Rozmowa - 22227
Proza » Obyczajowe » Rozmowa
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

  Ostatnio był w swoim rodzinnym mieście na pogrzebie swojej matki – To chyba jakieś osiem lat temu – powiedział do siebie zapalając papierosa.

 To była jedyna osoba w domu, z którą mógł normalnie porozmawiać. Dzisiaj przyjechał na pogrzeb ojca z którym relacje od zawsze były napięte. Ojciec starał mu się zawsze udowodnić, że jest do niczego i jako wzór stawiał mu starszego brata. Wytworzyło to w jego psychice silne poczucie buntu, a potem obojętności. Z czasem przestał zwracać uwagę co ojciec ma mu do powiedzenia, a starszego brata jeszcze w podstawówce zdążył przerosnąć i kiedy tamten coś głupiego mu powiedział, dostawał od razu po głowie. Dzisiaj na pogrzebie, kiedy go zobaczył czuł, że dzieli ich dystans nie do przejścia. Czas tylko pogłębił w nim poczucie niechęci i obojętności. Pragnął aby to wszystko jak najszybciej się skończyło i nie musiał już nikogo oglądać ze swojej rodziny bądź też innych znajomych, którzy przyprawiali go o mdłości i sztuczne uśmiechy. Chciał stąd jak najszybciej wyjechać, tylko, że niestety przyjechał pociągiem, bo zepsuł mu się samochód i miał jeszcze dwie godziny do odjazdu.

Nienawidził tego zaściankowego miasta i zawsze chciał się stąd wyrwać. Małe, szare i bez przyszłości, dla ludzi, którzy pragnęli czegoś więcej niż praca w którymś z dwóch funkcjonujących tu zakładów: Produkcji Elektrod Węglowych lub Przetwórstwa Owocowo- Warzywnego. Większość młodych ludzi była w tamtych czasach skazana na taką przyszłość. Nudna praca, nudne życie i tak do śmierci. Jedynie czasy szkoły średniej wspomina z sentymentem. Technikum Mechaniczne, które w swoich murach kształciło wielu takich jak on ambitnych frustratów, sprawiło, że jeszcze bardziej wzmagało się w nim pragnienie wyrwania się z tego miejsca. Chłopak w wieku osiemnastu dziewiętnastu lat ma niespożyte pokłady fantazji i wiary, że właśnie on jest tym wyjątkowym i do niego świat należy. No i udało się dostał się na studia, co w latach osiemdziesiątych dla kogoś z prowincji nie było taką prostą sprawą i oprócz piątek na świadectwie maturalny trzeba było mieć jeszcze trochę szczęścia.

Teraz mieszka we Wrocławiu, pracuje w potężnej firmie zajmującej się produkcją turbin do kotłów energetycznych. Jeździ po całym świecie uzgadniając szczegóły kontraktów. Zawsze chciał podróżować po świecie, mieć na tyle pieniędzy, żeby nie musieć o nich myśleć no i spełniać się zawodowo. Osiągnął to wszystko i może śmiało sobie powiedzieć, że nikt mu w tym nie pomagał.

Spacerując i rozmyślając o przeszłości w pewnym momencie zauważył knajpę, którą w czasach szkoły średniej często odwiedzał z kolegami, żółto -  biały szyld: „Klepka” – To były rozmowy: Dostojewski i jego „Bracia Karamazow” pod wpływem piwa mieszali się z filozofią dalekiego wschodu i teorią względności Einsteina. Czasami trzeba było zwiewać przed stałymi klientami, którzy niczego nie rozumieli z Dostojewskiego a ich instynkt samozachowawczy sprawiał, że na każde podejrzane słowo tak niby zapobiegawczo reagowali agresją.

Postanowił wejść do środka i zobaczyć, jak wygląda dzisiaj ta speluna, w której kiedyś toczyło się bardzo filozoficzne rozmowy.

Rozejrzał się dookoła – Ktoś musiał władować tu niezłą kasę - stwierdził i podszedł do baru.  Wszystko się w niej zmieniło, bar stoi w zupełnie innym miejscu niż przedtem, czysto, schludnie. – Gdzie to zadymienie? – powiedział do siebie. -  Wcześniej można tu było zawiesić siekierę, nie ma już tego klimatu, który tworzył się gdzieś pomiędzy kłębami papierosowego dymu, a hałasem przeróżnych dyskusji uzależnionych od spożytych promili.

- Słucham? – odezwała się barmanka.

- Jedno duże.

- Już się leje - odpowiedziała z uśmiechem.

- Wojtek? – usłyszał z tyłu czyjś głos – odwrócił się i zobaczył jakiegoś lumpa.

- Nie poznajesz mnie, co?

- Jakoś niespecjalnie – odpowiedział z lekkim zażenowaniem.

- To ja Witek - „Pobożny”

- Co!? – spojrzał na niego z przerażeniem.

- Kopę lat!

- Ale… przecież ty…? Ty byłeś z nas we wszystkim najlepszy, dostałeś się na polibudę do Warszawy Myślałem, że tam zostałeś, że…?

- Tak… tak było i trochę czasu tam mieszkałem, tylko wszystko się popieprzyło.

- Najbardziej ułożony z naszej klasy, najlepszy matematyk…?

- No cóż była jedna nierówność, której nie byłem w stanie rozwiązać.

- No domyślam się, że coś się musiało zdarzyć, ale przecież ty…? Nie wydaje mi się byś mógł wdepnąć w jakieś głębsze gówno.

- A jednak… tylko, że nie o gówno tutaj chodzi. Po skończeniu studiów, zostałem na uczelni, zacząłem się doktoryzować i przy okazji poznałem pewną studentkę, w której się zakochałem, no i po jakimś czasie ożeniłem. To oczywiście były bardzo szczęśliwe chwile w moim życiu. Jak pamiętasz zawsze byłem głęboko wierzący, nie na darmo nazwaliście mnie „Pobożny”. Szczególnie wtedy czułem ogromną harmonię między mną a Bogiem. Czułem, że On jest we mnie a ja dzięki niemu jestem taki szczęśliwy.

- No i po paru latach, zacząłeś stwierdzać, że coś zaczyna być nie tak? – powiedział z lekką ironią Wojtek.

- Nie… to nie tak jak myślisz – odpowiedział lekko zamyślony. – Jesteś żonaty?

- Na szczęście mam już to za sobą.

- Długo byliście razem?

- Niecałe trzy lata, nie … małżeństwo to nie dla mnie, nie nadaję się do bycia mężem. Trochę mnie to nerwów kosztowało, ale było to na tyle dawno temu, że prawie już o tym zapomniałem.

- I nikogo nie potrzebujesz?

- No wiesz… ma się pewne potrzeby, czasem zdarza się chwilowy romans, albo agencja towarzyska, ale to bardziej fizjologia. Po prostu czasem trzeba się spuścić, żeby móc normalnie funkcjonować, ale bycie z kimś, tak cały czas…?

- Nie chciałeś mieć dzieci, żyć trochę dla innych?

- Wiesz… Moja była właśnie tego chciała. Nawet oznajmiła mi, że jest w ciąży. Strasznie się wtedy zdenerwowałem, bo przecież zapewniała mnie, że się zabezpiecza. Powiedziała, że może ją usunąć, a ja bez wahania się na to zgodziłem. Potem okazało się, że to był blef. Ale nie chciała już być ze mną, no i tak się to skończyło.

- Moja żona była w szóstym miesiącu ciąży. Przechodziła na pasach przez ulicę i staranował ją jakiś kretyn z dużą ilością promili.

- O cholera?!  przepraszam, nie wiedziałem.

- Stało się i nic tego nie zmieni, zaglądając w statystyki, takie rzeczy się zdarzają. Tylko dlaczego mi? Długo nie mogłem się z tym pogodzić. Oczywiście jak to w takich przypadkach wypijałem spore ilości alkoholu. Pożegnałem się z pracą, przyjaciółmi, zaczynając życie pozbawione jakiegokolwiek sensu. Bywały jednak chwile, że przypominałem sobie o moim Bogu, który tak bardzo mnie zawiódł i wtedy wpadałem w szał, zawsze widząc jego twarz, spokojnego starszego człowieka, patrzącego na mnie z politowaniem. To było ponad moje siły, ale z czasem odkryłem, że trzeba zrobić jeszcze kilka łyków wódki i potem nic mnie już nie ruszało.

- Nie próbowałeś z tego wyjść, zacząć wszystko od nowa?

- Nachodziły mnie takie myśli i może bym się zdecydował, ale … kiedyś po niezłej dawce alkoholu, wpadłem w jakiś przedziwny stan i zwinęli mnie do psychiatryka. Było tam całkiem fajnie, brało się pigułki, było pod ścisłą kontrolą, rozmowy z psychologiem. Wszystko w zwolnionym tempie i takie przewidywalne. Mógłbym tak żyć już do samej śmierci, ale niestety… Kiedy komisja stwierdziła, że już nadaję się do normalnego życia, przeraziłem się tym i wpadłem w furię. Kiedy mnie obezwładnili i wkłuli coś na uspokojenie, doznałem niesamowitej wizji, którą do dziś mam przed oczami.

- Wizji?

- Spotkałem się z Bogiem tutaj w tej knajpie na wódce.

- I tak sobie porozmawialiście? – powiedział z lekką ironią w głosie.

- Rozumiem, że może to być śmieszne, ale dla mnie to było coś niesamowitego. -  Zapytałem Go do czego tak naprawdę jest zdolny?

A On dobrotliwie uśmiechnął się, wzruszył ramionami, podniósł kieliszek i wychyliliśmy kolejkę. Zaraz potem domyśliłem się, że nie odpowie mi na to pytanie, bo zapewne w całej swej nieskończoności, nawet On nie chce się w to wgłębiać. Nie wiem, jak porusza się w czasie, czy w ogóle się w nim porusza…? Być może jego czas, to niekończące się rozważania nad sobą i wieczny brak odpowiedzi?

- No tak… nigdy się nad czymś takim nie zastanawiałem, pewnie dlatego, że jestem niewierzący i nigdy nie interesowały mnie czyjeś objawienia, cuda i tym podobne rzeczy, ale ty czujesz zapewne inaczej i to co ci się przyśni ma dla ciebie ogromne znaczenie – powiedział i zrobił mały łyk piwa.

- Potem zapytałem Go, co jest dla Niego naprawdę ważne? – kontynuował Pobożny – Spojrzał na mnie trochę zmieszany, zaczął się zastanawiać, trwało to dłuższą chwilę, ale znowu nic nie odpowiedział, tylko rozlał następną kolejkę. Tym razem trochę mocniej zapiekło mnie w gardle i pomyślałem, że przy całej Jego mocy i wszechobecności, gdzie każdy początek myśli zna jej koniec i nic nie jest w stanie się nie udać?...  Być może nie wypada mu mówić o tym, że gdyby w Jego umyśle pojawiłaby się chociażby odrobina niepewności to…?

–  Bóg, który marzy o odrobinie niepewności?  - Powiedział lekko kręcąc głową Wojtek . – No i co było dalej?

- Czy jesteś szczęśliwy?

- Słucham? -powiedział lekko zmieszany Wojtek.

- Zapytałem Go czy jest szczęśliwy.

- A! rozumiem.

- Widać było, że posmutniał, nie miał ochoty już na wódkę, wstał od stolika, poklepał mnie po ramieniu i poszedł. Zrobiło mi się bardzo przykro, nie spodziewałem się, że to pytanie Go tak zdołuje. Kiedy zniknął za drzwiami, uświadomiłem sobie, co może czuć ktoś, kto wie, że wszystko, co tworzy jest względem niego niewiele warte i nigdy nie uda mu się stworzyć czegoś tak doskonałego jak On sam.

 Wojtek spojrzał na Pobożnego z lekkim zażenowaniem – Dlaczego ty…?

- Tak wiem, co chcesz powiedzieć, a właściwie, czego nie chcesz, że ja, opowiadając takie rzeczy, jestem zwykłym lumpem w dziurawych butach.  Czemu się tego trzymam, przecież mógłbym się zamartwiać w bardziej komfortowych warunkach, a może nawet udało by mi się przestać o tym myśleć. Tylko problem w tym, że ja nie chcę przestać i chce codziennie czuć ten ostry smak, który kaleczy mi wnętrzności i sprawia, że tak mocno czuję, każdą chwilę w mojej krótkiej dyskusji z wiecznością.

- Ale w ten sposób się wykończysz, czy nie jest to wbrew twemu Bogu?

- Każdy prędzej czy później umrze, ale sęk w tym by być świadomym życia za życia. Wielu ludzi dochodzi do tego, kiedy, dopada ich nieuleczalna choroba albo jakieś inne nieszczęście. Stają się wtedy bardziej uważni, odkrywają, że życie ma różne barwy, odcienie i kształty. Chcieli by je jeszcze bliżej poznać, trochę dłużej się nim pozachwycać, ale czas im się wykrwawił.

- Chcesz powiedzieć, że takie życie ci odpowiada, bo jesteś w nim bardziej świadomy, a to, że nie można spaść niżej sprawia, że niczego już się nie boisz?

- Wiesz…, kiedy się budzę, to jeszcze nie świta, jest jeszcze ciemno, to ostatnie chwile nocy. Nazywam to godziną diabła. Wtedy dopada mnie lęk, boję się, że kiedy przyjdzie na mnie czas, rozpłynę się w nicości i nigdy już niczego nie będę czuł.

- Więc jednak… masz tę niepewność, którą On, jak było w twojej wizji chciałby mieć, a ty zapewne chciałbyś się jej pozbyć?

- Tak… nie masz pojęcia jaki wtedy przeszywa mnie lęk, czasem nachodzą mnie myśli , że może lepiej skończyć z sobą, może lepiej niczego już nie czuć…?

- Jeżeli chodzi o mnie, to ja właśnie na to liczę, że kiedy wyciągnę kopyta, to niczego już nie będę czuł - odpowiedział lekko rozbawiony tym Wojtek.

- No cóż, może masz rację, ale powiedz co ty w sobie masz…? Jaką wątpliwość, jaką nadzieję?

 - Na pewno boje się starości, niedołęstwa, bycia dla kogoś ciężarem i mam nadzieję, że do tego czasu w naszym kraju eutanazja będzie legalna.

- To niesamowite, eutanazja jest dla ciebie nadzieją. Całe życie być martwym, a potem spokojnie umrzeć…?

- Wiesz… - spojrzał na Pobożnego lekko poddenerwowany. – Wolę być martwy niż żyć tak jak ty, to, że niby tak głęboko odczuwasz swoją egzystencję, to po prostu twoje urojenia, przywykłeś do nich i wyobrażasz sobie, że to prawda objawiona, a to twój mózg fiksuje od ukochanej wódeczki, którą codziennie w siebie wlewasz i boisz się spojrzeć na świat trzeźwym okiem. Bo zapewne takie życie jest dla ciebie niewiele warte.

- Masz rację, świat dla mnie na trzeźwo jest mało atrakcyjny, ale u ciebie na trzeźwo czy po pijanemu, wszystko jest puste i niema większego znaczenia. Kiedy doszło się już do takiego poziomu, że ma się to poczucie bezpieczeństwa, bo ma się na tyle kasy i na tyle rozsądku by nie przesadzać z jej wydawaniem. To ma się ten spokój i tę pewność, że będzie się żyło, tak ponad tym życiem. Można się wtedy zastanawiać czy lepiej pójść dzisiaj na siłownię czy na basen i mieć nadzieję, że woda będzie w sam raz.

- No, ale jaką ty, możesz mieć nadzieję…?

- Że jeszcze raz się z Nim spotkam i się pogodzimy.

- Pogodzimy?

- Tak, kiedy będę odchodził z tego świata chciałbym mu jeszcze coś powiedzieć.

- To brzmi jak trochę kiczowaty film o relacjach ojca z synem, którzy na końcu wpadają sobie w ramiona i wszystko się dobrze kończy.

- Życie ma w sobie dużo kiczu i żenady, jeżeli chodzi o ciebie… Jesteś jednym wielkim kiczem, który niczego nie oczekuje, bo wydaje mu się, że wszystko co chciał osiągnął i nie lubi się w nic angażować, bo to stwarza nowe problemy, które nie są warte zawracania głowy. Wyhodowałeś w sobie obojętność, która zapewnia ci spokój. Przeraża cię tylko to, że ktoś, albo coś sprawi, że znowu będziesz musiał  poczuć trochę ostrzejszy posmak życia.

- Ta dyskusja nie ma sensu, żyj, jak uważasz – powiedział zmęczony już tą dyskusją Wojtek – Być może w życiu wcale nie chodzi o to, by być szczęśliwym tylko by nie być nieszczęśliwym. Zarówno jedno i drugie jest trudne do osiągnięcia. Do tego co określasz nie życiem dochodziłem ciężką pracą, wierząc nie w jakiegoś Boga tylko w siebie no i udało się. W czasach szkoły średniej przychodziliśmy tutaj i każdy z nas marzył by się stąd wyrwać, tobie i mi się udało, gdyby nie to nieszczęście, które cię spotkało, żyłbyś podobnie jak ja.

- Tak, obawiam się, że tak – odpowiedział trochę od niechcenia Pobożny. – Wstał z hokera poklepał po ramieniu Wojtka i poszedł w stronę wyjścia.

Wojtek patrzył, jak idzie lekko kuśtykając na lewą nogę, tak niepewnie i żałośnie jakby zaraz miał się przewrócić, ale nic takiego się nie stało, wyszedł nie domykając za sobą drzwi.

- Cholernik jeden! – odezwała się barmanka i poszła, żeby je domknąć. – Zamęcza ludzi ten idiota, a potem robi mi na złość.

- To stały klient, prawda? – zapytał Wojtek.

- Niestety tak, zazwyczaj ktoś mu postawi piwo albo pięćdziesiątkę, byle by tylko się nie dosiadał, ale jakichś przypadkowych klientów lubi zamęczać, nie raz oberwał od kogoś, ale on sobie z tego nic nie robi. Gada i gada te swoje pierdoły, kompletny obłąkaniec.

- To kiedyś był bardzo zdolny człowiek, chodziłem z nim do technikum, skończył studia, był dobrze zapowiadającym się inżynierem, tylko…?

- Co mnie to obchodzi, dla mnie to obłąkaniec i tyle – odpowiedziała stanowczo barmanka.

Wojtkowi zrobiło się trochę przykro, co prawda rozmowa z nim lekko się spinała, ale w tym co mówił było dużo racji. Ostatnio na podobne tematy rozmawiał? – Właśnie…? Tutaj dawno, dawno temu. W moim dzisiejszym świecie taka dyskusja to totalna abstrakcja - powiedział do siebie.

Przypominał sobie jego pytanie: „ Co ty masz w sobie? Jaką wątpliwość, jaką nadzieję?” – Czuł, że  będzie je sobie jeszcze nie raz zadawał, mając przed sobą jego twarz, której ostre rysy wbiły mu się głęboko w oczy i od czasu do czasu, będą kaleczyć jego bezpieczny obraz egzystencji.

- Przepraszam czy coś jeszcze panu podać – zapytała barmanka, spoglądając na Wojtka trochę podejrzliwie.

- Nie – odpowiedział podnosząc się z hokera. – Wie pani…?

- Słucham?

- To miasto wyzwala w człowieku ogromną determinację.

- Co pan powie? Ma pan na myśli siebie?

- Tak… dzięki niemu ustawiłem się w życiu, tylko…?

- Tylko..? – powtórzyła udając zaciekawienie.

- Jak się dzisiaj okazało, za mało w nim było kiczu no i dla tego stało się jednym wielkim kiczem.

- No cóż, ale chyba nie będzie pan z tego powodu rozpaczał.

- Nie, ale jeszcze kiedyś się tu pojawię i mam nadzieję, że go znowu spotkam.

- Kogo?

- Pobożnego i znowu z nim porozmawiam o wizjach, które śnią się tylko prawdziwym filozofom.

Spojrzała na niego z ukosa  – Całe życie z wariatami – powiedziała do siebie wkładając szklankę do zlewozmywaka.

 

Koniec.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
22227 · dnia 07.05.2018 11:58 · Czytań: 179 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 4
Komentarze
Ten_Smiertelny dnia 08.06.2018 13:18
Opowiadanie wydaje mi się bluźniercze, choć chyba jesteś człowiekiem wierzącym.

Nie taki jest Stwórca. Boli to jak przedstawiasz Boga i co o Nim piszesz. Przeczytaj Pismo Święte i zobacz jaki On jest naprawdę.

Bohaterowie są nieznośni.

Człowiek który mówi:
Cytat:
takie rzeczy się zdarzają. Tylko dlaczego mi?

Pokazuje swoją straszną samolubność i głupotę, sugerując, że lepiej by kogoś innego dopadło zło, niż jego. „dlaczego MI?” – czyli jeśli innych by to spotkało, to by było w porządku? – co za egocentryzm! Można robić takie skargi jako element komediowy, lecz na poważnie, to świadectwo zepsucia moralnego bohatera.

Zło jest złem, a nieszczęście nieszczęściem, czy dzieje się nam, czy też obcym. Nie jest w porządku kiedy myślimy: „Jeśli mi się stanie nieszczęście – to bardzo źle; a jeśli obcym – to bez różnicy.” Ktoś tak myślący, zasługuje właśnie, by nieszczęście go spotkało.

Cytat:
Jeżeli chodzi o mnie, to ja właśnie na to liczę, że kiedy wyciągnę kopyta, to niczego już nie będę czuł

Racja – to jest właśnie nadzieja wielu bezbożników. (Chociaż przyznam, że ja wolałbym już nic nie czuć i nie myśleć niż żyć na tym świecie.)

Cytat:
pomyślałem, że przy całej Jego mocy i wszechobecności, gdzie każdy początek myśli zna jej koniec i nic nie jest w stanie się nie udać?...

Nonsens. To tak jakbyś mówił, że skoro Bóg może dosięgnąć każdego, to ma tak długie ręce, że się w nie zaplątuje i nie może chodzić.
Bezsens!
Człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże, poznając zaś obraz poznajemy Go. Skoro człowiek nie ma takich problemów, tym bardziej nie ma ich i Bóg.

Wyobraź sobie zresztą, że Stwórca przy całej swej wszechwiedzy, woła Adama, bo się przed nim ukrył i „nie może” go znaleźć! Wszechmoc polega między innymi na możliwości ograniczenia samego siebie.

Odpowiednikiem wszechmocy w naszym świecie, jest chociażby programista, którzy tworzy wirtualny świat gry komputerowej. Jakby nie patrzeć może zaprogramować wszystko cokolwiek zechce, jest więc w tymże wirtualnym świecie wszechmocny. A jednak podczas programowania, pierwsze co się robi, to wyznaczanie różnych stałych, których odtąd nie będzie mogło się zmienić, czynienie jakiś pól prywatnymi, by odtąd mieć do nich utrudniony dostęp itd. Dlaczego? Dlatego, że tak jest sensowniej.

W podobny sposób Bóg ograniczył się choćby moralnością i dając stworzeniom wolną wolę.

Oczywiste jest również, że Bóg nie musi widzieć przyszłości jeśli tego nie chce, nie musi również wciąż korzystać z wszechwiedzy. Ba! Biblia podaje, że Bóg na przykład żałował czegoś co zrobił! Albo, że oczekiwał czegoś, a stało się coś innego (Izajasza 5, 1. -7.)!!!

Cytat:
Być może nie wypada mu mówić o tym, że gdyby w Jego umyśle pojawiłaby się chociażby odrobina niepewności to…?


Proroctwo Jeremiasza 36,
1. I stało się roku czwartego Joakima, syna Jozjasza, króla judzkiego, stało się to słowo do Jeremiasza od Pana, mówiąc:
2. „Weźmij księgę i napisz na niej wszystkie słowa, które mówiłem do ciebie przeciw Izraelowi i Judzie i przeciw wszystkim narodom, od dnia, którego zacząłem mówić do ciebie, od dni Jozjasza aż do dnia tego.
3. Może, gdy usłyszy dom Judzki wszystko zło, które ja zamyślam im uczynić, nawróci się każdy z drogi swej złej, i zlituję się nad nieprawością i nad grzechem ich”

Bóg nie ma pewności: MOŻE się nawrócą, a może nie. Z pewnością jest tutaj niepewność.

Cytat:
Kiedy zniknął za drzwiami, uświadomiłem sobie, co może czuć ktoś, kto wie, że wszystko, co tworzy jest względem niego niewiele warte i nigdy nie uda mu się stworzyć czegoś tak doskonałego jak On sam.

Ech… W każdej sekundzie twojego życia 100 000 chemicznych reakcji zachodzi w twoim ciele. Miliardy niezwykle skompilowanych i złożonych komórek musi w niezwykle skoordynowany sposób pracować ze sobą, byś mógł podrapać się po głowie. W której jest mózg bardziej złożony i wydajny od najlepszych komputerów. Czy kiedyś zrobisz coś równie skomplikowanego i doskonałego jak ty sam?

Jakby nie patrzeć nie jesteśmy wstanie zrobić niczego, co by nam dorównywało. Wszystkie nasze dzieła są ułomne w porównaniu z nami samymi, nijak jednak nie odbiera nam to radości tworzenia. :)

Co z tego, że tworząc program komputerowy, nigdy nie zrobię go równie doskonałego jak ja sam? Co z tego, że malując obrazek nigdy nie namaluję nic tak dobrze, jak Bóg mnie namalował? – i tak lubię rysować!

Jak dobre i wspaniałe byś nie napisał opowiadanie, nigdy nie będzie ono miało takiej wartości jak Ty sam, czy oznacza to jednak, że nie możesz mieć frajdy z pisania? Bynajmniej!

Ludzie mogą i w Minecrafcie tworzyć prymitywne budowle i bawić się przy tym świetnie, choć oczywistym jest, że w porównaniu z nimi samymi, są one po prostu żałosne. Komu by to jednak przeszkadzało? Nikomu! Tworzenie to frajda; tworzenie to super sprawa i czujemy tak bo „odziedziczyliśmy” to po Ojcu Bogu, który jest S-twórcą.

Jakby nie patrzeć jednak wszelkie tworzenie, będzie zawsze tworzeniem „w dół”. Mrowisko które budują mrówki, jest w rzeczywistości mniej skomplikowane od samej mrówki. Miasto które budują ludzie, jest w rzeczywistości mniej złożone niż każdy człowiek. Nijak jednak nikomu to nie będzie nigdy przeszkadzać.

Poza tym jest jeszcze to, o czym pisał Bolesław Prus, doskonałość jest też w czymś i do czegoś.

To nie tak, że Bóg nie może stworzyć czegoś równie doskonałego jak On sam, raczej Bóg wszystko stworzył równie doskonałe jak On sam! – w swojej dziedzinie.

Kiedy malarz, namaluje obraz może stwierdzić, że jest on doskonały, co oznacza, że zwyczajnie spełnia idealnie wszystkie założenia. Jest doskonały gdyż jest taki jaki właśnie miał być. Ktoś może postawić sobie za cel narysowanie brzydkiej pogody w górach i skończywszy stwierdzić, że jest to doskonały obraz brzydkiej pogody w górach – czyli dokładnie to o co mu chodziło.

Człowiek może na przykład „stworzyć” idealny młotek. Młotek doskonały, w kategorii młotków, niemożliwy do pobicia żadnym młotkiem. Młotek taki byłby, jako młotek, doskonalszy nawet od człowieka, bo choć krzyczymy czasem do kogoś: „Ty młotku!”, to jednak ludzka głowa dosyć średnio nadaje się do wbijania gwoździ. ;)

Gdy spojrzymy na naturę zobaczymy, że Bóg stworzył wszystko doskonale. Pies jest doskonałym stworzeniem, bo jest idealnym, konsekwentnym i doskonałym, spełnieniem pewnego założenia. Pies jest w swej kategorii równie doskonały jak Bóg. Pies jest bowiem doskonały jako pies, a Bóg jest doskonały jako Bóg.

Ze wszystkich stworzeń Bożych tylko człowiek jest niedoskonały. Nie zmienia to jednak faktu, że człowiek został stworzony jako doskonały. Był doskonały, jednak zepsuł się.

Czy to znaczy, że nie był doskonały bo mógł się zepsuć? W żadnym razie! Właśnie dlatego, że był doskonały mógł się zepsuć!

By to wyjaśnić potrzebny jest przykład. Gdybyśmy na przykład chcieli mieć idealny samochód, to że będzie on niezniszczalny i niepsujący się nie powinno nam przeszkadzać. Jednak gdy programujemy w grze komputerowej beczkę, jest ona niezniszczalna z samego założenia, więc specjalnie tworzymy model jej destrukcji, gdyż chcemy by cyfrowa beczka mogła ulec zniszczeniu. Interaktywna beczka którą można rozwalić, jest dla nas lepsza od niezniszczalnej dekoracji.

Podobnie człowiek który ma możliwość wyboru między złem a dobrem, a mimo to wybiera dobro jest doskonalszy i wspanialszy, niż taki który nie ma takiej możliwości i może czynić jedynie dobro. By człowiek był doskonałym stworzeniem (w swej kategorii) musiał Bóg dać mu realną możliwość wybrania złej drogi.

Nawet więcej! Przypowieści mówią przecież, że Bóg bardziej raduje się z nawróconego grzesznika, niż z tysięcy sprawiedliwych (jak pasterz z zagubionej, a później odnalezionej owcy, więcej niż z tych które się nie zgubiły), a skoro tak, to nawet lepiej, że ludzie błądzą, jeśli tylko kiedyś się nawrócą.

Ludzie więc stracili swą doskonałość, po to by stać się jeszcze bardziej doskonałymi i wspaniałymi – to jest nawróconymi grzesznikami.

List Pawła Apostoła Do Rzymian 11, 32. Zamknął bowiem Bóg wszystko w niedowiarstwie, aby się nad wszystkimi zmiłował. 33. O głębokości bogactw mądrości i wiedzy Bożej! Jak są nieogarnione sądy jego i niedościgłe drogi jego!
34. "Któż bowiem poznał umysł Pański? albo kto był jego doradcą?"
35. Albo kto dał mu pierwej, a będzie mu oddane?
36. Albowiem z niego, i przezeń, i w nim jest wszystko: Jemu chwała na wieki. Amen.

Czyż plan Boga nie jest więc w swej istocie genialny? Wszystko stworzył Bóg równie doskonałe jak On sam, we wszystkim bowiem widzimy Jego doskonałość. Wszelkie stworzenie opowiada chwałę Bożą.

List Pawła Apostoła Do Rzymian 1, 18. Spada bowiem gniew Boży z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy prawdę Bożą nieprawością zagłuszają, 19. ponieważ to, co można poznać o Bogu, jest dla niech jawne, gdyż Bóg im to objawił. 20. Bo niewidzialne Jego rzeczy, nawet wiekuista moc Jego i Bóstwo, od stworzenia świata przez dzieła Jego dla umysłu widzialnymi się stały, tak że od winy wymówić się nie zdołają.

///
Nie obraź się na mnie 22227, normalnie tekstu takiego nie dałbym rady przeczytać, a jednak chciałem dać ci komentarz. Starałem się również by nie był zbyt przykry, choć może wyszło jak wyszło. Pozdrawiam cię jednak szczerze i życzę łaski Bożej. Bądź zdrów, na ciele i duchu.
Ten Śmiertelny
22227 dnia 11.06.2018 18:54
Dzięki za komentarz, jeszcze tak długiego nie dostałem, ale ty chyba nie rozumiesz tego tekstu. Nie wydaje mi się by był bluźnierczy, to rozmowa dwóch ludzi, którym się wydaje, że mają rację, a jej nie mają. Jeden z nich szuka Boga, doznaje wizji, która nie jest jakąś prawdą objawioną. jest po prostu wizją chorego człowieka, drugiemu się wydaje, że jego życie jest jak najbardziej poprawne, ale tak nie jest.Dopiero rozmowa zmusiła go do refleksji.
introwerka dnia 08.09.2018 19:00
Bardzo ciekawy tekst. Pokazujący, że jesteśmy wszyscy swoimi odwróconymi odbiciami, czy też negatywami wizerunku innego, że nie da się myśleć o innych, nie myśląc o sobie. Podoba mi się postawa głównego bohatera, który, w obliczu niemożności przebicia dzielącego go z dawnym przyjacielem muru, postanawia dowiedzieć się od niego, jak wygląda ten mur od jego strony, jego oczami - co może być początkiem głębszego zrozumienia, jeśli nie przyjaciela, to samego siebie. Bardzo poruszające i ludzkie.

Pozdrawiam.
22227 dnia 09.09.2018 11:06
Dzięki za komentarz, to co w nim napisałaś to esencja tego co w moim tekście chciałem przekazać.
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zola111
16/11/2018 00:16
Julando, jeszcze raz dziękuję, pozdrawiam, z. »
Materazzone
15/11/2018 23:19
Mam to szczęście, że różnimy się w zdaniach i możemy… »
julanda
15/11/2018 22:31
Zolu, bardzo dziękuję! Czekałam na przedświąteczną porę, mam… »
eka
15/11/2018 22:06
Wkurzająca, monologowa narracja, nie? : ) Pierwszy… »
Marek Adam Grabowski
15/11/2018 20:39
Nie, to nie prowokacja artystyczna. Po prostu mam dysleksję.… »
Miladora
15/11/2018 19:44
W ostatnim wersie przydałoby się wyrównać akcenty, Dod.… »
Ananke
15/11/2018 19:17
klimatycznie, śpiewnie i melodyjnie, przywodzi mi na myśl… »
Ananke
15/11/2018 19:09
ten wiersz podobałby mi się bardziej, gdyby nie było w nim… »
Ananke
15/11/2018 18:59
ot filozoficzny dylemat :) uważam, że tak, nadal nim… »
mike17
15/11/2018 15:37
Niczyja, to jest naprawdę udana miniatura :) Taki kadr,… »
Ania_Basnik
15/11/2018 13:15
Tak, z rzeczy o których śnimy, jednym rodzi się spokój,… »
Materazzone
15/11/2018 12:26
Ananke, masz rację "płaskość" jest jakimś wymiarem… »
Vanillivi
15/11/2018 11:19
Elu, tak jak mówiłam Ci nie raz, uważam, że w Twoich… »
pociengiel
15/11/2018 11:06
mocny »
Zingara
15/11/2018 08:46
Dziękuję, miło mi. Zastanowię się nad frazą wsponianą przez… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 15/11/2018 21:11
  • Jeszcze 3 godzinki! Prawie :)
  • mike17
  • 15/11/2018 18:48
  • Jeszcze parę godzin, by dać Zoli nowe wiersze - do boju :)
  • Zola111
  • 14/11/2018 23:33
  • Jutro o północy Zaśrodkowanie#29 zamyka budkę!
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:22
  • Za starą panną - znowu wiosna a w krok nic.
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:21
  • Smichy chichy co dzień chodzę ulicą pełną nizradykalizowanych /póki co/ morderców i gwałcicieli.
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:04
  • w wypowiedziach rządzących (czerpmy z poezji, a nie traktujmy poezję instrumentalnie)
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:02
  • I chociaż uważam, że Palikot nie do końca sprawdził się jako polityk, to właśnie to podkreślenie roli poezji i właśnie kultury z jego strony bardzo mi się podobało, tego brakuje
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 05:58
  • Slavek - miło mnie zaskoczyło, że zna ją naprawdę nieźle, chociaż mówił raczej o autorach dwudziestolecia międzywojennego i lat. 90 niż współczesnych.
  • Slavek
  • 12/11/2018 19:33
  • Palikot i poezja...buuuha ha haha litości :)
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas