Nowa zieleń - Decand
Proza » Miniatura » Nowa zieleń
A A A
Od autora: Tekst powstał jako kombinacja trzech czynników: jednego z najpiękniejszych utworów świata (https://www.youtube.com/watch?v=LuYNidNgQic), mojej młodzieńczej piosenki oraz nieskończonej miłości do niej.
Mimo wszystko miniatura, forma zakończenia "Narracji o Niczym". Gwóźdź do trumny. Ostateczne złudzenie.

Uniesiona. Jej lekkie ciało powoli zaczyna balansować nad mostem. Niedawno rozpoczął się dzień, kolejny, refleksyjny. Rozmyślałem na jej widok o powrocie jakiejś miłości, o której kiedyś śpiewała. Zabłąkaną przeszłość przywdziałem niedawno na jej radość. Karmiłem się bramami iluzji i specyficzną formą romansu, który mógłby pomiędzy nami się zrodzić. Gdybyśmy tylko chcieli do niego doprowadzić, wspólnie. Uniesiona. Przypominać mi zaczęła bardzo chłodny maj, niepewne, lekkie chmury niosące ze sobą drobne fragmenty jej myśli. Wśród fali zmiennych temperatur zapewniała mi, że coś między nami nadejdzie. Że jeszcze się spotkamy, pomimo tak dziwnych odległości od nas. Pod moimi oczyma zrodziły się wtedy łzy. Kasztanowiec rósł nieopodal. Spoglądała ku niemu, zawieszona tak pomiędzy niebem a ziemią. Zrodził się w niej nienasycony głód poszukiwania dobra w czymś tak tragicznym, jak życie. Odnosiła się do natury. Pisała poezje, szybko, skutecznie, lecz nigdy nie fascynowałem się jej dokonaniami. Była specjalnym stworzeniem. Zawisła, gdzieś między drogą a kopułą. Zapamiętałem ją. Pomimo wszelkich dziwnych wydarzeń, które miało za sobą nieść to rozpamiętywanie.

Pamiętam, kiedy pierwszy raz ją ujrzałem. Dzwony kościelne biły mocniej niż zwykle. Na gigantycznym polu wyrosła nowa zieleń. Środek lata. Pomiędzy długimi źdźbłami biegałem, rozpraszając swoimi dłońmi końcówki narośli. Szybowałem, udając ptaka. Skrzeczałem z całych sił i śmiałem się nad swoją własną głupotą. Gdy dobiegłem na środek pola, zacząłem rozglądać się ku górze. Słońce grzało niemożliwie, na skórze zaczęły ujawniać się plamki odparzeń. Westchnąłem cicho, próbując zamknąć oczy. Nie wiem ile tam stałem. Próbowałem wyobrazić sobie, jak to jest w tym niebie, o którym wtedy słyszałem. Jak to jest, że człowiek wpierw się rodzi, by potem umrzeć, odlatując tam, ku górze, do jakiegoś tam mojego stwórcy. Gdyby opuściła mnie siła, tak mi tłumaczono, pojawią się obok mnie anioły, dziwne stworzenia półboskie, które uniosłyby mnie ponad wszelką możliwość. Gdzieś, podświadomie, wiedziałem, że tak się wydarzyć nie może. Nie wierzyłem w tamtym czasie w nic, co nie było fizyczne. Nawet w moje ulubione bajki, które dyktowane byłby mi przed snem. Zawsze szukałem dziury w całym i do dzisiaj mi to pozostało. Taka jakaś naiwność do egzystencji, już za młodu. Myślałem jeszcze, chyba, o tym, kim się stanę w przyszłości. Też proboszcz wspominał o tym na mszy. Nie wiedziałem jakbym mógł mu, czy komukolwiek, odpowiedzieć na to proste pytanie. Chciałem być kimś. I to było najgorsze, co mogłem sobie powiedzieć. Jako dziecko łudziłem się, zresztą nadal to robię, że zostanę tym i tamtym. Marzył mi się zawód związany z ornitologią, fotografią, malarstwem, filmem. Zakochałem się w długich, przeciągniętych scenach, trwających kilkanaście minut. Marzyłem o takiej scenie i tak, gdy piszę. By wytworzyć historię nieskończoną, pełną wyrazu, lecz w swojej strukturze kontradykcyjną z wartościami i realiami świata rzeczywistego. Przestraszyłem się jak mógłbym skończyć, gdybym nie dokonał czegokolwiek. Ojciec ostrzegał mnie przed bezdomnymi, ze strachem spoglądał na nich jak na oprawców, pasożytów społeczeństwa. Chciałbym doszedł do czegoś również, ale nigdy nie wiedział jak naprowadzić mnie na właściwy trop. Chyba wtedy otworzyłem oczy i rozpłakałem się. Za mną stała ona.

Miałem dostać po niej spadek. Parę paczek i drewniane pudełko wypełnione wysuszonymi liśćmi różnych, egzotycznych drzew. Odkąd pamiętam była dzieckiem natury. Zawsze wbiegała do lasu, gdy tylko ujrzała pierwsze drzewo. Tuliła pnie i szukała dzikie zwierzęta, by uchwycić je swoją kamerą. Miała pasję do zapamiętywania rosyjskich nazw, które używała podczas naszych wspólnych spacerów, głównie po to, by być uszczypliwą w moim kierunku. W tym języku zaszła tak daleko, że, podczas wyboru kierunku studiów, nie miała oporu iść na rusycystykę. Wyniki z egzaminów oraz prace naukowe zawsze wychodziły jej nadnaturalnie dobrze. Zawsze cieszyłem się na jej widok, gdy, po męczącym dniu, stwierdzała, że chciałaby ze mną wrócić na wieś. Głową opierała się na mojej klatce piersiowej, wzdychając od czasu do czasu, mamrocząc pod nosem o tym, jak bardzo szczęśliwi bylibyśmy ze sobą “gdyby tylko”. Zawsze wiedziała co powiedzieć, by wzbudzić we mnie romantyczną nadzieję na dalsze trwanie przy niej. Wydaje mi się, że, teraz, będąc zupełnie ambiwalentną, mogłaby uznać, że mogę o niej zapomnieć. Z trudem wyobrażam sobie, by taka sytuacja miałaby kiedykolwiek miejsce.

Miała włosy w odcieniu czerwieni i to mnie fascynowało ponad wszystko. Wraz z wiekiem zaczęły przybierać one multum innych barw, przekształcając się, uginając, kręcąc. Nie bała się zmiany i byłem o to zazdrosny. Każda jej akcja, drobny ruch, powiew wiatru, poruszał moje umysły, gdy spoglądałem na nią. Przy małym jeziorze stała, rozciągała się i spoglądała ku słońcu. Nigdy nie wyglądała lepiej. Myśl o tym dniu zbliża mnie do jej dziwnej osoby. Wiedziała, że ma do mnie pierwszeństwo. Nigdy nie poprosiłem ją o rękę i tego żałuje. Z pewnością nie opierałaby się ani na moment. Chociaż, i to też jest prawdopodobne, mogłaby uznać mnie za wariata. Nadal nie wiem, czy jakakolwiek akcja byłaby tą samą bez jej obecności. Od dzisiaj do tej myśli muszę się przyzwyczaić.

Uniesiona. Mówiła, że czeka na nią niebo. Październikowa pieść, lilak migotał w jej włosach. Te kwiaty mają to do siebie, że przy bryzie zaczynają nie tyle układać się ku ziemi, ile płynąć. Kiedy pojawia się ktoś i spogląda na ich pełne pole, przeżywa w sercu rozterkę nad swoim kruchym życiem. Nie wie wtedy, gdzie wcześniej pojawiło się jego życie, zakopuje wszelki progres w chmurach i zaczyna nową egzystencję. Następuje wniebowstąpienie, złoty środek na wszelki ból serc. Majestatyczna kreacja, święty róg, który pozwala wstać i iść dalej. Tego brakuje w tym mieście.

Wiem, że pomimo twojego stanu nadal żyjesz. Wysłałem ci kilka listów, na które odpowiedziałaś szczegółowo i bez oporu. Kupiłem książkę, którą poleciłaś. Przeczytałem ją kilkanaście razy. Tak bardzo nie chciałbym rozstawać się z ideą, w której stalibyśmy się bohaterami jakiejś historii, jakiejś przepięknej ballady. Obok tego mostu leżą inne martwe osoby. Inni zakochani, którym nie udało się znaleźć szczęścia. Chciałbym, byśmy skończyli jak oni – niebanalni kochankowie, pełni wszelkiego majestatu. Byśmy byli jak bohaterowie z „Przeminęło z Wiatrem”, lecz z mocniejszym końcem, akcentem na degeneracje i jej wyszczególnione piękno. Może to nadejdzie wkrótce. I gdybyśmy jeszcze powalczyli ze sobą, wiedziałbym w pełni, że świat nie jest, i nigdy nie był, idealny. Widzę nas w tym scenariuszu dokładniej niż poprzednio. Rzuciłbym się teraz na ciebie i ucałował twoje stopy. Myślałbym, że tym aktem zaspokoję cię. Jakoś. Uznałem, że twoja śmierć to koniec wszechświata i niewiele się myliłem ku temu. Dla mnie to koniec.

Chcę być obok. Minął już prawie rok od naszego fatalistycznego spotkania. Chcę być jak ten mężczyzna, który w ostatnim tygodniu umarł na tym moście. Chcę, byś była kobietą ostateczną, bo wiem, że nie może być nikt inny poza tobą. Bądź ze mną na moment, gdy jeszcze nie ryczę, gdy jeszcze mam serce do siebie. Moje ciało przebyło tyle kilometrów, by do ciebie dotrzeć i żałuje teraz, że nie mogłem zrobić tego jednego, ostatecznego kroku. Tutaj nie zmienia się nic, nawet gdy tak unosisz się nad nami, zwykłymi, chorymi śmiertelnikami. Lato nadal jest gorące, zimna nadal mroźna. Jedynie jesienią umieram, by odrodzić się na nowo i wypuścić z siebie zgniłą krew. Jestem jednak głupi i zadaję sobie z tego sprawę. Jestem zupełnym zjebem, degeneratem, genetyczną pomyłką. Nie umiem ustawić swojego życia, nie umiem stworzyć go na nowo. Nadal o tobie myślę, a ty nie masz ochoty na mnie spojrzeć, zobaczyć moją twarz. Strasznie się postarzałem przez stres, strach przed brakiem ciebie. Przypominasz mi się codziennie, bo jestem chory i nie mogę zacząć od nowa. Coś we mnie zabiłaś tym swoim odejściem, tą chorobą i zwyczajną codziennością. Ukarałaś mnie. Być może za wszystkie moje grzechy i zaniedbania. I teraz nie mam oporu przestać szkodzić wszystkim ludziom swoim oddechem.

W bibliotece opracowywałaś historię ostatnich Romanowów. Nie wiem, dlaczego mnie tak fascynowałaś i nie wiem, czy kiedykolwiek zrozumiem, co takiego się wydarzyło między nami, że nadal o tym pamiętam i nadal o tym śnie. Pomiędzy grobami przenikać chciałbym teraz jak duch. A ty tam, taka uniesiona, pozostań. Ustaw moją przysięgę wyzwolenia. Bądź mym bogiem, jak przed laty byłaś moim aniołem. Dzieckiem wchodzącego słońca. Otwórz swoje serce ku mnie. Niech pobłogosławi cię niebo, bo nic się nie zmieniłaś. Niebo niech cię święci w twym wiecznym odpoczynku. A ja pozostanę tutaj sam.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Decand · dnia 05.06.2018 11:12 · Czytań: 90 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 4
Komentarze
retro dnia 05.06.2018 13:09
Nie czytałam Twoich wcześniejszych tekstów, a chyba powinnam była to zrobić, aby w pełni zrozumieć ten, bo brzmi jak część czegoś większego. Chociaż mogę się mylić. Może w Twoim zamyśle (jako Autora) jest odrębną całością.

Niemniej, jest sporo błędów, co w negatywny sposób wpływa na odbiór.
Decand dnia 05.06.2018 14:58
Zamysł był jedynie taki, by napisać swój gwóźdź do trumny w odniesieniu do naiwnych prób literackich. Ani to całość, ani to część czegoś większego (chyba, żeby to opanować obok innych "Narracji..." ).
Za odczyt dziękuję, tekst poprawiać się będzie w najbliższej przyszłości.
Niczyja dnia 06.06.2018 22:44
Cudowny kawałek, mam na myśli piosenkę :)
Nigdy jej wcześniej nie słyszałam. Jest idealna na teraz, na spokojny wieczór po długim ciężkim dniu. Również jako ścieżka dźwiękowa, która idealnie pasuje do Twoich rozmyślań o sobie, o życiu, o Niej (piosence i Kobiecie).
Decand dnia 07.06.2018 12:32
Trzeba szerzyć dźwięki piękne by gdzieś nie zaginęły w czasie i przestrzeni. Za odczyt i miłe słówka - dziękuję.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Jesienny syn
18/06/2018 20:24
viktoria12, pierwotna wersja dodana, a ten niezręczny wers… »
Jesienny syn
18/06/2018 20:09
Czy do faryzeuszy nie mam racji? Nie sądzę, raczej znajdą… »
mike17
18/06/2018 19:49
Aldonko, znasz mnie na tyle, że wiesz, że takie teksty… »
Esy Floresy
18/06/2018 18:49
Abi, żałuję, że wcięło poprzedni komentarz, nie wiem co… »
Decand
18/06/2018 18:46
Oj Fuksiarz... W ogóle to dzień dobry. Zacznę od tego, że… »
Abi-syn
18/06/2018 17:31
komentarz wcięło, nie pierwszy raz, poprzedni był dosadny,… »
Fuksiarz
18/06/2018 15:33
Dziękuję bardzo za krytykę. Jak najbardziej zgadzam się,… »
al-szamanka
18/06/2018 12:55
Wreszcie zdecydowałam się przeczytać całość. Zabierałam się… »
Hubert Z
18/06/2018 11:15
Witaj Fuksiarzu. Wiersz nie jest zbyt dobry ;) , (sam… »
viktoria12
18/06/2018 09:59
Wklej pierwotną wersję. Nie gra za bardzo. Ale… »
viktoria12
18/06/2018 09:41
Najpiękniejsze są te słowa; z jerozolimskiego realu, z… »
Carvedilol
18/06/2018 09:25
Dzięki al-szamanko No tak Dr Jekyll i Mr Hyde - nie da się… »
Kazjuno
18/06/2018 07:34
Bardzo się ucieszyłem Mike z Twojego komentarza. Odpiszę… »
introwerka
17/06/2018 23:13
Bardzo odczuwalne, dla mnie zwłaszcza mgielna słodycz,… »
introwerka
17/06/2018 22:41
Ajw, jest mi ogromnie miło, cieszy bardzo Twoja opinia -… »
ShoutBox
  • AntoniGrycuk
  • 18/06/2018 20:10
  • A jak ja widzę kogoś w sandałach i skarpetach, to od razu darzę go małą sympatią. Też mi PROBLEM - jak się ubrać...
  • jskslg
  • 18/06/2018 19:17
  • noszenie koszuli z krótkim rękawkiem, która nie jest hawajska jest gorsze niż skarpety i sandały
  • Decand
  • 18/06/2018 18:49
  • Dzięki wspaniałym motywatorze @allaska "zjebka" poszła. Enjoy
  • allaska
  • 18/06/2018 15:44
  • niż gniotami świecić na górnej, bo to kompletnie nie rozwija, wręcz uwstecznia, lepsza fuksiarzu szczera dobra zjebka niż zachwyt nad gniotem,tu życzliwych nie brakuje,jak poprosisz to ktoś skomentuje
  • allaska
  • 18/06/2018 15:41
  • Później i tak się wszystko wyrówna, bo chcąc przejrzeć dzieła danego Autora nie wiadomo która to była półka, ciesz się fuksiarzu z dobrej krytyki, lepiej na dolną wylądować, to uczy pokory, niż
  • Krzysztof Konrad
  • 18/06/2018 14:13
  • Mój tekst został kiedyś przeniesiony z dolnej na górną. Więc tak, jest to możliwe.
  • viktoria12
  • 18/06/2018 08:54
  • A, Fuksiarzu, napisałeś coś i znalazło się na dolnej?
  • viktoria12
  • 18/06/2018 08:52
  • Było jednego razu tak, że przewędrował z dolnej na górną. Autor wziął sugestie do serca, zajął się poprawkami, czym ucieszył czytaczy i dostał nagrodę. Z górnej lepiej widać.
  • Silvus
  • 17/06/2018 22:15
  • @Fuksiarzu, ja się jeszcze nie spotkałem z tym, żeby tekst przemieszczał się z półki na półkę. Ale utwory debiutantów (o ile nim jesteś) zazwyczaj są na dolnej, o ile się orientuję.
  • jskslg
  • 17/06/2018 21:22
  • SZWABY NA SWOIM MIEJSCU! TO JEST WŁAŚNIE POLSKA SIŁA I DUMA
Ostatnio widziani
Gości online:12
Najnowszy:paullcar163
Wspierają nas