rozdziału 35 - Celt11
A A A
Od autora: To nie mój pierwszy tekst, który tu publikuje. Cały powód tego publikowania jest moja nie pewność, co do tekstu. Nie spodziewam się, że komukolwiek się spodoba, ale chciałbym się dowiedzieć, czy coś tym jest?

Rozdział 35

 

Mówi się, że sny odzwierciedlają nasze pragnienia i marzenia. Pokazują to, co kiedyś się wydarzyło, a utkwiło w nas na tyle mocno, że nie sposób było o tym zapomnieć. Jeśli to wszystko prawda, nie jestem w stanie zrozumieć samego siebie.

Gdy po otrzymaniu niezliczonych ciosów od łowcy straciłem przytomność, przeżyłem jeden z wielu moich dziwnych snów. Były to przybitki obrazów z mojej przeszłości, wizji, omamów i tego, co do tej pory było mi obce. Choć wszystko było jedynie snem, czułem nie pokój. Nie rozumiałem powodów jego powstania, lecz mimo wszystko czułem, jak on stopniowo narasta, aż do momentu, gdy sen się nagle urwał.

-Jeśli on tego nie przeżyje, polecą wasze puste łby!

-Ale…

-Jeszcze jedno słowo, a zawiśniecie jak ten dureń bez ucha!

Powoli odzyskując przytomność, w ciemność do moich uszu docierały przytłumione głosy dyskutujących osób. Nie do końca byłem pewien, kim uf osoby są, lecz mimo tego jednego byłem pewien- przeżyłem spotkanie z łowcą.

***

Noc mnie zastała nim odzyskałem w pełni przytomność umysłu, jak i ciała. Początkowo byłem zdezorientowany miejscem, w którym się znajdowałem. Będąc podpięty do kroplówki, leżałem nieruchomo w łóżku obandażowany od stóp do głów, a na bandażach była nałożona piżama typowo szpitalna.

Gdzie ja jestem?- zapytałem cicho, patrząc w sufit.  

Oczywistą rzeczą było to, że nie otrzymałem odpowiedzi na dręczące mnie pytanie, lecz mimo wszystko trzeba było je zadać.

Zasypiałem i budziłem się kilkukrotnie, aż około nad ranem pielęgniarka przechodząca obok mojego łóżka zauważyła, że mam otwarte oczy.

-Pani doktor. Obudził się- zakomunikowała kobieta przez krótkofalówkę.

Na przybycie lekarza nie musiałem długo czekać, a może tak mi się przez ciągłe odpływanie wydawało? Starsza kobieta w kitlu, która podeszła do mojego łóżka początkowo jedynie na mnie patrzyła i co rusz przeglądała papiery trzymane w dłoniach.

-Jego stan jest stabilny, ale przez jakiś czas będzie niezdolnych do jakiegokolwiek ruchu- oznajmiła, patrząc na mnie srogim spojrzeniem.

-Więc, co teraz z nim będzie?- dopytała pielęgniarka.

-Nic… Poleży sobie, aż rany się zagoją, a później… Później góra zdecyduje o jego losie- westchnęła ciężko lekarka, zawijając w rulon papiery, po czym je schowała do kieszeni kitla.

Przez całą ich rozmowę, która trwała jeszcze kilka minut, a nawet długo po tym, kiedy kobiety pozostawiły mnie samego, nie odzywałem się, czy poruszałem choćby palcem. Co do kwest ruchu, rzecz była oczywista. Jeśli chodzi o moje milczenie… Nie widziałem potrzeby odzywać się przy kobietach, czy debatować na głos, gdy pozostałem sam. Najprościej mówiąc- chciałem to wszystko przetrawić i poukładać w głowie.

***

Z nadejściem świtu, pierwsze promienia wschodzącego słońca przenikają przez zakurzone szyby sali szpitalnej, ujawniły to, czego nie byłem w stanie dostrzec pod osłoną mroku- nie byłem tu sam. Na łóżkach stojących w kilku metrowych odstępach leżeli inni. Pokryci grubymi warstwami przesiąkniętymi krwią bandażami nie okazywali żadnych oznak życia. Patrząc kątem oka na kilku z nich, zdawali się martwi, lecz mając na uwadze swój własny przykład, to mogło być mylne wrażenie.

-Ciekawe co im się stało?- zapytałem w duchu, patrząc na sąsiadującą ze mną osobę.

Gdy zastanawiałem się nad mym własnym pytaniem, do pomieszczenia weszła lekarka, która odwiedziła mnie przed świtem z asystą trzech pielęgniarek. Powód ich przyjścia był dość prozaiczny- poranny obchód. 

Chodząc powoli od łóżka do łóżka lekarka, badając szczegółowo, sprawdzała stan zdrowia poszczególnych osób. W tym samym czasie najstarsza z pielęgniarek asystując lekarzowi, zapisywała w kajecie trzymanym w dłoniach każdą jej uwagę i spostrzeżenie. Można powiedzieć, że to była bardziej drobiazgowa dokumentacja pacjenta.

Wytężając słuchy i obserwując z uwagą kobiety, udało mi się dowiedzieć kilku ciekawych rzeczy. Osoby, które leżały razem ze mną na tej sali z tego, co udało mi się dowiedzieć, byli ofiarami nie tak dawnej katastrofy w podziemiach ośrodka. Niestety nie dowiedziałem się szczegółów wypadku, lecz patrząc na nich w stanie agonalnym, musiało to być czymś strasznym.

Dochodząc w końcu do mojego łóżka kobiety, zanim podjęły swoje działania, wpatrywały się we mnie, dogłębnie przenikają swoimi spojrzeniami. Choć trwało to zaledwie krótką chwilę czułem, jak przenikają moją duszę. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie mogąc się poruszyć, zmuszony byłem patrzeć w ich pozbawione emocji twarze.

-Siostro, proszę zdjąć z pacjenta opatrunki- przerwała tą nieprzyjemną dla mnie scenę lekarka, wydając polecenie najmłodszej z pielęgniarek.

Rudowłosa dziewczyna bez chwili wahania wykonała polecenie. Podczas zdejmowania kolejnych warstw bandaży rzeczą oczywistą było to, że czułem ból. Choć trudno było mi to znieść to po tym, co przeżyłem do tej pory, powoli dochodziłem do słusznego wniosku, że to staje się powoli moją codziennością.

Gdy zdjęto ostatnią warstwę bandaży, na własne oczy przekonałem się, jak bardzo moje ciało ucierpiało. Większa część mojego ciała była pełna zasinień i ran równie głęboki co szerokich paskudnie gojących się przez niezdarne zaszycie ich czym łudząco przypominające żyłkę wędkarską. Ciężko było mi przed kobietami ukryć moje przerażenie, lecz mimo wszystko starałem się być silny.

-Notuj. Pacjent numer sześć milionów sześćset siedemnaście tysięcy siedemdziesiąt jeden od ostatniej obserwacji odzyskał przytomność i świadomość umysłu. Ciało pacjenta pomimo niezwykłej regeneracji po tygodniu od rozpoczęcia leczenia nadal uniemożliwia jakiekolwiek możliwości poruszania. Dalsze spostrzeżenia pozostają bez zmian. Wnioski. Pacjent numer sześć milionów sześćset siedemnaście tysięcy siedemdziesiąt jeden, nadal musi pozostać na oddziale do czasu odzyskania w pełni sprawności fizycznej… Zapisane?

-Tak- przytaknęła pielęgniarka z kajetem.

-Siostro proszę odkazić rany pacjentowi i założyć nowe opatrunki.

Rudowłosa z szacunkiem skinęła głową, po czym pośpiesznie wybiegła z sali. Między czasie kiedy dziewczyna była nieobecna, pozostałe trzy kobiety nie czekają na nią, kontynuowały dalszy obchód.

Zanim młoda pielęgniarka wróciła, przyprowadzając ze sobą wózek oddziałowy z całym asortymentem rzecz potrzebnych, żeby mnie opatrzyć, kobiety zdążył skończyć obchód.

-Zbytnio się nie spieszyłaś- srogo skrytykowała lekarka zasapaną dziewczynę.

-Przeprasza, ale ja…

-Wymówki. Wieczne wymówki. Lepiej zabierz się do roboty leniwa dziewuch- ucięła rozmowę kobieta, poniżając niczym winą osobą, po czym z pozostałym dwoma pielęgniarkami opuściły sale.

-Wredne babsko- westchnęła ciężko dziewczyna, spoglądając niechętnym spojrzeniem na wózek.

Czyszczą nasiąkniętymi środkiem odkażającym wacikami moje drobne blizny i rany, dziewczyna, robiąc to, była całkowicie skupiona na swojej pracy. Patrząc w jej jasnozielone oczy, czułem się jakoś spokojny i o dziwo przyjemnie.

-Ty jesteś Saga. Prawda? - nagle przemówiła dziewczyna, całkowicie zaskakując mnie pytaniem.

-Skąd ty…

-… Wiem o tobie? Nasz wspólny znajomy opowiadał mi o chłopcu o determinacji i woli walki większej niż ktokolwiek inny.

Pierwsza moja myśl była związana z dawnym towarzyszami. Nie wiem, czemu właściwie o nich pomyślałem? Możliwe, że moja kipiąca nienawiść do tych zdrajców odbijała się przez moją nieufność na kolejne nowo poznane osoby. Mimo pierwsze mojej myśli, patrząc głęboko w jej oczy, które były skierowane, na moją zauważalne zaciśniętą w gniewie dłonią zrozumiałem, że to martwy trop. Przynajmniej tak mówiła mi moja niezawodna do tej pory intuicja.

-Ludzie różne rzeczy mówią, a gdzie leży prawda to nie wie nikt- powiedziałem spokojnie, powoli rozluźniając dłoń.

-O...! I do tego poeta- zareagował z rozbawienie dziewczyna.

-Na co mi to wszystko było, jeśli przegrałem wszystko. Chciałem udowodnić wszystkim swoją wartość, a skończyłem… Szkoda gadać.

-Myślisz się mój mały. Wiesz czemu, oni cię tak nienawidzą?... Boją się ciebie. Ilekroć cię poniżano, bito, oszukiwano, obierano ci, co najcenniejsze ty wstawałeś z kolan, pokazując wszystkim swą coraz silniejszą wole walki i niezłomną, determinacje. Oni boją się tego, że mogą istnieć więcej takich jak ty. Dla tego starają się zniszczyć legendę, którą stworzyłeś- o dziecku którego nie da się złamać.

-Czemu mi to wszystko mówisz?- zapytałem będąc zaskoczony, a może zawstydzony tymi chwalebnym słowami.

-Sama nie wiem. Patrząc teraz na ciebie, jak również znając relacje i historie na twój temat… Jest mi ciebie żal. Ciężko mi jest wyobrazić, że dziecko takie jak ty musiało zmagać się z tak wieloma przeciwnościami losu, a mimo to nadal żyjesz i mogę cię teraz opatrywać.

-Nigdy nie było moi celem zostać jakąś legendą. Jedynie pragnąłem i nadal pragnę znaleźć w tym chorym, poskręcany świecie swoje własne miejsce.

Dziewczyna, słysząc to z moich ust, uśmiechnęła się, kończąc swoje czynności, zakładają mi piżamę, po czym wstając z łóżka, pocałowała mnie czule w czoło.

-Jesteś dzielny mój mały- powiedziała dziewczyna, patrząc na mnie łagodnym, ciepłym spojrzeniem.

Szczerze mówiąc, nie miałem pojęcia, jak powinienem zareagować na ten pocałunek i słowa. Jedynie patrzyłem na nią zmieszany, z trudem tłumiąc swoje emocje, które we mnie rosły.

Powoli odchodząc z wózkiem oddziałowym, dziewczyna na odchodne powiedział mi coś, czego nie mogłem zrozumieć.

-Wież, czasami pacjentów odwiedzają goście. A najbardziej interesujący są ci niespodziewani.

-Goście?- pomyślałem- Hej co to…

Nim zdążyłem zapytać, ona opuściła sale, zostawiając mnie w niewiedzy.

-Zaraza. Jak ja nie lubię kobiet i ich tajemnice- powiedziałem do siebie, aby po chwili uśmiechnąć się delikatnie pod nosem.

***

Przez kolejne długie godzinny nie wiele się działo. Od podawania, co rusz nową kroplówkę, kończąc na obchodach lekarzy. Monotonność równie zabójcza, co trucizna. Mimo tego, że już ze mną nie działo się szczególnego, to tego samego nie można było powiedzieć o pozostałych pacjentach na sali. Rozpoczynając od popołudnia, a kończąc późnych godzin nocnych, co rusz zabierano z sali jednego z moich małomównych kolegów. Pewnie był mnie to, zastanowiło, a może nawet zaniepokoił, jakby nie fakt, że po jakieś godzinie przywożono ich z powrotem ze świeżymi opatrunkami.

-Czyżby zabierali ich do sali zabiegowej?- pomyślałem, patrząc kątem oka na kolejnego wywożonego razem ze swoim łóżkiem.

Wiele prawdy mogło być w tym przypuszczeniach, lecz mimo to miałem dziwne wrażenie, że ta sprawa ma swoje drugie dno. Mając w pamięci to, w jaki sposób byliśmy przez nich postrzegani oraz samo obchodzenie… Nie w sposób było nie odnieść wrażenia, że za staranną opieką lekarską kryło się coś, czego jeszcze nie pojmowałem.

***

Na spokój i nieco odprężenie dane mi było czekać, aż do czasu ostatniego nocnego obchodu. Od tego momentu poruszanie się personelu szpitalnego po oddziale ograniczył się do minimum. Jedynie pielęgniarki co, jakiś czas doglądały nas.

Chłodne nocne powietrze przechodzące przez szpary zbutwiały drewnianych okien po wielu godzinach niemiłosiernego pieczenia przez słońce był niczym balsam na obolałe ciało. Leżąc odprężony, czułem się przyjemnie jak nigdy wcześniej, a przecież mój stan fizyczny był nie do pozazdroszczenia. Nie minęło kilka chwil, a moje oczy samoistnie zaczęły się zamykać. Pewnie lada moment bym zasnął, lecz z tego błogiego stanu wyrwało mnie dziwne uczucie. Uczucie bycia przez kogoś obserwowanym. Najbardziej przerażające w tym było to, że nie słyszałem kroków, ani to, żeby ktokolwiek wchodził.

-Duch?- palnąłem bez jakiegokolwiek zastanowienie w myślach.

Szybko, tę myśl z wyparłem głowy, nie widząc w tym logiki, lecz z drugiej strony…  Zabawne byłoby coś takiego spotkać. Bycie w jaskini pełne lwów, a dopada cię hiena.

Kierując kąt oka w kierunku, z którego spodziewałem się zobaczyć niespodziewanego gościa, przekonałem się, że miałem dobre przeczucia. Kilka metrów od mojego łóżka stała postać kryjąca się w cieniu. Wpatrując się w niego przez kilka chwili, nasuwały mi się wiele różnych słów, lecz w moim mniemaniu można było powiedzieć tylko jedno.

-Kolejny fajfus, który chce mnie zabić- powiedziałem zmęczonym głosem, ponownie kierując spojrzenie na sufit.

-Nie przystoi takiemu miłemu chłopcu mówić takie brzydkie słowa- niespodziewanie przemówiła postać z wyczuwalnym w głosie goryczą ironii.

-Ten głos…- zareagowałem zaskoczony, poznają go. -Przecież… Ty… Paweł.

Wypowiadają jego imię  ujawnił się wychodzący z cienia ten, którego uznałem za martwego.

- Witaj mój mały przyjacielu.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Celt11 · dnia 16.04.2018 09:50 · Czytań: 46 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ajw
24/04/2018 23:04
Może zamiast "przychodzą", które jest w… »
ajw
24/04/2018 22:59
I ja oczy postawiłam w słup, bo zupełnie nie spodziewałam… »
Darcon
24/04/2018 22:42
Celna uwaga, Retro. :) Wprowadziłem małą zmianę. »
Gramofon
24/04/2018 21:34
Ja kompletnie tego by ona była silna w tekście nie… »
purpur
24/04/2018 21:24
Hmmm... A ja kompletnie nie zgadzam się z przedmówcami :p»
retro
24/04/2018 21:21
Decand, zmotywowałeś mnie. Uwzględnię Twoje sugestie.… »
retro
24/04/2018 21:13
Bardzo metafizyczny kawałek. Sielankowy. Czekamy na więcej… »
Decand
24/04/2018 21:13
Decnad twierdzi, że Darcon napisał wszystko co mógł odnośnie… »
retro
24/04/2018 21:07
Gramofon, to jest silna kobieta, a one nie targają się na… »
Gramofon
24/04/2018 21:05
Poprawne, płynne i takie tam, jako część większej całości… »
retro
24/04/2018 20:58
Decand, dziękuję. Na pewno skorzystam z Twoich uwag. Tylko… »
retro
24/04/2018 20:54
Ciekawie poprowadzony utwór. Chyba powinieneś wrzucić… »
Decand
24/04/2018 20:52
Zakończenie perfidnie zabiło ten twór literacki. Trochę jak… »
retro
24/04/2018 20:45
Czytałam jakiś czas temu. Zakręcony artystycznie kawałek. :)»
retro
24/04/2018 20:42
Bardzo ciekawie poprowadziłeś tekst, który jest spokojny,… »
ShoutBox
  • Decand
  • 24/04/2018 22:39
  • Solucja wydaje się bardzo prosta - nie bądź poetą, nie czytaj poezji z Internetu, nie miej raka.
  • jskslg
  • 24/04/2018 22:21
  • Ja wole sprawdzać te z góry, bo zazwyczaj są po prostu przyjemniejsze do czytania i nie dostaje raka od jakichś Mickiewiczow wannabe
  • mike17
  • 24/04/2018 21:27
  • Właśnie dlatego, że jest na górnej to ciągnie do komentowania. W dół raczej mnie nie ciągnie, acz jak wspomniałem dolna obfituje w dobre teksty. Jak widać nie ma reguł, półki raczą tym samym.
  • Decand
  • 24/04/2018 21:19
  • Ale upraszczanie tego tematu też nie ma sensu. Nie będzie nigdy skonkretyzowanej odpowiedzi na pytanie "Dlaczego?". Sprawa subiektywna, niestety. Ostatecznie trzeba brać się do roboty w komentowaniu.
  • Decand
  • 24/04/2018 21:18
  • Tendencja wydaje się prosta - skoro tekst jest na górnej półce to po co miałbym go komentować? Nas, z natury, ciągnie bardziej do rzeczy gorszych niż do lepszych. Podbicie ego i te sprawy.
  • mike17
  • 24/04/2018 21:16
  • To, dlaczego nie rozumiesz to już twoja sprawa, ale jest jak piszę. Zastanawia mnie fenomen dolnej półki. I czemu te utwory jakoś się bronią. Na górnej są "tuzy", których nikt nie nie czyta.
  • purpur
  • 24/04/2018 21:07
  • Nie do końca rozumiem dlaczego łączysz "półki" z ilością komentarzy? Nie za bardzo widzę związek...
  • mike17
  • 24/04/2018 19:09
  • Zawsze mnie zastanawia, dlaczego tak wiele utworów z górnej półki prozy ma ZERO komentarzy. A te z dolnej hulają w najlepsze :)
  • Zola111
  • 24/04/2018 18:41
  • Piszcie wiersze do Zaśrodkowania. Czekamy.
  • purpur
  • 24/04/2018 18:31
  • Nie powiedziałbym, że półki to fikcja. Szczere mówiąc uważam je za świetny pomysł! Natomiast to nie one decydują o ilości komentarzy, które otrzymujemy... Ale o tym już wspominałem...
Ostatnio widziani
Gości online:25
Najnowszy:Gioffrese9h
Wspierają nas