Pierwszy raz. - AntoniGrycuk
Proza » Miniatura » Pierwszy raz.
A A A

To zdarzyło się ponad dwadzieścia lat wcześniej, więc w mojej pamięci są tylko niejasne przebłyski prawdy. Reszta to emocje.

Dzień był wyjątkowy. Późna wiosna, słońce, delikatny wiaterek i muzyka w sercu. Podążałem do niej na piechotę. Całe sześć kilometrów. Podskakiwałem i podśpiewywałem pod nosem. Każdy krok stawiałem z rozkoszą, uśmiechem i żywo. Gdzieś w głębi byłem małym dzieckiem. Nie wiem, miałem osiem lat, może mniej. Pokonywane ulice reagowały miłymi stuknięciami, długie włosy łaskotały mnie po uszach, a zwiewna, rozpięta marynarka zaplątywała się w nonszalancko machające ręce. Świeżo zdałem maturę, czekałem na świadectwo, studia zaplanowane, a ona wymarzona. Czemu tak piękna dziewczyna się mną zainteresowała? W sumie grałem i śpiewałem w zespole rockowym, ale nie ja pierwszy i nie ostatni. A to, że byłem romantyczny, nostalgiczny? Nieco żyjący z boku? No właśnie. Z jednej strony byłem duszą towarzystwa, a z drugiej samotnikiem i marzycielem. Może to wszystko dostrzegła, połączyła w jakąś, piękną dla siebie całość?

Najpierw nie chciałem się ubierać jakoś specjalnie na tę okazję, ale moja serdeczna znajoma przyszła do mnie i nakazała, abym założył marynarkę. Sam wolałem starą, skórzaną kurtkę, obcisłe, podwinięte dżinsy i ciężkie buty. Ale może znajoma miała rację? Sam tego nie wiedziałem. W końcu Ania, do której teraz szedłem, wybrała mnie w takim stroju, jaki lubiłem. Zaraz po tym, jak ją poznałem, zaprosiłem na studniówkę. Była ubrana w błękitny, rozświetlający swą barwą całą salę, żakiet. Koledzy próbowali ją podrywać, koleżanki zazdrościły urody i jedynie moja wychowawczyni mówiła, abym tego nie zepsuł. Teraz myślę, że w jakiś sposób znała mnie lepiej niż moi rodzice. Doskonale wiedziała o tej cząstce mojej duszy, która była rockowa i niepokorna. Ale nie zdawała sobie sprawy ze zbyt długich samotnych wieczorów. Chyba tylko Ania to czuła. A przynajmniej teraz tak ją sobie ukolorawiam.

Więc wędrowałem nieświadomy ludzi i wyobrażałem sobie, jak to będzie, gdy osiągnę trzydziestkę. Ja z Anią na placu, dwójka dzieci obok, wokół strzelają sylwestrowe fajerwerki, a na naszych twarzach zarówno delikatny uśmiech, jak i niezmierzony spokój. I z takimi marzeniami zapukałem do niej. Był środek tygodnia, około południa, więc była w domu sama. Otworzyła ze spuszczoną głową, ale i uśmiechem. Nie wiedziałem, co to znaczy. Lecz wręczyłem jej bukiecik stokrotek i dałem całusa w policzek. Odwzajemniła, unosząc się na palcach. Wyglądała tak zwyczajnie, bo miała na sobie normalne dżinsy, prostą bluzę, tylko jej włosy, inaczej niż zwykle, spływały po jednym ramieniu. Twarz ta sama: śliczna, dziewczęca, ale i emanująca odmiennością, może nostalgią, i co chyba najważniejsze – krzycząca niewinnością. Z jednej strony pragnąłem jej, a z drugiej bałem się dotknąć takiej „świętości”. Zwróciła uwagę na moją marynarkę, ale zamiast się uśmiechnąć czy coś, smętnie spuściła oczy. Wtedy do mnie dotarło, że zakładając ją, zrobiłem źle. Dla Ani byłem tym, kim mnie zobaczyła po raz pierwszy. I nikogo innego widzieć nie chciała. Zaprosiła mnie do największego pokoju, poczęstowała orzechową kawą z ekspresu, wyłożyła trochę ciastek. A wszystkie moje zmysły pragnęły jej. Falowałem, wiłem się w środku, kipiałem ogniem młodzieńczego pożądania, dyszałem wewnętrznym głosem, a ciało było niemal bezsilne, bezwładne, czekające na każdy jej rozkaz. I siedząc tam obok niej, czułem to jedyne w swoim rodzaju ciśnienie poniżej podbrzusza. Byłem gotów, choćby już. A mózg mówił mi wielkie STOP. Czułem się jak koń uwięziony w boksie, czekający na start w gonitwie. Jakbym był smokiem zaklętym w rysunek i ktoś za chwilę miał mnie odczarować, ożywić, oddać całą dzikość, ogień z pyska, i pozwolić skrzydłom fruwać.

I usiadła obok mnie na kanapie. Wbiłem stopy w podłogę, palce rąk w uda, zacisnąłem zęby i poczułem w sobie muzykę. Grała dziką pieśń, której jeszcze nie znałem, nie doświadczyłem. I ten ucisk w piersi – przyjemny, ale niepokojący, i w ten jedyny, ekstatyczny sposób bolesny. Wziąłem ją za rękę, nie protestowała. Chciałem ścisnąć, ale ledwie muskałem. Pragnąłem zawładnąć, a czułem, że sam jestem niewolnikiem. Przytuliła się do mnie, oparła głowę, objąłem ją ramieniem, spojrzałem w oczy i zacząłem całować. Delikatnie, niepewnie, lecz moja męskość tego nie szanowała. Poczułem, iż Bach zmartwychwstał i gra tylko dla nas swoje symfonie, Jagiełło, śpiewając na całe gardło Bogurodzicę, zwycięża Krzyżaków pod Grunwaldem i że Bóg zsyła nam otoczonego ogniem i mocą archanioła z mieczem w ręku. Wreszcie, że śnię sen, w którym wszystko wiruje jaskrawymi kolorami, rozbrzmiewa kakofonią strojącej się orkiestry i dotyka mnie od wewnątrz. Bodźce dochodziły ze środka mojego jestestwa, rozrywały skórę, łamały kości i z dziką mocą chciały się wydostać na zewnątrz... I dźwięki ucichły, barwy przyciemniały, zapachy rozpłynęły się w niebycie, a dotyk był wszystkim. Wszechświat oszalał...

Jeszcze do niczego nie doszło, a ja byłem już po. Pierwszy raz.

Uciekłem! Do łazienki. Ku jej zdziwieniu. Wstydziłem się swojej reakcji. Całego siebie. Nie miałem odwagi spojrzeć w lustro. A co dopiero jej w oczy. Byłem... Więc umyłem się w umywalce. Trzykrotnie. Jak najdokładniej. Bo coś takiego? Przecież wyobrażałem sobie, że kocham się z nią, jest nam cudownie, a tu?... Stałem tak w łazience chyba z piętnaście minut, nie mogąc wyjść.

I nagle wybiegłem! Prosto na ulicę. Najdalej od niej. Nawet się nie pożegnałem.

Byłem przegrany.

Mimo dziwnej i nieoczekiwanej rozkoszy...

 

W końcu przyczłapałem do domu zmęczony jak nigdy, fizycznie i psychicznie.

 

Miałem odkryć z nią erotyzm....

 

 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
AntoniGrycuk · dnia 20.04.2018 20:29 · Czytań: 203 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 20
Komentarze
Darcon dnia 22.04.2018 10:49
Widzisz, Antoni, to jest całkiem dobre, naprawdę. Możliwe, że za chwilę wpadną tu portalowi romantycy, będąc utworem oczarowani. I ja to nawet rozumiem, choć widzę miejsca do poprawy.
Twój utwór to "strumień myśli bohatera", bez ani jednej przerwy, on nie daje nikomu dojść do słowa, ba, nawet ja, jako czytelnik, niewiele mogę. Czyż mogę bowiem zmienić myśli bohatera? Jego decyzje podjęte w głowie? Powiedzieć "Nie myśl tak! Powinieneś pomyśleć inaczej." Nie, to przecież głupie.
Stawiasz więc mnie, czytelnika, w roli biernego obserwatora. Zalewasz mnie potokiem myśl, decyzji, przemyśleń. Nie zastanawiam się, co bohater zrobi, jak postąpi, jaką podejmie decyzję, bo on ciągle o tym "gada" w myślach.
Gdybyś ten strumień przerwał zwykłymi czynnościami, część istotnych rzeczy pozostawił do decyzji przez "zrobić", postawił dylemat, wahanie i przede wszystkim "ożywił" dziewczynę, o której toczy się przecież cała ta historia, a nie pozostawił ją bierną, bez prawa do głosu i jakiejkolwiek decyzji, miałbym większą satysfakcję z lektury.
Pozdrawiam.
AntoniGrycuk dnia 22.04.2018 11:44
Dziękuję Ci, Darkonie, za opinię. Na swoją obronę powiem, że wiele czytałem rzeczy napisanych właśnie w ten sposób, bez akcji i jedynie z tym, co się dzieje w głowie bohatera. I, o dziwo, te rzeczy robią na mnie, osobiście, największe wrażenie. Podobnie piszę większość swoich tekstów. Tym niemniej faktycznie dla przeciętnego Kowalskiego może to być w jakiś sposób męczące. A może nawet pozbawione emocji. Właśnie uświadomiłeś mi, że muszę zachować swój styl, że tak powiem, wewnątrzgłowwowy, ale przerzucić nieco decyzyjności na czytelnika. Na pewno to nie zaszkodzi. A co do ożywienia dziewczyny, to masz rację, tyle tylko, że... Gdybym chciał wszystko zrobić zgodnie "ze sztuką", to odnoszę dziwne wrażenie, że stoiska z antykami zrobiłby się stragan odpustowy. To są "wspomnienia" po kilkudziesięciu latach, a w nich zazwyczaj są zapisane tylko niejasne przebłyski tego, co działo się naprawdę. Więc nadając Ani więcej życia, zafałszowałbym prawdę zapisaną w głowie. Nie raz czytałem rzeczy, gdzie wszystko "żyło", "kwitło", pulsowało, ale nie ma w tym bariery naszej niedoskonałej pamięci. I tu przypomina mi się jakiś tekst ze szkoły podstawowej o dwóch malarzach - jeden malował wszystko tak, jak jest, a drugi piękniej. I ludzie zazwyczaj kupowali prace tego drugiego...
Jeszcze raz dziękuję za czytanie i opinię. Muszę znaleźć złoty środek.
Pozdrawiam
Darcon dnia 22.04.2018 12:10
Jestem Darcon, nie mam nic wspólnego z siłami ciemności. ;)
Zachowaj swój styl oczywiście, nie namawiam Cię na jego zmianę. Myślę tylko, że warto rozbijać bloki tekstu, dając czytelnikowi możliwość spojrzenia z innej perspektywy.
Twój tekst jest poezją w prozie, dzielisz się z czytelnikiem. Ja wolę gdy mi się opowiada. Stąd moja opinia.
AntoniGrycuk dnia 22.04.2018 12:27
Sorry za literówkę w nicku. Moje niedopatrzenie.
Pozdrawiam
skroplami dnia 22.04.2018 13:02 Ocena: Świetne!
Ta niewiedza wciąż dojrzewania, nastolatka :). Bardzo dobre, nawet piękne :).
Jedna uwaga, nic więcej się nie rzuciło. I to nie moja a ze strony innych, piszących recenzję. No rzuciło mi się :). Zdanie na początku:
Cytat:
Sze­dłem do niej na pie­cho­tę. Całe sześć ki­lo­me­trów.

Szedłeś, "na piechotę" już nie potrzebne.
Bardzo dobrze oddany nastrój "przed" i niemożliwość, wręcz "powiększenie" i przekroczenie granicy nie tylko fizycznie ale fizycznie oddziałującej :), gdy bliskość ukochanej :).
Piękny realizm z plusem w rodzaju romantycznie oddanego wnętrza podczas przeżycia, osoby odbierającej seks jak muzykę :). Bez szczegółów bo wszyscy wiedzą. Suma porywa :). Faktem, zaskakuje c.d. bo początek, po tytule, podsuwa pod rozważanie, że będzie opis całości. I jest opis całości, ale osoby tak wrażliwej, spragnionej :), że "staje się" bo nie da się opanować, po prostu. Szkoda tylko, że zakończenie aż takie. Nawet nadziei, tylko w domyśle, że ona wybaczy :). A wybaczyłaby na pewno, nawet mogłaby :) pojawić się duma :). Z jej strony. No co, to literatura ;) ale rzeczywistość też taka :).
Przedstawiasz jedną z sytuacji, możliwych i zdarzających się, młodym nastolatkom :).
Dobrze się czyta, dobrze się odbiera, i w końcu treść zaskakuje :).
Z kilku innych względów i powyższych, świetne opowiadanie :).
AntoniGrycuk dnia 22.04.2018 13:18
Hej, Skroplami,
Dziękuję Ci za opinię i wytknięcie masła maślanego na początku.
Czasem, nie tylko w takiej sytuacji, dla osoby bardzo wrażliwej nie ma powrotu po tym, co wydarzyło się w głowie... Nawet jeśli wszystko mówi, nawet ONA, że taki powrót byłby najlepszy...

Pozdrawiam
purpur dnia 23.04.2018 13:47
No i ja też wpadłem, ale głownie w tekst :)

Generalnie, chyba, się podobało. Sam tak do końca nie wiem... Samo pisanie jest jak najbardziej dobre, a przecież "opowieść", sam jej sens nie powinien podlegać ocenie. Możesz go przyjąć, albo nie...

Mi wydaje się to kompletnie nierealne, mimo, że jest absolutnie realne.

Jasne, rozumiem kłopot młodzieńca, ale nie potrafię uwierzyć w zakończenie. I to chyba jedyna "rzecz", która mnie drażni w tekście. Fakt, że trochę podpisuję się pod oceną Darcon-a, również nie jestem fanem takiego przekazu, myśli bohatera i nic więcej. Twoje pisanie jednak czytało się nad wyraz dobrze - pomimo potoku myśli, nie czułem się przytłoczony, na szczęście nie były one jakoś przesadnie zaprezentowane...

Drobiazgi - do zastanowienia. Tak wiem, że to są drobiazgi ( wiesz przecież jaki ze mnie marud :)), ale może dadzą Tobie coś, pokażą jak może odczytywać coś czytelnik.

Cytat:
Gdzieś w głębi byłem małym dzieckiem. Nie wiem, miałem osiem lat, może mniej.
- nie rozumiem potrzeby zapisania, że może osiem lat, może mniej. Co to ma do rzeczy? Pierwsze zdanie w zupełności wystarcza, a widząc drugie, zastanawiam się po co autor je zawarł, w jakim celu?

Cytat:
Świeżo zdałem maturę, czekałem na świadectwo, studia zaplanowane, a ona wymarzona.
- ona wymarzona. Jakoś tak ta wyliczanka słabo mi zabrzmiała. Zwłaszcza z "nią" na końcu. Jakoś tak z jednej strony właściwie "szkoła", a następnie zupełnie inna strefa. Rozumiem, że potrzebne to było aby dalej napisać o niej, ale skorzystałbym z innego "przeskoku. Hmmm, nie wiem, czy ja to napisałem w zrozumiały sposób?

Nie do końca rozumiem, po co te "problemy" wieczorne zostały zaznaczone w tekście kilkukrotnie? Nic z tego nie wniknęło, ja uzasadnienia nie widziałem, a brzmiały tak, jakby były ważne?

Lubię jak ktoś potrafi napisać mi "życie", normalnie, po prostu. Tak, lubię takie teksty. I twój taki jest, a to nie jest proste, bo jakoś często czytam stanowczo za dużo "ozdobników", czy też zbyt mądrych przemyśleń w tego typu tekstach. To że się nie zgadzam z zastaną sytuacją, to tylko Moja fanaberia, nie odbieraj tego jako krytyki tekstu. Przecież mogło tak być! :) Możę to moje życzenia, aby stało sie inaczej... No to raczej osobisty odbiór tekstu wyznacza taki a nie inny odbiór.

Chyba tyle...

Pozdrawiam,
Purpur
AntoniGrycuk dnia 23.04.2018 15:17
Hej, Purpur,

Dzięki za czytanie i dobrą opinię.
Co do pierwszego cytatu. Chciałem tu pokazać, że sam nie wiedziałem, na jak młodego się czułem. Gdybym napisał tylko "małym dzieckiem" nie byłoby w tym nuty "nieokiełznania" swojego stanu. Tak ja to odbieram.
Co do drugiego. Chciałem pokazać, jak "poukładane" miałem życie, a na to składały się zarówno matura, studia, jak i ona. Bo przecież pisałem też, że wyobrażam sobie naszą rodzinę.
A problemy wieczorne zostały pokazane, bo ludzie bardzo wrażliwi często tak mają, że nie są zupełnie wolni od problemów. Szczególnie wieczorem, gdy zostają sam na sam z własnymi emocjami. Oczywiście mniej wrażliwi mogą mieć podobnie, to zależy od wielu czynników, ale wrażliwi są na to bardziej narażeni.

A co do zakończenia. Nie tylko ja wpadam na podobny pomysł. A pamiętasz tekst z "Jana Serce"? "Uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd..." Znałem osobiście jednego chłopaka, który podobnie reagował. Co prawda miał autyzm, ale nie jest powiedziane, że bohater nie mógł go mieć.
I teraz, po tych moich wyjaśnieniach, myślę, że powinienem (MOŻE) napisać ze dwa czy trzy zdania więcej, aby przybliżyć w samym tekście to, o czym mówię. Muszę o tym pomyśleć.

Jeszcze raz dzięki.

Pozdrawiam
purpur dnia 23.04.2018 15:42
Wiesz...

odnoszę wrażenie, że ludzie niezależnie od ich wrażliwości mają problemy :) Być może są one inne, ba, wręcz na pewno. Ale każdy zostawiony ze swoimi myślami, sam-na-sam, może dojść do niebezpiecznych wniosków.

Nie jestem do końca pewien, czy faktycznie jest potrzeba dopisywania czegokolwiek ( no chyba, że jakoś rozwiniesz "te wieczorne" problemy, nadasz im jakieś znaczenie ). Ja bym bardziej wyrzucał z tekstu, niż dokładał.

Jest on zrozumiały. Zakończenie też - niezależnie od tego czy mi się podoba czy nie... A czy tylko ludzie "wrażliwi" mają problemy z swoim, jakimś, zachowaniem? Chyba nie... Czy to jest aż takie ważne, aby pokazać, że ludzie wrażliwi mogą się tak zachować? Chyba też nie...

Pozdrawiam,
Purpur
AntoniGrycuk dnia 23.04.2018 16:41
Powiem Ci, że mnie przekonałeś. Wyrzuciłem jedno zdanie. Tyle powinno wystarczyć.

Pozdrawiam
Kazjuno dnia 24.04.2018 01:49
Zaciekawiło mnie to, snute po latach, wstydliwe wspomnienie. Dla mnie trochę za dużo baroku - mam na myśli rozwinięte upiększenia.

Cytat:
Może to wszyst­ko do­strze­gła, po­łą­czy­ła w jakąś, pięk­ną dla sie­bie ca­łość?

W powyższym zacytowanym zdaniu zamieniłbym "piękną" na "romantyczną", albo "wymarzoną" dla siebie całość.
Po paru godzinach przemyślałem to jeszcze raz i jednak wycofuję ten zarzut, "piękna" jest OK.

Cytat:
A prz­yn­ajmniej teraz tak ją sobie uko­lo­ra­wiam.

W kolejnym powyższym "ukolorawiam" może zamieniłbym na "idealizuję". Ukolorawiam(?) jakoś dziwnie mi brzmi.

Natomiast podobają mi się poniższe porównania.
Cytat:
Czu­łem się jak koń uwię­zio­ny w bok­sie, cze­ka­ją­cy na start w go­ni­twie. Jak­bym był smo­kiem za­klę­tym w ry­su­nek i ktoś za chwi­lę miał mnie od­cza­ro­wać, oży­wić, oddać całą dzi­kość, ogień z pyska, i po­zwo­lić skrzy­dłom fru­wać.


Kiedy czytałem poniżej zamieszczone opisy, przyznam Ci się, że z trudem - dopiero po przeczytaniu pechowego zakończenia wizyty - zorientowałem się, że piszesz o podnieceniu seksualnym.
Cytat:
i po­czu­łem w sobie mu­zy­kę. Grała dziką pieśń, któ­rej jesz­cze nie zna­łem, nie do­świad­czy­łem. I ten ucisk w pier­si – przy­jem­ny, ale nie­po­ko­ją­cy, i w ten je­dy­ny, eks­ta­tycz­ny spo­sób bo­le­sny. Wzią­łem ją za rękę, nie pro­te­sto­wa­ła. Chcia­łem ści­snąć, ale le­d­wie mu­ska­łem. Pra­gną­łem za­wład­nąć, a czu­łem, że sam je­stem nie­wol­ni­kiem. Przy­tu­li­ła się do mnie, opar­ła głowę, ob­ją­łem ją ra­mie­niem, spoj­rza­łem w oczy i za­czą­łem ca­ło­wać. De­li­kat­nie, nie­pew­nie, lecz moja mę­skość tego nie sza­no­wa­ła. Po­czu­łem, iż Bach zmar­twych­wstał i gra tylko dla nas swoje sym­fo­nie, Ja­gieł­ło, śpie­wa­jąc na całe gar­dło Bo­gu­ro­dzi­cę, zwy­cię­ża Krzy­ża­ków pod Grun­wal­dem i że Bóg zsyła nam oto­czo­ne­go ogniem i mocą ar­cha­nio­ła z mie­czem w ręku.


Może się przywalam, ale piszę szczerze. Nie miałem seksistowskich skojarzeń, a przecież o takie Ci chodziło.

Natomiast rezultat przedwczesnego wytrysku opisałeś dobrze, rzeczywiście stanowił celny zwrot akcji,

W sumie czytało się fajnie i nie wykluczam, że właśnie owo zmartwychwstanie Bacha, śpiewający Jagiełło i zesłany archanioł stanowią dobre preludium do kompromitującego przed lubą finału.

Serdecznie Cię Antosiu pozdrawiam
AntoniGrycuk dnia 24.04.2018 10:39
Hej, Kazjuno,

Bardzo Ci dziękuję za czytanie i opinię. Szczególnie zwrócę uwagę, aby może spróbować dodać coś, co by jednak nie pozostawiało wątpliwości, że mamy do czynienia z podnieceniem seksualnym. Ale nie mogę tego powiedzieć wprost... Muszę pomyśleć...
Sam się też zastanawiałem nad słowem "ukolorawiam", bo wydawało mi się podczas pisania nieistniejące. Ale po napisaniu stwierdziłem, że jest ok. Mimo iż może budzić wątpliwości.
Aha. I dla mnie bardzo ważne, że napisałeś, iż podobają Ci się porównania. W innych moich tekstach nie stosuje ich w ogóle, i jestem w tym temacie niemal ignorantem, więc tym razem zależało mi, aby ktoś się na ten temat wypowiedział, bo sam jestem ciekawy na ile dobrze mi wyszły.

Pozdrawiam
mike17 dnia 27.04.2018 15:03 Ocena: Świetne!
Antoni, he he niezłe to :)
Pięknie oddałeś to oczekiwanie "przed" i sromotę "po".
Przeczytałem jednym haustem, i po drodze nic nie rzuciło mi się w oko, może to chodzenie "na piechotę" jest z lekka niefortunne, bo to pleonazm.

Co warto odnotować, to fakt, że idealnie wczułeś się w rolę.
Tu nie ma lipy, jest czysty przekaz, konkretny i czytelny.
Wszystko można niemalże ujrzeć oczyma wyobraźni.
Zawsze zwracam uwagę na walory literacko-językowe i powiem Ci w tajemnicy, że jestem kontent :)
Udało Ci się tę scenkę odmalować jak się patrzy.

No i ten powiew "pierwszego razu", nutka romantyzmu mile łechce.
Bardzo jestem na tak, jeśli chodzi o takie teksty.
W ogóle opisywanie spraw damsko-męskich to mój konik.
Dlatego zawsze z przyjemnością czytam takie utworki jak Twój.

Ja bym tu już nic nie zmieniał - wiadomo, że chodzi o podniecenie seksualne i nie ma co tego uwypuklać.
Oddałeś to jak trza :)

Podsumowując,

Lekki, przyjemny kawałek, choć bohaterowi współczuję :)
Czytało się świetnie i taką też notę pozostawiam :)
AntoniGrycuk dnia 27.04.2018 15:13
Mike,

Bardzo Ci dziękuję za taką opinię. To dla mnie bardzo ważne, gdyż, jak pisałem, to mój pierwszy tekst tego typu.
I cieszy mnie również, że językowo jest dobrze, bo bywa u mnie z tym różnie.
Do zobaczenie albo pod Twoimi, albo pod moimi tekstami.

Pozdrawiam
Miazga dnia 27.04.2018 21:33 Ocena: Świetne!
To Twój najlepszy tekst. Powtarzam się, ale to nic :-]
AntoniGrycuk dnia 27.04.2018 21:57
Miazgo,

Bardzo dziękuję za te słowa.

Pozdrawiam
Ania_Basnik dnia 28.04.2018 22:00 Ocena: Świetne!
Antoni bardzo dobry tekst. Czyta się jednym tchem. Po wprowadzeniu kosmetycznych poprawek będzie idealnie.
AntoniGrycuk dnia 28.04.2018 23:30
Aniu,

Bardzo Ci dziękuję za taką opinię.

Pozdrawiam.
Jaga dnia 23.05.2018 23:17
Nie wiem czy współczuć, czy zazdrościć temu młokosowi...chyba jedno i drugie ;)
Postać zbudowana wiarygodnie (!!!), nawet rozważania o ubraniu na poziomie zakochanego nastolatka...
Ogólnie na plus,... choć szału nie ma ;)
Pozdrawiam ciepło,
Jaga
AntoniGrycuk dnia 23.05.2018 23:41
Jago,

Bardzo dziękuję za czytanie i opinię. I cieszy mnie, iż odczytałaś, że tekst jest na poziomie nastolatka. O to mi chodziło.

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
jeden
17/08/2018 11:30
AntoniGrycuk "Studium seksualnego obłędu" - taki… »
jeden
17/08/2018 11:20
skroplami Dziękuję serdecznie za tak rozwinięty komentarz,… »
Wiktor Mazurkiewicz
17/08/2018 06:35
Nie wiem, czy zachwyt kierować do Pani Mariny, czy do Pani… »
Wiktor Mazurkiewicz
17/08/2018 06:07
Prat Bart Pao Również Witam, według życzenia:… »
SzalonaJulka
17/08/2018 00:38
Dziękuję Wam pięknie i kłaniam nisko. Będę jeszcze pracować… »
Prat Bart Pao
17/08/2018 00:03
Witaj, ps. ja bym go nazwał: udana noc poślubna,… »
Prat Bart Pao
16/08/2018 23:44
ot Idea, krótka lista od... »
liathia
16/08/2018 23:44
Dziękuję. »
liathia
16/08/2018 23:43
Introwerka, bardzo Ci dziękuję. Zmieniłam jedno słowo, pod… »
Gatsby
16/08/2018 23:31
Dobrze więc, zwracam honor za dra. Przygniótł mnie natłok… »
Zbigniew Szczypek
16/08/2018 23:22
Witaj (Dorotka?!) Dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że… »
MP642
16/08/2018 22:45
Po pierwsze, nie uważam tego za żadne dzieło, co napisałem… »
Prat Bart Pao
16/08/2018 22:22
Bo to jest tak. Leniwy chciał być samodzielny, spojrzał… »
Lilah
16/08/2018 22:09
Pięknie dziękuję, Niczyjko. :) »
Patsy
16/08/2018 20:55
Dziękuje bardzo za opinię, po części masz racje ;-) »
ShoutBox
  • Niczyja
  • 16/08/2018 22:39
  • Muzyka potrafi złagodzić najgorszą czynność... [link]
  • Zola111
  • 15/08/2018 22:12
  • Jakie ja mam zaległości w czytaniu Waszych wierszy! Przepraszam moich Ulubionych autorów. Powolutku nadrobię. Obiecuję.
  • JOLA S.
  • 15/08/2018 11:27
  • OK, bardzo dziękuję :)
  • JOLA S.
  • 15/08/2018 10:47
  • Szukam mojej ostatniej wirtajki, została opublikowana,:) ale gdzie? Znalazłam w wykazie moich tekstów i tyle.:) Może czegoś nie wiem?:)
  • Gramofon
  • 14/08/2018 21:03
  • ano świetny cover
  • allaska
  • 14/08/2018 20:55
  • Pozdrawiam wszystkich gorąco :)
Ostatnio widziani
Gości online:19
Najnowszy:yqujuwjlg67
Wspierają nas