Uwięziony w Serze - rozdział I - MP642
Proza » Inne » Uwięziony w Serze - rozdział I
A A A
Od autora: Kilka uwag przed lekturą (a może lepiej je czytać właściwie po... sam nie wiem):

1. Tekst zamieszczony poniżej jest pierwszym "rozdziałem", a właściwie fragmentem czegoś, co nazywa się "Uwięziony w Serze". To coś jest przeze mnie tworzone od paru już lat, poniższy fragment jest najstarszy. Poszczególne fragmenty nie są ze sobą powiązane, a ponieważ były pisane na przestrzeni lat, z czasem zmieniają się co do stylu i treści, dlatego poniższy tekst nie jest w żaden sposób reprezentatywny dla całości "Uwięzionego".

2. Tekst zamieszczony poniżej w żaden sposób nie pretenduje do miana sztuki. Wstawiam go eksperymentalnie, ciekawy reakcji PT Czytelników, gotowy na krytykę i wyśmianie, jako że sam mam do "tego czegoś" podejście "luźne", nie uważam tego nijak za moje jakieś wielkie osiągnięcie. Jak wyżej napisałem, publikuję "to coś" eksperymentalnie, uważając, że być może są tam pewne fragmenty ciekawe, śmieszne i oryginalne (przynajmniej wg mnie), więc może jednak warto.

Ser był zielony jak korzenie Baratheonium Nobilium. Zrobiony z mleka Argarianium Suluus, sześcienny, z wieloma ogromnymi dziurami, które, niczym wyspy na morzu, pokrywały jego powierzchnię, ciągnącą się na wiele, wiele kilometrów, pełzającą zarówno po lądzie, jak i po Morzu Krwi, jak nazywali wielką, wypełnioną kwasem leukocytowym dziurę w ziemi tubylcy. Nie bez powodu.

Ser bowiem budził przestrach i grozę od niepamiętnych czasów. A konkretniej od owego roku, kiedy to, według legendy, I Mleczarz oswoił i wydoił Argarianium Suluus, a z mleka zbudował Ser. Wtedy to wszyscy mieszkańcy Wyspy ogłosili go swoim władcą, a on wziął spośród nich tych, którzy nadawali się do dojenia i dał im udział w tym wielkim zaszczycie, jakim było i jest dojenie Argarianum Suluus. Dał im też mieszkanie w Serze, który stał się jego siedzibą. Gdy jednak chceli odjechać na Kontynent, aby tam osiedlić się i doić mleko z Trzewiów Igły, które podobno powodowało rośnięcie Traw na Pierwocinach Kalcytu (co w owych czasach miało wielkie znaczenie, jako że przemysł tektoniczny nie rozwinął się jeszcze – pierwszy rahbaszant pojawił się dopiero w 5567 Drawiu po Krzemieniu, tj. w Roku Hal-Elleehlaa, choć ostatnie doniesienia Wielebnego Ju-Immahera wskazują inaczej – ale kto by tam wierzył Kolegium) I Mleczarz uwięził ich w najciemniejszym zakątku Sera, a żywił tylko Farbą Ołowiową. Legendy głosiły nawet, że przywiózł Magneelów z Bith-Ar-Saalan po Drugiej Stronie aby torturowali ich Zielonymi Misiami i Bławatkiem Kwaśno-Igielnym. A zaiste były to najstraszliwsze tortury w tamtym czasie. Zielone Misie samym swoim wyglądem budziły przestrach: pięć głów ledwo trzymających się na pokiereszowanych szyjach, odstających od tułowia, wielkie zębiska, w których świeciły się gałki oczne. O tak, oczy były straszliwą bronią Misi. Wyzierały z całego ich ciała, tak iż zdawało się że każda część ich ciała żyje własnym życiem. W dodatku ciało Misi zawsze było pokiereszowane i zbryzgane krwią ofiar. Dla przestrachu Misie nosiły różne narządy wyrwane tymże ofiarom: głowy, oczy, wątroby, serca, nerki, płuca etc., przy czym narządy te często były lekko pokiereszowane i pouszkadzane, np. głowy nie miały oczu, nosów czy części skóry, która czasami zwisała z nich w postaci ociekających krwią płatów. Do pomocy Misie często mutowały zdobyte narządy, czyniąc z nich osobne, posłuszne im organizmy. Misie bowiem były mądre i wykształcone od niepamiętnych czasów – a konkretniej odkąd Wielebny Ussuh-Mahhaahn van der Traayartay z rodu Matyjaszów-Grünwaldów wykształcił pierwszego stworzonego przez siebie Zielonego Misia – legendarnego Sadystyczka Ńińkielotta z domu Iwąś – w swoim Mrocznym Zamku Szallahioiunkiels. A zmutowane jelita były przydatne, o tak! Swoimi czarnymi jak Blussgrundwihhuh oczami przeszywały ofiarę, wprawiając ją w strach, śmiech, zdziwienie i obrzydzenie jednocześnie, a następnie rzucały się na nią, rwąc jej ciało potężnymi zębiskami, wyrywając flaki, nosy, oczy, uszy, wgryzając się w czaszkę i bryzgając do okoła krwią. Swoimi pazurskami szarpały wszystkie narządy ofiary, darły jej skórę. Przy czym nie spieszyły się tak bardzo, zadając ofierze jak najwięcej bólu, gryząc i drapiąc ją w najczulszych miejscach ciała.

A Bławatek Kwaśno-Igielny? Ha! Wyobraźcie sobie połączone działanie najkwaśniejszego kwasu, który żre twoje ciało dniami i nocami i igły, która szarpie twoją skórę w każdym z możliwych miejsc, wydłubuje oczy, wwierca się w nie, po kawałeczku, słuchając jak wyjesz niczym wilk na Mrocznej Puszczy Yssgaroth.

Takie to były tortury w one czasy. Nie to co teraz: jakieś Młoty Uzzbekeina, które zaraz łomoczą kości, powodując jedynie chwilowy ból głowy. To też było, ale kości wykręcano powolutku, powolutku, niczym śrubkę w Wieloskoczku Indiańińskim, łamano kości z zazdrości, patrząc z rozkoszą na ból. Ja wam opowiem opowieść, jak chcecie, ooo tak, opowiem wam o Serze, który o drżenie Wełchatków przyprawia każdego Tubylca z Vagyar Nohoon odkąd tylko powstał. Opowiem wam, opowiem, lecz nie uciekajcie, nie biegnijcie z krzykiem, z wrzaskiem, nie nie nie nie nieeeeeeee!!!! Nie, bo sami chcieliście Starego słuchać, co w Ognisku Piecze Pieczeń niczym Mozgoryl z Ohbiatah-Zillimunn. Ja tam byłem, ja tam jestem dalej, Uwięziony w Serze. Z Sera ślę wam mój liścik, którym targa Podmuch Dziejów a Fale na Morzu Czasu unoszą go daleko aż po horyzont, który wynurza się niczym Uzzgon z Pyjjatah-Saolijjah, gdy karmi swe młode raz-dwa-trzynem z Trzewi Mateczki Ziemi co to na drutach wyszywa ostrza Yetiemu w jego podziemnym laboratorium na Brytfannie Przeznaczenia, na której smażymy się, smażymy, a i Ser z nami się smaży niczym Smar wielkiego Nosorożca z Mostu Udunnah-Hallajath w mrocznych Drzazgach Chaosu w jeleniej wątrobie zerwanej z Grzybków Starego Barłoga Zdobywcy, który niczym Huzzah-Hah-Hahhah wyszywa swoje złote perłopławy na Platformie Czasoprzestrzennej w Galaktyce Xi-Ji-Xiuixa, której Orion syn Syryjusza (co to dużo Syra miał, stąd Syryjusz) dał wielką mnogość smoczych jaj, które w Pradawnym Lesie siedzą, siedzą i lulki palą, a i kogut zapiał już, więc stróż idzie obunóż, by już w kurz bezruchu czasu i przestrzeni rzucić garść krzemieni… A to Wielki Batsajjah nie ma już czasu na co przeznaczać, hę? A cóż wam się zdaje, tuwarzyszu, iż ja nie jestem w prozie życia mego Wielkim Dębem obarczony? A oto dźwigam ten Dąb, dźwigam i dźwigam niczym dźwigar przez lata udręki, a Atlas to niby nie dżwigał? On to miał oblicze kamienne, na którym już pierwsze blaski blasku słonecznego znaczyły trudy i cierpienia, jakoby odwiecznie wyłaniały ze swej istoty tylko te barwy, które wymagały wyłonienia (z łona, rzecz jasna, a bo to twarz już nie łono?) i niczym delikatne smugi tęczy, niegotowe jeszcze aby stać się kolorami, lecz strzegące swej istoty niczym Sulijjah-Abbijah-Docenoza, co to na Wzgórzach karmił swe młode i karmił i karmił i karmił… A jego mleko dobre jest na przeziębienie i w ogólności dobre na kości i w stan błogości wprowadza w nagości, jak HX, co grzejąc kości miodem zdrowotnym i wielce żywotnym jużci rury hydrauliczne wyprowadził na Odwieczny Blask Słońca, które swym amarantowo-błękitno-kremowo-oliwkowo-pomarańczowo-szafowo-szefowo, a co z kartotekami, tj. nie o to chodzi, ale pan Szczerlook się gniewa, bo już 2 miesiące sam siebie szuka i znaleźć nie może, boć podobno ktoś wampira tu udaje i nikt nie wie po co, bo przecie Śnieżkę siedem Krasnali pożarło, bo się uchlali strasznie w tej kopalni, co ją zamknęli z nakazu rządu… Ale nie damy się motłochowi, nie damy! To jest oczywiście szefowo, damy, damy, bo społecznym być trzeba, żeby pójść do nieba… A może nie? Ale jakoż nie skoroć sama Wielka i Wspaniała Rada Wspomożenia Narodu, Społeczeństwa, Ludu i Międzynarodowy Komitet Współpracy Pokojowej Pomiędzy Państwami, Narodami, Społeczeństwami, Ludami, Rasami, Wyznaniami, Klasami, Zawodami, Płciami Bez Względu na Rasę, Płeć, Wyznanie, Pochodzenie Narodowe I Społeczne postanowiła w swoim 1 223 446 paragrafie Wielkiej Powszechnej Przyrodzonej Z Przyrodzenia I Wyłonionej Z Łona Karty Praw Człowieka, Obywatela, Nieobywatela, Apatrydy Z Każdego Narodu Bez Względu Na Naród I W Ogóle mówi wyraźnie że trzeba Społeczeństwu służyć Wielkiemu i Wspaniałemu, co to Blaskiem Poraża oczy jednostki, a szczególnie jej kostki… A tak, Słowo Ludu święte, zwłaszcza gdy przeklęte, to jest, gdy na k się zaczyna i dotyczy s*****syna lub na s lub w ogóle gdy z z łaciny jest, choć łacina, wiadomo zły język burżujów i innych ch****… No, ale już o tym nie rozmawiajmy, bo blask Księżyca biały jak mleko z c… Nie, szefowo, mam się zdrowo, choć mi Słońce szkodzi, zaraz mnie ochłodzi butelka wina jabłkowego niepasteryzowanego… Tak, prosto ze sklepu żywności ekologicznej, choć specyficznej. Sprzedaje tam niejaki Franek Wu… Tak, ten sam który napisał tą książkę demaskującą Plan Masonów dotyczący energii jądrowej, bardzo niezdrowej… Ale już i tak budują… A to feler, westchnął seler… Tak, u niego, taki specjalny, ekologiczny seler, w ogóle niemodyfikowny, bez dodatku cukru, zrobiony z soji oczywiście też bardzo zdrowej, wielokolorowej. A nużci jakoć wiele kolorów z Morza się wynurza niczym Tristan w zdrowotnej otchłani wód jak płód z ud… O tak! Uda są bardzo zdrowe, szefowo, bardzo, bo toć uda właśnie, czyż nie? Jakoć nie, skoroż tak, a już szczególnie gdy na wznak. A toć tak, jak w znak przywaliłem jako to go głupi Naab-Sugar postawił w swoim zamyśle, gdy do Księżyca tak wyjąc, Stokrotkę wspomagał w jej laniu wody, a raczej oleju… O jeju! Szefowo! Co to to nie, nie żebym miał jakoć tak specjalnie panią wywyższać, wytronowywać albo w ogóle, aleć przeć Szefowa… A no nibym takoć, jam zapomniał, żeć to niby od dzisiaj szefów ni ma, bo toćmy wszyscy równi, równi, zwłaszcza ci główni… A tak, tak, no niby… Aleć Szefowo jużci iść muszę, bo ubikacja to nie jak kolacja, co by ją można było przemieszczać, przesuwać w czasie… O nie, czas się przesunąć nie da, nie, on stać będzie, o jaki Kant oparty, co se znajdzie w stole, matole… A to nie Szefowo, jużci mocz niczym złoto w Górach Mrocznych i Niebezpiecznych, gdzie stada orków i orek i w ogóle jest niebezpiecznie… Tak, orek też, bo jużci Wielebny Hallahaij górę zaorał i orki na orce posiał, ale nie te orki wyrosły z orki, lecz jeno worki… Tak, oczywiście Szefowo, te ekologiczne worki, które w pińć sekond się rozłożą, nim pani okiem zdąży mrugnąć, nawet jeśli to nie takowe, co jest różowe oko, tj, oko co to nie od ócz ni oczu od siebie oderwać nie może… Oko w oko, przyjacielu tak! Ja mu tak, tej Bestyi oko w oko patrzę i tak się nie boję, nie… A straszna to bestyja, ma 777 głów, aleć oko tylko jedno… A jakoć ja też, bo mi na morzu pirat wybił okiem oko… Aleć z sieci okiem, z sieci, a jakoż! Z sieci ściągnął, jużci on tam wie, nie taki on pirat, żeby oka nie spiracił! Oko.jpg, o tak! I on je spiracił tylko po toć, żeby tym okiem me oko wydziubać, ale drugie przeoczył… No ale potem to bestyi oko, co z nią stawałem oko w oko, aleć w to oko którego mi pirat okiem nie wyoczył, tj, wybił (aleć okiem, więc wyoczył, choć drugie przeoczył), toć one oko w rosole z innymi oczami, tj. okami pływało (ale z oczami też, boć przecie bym z samej bestyi rosołu nie zrobił), również z tymi od sieci, bo to rosół wirtualny, choć niby nie, bo Murzynki w Afryce wirtualem się nie najedzą, a jakże, więc wspieramy Szanowny Panie to dzieło, wspieramy Fundacyję Naszą Wyjelką i Wspaniałą (Wyjelką, bo po nocach wyje i szufelką bije), którać nawet na Syberyi Jakutom pomaga, a jakże, z ok sieci oczy ryb wyciąga a i inne oczy z innej sieci na nią patrzą, bo jużci Wyjelki Brat czuwa… Czuj, czuj czuwaj bracie! Tam przygoda czeka na cie! A jakże i nacie pietruszki też mamy. Lecz z pietruszką gorzej, tak, blada, chuda, spać nie może… A to… A tak, szefowo, pietruszka też ekologiczna, bezcukrowa, stuprocentowo sojowa z tegoż sklepu ekologicznego. W tym sklepie jest i Ser, tak ten sam Ser, w którym jestem uwięziony…

A toć czyż Ser jest Serem?

NIE!!! Czyż nie wiecie, że Uzzjatah-Koinzzar niezbicie się zbił na Wyspie, głowę sobie toporem rozciachał o ciacho… I strużki krwi popłynęły powoli, jak gdyby chciały odwlec w nieskończoność tę swoją odwieczną konieczność spłynięcia na ziemię. A Szojatah patrzył na nie, stojąc w zadumie i zastanawiał się: czy te strużki nie są właśnie wspaniałym symbolem jego wiecznej i nieśmiertelnej chwały? Czuł, że rozpiera go ta odwieczna, niedająca się nazwać ani powstrzymać energia, wypełniając go całego, jakby nagle wszystko zamilkło i cały świat skurczył się tylko do niej i do tej karmazynowo-amarantowo-ceglano-różowawo-buraczano-marchewkowo-truskawkowej strużki krwi, lśniącej w Słońcu wszystkimi jego ukrytymi marzeniami i pragnieniami, wydobywając z jego wnętrza to, co zawsze starał się ukryć: wszystkie jego lęki i strachy z dzieciństwa, wszystkie jego obawy o ojca, wszystkie straszne opowiadania o Serze, których zawsze wysłuchiwał przy kolacji, patrząc się na błyszczący w blaku zachodzącego słońca plaster żółtego sera położony na kromce chleba, na którą jego matka zapracowała całodniową ciężką i nadludzką pracą w kopalni cukru, który niczym Szaad-Suhun Van der Golg podczołgał się pod wrota i tkwił tam z umysłem wypełnionym myślami, plączącymi się jak pajęczyna, którą Guzzuł nabił na płot w Roku Issharyjota w Gdżum-Bum w Namiocie Wielkiego Skorpiona.

A gdy już pomyślał, rzekł wtedy, i to tak rzekł, że aż marynarz rzekł, gdy on rzekł:

- Rzekę ci to, abyś ty mi też rzekł, że rzekę tą, o której rzekę oddasz mi, gdy tylko czas nadejdzie.

- A toć nie nadszedł? – rzekł marynarz wykrzywiając brwi w wyrazie zdumienia tak niespotykanego i niecodziennego, że aż Morlogowi Warchły przeszły po sinych plecach.

- A tak, nadszedł, aleś ty nie gotów, Wiktorze, bo kto nam pole zaorze? – zapytała matka, wpatrując się w Wiktora, a gdy się dość napatrzyłem wtedy przyszedł Gahog i powiedział, że skoro w Serze byłem, toć widocznie nadal jestem, bo z Sera nie ma wyjścia, a ja mu na to:

- Co ty o NATO bredzisz? Czyż ty nie wiesz że wojska nasze jużci, gdy orka nadciągnie, muszą – rzekła matka – muszą być w ZOO, aby orkę zaorać i oka w sieci naprawić? Tak, Szefowo, sprawdziłem, żadnych Serów nie zamawialiśmy.

- Pójdziesz stąd ty, Kuro jedna? Czyż ja cim Sera dawała za dużo, a? Bo takoć się wariaci w celach po Serze zachowują, a cele w Serze są, są, a jakże, co wy myślicie, że jam w Serze nie był? A toć wam zaraz opowie Stary, jak naprawiać gitary, to mi ty tu nie zawracaj, słyszysz? A to kur zapiał, ukochana ma, pójdź w me ramiona!

- Idź, kogucie jeden, nie piej tyle, bo cię zjedzą motyle! Motyle, Szefowo, niech pani patrzy! Toć już wirus odszedł od nas, przeklęty, w Serze go zamknęli, boć motyle są, motyle, motyle! Szefowo! Motyle! A tak, on mo tyle złota, srebra, dyjamentów, ametystów, opali… A tak, opali się, opali, bo w Egipcie już Słoneczko świeci, cieszą się dzieci… A może jednak nie, choć to zależy jakie i jak się cieszą, bo na przykład jakie dzieci, to jest dzieci jaka tak się cieszą… No właśnie jak się cieszy jak? A już szczególnie jakie dzieci, to znaczy nie jakie tylko… no właśnie jakie? A już wiem! Jakowe, oczywiście, jakowe, a jeżeli się pyta Pan jakowe, to oczywiście takowe jakowe jakieś jakowe, jakowe… Nie… To może jaczyne?

- Idź, ja ci tę jarzynę jaczyną zasieję, zasadzę, a jużci los wyrośnie na sośnie… A może nos, a nie los, choć jak nos, to widać taki los, że musiał wyróść nos, by go wsadzić w sos… A sos oczywiście Szefowo, grzybowy, choć sojowy. Tak, ze sklepu….

I tak dalej i tak dalej, tak w Paryżu rozmawiały. Półksiężyc sięgał już za burki, gdy się kładły spać Barbórki.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MP642 · dnia 30.07.2018 23:27 · Czytań: 76 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Darcon
20/10/2018 10:57
Ciężko, Elu, oceniać Twoje fragmenty, często, jeśli nie… »
Darcon
20/10/2018 10:55
Widać niewielki progres, Krajew34. Może nie ma jeszcze… »
JOLA S.
20/10/2018 10:28
Domofonie, mnie też podobał się ten wiersz, przeczytałam… »
viktoria12
20/10/2018 10:08
»
Zola111
20/10/2018 01:42
Abi, ja tutaj nie mam problemów z treścią, rozumiem, ze… »
Zola111
20/10/2018 01:07
Domofonie, piękna refleksja o niewystarczalności słowa.… »
Zola111
20/10/2018 00:48
Dod, wiem, że chciałeś oryginalnie, bo czternastka to… »
ghost--writer
19/10/2018 20:55
Na początku mała uwaga: nie powinno być wczesnym?… »
allaska
19/10/2018 20:00
Berele, dziękuję. To fajnie, że ogólnie przypadł tekst. »
Zola111
19/10/2018 17:25
Berele, dziękuję bardzo. Cieszy mnie, że zwróciłeś uwagę… »
dodatek111
19/10/2018 16:09
Wiersz jest przekazem, którego źródłem są myśli piszącego.… »
dodatek111
19/10/2018 15:59
Miło mi Anno. Pozdrawiam:) »
pociengiel
19/10/2018 15:05
Dzięki. Tak już mam. Mętki. »
introwerka
19/10/2018 14:54
Zolu, dołączam się do pochwał: jest pięknie,… »
introwerka
19/10/2018 14:50
Berele, Dokładnie taki miałam zamysł, czemu dałam wyraz w… »
ShoutBox
  • mike17
  • 20/10/2018 11:39
  • W środę kończy się głosowanie w MUZO WENACH 6, więc macie jeszcze trochę czasu, by oddać swoje cenne głosy : [link]
  • allaska
  • 19/10/2018 19:58
  • Dobry wieczór. Mam wielką prośbę do Redakcji poezji. Czy można prosić o dodanie przed tytułem mego tekstu słowa luźne, luźne refleksje. Będę niezmiernie wdzięczna. Pozdrawiam :)
  • Esy Floresy
  • 19/10/2018 13:57
  • Jeszcze tydzień, by wierszem wspomnieć, o tych, którzy zostali z nami w swoich wierszach: [link]
  • mariaczekanska
  • 19/10/2018 11:39
  • ok, super! Patrzyłam tylko na aktualności :)
  • Zola111
  • 18/10/2018 22:08
  • Mario, spójrz trochę wyżej na "Konkursy" lub wejdź na forum dyskusyjne.
  • mariaczekanska
  • 18/10/2018 20:06
  • nie umiem odnaleźć tego zaśrodkowania :(
  • Zola111
  • 17/10/2018 23:32
  • Zaśrodkowanie#29 czeka na Wasze wiersze, Poeci.
  • chawendyk
  • 15/10/2018 12:42
  • hmm... autohipnoza
  • mike17
  • 14/10/2018 12:31
  • A tu namiary do głosowania : [link]
Ostatnio widziani
Gości online:12
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas