Nikifor wrócił - JOLA S.
Proza » Obyczajowe » Nikifor wrócił
A A A
Od autora: Nie chcę obnosić się z pewnym przykrym wydarzeniem jak ze sztandarem, bo i po co. Ważne, że najgorsze mam już za sobą i łzy dawno wyschły. Obecnie nie przyznaję się do niego nawet przed samą sobą. I z nie ma tego złego, co nie wyszłoby na dobre. Wtedy w nocy na swojej drodze spotkałam nową przyjaźń, która lśni niczym skarb podany mi na tacy. Zawsze jesienią, gdy słońce staje się obojętne, stęskniona wracam do starszej kobiety, właścicielki starego domu w Krynicy Zdrój. Agata, bo o niej mowa, z dumą i szacunkiem nosi w sobie odchodzący w niepamięć świat. Może o nim opowiadać do końca życia. Słuchając, wybucham śmiechem, żartując, że nawet przedmioty skłania do słuchania. :)

      

Nikifor wrócił

      

Ostatniej jesieni, do pociągu wiozącego mnie do Agaty, obok kapci i ciepłego szala, zabrałam do plecaka tomik poezji Zbigniewa Herberta. Być w Krynicy i nie myśleć o Nikiforze, zreflektowałam się, czytając cudowne strofy wiersza...

Zagadnęłam o niego moją gospodynię, prawie natychmiast po powitaniu.

— O nie! Co ci przyszło do głowy? — wyrzuciła szczerze zaskoczona. — Od śmierci Nikifora minęło już pół wieku. Co prawda świat się przebudził, uznając go za wielkiego, ale pozostało poczucie winy, nie zawsze wyraźnej, nie zawsze i nie we wszystkim oczywistej. Niewiele można naprawić, cofnąć, zmienić... niech to nie brzmi jak zarzut. Ludzie lubią to, czego ich nauczono lubić...

— Rozumiem. Tak już jest, istnieją sprawy ważne i mniej ważne, pilne i nie pilne, z sensem i te bez sensu.

— Szkoda, że akurat dziś pytasz o Nikifora, bo łamie mnie w kościach, pewnie na deszcz.

Zerknęłam, Agata wyglądała naprawdę marnie, ale nie traciła zapału.

— Przypomnienie Nikifora jest zawsze na czasie. Tchnął ducha sztuki w moją rodzinę. To dawna osobliwość Krynicy, o  biografii niezgodnej ze schematem bajki, ani schematami życia, ciągle pełna tajemnic. Malowanie było dla niego sensem egzystencji, sposobem na przebłaganie świata.2 Nieurodziwy, drobnej postury, trochę białawy jak to gruźlik. Nie zdejmując dziurawego kapelusza, malował na makulaturze pędzelkiem wyleniałym jak mysi ogonek.1 Szedł za głosem pasji, każdy ma prawo. Lubił te swoje obrazki, głaskał je i tulił. Nikt o nim nie chciał słyszeć, dopóki sam nie wlazł w oczy.  Odmieniec drażnił, obrzucali go wyzwiskami, robili dudka, krążyły po mieście wierutne kłamstwa.

— Przykro słuchać. Myślę, że przemoc ujawnia chorobę myśli.

— Cóż,  ze spuszczoną głową, w niedbale sklejonych okularach dalej trwał przy przyulicznym murku i malował krajobraz krynickich uliczek i ciasnych podwórek. Widział rzeczy takimi, jakie są, a nie takimi, jakie chciały być widziane. Babka podchodziła po zrobionych zakupach, zainteresowana osobą i niezwykłymi malunkami, często nie większymi od kartki papieru zeszytowego. Gdy trącała go łokciem, robił się czerwony i dalej jak kamień. Sztuka potrzebuje rozmowy, a on, jakby nie słyszał, bał się złych języków.

A może był głuchoniemy?  

Agata  zakrztusiła się z wrażenia. 

— Ach, te plotki i wybujałe legendy! Zaprzątają umysł, siejąc chwasty. Ludzie nie mają szacunku do tych, co nie potrafią się jasno i foremnie wypowiedzieć, zawsze coś dopiszą dla uciechy lub skandalu. Szkoda czasu na dyrdymały.   

