Ziemia umarłych - Dominik Wunderbaum
Proza » Miniatura » Ziemia umarłych
A A A
Od autora: Dołożyłem starań, aby w tekście nie było błędów interpunkcyjnych. Jeżeli mimo to się gdzieś tam jakieś pojawiły, to proszę o wyrozumiałość.

Drodzy czytelnicy. Chciałbym wam przybliżyć pewne wydarzenie z mojego życia, które do dzisiaj budzi we mnie wściekłość i gniew. Miałem plan na życie, miałem marzenia, które to zostały przez osoby podłe i niegodziwe zdeptane i zgwałcone. Gdyby mnie przyjęto do pracy na cmentarzu, w obojętnie jakim charakterze, jestem przekonany, że byłbym dzisiaj człowiekiem spełnionym i poważanym w całym mieście. Bo taka praca, to było moje największe marzenie od zawsze, i od dziecka o tym marzyłem. I o tym będzie ten tekst, bo chcę, żeby mnie wszyscy żałowali, i nienawidzili osób, które zniszczyły moje życie.
Moi drodzy, od zawsze byłem zafascynowany śmiercią, a przede wszystkim tym, co się dzieje potem ze zwłokami. Jeżeli były odprawiane jakieś pochówki, a mi wypadało na nich być, to uczestniczyłem w ceremoni. Była kiedyś, na ten przykład miejsce sytuacja, że był pogrzeb jakiegoś dalszego krewnego z rodziny. Był on chrzestnym mojego brata, więc miałem podstawy, aby uczestniczyć w pochówku. W sali gdzie były wystawiane na widok zwłoki, leciała z głośników muzyczka. W pewnym momencie puszczono "Anielski orszak", a że znałem słowa, to zaczęłem śpiewać. Tak się wczułem, że matka aby mnie przywołać do porządku, zdzieliła mnie w łeb dłonią - miałem wtedy gdzieś tak dziesięć lat. W domu często aby się zrelaksować, słucham sobie muzyki sepulkralnej (pogrzebowej). Czasami zdarzało mi się pójść na wagary na cmentarz. Czasem tam udawałem się w wolnym czasie. Wiedziałem, że nie wypada stanąć przy typach z pod ciemnej gwiazdy, którzy byli zajęci kopaniem grobu, by się przyglądać powiększającej się dziurze w ziemi. Więc unikałem robienia tego. Raz tylko, gdy miałem skończone już szesnaście lat, pomyślałem sobie, że teoretycznie można by spróbować szczęścia, więc gdy byłem na przechadzce na ziemi umarłych, podeszłem do grabarzy i stałem przy nich zastanawiając się jak ich zagadnąć. Stałem już jakiś czas, i trzeba było coś powiedzieć, lecz nie wiedziałem co. Ostatecznie zagadnąłem ich tak: panowie, płacą wam coś wogóle za to? Nikt z nich się nie odezwał, więc mówię dalej: pewno coś tam z tego macie, bo przecież za darmo byście tych grobów nie kopali. Nie wiecie może czy by dla mnie nie znalazła się jakaś robota? Wtedy jeden z nich powiedział do mnie: wypierdalaj do szkoły! Co więc było robić, oddaliłem się. Wiedziałem z góry, że ze ze względu na wiek, nie uda mi się zapewne dostać pracy moich marzeń. Cóż mi jednak szkodziło spróbować szczęścia. Nie muszę chyba dodawać, że zemszczę się za to, gdy nastanie moja godzina.
I tak mijały w swoim rytmie dni za dniami, a ja wzrastałem w świętości i mądrości. Pogrzeby, czy tam zajmowanie się trupami, były stałym motywem moich snów i marzeń. Miesiące za miesiącami, dni za dniami godziny za godzinami mijał czas. Lecz oto nastała pora - Dominik skończył edukację, zdał maturę, uzyskał pełnioletniość i był gotowy na rozpoczęcie pracy na cmentarzu, lub, co było jeszcze większym marzeniem, w prosektorium. Dominik napompował rower, umył się, wypomadował włosy, wypił trzy piwa (dla kurażu), i pojechał zygzakiem w kierunku nekropolii. Dominik był godny, by pracować w branży cmentarnej i był przekonany, że gdy go tylko zobaczy szef cmentarza, to go pokocha i bez zbędnych ceregieli zatrudni. Tak się jednak nie stało.
Opiszę w skrócie przebieg spotkania. Otóż dojechałem pod budynek w którym są te całe pomieszczenia dla pracowników i petentów . Rower został przypięty, Dominik zaś ruszył w kierunku wejścia do budynku. Spotkałem tam jakiegoś faceta i powiedziałem mu, że trzeba mnie zatrudnić na cmentarzu, bo bardzo by mi taka praca odpowiadała. Okazało się, że ten osobnik był szefem tego całego bajzlu. Spojrzał się na mnie z dezaprobatą i powiedział czego ja od niego chcę. Zacząłem więc z przejęciem opowiadać, że nie straszna mi śmierć i trupy, że zabiłem już kiedyś człowieka, że zgodziłbym się przez pierwsze kilka miesięcy robić za najniższą krajową i że mogę nawet zacząć od dzisiaj. Przerwała mi wtedy ta gnida i zaczęła mnie traktować jak przygłupa i menela. Zaczął odpędzać się ode mnie i mówić podniesionym głosem, że co ja sobie w ogóle wyobrażam i że jestem niby pijany. Idź stąd - mówi do mnie - i więcej mi tu się nie pokazuj. Fakt że po tych piwach byłem pod lekkim wpływem alkoholu, lecz jestem czysty od wszelkich grzechów jak łza, więc mogę pić kiedy mi się podoba i nikt nie ma prawa mi ubliżać. I wtedy powstała sytuacja że ja mówię swoje, a on swoje jednocześnie ze mną. Ja że nie odejdę, aż mi da wykopać grób, a on że co ja sobie wyobrażam,że gleba jest piaszczysta, zimą zamarza na kamień a latem się usypuje, że to by była dla mnie za ciężka praca. Idź stąd głupku - mówi do mnie - i nigdy więcej już tu nie przchodź. Wnerwiłem się, ale nie dałem tego po sobie poznać. Zaczęłem mu mówić, że to może dobrze, że mnie nie chce do kopania grobów, bo bardzo chętnie podjąbym się przygotowaniem zwłok do pochówku. Zacząłem mu opowiadać, że ze śmiercią jestem za pan brat, że mi ona szepce kołysanki trupowym oddechem z domieszką alkoholu , że się o mnie troszczy. Powiedziałem też, że widok zwłok, nawet tych po wypadkach, lub w jakikolwiek inny sposób zmasakrowanych nie robi na mnie żadnego wrażenia. Facet wtedy zaczą regularnie krzyczeć, aż ktoś z innego pomieszczenia wyszedł zobaczyć co się dzieje. Widząc, że menda mnie nienawidzi, zrozumiałem, że dalsze namowy by mnie zatrudnił, były by przez niego zinterpretowane jako żebranie, na co nie mogłem sobie pozwolić, ze względu na moją godność i sprawiedliwość.
Postanowiłem wychodząc z budynku zemścić się krwawo, gdy przyjdzie mój czas, pięści zaś somoistnie zacisnęły się w gniewie. Zaistniała też taka sytuacja, że gdy pod odpięciu roweru wsiadłem na niego by odjechać, wyszedł gościu z którym gadałem, i podszedł do innego typa (wysoki, wyłysiały, wyglądający jak kryminalista) i powiedział mu: zobacz kto tu przyszedł i zgadnij po co. Odjechałem więc, a byłem tak wzburzony, że na pustym chodniku przewróciłem się i cały poobijałem.
Przez szereg dni nie mogłem się pozbierać psychicznie, tak bardzo zostałem obrażony. To czym żyłem całe życie - kariera na cmentarzysku - poszło się jebać. Pamiętam jak kiedyś na pogrzebie rodzina denata wynajęła trębacza, by zagrał hymn gdy trumna była spuszczana do ziemi. Jak ja temu muzykantowi zazdrościłem! Marzyłem, że też kiedyś będę tak sobie dorabiał, a wszyscy co będą tego słuchać pokochają mnie i będą podziwiać. Ale do tego trzeba mieć wyższe studia, żeby znać nuty i klucz wiolinowy. Pamiętam też, że dowiedziałem się, że studenci medycyny muszą mieć do nauki anatomi prawdziwe czaszki ludzkie, żeby móc poznać dobrze jej budowę. Czaszki z plastiku się nie nadają. Nie każdy student ma takie coś w domu, przyjęło się też, że profesorowie policja itd. tolerują posiadanie ludzkich czaszek w celach naukowych, oczywiście jeśli się obchodzi z nimi z odpowiednim szacunkiem. Piszę o tym, ponieważ gdy się o tym kiedyś dowiedziałem, to całym sercem i duszą chciałem takie czaszki wykopywać nocami ze cmentarzy. To nie jest takie hop siup dokopanie się do trumny. To potrzeba parę godzin. Cmentarz jest przecież pilnowany, a za profanacje zwłok grożą kary. Dlatego aby się tym zająć, musiałbym na tym cmentarzu pracować. A jak wyglądała próby zdobycia pracy już opisałem. Jak więc widać ukręcono moim planom na życie łeb, więc mam moralne prawo się mścić za moją krzywdę.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dominik Wunderbaum · dnia 14.07.2018 01:58 · Czytań: 126 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mike17
11/12/2018 15:21
BlueRiver, zaskoczyłaś mnie na plus i to wielki :) Ten… »
mike17
11/12/2018 14:39
Slavku, piszesz rzadko, ale zawsze bardzo dobrze. Jak dziś,… »
mike17
11/12/2018 13:51
Choć można było dać mocniejszą, bardziej wyrazistą pointą, i… »
Hubert Z
11/12/2018 12:25
Arkady, poruszający, niesamowity wiersz. Trafia we… »
pociengiel
11/12/2018 09:17
Dzięki. Z tą zagwozdką to jak z pierwszymi podrywami.… »
allaska
11/12/2018 08:15
Nie będę pokutował jakbyś była... - tu mam zagwozdkę dziwnie… »
MP642
10/12/2018 19:39
Jak to bez przesady, skoro cały "Uwięziony" jest… »
AntoniGrycuk
10/12/2018 19:29
Tak. Ta część brzmi jak początek książki. I teraz powinny… »
Darcon
10/12/2018 18:36
Witaj, Marcinie. Tak, dolna półka jest "moją… »
MarcinD
10/12/2018 18:34
Małe kawałki wynikają z tego, że dzięki takiej długości,… »
StalowyKruk
10/12/2018 16:06
Szybko. Niestety znów krótko i znów dolna półka. No cóż, ja… »
Darcon
10/12/2018 14:57
Bez przesady, aż tak strasznie nie było, MP642. ;) Tekst… »
czarnanna
10/12/2018 14:38
Silvus dzięki, przecinki to jak wiesz - moja zmora :) Dzięki… »
Silvus
10/12/2018 14:13
Brak przecinka przed "by". Zacząłbym z… »
Marek Adam Grabowski
10/12/2018 14:02
Nawet zabawne ;) . To gra sów o odkupieniu win-… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 09/12/2018 23:46
  • A możecie zagłosować na wiersze Zaśrodkownia#29!
  • BlueRiver
  • 09/12/2018 15:33
  • Esy Floresy - jestem ZA ;)
  • Esy Floresy
  • 09/12/2018 15:21
  • Jest niedziela, relaks, Ludziki ;)
  • BlueRiver
  • 09/12/2018 15:15
  • allaska - każdy pisze jak chce i ile chce i nic Ci do tego.
  • StalowyKruk
  • 09/12/2018 14:28
  • Nawet tutaj disco polo? Spadam stąd.
  • mike17
  • 09/12/2018 14:22
  • Zespół Bolter to akurat nie jest disco polo. A utwór zapodałem dlatego, że mam z nim wiele pięknych wspomnień. W tej edycji MUZO WEN jakoś Cię nie widziałem - strach przed konfrontacją z innymi?
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas