Historia Varta - Carvedilol
Proza » Przygodowe » Historia Varta
A A A

 

 

 
 
                                                     Historia Varta
 
  Chłopiec otworzył oczy i usiadł. Przez ogień i dym ujrzał siedzącą po drugiej stronie paleniska postać. Starzec o długich białych włosach i równie śnieżnej brodzie wpatrywał się w niego czujnie. Vart przysiągłby, że nie widział go nigdy wcześniej, ale coś w jego rysach wydawało mu się dziwnie znajome.
– Przepraszam, że tak bez zaproszenia przysiadłem się do twojego ogniska, chłopcze, ale spałeś mocno, a ja nie chciałem cię budzić.
– Kim jesteś? – Czujne spojrzenie lustrowało nieznajomego, podczas gdy prawa ręka sięgała po ukryty pod kocem nóż.
– Mógłbym użyć jednego z wielu moich imion, lecz żadne nic ci nie powie. Zresztą, to ty jesteś ważny. Ja jestem już stary, ty masz przed sobą całe życie.
– Mówisz zagadkami, a ja cię nie znam, starcze.
– Czas mnie goni, chłopcze. Czas, ten nieubłagany pan. Dlatego odłóż nóż i wysłuchaj mnie przez moment, a ja odejdę, gdy tylko przekażę ci wszystko, co musisz wiedzieć.
  Vart zmrużył oczy i jeszcze mocniej zacisnął dłoń na trzonku. Obcy okazał się bardzo spostrzegawczy, a przez to bardziej niebezpieczny.
– Mów zatem, starcze!
– Nie pytaj mnie, skąd o tym wiem, ale nosisz na piersi potężny amulet. Nawet nie wiesz, jak potężny! – Młodzieniec dopiero teraz wystraszył się na dobre. Ten stary stanowczo wiedział za dużo. – Pamiętaj, nie rozstawaj się z nim nigdy. Nigdy! – Nagle podniósł głos, który przeszedł w niebezpieczny syk. – Nigdy. – Dodał już spokojniej. - A kiedy ukończysz lat trzydzieści, udaj się na płaskowyż Centauri w noc letniego przesilenia. Wtedy spełni się twoje przeznaczenie. Pamiętaj jednak, że musisz mieć przy sobie amulet. Strzeż go!
  Starzec wstał, dając do zrozumienia, że zakończył rozmowę. Vart poderwał się, lecz zanim zdążył cokolwiek zrobić, obcy zadziwiająco sprawnie wskoczył na grzbiet karego konia. Chłopiec złapał za lejce.
– Kim jesteś? – Ponowił pytanie.
– Przyjacielem – odpowiedział powoli, intensywnie wpatrując się w błękitne oczy rozgorączkowanego młodziana. – Lecz mam nadzieję, że to ostatnie nasze spotkanie.
  Zanim Vart zdążył zadać kolejne pytanie, tajemniczy osobnik popędził wierzchowca i oddalił się w mrok.
  Chłopiec sięgnął za pazuchę i wydobył sakiewkę, z której wyciągnął ku światłu ogniska dziwny przedmiot. Metalowy kamień o kształcie dysku, idealnie gładki, bez najdrobniejszej rysy czy szczeliny. Nikt nie potrafił powiedzieć, z czego jest wykonany. Jego najcenniejsza własność. Odkąd sięgał pamięcią, nosił go stale przy sobie. Nikomu nie wspominał o nim od czasu, gdy ukończył dziesięć lat. A tu nagle pojawia się znikąd jakiś staruch i każe mu pilnować amuletu. Jakby sam tego wcześniej nie robił. Tylko skąd obcy o nim wiedział? I ta jego wskazówka dotycząca przeznaczenia Varta. Płaskowyż Centauri? Przypomniał sobie, w jakich okolicznościach usłyszał tę nazwę po raz pierwszy. To nie może być przypadek.
  Pełen niespokojnych myśli długo starał się zasnąć, ale sen, kiedy się w końcu pojawił, nie przyniósł mu ukojenia. Niewyspany, rankiem wrzucił swoje rzeczy do tobołka, zagasił ognisko i udał się w dalszą drogę. Jeszcze długa podróż przed nim. Chociaż pochodził z biedoty, jego zdolności od dziecka wprawiały w zdumienie rodziców i otoczenie. Nawet szaman był pełen uznania przenikliwości umysłu i logicznego myślenia chłopca. Kiedy ukończył lat piętnaście, ojciec przekazał mu sakwę pełną uzbieranych przez lata monet.
– Synu, nasza wioska jest zbyt ciasna dla ciebie. Powinieneś się kształcić, niewiele możemy tobie dać, ale na początek powinno wystarczyć. Udaj się do Gwynei na nauki. Jeśli inni poznają się na tobie, wrócisz kiedyś, jako mędrzec i bogacz. Nie zapomnij wtedy swoich starych rodziców.
  Pożegnali się po męsku, jednak nie udało mu się ukryć łez wzruszenia. Kochani rodzice. Kiedyś im wynagrodzi ich miłość i poświęcenie.
  Dwa dni po spotkaniu ze starcem natrafił na trakcie na dwóch rówieśników, którzy wracali z polowania. Poczęstowali go mięsem zająca, przełamując początkową nieufność, a on odwdzięczył się resztką chleba.
  Przy smakowitej wieczerzy wyjawił cel swojej podróży, podpytując jednocześnie o siwego starca na czarnym koniu, jednak chłopcy nie widzieli nikogo takiego. Manx, starszy z braci, słysząc, że Vart udaje się do Gwynei, klasnął z radości.
– I my mieliśmy się wybrać do stolicy za parę dni, ale skoro nasz nowy przyjaciel tam się udaje, przyspieszymy nieco nasze plany. Prawda, bracie? – Banx z uśmiechem przytaknął.
  Dobrze rozpoczęta nowa znajomość zakończyła się już następnego ranka. Vart obudził się z bólem głowy. Po braciach nie było ani śladu. Zniknął również jego koń, nóż i tobołek. A najgorsza prawda ujrzała światło dzienne, kiedy zza koszuli wydobył jedynie przecięte rzemyki. Nie było sakiewki, nie było więc talarów i amuletu. Ukradli go, a w głowie zabrzmiały mu słowa starca:
– Nigdy się z nim nie rozstawaj. To twoje przeznaczenie.
  Zaiste, żałosnym strażnikiem się okazał. Miał dotrwać z nim do trzydziestych urodzin, a nie dotrwał trzech dni od otrzymania przestrogi. Hańba!
 
  Chłopiec otworzył oczy i usiadł. Przez ogień i dym ujrzał siedzącą po drugiej stronie paleniska postać. Starzec o długich białych włosach i równie śnieżnej brodzie wpatrywał się w niego czujnie. Vart przysiągłby, że nie widział go nigdy wcześniej, ale coś w jego rysach wydawało mu się dziwnie znajome.
  Obcy bredził coś o przeznaczeniu i amulecie, ale zanim Vart zdołał wydobyć z niego więcej informacji, oddalił się na karym wierzchowcu. Nie było sensu go gonić, a mętlik w głowie narastał.
  Dwa dni później napotkał w drodze Manxa i Banxa – bliźniaków mniej więcej w jego wieku. W czasie wspólnego posiłku już miał wyjawić cel podróży, ale wiedziony jakimś nagłym impulsem, powiedział:
– Wybieram się do Frygii, a wy gdzie podążacie?
– I my mieliśmy się tam wybrać za parę dni, ale skoro nasz nowy przyjaciel tam się udaje, przyspieszymy nieco nasze plany. Prawda, bracie? – Banx z uśmiechem przytaknął.
– No cóż, dobrze byłoby podróżować w tak doborowym towarzystwie, ale nie zdążyłem wspomnieć, że wpierw muszę odwiedzić stryja w Gwynei. Pewnie się już niecierpliwi, że mnie nie ma, zatem pora na mnie.
  Vart pożegnał braci, stojących z kwaśnymi minami przy palenisku. Instynkt podpowiadał mu, że właśnie podjął słuszną decyzję.
 Po paru dniach wyjechał w końcu z Kasztanowego Boru. Została mu do pokonania jeszcze Kraina Luthienów, ale czuł, że zbliża się do celu. Z rzadka napotykał ludzi, ale żaden z pytanych nie widział starca na czarnym rumaku.
  W czasie jednego z postojów dojrzał z daleka samotnego jeźdźca. Gdy ten zbliżył się, dostrzegł hełm z rogami i splecioną w dwa warkocze rudą brodę. Jeden z Wikingów? Ale co on tutaj robi w pojedynkę? – pytał się w myślach. Lepiej byłoby nie wchodzić mu w drogę, ale na odwrót było już za późno.
  Potężny wojownik zatrzymał wierzchowca i nie zsiadając z konia skierował ostrze miecza ku piersi Varta.
– Kim jesteś? – zapytał władczym tonem.
– Vart z plemienia Semków. I nie szukam zwady, panie. – Pochylił głowę.
– A ja jestem Bjern, syn Toriego – rzekł dumnie, rozglądając się i oceniając dobytek chłopca. Gdy zatrzymał wzrok na koniu Varta, jego twarz przyozdobił paskudny uśmiech.
– Piękny ogier.
– Zaiste, to podarunek od ojca, najlepszy z jego stada.
– Zbyt szlachetny dla ciebie. – Splunął. – Teraz jest już mój.
– Ależ panie… nie godzi się. – Zaprotestował młodzieniec. I to był błąd. Bjern tylko na to czekał.
– Śmiesz sprzeciwić się woli wikinga? Prawdziwy wojownik musi pomścić taką potwarz, biedaku!
  Rudy jeździec wykonał szybki ruch i pchnął ostrze w sam środek torsu Varta. Miecz jednak zgrzytnął o coś twardego i ześlizgnął się na prawo, raniąc chłopca tylko powierzchownie.
– Na Odyna! Cóż to za czary?! – Zeskoczył sprawnie z konia i rozdarł jednym ruchem koszulę ofiary. Na piersi spoczywała rozdarta sakiewka. Bjern szarpnął mocno i chwycił zdobycz, wydobywając ze środka brzęczące monety i dziwny przedmiot. Metalowy kamień prawie nie ucierpiał przy starciu z mieczem. Jedynie delikatna rysa pokrywała jego powierzchnię.
– Masz szczęście, chłopcze. To znak, żeby zostawić cię przy życiu, podziękuj bogini Frigg.
  Chwilę później Vart został sam, bez wierzchowca, majątku i amuletu. Zostały mu na pamiątkę jedynie nóż i sącząca rana w prawym boku.
– Ojcze, przebacz mi, nie upilnowałem twoich darów. Straciłem również amulet, który chroniłem przez lata, a teraz on uchronił mnie przed śmiercią. A podobno miał poprowadzić mnie ku przeznaczeniu. Teraz już się o tym nie przekonam. Jak tak dalej pójdzie w tym obcym mi świecie, nie wiem, czy w ogóle dożyję trzydziestu lat.
 
 
  Chłopiec otworzył oczy i usiadł. Przez ogień i dym ujrzał siedzącą po drugiej stronie paleniska postać. Starzec o długich białych włosach i równie śnieżnej brodzie wpatrywał się w niego czujnie. Vart przysiągłby, że nie widział go nigdy wcześniej, ale coś w jego rysach wydawało mu się dziwnie znajome.
  Nieznajomy mętnie poinformował go o przyszłości i amulecie, po czym zniknął równie szybko, jak się pojawił. Vart z mieszanymi uczuciami i burzą myśli udał się w dalszą wędrówkę, napotykając po drodze braci bliźniaków, którzy wydali mu się dwu-, a nawet w tym przypadku czterolicowi, więc sprytnym wybiegiem pozbył się ich towarzystwa.
  Napotykał w drodze niewielu podróżnych, a gdy pewnego dnia dojrzał w oddali kolejnego jeźdźca, instynkt nakazał mu schronić się za przydrożną kępą i zobaczyć wpierw, kim jest nieznajomy. Gdy dostrzegł charakterystyczne cechy wikińskiego wojownika, pozostał w ukryciu. Wystarczająco wiele słyszał o ich bestialstwie, a ten, który go właśnie mijał, nie wyglądał przyjaźnie i do tego był o dwie głowy wyższy.
  W dalszą podróż udał się dopiero po dłuższym odpoczynku, chcąc mieć pewność, że wiking odjechał wystarczająco daleko.
  W końcu dotarł do Gwynei. Miasto było potężnie obwarowane i poraziło go swoim ogromem. Kiedy dotarł do cechu magów i wyjawił swoją chęć terminowania, spotkał się z rozczarowaniem. Patrzono tam na niego z góry i chyba tylko brzęcząca sakiewka sprawiła, że nie wypędzono go od razu.
  Kiedy zgodnie z instrukcją zgłosił się ponownie następnego ranka, jeden z magów po dłuższym czasie wyszedł do niego, ostentacyjnie nawet nie patrząc na młodzieńca.
– Rada Magów zgodziła się przyjąć cię w nasze progi… – rzekł sucho.
– Dziękuję.
– … od jutra zaczynasz. Na początek twoim obowiązkiem będzie sprzątanie biblioteki i komnat. Jeśli poradzisz sobie i zdobędziesz nasze zaufanie, pozwolimy ci później sprzątać nawet w pracowniach.
– Ale… – Jęk zawodu wydobył się z ust Varta.
  Mag po raz pierwszy popatrzył w oczy chłopca.
– Czyżbyś był niezadowolony? Nie doceniasz zaszczytu, jakiego dostępujesz?
– Doceniam, panie. – Zwiesił głowę. – Chciałem podziękować za szansę. Na pewno was nie zawiodę. A z czasem udowodnię, że to była słuszna decyzja.
  W ten sposób Vart trafił do Szkoły Magów. Mijały dni, tygodnie, miesiące. Chłopiec zyskiwał powoli sympatię i akceptację nauczycieli. Pozwalali mu korzystać z ksiąg bibliotecznych pod warunkiem, że wcześniej uporał się z codziennymi obowiązkami. A tych mu nie brakowało. Ciągle jednak oficjalnie był tylko chłopcem na posyłki, a nie uczniem.
  Jednak po kilku miesiącach w uznaniu za dobrze pełnioną służbę, otrzymał nagrodę – jeden wolny dzień w tygodniu. W czasie takiego właśnie dnia poznał Olgę. Piękną, rudowłosą i z temperamentem. Po kilku spotkaniach zauroczony Vart postanowił wziąć ją za żonę. Kiedy wyjawił jej swoje zamiary, ta uśmiechnęła się zalotnie i wyjaśniła mu:
– Cudownie, och jak cudownie. Musisz więc udać się z podarkiem do mojego ojca. Na pewno znajdziesz coś godnego mnie, a wtedy tatko da nam błogosławieństwo.
  Młodzieniec zmartwił się, tutejsze zwyczaje były nieco inne niż w rodzinnej wiosce. A on oddał wszystkie monety w zamian za przyjęcie na termin. Cóż mógł ofiarować, nie godzi się przecież przyjść z byle czym. Wtedy poczuł na piersi ciężar. Tajemniczy amulet zdawał się przyginać go do ziemi. Wydobył go z sakiewki i długo walczył ze sobą. Kiedy jednak przypomniał sobie błękitne, roześmiane i wiele obiecujące oczy Olgi, podjął decyzję. Taka kobieta warta jest poświęcenia. Taki podarek ujmy nie przyniesie.
  Wybrał się więc następnego dnia do ojca oblubienicy i jasno wyłuszczył prośbę, ofiarowując oryginalny prezent. Otyły mężczyzna pokiwał z zadowoleniem głową, wyciągnął butelkę samogonu i przypieczętował oświadczyny.
– Przyjdź za tydzień, urządzimy oficjalne zaręczyny.
  Kiedy w umówionym terminie odświętnie ubrany stawił się przed chatą Olgi, nie wpuszczono go do środka. Nawet nie zdołał porozmawiać z ukochaną. Niedoszły teść wyłuszczył mu fakty w sposób prosty i konkretny.
– Jaron, syn kowala, przyszedł tu dzień po tobie i okazało się, że dla niego moja córka jest warta więcej. Dokładnie całą sakiewkę kosztowności, a ten twój kamień może okazać się mało wartym kawałkiem metalu. Sam rozumiesz, że Olga warta jest tylko najlepszego męża.
– A… mój talizman? – zapytał na koniec wywodu zdruzgotany Vart.
– Zgodnie z tradycją przekażemy go Oldze w dniu zaślubin. Olga przesyła wyrazy wdzięczności, ale teraz nie powinna spotykać się z obcymi mężczyznami. Wszak jest już przeznaczona jednemu.
  Drzwi zamknęły się z hukiem. Vart właśnie stracił młodzieńcze złudzenia, ukochaną i amulet, którego miał strzec do trzydziestych urodzin.
 
  Chłopiec otworzył oczy i usiadł. Przez ogień i dym ujrzał siedzącą po drugiej stronie paleniska postać. Starzec o długich białych włosach i równie śnieżnej brodzie wpatrywał się w niego czujnie. Vart przysiągłby, że nie widział go nigdy wcześniej, ale coś w jego rysach wydawało mu się dziwnie znajome.
  Po krótkiej rozmowie został sam z setką pytań. Nie uzyskał na nie odpowiedzi podczas dalszej podróży do Gwynei, unikając w tym czasie podejrzanego towarzystwa pod postacią cwanych braci bliźniaków, czy też kryjąc się przed zbójami w przydrożnych zaroślach.
  U celu wędrówki spotkał go pierwszy zawód z powodu otrzymanej funkcji sprzątającego; jednak powoli wdrażał się w tajemnice, ukryte w księgach biblioteki Szkoły Magów.
  Doświadczył również pierwszej miłości. I kiedy oświadczył się Oldze, ta wyjaśniła mu przebieg ceremonii błogosławieństwa według tutejszego zwyczaju. Vart całą noc zmagał się z trudnym wyborem. Czy naprawdę to ta jedyna, czy warta jest tego, by oddać to, co ma najcenniejsze? To, co ma stanowić klucz do jego przyszłości? Czy małżeństwo nie odciągnie go od poznania arkanów magii? Instynkt podpowiadał mu, żeby nie podejmował pochopnych decyzji. Talizman stanowił jedyną schedę po ojcu. Po tym prawdziwym, którego nie pamiętał. Jego rodzice, jak wyjawił mu ojciec na piętnaste urodziny, nie wydali go na świat. Wędrując wiele lat temu przez płaskowyż Centauri, byli świadkami dziwnego zdarzenia. Najpierw w nocy w górach doszło do wielkiego grzmotu, a następnie pojawił się słup ognia. Następnego ranka dostrzegli na równinie ciało człowieka. Kiedy do niego dotarli, żył jeszcze, choć cały był poparzony i mówił z trudem. Nie był sam, przy nim znajdował się jeszcze mały chłopiec, który w jakiś cudowny sposób zdecydowanie mniej ucierpiał. Proszę, zajmijcie się moim synem – wycharczał obcy. Ja umieram… Niech zawsze to… przy sobie… nosi… To jego… doprowadzi… – To były jego ostatnie słowa. Tak przekazał mu przybrany ojciec. Później tajemniczy nieznajomy przy ognisku nakazał mu to samo. Strzec amuletu, bo ten ma go doprowadzić do przeznaczenia. Kim był starzec? Czy to możliwe, że to ojciec jego ojca? A może ktoś z jego plemienia? Dlatego tak trudno było mu pozbyć się tajemniczego przedmiotu, chociaż serce podpowiadało co innego.
  Następnego dnia udał się jak zwykle do codziennych obowiązków, dając sobie tydzień na ostateczne rozstrzygnięcie problemu oświadczyn. Kiedy po tygodniu stawił się pod drzwiami chaty Olgi, na spotkanie wyszedł mu otyły wąsacz.
– Niestety, spóźniłeś się, młody człowieku. Oddaję córkę synowi kowala. No, chyba że potrafisz przebić jego szczodrość. – Spojrzał chytrze na Varta. – Pokaż, ile jest dla ciebie warta moja córka.
  Chłopiec wydobył talizman z sakiewki.
– Idź precz, obdartusie! – Chłop upuścił amulet w błoto. – Nic wartościowszego nie możesz zaoferować za taką dziewczynę? Taka pierś, takie biodra, urodzi niejednego syna, a ty mi jakiś kamień przynosisz?! Wynocha, bo psami poszczuję! Co za obelga!
  W taki sposób Vart zatrzymał amulet i po raz pierwszy doświadczył bólu złamanego serca. Przez kolejne miesiące z jeszcze większą zażyłością „pochłaniał” tajemnicze zapiski, a raz przypadkowo słysząc dysputę magów, wtrącił uwagę na temat rozważanego problemu. Najpierw został zrugany, ale po chwili okazało się, że miał całkowitą rację. Od tej pory jego pozycja powoli poprawiała się. Stopniowo coraz więcej czasu mógł spędzać na naukach, a nauczyciele widząc jego błyskotliwość i szybkie postępy przyjęli kolejnego sprzątającego, a Vart oficjalnie otrzymał tytuł terminatora Szkoły Magii.
  Mijały lata, Vart przerósł wielu ze swoich nauczycieli, jednak ciągle był tylko młodszym czarodziejem. Sam nie mógł nauczać i pełnić samodzielnie funkcji maga poza granicami szkoły, dopóki nie otrzyma cyrografu. Tajemnicą poliszynela było, że musiał zostawić odpowiedni datek, aby dostać stosowny dokument i opuścić pielesze, by móc zacząć pracować na własny rachunek. Kiedy przyszedł czas na ostateczną decyzję, do ukończenia trzydziestego roku życia pozostało mu zaledwie sześć miesięcy. Jeśli się teraz nie wykupi, kolejne dziesięć lat będzie musiał tkwić w tym miejscu. Zasady były jasne, a jeśli złamie zakazy, odbiorą mu wszystkie tak ciężko wypracowane tytuły.
  Długo wahał się, jednak mimo wszystko przeznaczenie było tylko jakąś mrzonką, a tytuł Wielkiego Maga w zasięgu ręki. Z bólem sprzedał talizman i uiścił odpowiednią opłatę. Teraz musiał jeszcze „tylko” odpracować rok w Szkole Magii jako nauczyciel.
  Opuszczając z odpowiednim zaświadczeniem mury twierdzy, czuł, że na szyi nie ma już sakiewki na rzemykach, jednak o wiele większy ciężar zalega mu na piersi.
  Po wielu latach sukcesów sława doprowadziła go na stanowisko Nadwornego Maga. Dzięki temu zdobył pokaźny majątek, który w dużej mierze przekazał rodzicom. Zatrzymał się u nich na miesiąc, zauważając, jak bardzo praca na roli przyczyniła się do przedwczesnej starości. Obowiązki kazały mu wracać na zamek, jednak później często odwiedzał rodzinne strony. Gdy dobiegał do pięćdziesiątki, na jednej z królewskich uczt wypatrzył wśród gości znajomą postać. Kupca, któremu odsprzedał przed laty amulet.
  Nowy właściciel talizmanu opowiedział mu taką oto historię:
„Udałem się we wskazanym przez ciebie czasie na płaskowyż Centauri. W noc przesilenia letniego niebo rozbłysło i jedna z gwiazd spłynęła na ziemię. Udałem się w jej stronę, ale zanim do niej dotarłem, napotkałem dziwnych ludzi. Ich szaty były z nieznanej mi materii i najwyraźniej szukali czegoś, twierdząc, że mam to coś w posiadaniu. Między sobą posługiwali się nieznaną mi szeleszcząca mową, ale znali także i kantycki, więc bez trudu toczyliśmy rozmowę. Okazało się, że to moc amuletu sprowadziła ich do mnie. Jednak spodziewali się znaleźć kogoś innego. Opowiedziałem im o tobie i wtedy zdawali się być pewni, że to ciebie, o Wielki Magu, szukali. Jeżeli spotkasz jeszcze kiedykolwiek owego człowieka – powiedzieli do mnie. – To oddaj mu amulet i przekaż, że dokładnie za czterdzieści lat przyjdziemy po niego. On jest jednym z nas. I niech przyniesie ze sobą... – Tu użyli jakiegoś nieznanego słowa. – Ale zrozumiałem, że chodziło im o ten magiczny dysk. Potem odeszli. Widziałem jeszcze, jak wsiedli do gwiazdy i powrócili między inne gwiazdy”.
  Vart, zwany teraz Merseonem, zamyślił się. Podziękował za opowieść, odkupił talizman i od tego czasu, gdy tylko nie był potrzebny na dworze, zamykał się w swojej samotni i wertował tysiące starych tomów.
  Jestem potomkiem ludzi z gwiazd – konstatował. – Przylecieli po mnie, a ja, głupi, nie skorzystałem z okazji, nie wysłuchałem rad starca i straciłem szansę. Ten amulet ich przyciąga, to pewne. I przyciągnie ponownie za… dwadzieścia lat. Nie wiem, czy dożyję, a jeśli nawet, to niewiele lat mi pozostanie.
  Po miesiącach czytania znalazł sposób, jak oszukać przeznaczenie. A raczej przyspieszyć moment, kiedy nastąpi. W archaicznych zapiskach znalazł pewną informację. Tłumacząc na kantycki, legenda brzmiała tak: „Kiedy ogniste ogony gwiazd przetną się w miesiącu Arth, w nocy, kiedy smok odchodzi, a przychodzi lew, usyp okrąg z popiołu i wymów zaklęcie Artghuni. Wtedy na krótko otworzy się brama zaświatów…”
  Vart szybko zrozumiał znaczenie – czas, kiedy dwie komety będą jednocześnie widoczne na niebie, w czasie przejścia z roku smoka na rok lwa, co oznacza przełom miesięcy Thar i Ruth. A nastąpi to za… dziesięć lat. To i tak połowę krócej niż wynikało z opowieści kupca.
  Tym razem będzie miał amulet przy sobie.
 
 
  Chłopiec otworzył oczy i usiadł. Miał wrażenie, że przeżywa po raz setny tę scenę. Przez ogień i dym ujrzał siedzącą po drugiej stronie paleniska postać. Starzec o długich białych włosach i równie śnieżnej brodzie wpatrywał się w niego czujnie. Vart przysiągłby, że nie widział go nigdy wcześniej, ale coś w jego rysach wydawało mu się dziwnie znajome.
  Vart spojrzał w ogień, a później na niebo. Stamtąd pochodzi i tam powinien wrócić. Tylko jak powiedzieć chłopcu, kim jestem – pomyślał starzec. – Sam wiem, co bym pomyślał, gdybym usłyszał, że jesteśmy Vartem. Mógłbym opowiedzieć sobie o tych latach, które spędziłem, będąc magiem, jak znalazłem rytuał otwarcia portalu czasu, jak wróciłem na spotkanie z samym sobą, które… już przeżyłem. Nawet dla mnie to ciężkie do ogarnięcia umysłem. Poświęciłem swoje życie, żebym mógł wrócić do gwiazd, jako młody mężczyzna. Najważniejsze to wpoić temu młodemu Vartowi, młodemu „mi”, żeby zawsze miał przy sobie przekaźnik i udał się na miejsce lądowania, gdy skończy trzydzieści lat. Ech, powiem mu, ile muszę i odjadę. Starożytne księgi mówią, że nie powinno dojść do kontaktu dwóch różnych ja, bo może to doprowadzić do pożarcia świata przez ogień. W każdym razie do niewyobrażalnej katastrofy. Nie mam jednak innego wyjścia. Muszę przekazać najważniejsze informacje i nie pozwolić się dotknąć. A potem odjechać, by umrzeć w samotności. Dziwne, mam wrażenie, że byłem tu już nie raz, a przecież zapamiętałbym to. Jestem wielkim mędrcem, nawet jak miałem piętnaście lat, byłem już mądry. Nie zmarnuję możliwości, jaka staje przede mną, przed tym drugim, młodym. Taką mam nadzieję.
– Kim jesteś? – zapytał piętnastoletni Vart.
– Przyjacielem – odpowiedział sześćdziesięcioletni. I mam na piersi ten sam amulet – pomyślał. – Wracaj do gwiazd, Vart, dasz radę, tym razem będzie inaczej niż w moim poprzednim życiu.
 
 
  Chłopiec otworzył oczy i usiadł. Przez ogień i dym ujrzał siedzącą po drugiej stronie paleniska postać. Starzec o długich białych włosach i równie śnieżnej brodzie wpatrywał się w niego czujnie. Vart przysiągłby, że nie widział go nigdy wcześniej, ale coś w jego rysach wydawało mu się dziwnie znajome.
 
 
 
 
 
 
 
 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Carvedilol · dnia 31.07.2018 13:56 · Czytań: 302 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 4
Komentarze
Darcon dnia 31.07.2018 14:34
Chłopak (wybraniec) z amuletem to nie nowość w fantasy, ale ja nie mam nic przeciwko historiom, których główne elementy gdzieś tam już były, jeśli tylko jest ciekawa.
Brakuje mi u Ciebie takiej lekkości snucia (fantastycznych) opowieści, trochę jak bard, trochę jak wytrawny i wszystko wiedzący narrator. Przytoczę kilka fragmentów, które rzuciły mi się w oczy.
Cytat:
– Mógł­bym użyć jed­ne­go z wielu moich imion, lecz ni­cze­go by to ci nie po­wie­dzia­ło.

Może, "lecz żadne nic ci nie powie"?
Cytat:
– Mó­wisz za­gad­ka­mi, a ja cię nie znam, star­cze.

Linijkę wcześniej chłopak pytał, kim jest starzec, więc go nie znał. Powtarzanie tego w następnym dialogu nie ma sensu, lepiej zapytać, skąd się tu wziął? Lub w ogóle pominąć to.
Cytat:
Dla­te­go odłóż nóż i wy­słu­chaj mnie przez mo­ment, a ja odej­dę, gdy tylko prze­ka­żę ci wszyst­ko, co mu­sisz wie­dzieć.
Wydaje mi się, że "wysłuchaj" używamy, gdy szykujemy dłuższą przemowę, starzec nie nagadał się później zbytnio, więc sam napisałbym "posłuchaj" i usunął "wszystko".
Cytat:
Obcy sta­wał się coraz bar­dziej ta­jem­ni­czy,
Czy tajemnica może być jeszcze bardziej tajemnicza? Niebezpieczny ok, ale nie wiązałbym tego z tajemną tajemnicą.
Cytat:
  Sta­rzec wstał, dając do zro­zu­mie­nia, że za­koń­czył roz­mo­wę. Rów­nież i Vart ze­rwał się na nogi, lecz obcy za­dzi­wia­ją­co spraw­nie wsko­czył na grzbiet ka­re­go konia.
Nie współgrają ze sobą te zdania, skąd "również" i "lecz"? Przecież starzec się nie zerwał, a zerwanie się na nogi Varta nie ma związku przyczynowo-skutkowego z wskoczeniem na konia.
"Starzec" zamilkł i wstał. Vart również się podniósł. Obcy sprawnie wskoczył na grzbiet karego konia." Coś w ten deseń? Zdania informacyjne czym są prostsze, tym lepiej.
Cytat:
Od wielu lat nosił go stale przy sobie i nie wspo­mi­nał o nim, odkąd ukoń­czył dzie­sięć lat.
Skoro to młody chłopak, to raczej nie od wielu lat.
Cytat:
Pła­sko­wyż Cen­tau­ri? To nie może być przy­pa­dek.
Zapewne nie. :)

Cytat:
Pełen nie­spo­koj­nych myśli długo sta­rał się za­snąć, ale sen, kiedy się w końcu po­ja­wił, nie przy­niósł mu uko­je­nia. Nie­wy­spa­ny, ran­kiem wrzu­cił swoje rze­czy do to­boł­ka, za­ga­sił ogni­sko i udał się w dal­szą drogę. Jesz­cze długa po­dróż przed nim. Cho­ciaż po­cho­dził z bie­do­ty, jego zdol­no­ści od dziec­ka wpra­wia­ły w zdu­mie­nie ro­dzi­ców i oto­cze­nie. Nawet sza­man był pełen uzna­nia prze­ni­kli­wo­ści umy­słu i lo­gicz­ne­go my­śle­nia chłop­ca. Kiedy ukoń­czył lat pięt­na­ście, oj­ciec prze­ka­zał mu sakwę pełną uzbie­ra­nych przez lata monet.– Synu, nasza wio­ska jest zbyt cia­sna dla cie­bie. Po­wi­nie­neś się kształ­cić, nie­wie­le mo­że­my tobie dać, ale na po­czą­tek po­win­no wy­star­czyć. Jeśli inni po­zna­ją się na tobie, wró­cisz kie­dyś jako mę­drzec i bo­gacz. Nie za­po­mnij wtedy swo­ich sta­rych ro­dzi­ców.
Zaznaczyłem większy fragment, bo to zlepek różnych informacji. Chłopak śpi, wstaje i dowiadujemy się, że długa podróż przed nim, ale gdzie i po co już nie. Szkoda, że najpierw nie wspomniałeś, co w ogóle tu robi, a na końcu podsumowanie o czekającej go długiej podróży.
W tym samym akapicie przechodzisz do przeszłości i wrzucasz kilka informacji z jego dzieciństwa. Spory przeskok.
Cytat:
Cho­ciaż po­cho­dził z bie­do­ty, jego zdol­no­ści od dziec­ka wpra­wia­ły w zdu­mie­nie ro­dzi­ców i oto­cze­nie.
A jaki to ma związek? Znowu braki w wątku przyczynowo-skutkowym.
Cytat:
– Synu, nasza wio­ska jest zbyt cia­sna dla cie­bie.
A to dlaczego? To przenośnia, że jest zbyt mądry na głupów ze wsi? Brak wątku p-s.
Cytat:
Dwa dni po spo­tka­niu ze star­cem, na­tra­fił na trak­cie na dwóch ró­wie­śni­ków, któ­rzy wra­ca­li z po­lo­wa­nia. Po­czę­sto­wa­li go mię­sem za­ją­ca, a on od­wdzię­czył się reszt­ką chle­ba.  Przy sma­ko­wi­tej wie­cze­rzy wy­ja­wił cel swo­jej wi­zy­ty, pod­py­tu­jąc jed­no­cze­śnie o si­we­go star­ca na czar­nym koniu,
Gdzie wizyty? Na trakcie? Przecież jeszcze nigdzie nie przybył. I jaki cel? Bo czytelnik jeszcze go nie zna. Ten, z którego powodu wyruszył, czy coś związanego ze starcem? Później piszesz o stolicy i naukach, tylko dlaczego nie najpierw? Naiwność zachowania przemilczam, choć to się trochę gryzie. Z jednej strony podróżuje sam, jest nieufny wobec starca, ale z chłopakami wesoło gaworzy i smacznie śpi. Gdzieś tu się rozjeżdża spójność charakteru głównego bohatera.
Dalej nie doczytałem, jak czas pozwoli, kiedyś wrócę.
Pozdrawiam.
Carvedilol dnia 01.08.2018 22:52
Darcon

Dzięki za zaglądnięcie i komentarz. Zgadzam się że popełniłem parę baboli chociaż nie ze wszystkimi się zgadzam.Pytanie czy dolna półka ze względu na błędy techniczne czy opowiadanie nudne, bo jeśli nudne to nie ma sensu poprawiać.

Teraz odniosę się do kilku uwag
Piszesz ze nielogiczne że był nieufny do starca a do chłopców nie. Wyobraź sobie że budzisz się przy ognisku do ktorego przysiadl się obcy na dodatek nawet się nie przedstawi i okazuje się że wie o Twoim sekrecie. Jasne że będziesz nieufny. Potem spotykasz rówieśników wesołych chłopców ktorzy czestuja cię własną strawą - tu sytuacja jest diametralnie inna, nieprawdaż?

Wiele lat - czyż kilkanaście lat to nie wiele lat?

Wioska zbyt ciasna - chłopiec był na tyle zdolny że nikt już niczego więcej nie był w stanie go nauczyć, po to się jeździło na nauki ale to nie znaczy że inni byli głupi. Czyż i dziś nie jeździ się studiować do dalekich miast, ba nawet i za granicę gdy w rodzinnej okolicy nie ma takiej możliwości, nie znaczy to że inni są głupi. Tak sądzę.

To że pochodził z biedoty i nie był przez nikogo kształcony a mimo to wykazywał spore zdolności i był pojętny dziwić mogło.

Piszesz też że zbyt późno dodaję pewne informacje ale to celowy zabieg który ma sens po przeczytaniu całości inaczej trudno ocenić.

Mimo wszystko jak zawsze jestem wdzięczny za komentarz i pozdrawiam.

Carvedilol
Darcon dnia 02.08.2018 07:52
Ja to rozumiem, Carve. Trafiają do mnie Twoje argumenty, szkoda, że nie było to bardziej sprecyzowane w tekście. ;)
Wiesz, taki przykład. Chłopak ma dla mnie jakieś piętnaście lat, pamięta życie gdzieś od 5-6 roku życia, więc tych lat nie jest tak wiele. Tak, można powiedzieć, że to czepialstwo, ale sformułowanie "nosił odkąd sięga pamięcią, nie rozstawał się od małego" załatwia temat.

Wrócę jeszcze do tego zdania.
Cytat:
Cho­ciaż po­cho­dził z bie­do­ty, jego zdol­no­ści od dziec­ka wpra­wia­ły w zdu­mie­nie ro­dzi­ców i oto­cze­nie.
Jako Autor, masz na myśli zdolności intelektualne i rozumiem wtedy sformułowanie "ciasnej wioski", ale dla mnie, czytelnika, to nie było oczywiste, że chodzi o intelekt. Na wsi można mieć wiele zdolności, uważane za cenne.

Mój wywód ma na celu zwrócenie uwagi, że w fantastyce, w odróżnieniu do obyczajówki, może się zdarzyć wszystko, co sobie autor wymyśli. I zdolności mogą być przeróżne. Równie dobrze chłopak może mieć zdolność latania. Dlatego ważne jest, by precyzować wiele spraw, bo w każdej zawiłości lub niejasności czytelnik może doszukiwać się ukrytych przyczyn lub zwyczajnie, będzie to zbijać z tropu. Mam na myśli te zwyczajne, które nie są częścią świadomie ukrytych wątków.
Obyczajówka jasno określa granice, zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Pięciolatek nie może podnieść samochodu i wypowiadać się, jak profesor, a w fantastyce? A może to mag? Albo wiedźma w ciele dziecka? Albo jakaś wyrocznia? :)

Dolna półka jest za słabo zbudowany szkielet historii, wymieszane informacje w akapitach, za wątpliwy portret psychologiczny chłopaka, bo nie przekonałeś mnie z tymi rówieśnikami. Zbyt nieufny i zbyt ufny zarazem. Zdarzenie, które ma zmienić jego życie nie ma odpowiedniej wymowy, nie wzbudza zainteresowania o los chłopaka.
Pozdrawiam.
Carvedilol dnia 02.08.2018 09:13
Darcon

Dzięki za wyłuszczenie, jednym słowem tekst zbyt nudny żeby go poprawiać. To że przeczytałeś zaledwie jeden akapit jest najbardziej wymowne, bo widzę jak często zostawiasz komentarze i czytasz na pewno większość tekstów w całości. I za to szacunek dla Ciebie.

Pozdrawiam
Carvedilol
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
kmmgj
12/12/2018 22:29
Uwagi wydają mi się bardzo celne. Wezmę je pod rozwagę.… »
czarnanna
12/12/2018 22:22
Bardzo mi się podobało :) Twój styl pisania mocno przypadł… »
Vanillivi
12/12/2018 21:50
Kmmgj, moim zdaniem ten tekst o wiele bardziej dawałby do… »
Ananke
12/12/2018 21:10
oj tam, zaraz do młodszego ;) To trzeba czytać jako… »
Gramofon
12/12/2018 21:06
Nic mnie nie ugryzło. Jestem szczery i tyle. Jest to nie… »
Ananke
12/12/2018 21:02
a co Ciebie Gramofon ugryzło?, toż napisałam, że i ona,… »
Gramofon
12/12/2018 20:55
Wszystko po kolei. To nie jest stare porzekadło, tylko tak… »
Ananke
12/12/2018 20:50
Arkady dziękuję za obecność i komentarz. Pozdrawiam :) »
Ananke
12/12/2018 20:35
dziękuję Czarnanna, Twoje uwagi są słuszne i konstruktywne,… »
czarnanna
12/12/2018 18:39
Przeczytałam, więc pozwolisz, że wkleję kilka elementów do… »
mike17
12/12/2018 17:39
Marianie, już na starcie muszę powiedzieć, że to jest… »
Florian Konrad
12/12/2018 17:30
dziękuję :) »
czarnanna
12/12/2018 13:34
zamieniłabym na: Czuła się jak piąte koło u wozu, to… »
Zola111
12/12/2018 00:40
Niczyjko, jesteś wielka, Dziękuje pięknie. Niemniej -… »
Niczyja
11/12/2018 22:59
Zolu, Już sobie poradziłam. Właśnie w tej chwili tekst… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 13/12/2018 01:35
  • Głosujmy do 15 grudnia!
  • Zola111
  • 12/12/2018 21:41
  • oj tam, głosujmy!
  • Gramofon
  • 12/12/2018 21:15
  • Bo głosowanie skończyło się dwa dni temu. ;]
  • Zola111
  • 12/12/2018 21:12
  • Czy już zagłosowałeś na Zaśrodkowanie#29? Nie? A dlaczego?
  • Zola111
  • 12/12/2018 00:46
  • Jolu S. Niczyjko, sprawdzacie się na medal. Dzięki i oczekiwania na twórczość do nowej edycji Wirtajek.
  • Esy Floresy
  • 11/12/2018 23:33
  • Wirtajkowicze dzisiaj szaleją, widzę. Cieszy to, nawet bardzo :)
  • JOLA S.
  • 11/12/2018 23:11
  • Zolu, jest ok. Dobranoc:)
  • Zola111
  • 09/12/2018 23:46
  • A możecie zagłosować na wiersze Zaśrodkownia#29!
Ostatnio widziani
Gości online:7
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas