Pełnia - amaranta
Proza » Miniatura » Pełnia
A A A

 


Peł­nia
________________

Dzia­ło się coś nie­okre­ślo­ne­go. Miała wra­że­nie, jak gdyby wy­nu­rza­ła się z rze­czy­wi­sto­ści, która po­zo­sta­wia­ła po sobie uczu­cie bez­sil­no­ści, ale czego miała do­ty­czyć, nie wie­dzia­ła.


Pokój za­le­wa­ło świa­tło księ­ży­ca.Spoj­rza­ła w okno.?Pośrod­ku tkwi­ła okrą­gła tar­cza, jej lśnie­nie od­bi­ja­ło się w oczach, aż stały się pra­wie tak jasne jak księ­życ.


Mu­szę iśćpo­wie­dzia­ła cicho, od­rzu­ca­jąc koł­drę. Wsta­ła, się­gnę­ła po zie­lo­ny, je­dwab­ny szla­frok i za­rzu­ci­ła go na sie­bie. Jesz­cze raz spoj­rza­ła w okno i otwo­rzy­ła drzwi. Scho­dzi­ła po scho­dach dziw­nie ostroż­nie. Za­sta­nawiała się , co się stało z cza­sem; nie było bo­wiem żad­ne­go "przed­tem" ani "potem". My­śląc o tym po­czu­ła nie­okre­ślo­ny lęk, który jed­nak szyb­ko minął. Po­ko­ny­wa­ła stop­nie z dło­nią opar­tą na po­rę­czy. Pod bo­sy­mi sto­pa­mi wy­czu­wa­ła wy­raż­nie mięk­kość dy­wa­nu, potem chłód po­sadz­ki. Księ­życ od­bi­jał się w niej jak w wo­dzie. Idę po je­zio­rzeuśmiech­nę­ła się.


Drzwi do ogro­du były sze­ro­ko otwar­te. Przy­sta­nę­ła w nich, opie­ra­jąc ręce o fra­mu­gę. Noc była bez­wietrz­na; drze­wa, krze­wy, kwia­ty trwa­ły w bez­ru­chu. Za­czerp­nę­ła głę­bo­ko po­wie­trza i wy­szła na taras. Do­ty­ka­ła pal­ca­mi fe­sto­nów dzi­kie­go wina, sze­lest jego liści był je­dy­nym roz­le­ga­ją­cym się dżwię­kiem. Sze­ro­ki­mi scho­da­mi skie­ro­wa­ła się w stro­nę alej­ki. Żwir, któ­rym była wy­sy­pa­na kłuł ją w stopy, jed­nak szła dalej znaj­du­jąc w tym bo­le­sną przy jem­ność. Ze­rwał się lekki wiatr i wy­peł­nił ci­chym szu­mem ogród. Od­nio­sła wra­że­nie, że to ona wy­wo­ła­ła go swoim po­rusz­niem się.Chcąc to spraw­dzić za­trzy­ma­ła się, a wiatr za­marł razem z nią.
Ro­ze­śmia­na po­bie­gła przez traw­nik. Kłu­ją­cy żwir alej­ki zmie­nił się w chłod­ny ak­sa­mit trawy. Bie­gła coraz szyb­ciej aż do­tar­ła do za­le­sio­nej czę­ści ogro­du. Wbie­gła mię­dzy drze­wa okrą­ża­jąc je, mi­ja­ła two­rząc ósem­ki, chwy­ta­ła ga­łę­zie i krę­cąc się w kółko,za­gar­nia­ła wiatr.


Za­trzy­ma­ła się wresz­cie i opar­ła o pień sosny. Ogród wi­ro­wał jej w oczach. Wiatr stał się sil­niej­szy, a księ­życ mi­go­tał przez chwie­ją­ce się ga­łę­zie. Czuła wy­raż­nie jak krew pły­nie przez jej ciało, szyb­kie ude­rze­nia serca two­rzy­ły rytm, brzmiał jak tamta­my prze­ka­zu­ją­ce jakąś ważną wia­do­mość.


W pew­nej chwi­li za­uwa­ży­ła, że pnie drzew w dal­szej czę­ści ogro­du oświe­tla czer­wo­na łuna. Od­czu­ła lekki nie­po­kój. Stą­pa­jąc lekko, po cichu zbli­ża­ła się do tego miej­sca.
Znaj­do­wa­ła się na skra­ju roz­le­głej po­la­ny, za­mknię­tej zwar­tym sze­re­giem ciem­nych świer­ków. Po­środ­ku pło­nę­ło ogni­sko, wy­sy­ła­jąc w górę snopy iskier. Wokół ognia sku­pi­li się jacyś lu­dzie, jeden z nich grał na skrzyp­cach. Ko­bie­ty miały prze­wią­za­ne białe chu­s­ty; jedne wokół głowy inne na bio­drach lub na ra­mie­niu. Po­chy­le­ni ku sobie roz­ma­wia­li nad ogniem. Nie ro­zu­mia­ła o czym mó­wi­li, ale w ich gło­sach sły­sza­ła spo­kój.


W pew­nej chwi­li skrzy­pek od­szedł kilka kro­ków, a jego mu­zy­ka stała się gło­śniej­sza.Ze­bra­ni wokół ogni­ska za­mil­kli. W tej ciszy dżwięk skrzy­piec brzmiał jak we­zwa­nie. Po­wo­li, jeden za dru­gim od­cho­dzi­li od ognia roz­po­czy­na­jąc ta­niec po­cząt­ko­wo sami, póż­niej łą­cząc się w pary lub grupy. Stała na skra­ju po­la­ny po­dzi­wia­jąc lek­kość i wdzięk z jakim się po­ru­sza­li.
Wtem, jak na dany znak roz­sy­pa­ły się pary i grupy tań­czą­cych.Utwo­rzy­li krąg, który ru­szył w takt mu­zy­ki. Po­czu­ła ich za­pach; pach­nie­li wia­trem i czymś, czego nie umia­ła na­zwać.


Krąg się ro­ze­rwał tuż obok niej. Jedna z ko­biet ze­rwa­ła z ra­mion białą chu­s­tę, za­rzu­ci­ła na nią i po­rwa­ła do kręgu. Obej­rza­ła się w tańcu i zo­ba­czy­ła sie­bie jak stoi na skra­ju po­la­ny. Uśmiech­nę­ła się i nie oglą­da­jąc się już za sie­bie, dała się po­rwać mu­zy­ce. Krąg tan­ce­rzy mi­go­tał wie­lo­barw­no­ścią stro­jów. Tań­czy­ła,drze­wa mil­cza­ły, po­la­na błysz­cza­ła zie­lo­ną po­świa­tą księ­ży­ca i pło­ną­cym ogniem.


Nie za­uwa­ży­ła nawet, kiedy krąg znik­ną.Tań­czy­ła teraz w ra­mio­nach mło­de­go męż­czy­zny. Mu­zy­ka szep­ta­ła, ko­ły­sa­ła ich jak do snu. Za­pa­da­ła w ro­dzaj nie­okre­ślo­ne­go transu, wy­wo­łu­ją­ce­go ob­ra­zy lasu, ja­kiejś drogi peł­nej kurzu, roz­świe­tlo­ne­go słoń­cem je­zio­ra. Nad­le­cia­ły ła­bę­dzie szu­miąc skrzy­dła­mi, po jed­nym sia­da­jąc na wo­dzie. Pa­trza­ła jak stro­szą i ukła­da­ją białe pióra, za­glą­da­ją sobie w oczy i płyną cicho, po­dob­ne do zna­ków za­py­ta­nia, nie ocze­ku ją­cych od­po­wie­dzi. Szła wzdłuż brze­gu. Przy­wo­ły­wa­ła je, ale one nie zwra­ca­ły na nią uwagi, cza­sem tylko wy­cią­ga­ły szyje, otrzą­sa­ły pióra i nie oglą­da­jąc się od­pły­wa­ły. Mogła już tylko stać i pa­trzeć jak zni­ka­ją, po­zo­sta­wia­jąc po sobie białą ciszę. Ta cisza szła od je­zio­ra coraz szer­sza, ogar­nia­ła fale; przy­brzeż­ne wo­do­ro­sty wy­peł­zły na brzeg ogar­nia­jąc sobą jej stopy. Po­czu­ła ból. Coś się skoń­czy­ło po­my­śla­ła.


Po­la­na była pusta. Znik­nę­li gdzieś tan­ce­rze, ogni­sko. Wiel­ki, okrą­gły księ­życ ob­le­wał wszyst­ko ostrym, zie­lon­ka­wym świa­tłem, które wi­ro­wa­ło w takt prze­szy­wa­ją­cych dżwię­ków skrzy­piec. Wbie­gła w to świa­tło, a ono po­rwa­ło ją do tańca ob­ra­ca­jąc w pi­ru­etach. Tań­czy­ła w za­pa­mię­ta­niu, chwy­ta­ła pro­mie­nie księ­ży­ca i po­wie­wa­jąc nimi jak wstąż­ka­mi roz­rzu­ca­ła wśród ga­łę­zi drzew.


Roz­legł się krzyk.
Krzyk­nę­ła.
Roz­le­gła się cisza.
Upa­dła.


W mroku po­ko­ju sły­chać było wa­ha­dło ze­ga­ra od­mie­rza­ją­ce noc. Przez uchy­lo­ne okno wpa­dał lekki wiatr po­ru­sza­jąc fi­ran­ką i wstąż­ka­mi ba­le­tek za­wie­szo­nych na ścia­nie. Śpią­ca ko­bie­ta krzyk­nę­ła przez sen. Świa­tło księ­ży­ca od­bi­ja­ło się w ni­klo­wa­nych szpry­chach wózka in­wa­lidz­kie­go. Dłoń ko­bie­ty za­ci­snę­ła się na prze­ście­ra­dle.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
amaranta · dnia 30.08.2018 14:44 · Czytań: 195 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 4
Komentarze
Darcon dnia 30.08.2018 14:51
Obrazowe i klimatyczne, choć trochę zbyt melodramatyczne. Przez to wydźwięk puenty jest (dla mnie) mniejszy. Nie wiem, czy to kwestia ilości (zbyt długiego wstępu), czy kwiecistych zdań typu:
Cytat:
Kłu­ją­cy żwir alej­ki zmie­nił się w chłod­ny ak­sa­mit trawy.

Ale puenta nie brzmi dla mnie wiarygodnie. Mam subiektywne odczucie, że skupiłaś się na tańcu, a puentę potraktowałaś po macoszemu. Może inni odbiorą utwór inaczej.
Niestety tekst jest źle sformatowany i czyta się z pewną trudnością.
amaranta dnia 30.08.2018 20:01
Nie wiem dlaczego ten tekst został tak sformatowany, zdania są jakieś porozrywane-nie rozumiem dlaczego tak wyszło. Muszę to wyjaśnić ponieważ w moim tekście nie było tych bezsensownych przerw.
Tak, skupiłam się na tańcu, bo to właśnie on jest tematem snu kalekiej baletnicy. Nie widziałam potrzeby wydłużania puenty, te kilka zdań wyjaśnia chyba wszystko.
Ale dziękuję za komentarz i pozdrawiam.
Marek Adam Grabowski dnia 31.08.2018 09:06 Ocena: Bardzo dobre
A więc to tylko błąd techniczny. A myślałem, że to pseudoartystyczna prowokacja. ;) Przepraszam, że tak cie pochopnie oceniłem. Co do samego opowiadania. Bardzo mi się podoba tajemniczość tego snu. Jednak ważniejsza jest puenta- marzenie osoby niepełnosprawnej.
OWSIANKO dnia 23.10.2018 02:44
amaranta
styl, to kwestia gustu. Jest związany z temperamentem piszącego i spodziewaną wymową utworu.
W początkach swojej twórczości teksty Johna Updike’a przesycone były denerwującą ilością przymiotników, co mogło sprawiać wrażenie przesadnej egzaltacji.
Lecz dzięki temu zabiegowi Updike sięgnął (w prozie) wyżyn poezji, a każde jego „nadużycie” okazało się - z perspektywy czasu – zabiegiem celowym.
A w późniejszym pisaniu, razem ze zmianą tematyki swoich powieści, zmienił także styl na ekspresyjnie oszczędniejszy i poniekąd ascetyczny. I znowu styl odzwierciedlał treść.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Blanche
24/01/2019 08:30
Dziękuję :D »
Blanche
24/01/2019 08:29
:) »
Kobra
24/01/2019 08:23
Śpij, Śpij. Poczekam. :) »
hultaj
24/01/2019 08:16
Chodziło mi o to Blanche, że mój komentarz ma charakter… »
Kobra
24/01/2019 08:04
Polemizowałabym. To, że nie śmierć fizyczna od prawego… »
Kobra
24/01/2019 07:55
Tak, to prawda co wyżej w komentarzu. Fajnie się je czyta,… »
Blanche
24/01/2019 07:34
Jeśli mam być szczery - technicznie do kitu, ale treść… »
Blanche
24/01/2019 07:30
Zostawiam swoje piętno - uśmiałem się :) »
Blanche
24/01/2019 07:29
Postanowiłem przeczytać twoje dzieła wstecz... dla treści… »
Blanche
24/01/2019 07:27
Powiem tak (oczywiście bez obrazy, bardzo obiektywnie).… »
Blanche
24/01/2019 07:20
Jestem również pod wrażeniem. Technicznie - drobne… »
Blanche
24/01/2019 07:17
... »
Blanche
24/01/2019 07:14
Oj, mnie by ani mała, ani duża ani nawet czarna sake nie… »
Zola111
24/01/2019 02:44
A widzisz, jaka jestem świnia! Po tylu latach pojawiam się… »
SzalonaJulka
24/01/2019 01:14
Dziękuję, dziwne zaglądać pod tekst po tylu latach... Ja… »
ShoutBox
  • Kobra
  • 24/01/2019 08:09
  • Wow, jakie ciekawe linki tutaj. :-) Miłego czwartku!
  • AntoniGrycuk
  • 23/01/2019 23:15
  • To słyszałem, bo słowo "znam" to za dużo powiedziane. Dawno tego nie słyszałem, z 15 lat będzie. Dzięki.
  • mike17
  • 23/01/2019 15:45
  • Nigdy nie jest tak dobrze, jak za pierwszym razem : [link]
  • mike17
  • 22/01/2019 20:39
  • Bo są miejsca, które się ceni :)
  • Hubert Z
  • 22/01/2019 20:32
  • I wzajemnie Kushi.
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:ivetteq2094
Wspierają nas