Pająka przekraczanie granic - Miroslaw Sliwa
Proza » Groteska » Pająka przekraczanie granic
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

                                       Pająka przekraczanie granic

 

 

Czarna nienawiść i pogarda zimna niczym otchłanie piekieł mroczą duszę Pająkowi, a dusza Pająka wrażliwa i w tym przeczuleniu zhańbiona obojętnością świata.

 

Szczękościsk i bolesne napięcie mięśni szyi, drżenie głowy i mimowolne opadanie powiek.

 

O nie, nie pozwalaj sobie na rozkojarzenia. Syć temperaturę czarcich namiętności. Patrz na to mrowie. Patrz na tę mierzwę. Patrz i pamiętaj o ich stałej gotowości do szyderstwa, wzgardy wobec ciebie.

 

Wczoraj śpiewałeś im Wysockiego i Okudżawę, deklamowałeś „Statek pijany” Rimbauda, a oni płakali... ze śmiechu, ale wódkę stawiali. „Moskwę - Pietuszki” Jerofiejewa znasz na pamięć. Och jakże ich bawisz kiedy z przejęciem cytujesz, szczególnie ten fragment:Wszyscy, oczywiście, uważają mnie za marnego człowieka. Sam też tak o sobie myślę rano i gdy jestem przepity. Nie można jednak polegać na opinii człowieka, który nic jeszcze nie wypił na kaca! Za to wieczorami na jakie wznoszę się szczyty! Na jakie wznoszę się szczyty wieczorami, jeżeli oczywiście w ciągu dnia dobrze się zaprawiłem”.

 

Drwi to bydło i kpi ze mnie do rozpuku. Mają skurwiele ubaw. Stawiają jednak kolejne wódki, poecie i bardowi, choć śmieją się, że z rozstrojoną gitarą. Tak, kurwa jestem poetą; za takiego się uważam… JESTEM!

Więc skąd to tak, że robię już tylko za cyrkowego pajaca? Całe miasto zna mnie jako „Poetę”, lecz nikomu nie kojarzę się inaczej jak tylko z pijanym klaunem. Poeta – synonim absurdalnie śmiesznej niepotrzebności.

 

Roi więc marzenie – wizję wielkiego dzieła. I czuje w sobie siłę. Ileż mocy daje nienawiść, której źródła biją z poniżenia.

 

Czerń zatrważająca mroczy duszę Pająkowi. Najwyraźniej za długo trzeźwieje.

 

Ile to już będzie?

A niech to!… dwie doby na sucho. No tak, tak… rodzina, sprawy rodzinne.

 

Ot, różne takie wypadki życiowe zmuszają czasami człowieka do wstrzemięźliwości, ale przecież ból i ten okropny szum w uszach. Kurwa, nieświat staje się światem. Oby jak najszybciej odrażająca rześkość zanikła w zbawiennym smrodzie karbidem zalatującej gorzały i cierpkim posmaku wyćmochanych kiepów. Oby powrócił zrozumiały bełkot ubzdryngolonej mowy.

 

Łeb trzeszczy jak mielony kamień, a resztki rozumu kreują rzeczywistości pełne grozy i chaosu. Drżenie kolan, strach, skurcz, ból i znowu strach.

 

W ramach normalizacji stosunków międzyludzkich, w trosce o integralność ciała i umysłu, i w ogóle z uwagi na raison d'être siebie jako siebie Pająk pije już trzeci dzień, a nic nie jest takie jak być powinno. Zamiast zwykłej, pustej dziury niepamięci prześladują go jakieś nadsłyszenia; chichoty, świsty, zakrzyknięcia, i nadwidzenia; cały świat w ruchu, ludzie, samochody, zwierzęta, a nawet drzewa w aroganckich poszumach sprzysięgają się przeciw niemu. Słyszy to, widzi i czuje. Baczy. Wszystkie urządzenia świata zdają się szeptać między sobą o jego fatalnej skazie; zdają się wiedzieć… ach! wiedzą, z całą pewnością wiedzą, że mianowicie on, Pająk, artysta i poeta jest jedynie wydmuszką życiową, zdawkowym blagierem, odrobiną, nie wiadomo po co ożywionej materii.

 

Oblężenie niemożliwe do przetrwania i w tym natarciu caluśkie miasto górnym C fastryguje Pająkowi mózg i ciało. Nie może chłopina ani jeść, ani spać. Flaki wiążą mu się w węzły gordyjskie. Rwą jak drzazga pod paznokciem. Każdy dotyk razi wypłukane wódą na wierzch nerwy.

 

Kończę się. Zdycham.

 

Kolaboruje z nicością, a agresywna intensywność barw mami zdolność widzenia.

- No co jest, kurwa grane? Czy ja wariuję? - w ramach rozpaczliwej autopsychoterapii, na wpół ślepy mruczy sam do siebie, a knajpa okropnieje z każdą chwilą. O ucieczce mowy być nie może. Na zewnątrz z pewnością jest znacznie gorzej.

 

Wtem, w momencie kolejnej astazji dostrzega aktywne, realne zagrożenie. O nie! Wielkie Nieba! Od kontuaru zasnutego smugami papierosowego dymu odrywa się widmo rozchwiane, które ni w te ni wewte, esami floresami w mazi podłogowej, ale nieuchronnie zbliża się do siedziska Pająka. Ten maleje i zapada się w sobie. Czuje, że za chwilę serce odmówi mu współpracy z resztą organizmu, lecz zamiast spodziewanej inwazji makabry słyszy ciche, ledwie wyzipiane powitanie:

- Cześć Pająk.

Pająk powoli, w zalęknieniu podnosi wzrok na dręczyciela. Oczy ma przekrwione i okrągłe w przerażonym stuporze. Wreszcie kojarzy z wyraźnym trudem, ale i z ulgą:

- Ach, to ty Siwy – Dyszy od męki skupiania, a Siwy stoi, lecz w jakiejś dziwnej choreografii zachwiań, kiwnięć i odchyleń. Z półlitrówką i szklankami w brudnych, szponiastych dłoniach naprasza się uniżenie:

- Pająk, napijesz się ze mną? Napijże się ze mną.

- No… siadaj – Pająk co prawda zlewa się cały zimnym potem i dygocze tak jakby miał się rozpaść na setki ochłapów, ale połamanym zadziorem przytomności konstatuje, że w kieszeni ma niecałą dychę a przecież razem z Siwym pojawiła się także wódka, być może nie ostatnia, więc przełamuje lęki i żarliwie chwyta się niespodziewanej szczodrobliwości kompana.

 

Ty, który powinieneś cieszyć się pozycją i powagą wieszcza i trendsettera pomiędzy arbitrami elegancji Paryża, Londynu czy Berlina robisz za trefnisia pomiędzy lumpami w zasyfionej mordowni. Co za życie. Ale jeszcze się odgryziesz, a teraz tylko nie wypadaj z roli! Nie wypadaj z roli!

 

Skrzypi krzesło pod Siwym, a ten podejmuje niezdarne działania nad uwolnieniem zawartości butelki. W końcu nakrętka ustępuje. Pająk ślepi łakomie na szczerze napełnianą przez współbiesiadnika literatkę.

- Zdrowie!

- Oby nam się!

W przełyki przypominające instalacje w fabrykach kwasu solnego wlewają sprawiedliwe miarki trunku. Na zagrychę odpalają papierosy o aromacie suszonego gnoju i gapią się na siebie. Musi, że jest sprawa.

 

Dwa zmurszałe pnie w kącie zaszczanej speluny, wwiercone suchymi dupami w wyślizgane siedziska sfatygowanych stołków gniją skrzecząco naprzeciw siebie. Pomiędzy nimi ambrozja berbeluchy.

Pająk znojnie koncentruje uwagę na groteskowo zbolałej facjacie Siwego, bo ostatecznie to jedyny walor, którym może zapłacić za to życiodajne paliwo rakietowe, którym jest raczony.

- Pająk, ty bywały jesteś i znasz tych wszystkich artystów i ważniaków z zagranicznych gazet i telewizora, co?

- No znam... jeździło się tu i ówdzie, a i gadałem z niejednym… Wypić też się zdarzało – z egzaltowanym rozczuleniem Pająk potwierdza wątpliwą tezę o swojej ogładzie i dżentelmenerii, bo w istocie cała jego wiedza o świecie jest raczej czysto teoretycznej proweniencji jednak legenda życia, którą uparcie tworzy domaga się imażu wojażera. Ot, przymus konfabulacyjny i siła wiary przeistaczającej załganą historię w prawdę fundamentalną.

- Pająk słuchaj, ja już, kurwa, nie daję rady. Pająk, mnie się żyć odechciało! - Siwy wstydliwie i na jednym wydechu jakimś pół świstem, pół sykiem uzewnętrznia, póki co trudną do zrozumienia udrękę egzystencjalną.

 

Więc jest sprawa!

 

- Co ty pierdolisz Siwy? - Pająk znowu wpada w dygotki. Wymiociny po ludzku brzmiącej skargi u takiej ameby jak Siwy?

Arystokrata ducha pochyla się nad bólem istnienia pierwotniaka! Sodoma i Gomora! No Sodoma i Gomora!

 

Ale spokojnie. Cicho, cicho.

 

Siwy nie może zauważyć zadziwionej odrazy łaskawego interlokutora. Zresztą ciekawość się rodzi i póki co rozkojarzony instynkt badacza ciemnych stron ludzkiej natury mimowolnie, choć nie bez oporów, pozwala mu skupić uwagę na odebranym komunikacie, bo cóż mogło zajść w życiu takiego insekta, takiej wszy jak Siwy, jak oni wszyscy… ci wokół? Jakiż to dramat położył się cieniem na życiu karalucha?

- Siwy spokojnie. Mów jak człowiek; po kolei i do rzeczy.

Siwy kręci się jak fryga od niemożności wysłowienia, a Pająk wie, że nie może go stracić, bo bez alkoholowej chemioterapii, którą oto Siwy mu aplikuje zeżre go nowotwór delirium tremens. Uspokaja się jednak, bo zabiedzony penitent chce mówić. Na szybciora wychylają po kolejnej secie i Siwy zbiera się do wyznania, na Pająka natomiast wreszcie spływa tak długo oczekiwany cud bezczucia.

 

Ależ bosko! „Ślachetne zdrowie, nikt się nie dowie...” Uff, No teraz mogę wznosić się na szczyty.

 

- Aśka mnie rzuciła! Zdradziła! Odeszła! - krzywiąc twarz w okropny grymas Siwy jakoś pokątnie, sucho, ze zmieszaniem wykrzykuje swoje nieszczęście i łka. Krzyk niby trzask złamanego patyka. Szloch wstrząsa całą, zdeformowaną sylwetką rogacza. Łzy i smarki mieszają się ze sobą na pobrużdżonej twarzy. Melodramatyczny melanż.

 

Oż… Kurwa! Harlekiny i „Ecce homo”. Cóż za nieestetyczne zestawienie. Fuj. Ale… no kto wie, może… tak, może materiał do obróbki literackiej. Poczekajmy, posłuchajmy.

 

- Ale jak żeś się dowiedział? Może kto ci nagadał głupot? - dopytuje Pająk, znając skądinąd, choćby z autopsji, toporność intymnych relacji i atrofię porozumiewawczą w związkach ludzi niepozbieranych, żyjących z godziny na godzinę, żyjących, bo żyjących.

- Sam żem ich naszedł w chałupie. Miałem wczoraj robić szalunki na budowie u Mazura, ale desek nie dowieźli, to żem się wrócił do domu i żem ich naszedł. Torbiła się z Heńkiem, moim bratem. Rozumiesz? Z moim bratem! Chuj połamany! - Siwy relacjonuje zagładę swojego świata z tępą determinacją, ale na końcu głos mu się łamie.

