Pan Brzozowski, niezwykły belfer - Marek Adam Grabowski
Proza » Humoreska » Pan Brzozowski, niezwykły belfer
A A A

Pan Brzozowski, niezwykły belfer

Pan Brzozowski był moim nauczycielem, belfrem jak mawiano kiedyś. Był to jednak belfer niezwykły. Najbardziej niezwykły z niezwykłych. Zapewne zastanawiacie się na czym to polegało? Czy na tym, że był puknięty? Na tym na pewno nie, gdyż wszyscy nauczyciele są tacy. Chodzi o to, że on był puknięty w sposób specyficzny. Wszystko trzeba dokładnie opisać. 

Był nauczycielem matematyki i jak się zapewne domyślacie, posiadał tytuł magistra matematyki. Dokładnie logiki matematycznej. Miał też drugi fakultet- filozofię. Jego specjalizacją była logika filozoficzna. Był więc logikiem podwójnym. 

Już sam jego wygląd był niezwykły i to nie w sensie pochlebnym. Był bardzo chudy, zapewne gdyby go ktoś ujrzał na golasa, to mógłby dojrzeć jedynie kości. Są to jednak tylko gdybania, gdyż nigdy go na golasa nie widziałem. Wzrostu był średniego, ale garbił się, toteż robił wrażenie niższego. Głowę miał całkiem łysą, niczym po chemioterapii. W dobrym świetle można nawet było dojrzeć czaszkę. Na szczęście unikał dobrego światła. Grube szkła starych okularów starannie zasłaniały wielkie, wyłupiaste oczy. W sumie brzydki facet. Ubierał się monotonnie. Posiadał raptem pięć strojów: strój wiosenny (jasną koszulę na wiosnę), strój letni (przepocony t-shirt na lato), strój jesienny (cienki sweter na jesień), strój zimowy (gruby, szary sweter na zimę) i uniwersalny (znaczy się całoroczny) strój galowy (czarny garnitur na specjalną okazję). Uważał, że o ile noszenie czego innego zimą i latem jest wymuszone pogodą, o tyle noszenie dwóch innych strojów zimą jest już nielogiczne, skoro jeden wystarczy. Czy zmieniał bieliznę, ja nie wiem. 

Od pierwszego kontaktu wiedziałem, że będzie nietypowy, gdyż przywitał się w sposób oryginalny. Wszedł do klasy ubrany w strój jesienny, nie sprawdził listy, tylko spytał:

- Kogo zupełnie nie interesuje matematyka? Proszę podnieść rękę.

Wszyscy zdębieli, nikt jednak ręki nie podniósł. 

Pan Brzozowski srogo zmarszczył brwi (które były słabo widoczne spod okularów) i rzekł nieprzyjemnym tonem:

- Nie kłamać mi tu! Kto nie lubi niech uczciwie podniesie rękę!

To był szok niepojęty. Zabronił nam tego, czego nas zawsze wszyscy pozostali nauczyciele uczyli -kłamania. Podważył dotychczasowy sens szkoły. Byliśmy zmieszani niczym koktajle. Powoli ręce zaczęły się podnosić. W efekcie końcowym tylko jedna dziesiąta rąk nie została podniesiona, czyli trzy. Był to wynik przewidywalny jak na humanistyczną klasę. W ścisłej byłoby pięć dziesiątych, a w sportowej zero dziesiątych. Tylko po co było się do tego przyznawać? 

- Tak. jak przewidywałem – powiedział Pan Brzozowski – Niech więc większość odejdzie do zawodówki. Wszak to nielogiczne uczyć się tego.co nas nie interesuję.

Miał rację, ale ta logika była bardzo bolesna. 

- Kurdę, co to za gość- myślałem sobie- żąda od nas uczciwości i logiki. Zdumiewające.

