Pamiętniki niderlandzkie - Carolina - Gatsby
Proza » Historie z dreszczykiem » Pamiętniki niderlandzkie - Carolina
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Maj 2018

Pamiętniki niderlandzkie - Carolina 

 

 

 

   Sfrustowana Carolina mieszkała drugi tydzień na poddaszu zgrzybiałego budynku gospodarczego w pokoiku, który musiała okiełznać sobie sama. Pokoik zbudowany ze ścian tekturowych, z materacy i zasłon zakupionych kiedyś przez dozorcę Mirka na targu staroci w Eindhoven. Całe poddasze pachniało pleśnią i średniowiecznym szaletem. Drzwi nie miała. Po co jej były drzwi? – Chyba nie po to, aby mieć, chociaż odrobinę prywatności. W ośrodku nie było prywatności. Każdy każdego obserwował i podsłuchiwał, żeby w razie czego zwierzyć się ze zdobytych informacji Mirkowi. Dlaczego się zwierzali? – To dość problematyczne, szczególnie że gdy znajdował się po za zasięgiem wzroku, stawał się obiektem przekleństw i kpin. Zwierzali się dlatego, by wkraść się w jego łaskę bądź w niej pozostać. Nie wiązało się to z dodatkowym wynagrodzeniem. Tutaj każdy zarabiał daninę siedmiu euro netto.

   Pomiędzy dwiema szafami rozciągnęła zasłonę służącą od tej pory jako drzwi. Wyścielony styropianem sufit ktoś kiedyś przyozdobił markerowymi rysunkami: smokiem chińskim, myszką miki i symbolem klubu piłkarskiego Radomiak Radom, bo z tamtych okolic pochodziła większość mieszkańców ośrodka. Ktoś inny skrupulatnie odliczał kolejne dni pobytu, skreślając kreskę za kreską, a jeszcze ktoś inny nabazgrał zielonym długopisem swoje imię i datę: Adam 2014

      - O matko… - jęczała za każdym razem, gdy kładła się spać i gdy wstawała. – Gdzie ja jestem.

    Na przeżartym przez mole materacu rozścieliła swoją pościel i kołderkę z ryczącym tygrysem. Śmierdziało, więc Luksusowa Meliniara spryskała wszystko w koło zakupioną w Hadze za sześćdziesiąt euro perfumom Versace. Pozapalała wonne świeczki, nadając pomieszczeniu romantyzmu. Na robiącej za szafkę nocną lodówce samochodowej odpaliła laptopa z kanałem muzycznym wyciągniętym żywcem z lat osiemdziesiątych.

    Luksusowa Meliniara, bo tak o sobie myślała, taki miała nawet nick na instagramie, na który z uwielbieniem wrzucała kolejne zdjęcia dochodząc po pewnym czasie do tysiąca pięciuset followersów, przyjechała z Polski, w celu szybkiego zarobienia kilkunastu kafli, aby móc powrócić i trwonić pieniądze w galeriach handlowych. Bo przecież szoping odstresowywuje, relaksuje, wycisza… a followersi są głodni kolejnych nowości. Zakupy w Zarze już nie wystarczały. Należałoby sięgać po wyższe półki: Boss, Gucci, Guess, Versace itepe.

   Nie sądziła, że tym razem trafi tak źle. Tak jeszcze nie było. Zdarzała się pleśń nad prysznicem, obsrane deski czy zatkane krany, ale zapchlony burdelik bez okien na zapyziałym poddaszu i przeniesiony na holenderską ziemię peerelowski pegieer z zasuwającymi na taśmie trupami w rytm muzyki disco polo i nagranych przed laty audycjami radiowymi, nigdy.

*

    Przywitano ją rzeczowo. Zaprezentowano krok po kroku pracę, jaką będzie wykonywała.

    Wszyscy wręcz traktowali ją jak królową.

    - Wyniesiemy ci te torby do pokoju!

    - Kiepskie warunki, ale ci pomożemy!

    - Nie targaj tego. Ja wezmę…

    - Nie jest najgorzej, bywają gorsze warunki.

    - Wiemy, że nie jest najlepiej, ale finansowo ci się zwróci a jak dojdzie akord, to nawet trzy tysiące na tydzień wyciągniesz…

    - Studentki przyjeżdżają i sobie dają rady, za przeproszeniem, z palcem w dupie, ty ne dasz?

   Przez kolejne godziny uświadamiała sobie, w jakie gówno wdepnęła. Poznawała krok po kroku kolejne zakamarki uroczego domu. Poznała kuchnię ze śmierdzącą skarpetami lodówką, trzykabinową łazienkę z jednym działającym prysznicem na fotokomórkę, toaletę ze zbrązowiałą ze starości deską klozetową i wiaderkiem robiącym za spłuczkę.

    Pomyślała sobie, że da radę. Przepracuje tydzień, dwa i w tym czasie będzie szukała czegoś lepszego. Carolina zawsze dawała radę i również w tym miejscu postanowiła stawić wyzwanie swojemu ja i udowodnić, że i tutaj wytrzyma. Tym bardziej że studentki wytrzymują i zgarniają tysiące w tydzień!

*

  W kuchni na talerzu leżał stos kości. Na półkach stały setki par butów. Na poddaszu w kanciapie koło pokoiku z tekturowych ścian, piętrzyły się równiutko poukładane różnych gabarytów walizki i torby podróżne. Carolina nie pytała się o nic. Początkowo jej to nie zastanawiało, później się bała. Rodzinka Mirka, jak się później dowiedziała, oraz znajomi z Radomskich stron spoglądali na nią coraz bardziej łakomo. Zamrażarki pustoszały, a obiady nie pachniały wołowiną ani kurczakiem.

*

   Para, która przyjechała w tę noc co ona, zniknęła trzy dni później. Mariolka, tak podobno nazywała się ta dziewczyna, ponoć była w szóstym miesiącu ciąży. Na dugi dzień nie mogła już pracować. Cierpiał jej kręgosłup, bolały stawy. W Polsce nie miała nikogo. Była z domu dziecka. Nie mogła z nim pozostać w ośrodku. Nie tylko dlatego, że nie pracowała, ale też ze względu na spartańskie warunki i wszechobecny brud.

    Mirek nie owijał w bawełnę.

    - Macie pół godziny na spakowanie! – krzyknął do chłopaka. – Nie pracuje, nie może tutaj mieszkać!

   - Zapłacę za nią – ten odpowiedział spokojnie. – Potrzebuję trochę zarobić, aby móc wynająć coś w Polsce. Ona niema, do czego wracać. Dwa tygodnie.

   - Nie ma takiej możliwości. Bauer się nie zgadza. Macie trzy opcje: pracujecie razem, ty pracujesz ona zjeżdża bądź obaj zjeżdżacie…

     - Tak się nie robi!

     - Nie będę powtarzać. Pakujcie się.

    Uwinęli się w piętnaście minut. Na podjeździe, w białym busie czekał na nich Lech z końskim zgryzem. Bez słowa otworzył im tylne drzwi i czekał aż chłopak załaduje bagaże. Mariolka stała ze spuszczonym wzrokiem.

     Wywiózł ich na stację kolejową do Eindhoven.

*

    Codziennie wykonywała tę samą czynność. Ładowała por na taśmę. Chwalił ja Mirek, krzywo patrzyły koleżanki.

    - Wolniej Carolina, bo nie nadążamy! – wołał, chcąc przekrzyczeć radio i panujący harmider. – Zatańcz sobie, zaśpiewaj, zdążysz się nawet położyć!

     Miał suchy żart. Nie śmieszył jej wcale, za to stojące przy taśmie trupy wręcz umierały z pokazowego śmiechu. Kiedy Mirek żartował, te aż oczy przecierały, że niby płaczą, że niby tak je rozśmieszył.

*

   Pewnego razu popiła zbyt mocno. Spragniona męskiej sztywności uszykowała się, wykąpała, wypachniała, podgoliła brodę, wygoliła pachy i poszła w tan. W tan przed siebie do najbliższej wskazanej przez nawigację w telefonie dyskoteki. Spotkała w niej podpitego Mirka.

   Od razu, gdy ją zauważył, zaczął się do niej ślinić i nachalnie nalegać na pójście w ustronniejsze miejsce. Po kilku głębszych uległa. Mirek był paskudny, lecz niespotykany dar przekonywania przeważył szalę. W dźwiękach Careless Whisper udali się na dwór. Odeszli kilkanaście metrów za budynek w śmierdzący wilgocią zaułek, znikając z oczu palącym skręcone przed chwilą papierosy.

   Mirek przeszedł do sedna. Grubymi jak kiełbasa Toruńska palcami dobrał się do jej stanika podtrzymującego pokaźnych kształtów piersi. Odepchnęła go, nie stopując jednak jego zamiarów.

    - Pokaż je – nalegał – pokaż i nie drażnij mnie.

    - Mirek, opanuj się!

    - Nie opanuję się… Miałaś siedzieć w ośrodku, to teraz masz!

    Bez ostrzeżenia uderzył ją w twarz. Upadła na wylewkę. Rzucił się na nią błyskawicznie i przeszedł do sedna, zaspakajając swoje pożądanie. Skończył w niej, nie obawiając się o pozostawione ślady genetyczne. Nie pierwszy raz przechodził taką sytuację i pewnie nie ostatni. Przysłonił ją stojącym obok kontenerem. Powrócił do klubu, wypił drinka i wrócił do domu. Wsiadł w busa i tuż nad ranem powrócił po nią.  

    W tę noc Carolina zniknęła z portalów społecznościowych.

    Followersi topnieli jak marcowy śnieg.

    Zamrażarki w ośrodku ponownie się wypełniły.

    Pod koniec maja zaczęli zjeżdżać kolejni pracownicy sezonowi...

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Gatsby · dnia 27.05.2018 21:24 · Czytań: 59 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Wiktor Mazurkiewicz
20/06/2018 10:54
allaska Ogromne dzięki. Spodziewałem się uwagi odnośnie do… »
Zingara
20/06/2018 10:25
Liczy milcząc- Allasko :) miło że czytasz »
Gramofon
20/06/2018 09:30
zbyt duże ego potrafi zniszczyć nawet najlepszych, a byłaby… »
Gramofon
20/06/2018 09:09
Czuję niedosyt, bo mam wrażenie jakby brakowało jednej czy… »
Gramofon
20/06/2018 09:05
Szału nie ma, nawet nie będę wypominał, co by zrobili inni,… »
Gramofon
20/06/2018 08:54
Ano nie wyjdziemy, tylko pytanie czy chcemy i czy jest po… »
Kazjuno
20/06/2018 08:54
Wzruszająca, Mike, opowieść o przyjaźni kobiety z mężczyzną.… »
Gramofon
20/06/2018 08:53
Słabe to to, proponuję dzień przerwy, na oliwienie maszyny. »
AntoniGrycuk
20/06/2018 04:44
Hej, Przeczytałem i podobało mi się połączenie tego, co… »
Jesienny syn
19/06/2018 21:38
Mistrzem nigdy nie będę, bo i nie chcę nim być. A twoje… »
Jesienny syn
19/06/2018 21:27
Dobrze, zmieniłem. »
allaska
19/06/2018 19:31
no taki portalowy tekst, podobać się może - to w końcu… »
allaska
19/06/2018 19:27
dobry, ale smutny wiersz. każdą cząstkę z zainteresowaniem… »
allaska
19/06/2018 19:20
W pierwszej części za dużo tych piątek jak dla mnie, w… »
allaska
19/06/2018 19:13
to powyższe ładne. - a tu już przedobrzyłeś:) z… »
ShoutBox
  • allaska
  • 20/06/2018 03:35
  • nie lubię nieuzasadnionego krzyku w wierszach pisanych na tzw. vqurwie,a takie Twoja ulubienica pisze ostatnio zaangażowane wiersze są naprawdę ryzykowne. Milczenie jest złotem.
  • allaska
  • 20/06/2018 03:32
  • Już od dawna wiedziałam, że jesteś wiernym pieskiem tej pani, piszesz o sobie, z tym hałasem?:) i kto tu robi ostatnio więcej hałasu, aby dobrze wypadły wiersze zaangażowane trzeba nieźle pisać
  • introwerka
  • 19/06/2018 23:02
  • im mniej człowiek wie, tym z reguły robi więcej hałasu ;)
  • introwerka
  • 19/06/2018 23:01
  • allasko, to, co napisałaś poniżej o wierszu Zoli, to przykład skrajnie nieobiektywnej i niemerytorycznej opinii. Zęby to bolą od obserwowania, jak uprzedzenia dyktują krytykanctwo. Ale tak to jest,
  • allaska
  • 19/06/2018 22:06
  • Lepszy od tego, którym się zainspirowałas, przynajmniej jest na czym oko zawiesić i zęby nie bolą
  • allaska
  • 19/06/2018 22:04
  • Introwerko dobry wiersz napisałaś,
  • Decand
  • 19/06/2018 06:43
  • Za mocno uderzył swoją dziewczynę i mu się ręka urwała? Ja wiem, talentom się zdarza.
  • jskslg
  • 19/06/2018 01:19
  • umarł dzisiaj jeden z większych talentów naszych czasów xxx
  • AntoniGrycuk
  • 18/06/2018 20:10
  • A jak ja widzę kogoś w sandałach i skarpetach, to od razu darzę go małą sympatią. Też mi PROBLEM - jak się ubrać...
  • jskslg
  • 18/06/2018 19:17
  • noszenie koszuli z krótkim rękawkiem, która nie jest hawajska jest gorsze niż skarpety i sandały
Ostatnio widziani
Gości online:21
Najnowszy:Tinnse3y
Wspierają nas