą nogą.

    - Czego się czepiasz? Przecież ma na czym siedzieć i czym oddychać – odezwał się drugi klawisz, lubieżnie wodząc wzrokiem po biuście, biodrach i nogach ledwo potrafiącej ustać Ali. – Nie musisz jej od razu „ten tego” w obitą buziuchnę. 

    - Idziemy – pociągnęła młoda strażniczka ofiarę brutalnej prostytutki. – Świnie się ochlały i tylko jedno w chamskich głowach – dorzuciła jakby do siebie.

    - Wsadź se miedzy drzwi a framugę – warknęła Ala, odwracając się do klawiszy.

    - Oj Irusiu, Irusiu, buntujesz nam nasz skromny harem. Nieładnie, nieładnie. Zamiast się dąsać wypiłabyś z kolegami wódeczkę.  

    - Jeszcze czego… i może potem dała dupy? – odpowiedziała  głośno strażniczka.

    Konwojowana więźniarka przyglądała się prowadzącej ją kobiecie.

    - Muszę przyznać, że pani, pani Ireno, mimo tego parszywego munduru jest piękną kobietą – wygłosiła komplement.

 

***

 

    Do przebiegłości, czyli uknucia błyskotliwych pomysłów, jak zaplątywać pajęczynę, by móc omotać Ognia, Sprytnemu potrzebne było szczęście. Przedtem, dzieląc się planami z majorem Pachcicem, ożywiony kawą pobudzającą szybsze generowanie cwaniackich forteli, zawieszał na chwilę głos. Przeżywał chwile zwątpień i w tych krótkich momentach docierały do niego ponure przypuszczenia, że jego pomysły są zbyt ryzykowne i ich realizację może przypłacić życiem. Nie chciał jednak, by siedzący przed nim zwierzchnik pomyślał, że są niewykonalne, więc ponawiał temat. Przystojny ubek w stopniu majora, uosabiał ostatnią nadzieję, która mogła dać szansę na uratowanie kochanki przed stryczkiem. Mimo, że rozmówca był przedstawicielem pogardzanej w duchu władzy, zdecydowanie go polubił. Zdawał sobie sprawę, że nikt inny, a właśnie ten facet, którego oczy połyskiwały iskrami odwagi, był też ryzykantem przekonanym o sensowności jego propozycji. Jurek miał prawie pewność, że gdyby plany się powiodły z pomocą majora Pachcica, mógłby wyciągnąć Złotą Alę na wolność. 

    Do Nowego Targu nie pojechał zaproponowanym mu przez majora willysem. Wolał nie zwracać na siebie uwagi.. Wiedząc, że mogą go obserwować ludzie donoszący Ogniowi, wybrał pociąg.

    Rodzinę złodzieja Walentino – noszącego nazwisko Czereśniak – we wsi Waksmund znało wielu.

 

    - Taki elegant i zadaje się z tymi łapciuchami? – zdziwiła się sprzedawczyni w sklepie winno cukierniczym, który Jurek Wołczecki zamierzał złupić wraz ze swoją bandą w Boże Ciało minionego roku. – Dobrze pan idziesz to ten dom pod lasem. Tylko nie radziłabym panu tam wchodzić. Ony od pary dni już piją, wtedy przeważnie leją się nożami. Od takich to lepiej z daleka.

    - Dziękuję za radę. Jeszcze poproszę o pół literka.

    „Wyglądam na jakiegoś maminsynka? Czy co"?– pomyślał Sprytny dochodząc do zaniedbanej rudery.

    Gdy zbliżył się do progu domu, nagle zgrzytnęły otwierające się wrota.

    - Coś ty za jeden? Szukasz guza frajerze? – ryknął przygarbiony typ z tygodniowym zarostem i przekrwionymi oczami, który pojawił się w ciemnej czeluści wejściowego korytarza.

    „ Musiał mnie widzieć jak szedłem od strony sklepu.”.