- Kurwy jedne! Chciał żem ich pozabijać, ale Heniek, jakoś pierwszy śmignął mi tak żem ino numer buta pokazał i pouciekały - Reporter własnego nieszczęścia nadaje ze

zrezygnowana pasją.

- Po co to tak? Przecież żyło się. Kurwa, żyło się! - Całkiem maleje i prawie zanika w obliczu nieodkrytych tajemnic, z którymi zderzyła go rzeczywistość wbrew jasnej prostocie zasad, tworzących lite poczucie bezpieczeństwa. Potęga zdrady rozszarpuje na strzępy, wydawać by się mogło, równoważące huśtawkę życiowych perypetii, doświadczenie bytowania w ludzkim mrowisku.

 

He, he. Romanzo popolare, ale przecież i tak wszystko pozostaje w rodzinie. Dobre. Naprawdę dobre. Ładny chuj panie Janku. Ładny chuj.

 

Pająk bezgłośnie ironizuje ciągnąc prosto z klarneta trzy spore hausty. Nie pozwoli sobie dzisiaj na utratę jakże cennego daru poczucia uniesienia, którego tak pragnął i już prawie zbył nadziei, a tu jest. Jest! Jest! Jest!

 

Jestem panem pieprzonego świata i nawet z tego kiczu zrobię kurewsko genialne dzieło. Nieś mnie fantazjo, nieś!

 

Niemalże z delikatnością, a właściwie rewerencją dla chwilowo istotnego artefaktu poszturchuje ramię złamanego wpół Siwego, jednocześnie dość surowym i nie znoszącym sprzeciwu tonem nakazuje:

- Pij!

Siwy karnie wykonuje polecenie krztusząc się przy tym, łkając, prychając i znowu zapada się w sobie.

 

Nie zjeżdżaj mi tu koleś. Jeszcze jesteś potrzebny.

 

W aktywnym skupieniu, niczym rzeźbiarz wobec bezkształtnej bryły gliny Pająk strzela wzrokiem na skołtuniony czerep kompana.

- Nie jesteś pierwszy i nie ostatni. Od tego się nie umiera. - Próbuje zracjonalizować sytuację.

-Tego kwiatu… - Pająk usiłuje wejść w rolę pocieszyciela no i krzepi, ale, raczej byle jak, bo…, bo i po co? Gada żeby pić.

- Nie umiera? - Niezdrowo zmartwychwstały Siwy błyska fleszem niepokojąco brzmiącego pytania.

- Nie umiera się, kurwa, nie umiera?! A może powinno się umrzeć?! - Siwy porywa się na równe nogi, a jego wrzask na jakiś czas przykuwa uwagę kilku smutno zaprawiających się klientów i barmanki, która reaguje natychmiast i brawurowo:

- Spokój mi tam moczymordo, bo wyleję z lokalu na zbity pysk!

Siwy toczy wokół niewidzącym wzrokiem i… I co? I nic. Uspokajany gorliwie przez lekko spanikowanego Pająka klapie schabami na zydel. Energia zbuntowanej desperacji uchodzi w zobojętniałą przestrzeń.

 

Lato w rozkwicie. Przyroda syci się sama sobą, a miasto celebruje kolejny dzień kanikuły. Słodko, miód i ogólne cacy. Natomiast w osobliwym punkcie zafajdanej oberży diabeł krzesze iskry niełaski. Zła idea się poczyna. Gwiazdy się rodzą, gwiazdy umierają.

 

Pośród żałobnego opilstwa, w nieodwracalnym, zdawać by się mogło, procesie zanikania sił witalnych u Siwego zachodzi nagła, prawie paradoksalna przemiana; łabędzi śpiew – trzeźwość i przytomność przedśmiertna.

 

Prostuje tułów, patrzy zimno, prosto w oczy rozmówcy, po czym zdecydowanie, twardo i wyraźnie oznajmia:

- Powieszę się. Dzisiaj się powieszę. Jużem postanowił – straszna deklaracja wybrzmiewa nader prawdziwie i eschatologicznie.

- Ju - żeś po – sta – no - wił – Pająk cedząc powoli sylaby, powtarza słowa samobójczego werdyktu i skupia na frustracie bardzo uważne spojrzenie.

 

Przez oka mgnienie obaj sprawiają wrażenie rozważnych realistów w obliczu irracjonalnej lecz nieuniknionej katastrofy, ale to jedynie pozór, bo wraz drzemiący w Pająku Herostrates się budzi. Już jest wolny i gotowy do działania. W skupieniu Pająk coś kojarzy, kojarzy i w końcu ma:

 

Kiryłłow. Przecież Siwy jest jak Kiryłłow. Aleksiej Niłycz Kiryłłow. To nic, że w „Biesach” o co innego idzie. Narzędzie jest tylko narzędziem. Siwy jesteś tym czego tak potrzebuję. Chcesz sam się zabić? To dobrze. Będzie łatwiej. Zabijemy cię razem, ale w istocie to ja cię zabiję. Co za zbieg okoliczności? Zrobię to! Dokonam tego! Och pomsto, jakaś ty słodka!

 

Nikczemny tchórz pragnie wcielić się w Nerona, Attylę, Stalina i Hitlera w jednej, własnej osobie… albo takiego Iwana Groźnego czy innego Pol Pota. Z dumnym poczuciem wyróżnienia przez wyobcowanie, jak to u intelektualisty, prezentuje się światu w zaświnionej koszulce z podobizną Che Guevary. Che nie bał się zabijania. Obmywał swoja wizję świata w ludzkiej krwi.

 

„Nie zabijaj”. Ckliwe tabu moralności… Tfu! A gdzież w tym wolność kształtowania motłochu, ziemi, kosmosu i wszechświata całego? Wszystko jest, kurwa, tworzywem, plasteliną w rękach artysty. Ja jestem artystą! Cóż, bywa, że się człowiek w akcie twórczym nieco utytła. Dzieło się liczy i podziw dla twórcy! Podziw dla mnie! I serdecznie pierdolę ludzkie fascynacje i zauroczenia! Chcę obsesji. Obsesji ze strachu. Moje lęki na wszystkich! Mają robić pod siebie myśląc o Poecie i jego dziele. Stanę się ich wiekuistym natręctwem. Niech myślą o mnie bezustannie, bo to mnie, Pająkowi - Poecie się, kurwa mać, należy!

 

Dwa skrajnie wyczerpane organizmy skokowo tracące energię, ale, ale człowiek to przecież nie kawałek butwiejącego drewna. Czyż duch nie zwycięża materii? Działają, więc harde demony rozpaczy i pychy. Firma Mefisto & Company, Inc. nabiera pełnych mocy przerobowych.

 

Siwy pochyla głowę i nie patrząc na Pająka zaczyna grzebać w kieszeniach spodni. Z gwałtownością pewną i zniecierpliwieniem wykłada na stół: paczkę papierosów, pudełko zapałek, pomięte banknoty, garść bilonu i nowy, ometkowany jeszcze, kilkumetrowy kawał plecionej linki.

- Całą noc piłem i myślałem, na koniec postanowiłem… - nie kończąc zdania kładzie dłoń na lince, ale znowu się łamie.

- Pij! Raz, dwa! - Pająk wydaje komendę. Wie, że oto wlazł już w buty mistrza katowskiego, a taka robota to nie w kij dmuchał. Siwy zachowuje się jak bezwolna kukła; robi co mu każą i zastyga. Tylko gęsta ślina ulewa mu się z kącika ust.

 

Na razie idzie jak trzeba, ale jak mu się, kurwa odmieni? Trzeba być współczującym i stanowczym. Współczucie i stanowczość w zależności od zachowania. Kurwa, a jeśli jednak stanie okoniem? Wtedy siłą trzeba. Kurwa, ale ja i siła?

 

Bo Pająk to zwykłe chuchro, a Siwy dość jednak kawał chłopa.

 

Muszę go jeszcze trochę podlać i wywlec do jaru. Przecież to tuż, tuż. Oby się tylko jakiś jebany spacerowicz nie napatoczył, ale spoko, przecież tu nie chodzą. Boją się. I pętla! Piękna pętelka! Sam muszę ją zawiązać, przecież to ścierwo nie da rady. Dobra, spokojnie i metodycznie.

 

Siwy tkwi w bezruchu, a Pająk, jakby brał swoje, zgarnia ze stołu pieniądze i sznur. Fajki dlaczegoś zostawia; nieistotne one. Z całkiem nieoczekiwanym, głównie dla siebie samego wigorem prostuje korpus i najobojętniej na świecie (ta niby obojętność wiele go kosztuje) wyjęzycza w stronę skamieniałego skazańca:

- Chodźmy już Siwy. Na dworze zmierzcha.

Zagadnięty wybudza się z odrętwienia i powolny nakazowi, bez słowa sprzeciwu chwiejnym krokiem rusza do wyjścia. Pająk kupuje w barze jeszcze jedną butelkę wódki. Znieczulacz zawsze się przyda.

 

Nawarstwione chwile w oczekiwaniu na nieodwracalne toną w strumieniu czasu. W odległych oknach wolframowe druciki żarzą się do białości, a w skurczonym żołądku Pająka wrzody eksplodują krwawymi gejzerami. Gasi ból gorzałą, która „wstrząśnięta, niezmieszana” w koktajlu z adrenaliną działa błyskawicznie. Lekkość nieziemska, bo „Na końcu palca wibruje skrycie jak łaskotanie: tu śmierć, tu życie”.

 

Drogą na szafot, dnem jaru polodowcowego poznaczonego, tu i ówdzie jasnymi jęzorami nielegalnie powysypywanych śmieci dyrdają jak na szczudłach ku rozłożystym konarom dębu w głębi parowu, reżyser i aktor. Postmodernistyczna sztuka jednorazowego użytku. Pająk zna drogę do proscenium – kilka lat wcześniej powiesił się tam jakiś zadłużony po uszy nieszczęśnik, Siwy natomiast niczego nie wie i niczego nie zna; somatyzacja samoudręczenia zdradą czyni z niego bezwolne popychadło i pacynę. Niebo w kolorze indigo dye przechodzącym w navy blue mruga nieregularnie rozrzuconymi cętkami gwiazd. Pająka fascynuje prawie aż do hipnozy ten najjaśniejszy punkt; światło odbite od Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Magiczny blask twórczego aktu woli i działania – ISS.

 

Człowiek jak się spręży, to wszystko może, kurwa.

 

Jeszce kilka metrów do celu. Mijają kupę gruzu, którą ktoś po rozbiórce domu dla oszczędności, jak wielu mieszkańców okolicy zwalił ze zbocza. W jednej chwili Pająk dostrzega w tym stosie kamieni kolejny pasujący kawałek układanki; jego szatańsko zmyślnej układanki.

- Siwy bierz trzy cegły – raczej szeptem i raczej prosi niż nakazuje.

- A po chuj mi taszczyć cegły? - z jakimś spokojnym, bełkotliwym zadziwieniem odpowiada mocno już pijany kandydat na wisielca i szyje w Pająka wszystko rozumiejącym spojrzeniem, które kryje w sobie jednak równie doskonałą obojętność wobec rzeczywistości i nierzeczywistości, istniejącego i nieistniejącego. Chuj! Po prostu, wszystko chuj!

Pająk z nieukrywaną złością sam przerzuca cegły pod dość nisko płożący się konar drzewa, a Siwy, powoli osuwając się po chropawym pniu na ziemię, obserwuje te zachowania tak jakby oglądał mecz tenisowy w zwolnionym tempie. Siedzi na dupie i obserwuje. Artysta w działaniu czuje na sobie to szydercze spojrzenie tworzywa.

 

A jednak bierny opór. I co tu robić? Może jakby co to w łeb kamieniem przywalę?

 

Pająk przerywa ustawianie szafotu z luźnych cegieł. Gwałtownie wyrywa butelkę wódki z kieszeni i sekundę czy dwie kalkuluje. Odrzuca nakrętkę. Lewą ręką chwyta w kleszcze drapieżnych pazurów dolną szczękę siedzącego, a prawą wbija mu szyjkę butelki w usta. Przy okazji pozbawia Siwego górnej jedynki, ale przechyla flaszkę i dyszy. Siwy się krztusi, a wódka z krwią spływa mu, to do gardła, to po brodzie. Ofiara żywiołowo wyszarpuje się z łap Pająka, zaciska oczy i usta, pada na ziemię i tężeje; napina wszystkie mięśnie w atawistycznym odruchu obrony.

 

Oż ty złamasie!

 

Reaktywnie, natychmiast i w zupełnym amoku Pająk staje się uosobieniem nieopanowanej agresji. Raz za razem wali butelką w znienawidzoną z rozmysłu głowę Siwego z taką pasją, że ta po chwili wygląda jak rozbity arbuz w sosie pomidorowym, a Pająk tłucze i tłucze, skandując przy tym miarowo i przez zęby:

- Je - stem puł – ko – wni – kiem! Je – stem puł – ko – wni – kiem! - i tak aż do momentu kiedy szkło roztrzaskuje się kalecząc przy okazji dłoń agresora. Ten na czworakach sapie i dyszy. Patrzy na krwawa pulpę i rzyga. Wylewa się z niego wóda zabarwiona posoką z owrzodzonego żołądka. Gulgocze niczym bagno bańkami metanu. Organizm buntuje się przeciwko manifestacji zła, ale zapiekła w wielkości i przekonaniu o słuszności absurdalnego mordu świadomość uruchamia wszystkie relatywizacje moralne, więc artysta trochę się uspokaja. Bierze głębszy oddech i podnosi wzrok do góry. ISS lśni i urzeka. Kosmos podziwia artystę wobec dzieła i dzieło wobec artysty, a ten uśmiecha się do siebie, bo tylko sobie i w siebie wierzy.

 

- No komu jak nie sobie – mruczy pod nosem, mruczy aby usłyszeć akceptację, mruczy aby oswoić dotąd nieznany smak, zapach i dotyk zbrodni. Własnoręcznie dokonanej zbrodni, pomsty i dzieła. Magnum opus.

 

Lecz umęczony robotnik w diablej winnicy odruchowo wkłada rękę do kieszeni i z rozkojarzonym, chorym zdziwieniem konstatuje w jej głębi obecność zwojów nowiutkiej, ometkowanej, nienaruszonej linki i oto myśl jak piorun:

 

Spierdoliłem, spaprałem, zjebałem! Kurwa! Nie tak miało być! Miałem go powiesić, a nie rozklepać.

 

Gdyby po skończonej pracy nad Pietą rzeźba nagle rozpadła się na dwoje odczucia Michała Anioła musiałyby być podobne do aktualnych wrażeń Pająka. Nowiuteńka ruina w całej swojej nieodwracalności i to na wieki wieków, ot co. Farsa.

 

Bohema artystyczna, mistrzowie przerysowania w dziedzinie bełkotu humanistycznego, ci znani z ekranów telewizyjnych i anten radiowych, gęsto udzielający wywiadów najbardziej poczytnym gazetom branżowym, bogaci subwencjami, dotacjami i innymi gażami swoje wieże z kości słoniowej budują na jakiejś chytrej i pazernej, niemniej przezorności i umiarze wobec niepewnej perspektywy jutra i rozchwianych upodobań niewiernej publiczności. A Pająk? Pająk, cóż; dziecinny romantyk żywiący głębokie przekonanie, że świat podbija się solo i znikąd. Chłop czyta, ogląda, słucha, przeżywa, pisze, maluje, śpiewa i marzy. Prezentuje się dzielnie, a świat mimo to pozostaje na niego obojętny. Absolutne zero uznania i podziwu. Pięćdziesiąt lat męki w tak wrogim środowisku, z tego ze czterdzieści rozpaczliwego wyrażania swoich pretensji do wielkości; pomylonych pretensji. Oto jednak makabrą wymusza uwagę. I co?

 

Patrzy na swoje dokonanie. Patrzy z rozczarowaniem. Och, gdyby tak chociaż mógł wykrzyknąć za Grekiem Zorbą „Jaka piękna katastrofa”, ale tylko niesmak i obrzydzenie w nim narasta.

 

Jak tu lekko grać rolę kiedy dusza nagle ołowiana?

 

Krwawa miazga wielkiego w zamiarze dzieła nie emanuje ani jednym kwantem genialnej energii, za to gdzieś ze środka pająkowego jestestwa wyraja się wstręt, wstręt do samego siebie, wstręt, który natychmiast rujnuje gorączkę wcześniejszej ekstazy.

 

Łajno. Łajno w łajnie. Łajno z łajna.

 

Pada na kolana i jasno rozumie, że nie dokonał żadnego dzieła; dokonał zbrodni, a gdzie zbrodnia musi być kara. Będzie sąd; sąd doczesny i ostateczny. Strach jeży Pająkowi włosy na głowie. Mrowienie gorejącej duszy przeistacza się w piekący ból jakby płonącego ciała.

 

ISS, owoc „umiarkowanego postępu w granicach prawa” lśni odbitym, surowym blaskiem.

 

Beznamiętna sprawiedliwość czeka i patrzy. Pająk w śmiertelnej trwodze traci przytomność.

 

„A czas sobie płynie banalnym tik-tak...” Ziemia nie została wytrącona z orbity.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Miroslaw Sliwa · dnia 28.04.2018 19:02 · Czytań: 234 · Średnia ocena: 4,75 · Komentarzy: 10
Komentarze
Quentin dnia 01.05.2018 17:26 Ocena: Bardzo dobre
Na granicy

Pomieszane te swiaty. Z jednej strony odnioslem wrazenie, jakby tytulowy bohater byl gwiazda jakiegos "programu" ( cos jakby Truman show), a z drugiej samo zycie. Samo zycie.

Dla mnie to w ogole pewna forma eksperymentu. Takie wieszczenie bliskiej przyszlosci z ramowki programu tv. Jak daleko mozna sie, za przeproszeniemchwile, posunac, zeby nazwac dane przedsiewziecie artystycznym. Nie ma co, sztuka moze przybrac ciekawe oblicze.

