Proza » Inne » W.
A A A

Siedziałem właśnie na bujanym fotelu i popijałem zimną lemoniadę, kiedy ktoś postanowił spartolić mi wieczór.

-Cześć! Mam sprawę - usłyszałem znajomy głos. Był to W. - przyjaciel, a zarazem najupierdliwszy człowiek świata. Wyobraźcie sobie: słoneczko świeci, ptaszki śpiewają, dookoła zieleń i zapach bzu, a nagle puf! Nadeszła rzeczywistość. Zmusiłem wargi do uśmiechu i wygramoliwszy się z tronu, podałem chłopakowi rękę i szczodrym gestem pokazałem miejsce do siedzenia. Obok mnie stały stoliczek i ławeczka.

- Mogę? - zapytał W., który zająwszy miejsce zauważył talerzyk z ułożonymi w trójkąt babeczami.

- Oczywiście - odrzekłem szarmancko, jednocześnie plując sobie w brodę. Patrzyłem z politowaniem na wypieki, wiedząc jaki los je czeka. W. chwycił jedno z nich i nie minęło kilka sekund, kiedy zniknęła gdzieś głęboko w jego przełyku. Przyszła kolej na drugą. Kawałki ciasta spadały na świeżo zamiecioną kostkę, co wprawiło mnie w przerażenie. Postanowiłem zagaić rozmowę:

-Wspomniałeś, że masz do mnie sprawę - W. spojrzał w moim kierunku.

-Ak,ak, ompię epuł - tak to mniej więcej brzmiało. Zirytowałem się niemożebnie.

-Mógłbyś najpierw dokończyć jedzenie, a potem mówić? - naprawdę starałem się zachować zimną krew. W. pokiwał głową, wykonał ruch podobny do połykania ryby przez pelikana i otarł kąciki ust wierzchem dłoni.

-Komp mi padł - ekstra, pomyślałem, ogólniej się nie dało?

-Konkrety, konkrety!!! - zwróciłem uwagę

-Wiesza się przy okienku z Windowsem. Ładuje się, ładuje, ale…

-...się naładować nie może? - W. przytaknął

- Obejrzałeś komputer dokładnie? Może zabrudzony?

- Wszystko czyściutkie jak Bozia nakazała! - zapewnił

- Pewnie któraś część do wymiany. Nie wytrzymasz kilku dni? Teraz naprawdę…

- A co masz w planach? - zapytał W. i właśnie tego obawiałem się najbardziej. Jak wykpić się z faktu, że siedzę bezczynnie na bujaku?

- Raczej nic - wstałem i wspólnie ruszyliśmy do domu W.

Była to już pora kiedy słońce przybrało barwę pomarańczową. Promienie przebijały się przez gałęzie drzew, a wszystkie pobliskie łąki i pola wyglądały jak żywcem wyjęte z bajki. Gdy przechodziliśmy wąską ścieżynką obrośniętą dokoła drzewami, przepuściłem W przede mnie. Wtedy dokładnie zlustrowałem sobie jego postać. Szedł nieco przygarbiony, a postawa ta w połączeniu ze szczupłą fizjonomią sprawiały, że wyglądał jak żywe wcielenie kudłatego ze Scooby Doo. Nosił białą koszulkę, spodenki trzy czwarte przyozdobione liśćmi palmowymi. Klapki sparowane z czarnymi skarpetami zaciągniętymi  POD SAME KOLANA. Razem ze śnieżnobiałą skórą łydek dawały komiczny efekt. Część zakryta skarpetą znikała w panujących dookoła ciemnościach. Jasne kikuty natomiast wymachiwały sobie w powietrzu. Jeszcze te kręcone i nieuporządkowane włosy oraz dziewiczy wąs, które wywoływać mogły jedynie politowanie. Pokręciłem głową. Ktoś taki próbował mieć dziewczynę! Chociaż coś tam działał i (dzięki mojemu wsparciu) był już o krok od zmiany statusu na Facebooku. W. jest straszną lamą jeśli chodzi o jakiekolwiek kontakty. Ciągle zamyka się w swoim ciasnym światku, wyciąga fona, słuchawki i wbija levele w LOL-u. Przylepił się do mnie w podstawówki i nie puścił aż do samego liceum. Przez długi okres nie przeszkadzało mi w nim nic. Wspólnie się wygłupialiśmy, rozmawialiśmy, był dla mnie jak brat.. Z początkiem liceum ta jego opiekuńczość i psie przywiązanie zaczęły mnie dręczyć. Miałem ochotę otworzyć się na nowych ludzi, a jego irytujące przysposobienie tylko utrudniało mi sprawy. Dlaczego nie powiedziałem pas? Dobre pytanie! Zawsze brakowało mi dobrych argumentów, żeby go do mnie zniechęcić i sprawnie poprowadzić kłótnię. Chyba tak...

Gdy dotarliśmy do domu W. w środku zastała nas pustka. Towarzysz otworzył drzwi do swego pokoju, a ja jeszcze przedtem wciągnąłem zapas powietrza do płuc. Właśnie dlatego zaniechałem odwiedzin: śmierdziało u niego spoconymi skarpetkami, a podłoga, kanapa i krzesła usłane były bielizną ( kto wie ilu dniową ). Tym razem oczekiwało na mnie coś innego. Ujrzawszy wnętrze pokoju stanąłem jak wryty. Ściany usłane były dekoracjami, w powietrzu unosił się zapach płynu do mebli, a wszędzie panował porządek. Na środku stał stół zastawiony łakociami, nad którymi górował czekoladowy tort ze świeczką pośrodku.

-  Wszystkiego najlepszego! - oznajmił radośnie W. i usiadł tylko od dobrych kilku lat nie organizowałem przyjęć urodzinowych, W. natomiast zawsze pamiętał moją datę urodzenia (niestety) zawsze wpraszał się do mnie na chatę, po czym razem opróżnialiśmy wszystkie szafce ze słodyczy. To co miałem przed sobą odebrało mi jednak dech. Musiałem stać tak naprawdę długo skoro zrobiło mi się czarno przed oczami.

- Coś ci jest? - zapytał W, na co pokręciłem przecząco głową

- Nie, ja tylko…- ciężko było mi sklecić jakiekolwiek zdanie - po co ten trud?

- Ja ci dam po co! Siadaj i jedz grzecznie, bo widzę, że ledwo stoisz - W. wskazał mi krzesło stojące naprzeciw. Nie odmówiłem, usiadłem na tyle ciężko, że kość ogonowa dała o sobie znać. Odruchowo sięgnąłem najpierw do miseczki wypełnionej M&M’s-ami, jednak coś boleśnie odtrąciło moją dłoń. Przytuliłem ją do piersi, a W. spoglądając na mnie karcącym wzrokiem, pogroził mi palcem.

- Najpierw danie główne. Mam ci pokroić?-czemu nie, pomyślałem, w odpowiedzi kiwając tylko głową. W. wstał i odkroił ładny, trójkątny klin. Gdy połknąłem pierwszy kęs wpadłem w zachwyt: banany z czekoladą są najlepszą parą jaka istnieje na ziemi.

-Pyszne-pochwaliłem W., który miał za sobą połowę porcji

-Dzięki. Wydaje mi się tylko, że za słodki. Coś czułem…

-Wcale nie! Przestań! Jest przepyszny, genialny! Co mam ci jeszcze powiedzieć? - W. uśmiechnął się szeroko, a ja pałaszowałem dalej. Nagle kawałek, który właśnie miał rozpuścić się w ustach stał się jakiś twardy i ciężki. Jedno przełknięcie śliny powodowało u mnie silny ból, gdyż Biszkopt niechętnie poruszał się po przełyku. Sam czułem się jakoś dziwnie, wszystko dla mnie wydało się fałszywe.

- Z komputerem na pewno wszystko w porządku?- wiedziałem, że to jedna wielka lipa, wolałem jednak się upewnić. Na to pytanie W. spojrzał na mnie w taki sposób, że się zarumieniłem. Milczenie przerwał dopiero W. zagajając byle jaki temat. W ten sposób upłynęła większa część przyjęcia.

Ani się obejrzeliśmy jak wszystkie miski stały puste, a za oknami panował półmrok. Pożegnaliśmy się gorąco i każdy odszedł w swoją stronę. Przez całą drogę do domu nie potrafiłem odkleić głowy z ziemi. Odruchowo sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem smartfona. Włączyłem Internet i czekałem, ale na co? Gdy odpowiedziała mi cisza, westchnąłem tylko i przytaknąłem samemu sobie świadomy odpowiedzi.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
lipton123 · dnia 22.05.2018 11:26 · Czytań: 116 · Średnia ocena: 2 · Komentarzy: 1
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
Decand dnia 22.05.2018 18:14 Ocena: Przeciętne
Straszliwie niechlujna praca, może tak powiem. Epopei mi się pisać na jej temat nie chcę (bo kto by tam tracił czasu na czytanie tego?) ale zwrócę uwagę na dwie istotne rzeczy, a właściwie to trzy.

1. Dialogi

Wpierw, wbijamy sobie do głowy - Wypowiedzi dialogowe każdego bohatera zaczynać się powinny od MYŚLNIKA. A, no i zdanie w dialogu też zakańczamy myślnikiem. Niby pierdoła, ale jednak razi. Równie mocno wali brak konsystencji między tymi dialogami. Raz po nich walisz "westchnął, stwierdził, powiedział", a raz jednak powadzisz tą narrację do przodu, przy czym tylko ta druga opcja jest dla mnie sensowna. Mylisz myśli od tego, co postać rzeczywiście mówi:

Cytat:
-Ak,ak, ompię epuł - tak to mniej wię­cej brzmia­ło.

Ten dziwny "odgłos" to przecież nie wypowiedź postaci, a jakaś tam dygresja. Chyba, że jakoś abstrakcyjnie przełamuje czwartą ścianę, co byłoby jeszcze większym problemem.

Cytat:
- Nie, ja tylko…- ciężko było mi sklecić jakiekolwiek zdanie - po co ten trud?

Wpierw - spacja przed wielokropkiem lub jej brak - raz Ci się tak widzi, raz inaczej, bezsensownie. Po drugie - skoro wielokropek to teraz dalsza część "Po co ten trud?"

2. Kompozycja

Znowu, niby pierdoła, ale jednak. Ten tekst rozłożyłbym na trzy części: część dialogową bez żadnego opisu, ścianę opisu/płaczu, by zakończyć czymś w stylu ściany długiego dialogu wymieszanego z opisem. Dla mnie to mały horror, bo tego się czytać równo nie da. Ja rozumiałbym coś takiego dla długiego tekstu, ale na Boga, to miniatura. Jeżeli pisanie ma przypominać taką sinusoidalną falę to Twój przypomina trójkąt. Bardzo, bardzo ostry trójkąt.

3. Błędy

Byłeś chyba nadwyraz głodny by wziąć i zjeść całą masę znaków interpunkcyjnych. Przez co cały ten tekst jest, dla mnie, bardzo niezdarnym szkicem, które dopiero po n-tej próbie przeradza się w tekst prawdziwy. Nie rozumiem tendencji do zjadania kropek po dydaskaliach:

Cytat:
-...​się na­ła­do­wać nie może? - W. przy­tak­nął.


Albo w ogóle:

Cytat:
- Coś ci jest? - za­py­tał W, na co po­krę­ci­łem prze­czą­co głową.


Nie rozumiem spacji po otwartym nawiasie i przed zamkniętym nawiasem.
Nie rozumiem niekonsystencji w stawianiu przeciwnków przy W. - raz robisz W., , raz robisz W,. I weź tutaj czytelnika do takiego niechlujstwa przekonaj.
Zjadasz też przecinki przy długich zdaniach złożonych, co jest też problematyczne:

Cytat:
Nagle kawałek, który właśnie miał rozpuścić się w ustach, stał się jakiś twardy i ciężki.


Cytat:
Gdy połknąłem pierwszy kęs, wpadłem w zachwyt: banany z czekoladą są najlepszą parą, jaka istnieje na ziemi.


Cytat:
Ani się obejrzeliśmy, jak wszystkie miski stały puste, a za oknami panował półmrok.


Niechlujstwo, po prostu. Ja bym wziął ten tekst i jeszcze raz go przeredagował. Bo samym słowem pisanym pisarz nie żyje.

A do samej historii powiem tylko tyle - nie dla mnie ta baja.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Skuul
22/01/2019 13:54
Świetny tekst, czytało się z przyjemnością i szybko. Wszyscy… »
mike17
22/01/2019 13:18
Niewidzialna, smutny to wiersz, ale nie każda miłość kończy… »
Skuul
22/01/2019 12:31
Zgadzam się klimat spoko, aż mnie w plecach kuje teraz.… »
Blanche
22/01/2019 07:50
Heh. Nie lubię odnosić się krytycznie do wierszy - chociaż… »
pociengiel
22/01/2019 07:46
Dzięki. Niech i tak będzie. »
Blanche
22/01/2019 07:44
Trzeba się ogarnąć, jak nie ta to inna. "Miłość to… »
Blanche
22/01/2019 07:42
Niestety... wirtualny ogród zapomnienia bywa baaardzo… »
Blanche
22/01/2019 07:40
Treść może i zacna, ale panuje tu taki chaos, że nie pozwala… »
Blanche
22/01/2019 07:38
Fajnie o uczuciach i relacjach - dziadek - wnuczka. A to… »
Blanche
22/01/2019 07:36
Świetny utwór o ... PIS-ie? :) »
Blanche
22/01/2019 07:12
Dzięki wielkie. »
OWSIANKO
22/01/2019 00:41
amaranta tekst bardzo dobry, więc pisz, bo warto. W prozie… »
natalia99
21/01/2019 23:53
@Vanillivi Jeśli Cię to interesuje to mam 20 lat. W życiu… »
Zola111
21/01/2019 23:47
Alosie, bo pani od polskiego była zawsze autorytetem,… »
Noescritura
21/01/2019 23:18
Szkoda, że elektronika wchodzi na salony poezji, ale co… »
ShoutBox
  • czarnanna
  • 22/01/2019 07:29
  • Miłego przebudzenia. To się nazywa dobrze komuś życzyć : ) do zobaczenia pod tekstami!
  • mike17
  • 21/01/2019 22:34
  • Kolorowych snów i miłego przebudzenia :)
  • pociengiel
  • 21/01/2019 10:06
  • Moja babcia aż spod Krosna z teleranka coś wyrosła. Zamiast zbierać się do piachu, wchodzi na tych cienkich gachów, na każdego niemal posła.
  • Niczyja
  • 21/01/2019 00:03
  • I tym ciepłym gestem mówię dobranoc :) [link]
  • Esy Floresy
  • 20/01/2019 22:14
  • Dzięki, Kushi i wzajemnie :)
  • Kushi
  • 20/01/2019 22:12
  • Styczeń prawie się już kończy, ale wszystkiego dobrego w Nowym Roku kochani:), Weny i mnóstwa nowych, dobrych tekstów :):)
  • mike17
  • 20/01/2019 14:19
  • Nie tylko ducha, bo i w naturze dziś spokój, harmonia i nieśmiało wyglądające słoneczko. Miłej niedzieli wszystkim :)
  • czarnanna
  • 20/01/2019 13:53
  • Niejedna sobota zazdrości dziś niedzieli takiej pogody ducha : )
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:praw014tg
Wspierają nas