Miłość z Chinatown - Gatsby
Proza » Obyczajowe » Miłość z Chinatown
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

   Poznałam gościa w Hadze. Pracowałam w Hiltonie jako pokojówka. Założyłam Tindera, bo wiesz, ile można się samej zaspakajać? – Nie można, nie oszukujmy się. Milion chłopa pisało, że aż mi się internet skończył w mgnieniu oka. Miałam polski, więc dopiero się kurczył. Teraz mam holenderski i nie narzekam. Tak więc pisali, a ja wybierałam. To mi się biały spodobał, to ciemny, to czarny, to żółty, chociaż ci ostatni pozostawiają wiele do życzenia. Nie będę ci mówić szczegółów, bo jesteś facetem, ale wiesz, o co chodzi, nie? Pewnego wieczoru, było po dziewiętnastej, upolowałam Ukraińca. Szpetny jak noc w Bangladeszu, za to obdarzony. Obdarzony tu – spojrzała na moje spodnie – oraz tu – potarła opuszki palców, dając do zrozumienia, że bogaty. Głupi natomiast, że aż wstyd! Nieważne, dla mnie lepiej. Pierwszy raz umówiliśmy się w Chinatown na sushi. – Nie wiem, czy będziesz kojarzyć, taka knajpa koło olbrzymiego stoiska z rowerami, tuż przed chińską bramą? – Zaproponował, więc pomyślałam, że dobrze, że w końcu spróbuję, i wiesz co? – spojrzała na mnie, marszcząc czoło – było ohydne. Poszedł do kibla, to dyskretnie, by ta wstrętna zezowata Chinola nie zauważyła, spakowałam większość swojej porcji i schowałam do torebki, żeby nie pomyślał, żem wybredna, bo mógłby się obrazić, pogniewać i plan spaliłby na panewce. Wrócił i się nie zorientował. Kontynuowaliśmy spotkanie. Po spotkaniu numerek, a żem dobra w te klocki to połknął haczyk.

   Siedziałem z Jabłońską w kuchni i słuchałem jej historyjek początkowo z udawanym zainteresowaniem, później z całkowitym olaniem. Ileż można słuchać w kółko tych samych opowieści niewyżytej czterdziestolatki? Nie da się. Opowiadane któryś raz z kolei, stają się irytujące, męczące, w końcu wywołują złość. Jednak historia z gościem z Chinatown jest jedną z tych, których nie sposób nie skomentować i których po wysłuchaniu nie łatwo zapomnieć.

    - I go uwiodłaś? – Spytałem od niechcenia, z dozą ironii w głosie.

    - No a jak! – odparła. – Był mój przez cały pobyt w Holandii. Później przyjechał do mnie, do wsi i zaczęła się impreza!

    Tak tylko palnęłam, że go zapraszam do wioski a on to zabrał na poważnie. Ja już w Polsce, uradowana, że troszkę kasy wydam, bo wiesz, w Holandii się nie opłaca robić zakupów, lepiej u nas i nagle telefon. Sasza dzwonił. Wiesz, powitał mnie tą swoją łamaną polszczyzną, wychwalił, wypytał jak życie, jak podróż aż w końcu się pyta kiedy może wpaść. Na co ja mu wymijająco odpowiedziałam, że nie wiem, że mam dużo spraw do załatwienia, wiele koleżanek muszę odwiedzić, wszystkie babcie, ciotki itepe., że na pewno nie tak szybko. Nie obraził się. Wysłał mi fotkę z tą swoją ukraińską mordą, kilka buziek i napisał, że skoro nie teraz, to może w przyszłym tygodniu. Zatkało mnie, no ale co?

   Zerknąłem na nią, bo mówiła i mówiła a że jedyny siedziałem w kuchni to chcąc nie chcąc powinienem, choć troszkę przejawić zainteresowanie tą paplaniną. Siedziała w swoim ubrudzonym tysiącem posiłków fotelu, piła kawę z ubitego kubka oznaczonego niezmywalną literą J jak Jabłońska, i wlepiała się we mnie przepitym wzrokiem. Po zniszczeniu wnioskując, wypiła w życiu sporo hektolitrów polisz wódki.

   - I co zrobiłaś?

   - Umówiłam się z nim dwa tygodnie później.

   - Przyjechał do twojej wiochy?

   - Tak. W podskokach! Uszykowałam mu posłanie w salonie, taka prowizorka ze starego Ikeowskiego materaca, kilka poduszek, koc… Przyjechał.

   - Co było dalej? – spytałem. – Był seks?

  - No proszę cię! – Machnęła dłońmi. – On chciał czegoś więcej! Ślubu, ryży sypanego przed kościołem, złotych obrączek, pampersów, domu z ogrodem… To nie dla mnie! A jak sobie wspomnę ten ryj pod lwowski to mnie aż cofa.

    - Czyli nie było seksu?

    Prychnęła.

   - Spiłam go ojcowym bimbrem, a wiesz, sześćdziesiąt promili robi swoje i go urządziłam, że się mu odechciało wszystkiego raz na zawsze! Przyszedł do mnie Piotr, mój obecny partner, i pomógł mi klienta urządzić. Spitego jak kopaczkę najpierw ogoliłam… No co, nie wierzysz? – spytała, widząc mój uśmiech. – Nie ruszał się. Niczego nie ogarniał. Potem rozebraliśmy do naga i przebraliśmy w moje stare ciuchy. Miniówa, jakaś naciągnięta garsonka i różowa apaszka. Wymalowałam, wypudrowałam i Piotr zrobił resztę.

   - Co zrobił?

   Spojrzała na mnie głupiutkim wzrokiem. Zaledwie przez chwilę spotkały się nasze spojrzenia i dostrzegłem na jej twarzy wszelkie niedoskonałości. Pory, centymetrowe włosy na brodzie, kurze łapki na twarzy, czerwone placki zapewne świadczące o trwającej niewydolności wątroby.

   - No co? – ponowiłem zapytanie.

    - Wyprowadził klienta z domu. Ja otwierałam i zamykałam drzwi, później byłam na czujce – Chrząknęła. – I targałam jego bagaże. Zataszczyliśmy go na dworzec pekaesu. Coś mamrotał, rozmazał szminkę, ale poprawiłam i niekontaktującego uspokoiłam, że wszystko dobrze i żeby już spał. Zasnął. Zostawiliśmy go tam.

   - No to oryginalnie go urządziłaś… - przyznałem z udawanym zachwytem. – Tylko Jabłońska tak potrafi!

   - No ba! To jeszcze nie koniec.

   Spodziewałem się tego. W jej opowieściach zawsze był czas na niespodziewany zwrot akcji tudzież zaskakującą puentę.

   - Nad ranem, koło siódmej, z więzienia wypuszczano na wolność recydywę – spojrzała na mnie przejętym wzrokiem. Nastała cisza, moment, w którym Jabłońska budowała napięcie – wyszedł taki jeden, zobaczył go siedzącego na tym dworcu no i go wypukał w kakao, a że ten był jeszcze wczorajszy, to też się bardzo nie sprzeciwiał. Już klienta nie widziałam. Klawisz, mąż mojej kumpeli od serca Kominkowej, opowiadał później, że ten tak mu zapakował, że do karetki wchodził na wpół schylony, rozkraczony, jak kowboj co dopiero zszedł z konia. Tak się widzisz, kończą romanse z Bożeną Jabłońską.

   - Spotkałem w życiu niejedną osobę, ale żadna nie miała tylu historii co ty!

    - No popatrz, popatrz… - rzekła z przekąsem. – Jestem wyjątkowa!

   - Bardzo. – uciąłem. – Wymalowanie faceta i przebranie za kobietę, próba podpalenia teściowej, straszący nieżyjący mąż, denat w trumnie ze stojącą fujarą, wszystkie twoje pirson story, tańczące ze szparagami koleżanki, firma kogucik i twoje minus dwadzieścia tysięcy euro na koncie, ogolenie sąsiadki na łyso…

   Mógłbym wymieniać jeszcze długo opowieści tej kobiety. Jednak wyjawienie na wstępie ich wszystkich byłoby niepotrzebnym, bo przecież nie chodzi o to, aby od razu rozłożyć przed czytelnikiem wszystkie karty.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Gatsby · dnia 08.07.2018 17:45 · Czytań: 387 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 4
Komentarze
Darcon dnia 08.07.2018 17:49
Zabawne, choć to nie moje ulubione formy dowcipu. Jest solidny rys bohaterki, jest ciekawy, stylizowany na niskolotny dialog, a raczej wypowiedzi pani Bożenki. Może być. Płynnie i szybko czytającą się rozmówka, a to ważne. Gusta to już inna sprawa, wszystkim się nie dogodzi, chociaż pani Bożenka, może i by mogła... ;)
Pozdrawiam.
Gatsby dnia 08.07.2018 18:48
Dzięki za komentarz!

Ten tekst to taki odpoczynek od Miasteczka C.

Oczywiście, o ile w Miasteczku C, dziewięćdziesiąt procent sytuacji jest zmyślona, to tutaj cały tekst jest oparty na (prawdopodobnie) prawdziwej historii. Prawdopodobnie, ponieważ takim Bożenom nigdy nie można wierzyć. :lol:

Pozdrawiam.
AntoniGrycuk dnia 08.07.2018 20:04
Pisać to Ty umiesz, jak cholera - jeśli chodzi o styl. Ale powiedz mi, czy traktujesz nas jak miernoty, czy może najzwyczajniej olewasz? Bo pokazywałem Ci pewne błędy przy okazji poprzednich tekstów, a Ty z uporem maniaka je powtarzasz. Mówię o: "ode chciało". Czuję się, jakby moja słowa były dla Ciebie paplaniną, której nie chce Ci się słuchać. Owszem, żaden ze mnie korektor, czy choćby dobry pisarz, ale, do cholery, boli mnie, jak widzę w tak dobrym stylowo tekście takie błędy. Do roboty i popraw to! I nie ma, że się nie chce!
A teraz o treści. Cóż... Podoba mi się właśnie styl, natomiast humor już niekoniecznie. Nie mój klimat.
Poza tym trochę za dużo wyjaśniasz. Wg mnie można by spokojnie pominąć fragment o tym, że zaraz nastąpi przełom:
Cytat:
 Spo­dzie­wa­łem się tego. W jej opo­wie­ściach za­wsze był czas na nie­spo­dzie­wa­ny zwrot akcji tu­dzież za­ska­ku­ją­cą pu­en­tę.

Bo po co to? Chcesz kogoś przekonać, że JEDNAK taka puenta naprawdę nastąpi?

To tyle.
Pozdrawiam
Gatsby dnia 08.07.2018 20:30
Przepraszam, przepraszam.

Już zakodowałem w głowie, że odechciało ma być razem a nie osobno.

To wszystko przez Worda a ja mu ufam jak babcia "wnuczkowi"...

A odnośnie humoru, to jakim trzeba być "geniuszem" aby kogoś tak urządzić i szczycić się tym przed każdym nowo poznanym człowiekiem?

Pozdrawiam i dzięki za komentarz.
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
JOLA S.
22/09/2018 12:02
Tak, bez dzieci nasze życie byłoby smutniejsze i gorsze. Mam… »
Darcon
22/09/2018 11:26
Marcinie, warto przejrzeć i poprawić jeszcze oba fragmenty.… »
Silvus
22/09/2018 05:25
Lakoniczność jest tu atutem. I to budowanie napięcia.… »
mirmur
21/09/2018 22:54
Wiersz jest głęboki i intrygujący. Pozostawia miejsce na… »
MarcinD
21/09/2018 22:32
Dziękuję, bardzo budujący komentarz :-). Oczywiście,… »
retro
21/09/2018 21:17
Agnes, uwielbiam Twój sposób rozumowania. Pozdrawiam i… »
akacjowa agnes
21/09/2018 20:22
Cieszę się, Marku, za Twój komentarz. Niezmiernie cieszy… »
Marek Adam Grabowski
21/09/2018 14:26
Cześć, jestem już chyba twoim stałym komentatorem. Nie wiem… »
Anna O-M
21/09/2018 14:09
Ciekawe ujęcie tematu :-) »
Anna O-M
21/09/2018 14:07
Dziękuję :-) dopiero się rozkręcam, pozdrawiam :-) »
Asocjacja
21/09/2018 14:02
Witaj, Carvedilol Z wrażliwością dziecka złożyłeś mi wizytę… »
Krzysztof Konrad
21/09/2018 13:22
To powinna być proza ze względu na dosłowosc, ale nawet… »
Carvedilol
21/09/2018 12:14
Asocjacjo Bardzo fajny wierszyk Morał fajny - srocza… »
Darcon
21/09/2018 10:09
Marcine, proszę, abyś nie wrzucał dwóch fragmentów w tym… »
Asocjacja
21/09/2018 09:46
Pani Jolu, dzięki Pani sugestiom nawiązałam do… »
ShoutBox
  • chawendyk
  • 21/09/2018 20:30
  • doszedłem do wniosku że FB to obciach:)
  • Esy Floresy
  • 21/09/2018 11:11
  • To już ostatnie godziny, by wziąć udział w konkursie: [link] :)
  • mike17
  • 20/09/2018 13:30
  • Tu podaję konkursowe namiary : [link]
  • mike17
  • 20/09/2018 13:29
  • Jeszcze 10 dni pozostało na nadsyłanie prac do MUZO WENY 6, konkursu dla prozaików, gdzie piszemy miniaturkę pod wybrany utwór muzyczny. Serdecznie zapraszam i czekam na Wasze prace :)
  • mike17
  • 19/09/2018 22:55
  • Aniu, ponieważ pisaliśmy naraz komenty, uzupełniłem moją odpowiedź dla Ciebie :)
  • JOLA S.
  • 16/09/2018 09:48
  • Stawitzky, dzięki i dobergo dnia :)
  • JOLA S.
  • 14/09/2018 14:47
  • Yitopaz, możesz cały tekst podmienić, wytnij i wklej od nowa, nie będzie przechodził przez maszynkę Redakcji. :)
  • mike17
  • 13/09/2018 18:02
  • A tu informacja konkursowa : [link]
  • mike17
  • 13/09/2018 18:01
  • Serdecznie zapraszam do udziału w konkursie w prozie MUZO WENY 6, gdzie inspiracją jest muzyka, na podstawie której należy napisać miniaturkę i wysłać mnie. Czekają atrakcyjne nagrody :)
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:Drillockse9
Wspierają nas