Ja pewnie docisnalbym pedal gazu mocniej, ale nie jestem toba i nigdy nie bede. Widac duze doswiadczenie w tworzeniu opinii, zyciowa madrosc, ktorej ja, co najwyzej, dopiero sie ucze. Ciesze sie ża, ze mam od kogo.

Tekst wieloplaszczyznowy. Taki, do ktorego chce sie wracac.

Pozdrawiam Miroslawa serdecznie
Quen
Miroslaw Sliwa dnia 01.05.2018 18:08
A witaj Quen. Ciekawie spojrzałeś na tę historię, która, poza tragicznym finałem, na szczęście nigdy niezmaterializowanym, kilkanaście lat temu naprawdę miała miejsce. Facet w podobnych okolicznościach chciał zabić, bo miał zwida, ale mu nie wyszło; po prostu ofiara zwiała w ostatniej chwili. Zdarzenie przebrzmiało jedynie małym huczkiem w półświatku Jastrzębia.
Człowieka, który jest "prototypem" Pająka znam. To wręcz wzorzec kompleksu niższości, ale i pychy, która tą niższością się żywi. Żyje ciągle, działa, tworzy i ciągle rozbudowuje tego swojego matrixa.
Niemniej Twoja interpretacja jest jak najbardziej uprawniona i powiem, że dla mnie,autora dosyć inspirująca.
Na tym urok świata polega, że każdy widzi go po swojemu.
Dzięki Quen. Miło, że zajrzałeś. Pozdrawiam równie serdecznie.

Mirek
mike17 dnia 03.05.2018 16:16 Ocena: Świetne!
Kawał grotechy żeś tu zapodał, Mirku :)
Całość natychmiast przywodzi mi na myśl prozę rosyjską, ten sam absurdalny humorek, ten sam typ prowadzenia narracji, jakoś tak to od razu wyczułem.
Niby się dzieje, ale nie dzieje się jakby naprawdę.

Ale...

Pająkowi odwaliło totalnie, ale tak bywa, jeśli się chla wódę, a nie jakieś cienkie piwka.
W łbie się miesza, a potem to już tylko kaplica...

Świetnie oddany światek pijaków, zupełnie jak w "Pętli" Hłaski.
Poczułem to samo, absolutnie.

Pająka odbieram jako gościa o nieuświadomionych popędach morderczych.
Tak łatwo przychodzi mu załatwienie Siwego.
To chore, ale takie typki chodzą po ulicach naszego pięknego kraju.

Wóda wydobywa ponoć z człeka prawdę, więc taka to była prawda o panu Pająku...

Piszesz tak dynamicznie, że nie ma tu miejsca na ziewanie ani skoczenie do kibelka.
To trza przeczytać w jednym podejściu.
Inaczej to nie jest już to samo.
Gdzieś przepadnie ta dynamika.

To było to!
Nawet ta śmierć bawi, a to niepokojące...
Także grotecha jak się patrzy :)
Miroslaw Sliwa dnia 03.05.2018 17:20
Michał dzięki za odwiedziny i nietuzinkowe, jak to u Ciebie bywa, uwagi.
Zaciekawiła mnie ta rosyjskość, którą odkryłeś w tej grotesce i mam satysfakcję, bo istotnie chciałem w tym tekście stworzyć atmosferę pijanego absurdu, który tak naprawdę można znaleźć u rosyjskich pisarzy; całkiem świadomie zacytowałem Jerofiejewa i w pewnym momencie nawiązałem do Dostojewskiego. Pycha z poniżenia to też rosyjskie; typowe.
Akcja musiała być dynamiczna, bo delira ma to do siebie, że świat wygląda jak film zrobiony z bardzo krótkich sekwencji, intensywnych przy tym. No i piekielnie nieprzyjemnych.
Pomysł, który mi przyświecał podczas pisania powyższego tekstu: w każdej sytuacji trzymajmy się rzeczywistości i trzeźwo oceniajmy siebie i świat, bo życie w urojonej rzeczywistości grozi "ciężką śmiercią lub kalectwem" jak oznajmiła jedna trzylatka o imieniu Julka.

Michał jeszcze raz serdeczne dzięki.

Pozdrawiam serdecznie. :)

Mirek
skroplami dnia 05.05.2018 11:24 Ocena: Świetne!
Trudno ochłonąć bo "trudno" się czyta, taką prawdę. A w każdej z liter kropli prawda z niej "kole".
To nie tylko Rosja czy ZSRR a także Polska i USA i najbliżsi za granicą sąsiedzi :). Właściwie też nie, to niezależnie od kraju pewien świat "za granicą" trzeźwego świata. Oczywiście, w każdym z tych "światów" kraj w którym świat i nanosi własne "spojrzenie" od środka dla bohatera. Opowiadanie nawet bardzo i wręcz - antyalkoholowe :). Dla trzeźwo myślących :). Czyli gdzie szukać prawdy o jednej lub drugiej stronie, pośrodku? Trzeźwo myślący receptą? Nie, bo "alkohol" to nie tylko alkohol. Bywa nim miłość, nienawiść, wiara w swą wielkość lub brak wiedzy i wiary o Bogu i ... ., ok, nie znam wszystkich "i" :). Nie? "Siwy" alkoholik do potęgi z wychowania i powodu sytuacji, przypuszczalnych, do "kwadratu" jest pijany gdy do wódy dodaje "miłość", zawiedzioną. I ma postanowienie. Postanowienie chwiejne bo pod wpływem, jak kroki pod wpływem :).
Jednak jest "Pająk" pełen "wiary" w swą wielkość "pod wpływem" i nie "pod wpływem", efekt samouwielbienia ego?, i poszukiwacz wrażeń aby wielkość większą była, zdecydowany "pod wpływem". Robi to co w jego sumieniu zawalone "gruzem" i chociaż kraj też w alkoholickiej mgle to co kraju tego "sumienie pijane prawem" też zabrania. I gdy bohater nagle czuje własne zło, głupotę, błąd, strach ale już "po", nie żałuję go, i nie wiem czy słusznie. Dobra, słusznie :). Bo niezależnie od powodów stanu w jakim bohater, prawo od Boga brzmi niezmiennie. Nie ważne czy pijany czy nie, jak w ludzkim prawie chcącym być dziś ponad bożym. Bóg wprost: nie morduj (nie: nie zabijaj). Dla Boga, a nakazuje nam swe prawo do przestrzegania i wg niego będzie osądzał, nie istnieje żadne złagodzenie kary w przypadku "pod wpływem", istnieje tylko w przypadku "przypadkiem".
Opowiadanie odkrywa po części to, czego część z nas próbuje nie widzieć i zamyka oczy. Dosłownie i te sumienia. I zastanawiam się co gorsze, bohater czy w takim przypadku my, "zamykacze oczu". I wiem, jedno równa się drugiemu, identyczna odpowiedzialność :). To nie moje "wiem", to od Boga wiem :).
Autorze, nie gniewaj się że tyle aż nawiązań do Ojca :). Gdy rodzą się pytania a nie znam pewnej lub na pewno odpowiedzi, pytam Jego. Nie, nie odpowiada wprost, od zawsze nakazuje szukać samemu w tym co przekazał nam, od siebie. A powiedział wszystko co dla człowieka ważne i ważniejsze, oczywiście w Biblii.
Twoje odpowiadanie rodzi mnóstwo pytań i wali jak młotem, "Thora" :).
I też chodzę, chodziłem, po nim "pijany" :).
Można jeszcze mnóstwo, też o stylu pisania. Ale jest idealny dla tego co z treści wynika, taka brzytwa tnąca na sucho, pod włos, i zapach speluny i "zapach" ludzi w niej ;), wszystko jak żywe :).
Gratulacje.
Miroslaw Sliwa dnia 05.05.2018 13:52
Cześć Skrplami. Ależ analizę wysmażyłeś i wszystkie uwagi jak najbardziej trafne. Dobrze, że często odwoływałeś się w swoich spostrzeżeniach do Boga i do Jego prawa, bo Pająk to osoba, która cierpi nie tyle na syndrom Boga, co na dotkliwy jego brak; właściwie to jest syndrom Boga, ale na odwyrtkę: Jestem nikim, a przecież jako młodzieniec wyczytałem w książkach, że kiedy zostanę artystą, to spłyną na mnie boskie atrybuty. Alkohol w tej historii jest tylko wyzwalaczem i wzmacniaczem; opis delirycznych stanów nadaje dynamiki (absurdalnej) całemu tekstowi. Jako autor musiałem za tym nadążyć, ale tak miało być. Poza tym jestem w stanie sobie wyobrazić, zresztą nie muszę sobie wyobrażać; przecież zbrodnie "na zimno" z gorącą przesłanką w pamięci czyli zbrodnia najlepiej smakuje na zimno, nie należą do rzadkości. Pamiętajmy jednak, że Pająk to wieczny idealista i romantyk, zwykła zarzygana sierota; gdzie mu tam do kalkulacji i spekulacji. Na dodatek światopogląd neomarksistowski czyli najbanalniejsza kalka popkulturowych "dociekań intelektualnych", lecz przede wszystkim wielkie poczucie krzywdy z niedocenienia i mamy bombę, której głównym składnikiem jest pycha.
Kto wie, może niektórym z nas to grozi? :)
Dzięki jeszcze razza lekturę i komentarz.
Pozdrawiam serdecznie. :)

Mirek
al-szamanka dnia 15.05.2018 21:20 Ocena: Świetne!
Nigdy jeszcze nie czytałam Ciebie takiego.
Dlatego z każdym zdaniem coraz szerzej otwierałam oczy... i leciałam dalej, bo ciekawa byłam, co za zakrętem.
Swoimi nieprawdopodobnym opisami tych dwóch alkoholików przypomniałeś mi bardzo odległy czas, gdy byłam świadkiem, jak ich kolega po "fachu" przyjmował gości, prowadząc z nimi bełkotliwą rozmowę. Gości widział tylko on, byli częścią jego halucynacji. Byłam zafascynowana i jednocześnie przerażona tym widokiem...
Teraz odczułam to samo zaniepokojenie co wtedy.
Muszę przyznać, że klimat oddałeś doskonale.
Jest tak samo pokręcony, porąbany, spłaszczony i wykrzywiony jak dusze Twoich bohaterów.

Ktoś kiedyś powiedział, że nie można oszukać alkoholu - że gdy jego w tobie zbyt dużo, to pokazujesz prawdziwą twarz. Pająk pokazał twarz mordercy. I to, pomimo stanu skrajnego zamroczenia, mordercy z premedytacją, gdyż daje się wyczuć w tekście planowość jego działania.
Ten facet to zakompleksiony słabeusz, który trafił na okazję udowodnienia samemu sobie, że jest kimś, że przez parę chwil, a nawet do następnej butelki wódki, może być panem życia i śmierci.

Przytłaczający tekst, ale jakże mógłby być inny, gdy taki temat obrałeś.
No i czapka z głowy za to, jak go napisałeś.

Pozdrawiam serdecznie :)
Miroslaw Sliwa dnia 21.05.2018 10:03
Witaj Aldonko. Twoje doświadczenie z obserwacji zapijaczonego kolesia gadającego z urojonymi kompanami w jakiś sposób puentuje moja groteskę, przy czym słowem kluczowym jest tutaj urojenie, bo alkohol, stan upojenia alkoholowego jest tylko wzmocnieniem dla wyimaginowanej rzeczywistości, w której osobie o potencjale i nawet jakimś dorobku twórczym wydaje się, wymyśliła to sobie, ktoś jej to wmówił, a ona w to uwierzyła, że należą jej się za sam fakt bycia twórcą jakieś szczególne hołdy, uznanie i pieniądze, oczywiście.
Pijana sytuacja jest jedynie pretekstem dla uwolnienia od wszystkich hamulców dla roszczeń "artysty" wobec świata. Równie dobra okazją dla tak szalonego postępku mogłaby być, na przykład ostra krytyka dzieła podczas prezentacji publicznej dzieła przez twórcę.
Pozycja ludzi tworzących tzw. sztuki piękne jest we współczesnym świecie jakoś zupełnie wykoślawiona; media, popkultura obiecują im cuda na patyku, a zderzają ich z twardą ściana reguł rynkowych, na dodatek zupełnie niejasnych, bo sztuki piękne są zupełnie niewymierne, więc dysonans poznawczy, nadwrażliwość i romantyczne roszczenia podbijane lekturami do bólu wyidealizowanych biografii już uznanych artystów mogą powodować zachowania niezrozumiałe albo wręcz szaleńcze.
Dość będzie powiedzieć, że z autopsji znam kilka takich nieakceptowalnych zachowań różnego kalibru w wykonaniu ludzi, którzy sami siebie uważają za artystów, a może nawet nimi są,
Rodzi się takie pytanie: Czy mały, lichy człowiek może być wielkim artystą? Niestety historia pokazuje, że może i że często, choć nie zawsze, tak bywa. Kto nie wierzy niech sobie obejrzy cykl polskich filmów dokumentalnych pod wspólnym tytułem "Errata do biografii" albo poczyta o kolaboracji z hitlerowcami francuskich osobistości świat kultury. Jakież to wszystko cuchnące. I jak tu oddzielić dzieło od człowieka? W każdym razie dla mnie słowo artysta nie brzmi dumnie, brzmi co najwyżej podejrzanie.

Pozdrawiam serdecznie Aldonko. :)

Mirek
al-szamanka dnia 03.06.2018 19:30 Ocena: Świetne!
Miroslaw Sliwa napisał/a:
Czy mały, lichy człowiek może być wielkim artystą? Niestety historia pokazuje, że może


Oj, bardzo może. Właśnie dzisiaj, po ponad dwóch tygodniach wróciłam z Hiszpanii - ostatnich kilka dni w Madrycie, zabytki, liczne muzea - tam widać jak bardzo masz rację pisząc, że sztuki piękne są niewymierne i reguły niejasne. Bo gdy eksponatem godnym wystawienia w renomowanym, królewskim muzeum staje się przezroczysta skrzynka wypełniona plastikowymi odpadami prosto ze śmietnika, to po stokroć wolę zaufać własnym upodobaniom niż ocenie tak zwanych "znawców"

Pozdrawiam po-podróżnie zmęczona :)
Miroslaw Sliwa dnia 07.06.2018 13:57
Święte słowa Aldonko, ale jest nadzieja, a właściwie pewność wynikająca z samej natury człowieka, który na ogół dąży do ideału niekłócącego się z rzeczywistością.
Któregoś dnia, nie wiem czy to bedzie miało charakter ewolucyjny czy rewolucyjny, ale człowiek zwróci się na powrót ku pięknu, a tym samym odwróci się od brzydy i od bełkotu "ekspertów" sankcjonujących i usprawiedliwiających dysharmonię, chaos, dowolność i całe to fiu bździu czyli nie wiadomo co.
Będzie dobrze.

Dzięki za opinię.

Pozdrawiam bardzo. :)

Mirek
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
jeden
17/08/2018 11:30
AntoniGrycuk "Studium seksualnego obłędu" - taki… »
jeden
17/08/2018 11:20
skroplami Dziękuję serdecznie za tak rozwinięty komentarz,… »
Wiktor Mazurkiewicz
17/08/2018 06:35
Nie wiem, czy zachwyt kierować do Pani Mariny, czy do Pani… »
Wiktor Mazurkiewicz
17/08/2018 06:07
Prat Bart Pao Również Witam, według życzenia:… »
SzalonaJulka
17/08/2018 00:38
Dziękuję Wam pięknie i kłaniam nisko. Będę jeszcze pracować… »
Prat Bart Pao
17/08/2018 00:03
Witaj, ps. ja bym go nazwał: udana noc poślubna,… »
Prat Bart Pao
16/08/2018 23:44
ot Idea, krótka lista od... »
liathia
16/08/2018 23:44
Dziękuję. »
liathia
16/08/2018 23:43
Introwerka, bardzo Ci dziękuję. Zmieniłam jedno słowo, pod… »
Gatsby
16/08/2018 23:31
Dobrze więc, zwracam honor za dra. Przygniótł mnie natłok… »
Zbigniew Szczypek
16/08/2018 23:22
Witaj (Dorotka?!) Dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że… »
MP642
16/08/2018 22:45
Po pierwsze, nie uważam tego za żadne dzieło, co napisałem… »
Prat Bart Pao
16/08/2018 22:22
Bo to jest tak. Leniwy chciał być samodzielny, spojrzał… »
Lilah
16/08/2018 22:09
Pięknie dziękuję, Niczyjko. :) »
Patsy
16/08/2018 20:55
Dziękuje bardzo za opinię, po części masz racje ;-) »
ShoutBox
  • Niczyja
  • 16/08/2018 22:39
  • Muzyka potrafi złagodzić najgorszą czynność... [link]
  • Zola111
  • 15/08/2018 22:12
  • Jakie ja mam zaległości w czytaniu Waszych wierszy! Przepraszam moich Ulubionych autorów. Powolutku nadrobię. Obiecuję.
  • JOLA S.
  • 15/08/2018 11:27
  • OK, bardzo dziękuję :)
  • JOLA S.
  • 15/08/2018 10:47
  • Szukam mojej ostatniej wirtajki, została opublikowana,:) ale gdzie? Znalazłam w wykazie moich tekstów i tyle.:) Może czegoś nie wiem?:)
  • Gramofon
  • 14/08/2018 21:03
  • ano świetny cover
  • allaska
  • 14/08/2018 20:55
  • Pozdrawiam wszystkich gorąco :)
Ostatnio widziani
Gości online:19
Najnowszy:yqujuwjlg67
Wspierają nas