Gnębiciele i Krzywdzeni (tytuł roboczy) Rozdziały 12, 13, 14 - Kazjuno
Proza » Długie Opowiadania » Gnębiciele i Krzywdzeni (tytuł roboczy) Rozdziały 12, 13, 14
A A A
Od autora: Tu, drodzy Czytelnicy przeczytacie o rozpoczynającej się akcji rozbicia więzienia Św. Michała. Wykorzystałem wspomnienia żołnierzy Ognia, którzy brali udział w tej słynnej akcji (pochyła kursywa).
Wplotłem też w opis historycznego wydarzenia, snutą tu własną opowieść.

Mam nadzieję, że całość spodoba się Czytającym. Oczywiście, jestem bardzo ciekaw opinii i krytyk.

Życzę zajmującego czytadła, Kazjuno

A będzie się działo, że Ho! ho! ho!
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

Rozdział 12  W wigilię słynnej akcji

 

 

    Aby nadać uroczystego nastroju ceremonii zaprzysiężenia dwudziestoletniej Ireny Odrzywołek do Armii Krajowej przygotowano dwie świeczki i drewniany krzyż.  Rekwizyty te miały stworzyć w pomieszczeniu dla kalifaktorów namiastkę kaplicy.

    - Tak wygląda rota żołnierskiej przysięgi? – zdziwił się porucznik Pronobis czytając przygotowaną przez pułkownika karteczkę.

   - Przecież ona nie ma za sobą rekruckiego szkolenia. Nie zna nawet żołnierskiego abecadła. Potrzebujemy jej tu i teraz. Dlatego ślubowanie na żołnierkę będzie tylko symboliczne – wyjaśnił pułkownik Boreja porucznikowi Pronobisowi. 

    - No dobra, jest w tym jakaś logika – zgodził się porucznik i na draperii z jutowego worka zaczepił drewniany krzyż, po czym dodał z uśmiechem. – Jak zapalimy świeczki zrobi się nastrój jak w Kościele Mariackim.

    - Prędzej jak w cmentarnej kaplicy – ironicznie wycedził pułkownik. – Pan przecież wie, że jeśli po akcji dorwą ją ubeki, to święty Boże nie pomoże. Ma dziewczyna murowaną czapę,  a przedtem tortury i przesłuchania.

 

    Chwilę później, przed złożeniem przysięgi, Irena została wtajemniczona w plany rozbicia więzienia i uklęknąwszy na podłodze złożyła przysięgę na krzyż o następującej treści.

    „Przysięgam na mękę Zbawiciela, że to, co tutaj usłyszałam, nikomu nie powiem”[1].

    Zaprzysiężenie strażniczki miało miejsce w godzinach przedpołudniowych

17 VIII 1946 roku.

 

***

 

    Godzinę później Irena Odrzywołek w towarzystwie strażnika Krejczy spotkała się na stadionie Olszy ze Zdzisławem Lisikiem pseudonim Mściciel z grupy Siekiery. W czasie meczu, w tłumie kibiców, dyskretnie przekazał jej torbę z bronią.  Oddałem jej nawet własnego visa[2] – wspominał Mściciel.

    O siedemnastej odbyło się zebranie spiskowców w restauracji „Pod Filarkami” na rogu ulic Starowiślnej i Diella – około trzystu metrów od więzienia Św. Michała. Uzgadniano  ostatnie szczegóły organizowanej ucieczki akowców. Obecny był delegowany przez Ognia organizator akcji Siekiera i właśnie miał ustalić czas przyjazdu transportowych samochodów pod więzienie, gdy wpadł zdenerwowany kierowca amerykańskiej ciężarówki z demobilu GMC – potocznie zwanej dżemsem.

    - Drugiego wozu na pewno nie będzie – powiedział z przejęciem Marian Zielonka, zawodowy szofer – pseudonim Bill.

    Następnie schylił się i ściszonym głosem zwrócił do siedzących.

    - Widziałem jak aresztowali porucznika Wilka, razem z tą jego blondyną. Wojsko i ubecja złapali ich koło Sukiennic.

    - Wiedziałem, że prędzej lub później ta roztańczona wywłoka przyniesie mu pecha – bąknął pod nosem Siekiera.

    W restauracji zaległa cisza. Jedynie po drugiej stronie sali, pod oknem, słychać było basowy głos pijanego mężczyzny. Siedział w towarzystwie jak on wstawionej, wyzywająco uszminkowanej kobiety i niewybrednym słownictwem namawiał  ją, by poszła z nim do łóżka. Zachętą miały być jego zapewnienia o dużych wymiarach własnego penisa.

    - Jak ci zasadzę wacka, to oszalejesz z rozkoszy – zamruczał.  

    - Nawet mówi na temat – żartobliwie podchwycił jeden z partyzantów Siekiery. – Ten amant – pokazał kciukiem na obleśnego pijaka – musi mieć u kobit powodzenie jak porucznik Wilk.

    Wśród młodych akowców wybuchła salwa śmiechu.

    - Jeszcze zależy wśród jakich – wtrąciła Irena Odrzywołek.   

    - Nie żartujmy z kobiet – dyplomatycznie do tematu ucieczki wrócił strażnik Krejcza, siedzący obok świeżo zaprzysiężonej i zarumienionej żołnierki. – Skoro tak, to ci co nie zmieszczą się na samochód, muszą sobie radzić samodzielnie. Może pomoże zaskoczenie i zanim ubecja się zorientuje, uda się im zamelinować gdzieś na mieście?

    Irena przyszła na zebranie ustylizowana na zagraniczną turystkę, a takie niekiedy widywało się w zabytkowych częściach Krakowa. Miała na sobie kwiecistą amerykańską sukienkę z bazaru i na rozpuszczonych włosach słomkowy kapelusz, a część jej twarzy przysłaniały duże przeciwsłoneczne okulary. Niczym nie przypominała osoby pracującej w więziennictwie. Na oparciu jej krzesła wisiała obszerna torba z wikliny. Nietaktowne wydałoby się dowódcy milicyjnego lub żołnierskiego patrolu zaglądanie do torby atrakcyjnie prezentującej się kobiety. Tymczasem pod jabłkami i liśćmi sałaty spoczywały pistolety: luger – parabellum, walther P38, vis oraz granaty: obronny F1 i trzonkowy niemiecki - Stielhandgranat.

    Zarówno od dawna współpracujący z antykomunistycznym ruchem oporu Krejcza jak i reszta uczestników odprawy, wiedzieli jak decydująca ma być rola Ireny w rozbiciu więzienia od wewnątrz.

    - Ma się rozumieć, nie wypuszczamy pospolitych przestępców i niemieckich zbrodniarzy? – Odrzywołek zapytała Krejczę.

    - Będziemy odczytywać listę, ale większość więźniów w celach jest wymieszana, nie można wykluczyć ucieczki esesmanów i kryminalnych.

 

***

 

    W tym samym czasie, gdy w restauracji Pod Filarkami ustalano szczegóły planu rozbicia więzienia, w gmachu UBP na ulicy Pomorskiej promieniejący z radości major Franciszek Pachcic z dolnej szuflady biurka wyciągnął zalakowaną butelkę o beczułkowatym kształcie. Na krześle naprzeciw siedział Jurek Wołczecki. Wydawał się speszony wzrokiem Feliksa Dzierżyńskiego, patrzącego na niego groźnie z obrazu wiszącego obok portretu Józefa Stalina.

    - Ponoć ten radziecki czterogwiazdkowy koniak jest  lepszy od renomowanych francuskich – mówiąc to major przekręcił się na obrotowym fotelu i wyjął z szafki za plecami dwa szklane kubki po musztardzie. Nad popielniczką odłupał scyzorykiem lak, po czym wkręcił korkociąg. Złocistym trunkiem wypełnił musztardówki do połowy

    - No to siup, za twój sukces.

    - Zdrowie, obywatelu majorze, za nasz sukces – Wołczecki patrząc jak zwierzchnik pije alkohol, zawartość szkła także wlał w gardło.

    Szlachcic chuchnął i rozlewając toast na drugą nogę obserwował Jurka Sprytnego, który najwyraźniej chciał coś powiedzieć.

    - Wiem, wiem, obyty jesteś w lepszych sferach i pewnie ciebie razi, że tak po chamsku łykam koniak. Ale mnie znasz, i wiesz, że nie lubię się certolić z jakimiś pierdolonymi konwenansami.

    - Majorze ja też szczam na konwenanse. Pamięta pan? Kiedyś opowiadałem o tej co ją mają powiesić za oświęcimskie zbrodnie.

    Twarz Szlachcica przybrała surowy wyraz.

    - O wyciągnięciu jej na wolność możesz zapomnieć. Ciążą na niej za ciężkie zarzuty.

    - Chciałbym przynajmniej ją zobaczyć.

    - Myślałem o tym – major spojrzał na Jurka przenikliwe. – Teraz po złapaniu Wilka dałeś mi do ręki mocny argument. Chyba będę mógł ci to załatwić.

    Jurek odetchnął z ulgą.

    - Wiedziałem, że z pana jest porządny facet i że dzięki panu dostanę widzenie – Sprytny sięgnął po wypełnioną musztardówkę.

    Major też podniósł szkło z alkoholem, lecz powstrzymał się z wypiciem.

    - Muszę ci powiedzieć coś ważnego. Mamy niesprawdzone informacje od dwóch agentów celnych ze Świętego Michała. Dostaliśmy cynki, że tam coś się szykuje.

    - Bunt więźniów? – zaciekawił się Jurek.

    - Właśnie to chcemy sprawdzić. Nasi konfidenci informowali, że osadzeni akowcy porozumiewają się z jednym albo dwoma strażnikami. Dobrze byłoby dowiedzieć się coś więcej.

    - Pan myśli o powierzeniu mi tego zadania?

    Po wlaniu w gardła kolejnej porcji alkoholu major się zamyślił i rzucił pomysł, który od razu spodobał się rozmówcy.

    - Możemy już dzisiaj urządzić u Świętego Michała gabinet przesłuchań. Mógłbyś upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Wzywałbyś tam agentów celnych, żeby powiedzieli coś konkretnego, a ponadto  załatwiłbym wniesienie tam wygodnego tapczaniku i później nadrabiałbyś zaległości z dawną kochanką.

    Twarz Jurka Wołczeckiego rozjaśnił nieśmiały uśmiech.

    - Dziękuję panu. Zdaję sobie sprawę, że najważniejsze są dla nas informacje od konfidentów. Już jutro usłyszy pan precyzyjny meldunek, dowiem się co tam jest grane.

    Major sięgnął po słuchawkę polowego telefonu stojącego obok poniemieckiego stacjonarnego aparatu i zakręcił korbką…

 

***

 

    Z restauracji Pod Filarkami do więzienia Irena Odrzywołek wróciła wraz ze Stanisławem Krejczą. Po raz ostatni przebrała się w mundur strażniczki, wiedziała, że musi opuścić Kraków – następnego dnia będzie poszukiwana przez bezpiekę. Stanisław Krejcza wywołał z celi Edwarda Czarneckiego o pseudonimie Murzyn. Tak były więzień relacjonuje jedyne spotkanie z bohaterką, dzięki której dozbrojono żołnierzy patriotycznego podziemia.

    „Wyszedłem na korytarz i zobaczyłem go w towarzystwie młodej, bardzo ładnej kobiety w więziennym mundurze służbowym. Była to, jak się później dowiedziałem, kierowniczka więziennej pralni Irena Odrzywołek, dobra znajoma Pronobisa . Krejcza poprowadził nas w kierunku najbliższego karceru i otworzywszy go, wpuścił nas do środka.   ‘Poznajcie się – powiedział – ta pani przyniosła ci coś dobrego do jedzenia’ I pozostawił nas samych. ‘ Ma pan pozdrowienia od kolegów z wolności – powiedziała kobieta i wręczyła mi koszyk z owocami. Proszę uważać tam pod spodem są granaty’. Zza paska spódnicy wyjęła trzy pistolety, w tym jednego visa. Rozmawialiśmy chwilę. Upewniłem się, że ustalona data jest aktualna i pożegnaliśmy się. Broń ukryłem na sobie, pod bluzą, a owoce z ukrytymi pod spodem granatami niosłem w ręce. Wróciłem do celi. Przy pomocy dwóch wtajemniczonych kolegów ukryłem broń w schowku, który przygotowaliśmy wcześniej w okrągłym piecu[3]”.  

    „Więzienia Św. Michała strzegło pilnie 52 strażników pełniących dyżury oraz dodatkowo 21 pozostających w odwodzie i wzywanych na wypadek alarmu, którego przycisk znajdował się w biurze naczelnika. Strażnicy byli uzbrojeni w sześć erkaemów, pięć automatów, 62 karabiny i 30 granatów. Od strony Plant stały dwie wieże z erkaemami, a na zakręcie przy ulicy Senackiej - dwa karabiny maszynowe.

   Jedyne wejście zamykała mocna okuta brama. Na dziedziniec, przez który trzeba było przejść, po kontroli przy bramie, na wejście skierowany był karabin maszynowy. 

    W tym czasie w całym mieście było pełno milicji, sił bezpieczeństwa oraz wojska, także sowieckiego. Swoje siedziby miały tu wojewódzkie i rejonowe komendy milicji, Urząd Bezpieczeństwa, sztaby Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i dowództwa jednostek wojskowych. Mimo to żołnierze antykomunistycznego podziemia postanowili rozbić więzienie, aby uwolnić przetrzymywanych w nim członków Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych”[4].

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rozdział 13  Pechowa noc ruskiego amanta

  

    Idąc do więzienia Świętego Michała Jurek czuł w kolanach watę. W kieszeni marynarki lewą dłonią ściskał sznur pereł, który wraz z innymi klejnotami znalazł w ubraniu zastrzelonego z mini rewolweru Krwawego Bolka. Naszyjnik miał już dawno temu podarować kochance na stacji w Nowym Targu. Pociąg przyjechał, lecz ona nie wysiadła. „Ile to minęło lat? – przemknęło mu przez głowę dawne wspomnienie. – Prawie trzy”.

    Przypomniał mu się szok przeżyty, gdy dowiedział się o oświęcimskich zbrodniach popełnionych przez Złotą Alę. Na podstawie bezpośrednich relacji byłych więźniów, także z gazet, czasopism i kronik filmowych, wytworzył sobie w wyobraźni obraz potworności w obozach koncentracyjnych. „Czy musiała stanąć po stronie oprawców, żeby przeżyć? – zadawał sobie nie raz pytanie, na które nie znajdował odpowiedzi.  Z Alą zobaczę się później – układał sobie plan na późne popołudnie idąc w kierunku dawnego klasztoru Karmelitów Bosych – wytrzymam jeszcze dwie godziny. Najpierw obowiązek – przycisnę naszych konfidentów. Może kapusie wyniuchali rzeczywiście jakąś rewoltę? A potem? – w plecach poczuł dreszcz. Jak ona wygląda? Przecież po Oświęcimiu i oczekiwaniu na wykonanie kary śmierci mogła się zmienić. Jak bardzo? Czy nadal jest taka pociągająca”? – cisnęły się do głowy pytania.

    Nie po raz pierwszy przypomniał sobie opowieść jednego z członków swojej bandy o więziennych strażnikach, którzy za przysmaki i alkohol wykorzystywali młodą więźniarkę. „Szkoda jej, była bardzo ładna, najładniejsza w Nowym Sączu. Najpierw dmuchał ją jeden, potem odsprzedał drugiemu gadowi, wreszcie pierwszy chciał ją odkupić z powrotem, podobno dawała nie jednemu” – w Jurka pamięć wryły się słowa kamrata z lasu. „Kiedy wyszła na wolność była tak wyheblowana i dostała już takiej chcicy, że jak wypiła, to latała po knajpach i szukała faceta z interesem jak fajfus Rasputina”.

    Podczas pobytów w przedwojennych aresztach śledczych i więzieniach Sprytny nie spotkał się z gwałtami czy wykorzystywaniem seksualnym więźniarek przez klawiszy. Kiedy kamrat z bandy snuł opowieść o obcej mu dziewczynie z Nowego Sącza, jej los był mu obojętny. Prawie przez całą okupację spotykał się regularnie ze Złotą Alą i z nią sypiał. Dopiero od czasu, kiedy się dowiedział o jej zaaresztowaniu przez władze powojenne, narodziły się w nim podejrzenia. Niejednokrotnie myśląc o walorach ciała kochanki, mimowolnie wkradały się mu do głowy wyobrażenia o strażnikach zażywających z nią rozkoszy.

    Po wypitym z majorem koniaku, Jurka Sprytnego zaczynał męczyć kac. Zatrzymał się przed mijanym sklepem winno cukierniczym. Kupił butelkę piwa, ale opuszczając sklep się zawahał. Zawrócił do sklepowej sprzedawczyni i poprosił o pół litra wiśniówki. Alkohol wsadził do teczki, której zawartość obok zeszytu, kopiowych ołówków i wiecznego pióra, stanowiła świeża końska kiełbasa zawinięta w szary papier, karton niemieckich papierosów Juno, torebka czekoladowych cukierków, parę pajd chleba zawiniętych w pergamin oraz aluminiowy kubeczek.     

 

    Nie opuściło Sprytnego napięcie, kiedy po wylegitymowaniu się i okazaniu przepustki przekroczył stalowe drzwi w żelaznej bramie.

     Pierwszy kapuś przesłuchany przez Jurka nie miał nic ciekawego do powiedzenia. Był przerażony.

    - Nie tak mieliśmy się kontaktować – odezwał się z pretensją. – Jak mnie pan wezwał i to o tej godzinie, to wszyscy się domyślą, że mam z wami jakieś konszachty. A co do spisku klawiszy z osadzonymi, to nic ponad to co napisałem w grypsie nie mogę dodać.

    Drugi agent celny[5] był rozmowniejszy, jednak informacje od niego, nie stanowiły żadnego przełomu. Widział strażnika Stanisława Krejczę rozmawiającego na korytarzu z uwięzionym akowcem jak z dobrym znajomym. Ale czy ich rozmowa dotyczyła buntu w więzieniu, czy na przykład, nielegalnego zakupu wódki, nie było jasne.

    - Pan tu będzie spał? – zapytał ubecki konfident z malującym się na szczurzej twarzy chytrym uśmieszkiem.

    Patrzył na stojący w pomieszczeniu szeroki tapczan.

    - Chuj ci do tego. Zawołaj strażnika i spadaj stąd kutasie – warknął Jurek, wykonując niecierpliwy ruch głową w stronę drzwi. 

    Po czym dodał.

    - Może będę tu pierdolił…

 

***

  

    - Idziesz ze mną – powiedział ruski amant po otwarciu celi, w której siedziała Złota Ala i cztery więźniarki.

    Zagipsowaną prawą dłoń trzymał schowaną z tyłu, a na oświęcimską kapo patrzył z zaciekawieniem, jak na kogoś widzianego po raz pierwszy w życiu.

    - Zachciało ci się o tej godzinie? – zdziwiła się Ala.

    Była przyzwyczajona do wizyt ruskiego amanta nocami. Przynosił jej niespotykaną w więziennym jadłospisie kiełbasę, czasem boczek lub salceson, dawał papierosy i częstował wódką. Rewanżowała się uprawiając z nim seks.  Lecz te oczekiwane wyjścia z celi odbywały się zawsze późnym wieczorem.

    - Masz gościa – usłyszała jakoś inaczej brzmiący głos klawisza.

     „Nie może być… czyżby Jurek? Jakim cudem"?  – wzdrygnęła się z lękiem.

    - Co za gościa? – zapytała, kiedy ruszyli korytarzem w kierunku opuszczających się w dół kamiennych schodów.

    - Jakiś ubek ma tu prowadzić przesłuchania. Do tego to ktoś z wyjątkowymi uprawnieniami .

    - Niby to jakimi? 

    - Wnosili mu do biurowego pomieszczenia tapczan i pościel. Tak jakbyś miała z nim… - ruski amant wstrzymał głos.

    - Ja z ubekiem? No dokończ. Co miałabym z nim robić? 

    - Nie bądź dzieckiem, to co ze mną.

    - Pojebało cię? Nie znam żadnego ubeka. Masz tam ze mną zostać.

 

***

 

    Po wyjściu drugiego konfidenta Sprytny wyjął piwo z teczki i po paru łykach poczuł łagodzące kaca dobrodziejstwo chmielowego płynu. Rozległo się niepewne pukanie.

    - Wejść! – zagrzmiał.

    W uchylonych drzwiach ujrzał kwadratową twarz ruskiego amanta i stojącą za nim kobietę – w pierwszej chwili Sprytny nie poznał Złotej Ali. Ruski amant wszedł pierwszy pociągając lewą dłonią za ramię więźniarkę, a prawą z gipsem schował za plecy.

    - Przyprowadziłem osadzoną Alicję Kędziołek – zameldował.

    - To dobrze.

    Strażnik o czerwonej twarzy świdrował ubeka wzrokiem, gryzł zapałkę, a na jego licu błąkał się cwaniacki uśmieszek. 

    Jurek nie certoląc się pociągnął ze stojącej przed nim butelki parę łyków. Ruski amant od razu wzbudził jego antypatię.

   - Co się tak gapicie? – warknął na strażnika. – Muszę osadzoną przesłuchać. Teraz stąd wypierdalajcie.

    Ruski amant się nie ruszył i więźniarkę dalej trzymał za ramię.

    - Macie coś do powiedzenia? – zapytał Jurek podnosząc się z krzesła. – Czy dać ci kopa na rozpęd?          

    Przemierzył energicznymi krokami dzielącą go od klawisza odległość.

    - Nie rozumiesz palancie jak się do ciebie mówi?

    Wołczecki - Sprytny raptownie zgiął w kolanach nogi i jak z napiętych sprężyn wybił się uderzając ruskiego amanta głową w twarz. Rozległ się trzask łamanego nosa. Rzucona siłą uderzenia ofiara odbiła się plecami oraz głową od ściany i zsunęła na podłogę do pozycji siedzącej.  

    - To twój kochaś? – zapytał Alę patrzącą na niego spode łba.

    - A ty sprzedałeś się jak kurwa komunistom? – odpowiedziała pytaniem.

    - Na pewno gorsze rzeczy robiłaś jako kurwa esesmańska.

    Jurek wrócił do stołu, sięgnął po butelkę piwa i zrobił parę łyków.

    - Chcesz się napić? – wyciągnął w jej stronę butelkę.

    Patrzyła na byłego kochanka podejrzliwie.

    - Może chcesz coś mocniejszego?

    - Wolę coś mocniejszego – odpowiedziała niskim głosem.

    Jurek sięgnął do stojącej pod stołem teczki. Po jednym uderzeniu w dno odprysnął lak i korek wiśniówki wysunął się do połowy.

    - Ale mi zajebałeś – rozległ się jęk leżącego nadal pod drzwiami ruskiego amanta. 

    Z jego opuchniętego nosa obficie ciekła krew.

    - Zapraszam – Jurek podał Złotej Ali wypełniony wiśniową wódką kubeczek. – Wypij to poczęstuję cię papierosem i to amerykańskim luckystrikiem – wyciągnął z kieszeni otwartą paczkę.     

     Ala patrząc w oczy byłemu kochankowi duszkiem wypiła wiśniówkę i wysupłała papierosa. Trzasnęła zapalona zapałka.

     - Teraz mów – odezwał się Sprytny nie znoszącym sprzeciwu głosem. – Sypiałaś z tym skurwysynem? 

    - Daj się jeszcze napić. Tak, wszystko ci opowiem. On mnie zmuszał biciem.

    - Teraz ja się napiję – blady ze zdenerwowania Jurek patrząc zimno na klawisza sięgnął po wiśniówkę i pociągnął z butelki parę łyków.

    Ruszył do siedzącego w rozkroku klawisza. Strażnik zasłonił twarz. Lecz z całej siły zadany kopniak mierzony był w genitalia.

    - Ooooooo, aaaaaaa! – straszliwie wył zwijając się z bólu klawisz.

    Jurek podszedł do oświęcimskiej kapo, chwycił ją za ramiona i wyzwalając z siebie nadludzką siłę rzucił byłą kochanką. Leciała parę metrów, by ze stęknięciem sprężyn wylądować plecami na tapczanie.

    - Ściągaj gacie, teraz ja cię będę pierdolił i niech się ten pedał gapi – powiedział rozpinając pasek od spodni.

    Wystraszona Ala, podciągnęła spódnicę i zaczęła ściągać majtki…

 

 

 

Rozdział 14   Przed akcją

 

   

    Wydaje się to niewiarygodne, ale w latach 1945 - 46 w czasie gdy nasilał się terror władz komunistycznych, w środku Krakowa na Pogórzu mieściła się baza wypadowa AK.  Należała do VI Krakowskiej Kompanii Zgrupowania Partyzanckiego Błyskawica majora Józefa Kurasia - Ognia, dowodzona przez Jana Janusza, pseudonim Siekiera. Koszary ogniowców mieściły się w do dziś stojącym budynku przy ulicy Na Zjeździe 8, niedaleko Wisły. Obiekt ten był kiedyś składem solnym, zamienionym później przez Austriaków na obiekt wojskowy. Od stycznia 1945 roku przez kilka miesięcy stacjonowało tam wojsko sowieckie, a po jego wyprowadzce, niepostrzeżenie przejęli obiekt partyzanci. Mieli tu miejsce zbiórek, skład broni i sprzętu. Tu też garażowali zdobyczną czterotonową ciężarówkę GMC – dżemsa i dwa wojskowe motocykle Harley-Davidson. Pasjonatem wojskowych amerykańskich ciężarówek był Marian Zielonka – Bill, Prowadzony przez niego dżems z osadzonym na dachu szoferki maszynowym karabinem MG, swobodnie jeździł po Krakowie i okolicznych powiatach – myślenickim i miechowskim, nie zważając na obecność bezpieki i sowieckich wojsk. Nie obyło się bez dwóch mrożących krew w żyłach przygód. Raz koło Myślenic Billa i młodego akowca zatrzymał patrol czterech milicjantów. Zażądali pokazania co wiozą na pace, a tam leżały przykryte brezentem dwa niemieckie MG. Ogniowcy mieli przy sobie broń krótką. Zastrzelili zaskoczonych dwóch przedstawicieli władzy jednego ciężko ranili, a jeden zbiegł. Innym razem dżems nadział się na posterunek KBW i zaczęto od razu strzelać do nich z erkaemu. Przytomny kierowca staranował stanowisko karabinu maszynowego, który jedynie podziurawił dachową plandekę.   

    W niedzielę rano 18 sierpnia, po sprawdzeniu broni, granatów i samochodu młodzi ogniowcy, wszyscy w wieku od 17 do 22 lat: Jan Janusz Siekiera, Marian Zielonka Bill kierowca oraz dwóch ogniowców, wyjechali ciężarówką z bazy na Podgórzu. Ze wspomnień jednego z uczestników akcji wynika, że o dziesiątej byli na ulicy Poselskiej, gdzie dołączył do nich Henryk Krawczyk – Groźny z obstawy zewnętrznej.

    „Bill w wojskowym mundurze stanął obok wozu swobodnie oparty o błotnik, a my przechadzaliśmy się w pobliżu – relacjonował. – Czekaliśmy… Z bramy więzienia wyjechał na motorze zastępca naczelnika, bodajże Halicki. Zaświerzbiły nas ręce na jego widok, ale wiedzieliśmy, że musimy powściągnąć nasze pragnienia. Najmniejszy alarm podniesiony w takim momencie mógłby zaszkodzić sprawie. Wokół panowała niezmącona cisza niedzielnego popołudnia”. Snujący wspomnienia akowiec zdawał sobie sprawę, że znajduje się w zasięgu dwóch karabinów maszynowych, umieszczonych na zabudowaniach więziennych. „Wiedziałem także, że zadaniem moim i moich kolegów z obstawy jest w razie najgorszego, zniszczenie wieżyczek wartowniczych. W sytuacji zaś, na jaką czekaliśmy – zabezpieczenie wyjazdu uwolnionych spod więzienia. Przechadzaliśmy się, to znów przysiadaliśmy na jakiejś ławeczce. Czas – wydawało się – płynął przeraźliwie wolno”.

    Na ławce na Plantach siedział także i czekał Zdzisław Lisik – Mściciel. „Obok mnie stali i się przechadzali nasi ludzie z obstawy. Niektórzy z nich przyjechali z terenu i nie znali się nawzajem. Dwa karabiny maszynowe, dobrze zamaskowane – wystawione były od strony ul. Grodzkiej i Zamku. Nasi ludzie byli na Grodzkiej, na placu św. Magdaleny (Wita Stwosza), gdzie mieściła się Komenda Miasta, i na plantach w pobliżu prokuratury, słowem wszędzie naokoło”.     

 

***

 

    Tej niedzieli mocno świeciło słońce, zapowiadając upał jaki doskwierał w Krakowie poprzedniego dnia popołudniu. Jurek, jeszcze na pół śpiąc głaskał udo Złotej Ali siedzącej na skraju tapczanu.

    - Ale zaduch, otwórz okno – zamruczał do kochanki.

    Chwilę trwało zanim znalazła pod kołdrą majtki. Po naciągnięciu ich sięgnęła po spódnicę i nie przykrywając pełnych piersi, rozchyliła okno za którym była wmontowana solidna żelazna krata.  Z pościeli podniósł się Sprytny sprawdzając czy znajdujący się pod poduszką vis, którym wcześniej sterroryzował usiłującego wyczołgać się z biurowego pokoju ruskiego amanta, był zabezpieczony. Jeszcze w nocy, słysząc jęki ofiary zadanych ciosów, rzucił klawiszowi trzy koce i nieobleczoną poduszkę z narożnej metalowej szafy. Zawinięty w koce klawisz leżąc teraz koło drzwi cicho pochrapywał.  Sprytny, chwilę przyglądał się biustowi Ali i ubierając się trącił nogą ruskiego amanta. Chrapanie ustało.     

    - Teraz możesz odprowadzić osadzoną do celi – powiedział zapinając na koszulę uprzęż z kaburą zawierającą visa.   

    Do aluminiowego kubka Jurek nalał resztkę wiśniówkę.

    - No to na pożegnanie po staropolsku. Strzemiennego, jak nakazuje ułańska tradycja – połknął alkohol.    

    Strażnik z twarzą oblepioną zaschniętą krwią i oszpecony obrzękłym nosem, nieporadnie usiłował wstać, a w jego skierowanych na Sprytnego oczach czaił się lęk. Mimo upływu ponad dwunastu godzin od zainkasowania kopniaka  musiał czuć jeszcze mocny ból w kroczu. Usiłując wstać złapał się za genitalia i jęcząc zrezygnował z przyjęcia pozycji wertykalnej.  

    - Widzisz, ty żołędny dupku, gdybyś się tak nie stawiał, by teraz nie bolało. Mógłbyś w nocy zwalić konia. Chyba słyszałeś jak jęczała. Najpierw było „nie rób tego Jurku – a potem już tylko – tak, tak kochany Jureczku, tak mój najdroższy, o jak mi dobrze”. Ile to odwaliliśmy numerków? – zwrócił się do rozczesującej blond włosy Złotej Ali.

    - Chyba z sześć – powiedziała niskim, uwodzicielskim altem.

    - To masz tu parę smakołyków – wyjął z teczki końską kiełbasę, chleb i torebkę czekoladowych cukierków oraz karton papierosów Juno.

    Sprawdził czy w kieszeni marynarki powieszonej na krześle jest sznur pereł, zdjął ją z oparcia i ruszył ku drzwiom.

    - Dziękuję – powiedziała więźniarka. – Odwiedzisz mnie jeszcze kochany?

    Jurek, wychodząc, nie odwrócił się. 

 

    Po przejściu stalowych drzwi umocowanych w żelaznej bramie spojrzał na zegarek.

    - Ojej – jęknął. Dochodziła dziesiąta - Ale późno.

    - Dzień dobry, panu. Po co się martwić. Na swój pogrzeb i tak się zdąży – usłyszał wesoły głos młodziutkiego żołnierza swobodnie opartego o pień grubego kasztanowca.

    - Dzień dobry – odpowiedział Sprytny podnosząc głowę.

    „Znam go”? – zastanawiał się. „To chłopak z KBW”? – coś nie dawało Sprytnemu spokoju.

    Wydało mu się trochę dziwne, że żołnierz miał zawieszony z przodu, z paskiem na karku, niemiecki pistolet maszynowy empi – MP40 – jakby gotowy do rozpoczęcia strzelania. „Może to był milicjant? Ale jakiś za młody. Ci z KBW byli uzbrojeni w broń radziecką, zwykle trzymali ją na plecach”.

    Zbliżając się do ulicy Pomorskiej, do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, Wołczecki ponownie się zaniepokoił. Przypomniało mu się, że orzełek na wojskowej czapce żołnierza był jakiś inny.

    „Boże, on miał chyba orła z koroną! To pewnie partyzant od Ognia! Tam coś się dziele”! – przeraził się. Przypomniał sobie stojącą na Plantach amerykańską ciężarówkę i paru kręcących się koło niej podejrzanych osobników. „Co robić? Biec na komendę i robić alarm? A może ten orzełek jednak był bez korony i się wygłupię podrywając na nogi całe UB, polskie i ruskie wojsko oraz milicję? Od czasu opuszczenia więzienia minęło z dziesięć minut i nie słychać żadnych strzałów. Nie będę ryzykował i robił z siebie głupka. Atak na więzienie? To raczej niemożliwe – przypomniał sobie – w tym czasie przechodziła obok grupa uzbrojonych radzieckich żołnierzy, jeden z tych podejrzanych typów przyjaźnie rozmawiał z prowadzącym ich oficerem.

    Może to jacyś nieznani bezpieczniacy”? – rozmyślał zbliżając się do gmachu Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Gdy dotarł do Placu Inwalidów stanął i przez chwilę zastanawiał się, czy wchodzić już do gmachu UB. Z narożnej knajpy „Siła Smaku” usłyszał swojski gwarek piwoszy. Z otwartych na oścież drzwi owionął go kwaśny, acz nęcący zapach piwa. „I tak jestem spóźniony – kufelek nie zrobi różnicy”.   

   

***

 

    Jurek Sprytny nie dosłyszał wymiany zdań między mężczyzną w mundurze z lejtnantem dowodzącym grupą sowieckich żołnierzy. Dlatego pomyślał o nim jak o innych, którzy kręcili się koło więzienia i wzbudzili jego podejrzliwość, że są bezpieczniakami.

    Tymczasem trzymający zawieszoną na plecach pepeszę Zdzisław Lisik – Mściciel, do dowódcy przechodzącego sowieckiego patrolu zwrócił się ostrymi słowami.

    - Nie wtrącajcie się, Armia Krajowa uwalnia swoich żołnierzy z więzienia.

    - Nicziewo. Nie nasze dieło?[6] – powiedział gruby lejtnant rozglądając się po napiętych twarzach gotowych do walki ogniowców. – Poszli w pieriod [7] – ponaglił zaciekawionych i zwalniających kroki sołdatów.

  

    Napięcie wśród przechadzających się partyzantów obstawy, podobnie jak i u tych siedzących na ławeczkach sięgało zenitu. Sekundy wydawały się długo ciągnącymi minutami. Jeden z siedzących chłopaków Siekiery nie mógł zapanować nad nerwowo drgającą nogą.

    Wreszcie się zaczęło. Odetchnęli z ulgą. Zobaczyli umówiony sygnał. Z okna więziennego budynku powiewała biała chusteczka. A więc w środku ruszyła akcja…  

 

 

 

 

 

 

[1] Cytat zaczerpnięty ze wspomnień świadków wydarzeń.

[2] Także cytat ze wspomnień Mściciela.

[3] Relacja Edwarda Czarneckiego pseudonim Murzyn.

[4] Cytat z książki Joanny Wieliczka Szarakowej Bohaterskie akcje Żołnierzy Wyklętych.

 

 

 

 

[5] Więzień donoszący na współwięźniów interesujące śledczych informacje.

[6] Nie przejmujcie się. To nas nie obchodzi.

[7] Dalej, naprzód

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kazjuno · dnia 22.04.2018 10:13 · Czytań: 227 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 5
Komentarze
Ania_Basnik dnia 22.04.2018 11:31 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo ciekawie w tym odcinku!Troszkę na początku zatrzymały mnie niefortunne sformuowania, które Ci tu wyłuszczyłam.
Cytat:
na­miast­kę cech ka­pli­cy.
namiastkę kaplicy

Cytat:
Prze­cież ona nie miała re­kruc­kie­go przeszko­le­nia, które na­uczy­ło­by ją żoł­nier­skie­go abe­ca­dła. Po­trzeb­na jest nam pil­nie teraz i tutaj, dla­te­go ślu­bo­wa­nie na żoł­nier­kę bę­dzie miało, przy całej po­wa­dze, cha­rak­ter tylko sym­bo­licz­ny
tak może zgrabniej? plus interpunkcja

Cytat:
za­war­tość po­jem­ni­ka na musz­tar­dę
zawartość musztardówki - tak może łatwiej?

A potem już wciągnęło na amen :) Bardzo dobre!
AntoniGrycuk dnia 22.04.2018 14:38
Hej, Kazjuno,
Jak zwykle jestem pełen podziwu dla Twojej znajomości tamtych realiów i faktów. Potrafisz dopisać całą resztę tego, co zostało tylko wspomniane w dokumentach historycznych.
A teraz pora na niedociągnięcia.
Cytat:
Woł­czec­ki pa­trząc jak al­ko­hol pije zwierzch­nik,

Brzmi to jakby alkohol pił kogoś. Przynajmniej ja tak to odbieram. A może by zmienić kolejność słów?
Cytat:
Mamy nie spraw­dzo­ne in­for­ma­cje od dwóch agen­tów cel­nych ze Świę­te­go Mi­cha­ła.

Z tego, co wiem, to "niesprawdzone" piszemy razem.
Cytat:
Wię­zie­nia Św. Mi­cha­ła strze­gło pil­nie 52 straż­ni­ków peł­nią­cych dy­żu­ry oraz do­dat­ko­wo 21 po­zo­sta­ją­cych w od­wo­dzie

To w zasadzie nie jest wada, ale z tego, co wiem, to cyfry, z małymi wyjątkami, należy zapisywać słownie. Ale widziałem też pisane w ten sposób. Więc może niepotrzebnie się czepiam?
Cytat:
Na pod­sta­wie bez­po­śred­nich re­la­cji by­łych więź­niów z gazet, cza­so­pism i kro­nik fil­mo­wych wy­two­rzył sobie w wy­obraź­ni obraz po­twor­no­ści w obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych.

A tu się uśmiałem, bo brzmi to jakby więźniowie byli z gazet, itp.
Cytat:
„Czy mu­sia­ła sta­nąć po stro­nie opraw­ców, żeby prze­żyć?” – za­da­wał sobie nie raz py­ta­nie, na które nie znaj­do­wał od­po­wie­dzi.  „Z Alą zo­ba­czę się póź­niej – ukła­dał sobie plan na późne po­po­łu­dnie idąc w kie­run­ku daw­ne­go klasz­to­ru Kar­me­li­tów Bo­sych – wy­trzy­mam jesz­cze dwie go­dzi­ny. Naj­pierw obo­wią­zek – przy­ci­snę na­szych kon­fi­den­tów. Może ka­pu­sie wy­niu­cha­li rze­czy­wi­ście jakąś re­wol­tę? A potem? – w ple­cach po­czuł dreszcz. Jak ona wy­glą­da? Prze­cież po Oświę­ci­miu i ocze­ki­wa­niu na wy­ko­na­nie kary śmier­ci mogła się zmie­nić. Jak bar­dzo? Czy nadal jest taka po­cią­ga­ją­ca”? – ci­snę­ły się do głowy py­ta­nia.

Tu, wydaje mi się, że niefortunnie postawiłeś cudzysłowy. Bo raz didaskalia piszesz wewnątrz nich, a raz na zewnątrz.
Cytat:
„Kiedy wy­szła na wol­ność była tak wy­he­blo­wa­na i do­sta­ła już taką chci­cę, że jak wy­pi­ła, to la­ta­ła po knaj­pach i szu­ka­ła fa­ce­ta z in­te­re­sem jak faj­fus Ra­spu­ti­na”.

Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że powinno być: "dostała TAKIEJ CHCICY". A może się mylę?
Cytat:
„Nie może być… czyż­by Jurek”? Jakim cudem?  – wzdry­gnę­ła się z lę­kiem.

Tu też coś chyba nie tak z cudzysłowami.
Cytat:
- No to na po­że­gna­nie po sta­ro­pol­sku. Jak na­ka­zu­je ułań­ska tra­dy­cja – strze­mien­ne­go – po­łknął al­ko­hol.   

Osobiście zmieniłbym pierwszy myślnik na przykład na dwukropek, bo dwa myślniki trochę mylą.
Cytat:
   Jurek wy­cho­dząc się nie od­wró­cił. 

Brzmi to jakby: WYCHODZĄC SIĘ. Po pierwsze po "wychodząc" powinien być przecinek (przed nim drugi), a po drugie słowo "się" ja dałbym na końcu.
Cytat:
- Ojej – jęk­nął. – do­cho­dzi­ła dzie­sią­ta. – Późno.

A tu też coś nie tak z myślnikami i wielką literą.

A poza tym dzieje się. I dobrze.

Pozdrawiam
Kazjuno dnia 23.04.2018 08:32
Aniu_Baśnik!
Bardzo, bardzo Ci dziękuję za komentarz. Pozmieniałem zdania zacytowane jako błędne. Jestem ciekaw, czy teraz brzmią Ci lepiej?
Ponadto uszczęśliwiłaś mnie stwierdzeniem, że "wiągnęło na amen".

Serdecznie Cię pozdrawiam, Kj


Drogi Antoni
Jak tu Ci nie być wdzięcznym?
WIELKIE DZIĘKI!
Odwalasz bezcenną dla mnie robotę redakcyjną i zarazem korektora. Naniosłem wszystkie Twoje poprawki za wyjątkiem tych cyfr (dotyczących uzbrojenia więziennych strażników).
Tworząc dzieło literackie powinienem opisać cyfry słownie - tu się zgadzam. Ja jednak roszczę sobie prawo do określania mojej powieści także paradokmentem. Czerpię garściami z dokumentalnych opisów i jako takie niech pozostaną w formie, którą żywcem wyrywałem z dokumentów.
Pobocznym moim celem jest uwiarygodnianie opowieści i tak przetykana narracja w moim przekonaniu jest słuszna.
Też dziękuję za ciepłe słowa dotyczące walorów tekst.
Bardzo serdecznie pozdrawiam, Kj
mike17 dnia 15.05.2018 14:50 Ocena: Świetne!
Kaz, bardzo dobrze wyszło, łyknąłem jednym haustem :)
Umiesz utrzymywać napięcie, podrzucać kolejne wydarzenia, nie wytwarzając pustki ani efektu przegadania, bo w tym utworze o to łatwo ze względu na mnogość wydarzeń.

Widać, że siedzisz od lat w temacie - amator by tak nie napisał, poza tym czujesz to, o czym piszesz, a to jest pryncypialne.
Czytając Cię, odnoszę wrażenie, jakbyś był naocznym świadkiem.
Czyli literki działają.

Zgadzam się, że to paradokument, ze względu choćby na formę utworu - to relacja.

Podoba mi się także to, że się nie pieścisz z językiem - jak trzeba bluzgów, dajesz je - też tak mam :)

Jakiś czas temu recenzowałem podobną powieść koledze msh z portalu - znajdziesz ją w "Polecanych".
Tam była Solidarność, ubecy, zdrada, śmierć i podobne klimaty.
Znam zatem te sprawy, choć zapewne pobieżnie.

Gładko się Ciebie czyta, Kaz, a to atut.
Władasz piękną polszczyzną, o czym zawsze piszę, ilekroć się z nią zetknę.
Nie pozwalasz nawet skupić się na interpunkcji, bo trza śledzić akcję.
To świadczy niezbicie o tym, że jest ciekawie i nienudno.

No i można łyknąć trochę wiedzy :)

Może tym razem zajrzysz do "Czarnego skorpiona"?
Będzie mi niezmiernie miło.

Ahoy, Pisarzu :)
Kazjuno dnia 16.05.2018 00:18
Bardzo Ci Mike dziękuję za wspaniały komentarz.
Sorry, że odpisuję tak późno. Dzień miałem zawalony różnymi obowiązkami i poza przedpołudniowymi godzinami, kiedy wessała mnie przednia rozrywka o Cherlie'm Bambino, wykroiłem jedynie godzinkę na dzieje Sprytnego & Company (Przez moment przyszło mi do łepetyny, czy nie byłby to lepszy tytuł od Gnębicieli i Krzywdzonych - ale chyba nie).

Zaciekawiłeś mnie historią msh i twoją recenzją.
Już jednak jutro wezmę się za Czarnego skorpiona, a wlaściwie to za chwilę, bo już mnie świeżbi, żeby się przerzucić na Twoją propozycję.
Czytałbym Twoje utwory znacznie szybciej, ale organizuję w Szczawnie Zdroju wieczór autorski koleżance po piórze i wypada mi przedtem przeczytać jej powieść o pojemności grubej cegły, bo jej występ poprzedzę kilkoma słowami wstępu.

Niesamowite są twoje słowa o mojej pięknej polszczyźnie. Nikt mi czegoś podobnego nie powiedział i bardzo się cieszę, że wyszły one od Ciebie.
Moja proza rodzi się w bólach, ciężką orką, no może czasami idzie łatwiej.
Nie należę do pismaków obdarzonych szczególnym talentem.

U Ciebie podziwiam giętkość mysłu. Potrafisz pisać z wyjątkowym poczuciem humoru, ale znam też dwie Twoje przymiarki do bardzo poważnych tematów.

Śpij dobrze, zacny Kumplu. Pozdrawiam serdecznie, Kaz
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Slavek
21/10/2018 15:04
Św. Jana Pawła II Za to Twoja recenzja zachęca do… »
JOLA S.
21/10/2018 09:07
OWSIANKO, miłe słowa, wielkie dzięki. Tekst zaciekawił,… »
allaska
21/10/2018 08:58
Rzeczywiście chyba pogranicze:) wiersza za mało, takie… »
allaska
21/10/2018 08:54
w diagnozie - w psychozie - taki rym się wkradł, może lepiej… »
allaska
21/10/2018 08:49
- kwintesencja całego wiersza mimo marazmu w pierwszej… »
Zingara
21/10/2018 03:34
Kochanie jak zawsze podziwiam Twoją twórczość. Wiersz jest… »
Florian Konrad
20/10/2018 23:27
dziękuję serdecznie »
Noescritura
20/10/2018 18:24
Moje klimaty, czyli natura i piękna poezja, wspaniałe… »
Noescritura
20/10/2018 18:17
Zastanawia mnie co to jest "tremo"...? Taki, ja… »
Noescritura
20/10/2018 18:12
Proponowałabym wycofać to wyśrodkowanie, gdyż sama treść… »
krajew34
20/10/2018 18:11
To raczej moje hobby, nie jestem jakimś arcymistrzem by… »
Noescritura
20/10/2018 18:04
Ja muszę przyznać, że mnie osobiście się podoba. Taki tekst… »
Darcon
20/10/2018 17:33
To dobrze wróży na przyszłość, w takim razie pierwszy… »
OWSIANKO
20/10/2018 15:51
JOLA S. Nikifora znałem za młodu i jak na fanfarona… »
OWSIANKO
20/10/2018 14:49
JOLA S. Ironiczna z Ciebie jest bestyjka, Jolu, bo z jednej… »
ShoutBox
  • Esy Floresy
  • 20/10/2018 13:12
  • Pogoda nam się zrobiła ponura, więc nieco pozytywnie zakręconą nutkę Wam posyłam. Energetycznej soboty! [link]
  • mike17
  • 20/10/2018 11:39
  • W środę kończy się głosowanie w MUZO WENACH 6, więc macie jeszcze trochę czasu, by oddać swoje cenne głosy : [link]
  • allaska
  • 19/10/2018 19:58
  • Dobry wieczór. Mam wielką prośbę do Redakcji poezji. Czy można prosić o dodanie przed tytułem mego tekstu słowa luźne, luźne refleksje. Będę niezmiernie wdzięczna. Pozdrawiam :)
  • Esy Floresy
  • 19/10/2018 13:57
  • Jeszcze tydzień, by wierszem wspomnieć, o tych, którzy zostali z nami w swoich wierszach: [link]
  • mariaczekanska
  • 19/10/2018 11:39
  • ok, super! Patrzyłam tylko na aktualności :)
  • Zola111
  • 18/10/2018 22:08
  • Mario, spójrz trochę wyżej na "Konkursy" lub wejdź na forum dyskusyjne.
  • mariaczekanska
  • 18/10/2018 20:06
  • nie umiem odnaleźć tego zaśrodkowania :(
  • Zola111
  • 17/10/2018 23:32
  • Zaśrodkowanie#29 czeka na Wasze wiersze, Poeci.
Ostatnio widziani
Gości online:14
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas