Porzucona - Maru
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Zachód słońca rozlał się po pokoju krwistoczerwonymi promieniami. Za oknami apartamentu toczyło się codzienne życie wielkiego miasta. Uliczny zgiełk nie przycichał ani odrobinę, mimo zbliżającej się nocy. Setki par butów, każda swoim rytmem, uderzały miarowo o chodnik, a mechaniczny warkot aut wznosił się pośród ton stali i betonu aż pod niebo, sięgając szczytów szklanych wieżowców, wokół których snuły się sennie stada gołębi.

Tam na zewnątrz czas płynął swoim stałym rytmem. Dla Cynthii postanowił się zatrzymać.

Zrozum to, już cię nie kocham.

Słowa odbijały się echem w pomieszczeniu, dudniły boleśnie w jej uszach, powtarzane bez końca.…już cię nie kocham.

Rozwód. Po tylu latach. Z dnia na dzień, tak po prostu.

– Musisz się wyprowadzić. – Matthew zaraz przeszedł do rzeczy. – Najlepiej od razu.

Cynthia przez łzy schwyciła jego spojrzenie. Zimne, obojętne. Obce.

– Przedwczoraj obchodziliśmy rocznicę, a dziś… – Z trudem przełknęła ślinę, chcąc rozluźnić ściśnięte gardło. – Dziś wyrzucasz mnie z domu?

– Przykro mi, Cynthio. Nie możesz tu zostać.

– Nie wyglądasz, jakby ci było przykro.

Matthew zauważył, jak cała drży. Dotknął jej dłoni w uspokajającym geście, lecz natychmiast poderwała się z miejsca, odtrącając go.

– Idź do diabła – wydała z siebie zduszony szept, choć głęboko wewnątrz jej dusza wprost wyła z bólu.

Spakowanie niezbędnych rzeczy zajęło Cynthii parę chwil – i tak nie dałaby rady zabrać wszystkiego naraz.

– Masz kogoś. Wprowadzi się jutro, prawda? – spytała, naciskając klamkę.

Mijały sekundy. Przedłużające się milczenie utwierdziło ją w tym przekonaniu. Przekroczyła próg mieszkania.

– Matt, nie rozumiem. Dlaczego? Byliśmy tacy szczęśliwi…

Matthew zbliżył się powoli.

– Tak sądzisz?

Cofnęła się zaskoczona, gdy trzasnął drzwiami. Po chwili usłyszała zgrzyt przekręcanego klucza.

 

***

 

Courtney zatrzymała się, wzdychając teatralnie. Jej ręka zanurzona była po sam łokieć w przepastnej torbie, podczas gdy nieuchwytna komórka rozbrzmiewała riffem z „Highway to Hell”. Wreszcie, po dłuższej chwili, wyczuła pod palcami kształt telefonu. Odgarnęła za ucho opadający na twarz kosmyk włosów i odebrała.

Czarne szpilki znów zastukały o chodnik.

Cześć, mamo!…

...tak…

…tak, wiem…

…mamo, chcę ci coś powiedzieć, daj mi dojść do słowa...

…nareszcie weźmiemy z Matthew ślub…

…wiem, ja też…

…tak strasznie się cieszę…

…owszem, rozwiedli się, nawet nie rozmawiają ze sobą…

…nie, mamo, naprawdę jej współczuję, ale…

…kochamy się, a z nią Matt…

…to nie mogłoby…

…tak wyszło. po prostu…

…pogmatwane, wiem…

…powiedział, że to załatwi, za chwilę powinien zadzwonić…

…jasne, widzimy się…

…ja ciebie też. Pa.

Tymczasem Cynthia, stojąc na dachu wieżowca, ostatni raz spojrzała na stalowoszarą panoramę miasta. Przymknęła powieki i zrobiła krok do przodu.

Potem kolejny i następny, aż wreszcie jej stopa natrafiła na pustkę.

 

***

 

– Jak to wygląda?

– Chujowo.

Joey w odpowiedzi tylko skinął głową, po czym wszedł za parawan osłaniający miejsce zdarzenia przed wzrokiem ciekawskich. Szybko przyznał koledze z wydziału rację. Szkarłatny rozbryzg miał parę metrów średnicy. Walcząc z bolesnym skurczem żołądka, wpatrywał się w leżącą przed nim krwawą jatkę, z której, niczym szpony monstrualnej łapy, sterczały w górę strzaskane żebra. Mimo wieloletniego doświadczenia, wstrząsnął nim widok dwóch par poskręcanych groteskowo rąk. W jednej z dłoni nadal znajdował się telefon.

Nagle z urządzenia dobiegł dźwięk przesterowanej gitary. Joey uklęknął. Zmarszczył nos, czując tak dobrze znany mu odór, i odpędził dłonią krążące wokół zmasakrowanych ciał muchy. Tknięty niezrozumiałym impulsem ostrożnie wydostał dzwoniącą komórkę z kurczowego uścisku zimnych palców.

Na ekranie widniało imię: MATT.

Nacisnął zieloną słuchawkę.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Maru · dnia 14.07.2018 01:57 · Czytań: 476 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 10
Komentarze
Vanillivi dnia 23.07.2018 06:43
Tak jak obiecałam, zjawiam się z komentarzem.

Czytając Twój tekst mam wrażenie, jakby ktoś skrótowo relacjonował mi fabułę jakiegoś filmu, którego widział urywki. Poszczególne sceny są do bólu schematyczne, obydwie bohaterki są zupełnie pozbawione jakichkolwiek indywidualnych cech. To nie jest wciągające opowiadanie, które chce się czytać, raczej dopiero jego wstępny szkic, wprawka. W ogóle nie budujesz napięcia, nie pozwalasz czytelnikowi poznać bohaterów i się z nimi zżyć: przedstawiasz (dla mnie dość kiczowate) migawki z miasta, a potem od razu przechodzisz do momentów, które powinny być kulminacyjnymi. Tylko że te momenty nie mogą w żaden sposób oddziaływać, bo tak naprawdę żadna historia, która do nich prowadzi, nie została opowiedziana.

W dodatku widzę tu jeden dość mało logiczny moment: nie wiem, gdzie się rozgrywa akcja (strzelam, że w USA), ale w żadnym cywilizowanym kraju nie ma tak, że mąż każe się z dnia na dzień wyprowadzać żonie ze wspólnego mieszkania.

Tekst nie zawiera rażących błędów, jeśli chodzi np. o interpunkcję, jednak jego konstrukcja bardzo kuleje. Jak dla mnie to jest do przemyślenia i przepisania/rozwinięcia.

Pozdrawiam serdecznie
Maru dnia 23.07.2018 07:30
Prawdę mówiąc... Pierwotnie ten tekst był ze dwa-trzy razy dłuższy. :p Wydawało mi się, że było tam za dużo pieprzenia o niczym, dlatego postanowiłem go napisać praktycznie od nowa, skracając jak tylko się da. A skoro twierdzisz, że należy go rozwinąć, pozostaje mi przysiąść do niego po raz kolejny.
Pozdrawiam również.
Kazjuno dnia 23.07.2018 08:36
Wysmagałaś Vanilivi Autora jak sztubaka. Totalne zero literackie, grafoman, facet powinien dać sobie spokój z pisaniem - wynikałoby z twojej opinii.
Przeczytałem miniaturkę i odniosłem całkowicie odmienne od Ciebie odczucie. Opis miasta wcale nie jest kiczowaty. Ot, duże amerykańskie miasto.
Jest to miniaturka i jak na miniaturkę zawiera ogrom skumulowanego dramatu, który do mnie dotarł i mnie poruszył.
Sytuacja wcale nie jest nieprawdopodobna, bo widywałem w życiu takowe. (Myślisz, że brakuje skurwieli?)
Maru wcale nie musiał malować obszernych portretów psychologicznych kobiet. Inteligentny Czytelnik domyśli się, że wyrzucana żona (może kochanka/?/) jest mało przebojową inwertyczką, pewnie starszą od bardziej seksy rywalki w czarnych szpilkach.
Zastrzeżenie mógłbym mieć do telefonu - komórki, która nie ucierpiała mimo upadku z dużej wysokości. Ale kto wie? Może zamortyzowało uderzenie ciało ofiary. (Mogła być pulchna i przez to mniej atrakcyjna od kochanki/?/).

Pozdrawiam Cię Autorze. Nie przejmuj się pomyjami jakie wylała na Ciebie Pani Redaktor, napisałeś, powiedziałbym, mocną i przejmującą miniaturę. Głowa do góry!
"Degustibus non disputandum est"

PS Przy okazji Autorze zapraszam do rewizyty przy którymś ze swoich tekstów. Panią Redaktor równierz - aż trzęsę się ze strachu...
viktoria12 dnia 23.07.2018 12:14 Ocena: Bardzo dobre
Najbardziej zaskakuje mnie rozbity wyświetlacz. Bo powinien być ... hmmm - cały. Z wydziału kryminalistyki widzieli rzeczy, które nie powinny przetrwać w całości,
a przetrwały.
Pieprzony Matt. Rozmyślił się za późno lub ona postawiła ostatni krok za wcześnie. No, cóż.
Opis resztek denatki w miarę szczegółowy, nie ma się czego, pod względem literackim, przyczepić.
Miniaturka ciekawa dla detektywów, śledczych, kandydatów na śledczych... Można snuć historię w deszczowe, tegoroczne lato.
Ode mnie: bdb.
Maru dnia 23.07.2018 19:57
Kazjuno, viktorio, cóż mogę rzec... Vanillivi uświadomiła mi, że zbyt pobieżnie potraktowałem tę historię i nie jest ona zrozumiała dla wszystkich tak bardzo jak dla mnie. Już wpadłem na pomysł, jak mógłbym ów tekst rozbudować, przemyślałem sobie całą jego konstrukcję może nawet miałem zamiar tego wieczora usiąść i zacząć tworzyć... Nie, najpierw zajrzę pod mój tekścik! :) Czytam teraz wasze komentarze i, cholera, nie wiem, czy rozwinięcie historii jest konieczne. Jakby nie patrzeć, w komentarzach mamy dwa do jednego. ;) Z jednej strony chcę wam podziękować, z drugiej... Mam teraz nie lada dylemat przez wasze opinie.
Milena1 dnia 23.07.2018 20:19
Przeczytałam, mówiąc szczerze z przyjemnością ( jeżeli można o takiej mówić w tym przypadku :))
Opis miasta bardzo mi się spodobał - nie jest przegadany rozwleczonymi opisami krajobrazów.
Dłuższy tekst, byłby narażony na melodramatyczne dłużyzny. A tak jest krótko, zwiężle i tyle. Resztę każdy sobie dopowie.
Dla mnie OK, chociaż historia taka sobie. Od razu skok z wieżowca? Żadne grupy terapeutyczne, wsparcia itp. Takie trochę nie dzisiejsze, ale może się mylę, co jest bardzo prawdopodobne :)
Pozdr.
Maru dnia 23.07.2018 21:09
Mileno, ludzie różne szalone rzeczy robią z miłości, wiem z autopsji. ;)
Pierwotna wersja była właśnie taka, jak mówisz - przegadana i melodramatyczna. Jest to chyba najbardziej problematyczny (po)twór, jaki kiedykolwiek popełniłem, myślę, że łącznie przepiszę go 5-6 razy, zanim uznam, że efekt jest zadowalający, zarówno dla mnie, jak i czytelników.
Dziękuję i pozdrawiam serdecznie. :)
skroplami dnia 26.07.2018 02:08 Ocena: Świetne!
Możliwa życiowa sytuacja, tragiczna. Całość ujęta w bdb sposób, krótko a treściwie, co wokoło słów widzimy w "głowie" :). I istnieje napięcie, w domyśle też co może się zdarzyć. A zdarzenie przerasta domysły. Może jakieś niedociągnięcia ale nie widzę, obrazy i odczucia z miniatury, bo na historię zbyt wyrywkowa, poruszają i ukrywają niedociągnięcia, jeśli istnieją. Ja, powtórzę, z wrażeń w trakcie czytania i przeczytania, nie widzę :).
Maru dnia 26.07.2018 07:15
Skroplami, dziękuję za odwiedziny i miłe słowa! :)
mozets dnia 06.08.2018 14:03
Degustibus at coloribus ...
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Skuul
22/01/2019 13:54
Świetny tekst, czytało się z przyjemnością i szybko. Wszyscy… »
mike17
22/01/2019 13:18
Niewidzialna, smutny to wiersz, ale nie każda miłość kończy… »
Skuul
22/01/2019 12:31
Zgadzam się klimat spoko, aż mnie w plecach kuje teraz.… »
Blanche
22/01/2019 07:50
Heh. Nie lubię odnosić się krytycznie do wierszy - chociaż… »
pociengiel
22/01/2019 07:46
Dzięki. Niech i tak będzie. »
Blanche
22/01/2019 07:44
Trzeba się ogarnąć, jak nie ta to inna. "Miłość to… »
Blanche
22/01/2019 07:42
Niestety... wirtualny ogród zapomnienia bywa baaardzo… »
Blanche
22/01/2019 07:40
Treść może i zacna, ale panuje tu taki chaos, że nie pozwala… »
Blanche
22/01/2019 07:38
Fajnie o uczuciach i relacjach - dziadek - wnuczka. A to… »
Blanche
22/01/2019 07:36
Świetny utwór o ... PIS-ie? :) »
Blanche
22/01/2019 07:12
Dzięki wielkie. »
OWSIANKO
22/01/2019 00:41
amaranta tekst bardzo dobry, więc pisz, bo warto. W prozie… »
natalia99
21/01/2019 23:53
@Vanillivi Jeśli Cię to interesuje to mam 20 lat. W życiu… »
Zola111
21/01/2019 23:47
Alosie, bo pani od polskiego była zawsze autorytetem,… »
Noescritura
21/01/2019 23:18
Szkoda, że elektronika wchodzi na salony poezji, ale co… »
ShoutBox
  • czarnanna
  • 22/01/2019 07:29
  • Miłego przebudzenia. To się nazywa dobrze komuś życzyć : ) do zobaczenia pod tekstami!
  • mike17
  • 21/01/2019 22:34
  • Kolorowych snów i miłego przebudzenia :)
  • pociengiel
  • 21/01/2019 10:06
  • Moja babcia aż spod Krosna z teleranka coś wyrosła. Zamiast zbierać się do piachu, wchodzi na tych cienkich gachów, na każdego niemal posła.
  • Niczyja
  • 21/01/2019 00:03
  • I tym ciepłym gestem mówię dobranoc :) [link]
  • Esy Floresy
  • 20/01/2019 22:14
  • Dzięki, Kushi i wzajemnie :)
  • Kushi
  • 20/01/2019 22:12
  • Styczeń prawie się już kończy, ale wszystkiego dobrego w Nowym Roku kochani:), Weny i mnóstwa nowych, dobrych tekstów :):)
  • mike17
  • 20/01/2019 14:19
  • Nie tylko ducha, bo i w naturze dziś spokój, harmonia i nieśmiało wyglądające słoneczko. Miłej niedzieli wszystkim :)
  • czarnanna
  • 20/01/2019 13:53
  • Niejedna sobota zazdrości dziś niedzieli takiej pogody ducha : )
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:praw014tg
Wspierają nas