Zawstydziłam się. Dudnienie deszczu o parapet stawało się nieznośne, przeszłyśmy do jadalni. Było ciszej i mieściła wygodne fotele. Agata usiadła naprzeciwko i po chwili skupienia...          

"Malowanie było dla niego sensem egzystencji, sposobem na przebłaganie świata".2 

— Z czasem oswoił się, dzięki sile sprawczej babci. Siadał w ciemnym kącie naszej kuchni i z przymkniętymi powiekami studiował kształty przedmiotów i mebli. Miał kłopoty ze wzrokiem, ale kuchnię to on umiał namalować. Chyba dawała poczucie bezpieczeństwa, kojarzył ją z ciepłem. 2 Pachniała rosołem, wekowanym kurczakiem, gęsią lub konfiturą. Częstowany uniżenie dziękował, obejmując rękami talerz. Wszystko dokładnie, powoli. Śliwek nie lubił, idąc przez ogród, deptał je w niemym zapale, plamiły słodkim sokiem sfatygowane spodnie. Zimą ciągnął za sobą zapach śniegu, jesienią wnosił butami odór wilgoci i czarnego błota ścieżki, mieszały się z gorzką wonią starej szafy i biedy. Nikifor nie wadził domownikom. Nie wolno mu przeszkadzać. W skupieniu dobierał kolory, rozmazując  krople akwareli na świeżo umytej podłodze. Pod jego ręką farby traciły surowość, jaśniały tęczą. Takiś  zdolny, a nigdy nie malowałeś na sztalugach; nie miałeś palety, chwaliła go babka. W czasie akcji Wisła, razem z innymi patriotami, za karę, był wywożony w odległy koniec Polski, ale wracał do Krynicy, na stare śmieci. Ścierał rękawem marynarki niewidzialny kurz, zasiadał na końcu kuchennego stołu i nic nie mówił, bo i po co. Myślami był daleko, bez miary. Bóg, sędzia ostateczny, też o nim zapomniał, kiedyś wspomniała, podtykając pod nos żółknącą fotografię malarza, wyciętą ze starej paryskiej gazety.

Agata przerwała na moment. Bywał w Paryżu? Oczy mi zapłonęły, poczułam przez skórę, że w walizce wspomnień Agaty, coś znajdę, jakąś nową opowieść o Nikiforze, coś, czego nie ma w oficjalnych przekazach.

— Nie przerywaj, proszę — szepnęłam.

— Dziewczyno, sumienia nie masz, przestań mnie o niego wypytywać. Jestem introwertyczką, wolę słuchać. 

Otarła ręką spocone czoło. Zastygłam, nie zmniejszając czujności. Opowiadanie wciągnęło i nie chodziło o te minuty słuchania. O pobycie Nikifora w Paryżu ani słowa, szkoda. Zadumę przerywał niepokojąco spokojny głos Agaty.

— Te uderzenia gorąca mogą człowieka wykończyć, ale jak chcesz słuchać... Nikifor przegrywał za życia, nie on jeden. Ludzka zazdrość, małostkowość, okrutna znieczulica potrafią zabić najtwardszego. Przykład Vincent van Gogh.                   

— Niech to szlag!

— A ciebie, co ugryzło? To nic nowego — wybuchła. — Pomniki stawiają, otwierają zdziwione oczy, laurki piszą, ale wtedy, gdy jest za późno, gdy człowieka już nie ma. Taki ten świat. Nikifor swoimi obrazkami wystawił sobie pomnik, oczywiście skrojony na jego miarę. Długo nikt nie interesował się jego twórczością, nie kupował malunków. Za to miał czas na oprawianie ich w cieniutkie papierowe ramki, niektóre opatrywał datami. Jeden przechowałam, prezent dla babci. Cudny domek, taki, jakich jest wiele w Krynicy. Nie była to zawiła kompozycja, na starym opakowaniu po czekoladzie, namalowana akwarelami, ze zwykłą jemu prostotą i z zaskakująco małą ilością detali. Sprzedałam tutejszemu księdzu...  Przypiął się, stara pijawka. Nie pytaj za ile! Potrzebowałam pieniędzy, za czasów komuny bywało ciężko. Gdy o tym pomyślę, serce rwie się na strzępy. Szmat czasu... doprawdy, gdyby mi teraz przyszło wybierać...

W moich oczach pojawił się  wyraźny znak zapytania, nie uszedł uwadze Agaty.

— Nad czym tak dumasz z kwaśną miną?

— Znowu się zamyśliłam, aż tak mocno widać?

— Chwileczkę, niech zbiorę myśli. To, co opowiem, łączy się ze wspomnianym obrazkiem. Drobiazg, anegdota.

Agata wskazała na ścianę szczelnie obwieszoną starymi fotografiami i rysunkami.

— To pies???

— Zgadłaś, to Łatka, ukochany przybłęda, pokazywał głowę i serce, inny niż pozostałe psy. Ten obrazek narysowała moja mama, prawda, że rzadki bohomaz. Nikifor psy omijał je z daleka i w nadzwyczajnym pośpiechu, ale Łatka ciągle kręcił się przy jego nogach, lizał kostki, domagał się pieszczot. Naszego Łatkę było stać na wiele, a raczej pchły jego. Obsiadły buty malarza, boleśne pogryzły łydki. Dla Nikifora strapienie i przeszkoda nie do pokonania. Gdy w domu są psy, pchły to zwykła rzecz.

 Porażona beztroską Agaty uśmiechnęłam się.

— Tak, trochę jak w kiepskiej tragedii. Nikifor na odchodne źle potraktował pupila babci. Piesek okulał, był jakiś niemrawy, biedactwo. Nigdy nie widziałam nic smutniejszego, niż ten milczący, mały mężczyzna okładający laską przerażonego pieska, zapisała w pamiętniku. Łatka poprzysiągł zemstę. Zwierzę też myśli. Długo nie trzeba było czekać. Miał pewną tajemniczą właściwość: nie sposób go było przywołać do porządku, chadzał jak kot własnymi drogami. Kiedyś wrócił przed kolacją z rzeczonym obrazkiem w zębach. Babcia nie wierząc własnym oczom, wpadła w furię. Obrazek jest zmarnowany, dokładnie obśliniony, z ledwo widocznym konturem domku. Zuchwalstwo! Taki wstyd!, krzyczała. Kradzież miała miejsce w biały dzień, wśród  tłumu turystów. Nikifor stał bezradnie, siny z zimna, nie zaskoczył od razu. Całe miasto się śmiało, akurat na ulicach trwał jakiś konkurs. Taki obraz zachowała we wspomnieniach. Miał pomysły ten piesek.

— Widocznie, na Łatkę nastał czas rozliczeń. Zawsze znajdą się ludzie, którzy poddadzą ten przykry incydent w wątpliwość — wtrąciłam.

— Babcię Nikifor też zdumiał odejściem. Co było robić, poprosiła o spotkanie. Ledwo zamienili kilka słów. U niej zadziałała gorliwość, zawsze starała się zrozumieć i usprawiedliwić czyjeś błędy. Okazał się nieprzejednany. Potem, długo miotała się w kuchni, wierciła i sapała, aby na końcu przypalić konfiturę. To był fakt historyczny, wcześniej się nie zdarzało...

—  Zabawne — zagulgotałam.

Agata spojrzała z ukosa i  odebrało mi głos.

—  Może to i śmieszne, ale dla obojga sprawa była wielce wstydliwą. Nikifor nie chciał przyjąć z powrotem skalanego kontaktem z psem obrazka. Spłoszona wróciłam do domu, zapisała w pamiętniku. Na tym nie koniec historyjki. Nadszedł grudzień, wszędzie zamieszkał śnieg. Babcię, osaczały wspomnienia, na swój sposób tęskniła za smutnym malarzem. Nagle, w wigilię jej imienin:

— Proszę… proszę to wziąć, chcę ofiarować, namalowałem od nowa.

— Nikifor wrócił?

— Tym razem na dobre. Skulony chichotał, nie pozwalając babci na odpowiedź. Chciałam go wziąć w ramiona. Wreszcie czas się ułożył. Dla drogiego Epifaniusza nawet najgorsze przeżycia w naszym domu, są lepsze, od tego, co się dzieje poza nim. Gdy przeczytałam łzy mnie oślepiły. Chyba już jesteśmy znużone, pora zakończyć opowiadanie, w koszu czekają śliwki, ale do jutra  na pewno nie uciekną.

Jadalnia Agaty pogrążyła się w mroku. Nocą śniły mi się istoty mieszkające w ciemności.

 

 


  

 

 


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

   1.Zbigniew Herbert, Nikifor”, fragment

   2.Artykuły i publikacje Fundacji „ Niezła sztuka”

   3.Wisława Szymborska, ”Wszystkie lektury nadobowiązkowe”

  

    

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 29.08.2018 18:47 · Czytań: 267 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 14
Komentarze
Carvedilol dnia 30.08.2018 10:46
Jolu

całkiem ładny obrazek obyczajowy
parę przecinków chyba gdzieniegdzie za mało lub za dużo, np. Babcię, Nikifor zdumiał tu chyba niepotrzebny, ale w tej kwestii nie jestem ekspertem

Pozdrawiam
Carvedilol
JOLA S. dnia 30.08.2018 11:19
Carvedilol, dzięki za czytanie.

Carvedilol napisał:
całkiem ładny obrazek obyczajowy


Pomysł wziął się z poezji Zbigniewa Herberta. :) Przeczytałam kiedyś na chybił trafił. Wiersz jasny, napisany językiem trochę staromodnym, ale żywo pulsuje. I dobrze znany wszystkim Nikifor. Nie tylko mnie intryguje, jest nadal zagadką, piach się rozpycha nad małym ciałem, wielkim duszą...
Znalazłam dużo materiału, mającego wartość większą niż sentymentalna. Trudny wybór, czarny las od znaków i znaczeń, w głowie zamęt, ale napiszę i dokleję do mojego cyklu o wielkich.
Część zamieściłam już dawno, na PP.


I tak się zaczęło.

Serdecznie pozdrawiam :)
Marek Adam Grabowski dnia 30.08.2018 13:26
Jako nastolatek często bywałem w Krynicy i mam do tego miasteczka sentyment. To prawda, że postaci Nikifora jest dla tego miejsca bardzo ważna. Omawianego tomiku poezji nie czytałem, ale z szkoły pamiętam Herberta jako (proszę mi to wybaczyć) nudnego twórcze. Zupełnie inna sprawa, że jego biografia jest imponująca. Co do opowiadanie, niestety muszę je skrytykować jako chaotyczne. Nie byłem nawet w stanie doczytać.
JOLA S. dnia 30.08.2018 16:04
Marek Adam Grabowski napisał:
Nie byłem nawet w stanie doczytać.


To zdecydowanie wyjaśnia sprawę i rozwiewa moje wątpliwości.

Wielkie dzięki za wizytę pod tekstem

Pozdrawiam :)
skinnywords dnia 02.09.2018 04:39
Cytat:
Na co było stać naszą Łatkę oka­za­ło się chyba po mie­sią­cu. Ko­cha­my psa, a już nie pchły jego.3 Pa­sku­dy ob­sia­da­ły skó­rza­ne buty Ni­ki­fo­ra, bo­le­śnie gry­zły chude łydki.— Nie było le­kar­stwa?— Trud­no po­wie­dzieć. Pchły stały się dla bie­da­ka stra­pie­niem i prze­szko­dą nie do po­ko­na­nia. Roz­sta­nie było bo­le­sne, szcze­gól­nie dla Łatki, gdyż so­lid­nie obe­rwał od Ni­ki­fo­ra.— Dla­cze­go padło na Łatkę?— Nie bar­dzo wia­do­mo, krę­cił się przy no­gach Ni­ki­fo­ra, lizał kost­ki, łasił się. Gdy ma się psy, pchły to zwy­kła rzecz.


W tym fragmencie pies zmienił płeć ;)

Cytat:
— Mar­no­wał czas, gdyż długo, nikt nie in­te­re­so­wał się jego twór­czo­ścią, nie ku­po­wał kosz­mar­ków. Za to Ni­ki­for miał czas na opra­wia­nie ich w cie­niut­kie pa­pie­ro­we ramki z sznur­ko­wy­mi za­wiesz­ka­mi. Opa­try­wał nie­któ­re da­ta­mi. Cią­gle uśmiech­nię­ty, mówił mało, beł­ko­tli­wie. W szu­fla­dzie jedną prze­cho­wa­łam, to był pre­zent dla babci.


"nikt nie kupował koszmarków"... "w szufladzie jedną taką przechowywałam". Tu też brak spójności.

Odnoszę też wrażenie, że trochę kuleje kompozycja. Dialog przeplata się z opisami i myślami postaci. Wrzucenie wszystkiego tylko w dialog powoduje zamieszanie.
JOLA S. dnia 02.09.2018 06:43
Witaj Skinnywords, dzięki za czytanie. Wymagało skupienia, cóż i tak bywa. ;)

Odnośnie pierwszej wątpliwości:

Stąd wnosisz, że Łatka był suczką? Może coś pomajtałam, literówka?

Druga:

Cytat:
Nagle, w wi­gi­lię jej imie­nin:

— Pro­szę… pro­szę to wziąć, chcę ofia­ro­wać, na­ma­lo­wa­łem od nowa.
Ni­ki­for wró­cił.

Czytaj: Obrazek był prezentem od Nikifora dla babci Agaty, nie kupiła go.

Było w tekście i wcześniej.

Może faktycznie tekst wydaje się trudny w konstrukcji, na pewno nie do czytania w biegu. Dialogi przerwą długie opisy, taki miałam zamysł.


Pozdrawiam cieplutko:)
skinnywords dnia 03.09.2018 08:22
Napisałaś: "naszą Łatkę". Jeżeli to pies, powinno być "naszego Łatkę".
JOLA S. dnia 03.09.2018 08:33
Faktycznie :) Poprawiłam. Dzięki. :)
purpur dnia 07.09.2018 18:03
No dawno Cię nie czytałem.

Dawno...

Ale dalej malujesz nader urodziwe obrazki. Tak, kilka kompozycji słownych było okrutnicko przyjemne i takie inne, ciekawe.... Opisów, niemalże jak zwykle, co-nie-miara :)

Z jednej strony bardzo ładnie rysowane otoczenie przyciągało, chciało się czytać, zaś z drugiej... nic ciekawego, nic z "historią", nic takiego dla-mnie- tutaj nie znalazłem. Ot obrazek, z tysiącem ładnych słów. Jak dla mnie - dużo lepsze Twoje teksty czytałem!

Nie chcę brzmieć jak maruda, dlatego już kończę swoje wywody :p

Ech...

Pozdrawiam,
pur
JOLA S. dnia 07.09.2018 22:18
Drogi Purpurze, moje opko mówi o pożytku z istnienia psa. O innych pożytkach wspominam mimochodem.
Oczywiście żartuję.
Uznałam, że nie zaszkodzi przypomnieć Nikifora, polskiego malarza prymitywistę, którego twórczość mnie urzeka. Podrzuciłam garść informacji, celowo bez specjalnych dygresji.
Z nadzieją, że może wzbogaci wiedzę o nim i naszym ubiegłym stuleciu. Jest cała rzesza tych, co niewiele wiedzą o nim i o jego malarstwie.
Przyznam szczerze, że obecna beletrystyka trochę mnie już nuży, gdyż snują się w niej trudne tematy, często na granicy szaleństwa, obsesji. Też czasem ulegam tej pokusie i modzie.
Jedni chcą fantazji, inni zwyczajności, jeszcze inni żądają krwi na realistycznym tle, tragedii w miłości albo ideowych konfliktów.
A ja, teraz, o człowieku sztuki i już. Tak, dla odmiany. :)

Chwalisz moje opisy, bo cóż milszego jesienią, niż ładny obrazek. :)

Ech, zasapałam się, pisząc odpowiedź na Twój komentarz. ;)

Będzie mi bardzo miło, gdy wpadniesz z kolejną wizytą. :)

JOLA S.
Lilah dnia 02.10.2018 08:20
Dziękuję za wzruszenia, Jolu, piękne opowiadanie.
Przypomniałaś mi i muzeum Nikifora, i film "Mój Nikifor", w którego wcieliła się aktorka Krystyna Feldman.
Pozdrawiam :)
JOLA S. dnia 02.10.2018 09:52
Droga Lilah, cieszę się niezmiernie. :)

Serdeczności :)
OWSIANKO dnia 20.10.2018 15:51
JOLA S.
Nikifora znałem za młodu i jak na fanfarona przystało, nie wyznawałem się na talentach, artystach i w ogóle na sztuce. Tak, że znałem go z zaledwie z widzenia. Ale odmalowałaś go po mistrzowsku.
JOLA S. dnia 21.10.2018 09:07
OWSIANKO,

miłe słowa, wielkie dzięki. Tekst zaciekawił, a to najbardziej cieszy.
Winnam wyjaśnienie, im bardziej wchodziłam w temat, tym było trudniej/ za dużo materiału/.

Serdecznie pozdrawiam :) :)
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zola111
15/11/2018 00:16
Hej, Abi! bardzo mi się podoba ta lingwistyczna poezja.… »
Jacek Londyn
14/11/2018 21:43
Marku, nie powinieneś przepraszać za pojedynczy błąd.… »
Abi-syn
14/11/2018 20:40
Witaj Aniu piszesz ładnie o nieła(d)twych rzeczach, w… »
Abi-syn
14/11/2018 20:22
no i podpowiedziałaś, Coca, parę spraw do poprawy, za Anią,… »
wodniczka
14/11/2018 20:14
Witaj Marek Adam Grabowski Cieszę się, że wiersz ładny:).… »
wodniczka
14/11/2018 20:11
Witaj alos. Muszę przyznać, że masz wiele ciekawych pomysł.… »
Kazjuno
14/11/2018 20:04
Prawdę powiedziawszy, to kawałek wygrzebany z lamusa. Był… »
Zola111
14/11/2018 19:44
Julando, dziękuję. Bardzo mi się podoba ta refleksyjna,… »
Ania_Basnik
14/11/2018 15:18
Ananke dziękuję za uwagę odnośnie "zakamarków… »
Marek Adam Grabowski
14/11/2018 14:39
Nazwanie lat 60-tych zamierzchłymi, to genialny zabieg i… »
Leniwiec2
14/11/2018 13:49
Podczas konkursu, dałem dobrą ocenę ale nie najlepszą. Na… »
Kazjuno
14/11/2018 13:03
Bardzo fajny tekst. Napisany z polotem, bogatym językiem.… »
Kazjuno
14/11/2018 12:51
Dzięki Carveditol. Bardzo się cieszę, że podobała Ci się -… »
pociengiel
14/11/2018 12:18
Zagwozdki i atomizer - dałbym tytuł. W arbitrażu piłki… »
Carvedilol
14/11/2018 10:26
Kazjuno Dobrze się to czytało, choć to taka obyczajowa… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 14/11/2018 23:33
  • Jutro o północy Zaśrodkowanie#29 zamyka budkę!
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:22
  • Za starą panną - znowu wiosna a w krok nic.
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:21
  • Smichy chichy co dzień chodzę ulicą pełną nizradykalizowanych /póki co/ morderców i gwałcicieli.
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:04
  • w wypowiedziach rządzących (czerpmy z poezji, a nie traktujmy poezję instrumentalnie)
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:02
  • I chociaż uważam, że Palikot nie do końca sprawdził się jako polityk, to właśnie to podkreślenie roli poezji i właśnie kultury z jego strony bardzo mi się podobało, tego brakuje
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 05:58
  • Slavek - miło mnie zaskoczyło, że zna ją naprawdę nieźle, chociaż mówił raczej o autorach dwudziestolecia międzywojennego i lat. 90 niż współczesnych.
  • Slavek
  • 12/11/2018 19:33
  • Palikot i poezja...buuuha ha haha litości :)
  • Ananke
  • 11/11/2018 21:17
  • no i bravo one :)
  • Gramofon
  • 11/11/2018 21:03
  • Widziałem dziś na ulicach stolicy Arabki z przepaskami biało czerwonymi <3
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas