Cztery ściany absurdu # 13 - Felicjanna
Proza » Przygodowe » Cztery ściany absurdu # 13
A A A

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Rozdział VI - Lulu i nie tylko

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

 

Hrabina odmówiła finansowania przez niego czegokolwiek co Suzi dotyczy i James jechał pod wieczór do karczmy z funduszami od niej. Pod drzwiami także zastał, zgodnie z umową, Kontoma i wręczając mu pieniądze, zalecił oddanie ich Rutasowi przy świadku, najlepiej karczmarzu albo jego żonie. Zaznaczył, że będzie ich pilnował i lepiej, żeby go nie zmuszali...

W środku, ku swemu zdziwieniu, zauważył Lulu. Dziewczyna w knajpie nie była widokiem niespotykanym, niemniej widoczna i jak myślał, niewinna zażyłość Lulu i pastora, kłóciła mu się z obrazem jej, siedzącej z mężczyznami przy karczmianym stoliku. Tymczasem tak to wyglądało, a plus do wizerunku mógł dodać jedynie fakt, że nie była przy tym stoliku niewiastą jedyną.

Kiwnął jej głową, przechodząc obok i rozsiadł się wygodnie przy barze. Zamówił coś do picia, otrzymał „swój” trunek i poprosił zaskoczoną karczmarzową, o zaniesienie do stolika zajmowanego przez dwójkę kontrahentów garnca piwa na jego koszt. Jak okazało się już w chwilę później, nie kombinowali. Kontom wyrecytował przy właścicielce lokalu zasugerowaną przez Jamesa formułkę: „Suzi za młoda jeszcze”, pieniądze przeszły z ręki do ręki, a James spojrzał w końcu w miejsce, przyzywające go czymś intrygującym.

Kobieta miała ciemne włosy, była w wieku nieprzekraczającym trzydziestki i właśnie się obie z Lulu głośno z czegoś śmiały. Podczas gdy towarzyszący im czterej mężczyzni zachowywali stropioną powagę.

Pomyślał, że wesołość dotyczy ich, nadal jednak nie rozumiał, dlaczego coś go ciągnie do tego stolika. Dopiero kiedy siedząca bokiem nieznajoma, jakby wyczuwając jego zagapienie się na nią, zwróciła do niego roześmianą twarz, zrozumiał, co go tak drażni. W jej uzębieniu tkwiła złota koronka, widoczna tylko podczas szerokiego uśmiechu, a potęgującym irytację był fakt, że zupełnie jej nie szpeciła.

Musiał mieć przy tym wystarczająco głupią minę, bo zaraz popatrzyły z Lulu na siebie i śmiały jeszcze głośniej i już wybitnie z niego. A w chwilę potem zamarły.

Do lokalu weszło trzech, oficjalnie ubranych mężczyzn. Nietrudno było się domyślić, że reprezentują władze. James, z racji ich ogorzałych twarzy, obstawił pracę na wolnym powietrzu, a więc Urząd Celny. Ręce mieli wolne, ale palce dłoni przypominały szpony drapieżnych ptaków, jakby gotowe w każdej chwili do pochwycenia czegoś w garść. I w tym wypadku zapewne broni, o czym świadczyły wybrzuszenia w okolicach pasów.

— Niech nikt się nie rusza! — zakrzyknął najbardziej wysunięty do przodu, lecz Lulu była szybsza i zanim skończył mówić, nie tylko znalazła się przy Jamesie, ale i zdążyła mu szepnąć: „Przysługa".

— A kim ty jesteś, przybłędo, coby mi tu gadać takie...?! — wyrzuciła mu w twarz, czkając bezczelnie. — Jam porzondna jest dziewka i nie takim, nie wiadomo com przylajzłym...! — Czknęła ponownie, zataczając się i próbując wgramolić na stołek obok.

Nie wiedział, czy śmiać się, czy wściekać, ale gdy przyszła mu do głowy raczej neutralność, a nie współpraca z Lulu, najwyraźniej kogoś ochraniającą, napotkał wzrok „Złotozębej".

Nie było to spojrzenie przestępczyni ani kombinatorki, lecz bardziej zatroskanej matki bądź siostry albo żony, a tymczasem śniada gęba Jamesa robiła za wabik idealnie. Celnicy ruszyli pośpiesznie ku niemu. Wszyscy trzej, niczym jednorodna banda kretynów, zarabiając natychmiast u niego na miano urzędasów.

To była chwila, krótkotrwały, głupi odruch, ale James zarejestrował z uznaniem, że wystarczająco długa. Mężczyzna siedzący przy patrzącej na Jamesa w napięciu kobiecie potrzebował niewiele, by bezszelestnie wstać od stołu i równie cicho opuścić karczmę. Jeżeli istniało dla niego niebezpieczeństwo przebywania na zewnątrz innych celników, to okazało się, że owszem, lecz było ich tylko dwóch i co dotarło do wiadomości obecnych później, poradził sobie z nimi równie bezgłośnie.

Kobieta popatrzyła na niego z wdzięcznością, a on uświadamiał sobie właśnie, że pomógł najprawdopodobniej jakiemuś przestępcy. I patrząc na Lulu z niekłamaną złością, liczył, że uciekinier jest jedynie jakimś przemytnikiem, a nie zbójem czy nawet mordercą.

Wszystko dla małej Suzi, która i tak tego nie doceni, najprawdopodobniej rozpoczynając kolejny płaczliwy dramat. Tym razem pod tytułem: „Nawet ostatnia łajza w Hrabstwie mnie nie chciała!”

Obiecując sobie rozważniejsze szastanie obietnicami do wyświadczania przysług, oczekiwał w spokoju działań celników.

>>><><<<

Ku uldze jego sumienia, okazali się nieuprzejmi.

Wysłuchał w spokoju oratorskich popisów na temat tortur, jakimi są poddawani Hiszpanie, ale obmacywania go bez zadania mu przynajmniej standardowego pytania dotyczącego tożsamości, już nie zniósł.

— Uwierzcie mi, cipki — poinformował lekceważąco — jeżeli mnie tkniecie, nie tylko zadrzecie z hrabiowskim domem, gdzie jestem zatrudniony, ale wkurzycie mnie osobiście...!

Celnicy cofnęli się. Chociaż niespecjalnie przestraszeni, to wzmianka o arystokracji dała im do myślenia. Lubili swoją pracę, a na potknięcie i każde zwolnione miejsce, czekało pięćdziesięciu sępów.

— Nie jestem przybłędą, jak twierdzi ta pijana osóbka — dodał, wskazując Lulu.

— Czym...? — Wiodący celnik napotkał wzrok Jamesa. Był doświadczony wystarczająco, by dostrzec, że nie widzi przerażonego przestępcy. Coś mu się nie zgadzało, bo na szpiega osobnik był za młody, a jego pewność siebie nie wyglądała na wytrenowaną. — Czym pan, tam się zajmuje? — zapytał już grzeczniej.

James zarejestrował już podczas wejścia, obecność w karczmie dwóch spośród byłych stajennych: bratanków Jenny.

— Rozglądam się. Sprawdzam, czy w domu hrabiowskim nie przebywają niepożądani osobnicy — odpowiedział, patrząc w kąt sali. Celnicy poszli za jego wzrokiem. — I usuwam robactwo... — Tamci pospuszczali głowy, ale jeden zaraz ją uniósł.

— Niesprawiedliwie nas! — uważał płaczliwie. James się roześmiał.

— Coś podobnego! Łajza umie mówić...! — W karczmie zarechotano. — Szkoda, że tak późno, ale przynajmniej już wiecie, że milczenie i trzymanie strony kutafona, w życiu nie zawsze popłaca!

Celnicy zdążyli jeszcze zapytać byłych stajennych o potwierdzenie tożsamości i słów Jamesa, gdy do środka wpadło dwóch ich kolegów.

— Ktoś nas ogłuszył! — poinformowali.

>>><><<<

Z godzinę zeszło im na próbach dowiedzenia się czegoś od gości karczmy, ale i niczego się nie dowiedzieli. Nie ulegało wątpliwości, że jeśli nawet znalazłby się jakiś chętny do współpracy, to nie zamierzał zostawać kapusiem na oczach wszystkich. James, pozostawiony w spokoju, zgłodniał i zamówił coś do stolika. Lulu bezczelnie wkręciła mu się do towarzystwa. Nie zaoponował.

— Kim jest tamten? — zapytał.

— Jaki, tamten...? — Udawała głupią, dodając na jego spojrzenie, rzucane ukradkiem na nieznajomą. — Nie dla psa i tak dalej...

Hmychnął i dał sobie spokój. Lulu „wytrzeźwiała”, ale dotrzymując mu towarzystwa, nie odmawiała sobie procentowego poczęstunku i co go zaskoczyło, cała sytuacja najwidoczniej nie spodobała się karczmarzowi.

— Czymś tu przyjechał, James? — Byli z Gordonem na ty, chociaż na pytanie o imię żony, odpowiedź zabrzmiała: „Moja”, co jak James przypuszczał, imieniem nie było.

— Bryczką.

— Celnikom możesz się postawić, ale co zrobisz, jak gliny każą ci dmuchać?

— Konstable?

— Autostrada blisko, drogówka zagląda... — Brzmiało to sensownie, ale James przeczuwał, że nie o to mu chodzi. Zresztą Lulu zaraz to potwierdziła.

— Nie wyjdę z nim. Nie będę mu psuła opinii... — Alkohol robił swoje, zabrzmiała żałośnie. W Jamesie zaś obudziła się natychmiast potrzeba kolejnego otwarcia nad kimś opiekuńczego parasola.

Właścicielka złotej koronki wyszła zaraz po zniknięciu celników, razem ze swoim towarzystwem. Nie podeszła do niego, ale posłała mu podziękowania oczami. Lulu wlewała zaś w siebie wino bez opamiętania i James wiedział, że pomimo dezaprobaty malującej się na obliczu karczmarza, musi ją odwieźć do domu.

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Cdn.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Felicjanna · dnia 06.04.2018 22:09 · Czytań: 105 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 5
Komentarze
Darcon dnia 08.04.2018 09:04
Dużo masz jeszcze tych części, Felicjanno? Uważam, że dla każdego jest w jakiś sposób frustrujące, gdy pod tekstem nie pojawiają się komentarze, ale tak często się dzieje przy kilkunastu rozdziałach. Nie chcę Cię odwodzić od publikacji, w żadnym wypadku. :) Ale feedback dostaje się najszybciej i najczęściej dla pojedynczych utworów. Wszystko zależy, po co publikujemy. :)
Jeśli chcemy uczyć się pisać, to trzeba dostosować się do wymagań "klienta" (czytelnika), a ten czyta najczęściej pojedyncze rzeczy i - krótkie. Dłuższe formy będzie czytać jeśli autor ma już jakąś "renomę". W innym wypadku czytają (długie opowiadania) ludzie z TWA, sporadycznie, zabłąkany czytelnik. ;)
A najlepiej, jeśli publikuje się w miarę krótkie utwory i dużo, ale to dużo komentuje innych. Wtedy nie ma co się bać o TWA i odzew pod własnymi tekstami jest prawie pewny. To takie moje spostrzeżenia z kilku ostatnich lat.
Pozdrawiam. :)
AntoniGrycuk dnia 08.04.2018 14:52
Hej,

Co do treści, sensu, nie będę się wypowiadał, bo czytam odcinki wyrywkowo.
Natomiast:
Cytat:
Je­że­li ist­nia­ło dla niego nie­bez­pie­czeń­stwo prze­by­wa­nia na ze­wnątrz in­nych cel­ni­ków, to oka­za­ło się

Że nicy "przebywania na zewnątrz innych celników"? A można przebywać wewnątrz nich? :) Ja dałbym inną kolejność: przebywania innych celników na zewnątrz.
Cytat:
— Uwierz­cie mi, cipki — po­in­for­mo­wał lek­ce­wa­żą­co — je­że­li mnie tknie­cie, nie tylko za­drze­cie z hra­biow­skim domem, gdzie je­stem za­trud­nio­ny, ale wku­rzy­cie mnie oso­bi­ście...!

Ja tu bym dał znów inną kolejność, byłoby, wydaje mi się, logiczniej: jeżeli mnie tkniecie, nie tylko wkurzycie mnie osobiście, ale zadrzecie z ... Oczywiście to moje subiektywne zdanie.
Cytat:
— Nie­spra­wie­dli­wie nas! — uwa­żał płacz­li­wie. James się ro­ze­śmiał.

Uważał płaczliwie? Co to znaczy? Bo to jest dialog, a tu nagle didaskalia mówią, że "uważał"... Nie rozumiem.
Cytat:
— Ktoś nas ogłu­szył! — po­in­for­mo­wa­li.

Kłóci mi się wykrzyknik ze słowem: poinformowali.

To chyba tyle.
Pozdrawiam
Felicjanna dnia 08.04.2018 20:11
Darcon napisał:
Dużo masz jeszcze tych części, Felicjanno?
- wiesz, jak to zabrzmiało? :) Napisanych siedem, a planów nie mam. Właściwie jestem tak zawalona robotą, że już nie oczekuję komentarzy. Sama nie komentuję, więc i nie wymagam tego od innych.
Sprawdzam, czy ktoś czyta- wygląda na to, że tak i to mi wystarcza.
Z tego, co mam w głowie wynika, że jakaś setka, a odcinków skracanie...?
Ci, którzy są zainteresowani, nie będą narzekać. Jeżeli mnie jakaś historia zainteresuje, nie sprawdzam jej długości, a na kolejną część czekam.
Pozdrówka, chociaż zabrzmiałeś jakbym Ci zagradzała serwer
-----------------
Antoni-pierwsze poprawię, drugie nie, to by było zasłonienie się szlachtą w pierwszej kolejności, trzecie - jego zdaniem, czwarte- moc i groza informacji.
---------------
czytając wybiórczo nie łapiesz kompletnie klimatu i nie wiesz, o co chodzi.
Pozdrówka
Darcon dnia 08.04.2018 21:40
Nie miałem nic złego na myśli, Felicjanno. Jestem daleki od zdawkowych i obcesowych komentarzy, sam piszę i chciałbym pomagać, a nie dołować.
Jeśli wrzucasz, żeby ktoś czytał to jest ok. Choć wydaje mi się, że większość z nas, tu na PP, liczy na komentarze, żeby wyciągać z nich wnioski. Ale jak sama napisałaś, nie komentujesz innych i nie oczekujesz komentarzy i to wydaje się być logicznym podejściem.
Ja chciałbym poczytać coś innego, napisałaś przecież "Rentę". Myślę też, że inne utwory mogłyby pomóc w rozwoju warsztatu.
I jeszcze słówko na koniec, zawsze czytam fragment Twoich kolejnych części, zanim umieszczę je na półce. I tak będzie nadal. Nie myśl, że robię to z automatu. :)
Pozdrawiam.
Felicjanna dnia 09.04.2018 02:37
Miło, że łagodzisz swój ton, ale ja może źle piszę, lecz czytać potrafię lepiej i widzę Ciebie, skrzywionego przed monitorem: "A ta dalej swoje... Ech...! :)
Przyszła wiosna i nie mam czasu na nic i rozumiem, że mnie czytasz, hehe, wiadomo... ;)
Za opryskliwość przepraszam. pozdrówka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
allaska
20/07/2018 18:42
Dziękuję za odpowiedź, żeby nie było, jest tu jakaś… »
Zola111
20/07/2018 18:27
Kamysiu, a bo wiesz, rymować do byłeś to jakoś... Dziękuję… »
liathia
20/07/2018 18:25
Dziękuję, że wróciłaś, a że z wątpliwościami, kto ich nie… »
Lilah
20/07/2018 17:50
Dziękuję bardzo, kamyczku. :) »
allaska
20/07/2018 17:47
Ciężki bo jest nadmiar wszystkiego , mamy tutaj i blawatki i… »
Silvus
20/07/2018 17:33
No bo tak: "dzielni" oznaczałoby w tym kontekście… »
kamyczek
20/07/2018 16:51
Witaj, Zolu, Jest jeden dystych bez tytułowych rymów… »
22227
20/07/2018 16:04
Bardzo dobry wiersz. Atrament wlewający się do krwiobiegu… »
22227
20/07/2018 15:56
Wiersz mi się podoba, na początku miałem wrażenie, że… »
Wiolin
20/07/2018 15:45
Witaj Abi. Chyba z tysiąc lat Ciebie nie czytałem! Po to… »
liathia
20/07/2018 15:32
Przyznaję, że nie wiem, jak odczytać Twój komentarz (?)… »
Wiolin
20/07/2018 15:29
Witaj Abi. Przepraszam za półroczne spóźnienie... No… »
Ania_Basnik
20/07/2018 15:23
Piękny wiersz! końcówka bardzo mi się spodobała. Zabieram.… »
allaska
20/07/2018 15:06
Wiolin, dzięki za czytanie i ślad pod wierszem :)»
allaska
20/07/2018 15:06
Świetny, spójny tekst pozdrawiam:) »
ShoutBox
  • Fuksiarz
  • 19/07/2018 07:45
  • Hejka, jak widzicie mój nowy wiersz? Wprowadziłem poprawki, raczej wiedzę, którą nabyłem dzięki podzieleniu się komentatora przy wcześniejszym moim wierszu w komentarzu, dziękuję : )
  • mariaczekanska
  • 18/07/2018 23:26
  • Silvus - dokładnie tak, że przydatne dla czytelnika :)
  • allaska
  • 18/07/2018 22:01
  • dziś poczytałam o niepełnosprawnym dziecku pewnej znanej poetki. straszne myślę sobie... a poetka wysyła mi zdjęcie chorego synka i z uśmiechem pisze: zobacz jaki słodziak, no wzruszające kurka wodna
  • allaska
  • 18/07/2018 21:59
  • pada. i pada. dziś zabawa- dziecka stopa nadepnęła na kretowisko, z kolejnego kretowiska wytrysnęła woda. wzlatywały jeden za drugim w górę wodne wulkany. płonę. dzięki dziecku dotarłam do jądra :)
  • Silvus
  • 18/07/2018 21:53
  • Content-marketingowe? W sensie, przydatne? Będę pisać, jeśli coś mi przyjdzie do głowy. Dziękuję. :) :)
  • mariaczekanska
  • 18/07/2018 20:57
  • Ale fajnie, poradnikowe. Mocno content marketingowe Silvus. Good job. Pisz dalej.
  • Silvus
  • 18/07/2018 19:15
  • Mario, dziękuję. :) Nie nazywałbym tego blogiem, ot, luźne przemyślenia.
  • Silvus
  • 18/07/2018 16:54
  • Chciałbym pochwalić się, że wreszcie udało mi się stworzyć coś jak blog (całość po angielsku): [link] :) Tematyka: głównie programowanie. Zresztą nie wiem, czy jeszcze coś napiszę.
  • Silvus
  • 18/07/2018 02:48
  • @all, no mnie smaku narobiłaś, aczkolwiek nie lubię chyba cukinii, zresztą nie wiem. Co do oszukania, to trudno mi powiedzieć.
Ostatnio widziani
Gości online:24
Najnowszy:Arnwineaq5d
Wspierają nas