    - Mieszka tu Waldek Czereśniak? Walentino? – dorzucił Jurek widząc, że pijak się zawahał. – Garowałem z nim pod celą, na Montelupich, był moim waflem.

    - To było dawno. Skąd mogę wiedzieć, czy teraz nie jesteś kurwą i nie kapujesz?

    - Za takie słowa należy ci się w baniak – nienawistnie warknął Jurek, lecz się opanował.

    Jego reakcja musiała wzbudzić respekt pijusa, bo wprawdzie zgiął nogi w przyczajeniu, lecz patrzył na przybysza z ciekawością.

    - Odpuszczę ci, bo mnie nie znasz – zmienił Jurek ton na pojednawczy. – Przynieś jakieś szkło – wyciągnął zza pazuchy butelkę, uderzył w dno i flaszka wypluła korek.

    - Nie ma szkła, potłuczone. Daj łyka, bo się rozlecę.

   Teraz Wołczecki zobaczył, że przygarbiony gospodarz z rękawa wysunął duży rzeźnicki nóż i odłożył na parapecie okna. Kiedy sięgał po butelkę jego dłoń trzęsła się jakby dostał silnego ataku febry. 

   Z powrotem na kolejowy dworzec do Nowego Targu, dojechał okazją w szoferce ciężarówki wiozącej długie pnie ściętych świerków. Już w pociągu, gdy dojeżdżał o zmroku do Zakopanego, poczuł nieznośne suszenie w gardle i lekki ból głowy. Dokuczał kac po wypitej wódce. „Zbawiłaby mnie butelka piwa” – chciał już wstąpić do dworcowej restauracji. „Nie, napiję się już w Morskim Oku” – postanowił ruszając w stronę Krupówek. Tam miał urzędować „najsłynniejszy z naszej złodziejskiej rodziny” – jak go określił nieogolony rozmówca z którym opróżnił flaszkę – starszy brat Walentino. W znanej z opowieści restauracji, mieszczącej się na parterze hotelu zbudowanego w stylu zakopiańskim, odbywał się dancing. Grał zaskakująco dobry kwartet jazzowy, wprawiając Jurka Wołczeckiego w osłupienie. Aranżowane na jazzową rytmikę znane argentyńskie tango Besame Mucho swą ekspresją wywołało w Jurku dreszcze. Poczuł się jak dawno temu we Lwowie, gdy z wytwornie ubranym przyjacielem ze szkoły złodziejskiej, weszli na dancing do hotelu Georges. „Zupełnie jak przed wojną, miałem wtedy jakieś szesnaście lat – niespodziewanie ogarnęła go sentymentalna refleksja – Boże, już tak długo nie żyje Jasny Lolo” – przypomniał sobie noszącego znakomicie na nim leżące garnitury przyjaciela - lwowskiego złodzieja.

    Szybko otrząsnął się ze wspomnień. Przybył tu z ryzykowną misją. Walentino – słynny doliniarz i farmazon[1] – nie kłamał. Sądząc po twarzach i stylu ubierania się, klientela w Morskim Oku nie wyglądała na hołotę, której było coraz więcej w krakowskich restauracjach i kawiarniach. Schodzący się do Morskiego Oka ludzie mieli inteligentne twarze i szykowne ubrania. Jego uwagę zwróciła efektowna blondynka, ze znakomitym wyczuciem rytmu wyginająca na parkiecie ciało obciśnięte srebrzącą się sukienką. Jej partnerem, wokół którego wykonywała półpiruety, był zgrabny o lalkowatej urodzie młodzieniec w angielskim battledresie. Jurek wykupił bilet wstępu i poprosił o posadzenie go przy narożnym stoliku, skąd mógł obserwować całą restaurację. Z prawej strony mieścił się szereg okien werandy, z których widział ludzi wstępujących po schodkach do restauracji.

    Jeśli mógł myśleć o tak potrzebnym łucie szczęścia, aby wcielać w życie pomysły snute przy ubeku Pachcicu, to łaskawość losu spotkała go po szybkim opróżnieniu kufla grzanego piwa. Rozchodzące się po ciele ciepło oraz zaspokojenie nieznośnego pragnienia, poprawiło mu samopoczucie. Zobaczył mężczyznę energicznie pokonującego schody. Coś go tknęło. Za moment przy wejściu rozległo się szurgotanie nóg.

Jurek poderwał się z krzesła. Nie chciał wierzyć oczom. „To on”! Do środka restauracji usiłował wejść Walentino. Miał siniaka pod lewym okiem i wprawdzie ubrany był w drogi garnitur, jego rozpięta pozbawiona krawata koszula wyglądała na wymiętą, a włosy były zmierzwione.

    - No nie… mam nadzieję, że nie wpuszczą tego wariata, znowu będzie chciał się bić – usłyszał Jurek głos brunetki z sąsiedniego stolika.

    - My tu nie potrzebujemy awanturników! Pan tu nie wejdzie! Ja to panu udowodnię – podniósł głos jeden z dwóch cerberów sprzedających bilety na dancing. Złapał usiłującego wejść za rękę.

    Poderwał się drugi cerber i chwycił Walentino za drugie ramię.

    - Pan jest pod wpływem alkoholu. Nie wpuszczamy osobników w stanie nietrzeźwym. Panno Krysiu! Panno Krysiu! – krzyczał dancingowy bileter do kelnerki oddalającej się w stronę bufetu. – Proszę zadzwonić po milicję.

   - Już dzwonię – przyspieszyła kroki dziewczyna w ludowym góralskim stroju. 

   - Jesteście robactwem, małymi insektami. Nie macie pojęcia kim jestem, wy nędzne kreatury, niegodne wyczyścić mi butów – oburzał się Walentino.

   - Zaraz pojedziesz na komisariat – tam już chyba wiedzą, kim jesteś. Będziesz śpiewał baranim głosem. 

    „Muszę mu pomóc” – z krzesła poderwał się Jurek Wołczecki.

Wbił palec w niezaszytą do końca wewnętrzną część kieszeni marynarki, gdzie pod warstwą podszewki ukrył legitymację oficera UB i po rozpruciu słabiutkiego szwu wyrwał ją ruszając w stronę szarpiących się mężczyzn.

    - Komenda Wojewódzka, Urząd Bezpieczeństwa! – ryknął na cerberów. – Proszę go puścić – machnął im przed oczami dokumentem opatrzonym własnym zdjęciem. – Aresztuję go – dodał chwytając przedwojennego towarzysza z celi za przegub nadgarstka i zaczął go pulsacyjnie zaciskać.

Walentino, mimo że lekko pod gazem, natychmiast rozpoznał Wołczeckiego.

    - Czereśniak, idziemy. Tylko bez kawałów – warknął Jurek puszczając do kolegi dyskretnie oko. – Samochód stoi za rogiem.

    Cerberzy się odsunęli z ogłupiałymi wyrazami twarzy.

    - A ty!... – krzyknął Walentino w stronę parkietu. – Jeszcze będziesz mnie błagał o litość i łaskę!

    - Możesz mi skoczyć na wacka – odkrzyknął przystojniak w brytyjskiej bluzie tańczący z blond pięknością.

    Jurek zdziwił się. Teraz zauważył, że partner seksownej tancerki, poniżej wojskowej bluzy opatrzonej na naramienniku naszywką Poland, ma przypiętą do pasa płócienną kaburę wraz z oficerskim rewolwerem Smith – Wesson.  

 

    Chwilę później dawni współlokatorzy celi przeskoczyli ulicę Krupówki i skręcili w zaułek między murowane domy. Walentino przystanął i przez parę sekund nasłuchiwał zbliżającej się bryczki. Pociągnął Jurka za rękaw.

    - Chodź tu do cienia. Te skurwysyny jadą po mnie.

    - No, jakby nie ja, twój stary wafel, to by cię zgarnęli – powiedział wypełniający ubecką misję Wołczecki i ruszył za kolegą.

    Stukot kopyt kłusujących koni i turkot nadjeżdżającego powozu był coraz bliższy.

    - Poszczęściło to się tobie – przyciszonym głosem odezwał się Walentino, gdy znaleźli się w półmroku. – Popatrz – wskazał ruchem głowy przejeżdżającą w oświetleniu ulicznej lampy dorożkę.

    W bryczce siedzieli dwaj rośli górale uzbrojeni w sowieckie automaty, a trzeci, powożący końmi, w poprzek kurtki miał przewieszoną, połyskującą iskrami złocistych łusek, taśmę amunicji.

    - Co to za jedni? Milicjanci?

    - Milicjanci, milicjanci, ale nie ci co myślisz. To ludzie Ognia. Masz waflu więcej szczęścia niż rozumu. Jakby dopadli tajniaka z UB… i to jeszcze z komendy wojewódzkiej, to od razu kulka w łeb albo pętelka na grubej gałęzi.

    - Słyszałem, że Ogień opanował prawie całe Podhale, ale za wyjątkiem Zakopanego i Szczawnicy.

    - To źle słyszałeś. Zakopane jest w jego łapach.

 

 

[1] Przestępca elokwentny, potrafiący omamić ofiarę sugestywną narracją.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kazjuno · dnia 05.04.2018 15:53 · Czytań: 162 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 7
Komentarze
AntoniGrycuk dnia 05.04.2018 22:55
Hej, Kazjuno,

To do rzeczy:

Po dwóch dniach od powrotu do świadomości Ala miała jeszcze zawroty głowy, gdy zdecydowano się przeprowadzić ją do innej niż poprzednio celi.

Ja bym tu usunął słowa "niż poprzednio". W końcu wiadomo w domyśle, w jakiej celi była.

Chwytając strażniczkę za przedramię, zatrzymał ją ten przezywany „ruskim amantem”.

To zdanie mi nie brzmi. Czy na pewno o to Ci chodziło, co jest w zdaniu? Bo ja to rozumiem: chwycił strażniczkę za ramię, a zatrzymał Alę. Tyle że zatrzymując ją, musiał zatrzymać też strażniczkę.

Wsadź sej miedzy drzwi a framuge – warknęła Ala, odwracając się do klawiszy.

1: sej czy se? 2: powinno być framugĘ.

- Muse przyznać, że pani, pani Ireno, mimo tego parszywego munduru jest piękną kobietą – wygłosiła komplement.

Muse - bo sepleniła? A jeśli tak, to dalej i wcześniej powinno być tak samo.

Jurek miał prawie pewność, gdyby plany się powiodły z pomocą majora Pachcica, mógłby wyciągnąć Złotą Alę na wolność.

Chyba uciekło ci "że" po pierwszym przecinku. A druga sprawa, że przecinek chyba jest nie w tym miejscu. A może: ...gdyby plany się powiodły, z pomocą majora Pachcica mógłby wyciągnąć... ?

W znanej z opowieści restauracji z hotelem odbywał się dancing.

Dancing odbywał się z hotelem? :)

Jej partnerem, wokół którego wykonywała pół piruety, był zgrabny o lalkowatej urodzie młodzieniec w angielskim battledresie.

Z tego co wiem, ale mogę się mylić, pisze się: półpiruet - razem.

To chyba tyle.

Pozdrawiam
Kazjuno dnia 06.04.2018 09:23
Drogi Antosiu.
Jak poprzednio, jestem Ci wdzięczny za trud, który włożyłeś znajdując i wypisując z mojego tekstu nieprawidłowości.
Naniosłem korekty i największy problem miałem z onomatopejami dotyczącymi seplenienia.
Po paru przymiarkach zrezygnowałem z prób zniekształcania głosu Złotej Ali.
Jedynie napisałem:
Cytat:
- To nie może być. Gdzie, kurwa, moja uroda? – po­wie­dzia­ła nie­wy­raź­nie, bo usu­nię­to jej ko­rzeń po zła­ma­nym przez pro­sty­tut­kę zębie.

Oświęcimska zbrodniarka jeszcze trochę "namiesza" w dalszych częściach mojej powieści i tam mówi już poprawnie. (Kolegą moim był sprawozdawca sportowy, który mimo braków w uzębieniu występował w telewizyjnych audycjach).
(Wystarczy seplenienie bezzębnej złodziejki zagrzewającej potężną prostytutkę do samosądu nad piękną oświęcimską kapo).

Wybacz, Antosiu, że na razie solidnie się nie wziąłem za "Władcę mojego czasu". Ale poza korektami, nie mam ostatnio czasu nawet na własną twórczość, bo zajęty jestem sprawami zarobkowymi.

Życzę Ci miłego dnia i serdecznie pozdrawiam, Kj
AntoniGrycuk dnia 06.04.2018 11:55
Nie przejmuj się "Władcą" za bardzo. Ja nie czytam Twojego, abyś Ty musiał czytać moje :)

Pozdrawiam
Ania_Basnik dnia 06.04.2018 14:23
Dobrze mi się czyta i mam wrażenie, że wszystko komponujesz bardzo filmowo, jak scenariusz filmu. Pisałeś, że byłeś związany zawodowo, więc to chyba zostaje we krwi :)
Nie chcę się czepiać drobiazgów, ale Kazjuno proszę, zerknij jeszcze raz w te zaznaczone fragmenty;
Cytat:
przy­je­cha­ła odzia­na w czar­ny ko­stiu­mo­wy uni­form SS Niem­ka - była sze­fo­wa cen­tra­li te­le­fo­nicz­nej przy es­es­mań­skich ko­sza­rach na ulicy Raj­skiej.

raczej miała więzienny uniform, wątpię aby była w mundurze, bo to już po wojnie, ale sprawdź to Kazjuno, ok?
Cytat:
więź­nio­wie do­wie­dzie­li się od kla­wi­sza, któ­re­go brata za­mor­do­wa­li w Oświę­ci­miu Niem­cy.
podkreślone można by wyrzucic, wiadomo, kto mordował.

Cytat:
pięk­ni­siu

to odnosi się do faceta, tu powinno być - pięknisio, laluniu
Kazjuno dnia 06.04.2018 15:57
Droga Aniu.
Bardzo dziękuję za celne uwagi. Też cieszę się, że powieść Cię wciąga. Uwagę o filmowym komponowaniu poczytuję sobie także za komplement. Tak, pisałem scenariusze do swoich filmików, też pisałem długi scenariusz o zwierzętach do bajki dla dzieci.

Zakwestionowałbym jedynie Twoją pierwszą uwagę. Czytałem o życiu w więzieniu Św. Michała i wiem, że więźniowie i (nieliczne) więźniarki ubrani byli w ubrania, w których zostali aresztowani. Jedynie żołnierzy AK czasem poniżano, każąc im nosić mundury poniemieckie. Raz na 2 tygodnie wszyscy otrzymywali z pralni świeżą bieliznę, bo obawiano się rozprzestrzeniania chorób zakaźnych.

Dwie poniższe uwagi są bardzo celne i natychmiast je naniosłem.

Jeszcze raz serdeczne dzięki i uściski wraz z pozdrowieniami, Kj
purpur dnia 18.04.2018 12:28
Witaj,

kolejna część już za mną :)

Bardzo obrazowo napisane, cały czas coś się dzieje, niema pustych przelotów słownych. Odnosze jednak wrażenie, że albo się przyzwyczaiłem, albo coraz lepiej to Tobie wychodzi :)

Dobrze poprowadzona historia. Ponownie czytało się to dobrze.

Uwag brak :) Tak. Wyobraź sobie, że brak :)
Tak, też się sobie dziwię :p

Pozdrawiam,
Pur
Kazjuno dnia 18.04.2018 12:57
Bardzo Purpurze się cieszę z Twojej wizyty. A że podoba Ci się ta historia, to dla mnie ogromny komplement.

Serdecznie Pozdrawiam, Kj
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
BlueRiver
22/07/2018 23:54
Pewnie. :) A więc tak: 'nie rusza' - to tak jak… »
Silvus
22/07/2018 23:26
A odpowiesz mi na moje wątpliwości, Blue? :) »
BlueRiver
22/07/2018 23:08
Dziękuję za pomoc i za budujące słowa :) Pozdrawiam :) »
ajw
22/07/2018 22:29
Wiktorze - masz rację, "spragnione pocierania"… »
Silvus
22/07/2018 22:13
Niech będzie, że prosty, lśniący niby też, ale jednak dla… »
Niczyja
22/07/2018 22:06
al-szamanko , Cieszę się niezmiernie z tak pozytywnego… »
Silvus
22/07/2018 22:00
Ciekawe słowo. "nie rusza" w sensie: nie… »
Lilah
22/07/2018 21:59
Tak pięknie o kobietach, że dech zapiera. Zastanawiam się… »
Wiktor Mazurkiewicz
22/07/2018 21:12
Z wielką przyjemnością przeczytałem. Ale to chyba sztuką… »
Florian Konrad
22/07/2018 21:05
dziękuję- w całości. :) »
AntoniGrycuk
22/07/2018 20:46
Hej, Gdyby to był fragment książki, to ok, ale jak na… »
AntoniGrycuk
22/07/2018 20:38
Przeczytałem, ale nie porwało mnie. Ani cały tekst, ani… »
AntoniGrycuk
22/07/2018 20:20
Hej, No, ja nie chciałbym takiego sufitu, bo każdy byt,… »
Wiktor Mazurkiewicz
22/07/2018 18:21
Zabiłaś mi solidnego ćwieka, gdyż kiedyś zarzucono mi brak… »
Silvus
22/07/2018 18:00
"szczegóły". Nie wiem, to jest takie… pełne,… »
ShoutBox
  • Fuksiarz
  • 19/07/2018 07:45
  • Hejka, jak widzicie mój nowy wiersz? Wprowadziłem poprawki, raczej wiedzę, którą nabyłem dzięki podzieleniu się komentatora przy wcześniejszym moim wierszu w komentarzu, dziękuję : )
  • mariaczekanska
  • 18/07/2018 23:26
  • Silvus - dokładnie tak, że przydatne dla czytelnika :)
  • allaska
  • 18/07/2018 22:01
  • dziś poczytałam o niepełnosprawnym dziecku pewnej znanej poetki. straszne myślę sobie... a poetka wysyła mi zdjęcie chorego synka i z uśmiechem pisze: zobacz jaki słodziak, no wzruszające kurka wodna
  • allaska
  • 18/07/2018 21:59
  • pada. i pada. dziś zabawa- dziecka stopa nadepnęła na kretowisko, z kolejnego kretowiska wytrysnęła woda. wzlatywały jeden za drugim w górę wodne wulkany. płonę. dzięki dziecku dotarłam do jądra :)
  • Silvus
  • 18/07/2018 21:53
  • Content-marketingowe? W sensie, przydatne? Będę pisać, jeśli coś mi przyjdzie do głowy. Dziękuję. :) :)
  • mariaczekanska
  • 18/07/2018 20:57
  • Ale fajnie, poradnikowe. Mocno content marketingowe Silvus. Good job. Pisz dalej.
  • Silvus
  • 18/07/2018 19:15
  • Mario, dziękuję. :) Nie nazywałbym tego blogiem, ot, luźne przemyślenia.
  • Silvus
  • 18/07/2018 16:54
  • Chciałbym pochwalić się, że wreszcie udało mi się stworzyć coś jak blog (całość po angielsku): [link] :) Tematyka: głównie programowanie. Zresztą nie wiem, czy jeszcze coś napiszę.
  • Silvus
  • 18/07/2018 02:48
  • @all, no mnie smaku narobiłaś, aczkolwiek nie lubię chyba cukinii, zresztą nie wiem. Co do oszukania, to trudno mi powiedzieć.
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:domki
Wspierają nas