Jednak coś jeszcze bardziej niezwykłego miało dopiero nadejść. Spowodował, że polubiłem matematykę. Nie lubiłem tego przedmiotu od czwartej klasy podstawówki. Tymczasem, on tłumaczył naprawdę ciekawie. I z czasem zacząłem mieć dobre stopnie. Wprawdzie z pierwszej klasówki była pała na szynach, ale z drugiej już piątka z minusem. Ten minus był za pisanie piórem. To nielogiczne, tłumaczył, używać pióra, skoro łatwiej można pisać długopisem. A ja biedny tak się tym głupim piórem męczyłem. 

Niemniej jednak stałem się matematycznym orłem. Była to dla mnie wielka nobilitacja. Dotychczas myślałem, ze jestem na matmę za głupi. Szkolna hierarchia, jeśli chodzi o wielkość mózgu jest bardzo prosta. Na samym szczycie są ci, który są dobrzy z matematyki, potem ci najlepsi z języków obcych, następnie z polskiego, a po nich  z biologii, dalej są dobrzy z wuefu, a po nich dobrzy z niczego, niżej stoją tylko mają lepsze oceny z techniki. Jakby nie patrzeć, awansowałem mocno. 

Na czym polegał jego klucz dobrego uczenia? Na pewno na dokładnym, precyzyjnym tłumaczeniu. Umiał też, poruszać ciekawe tematy np. filozofię matematyki. Był też przychylnie nastawiony do uczniów. Przykładowo zawsze udzielał konsultacji po lekcjach. Do tego tematu jeszcze wrócę. Jednak najważniejsze i najlepsze było, to, że Pan Brzozowski był bardzo logiczny. Ta logika niektórych wkurwiała, ale mnie fascynowała. 

Oczywiście, mój matematyk czasami przeginał i to już było denerwujące. Kiedyś miałem ochotę na jego lekcji wyjść na szluga, to znaczy na siku. Pytam więc grzecznie (ja na trzeźwo zawsze jestem grzeczny), czy mogę wyjść? On, że to nielogiczne, gdyż, gdyby wolno było wychodzić na lekcji, to przerwy byłyby niepotrzebne. Jak kiedyś zlikwidują przerwy, to będzie można na lekcjach wychodzić. I przez logikę nie zapaliłem, to znaczy nie wysikałem się. 

Jak już pisałem, był dla uczniów pomocny, zapraszał nas na konsultacje po lekcjach do swojego mieszkania. Właściwie nie tylko na konsultacje, ale również na pogaduszki. To nie żart, on lubił z nami rozmawiać. Myślałem kiedyś, że tacy nauczyciele nie istnieją, ale on istniał. Nie był wytworem literackim. 

Pan Brzozowski zapraszał uczniów do swojego mieszkania na szarym, wolskim blokowisku. Ten ponury dom zupełnie nie przypominał tych ładnych z ul. Barokowej na Śródmieściu, gdzie mieszkam. Wola i Śródmieście sąsiadują ze sobą, ale są zupełnie inne. Budynek był wysoki, ale mieszkania w nim małe; przynajmniej to mojego nauczyciela, innych nie widziałem. Tonęło w książkach, płytach z muzyką klasyczną i w papierach. Wśród tych papierów były klasówki i kartkówki. Niektóre z nich miały nawet po 20 lat. Naprawdę trzymał takie stare prace. Pan Brzozowski uważał, że wyrzucanie klasówek jest nielogiczne, gdyż wówczas robi się z nich niebyt. Meble miał stare i dziadowskie, lecz nie chciał kupić sobie nowych. To nielogiczne kupować to, co już się ma. Nie tylko meble były wiekowe, to samo można było powiedzieć o wszystkim w tym mieszkaniu. O kiblu, o lodówce, nawet o komputerze. Zapewniał, że ten gruchot pracujący na DOS-ie, potrafi wszystko, co najnowsze tablety. Tylko trzeba się bardziej wysilić. Nigdy nie pokazał mi, jak można uruchomić na jego rupieciu najnowszego Fallaouta, ale wierzyłem mu na słowo. Nie wierzyłem natomiast w to, iż ten komputer ma samoświadomość i duszę. Dosłownie, traktował ten sprzęt jako nie tylko żywą, ale i świadomą istotę. Nawet się do niego zwracał po imieniu- dokładnie Teoś. 

Pamiętam dokładnie pierwszą wizytę. Spytał, czy mam ochotę na herbatę? Odparłem, że chętnie.

- To masz problem- powiedział- Ja nie posiadam herbaty, gdyż picie jej jest nielogiczne. Poczułem, się dziwnie. Potem wyjaśnił mi, że analizuje kształt swojego bloku i dochodzi powoli do wniosku, że jest on zaprojektowany w sposób nielogiczny. Jest to przerażające.

Miał wiele dziwactw np. zwalczał nielogiczne litery. Za taką uważał CH, więc zawsze używał samego H. To nielogiczne tę sama literę zapisywać na dwa sposoby argumentował. Zamiast Chiny pisał „Hiny”. Nam kazał robić to samo. W naszych zeszytach do matematyki nie było miejsca na nielogiczne litery. 

Kiedyś zapytał wszystkich, dlaczego mają takie, a nie inne fryzury. Ci, którzy nie umieli logicznie wybronić swojej fryzury, musieli wyjść za drzwi. Tylko nieliczni z nas zostali. 

Interesował się muzyką, i śladem Pitagorasa, szukał w niej harmonii. W ogóle był miłośnikiem Pitagorasa, i twierdził, że w poprzednim wcieleniu był jego uczniem. 

Ostatni raz widziałem go na Senatorskiej. W dziwny, przeraźliwy sposób spoglądał na srebrny księżyc (była wtedy pełnia). 

-Dobry wieczór, Panie Profesorze. -przywitałem się. 

- Zupełnie nie dobry Piotrusiu- odparł drżącym tonem głosu- spójrz na księżyc. To kula, ale nie harmonijna. Jakie to nielogiczne i okropne.

- Zawsze był taki- powiedziałem. Zauważyłem wtedy, że zrobił się blady niczym wnętrze ptasiego mleczka.

- Mylisz się! Kiedyś był idealną kulą, ale się wykrzywił od naszej głupoty. Przez brak logiki nasz świat idzie w kierunku zagłady.- Można było wyczuć coraz większe zdenerwowanie zarówno w jego głosie jak i w spojrzeniu. - Zatraciliśmy logikę. Teraz rządzą nami emocję, irracjonalność, mistyka, zen, psychoanaliza, zmysły, empiryzm i popędy. To nie jest świat Parmenidesa, Pitagorasa, Sokratesa, Arystotelesa, Św. Tomasza, Turinga czy Lema. Za 3 lata i 2 miesiące na ziemi zostanie tylko pustynia królowej Fallej.

Byłem w szoku.

- Kim jest królowa Falleja?- Zapytałem.

- Ciesz się, że jeszcze nie wiesz!- Po tych słowach odszedł szybkim krokiem. Widać było, że bardzo się czegoś boi.

Jakieś 2-3 dni później przeprowadził się do Tworek. To niedaleko, ale został podwieziony białym samochodem, opatrzonym czerwonym krzyżem. 

Nam dano natomiast nowego belfra. To był już typowy nauczyciel, czyli niefajny. Jednak stawiał mi dobre oceny. 

Czy Panu Brzozowskiemu pomógł pobyt w wariatkowie? Tego nie wiem. Ponoć zbił wszystkie argumenty psychiatry, jako nielogiczne. Może jednak logika nie dała rady prochom. W każdym razie, już go nigdy więcej nie widziałem. 

Miał nierówno pod sufitem, ale ja go lubiłem. Nauczył mnie rozumowania i bycia logicznym. Czy jednak nie przeginam czasem? Niektórzy tak mówią. Uważam jednak, że szukają dziury w całym. Czy to taki problem, że ostatnio policzyłem krople w butelce piwa i zauważyłem, że jest ich za mało, a to nielogiczne? Przecież miałem rację. 

Marek Adam Grabowski 

Warszawa 2016

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Marek Adam Grabowski · dnia 12.07.2018 19:30 · Czytań: 474 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 6
Komentarze
Darcon dnia 12.07.2018 19:36
Bardzo fajny utworek, Marku. :)
Wydawało mi się, że gdzieś widziałem kropki zamiast przecinków, ale po dodaniu tekstu już ich nie znalazłem, więc może rzeczywiście mi się wydawało.
Sympatyczny jest ten pan Brzozowski, w ciekawy sposób przeniosłeś jego sposób zachowania w opowieść (narrację) bohatera. Dzięki temu zabiegowi możemy dokładniej poznać specyfikę logika - matematyka. :) Warsztat masz dobry, czytałem płynnie i z przyjemnością, chociaż niektóre powtórzenia wydawały mi się zbędne.
Nie jest to wiekopomne dzieło, ale wiesz, napisane lekko, swobodnie i przede wszystkim (wydaje mi się) z przyjemnością. A to najważniejsze.
Pozdrawiam.
AntoniGrycuk dnia 14.07.2018 04:05
Przeczytałem i podobało mi się. Oczywiście u Ciebie, jak już zauważyłem w poprzednim tekście, jest sporo wyolbrzymień, ale robisz to w sposób ciekawy i niedrażniący. Całość sprawia wrażenie jak najbardziej realną.
Przyczepiłbym się do paru zdań, np.
Cytat:
Był bar­dzo chudy, za­pew­ne gdyby go ktoś uj­rzał na go­la­sa, to mógł­by doj­rzeć je­dy­nie kości. Są to jed­nak tylko gdy­ba­nia, gdyż nigdy go na go­la­sa nie wi­dzia­łem.

Drugie zdanie wydaje mi się niepotrzebne, a może i nawet psujące tekst - w mojej opinii.
Poza tym trochę interpunkcja szwankowała, np.:
Cytat:
Za­pew­ne za­sta­na­wia­cie się na czym to po­le­ga­ło?

Przecinek przed "na czym".
Źle zapisujesz dialogi:
Cytat:
- Zu­peł­nie nie dobry Pio­tru­siu- od­parł drżą­cym tonem gło­su- spójrz na księ­życ. To kula, ale nie har­mo­nij­na. Jakie to nie­lo­gicz­ne i okrop­ne.

Ja zapisałbym to tak:
- Zu­peł­nie nie dobry Pio­tru­siu - od­parł drżą­cym gło­sem. - Spójrz na księ­życ. To kula, ale niehar­mo­nij­na. Jakie to nie­lo­gicz­ne i okrop­ne.
Oprócz spacji przed i po myślnikach, zwróć uwagę na wielkie litery i koniec zdania. Tutaj pojawił się też błąd ortograficzny - nieharmonijna - razem. I głos jest raczej drżący, a nie jego ton.
Ale to szczegóły, bo całość to "przyćmiewa", tym niemniej warto zadbać o te szczegóły.

Pozdrawiam
retro dnia 20.07.2018 12:27 Ocena: Bardzo dobre
Zgrabnie napisane. Zabawne. Dobrze się czyta, tylko to, gdzie umieszczasz p. Brzozowskiego - rozczarowuje (bynajmniej mnie). Bo belfer wzbudza sympatię a światu przecież potrzeba takich Panów Kleksów. Przy okazji polecam rewelacyjny film, również prawiący o nauczycielu, pt. „Wszystko, albo nic” (Menendeza z 1988 r.).
Barbara K.W. dnia 03.08.2018 10:34
Z przyjemnością przeczytałam Twój tekst. Masz lekkie pióro, a to cenne. Potrafisz tworzyć soczyste postaci. Miło poczytać o niezwykłym nauczycielu, a nie tylko narzekania o negatywnym doborze do zawodu. Przykre, że w każdym czasie każda władza dąży do wyrównania szans społeczeństwa - czytaj "urawniłowki". Kto odstaje, jest inny, nietypowy czeka go ostracyzm lub przejażdżka białą karetką. A może to atawistyczny mechanizm obronny.
Pozdrawiam
OWSIANKO dnia 24.10.2018 14:50 Ocena: Bardzo dobre
Marek Adam Grabowski
Czyta się nad podziw dobrze, bo język potoczysty, no i temat na czasie. Pisanie o belfrze jest trudne, jak zresztą wszelkie edukacyjne tematy, a co dopiero pisanie oskalpowane z jojczenia!
Nie dziwi mnie, że chory na przesadną logikę matematyk znalazł się w Tworkach. Uważam jednak, że działoby mu się dużo lepiej, gdyby był katechetą; kto wie, czyby w nagrodę za przywary nie został dyrektorem szkoły.
pozdrawiam
Marek Adam Grabowski dnia 24.10.2018 15:38
Dziękuję Owsianko. Trudno stwierdzić co by było gdyby był katechetą.
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zola111
15/11/2018 00:16
Hej, Abi! bardzo mi się podoba ta lingwistyczna poezja.… »
Jacek Londyn
14/11/2018 21:43
Marku, nie powinieneś przepraszać za pojedynczy błąd.… »
Abi-syn
14/11/2018 20:40
Witaj Aniu piszesz ładnie o nieła(d)twych rzeczach, w… »
Abi-syn
14/11/2018 20:22
no i podpowiedziałaś, Coca, parę spraw do poprawy, za Anią,… »
wodniczka
14/11/2018 20:14
Witaj Marek Adam Grabowski Cieszę się, że wiersz ładny:).… »
wodniczka
14/11/2018 20:11
Witaj alos. Muszę przyznać, że masz wiele ciekawych pomysł.… »
Kazjuno
14/11/2018 20:04
Prawdę powiedziawszy, to kawałek wygrzebany z lamusa. Był… »
Zola111
14/11/2018 19:44
Julando, dziękuję. Bardzo mi się podoba ta refleksyjna,… »
Ania_Basnik
14/11/2018 15:18
Ananke dziękuję za uwagę odnośnie "zakamarków… »
Marek Adam Grabowski
14/11/2018 14:39
Nazwanie lat 60-tych zamierzchłymi, to genialny zabieg i… »
Leniwiec2
14/11/2018 13:49
Podczas konkursu, dałem dobrą ocenę ale nie najlepszą. Na… »
Kazjuno
14/11/2018 13:03
Bardzo fajny tekst. Napisany z polotem, bogatym językiem.… »
Kazjuno
14/11/2018 12:51
Dzięki Carveditol. Bardzo się cieszę, że podobała Ci się -… »
pociengiel
14/11/2018 12:18
Zagwozdki i atomizer - dałbym tytuł. W arbitrażu piłki… »
Carvedilol
14/11/2018 10:26
Kazjuno Dobrze się to czytało, choć to taka obyczajowa… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 14/11/2018 23:33
  • Jutro o północy Zaśrodkowanie#29 zamyka budkę!
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:22
  • Za starą panną - znowu wiosna a w krok nic.
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:21
  • Smichy chichy co dzień chodzę ulicą pełną nizradykalizowanych /póki co/ morderców i gwałcicieli.
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:04
  • w wypowiedziach rządzących (czerpmy z poezji, a nie traktujmy poezję instrumentalnie)
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:02
  • I chociaż uważam, że Palikot nie do końca sprawdził się jako polityk, to właśnie to podkreślenie roli poezji i właśnie kultury z jego strony bardzo mi się podobało, tego brakuje
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 05:58
  • Slavek - miło mnie zaskoczyło, że zna ją naprawdę nieźle, chociaż mówił raczej o autorach dwudziestolecia międzywojennego i lat. 90 niż współczesnych.
  • Slavek
  • 12/11/2018 19:33
  • Palikot i poezja...buuuha ha haha litości :)
  • Ananke
  • 11/11/2018 21:17
  • no i bravo one :)
  • Gramofon
  • 11/11/2018 21:03
  • Widziałem dziś na ulicach stolicy Arabki z przepaskami biało czerwonymi <3
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas