Gnębiciele i Krzywdzeni (tytuł roboczy) Rozdziały 17 i 18 - Kazjuno
Proza » Długie Opowiadania » Gnębiciele i Krzywdzeni (tytuł roboczy) Rozdziały 17 i 18
A A A
Od autora: W kolejnym rozdziale szanowni Czytelnicy dowiedzą się o przeróżnych zawirowaniach związanych z rozbiciem ubeckiego więzienia Św. Michała. W następnym będzie o nowej taktyce władz, czyli o wzmocnieniu działalności propagandowej, by otumanić sprzyjające partyzantce antykomunistycznej społeczeństwo Podhala.
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

Rozdział 17  Ratować fałszywą bohaterkę

 

    Tej upalnej sierpniowej niedzieli Amelia poczuła chłód grozy. Kryminalistka i zbrodniarka oświęcimska, idąc koło niej w podniszczonej spódnicy i koronkowej bluzce, prosiła o pomoc, proponując w zamian złote monety.  Błagalne słowa wydały się wiarygodne. Przecież tej niedzieli na Kraków gruchnęła wiadomość o rozbiciu ubeckiej kaźni. Regularne, wyraziste rysy twarzy młodej kobiety, jej zgrabna figura oraz zagojone blizny na policzku, odpowiadały wyobrażeniu Amelii o niezłomnej bohaterce walczącej o wolność Polaków. W sercu kochanki Wereszczeckiego nie zabliźniła się jeszcze rana po katyńskim mordzie dokonanym przez sowietów na pierwszym mężu, włoskim arystokracie. O podziemnej Armii Krajowej stawiającej opór znienawidzonym okupantom spod znaku sierpa i młota, myślała z nadzieją. Niezorientowana w międzynarodowej polityce, słysząc kawiarniane plotki o możliwości wybuchu trzeciej wojny światowej, skrycie marzyła o powrocie sanacyjnej Polski. „Może stanie się cud? – myślała. – Odzyskam dwupiętrową willę na warszawskich Bielanach. Znowu ekspedientki i sklepikarze zrobią się uprzejmi, a sklepowe półki wypełnią, jak przed laty, kolonialne artykuły spożywcze. Nie musiałabym za kawałkiem mięsnego ochłapu, do czego zmusiła mnie parę razy matka, wstawać o szóstej rano i stać w kolejce na mroźnym wietrze z nędznie ubranymi kobietami o umęczonych twarzach”.

    Takie myśli przemykały przez głowę Amelii, kiedy sama wzięła pod rękę uciekinierkę z więzienia, ratującą się przed publiczną egzekucją przez powieszenie. 

    - Spróbuję pani pomóc. Tu bliziutko, w kawiarni Hotelu Francuskiego czeka na mnie przyjaciel. Razem coś wymyślimy – ekscytowała się Amelia, wmawiając sobie, że poświęca się dla ojczyzny.

 

***

 

    Kiedy po paru latach niemieckiej okupacji oraz półtorarocznym okresie od zajęcia Polski przez armię Stalina, Tonio zobaczył Złotą Alę w sfatygowanej spódnicy, przez plecy przeszły mu dreszcze. Od razu rozpoznał intrygującą bywalczynię nocnych lokali i luksusowych krakowskich restauracji. Przypomniał sobie jak bardzo pragnął ją uwieźć.

    „Ona żołnierką AK”? Jeszcze w głowie brzmiały mu przed chwilą usłyszane patetyczne słowa Amelii, o wspieraniu patriotycznego podziemia. „Co za brednie” – pomyślał. „No nie – co ona knuje"? – zastanowił się. "– Ta kurtyzana żołnierką armii podziemnej”? Mimo, że nie prezentowała się jak kiedyś,  w jej oczach dostrzegł blask, od którego w pachwinach poczuł błogą namiętność. „Wreszcie będzie moja, jeszcze dzisiaj będę ją miał” – był prawie pewien.

 

***

Uwodziciel Tonio Wereszczecki, już od wczesnej młodości krzepił się świadomością, że podarowana mu przez naturę dużych rozmiarów męskość jest darem od losu.

    - Ale masz fujarę – nie mógł ukryć podziwu o dwa lata starszy kolega, kiedy jako osiemnastolatek, obok niego oddawał mocz w miejskim szalecie. – Gdybym miał taką maczugę – dodał kolega – to żyłbym z kobiet jak pączek w maśle.

    Słowa te musiały mocno schlebić próżności Tonia. Przez następne lata dokonywał eksperymentalnych miłosnych podbojów. Do zniewalania kobiet przygotowywał się także intelektualnie – jak sobie wmawiał – pisał bowiem wiele miernej wartości erotycznych wierszy i sonetów. Ponadto w życiu Wereszczeckiego nastały sprzyjające ulubionym praktykom okoliczności.  Materialną opiekę nad nim i jego wcześnie owdowiałą matką roztoczył wuj – brat matki. Wujek posiadał liczący kilka wsi majątek i znikome predyspozycje moralne, by wpoić siostrzeńcowi jakiekolwiek zasady etyczne. Sam w młodości był hulaką, regularnie sięgał do kieliszka i przez niedoleczonego trypra nabawił się bezpłodności. Pierwsza z jego żon zmarła na serce, a druga, nie mogąc znieść awanturującego się regularnie pijaka, po przeprowadzeniu rozwodu wstąpiła do zakonu Karmelitanek. Dla zgorzkniałego wuja, bijącego i wykorzystującego seksualnie, ograniczoną umysłowo służącą, wizyty wystrojonego na wielkomiejskiego eleganta Tonia, stały się urozmaiceniem jego jałowej egzystencji. Częstował młodzieńca najlepszymi nalewkami i rozbawiony wysłuchiwał jego zabarwionych pikanterią opowieści o przygodach z fordanserkami oraz tancerkami z kabaretów.

    - Moja krew! Jak rany Chrystusa, moja krew! – zaklaskał stryj z radości, gdy siostrzeniec opowiedział o przyprowadzonej do rzekomo chorej matki młodziutkiej zakonnicy.

    - Matka była nieobecna, a zakonniczkę nakłoniłem do odbycia płciowego stosunku.

    - Powiedziałeś, że jak odchodziła zapłakana, to na jej szarym habicie widziałeś plamy krwi?

    - No tak, wiesz wuju, że cię nie okłamuję.

    - Fantastyczne! To odebrałeś jej cnotkę! Cha, cha, cha, cha. Ojej, ojej  – rechotał brat matki, prawie się dusząc. 

    Tak działo się do śmierci wuja. Kiedy żył, zamiast inwestować pieniądze w edukację siostrzeńca, po każdorazowej wizycie, wciskał mu do ręki górala[1]. Część majątku, nie przeznaczoną na spłaty pokaźnych długów, odziedziczyli matka z Toniem.

 

    Po raz pierwszy Tonio zaniemógł w łóżku dzielonym z kabaretową tancerką, kiedy dobijał do trzydziestki. Wypity w celu podniesienia potencji ajerkoniak zadziałał odwrotnie. Pochodząca ze slumsów, zawiedziona jego impotencją tancerka, wściekła się, kiedy niezrażony niepowodzeniem, przyniósł kwiaty jej koleżance. Wykrzyczała wtedy na całą garderobę obelgę, która boleśnie zachwiała jego dumą.

    - Zalecasz się już do innej? Ty piździelcu i naciągaczu, przecież ci już nie staje.

    „Co ta ordynarna dziwka bredzi – oburzył się w myślach uciekając zawstydzony przez kuchenne zaplecze. – Owszem mam wzięcie u kobietek, ale żebym je wykorzystywał? Że czasem zafundują flaszeczkę dobrego trunku? Zaciągną do łóżeczka?”...  Nie mógł dojść do siebie Tonio. Wówczas po raz pierwszy zwątpił w przekonanie, którego nabrał ponad dziesięć lat wcześniej, oddając mocz na oczach kolegi w miejskim szalecie.

 

    Nie raz pragnął się ustatkować. Zaproponował małżeństwo Róży, siostrze Amelii, lecz na cztery wiatry przegoniła go niedoszła teściowa. Wzdrygnął się przypominając sobie ból razów łamanego mu na grzbiecie twardego kija od miotły. Ponownie powrócił do hulaszczego trybu życia, uwodząc kabaretowe tancerki, upadłe kobiety i fordanserki.

    Jednak stwarzająca wrażenie niedostępnej, kreująca się na damę z wyższych sfer Ala Kędziołek, vel Złota Ala, działała na niego wyjątkowo. Jeszcze przed wojną, na dancingu w Grand Hotelu próbował nawiązać z nią znajomość. Podszedł do niej, gdy muzycy w białych smokingach zaintonowali walc Nad modrym Dunajem. Wówczas Ala polowała na korpulentnego bankiera. Wereszczecki miał pecha. Stanął przy jej stoliku równocześnie z grubaskiem, na którego przyszła zbrodniarka zarzuciła przynętę. Złowiła już niejednego mężczyznę, odsłaniając kształtne udo przez podciągnięcie spódnicy z wycięciem. Konkurent Tonia, zezując na jej pyszniący się z szerokiego dekoltu biust, trzasnął lakierkami i wykonał energiczny ukłon. Ów urzędnik bankowy wysokiego szczebla, dynamiką ruchów chciał przekonać Alę, że jest mężczyzną w każdym calu. Zademonstrować, iż poza pękatym portfelem, to ma temperament, że ho, ho – strzeżcie się kobietki! Tymczasem obok wyrósł elegancki Tonio, on także trzasnął obcasami, czym chciał oszukać Alę, że ma za sobą wojskową kindersztubę. Ponadto, rzucił w jej twarz zabójcze spojrzenie, które wielokrotnie studiował przed lustrem, mając w pamięci Rudolfa Valentino patrzącego na Polę Negri.

    - Czy raczy pani ze mną zatańczyć? – zapytał nerwowo bankier.

    - Z przyjemnością – poderwała się Ala Kędziołek i ignorując Tonia ruszyła z bankierem na parkiet. Pozostawiła za sobą opary bardzo drogich perfum i Wereszczeckiego z podkopaną wiarą w dany mu przez naturę atut.

    Jeszcze kilka razy próbował zbliżyć się do tajemniczej piękności. Zawsze otaczały ją podejrzane indywidua lub była w towarzystwie zamożnych, szastających pieniędzmi mężczyzn. Sprawiała wrażenie uśpionego wulkanu namiętności. Muszę ją do diabła posiąść – skręcał się w duchu z pragnienia.

 

***

 

    Ustalił z Amelią, żeby Alę zabrać dorożką do domu, dzielonego wspólnie z matką.

     - Kogo ty mi tu sprowadzasz? – przywitała Wereszczecka syna, za którym stały dwie kobiety.

    Nie odpowiedziała na uprzejme „dzień dobry” powiedziane przez Amelię.

    - To już musisz brać do łóżka dwie naraz?

    - Ależ droga mateczko, chodzi o ratunek dla narodowej bohaterki z podziemnej  armii zwalczającej żydokomunę. Nie słyszała mama o rozbiciu więzienia Św. Michała? Już jutro wywiozę ją do Cholerzyna. Musimy jej pomóc to żołnierka – patriotka – kłamał matkę, która nie wierzyła jednemu jego słowu.

    Zbliżyła się do Złotej Ali i okrążyła ją jak krawcowa mająca za chwilę metrówką dokonać pomiarów jej kształtnej figury. Schyliła się jakby miała zamiar zaglądnąć pod spódnicę.

    - Wygląda na lafiryndę spod latarni, a nie na patriotkę – przeciwstawiła się bogobojna Wereszczecka. – A ta druga, co to za jedna? – Spojrzała nieufnie na Amelię.  – Też patriotka?

    - Ja zaraz stąd wychodzę, proszę pani. Trzeba pomóc tym, którzy walczą o niezależną Polskę. Chyba nie chce pani, żeby w Polsce Boga zastąpił antychryst. Przecież jest pani chrześcijanką – Amelia pokazała palcem na wielki obraz przedstawiający Ostatnią Wieczerzę.

    Matka Tonia jakby złagodniała.

    - Dobrze, to niech się umyje i przenocuje w tym pokoju – wskazała otwarte drzwi do sąsiadującego z bawialnią pokoiku. – A ty diable, spróbuj do niej w nocy wleźć – warknęła na syna. – Poznałam już nie jedną twoją

 p a t r i o t k ę – powiedziała z sarkazmem. – Zamknę tę kobitę na klucz i rano otworzę. Teraz niech coś przegryzie i wypije herbatę, pewnie jest głodna.  

   

    Nazajutrz, po skromnym śniadaniu, Tonio z matką ucharakteryzowali Złotą Alę na zrozpaczoną wdówkę. W owym czasie nie rzadko spotykało się w Krakowie młode kobiety w czerni. Powodem była zbierająca śmiertelne żniwo epidemia gruźlicy, też nie małe ilości ofiar walk ze zbrojnym partyzanckim podziemiem. Zbrodniarka miała twarz przykrytą, opadającą z kapelusza czarną woalką, a jej ciało opinała długa do samych kostek żałobna suknia pożyczona przez matkę Tonia. Wsiadając do zamówionej taksówki, udawała, że roni łzy do trzymanej pod woalką chusteczki.

    Mimo zaostrzonych tego dnia drogowych kontroli, tylko raz zostali zatrzymani przez milicyjny patrol. Wyjeżdżali z ulicy Księcia Józefa na wylotową drogę do Cholerzyna, kiedy jeden z uzbrojonych w automaty funkcjonariuszy zamachał lizakiem z czerwonym kółkiem. Milicjanci sprawdzili jedynie dokumenty Tonia. Na widok zapłakanej wdowy, jeden z nich machnął ręką i bąknął pod nosem.

    - Jechać dalej.

    Ujechali jeszcze około trzystu metrów, kiedy Tonio kazał taksówkarzowi zatrzymać się koło wiejskiej gospody.

    - Coś tu przekąsimy, no i mam nadzieję, że nie odmówisz żołnierska wdowo kieliszeczka wódeczki? – zaproponował zabarwionym ironią głosem.

    - Z przyjemnością. Wypiję nawet dwa – odpowiedziała Ala z zalotnym uśmieszkiem.

    Zamówił dwa schaboszczaki z ziemniakami i zasmażaną kiszoną kapustą.

    - I… kwaterkę białej wódeczki – krzyknął za karczmarzem z czerwonym nosem, robiącym wrażenie zaciekawionego wielkomiejską parą. – Tylko w podskokach, bo żona zmarłego kolegi jest głodna. Przynieś jeszcze jakąś popitkę – dorzucił.

    W brudnej, pustawej teraz przed południem gospodzie, siedziało dwóch pijanych chłopów.  Mamrotali coś do siebie przy niedopitych kuflach piwa i pustej butelce.

    - Stąd do resztówki po moim stryju są ze dwa kilometry, pójdziemy piechotą – powiedział Tonio. – Domyślasz się dlaczego?

    - Mogę się przejść, ładna pogoda – odpowiedziała wymijająco.

    - Licencję na jeżdżenie taksówką dostali w Krakowie tylko ci, którzy współpracują z bezpieką. Wiem to od zaufanego przedwojennego szoferaka.  Widziałem w lusterku jak ten co nas wiózł, zerkał sprawdzając, czy naprawdę płaczesz. On coś podejrzewał…     

 

 

 

 

 

 

Rozdział 18   Konsternacja wśród ubeków

 

    Gdy Jurek Wołczecki - Sprytny stanął przed drzwiami gabinetu majora Pachcica, czuł, że się trzęsie i to pomimo drugiej setki wódki wypitej na ukojenie nerwów. Wewnątrz pomieszczenia rozlegały się krzyki szefa.

    - Pójdziecie pod sąd! Należy się wam wyrok śmierci. Kula w łeb. Sam, kurwa, zapierdolę was z mojej tetetki.

    Rozległ się szczęk przeładowywanego pistoletu.  

    - To niech towarzysz strzela – dotarł do Jurka czyjś płaczliwy głos. – Wolę paść tu trupem niż żyć w takiej hańbie.

    - Co jest z wami? – rozległ się głos Pachcica.  

    Na chwilę zrobiło się cicho, po czym rozległ się jęk i łoskot padającego na podłogę ciała.

    „Dźgnął go nożem? Co robić? Kto tam jest”? – wystraszony Jurek wahał się, czy nie uciec spod drzwi gabinetu szefa. Wtedy, w nagle rozwartych drzwiach, przed Sprytnym stanął blady major Pachcic.

   - Ty?... To chyba atak serca – powiedział z przejęciem.

    Na podłodze gabinetu leżał wstrząsany konwulsjami otyły mężczyzna w czarnym mundurze.

    - Jeszcze mi tu potrzebny trup naczelnika więzienia – bąknął do siebie rozgorączkowany major. – Biegnij po naszego konowała, ja wezwę pogotowie. Potem sobie pogadamy… – dodał groźnym głosem.  

    Jurek pomógł funkcjonariuszom z dyżurki znosić na noszach tracącego przytomność, białego jak ściana podpułkownika służby więziennej. Po odjeździe karetki pogotowia, wrócił na piętro i nieśmiało zapukał do gabinetu przełożonego.   

    - Wyglądasz jak łajza – usłyszał ledwo przekroczył próg. – Kto ci zapierdolił w oko? Ta oświęcimska zbrodniarka?

    - Ja wszystko wytłumaczę majorze – wystękał Jurek.

    - Jesteś pijany jak świnia i wyglądasz jakby u Świętego Michała co najmniej pluton akowskich pedałów odwalił kolejkę na twojej dupie. Mów, kurwa, co tam się działo, bo ci zaraz zajebię – dodał spoglądając na założony na pięść kastet.

    - Jak Boga kocham, tych agentów celnych to obu zastrzelę, towarzyszu majorze. Te ciemniaki nic nie wiedziały. A rano to znienacka mnie zaatakowano.

    - Może ta esesmańska kapo, co ją dymałeś, jak ci zakładała nogi na pagony, kopnęła cię obcasem w limo? – z szyderstwem w głosie odezwał się Pachcic. – Picować to nie mnie! – krzyknął. – Zdegraduję kurwa do szeregowca. Teraz stąd wypierdalaj. Rzygać mi się chce na twój widok.  

 

    Jurek Sprytny zdruzgotany połajanką szefa, przez co nie mógł zasnąć, był nazajutrz półprzytomny ze zmęczenia. Wiedział, że z majorem Pachcicem nie ma żartów. Kiedy znalazł się na Placu Inwalidów i stanął przed bramą wejściową do budynku UB, zaczął się zastanawiać. „Być zdegradowanym do stopnia szeregowca? Może lepiej wsiąść do pociągu i jechać gdzieś na ziemie odzyskane? Potem przez zieloną granicę próbować prysnąć na zachód”?

    - Co tak stoisz? Wchodź – klepnął go w plecy, spieszący się do pracy major Pachcic.

   - Pan? – bąknął zdziwiony Sprytny.

   Nie chciał wierzyć oczom. Wczoraj szef wściekły z miną jakby miał na nim dokonać samosądu, teraz na niego patrzył jakby nic się nie stało.

    - Gapisz się jakbyś ujrzał ducha. No właź – szef popchnął Jurka delikatnie w stronę wejścia. – Za chwilę masz się zameldować u mnie – powiedział łagodnym tonem.

    Jurek nie miał pojęcia, że poprzedniego dnia popołudniu, gdy już opuścił miejsce pracy, na portiernię Urzędu Bezpieczeństwa zgłosiła się Stefania Kruk. Doprowadzona przez oficera dyżurnego przed oblicze majora, padła przed nim na kolana.

    - Jestem matką  zaaresztowanego przez was porucznika AK - Wilka. Mój akowski pseudonim to Teściowa – oznajmiła łamiącym się głosem.

    Już po niedługiej rozmowie, rozpłakała się i nie powstając z klęczek, obiecała pomoc w dostarczeniu do UB postrachu Podhala majora Józefa Kurasia – Ognia. Całego lub w kawałkach. – Tylko błagam – załkała. – Nie mordujcie mojego jedynego syna. 

    Wyznanie znanej mu ze słyszenia bojowniczki patriotycznego podziemia stało się dla ubeka tak szczęśliwym wydarzeniem, że zrobiło mu się Jurka żal. Przecież to Jurek był autorem pomysłu uwięzienia syna słynnej działaczki AK i wiedział, że jego matka zrobi wszystko, by ratować jedynaka. Następnie Sprytny sam aresztował syna Teściowej. Gdyby nie Sprytny, namierzenie i osaczenie „Króla Podhala” pozostawałoby nadal pobożnym życzeniem.

    - Chyba go dorwiemy – powiedział uśmiechnięty Pachcic, gdy wystraszony podwładny, zatykając chusteczką obrzękłe oko, nieśmiało przekroczył próg jego gabinetu.

    - A rozbite więzienie? – wybąkał Jurek.

    - Lubię gnój, ale w kupkach. Tych uciekinierów wyłapiemy co do jednego. Już paru wpadło w nasze ręce. W więzieniu się nie popisałeś, ale to ty złapałeś Wilka. Już się zgłosiła jego matka i żebrze o darowanie synowi życia. W zamian musi wystawić nam Ognia.

 

***

 

    Przy prezydialnym stole przykrytym zielonym suknem siedziało dwóch kapitanów UB, w środku major Pachcic, a po lewej stronie, trzymający przy oku chusteczkę, w mundurze z dystynkcjami podporucznika Jurek Sprytny i za nim szczupły mężczyzna w okularach w wymiętym garniturze. Za plecami siedzących stały skrzyżowane dwie flagi: polska i radziecka, a na ścianie wisiały cztery portrety: Marksa, Engelsa, Stalina i Lenina.  

    - Musimy towarzysze wykorzystać rewolucyjne doświadczenia radzieckich przyjaciół – major Pachcic zagaił dyskusję na resortowej odprawie w auli gmachu na ulicy Pomorskiej. Miał za sobą międzymiastową rozmowę telefoniczną z Warszawą, z samym ministrem Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego Radkiewiczem. Minister przypomniał mu o odbytym niedawno w Warszawie siedmiodniowym kursie prowadzonym przez specjalistów z podmoskiewskiego ośrodka szkolenia w Kujbyszewie.

    - Zadam wam towarzysze proste pytanie. Jak sądzicie? W jakich okolicznościach najłatwiej nam będzie pokonać, czyli wdeptać w błoto, wypatroszyć, a zarazem unicestwić „zaplutego karła reakcji” Ognia? – major rozglądnął się po sali. – No, który taki mądry? Proszę bardzo, czekam na sensowną poradę – dalej chytrze się rozglądał.

    - Jakbym dopadł tego skurwysyna, to bym go o tak! – poderwał się na nogi siedzący w pierwszym rzędzie osobnik o czerwonej chłopskiej twarzy w mundurze z trzema gwiazdkami porucznika.

    Zaciśniętymi pięściami wykonał gest jakby wyżymał do wiadra z nieczystościami szmatę do wycierania podłogi.   

     - Oj, poruczniku Kapusta, chyba za dużo wczoraj wypiliście, uśmiechnął się   krakowski szef do walki ze zbrojną opozycją. – Zrozumcie, jak na razie on ma wsparcie wśród ludności Podhala. Wiecie co należy zrobić z tym fantem? No i co? Stoicie jak ten głupek z pyskiem zatkanym kartoflami – uśmiechnięty major szydził z oficera, którego wygląd mógłby stanowić humorystyczną ilustrację hasła „Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”.  

    - To ja wam powiem towarzysze – mówił teraz w uniesieniu. – Musimy zmienić mentalność ludu. Przez wieki był ogłupiany z kościelnych ambon religią. Teraz uświadomieni przez nauki Lenina i Stalina wiemy dobrze, czemu służyły kazania klechów. Utrwalaniu mas w przekonaniu, że ich powinnością jest niewolnicza praca na bogatych obszarników. Albo nakłanianie robotników do dwunastogodzinnej pracy u imperialistycznych fabrykantów. Jest jeden sposób, by zmienić sposób myślenia ludu! – krzyknął major Pachcic. – Należy uaktywnić propagandę, czyli wykorzystać towarzyszy spod znaku pióra, a także wykorzystać nowoczesne środki przekazu jakimi są radio oraz film. Trzeba udokumentować zbrodniczą działalność uzbrojonych bandytów, by obrazy te zobaczyli obywatele na Polskich Kronikach Filmowych. Trochę z tym zwlekaliśmy towarzysze. Lecz teraz, w obliczu obecnej sytuacji, kiedy wróg klasowy, którego najgroźniejszym przedstawicielem w naszych stronach jest Józef Kuraś - Ogień oraz niedobitki Armii Krajowej, właściwie nas ośmieszyli, musimy przystąpić do kontrataku. Zwolennicy morderczego wyzysku proletariatu przez przedwojenne środowiska reakcyjne – te słowa major Pachcic wyrzucił z siebie nienawistnie, aż w jego kąciku ust pojawiła się spieniona plwocina – mają się poczuć zagrożone, niech wiedzą, że ogłupiane przed wojną społeczeństwo wie o ich zbrodniczych zapędach. W najbliższych dniach do wsi i miast naszego województwa wraz ze zbrojną osłoną KBW oraz milicji wyruszą ekipy, których zadaniem będzie radiofonizacja. W każdym domu, świetlicy i zakładzie pracy muszą zawisnąć głośniki, popularnie zwane „kołchoźnikami” – to sprawdzona w ZSRR broń propagandowa.  Będziemy instalowali radiowęzły, do których każde gospodarstwo, zakład pracy i mieszkanie osiedlowe, będzie miało podłączony głośnik – uśmiechnął się Pachcic niezbyt szczerze do słuchających ubeków. – Na masy musimy oddziaływać orężem jakim jest propaganda.

    Prelegent na chwilę przerwał wykład, wlał do szklanki wodę i pociągnął parę łyków.

     - Kurwa, ale ma gadane – dotarła do Pachcica półgłosem wypowiedziana uwaga jednego ze słuchających.

     Major uśmiechnął się nieszczerze błyskając niklowaną koronką na kłykciach przednich siekaczy, wybitych na zabawie w remizie strażackiej.  

    - I tu, pozwólcie towarzysze, oddam głos fachowemu propagandziście, który przedstawi wam w ogólnych zarysach tajniki tego oręża – zakończył przedmowę.

    Z krzesła obok prezydialnego stołu podniósł się chudy osobnik w rogowych okularach o podwójnych szkłach i zaczął odkrztuszać przed zabraniem głosu. Odezwał się skrzekliwie.

     - Słuchajcie towarzysze, radiowęzły na niskiej częstotliwości, którymi zradiofonizujemy kraj, będą nie tylko informatorem. Was, stróżów ładu publicznego chcemy zaopatrzyć w broń propagandy, której ostrze skierujemy przeciwko skrytobójczym bandom z pod znaku AK.

    W tym momencie prelegent zakrztusił się i zaczął kaszleć.
    Siedzący po drugiej stronie majora Pachcica Jurek Sprytny, poruszył się niecierpliwie na krześle i pochylony nad uchem szefa wydziału, nieopatrznie odsłonił zakrywany chusteczką oczodół z nabitym dużym sinym guzem. Sprawił, że szpara w  kształcie kreski uniemożliwiała mu  swobodną obserwację przyglądających mu się ubeków.

    - Kto ci nabił na oku taką pizdę? He, he, he – zaśmiał się porucznik zawistny o zażyłość Jurka z szefem.

    - Słuchajcie poruczniku – oburzył się Pachcic. Major pokazał głową na Jurka Sprytnego. – On przynajmniej starł się w bezpośredniej walce z wrogiem klasowym, a nie jak wy – spojrzał z pogardą na oficera UB – którzy jesteście znani z burd pod sklepami monopolowymi.

 

    Dwa dni później w komunistycznym Dzienniku Polskim ukazała informacja zatytułowana Ucieczka więźniów kryminalnych: "W niedzielę 18 sierpnia, w czasie przechadzki, kilkunastu więźniów kryminalnych więzienia św. Michała rzuciło się na dozorcę. Korzystając z zamieszania, ośmiu poważnych przestępców kryminalnych uciekło przez mur więzienia na planty. Patrole MO schwytały w ciągu dnia pięciu zbiegłych przestępców. Pościg za dalszymi trwa". – Zastosowano coraz częściej używany przez sowietów chwyt – kłamstwo, czyli dezinformacyjną manipulację.

 

 

 

 

[1] Kwota odpowiadająca 500 złotym za czasów okupacji.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kazjuno · dnia 16.05.2018 09:28 · Czytań: 203 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 7
Komentarze
AntoniGrycuk dnia 16.05.2018 12:36
Hej,

No tak, jak mogłem się spodziewać... Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Pięknie malujesz w akcji.
Zastanawiam się tylko, na ile dobrze oddajesz realia tamtych wydarzeń. Nie znam się na historii, na komunizmie, na czasach powojennych. Nawet na pisaniu nie za bardzo i własnie nie wiem, co można przeinaczyć, a co musi zostać, jak było. To tylko takie luźne dywagacje...

A teraz do konkretów:

Cytat:
„Co za bred­nie” – po­my­ślał. „No nie – co ona knuje? – za­sta­no­wił się. – Ta kur­ty­za­na żoł­nier­ką armii pod­ziem­nej”?

Już Ci o tym pisałem. Zwracaj uwagę na umieszczenie cudzysłowów. Bo raz obejmujesz nim didaskalia, a raz nie. I to nie tylko w tym konkretnym miejscu.
Cytat:
    - Fan­ta­stycz­ne! To ode­bra­łeś jej cnot­kę! Cha, cha, cha, cha. Ojej, ojej  – re­cho­tał brat matki, pra­wie du­sząc się ze śmie­chu. 

Tu jest niefortunne użycie dwóch słów: rechotał... dusząc się ze śmiechu. Masło maślane.
Cytat:
Po­now­nie po­wró­cił do hu­lasz­cze­go trybu, życia uwo­dząc, ka­ba­re­to­we tan­cer­ki, upa­dłe ko­bie­ty i for­dan­ser­ki.

Normalnie nie zwracam uwagi na przecinki, ale tu musiałem. Poprawnie powinno być tak: Ponownie powrócił do hulaszczego trybu życia, uwodząc kabaretowe tancerki, upadłe kobiety i fordanserki. Bo w sposobie, który Ty napisałeś, trudno się doczytać sensu.
Cytat:
Jed­nak stwa­rza­ją­ca wra­że­nie nie­do­stęp­nej, kry­gu­ją­ca się na damę z wyż­szych sfer Ala Kę­dzio­łek, vel Złota Ala, dzia­ła­ła na niego wy­jąt­ko­wo.

Chyba KREUJĄCA SIĘ, a nie KRYGUJĄCA. Krygować znaczy według słownika - przesadnie okazywać swoją skromność i dobre wychowanie, wdzięcząc się i zachowując nienaturalnie. Przynajmniej ja użyłbym słowa kreująca.
Cytat:
Zło­wi­ła już nie jed­ne­go męż­czy­znę, od­sła­nia­jąc kształt­ne udo przez pod­cią­gnię­cie spód­ni­cy z wy­cię­ciem.

NIEJEDNEGO - piszemy razem.
Cytat:
- Słu­chaj­cie po­rucz­ni­ku – obu­rzył się Pach­cic. – Major po­ka­zał głową na Jurka Spryt­ne­go. – On prz­yn­ajmniej starł się w bez­po­śred­niej walce z wro­giem kla­so­wym, a nie jak wy – spoj­rzał z po­gar­dą na ofi­ce­ra UB – któ­rzy je­ste­ście znani z burd pod skle­pa­mi mo­no­po­lo­wy­mi. 

Niepotrzebny drugi myślnik.

A tak, to super. Czekam na więcej.

Pozdrawiam
Kazjuno dnia 16.05.2018 13:05
Witam drogi i dla mnie bezcenny, Antoni. Zdążyłem przeczytać Twoje spostrzeżenia. Są bezbłędnie wychwycone z tekstu.
Poprawki naniosęe za parę godzin, bo na razie się spieszę, muszę pojechać do centrum rodzinnej wsi, czyli Wałbrzycha.
Niezmiernie się cieszę, że tekst Cię zaintrygował i był dla Ciebie ciekawy.
Zadałeś mi pytanie, czy treść odpowiada realiom tamtych czasów?
Robię wszystko, by było zgodnie z ówczesną rzeczywistością. Szperam w archiwach i oczywiście najwięcej sprawdzam w ogromnych zasobach internetu.
Pojmanie syna Stefani Kruk (akowskie pseudo Teściowej), rzeczywiście było przełomem w działaniach UB, by móc zacisnąć pętlę wokół partyzantki Ognia. Będzie jeszcze o tym w następnych rozdziałach. Oczywiście, jako autor staram się wokół tych wydarzeń tworzyć zjadliwą, a przede wszystkim jak potrafię najatrakcyjniejszą dla Czytelników strawę.
Czy mi się to udaje?
W jakim stopniu przekonję Czytających, że było tak jak piszę? Nie wiem.
Ale uwierz! Dokładam wysiłków, by tkwić w realiach tamtych czasów.
W końcu staram się stworzyć suplement do w miarę jaknajprawdziwszych podręczników historii.
Ważnego okresu w dziejach naszych przodków, ale i też nas żyjących po powojennym przełomie, który przemeblował mentalność społeczeństwa. W moim odczuciu negatywnie, bo ubecka rozprawa ze narodem miała niechlubny cel. Podporządkować nas do egzystowania w sowieckim zniewoleniu. Należało Polaków stłamsić i zastraszyć.

Jeszcze raz, Antoni, dziękuję i serdecznie pozdrawiam.
mike17 dnia 20.05.2018 15:47 Ocena: Świetne!
Kaz, podoba mi się jak Twoja opowieść prze do przodu jak dziki koń :)
Mnogość wątków bardzo ją uatrakcyjnia.
Tonio przypadł mi do gustu, lubię takich ziomali z ludu.
W tej części postawiłeś na wątek obyczajowy i dobrze, przez to tekst "oddycha", nie jest monotematyczny, ma swoje wątki poboczne i bardzo to fajnie wszystko wygląda.

Podoba mi się także dbałość o szczegóły - wszak to paradokument.
Świetnie sobie radzisz z mieszaniem faktów i własnej narracji.

I co najważniejsze - to się widzi i czuje, te scenki są w wyobraźni i świadczy to o tęgim piórze, Panie Literacie :)

Poza tym jest w tym coś klasycznego - może to, że opowiadasz w formie relacji i pomimo luźnych wtrętów cały czas trzymasz się tego schematu?
Pewnie tak, bo nawet prozaiczne rozmowy i wulgaryzmy pięknie tu współgrają.
Klimacik jak się patrzy!

Całość napisana metodą kadrów dobrze wypadłaby w kinie.
Jest bardzo dynamiczne pisanie i chwała Ci za to.

Faktycznie każdą część można czytać "z doskoku", gdyż stanowią one odrębną całość w ramach pewnej fabuły.

Językowo świetnie stylizujesz gadkę a la margines :)
Lubię to.
To nadaje korzennego posmaku każdej scence, gdzie trza walnąć nawijkę "po męsku".

Dzięki, Pisarzu, za kolejną ciekawą lekturę :)
Kazjuno dnia 21.05.2018 00:58
Dzięki Mike za tak wspaniały komentarz. To aż niewiarygodne z jaką łatwością potrafisz wychwytywać niuanse z których sam jako autor ledwo zdaję sobie sprawę. Patrzysz na tekst z góry, jak w XIX wieku obserwatorzy artyleryjscy siedzący w balonowych gondolach (nie dosiężnych dla wrogich strzelców) i przez lunety wypatrujący cele, by sktecznie kierować ogniem armatnim.

Wyznam Ci, że Tonio - uwodziciel - to postać, którą wykreowałem na podstawie rodzinych opowieści. Rzeczywiście romansował z moimi Ciotuchnami, a frywolna Cioteczka, którą tu nazwałem Amelią, umierając bezdzietnie zostawiła mi i mojemu Bratu w spadku dom (o którym jest w tekście) na warszawskich Bielanach.
Zresztą w sprawie tego spadku za 2 tygodnie jadę do Warszawy, będę tam siedział około 10 dni i bardzo bym chciał się z Tobą spotkać w jakiejś zacnej spelunce na pogaduszkach o pisaniu przy piwie albo kawie. O dwupiętrową willę, a właściwie o rekompensatę jej wartości szamocemy się z HGW (Hanna Gronkiewicz Walc) już od paru latek.

Bardzo się cieszę, że owe obyczajowe wycieczki nadają Twoim zdaniem tekstowi "oddech" (kapitalnie to ująłeś).
Tak, właśnie chcę Czytaczom opowiedzieć, że Krakusi wspierali walczące podziemie i byli wrodzy komunistycznemu zniewoleniu. Jeszcze o tym będzie.

To tyle na razie, bo spieszę się na LATO Z MONIKĄ.

Dobrej nocy Mike - bystrzaku i znakomity fachuro od pisania, wdzięczny Kaz

PS Apropos ewentualnego warszawskiego spotkania napiszę jeszcze na privie. Mam nadzieję, że nie będziesz w tym czasie w USA.
mike17 dnia 21.05.2018 14:45 Ocena: Świetne!
Kazjuno napisał:
Zresztą w sprawie tego spadku za 2 tygodnie jadę do Warszawy, będę tam siedział około 10 dni i bardzo bym chciał się z Tobą spotkać w jakiejś zacnej spelunce na pogaduszkach o pisaniu przy piwie albo kawie. O dwupiętrową willę, a właściwie o rekompensatę jej wartości szamocemy się z HGW (Hanna Gronkiewicz Walc) już od paru latek.


Wiedziałem, że wcześniej czy później się spotkamy, mam szósty zmysł, tylko nie przypuszczałem, że tak szybko :)
To świetny pomysł!
Mam już wybrane miejsce, sprawdzone.
A więc czekam na priva.
Ania_Basnik dnia 23.05.2018 15:43 Ocena: Bardzo dobre
Kazjuno Kilka razy czytałam ten odcinek, a jakoś zawsze brakło czasu, aby napisać komentarz. Wygładziłeś stylistykę, jest OK. A akcja fajnie zaczęła rozwijać się. Jest na czym oko zawiesić. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, bo wielość wątków bardzo wzmacnia przekaz.
Zwłaszcza, że jest opart na faktach. Podoba się :)
Kazjuno dnia 23.05.2018 21:13
Bardzo miło mi Aniu, że przeczytałaś, a Twój komplement jest dla mnie bardzo cenny. Wiem, że jesteś wrażliwą osobą, do tego świetnie czującą materię literacką, więc tym większa satysfakcja.
Staram się opowiadać historię powojenną bazując na prawdziwych relacjach rodzinnych i oczywiście na materiałach archiwalnych.
Jeszcze w najbliższych dwóch odcinkach nie, ale w następnych będzie o dwóch siostrach hrabiankach Dworskch. W jednej z nich, pięknej Stefani, zadurzy się major UB Pachcic. Nazwisko jego przeinaczyłem, ale to też postać, którą wykreowałem na podstawie materiałów archiwalnych. Hrabiny z Krakowa przeprowadziły się do Szczawna Zdroju i jedna z nich uczyła mnie i mojego Brata francuskiego i angielskiego. Dawno temu też podkochiwałem się w harabinie Stefani, która znakomicie jeździła konno. Prawdziwym faktem jest, że Stefania w krakowskim mieszkaniu na pierwszym piętrze trzymała rasową klacz arabską, bo eksmitowano arystokratki z ich majątku. Oj, Aniu, będzie się działo. Zachęcam do śledzenia kolejnych odcinków.

Serdecznie Cię pozdrawiam, wdzięczny za cepłe słowa, autor,
Kj
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Slavek
21/10/2018 15:04
Św. Jana Pawła II Za to Twoja recenzja zachęca do… »
JOLA S.
21/10/2018 09:07
OWSIANKO, miłe słowa, wielkie dzięki. Tekst zaciekawił,… »
allaska
21/10/2018 08:58
Rzeczywiście chyba pogranicze:) wiersza za mało, takie… »
allaska
21/10/2018 08:54
w diagnozie - w psychozie - taki rym się wkradł, może lepiej… »
allaska
21/10/2018 08:49
- kwintesencja całego wiersza mimo marazmu w pierwszej… »
Zingara
21/10/2018 03:34
Kochanie jak zawsze podziwiam Twoją twórczość. Wiersz jest… »
Florian Konrad
20/10/2018 23:27
dziękuję serdecznie »
Noescritura
20/10/2018 18:24
Moje klimaty, czyli natura i piękna poezja, wspaniałe… »
Noescritura
20/10/2018 18:17
Zastanawia mnie co to jest "tremo"...? Taki, ja… »
Noescritura
20/10/2018 18:12
Proponowałabym wycofać to wyśrodkowanie, gdyż sama treść… »
krajew34
20/10/2018 18:11
To raczej moje hobby, nie jestem jakimś arcymistrzem by… »
Noescritura
20/10/2018 18:04
Ja muszę przyznać, że mnie osobiście się podoba. Taki tekst… »
Darcon
20/10/2018 17:33
To dobrze wróży na przyszłość, w takim razie pierwszy… »
OWSIANKO
20/10/2018 15:51
JOLA S. Nikifora znałem za młodu i jak na fanfarona… »
OWSIANKO
20/10/2018 14:49
JOLA S. Ironiczna z Ciebie jest bestyjka, Jolu, bo z jednej… »
ShoutBox
  • Esy Floresy
  • 20/10/2018 13:12
  • Pogoda nam się zrobiła ponura, więc nieco pozytywnie zakręconą nutkę Wam posyłam. Energetycznej soboty! [link]
  • mike17
  • 20/10/2018 11:39
  • W środę kończy się głosowanie w MUZO WENACH 6, więc macie jeszcze trochę czasu, by oddać swoje cenne głosy : [link]
  • allaska
  • 19/10/2018 19:58
  • Dobry wieczór. Mam wielką prośbę do Redakcji poezji. Czy można prosić o dodanie przed tytułem mego tekstu słowa luźne, luźne refleksje. Będę niezmiernie wdzięczna. Pozdrawiam :)
  • Esy Floresy
  • 19/10/2018 13:57
  • Jeszcze tydzień, by wierszem wspomnieć, o tych, którzy zostali z nami w swoich wierszach: [link]
  • mariaczekanska
  • 19/10/2018 11:39
  • ok, super! Patrzyłam tylko na aktualności :)
  • Zola111
  • 18/10/2018 22:08
  • Mario, spójrz trochę wyżej na "Konkursy" lub wejdź na forum dyskusyjne.
  • mariaczekanska
  • 18/10/2018 20:06
  • nie umiem odnaleźć tego zaśrodkowania :(
  • Zola111
  • 17/10/2018 23:32
  • Zaśrodkowanie#29 czeka na Wasze wiersze, Poeci.
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas